Fobia społeczna!

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez Marcel79 30 gru 2007, 18:35
estrella napisał(a):myslalam ze ludziom niedobrze na moj widok. A moze naprawde im niedobrze? Juz sama nie wiem.


Jedyne wyjście: dawaj fotę na forum! :D
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
08 gru 2007, 15:45

przez estrella 30 gru 2007, 19:32
Marcel79 napisał(a):Jedyne wyjście: dawaj fotę na forum! :D

Haha. Ja nawet mamie swoich zdjęć nie daję a co dopiero umieszczać zdjęcie w internecie. :shock: Ja mam fobie a nie upadłam na głowe ;)
Czasami mam ochotę zniknąć.
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
20 gru 2007, 18:18
Lokalizacja
Poznań

przez ane23 03 sty 2008, 00:09
a ja myślałam że to zwykła nieśmiałość, tylko taka trochę większa.
Ja nie jem nic poza domem - w sensie obiadów - nie jem nawet u teściów, bo tak się denerwuję, u znajomych też nie jadam, zwykle ograniczam się do herbaty. Nie jem nic ciężkostrawnego też dzień- dwa przed ważnym wydarzeniem (czyjeś wesele, obrona pracy mgr, wystąpienie w pracy)- wtedy moim jedynym posiłkiem jest sucha bułka :roll: . Teściowe są obrażeni, bo uważają że jestem niewychowana, bo mi nie smakuje, a ja po prostu trzęsę się jak galareta, bo mi zimno, a żołądek zawiązuje się na supeł i nawet jak jestem głodna to próba zjedzenia czegość kończy się odruchem wymiotnym, ponadto chłodnieją ręce i stopy, zaczynam zaciskać zęby. Dużo bezpieczniej czuje się z moją rodziną, u siebie jem normalnie, no chyba ze czeka mnie jakieś 'wyjście'.
Najgorzej było na własnym ślubie, ksiądz mówił a mnie co chwila ogrniała panika, raz zimno raz gorąco, kilka razy przeszło mi przez myśl uciec sprzed tego ołtarza, kilka razy bałam się że haftnę księdzu lub mężowi na buty 8)
a wiecie czego najbardziej sie boję? właśnie tego że zemdleję publicznie, zwymiotuję, dostanę biegunki etc. Boję się wszelkich dolegliwości żołądka, że stanie się to wtedy kiedy wszyscy będą na mnie patrzeć.
A myślałam że to nieśmiałość...


dodam jeszcze że zauważylam u siebie że nie lubię rozmwiac z ludźmi, to znaczy nie wiem jak sie zachować gdy z kimś rozmawiam, czy patrzeć w oczy, czy w ściane, myślę że jak patrzę na kogoś to on sobie myśli że jestem jakaś dziwna. tak samo jak mijam np. koleżanke z pracy na korytarzu - taką którą niezbyt dobrze znam, wtedy spuszczam głowę i przemykam, nie wiem czy patrzeć, czy się uśmiechać, czy zagadywać za każdym razem? każde rozwiązanie wydaje mi sie głupie
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
06 gru 2007, 00:32
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez estrella 03 sty 2008, 10:03
ane23 napisał(a):dodam jeszcze że zauważylam u siebie że nie lubię rozmwiac z ludźmi, to znaczy nie wiem jak sie zachować gdy z kimś rozmawiam, czy patrzeć w oczy, czy w ściane, myślę że jak patrzę na kogoś to on sobie myśli że jestem jakaś dziwna. tak samo jak mijam np. koleżanke z pracy na korytarzu - taką którą niezbyt dobrze znam, wtedy spuszczam głowę i przemykam, nie wiem czy patrzeć, czy się uśmiechać, czy zagadywać za każdym razem? każde rozwiązanie wydaje mi sie głupie

mam dokładnie tak samo, nie lubie patrzec ludziom w oczy. Niecierpię wręcz.
A i jedzenie. Nigdy nie jem przy obcych. Nie potrafie sie do tego zmusic bo boje sie, że coś mi spadnie, wszyscy na mnie spojrzą a ja zrobie sie czerwona jak burak.
Ps. To nie taka wieksza niesmialosc, to OGROMNA niesmialosc, ktora sprawia ze w kryzysie mam w gardle wielka kulke, mam ochote uciec, potem krzyczec, a nastepnie sie poplakac.
Ciezki przypadek ze mnie :roll: ;)
Czasami mam ochotę zniknąć.
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
20 gru 2007, 18:18
Lokalizacja
Poznań

