psychoterapia = horror

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: psychoterapia = horror

przez wika 23 paź 2010, 17:29
ninon, wow, dzięki za miłe słowa. Sama siebie czasami zaskakuję tą "siłą". Niestety wtedy, kiedy najbardziej potrzebuję to jej nie mam. Nie no, może przesadziłam, ale owa siła nie jest na wyciągnięcie ręki...w sytuacjach kryzysowych muszę się bardzo starać, by ją w sobie odnaleźć...
Trochę teraz górnolotnie pojechałam:)
Masz rację, że mąż i dziecko nie wyleczą mnie z lęków, ale ich obecność w moim życiu dużo mi daje, właściwie to najwięcej.
Prawdą jest też fakt, że mąż nigdy nie zrozumie co tak naprawdę mnie męczy, bo sam tego nie czuł (i wcale nie życzę). Nawet nie chciałabym go obarczać tym całym "dobrobytem" doznań związanych z nerwicą, bo wiem, że tak naprawdę nie jest to potrzebne.
Kiedyś sądziłam, że właśnie współczucie i takie "żałowanie chorego" coś mi da... Dzisiaj wiem, że nerwica uwielbia zajmowanie się nią i poklepywanie po ramieniu...
Jeśli chodzi o łykanie tabletek, to rozumiem co próbujesz mi przekazać:)Nie jest to rozwiązanie na dłuższą metę, jednak narazie muszę się wspomóc...
Ninon, ja wiem skąd mam nerwicę, tzn znam przyczynę, ale jeszcze nie jestem w stanie tego zrozumieć i zaakceptować. Mam nadzieję, że terapia mi w tym pomoże.
Pozdrawiam
don't let go never give up it's such a wonderful life...
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
03 paź 2010, 21:53

Re: psychoterapia = horror

przez ninon 23 paź 2010, 18:57
bardzo się cieszę razem z tobą, że jest lepiej i poznajesz swoje dolegliwości coraz lepiej. Jeśli znasz naprawdę jej przyczynę to staraj się ją obłaskawić. Nie wiem czy tak długie zażywanie tabletek nie spowoduje lęków przed odstawieniem. Jeśli nawet nie uzależniłaś się od chemii zawartej w tabletce to może być ona substytutem dobrego samopoczucia. Nie umiem ci nic powiedzieć jak to zrobić bo nie wiem jak, żeby było jak najmniej boleśnie i bez lęków. Pewnie pomogłoby towarzystwo i zwykłe codzienne pogaduszki, koleżanka, znajoma, kawa, mleko, herbata.....co tam lubisz

Ja jestem "zdrowa" - nie wiem czy tak można o kimś w ogóle powiedzieć, ale myślisz że siła mi przychodzi łatwo? Czasami muszę sobie przypomnieć, że jestem niepoprawną optymistką i uwielbiam siebie - stąd wynika moja siła, bo też zdarzają mi się złe dni, ponury nastrój i takie tam... Jednak nawet najdłuższa żmija - mija i znów przychodzi dobry nastrój, często wspomagany komedią lub żartami z rodziną.
Co do mężów, to oni czasami boją się chorób żon, zwłaszcza że nie wiedzą jak mają się wtedy zachować żeby nie zaszkodzić i nie robią nic. Może mogłabyś mu podpowiedzieć co powinien ci powiedzieć, jakich słów użyć, jakie gesty wykonać lub nawet sama bierz od niego te gesty - prowadź jego rękę, każ powtarzać swoje słowa do ciebie.
wymądrzam się ale chciałabym dodać ci jak najwięcej otuchy i siły, pozdrawiam :great:
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
22 paź 2010, 18:19

Re: psychoterapia = horror

przez wika 23 paź 2010, 23:20
Ninon, mam pytanie, czy Ty miałaś nerwicę lękową? Jestem spragniona opowieści o tym, jak ktoś wyzdrowiał!:) Narazie nic takiego nie przeczytałam (usłyszałam)...
don't let go never give up it's such a wonderful life...
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
03 paź 2010, 21:53