Avatar użytkownika
przez luthien 03 sty 2008, 11:54
ane23 napisał(a):Nie jem nic ciężkostrawnego też dzień- dwa przed ważnym wydarzeniem (czyjeś wesele, obrona pracy mgr, wystąpienie w pracy)- wtedy moim jedynym posiłkiem jest sucha bułka :roll: . Teściowe są obrażeni, bo uważają że jestem niewychowana, bo mi nie smakuje, a ja po prostu trzęsę się jak galareta, bo mi zimno, a żołądek zawiązuje się na supeł i nawet jak jestem głodna to próba zjedzenia czegość kończy się odruchem wymiotnym


Też przez to przechodziłam. Każde jakieś takie zdarzenie typu zjazd na studiach powodowały, że tego dnia nic nie jadłam. Nie martw się teściami. Pomyśl jednak, że takie niejedzenie i nerwy to katowanie twojego organizmu. Ja zrozumiałam, że moje ciało nie wytrzyma długo takich katuszy, czyli pustego żołądka i nerwów. Ja przed wyjściem rano wypijam jogurt, biorę dwie trzy suche bułki, zawsze coś, przynajmniej nie katuję żołądka. Pamiętaj, że odpowiednia dieta to podstawa naszego zdrowia.

ane23 napisał(a):ponadto chłodnieją ręce i stopy


Tak, a zwłaszcza było mi wstyd jak miałam się z kimś przywitać, podać rękę, a moje ręce z nerwów były zimne jak prosto wyjęte z lodówki.

ane23 napisał(a):Dużo bezpieczniej czuje się z moją rodziną, u siebie jem normalnie


I z tego powinnaś się cieszyć. Ja tego nie mam i nigdy nie miałam, mówię o cieple rodzinnym.
Teraz mama cały czas mówi o wyprowadzcce z domu, o ucieczcce od ojca, tylko nie wiem, czy jestem na tyle silna żeby to zrobić. Boję się, że sobie nie poradzę. Wyprowadzka z domu spowoduje, że stracę pewność, stabilizację. Nie chcę się wyprowadzać, ale ona mnie nie rozumie. Nie chce zostawić tego wszystkiego (nie mam na myśli rzeczy materialnych), tu mam przyjaciół, zajęcia, wszystko. Pomimo, że życie z ojcem nie jest łatwe, ale wolę chyba to niż taką niepewność, co będzie dalej.

ane23 napisał(a):dodam jeszcze że zauważylam u siebie że nie lubię rozmwiac z ludźmi, to znaczy nie wiem jak sie zachować gdy z kimś rozmawiam, czy patrzeć w oczy, czy w ściane, myślę że jak patrzę na kogoś to on sobie myśli że jestem jakaś dziwna. tak samo jak mijam np. koleżanke z pracy na korytarzu - taką którą niezbyt dobrze znam, wtedy spuszczam głowę i przemykam, nie wiem czy patrzeć, czy się uśmiechać, czy zagadywać za każdym razem? każde rozwiązanie wydaje mi sie głupie


To zależy, ale większość ludzi nie ma nic przeciwko, że nie patrzy się cały czas w oczy (chociaż są osoby które tego nie rozumieją). Ja jeżeli komuś ufam, to nie mam z tym problemów, gorzej jak kogoś nie lubię, czy nie ufam, to mam problemy z rozmową, albo po prostu się wyłączam i nic nie mówię. Kiedyś cały czas myślałam, żeby tylko się nie zbłaźnić poczas rozmowy, a jak wg mnie coś było nie tak, to zamęczałam się tym kilka dni. Teraz na szczęscie to przeszło. Po prostu coraz mniej myśle o tym co o mnie myślą inni, bo dla siebie samej ja jestem najważniejsza i moje zdanie, a nie innych. Tak samo jeżeli chodzi o uśmiechanie się czy mówienie "cześć", coraz częściej to robię, chociaż są chwile, że nie jestem pewna czy powiedzieć i w końcu nie mówię. Moim lekarstwem stały się osoby, które mnie bardzo lubią i akceptują w cąłości taką jaką jestem, czyli moi przyjaciele. To dzięki nim czuję się wartościowa, potrzebna i normalna, bo jestem normalna, a to tylko moja głowa podpowiadała mi całe życie, że jestem dziwna, gorsza, inna, że inni się ze mnie śmieją, a tak wcale nie jest. Dzięki forum przemogłam się i rozmawiam już o moich problemach z innymi, bo wiem, że nie tylko ja mam problemy. Przestało mnie również obchodzić, co na mój temat myśli ojciec, który jest główną przyczyną moich problemów. Zrozumiałam, że on mnie nigdy nie zaakceptuje, bo kocha tylko siebie, a reszta ludzi to dla niego śmieci. I tak krok po kroczku zwlaczam to paskudztwo.
ane23 mam nadzieję, że znajdziesz też lekarstwo na swoje problemy, życzę ci tego z całego mojego serducha.
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

przez BirdyNamNam 03 sty 2008, 13:33
Mam takie spostrzezenie albo i pytanie jak kto woli.

Rozumiem, ze depresje czy te lzejsze postacie nerwic mozna leczyc ziolami, lekami bez recepty typu persen deprim itp, nie trzeba sie odrazu ladowac w psychotropy, natomiast juz fobie spoleczna lub silna niesmialosc da sie leczyc tylko poprzez SSRI i benzodiazepiny, no i alkohol : p Ale on nie do leczenia sluzy : p

Piszcie wasze spostrzenia
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
16 mar 2007, 11:56

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 03 sty 2008, 14:10
Jeżeli fobia przeszkadza ci w normalnym funkcjonowaniu to leki napewno się przydadzą... plus jeszcze może psychoterapia... alkoholu nie polecam ;) i benzodiazepin również, bo ja się wkręcisz to się uzależnisz.

pozdrawiam :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez bleh 03 sty 2008, 14:56
Oj witam wszystkich serdecznie!! :) wkoncu ktoś wie co mam na myśli jak mówie rodzicą ze nie chce iść do ciotki na imieniny albo ślub,pogrzeb i podobne historie :)
tez czuje sie w restauracjach bardzo przygaszony i mam wrażenie że udaje ze mnie tam naprawde nie ma, ale ostatnio sobie jakoś z tym radze i nie jest tak żle jak z niektórymi z was ale zupełnie wiem o co wam chodzi (hm ale z tego co pamietam wcześniej bylo gorzej :\
ja mam najwiekszy problem jak mam coś powiedzieć na forum publicznym a już rozwalają mnie na łopatki słowa "- a może pan coś powie o sobie" :( najchetniej wtedy to powiedzialbym dowidzenia i nie męczył siebie i innych swoią osobą
wyczytałem tu że fobia społeczna spowodowana jest niską samooceną ale jak @$#% mam sie wysoko oceniać jak dla mnie jest problem wielki załatwić coś przez telefon albo w urzędzie i najgorsze jest że zdaje sobie z tego sprawe że ten mój lęk jest nadwyrost!!!!!
jakoś sie odechciewa reszte życia spędzić w takiej "pułapce"
hmmmm podobno najlepszym lekarstwem jest terapia grupowa jakoś kuźwa sie nie widze na czymś taki :) a rodzice mówią ze trzeba sie przełamywać, tylko ciekawe czy jak kogoś z lękiem wysokości wciagnie sie na wieże ajfla to na dole już bedzie uleczony :)
pocieszać sie należy tym że to wszystko przez to że jesteśmy nadwyraz ludżmi wrażliwymi i to wszystko dlatego :)
pozdrawiam
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
27 lis 2007, 16:11

Avatar użytkownika
przez luthien 03 sty 2008, 15:33
bleh napisał(a): Oj witam wszystkich serdecznie!! :) wkoncu ktoś wie co mam na myśli jak mówie rodzicą ze nie chce iść do ciotki na imieniny albo ślub,pogrzeb i podobne historie :)