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: psychoterapia = horror

przez Tolerancja 24 paź 2010, 09:03
Hej Wika.Też mam nerwicę lękową;( od 3 lat.Piorę codziennie pół tabletki aurex i krople nerwosol.Nerwica dała znać po śmierci mojej babci cały rok byłam w domu...nie chodziłam do szkoły... Mama mnie siłą wciągła do samochodu i pojechaliśmy do psychiatry i okazało się, ze mam nerwicę lękową i mam chodzić do psychologa.Byłam u pięciu i żaden mi za bardzo nie pomógł.Było co raz lepiej.Przyszedł czas iść do szkoły... pierwszy tydzień nie poszłam nie dałam rady.Pedagog i siostra zakonna rozmawiały ze mną i tylko jedna rozmowa i co? już chodzę do szkoły. ;)
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
24 paź 2010, 08:36
Lokalizacja
daleko...

Re: psychoterapia = horror

przez wika 24 paź 2010, 11:48
Tolerancja, witam, jestem bardzo ciekawa co te panie powiedziały Ci takiego, że dałaś radę swoim lękom...możesz napisać?Podziwiam i szczerze zazdroszcze!
P.S
U mnie też wszystko zaczęło się po śmierci kochanej babci...
don't let go never give up it's such a wonderful life...
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
03 paź 2010, 21:53

Re: psychoterapia = horror

Avatar użytkownika
przez marcja 24 paź 2010, 13:08
wika napisał(a):Ninon, mam pytanie, czy Ty miałaś nerwicę lękową? Jestem spragniona opowieści o tym, jak ktoś wyzdrowiał!:) Narazie nic takiego nie przeczytałam (usłyszałam)...


Opowiesci o calkowitym wyzdrowieniu niestety nie sklece ;) Ale mi udaje sie funkcjonowac bez nerwicy miesiacami, a nawet latami...

Co dziala? To trudne pytanie, wiele czynnikow sie na to sklada. Po pierwsze doswiadczenie. Z kazdym nawrotem nerwicy mysle sobie, ze tym razem naprawde zachorowalam na jakas chorobe somatyczna-ze mam chore serce, bialaczke, raka pluc itp. Po zrobieniu podstawowych badan, mowie sobie jednak:" Pomysl, idiotko, juz rok temu, 3 lata temu, 4 lata temu itp. chorowalas na 5 tysiecy rodzajow raka, niewydolnosc serca, astme itp. Jak dotad jednak zyjesz i masz sie dobrze" ;) Po takim stwierdzeniu, siegam po ksiazke dot. nerwicy ("Opanowac lek"-bardzo polecam!") i wmawiam sobie, ze nic mi nie jest, tak dlugo i z takim zaangazowaniem, az wbije mi sie to nie tylko w sfere swiadomosci, ale i podswiadomosci. Dodatkowo przydatne jest wspomaganie sie farmakologia, ktora leczy urojona przez Ciebie chorobe somatyczna (jesli takowa posiadasz) i leki uspokajajace, aczkolwiek ja juz od dawna nie bralam tych silniejszych-nawet kiedy 2 miesiace temu dostalam takiego ataku na srodku ulicy w centrum, ze az sie poryczalam. Wzielam tylko hydroksyzyne i stwierdzilam, ze co ma byc to bedzie. Kluczem jest pozwolic atakom trwac, a nie marzyc by sie skonczyly (wiem, jakie to trudne...), pozostawac w tym miejscu, w ktorym spotkal nas atak, a nie uciekac...