Witaj, dobrze to rozumiem. Do pewnego czasu moja mama zamęczała mnie, że nie mam tabunu znajomych i nie latam co weekend na imprezy, to ciągłe "spotkałabyś się z kimś" czy "czemu nie masz koleżanek"... itd. Mam przyjaciół, z którymi uwielbiam się spotykać, znajomych też, a że z nimi się nie spotykam co dziennie i czasem lubię pobyć sama ze sobą, no cóż po prostu tak jest i musiała to zaakceptować. W małej grupie znajomych jestem nawet towarzyska, z większą grupą nieznajomych jest trochę gorzej. Ale daję radę, jest coraz lepiej. Przepraszam, że tyle o sobie, ale jakoś mnie natchnęło.

bleh napisał(a):ale ostatnio sobie jakoś z tym radze i nie jest tak żle jak z niektórymi z was ale zupełnie wiem o co wam chodzi (hm ale z tego co pamietam wcześniej bylo gorzej :\


To zupełnie tak jak ze mną :smile: W porównaniu z tym, co było kilka lat temu, teraz jest o niebo lepiej.

bleh napisał(a):jak dla mnie jest problem wielki załatwić coś przez telefon albo w urzędzie i najgorsze jest że zdaje sobie z tego sprawe że ten mój lęk jest nadwyrost!!!!!


U mnie dochodzi jeszcze natręctwo związane ze sprawdzaniem tego, co napisałam, wypełnianie druków urzędowych, to dla mnie koszmar. A z załatwianiem spraw jakoś sobie radzę, chociaż stres jeszcze jest.
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

pomocy ... :(

przez paktofonikaz 05 sty 2008, 14:51
Witam. Mam 18 lat. Neriwce lekowa od roku z tym ze ustepila na dluzszy czas ale znow powrocila :( TEraz mam leki typu ; boje sie czasem jak z kims rozmawiam, o kims czytam, kolo kogos przebywam to ze bede miala nie ktore cechy charakteru jak ta osoba albo np widzac jakiegos chlopaka ktory mi sie nie podoba mam obawy ze podobam sie takim wlasnie chlopakom. Matko mnie to wykonczy :( ja juz nie mam sil powoli, moje mysli kreca sie w wiekszosci wokol tego. Prosze niech mi ktos to wytlumaczy :( Z gory dziekuje.
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
05 sty 2008, 13:58

przez ane23 05 sty 2008, 18:48
Rafik napisał(a):Głowa do góry, nie jesteś z tym sama. Ja mam dokładnie tak samo z tym jedzeniem, nigdy nie jem poza domem z obcymi, bo się boję, że ręce mi się będą trzęsły, coś rozbiję/upuszczę/rozleję i tak dalej.
Ja oprócz tych standartowych lęków jak jestem na zewnątrz, mam jeszcze coś takiego, że panicznie się boję, że zacznę krzyczeć, szaleć, kogoś zabiję. Ciężko z tym żyć, ale jakoś trzeba dac radę, są leki, które pomagają, inaczej pewnie nawet nie wyszedłbym do końca życia z domu.
Ty przynajmniej dodatkowo nie masz nerwicy natręctw ;)
Więc idź do specjalisty i dobrze będzie!


rafik niestety mam nn - tylko u mnie są to natrętne myśli o podtekście seksualnym, też wciąż boję się że coś głupiego z tych rzeczy zrobię naprawdę, a to naprawdę obrzydlistwa (pisałam w wątku o przyczynie nerwicy i w dziale nerwica natręctw - założyłam tam swój wątek), a mimo wszystko nie mam do siebie zaufania i ciągle obawiam się ze komuś zrobię krzywdę.
Wracając do fobii społecznej, ja nie mam problemu z pójściem do urzędu, z zatelefonowaniem gdzieś, umiem załatwić każdą sprawę. Ja się boję znaleźć z dala od domu - to ma chyba związek z tym że nie umiem sie usamodzielnić. Więc jak muszę gdzieś wyjchać, to totalnie zamykam sie na ludzi, przestaję jeść, zwykle udaję chorą, mówię że źle się czuję. Każdy wyjazd firmowy, czy np. do teściów na mazury do domku letniskowego jest dla mnie horrorem, unikam tego jak tylko mogę.
Wogóle stwierdzam że zawsze jak muszę odwiedzić teściów to czuję do nich ogromną niechęć, złość a nawet nienawiść, i taki ścisk w gardle, myśle o nich niemiłe rzeczy i coś jakby w środku mówi mi 'nie chce tam iść'. Myślę że to że ich nie lubię to jakaś reakcja obronna organizmu, tak jak ludzie nie mogący mieć dzieci, często publicznie mówią, że dzieci nie lubią i nie chcą mieć. Więc może moja złość na nich i agresja przeciwko nim skierowana wynika ze strachu, może gdyby im powiedzieć że mam nerwice to złość i lęk by minął ? Mimo całej niechęci do nich rozważam takie rozwiązanie, jak sądzicie? Ale czy jeśli boję się że jestem pedofilem (bo niestety takie mi myśli podsuwa nn) to czy też mam to sprawdzać by przestać się bać ?? Nawet nie chce o tym myśleć :roll:
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
06 gru 2007, 00:32
Lokalizacja
Warszawa