Dodam jeszcze, ze w przypadku nerwicy (nt. pozostalych zaburzen wypowiadac sie nie bede, bo brak mi doswiadczenia) wyzdrowienie(a raczej zaleczenie) jest stosunkowo latwe. Znam kilkoro ludzi z NL i widze,ze im sie po prostu nie chce. Nie chce im sie wmawiac sobie tego, ze nic im nie jest-np.50 razy dziennie. Uwazaja, ze to nic nie pomoze. Dziwne, ze 50 razy dziennie (a nawet duuuzoo wiecej) moga wmawiac sobie, ze sa ciezko chorzy somatycznie i jakos nie chca zaniechac taklich zachowan;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Re: psychoterapia = horror

przez ninon 25 paź 2010, 17:09
byłam w takim stanie parę lat temu, po śmierci ciotki wpadłam do grobu z dnia na dzień - nie naprawdę ale psychicznie. Czułam, że nie mogę stamtąd wyjść. Ataki paniki nie pozwalały mi wyjść z domu ani nawet kąpać się jeżeli nikogo nie było w domu. Miałam silny lęk przed otwartą przestrzenią. Nikt w mojej rodzinie nie chorował i nigdy nie był w takim stanie. Jedyne pocieszenie jakie słyszałam wtedy - chciałabym ci pomóc, ale nie wiem jak. Tabletki - nie pamiętam jakie - na sen, by spać - bo nie mogłam (i tylko te pomagały) i na dzień te były do niczego - byłam otępiała i nie eliminowały lęku tylko go przygłuszały. Powiedziałam sobie, że dam sobie radę, że sobie z tym poradzę. Skoro do tej pory wszystko było ze mną dobrze to dlaczego nie miałabym z tego wyjść. Ponieważ moi bliscy nie wiedzieli jak mi pomóc to sama mówiłam im co chcę od nich dostać aby mi pomogło. Przede wszystkim pomogłam sobie sama i pomogło towarzyszenie, bliskość innych osób, suplementacja magnezu, może trochę czas. Trwało to 2 lata i powoli wróciłam do siebie. Jedyne co zostało mi z tamtych czasów to zapomnienie jakie to były straszne dni i czasami malutki lęk gdy zostaję sama na noc w domu, Muszę wtedy pomyśleć do której sąsiadki mogłabym zapukać w nocy by choć zamienić zdanie - jeszcze nie zdarzyła mi się taka potrzeba, ale w takich wypadkach jestem przygotowana, wiem co mam robić. Kontakt z żywym człowiekiem uspokojał mnie, co znaczyło też, że to realny świat.
Dlatego wiem, że jeśli to tylko lęki, nerwice to można z tego wyjść a im wcześniej z tym pracujesz tym szybciej wyjdziesz.
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
22 paź 2010, 18:19

Re: psychoterapia = horror

przez wika 26 paź 2010, 10:16
Ninon... zatkało mnie. Nie wiem dlaczego ale po Twoim pierwszym wpisie osądziłam Cię jako super pewną siebie osobę, którą napewno nic takiego nie spotkało....wiem, że jedno nie wyklucza drugiego, ale wiesz o co chodzi...
Gratuluję Ci sukcesu!!!
Nie no, od dziś jesteś moim Guru:)
don't let go never give up it's such a wonderful life...
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
03 paź 2010, 21:53

Re: psychoterapia = horror

przez ninon 26 paź 2010, 19:59
wika nie rozśmieszaj mnie, nie jestem guru. Ale rzeczywiście nabrałam siły jakiej nigdy nie miałam. Zdawało mi się wtedy, że lekarze po opisie objawów powinni od razu wiedzieć co mi jest i zaradzić temu co się działo - niestety trafiłam w niebyt lekarski. Tabletki, brak zrozumienia - zamiast głaskania duszy, lulania. Jestem i zawsze byłam optymistką może dlatego nie dałam się. To co mnie spotkało okazało się początkiem mojej drogi do zrozumienia siebie, świata, ludzkiego postępowania, poszukiwania Boga prawdziwego. Wszystko to znalazłam i dlatego teraz wymądrzam się i nie boję się napisać tego co napisałam. W realu w czasie rozmowy łatwiej byłoby mi pogłaskać cię słowem, dotknąć twojej duszy bo wtedy więcej informacji pochodziłoby od ciebie, ważne są gesty, mimika twarzy, ton głosu i można wydobyć więcej informacji na temat choroby.
Przykro mi gdy osoba chora na próbę podbudowania jej ego reaguje jak zwykle - jestem chora, nie możesz zrozumieć co mi dolega - to zamykanie drogi dla siebie. Przypominają mi się wtedy słowa naszego Papieża: Nie lękajcie się! Wzruszam się wtedy bo to do mnie i do ciebie, i do innych zagubionych owieczek :great: :great:
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
22 paź 2010, 18:19

Re: psychoterapia = horror

przez Feliks 26 paź 2010, 22:14
Wika, witaj ponownie. Biorę od kilku dni zoloft 150 mg/dobę. Rano 100 mg a wieczorem 50 mg. Niepokoi mnie jedynie fakt silnego pocenia się dłoni i pojawiające się w nocy dreszcze jak przy przeziębieniu. Mam także w ciągu dnia lekkie mdłości. Ze snem jest ok. Moja agorafobia znacznie została złagodzona, mogę chodzić po marketach ale niezbyt długo. Lekarz mówił, że efekt terapeutyczny po zwiększeniu dawki będzie zauważalny dopiero po około 2 tygodniach. Jego zdaniem zoloft jest bezpieczny i nie wpływa na układ naczyniowo-sercowy. Mam nadzieję, że to prawda. Ciśnienie krwi mam na normalnym poziomie, a puls nie jest tak wysoki jak kiedyś. Kołatania serca występują sporadycznie. Powracając do temperamentu, to ja też od zawsze byłem towarzyski, mam dużo wspaniałych przyjaciół. Teraz trochę ich sobie odpuściłem, stałem się domatorem. Coś mnie blokuje, mam ogólną niechęć do imprezowania. Tęsknię za przeszłością, zawsze lubiłem coś aktywnie robić. Sądzę, iż nasze problemy nawarstwiały się latami, gdzieś jest tego przyczyna. Mój terapeuta mówi, że to rozpoczęło się w dzieciństwie, kiedy wymagano ode mnie więcej niż potfafiłem zrobić. Później szkoła średnia, cięzkie studia obwarowane olbrzymim stresem i praca u boku bogatego i zimnokrwistego szefa. Analizuję często swoje osiągniecia, decyzje, styl życia. Muszę się wyciszyć, nabrać dystansu do niektórych spraw. Moją terapią jest moja najbliższa rodzina. Powodzenia z zoloftem. Feliks.
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
07 sie 2010, 18:14

Re: psychoterapia = horror

przez wika 27 paź 2010, 14:08
Cześć, ja też już zwiększam dawkę, ale mam to robić stopniowo, po kilka dni, tzn. najpierw 1x100 + 1/3 50 itd....aż do 150 w całości.
Felix,ja też miałam podobnie, jeśli chodzi o dzieciństwo, studia, pracę....i jak już zaczęłam przepłacać zdrowiem za fochy mojej zimnokrwistej szefowej, powiedziałam- dość! żadne pieniądze nie są tego warte....
Pozdrawiam
don't let go never give up it's such a wonderful life...
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
03 paź 2010, 21:53

Re: psychoterapia = horror

przez Feliks 02 lis 2010, 13:20
Cześć WIKA, jak się czujesz po zolofcie 150/dobę? Przyjmujesz jednorazowo czy w dawkach podzielonych? U mnie niezbyt dobrze, strasznie drżą i pocą mi się dłonie. Ponadto mam kilka razy dziennie dziwne dreszcze. Po ostatnich badaniach krwi zwiększył mi się jedynie potas do górnej granicy, a OB mam na poziomie 1 mm; nie wiecz czy to jest ok? Lekarz kazal mi brać dodatkowo max. 1 mg lorafenu/dobę i w razie potrzeby do 100 mg hydroxyzyny/dobę - dla złagodzenia niepokoju i drżenia, ale to niezbyt pomaga. Chyba muszę jeszcze trochę wytrzymać... Pozdrawiam. Feliks.
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
07 sie 2010, 18:14

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 31 gości

Przeskocz do