przez D30 10 sty 2008, 17:49
Witajcie! mały kamień z serca po przeczytaniu wyrywkowo kilkunastu postów. A już myślałam, ze totalnie przesadzam. Tez nie jadam poza domem - wyjątek: u rodzicow. Od pewnego czasu oswajam jeszcze "tesciowa" - ale zupy u niej nie zjem! To o drugim daniu lepiej trzymajacym sie widelca jest rewelacyjne! - mysle dokladnie to samo, a az do dzis wydawalo mi sie to dziwne, ze nikt tak nie rozwaza tego tematu jak ja... Ale jedzenie do ust mogę tylko wkładać widelcem trzymanym w prawej ręce - ta lewa jest jakaś bardziej rozlatana, no to nie jadam znowuż z gracją tylko pewnie jakoś tak dziwnie i prostacko... Gorzej jest u dalszej rodziny, zwłaszcza narzeczonego - tez mi zarzucano, czy ja sie brzydze u nich jesc. No właśnie - jestem zaręczona od 2,5 roku ale temat ślubu pozostaje wciąż w próżni z wiadomych powodów. Może ten kościół bym jakoś zniosła, stoi się w końcu tyłem do wszystkich, no i będę się modlić by mikrofon się popsuł, ale wesele ???? odpada. A moj facet choc tez nie ma ochoty na wesele to sie przy nim upiera, bo "co inni powiedza". Szał mnie ogarnia jak to słyszę. Do dla kogo w koncu ten slub i wesele maja byc??? A co powiedzą jak zobaczą rozlatany kieliszek szampana w mojej dloni juz na samym poczatku wesela? To mi sie wydaje najokropniejsze - wszyscy stoja dookola i się patrza a Ty z nim/nią w srodku, brrr... Jak Wy dałyście/daliscie sobie z tym rade?? Czytalam tu o odwaznych, ktore wesele maja juz za soba. Podziwiam i zazdroszcze.
Tez kiedys myslalam, ze juz tak mam, taki moj urok i zylam z tym, starajac sie unikac stresujacych sytuacji, ale jak dlugo mozna, moje zycie towarzyskie prawie umarlo, a ja wciaz kombinuje jak sie wymigac z rozmaitych spotkan itp
D30
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
27 gru 2007, 14:33

przez ane23 11 sty 2008, 00:48
D30 napisał(a):Witajcie! mały kamień z serca po przeczytaniu wyrywkowo kilkunastu postów. A już myślałam, ze totalnie przesadzam. Tez nie jadam poza domem - wyjątek: u rodzicow. Od pewnego czasu oswajam jeszcze "tesciowa" - ale zupy u niej nie zjem! To o drugim daniu lepiej trzymajacym sie widelca jest rewelacyjne! - mysle dokladnie to samo, a az do dzis wydawalo mi sie to dziwne, ze nikt tak nie rozwaza tego tematu jak ja... Ale jedzenie do ust mogę tylko wkładać widelcem trzymanym w prawej ręce - ta lewa jest jakaś bardziej rozlatana, no to nie jadam znowuż z gracją tylko pewnie jakoś tak dziwnie i prostacko... Gorzej jest u dalszej rodziny, zwłaszcza narzeczonego - tez mi zarzucano, czy ja sie brzydze u nich jesc. No właśnie - jestem zaręczona od 2,5 roku ale temat ślubu pozostaje wciąż w próżni z wiadomych powodów. Może ten kościół bym jakoś zniosła, stoi się w końcu tyłem do wszystkich, no i będę się modlić by mikrofon się popsuł, ale wesele ???? odpada. A moj facet choc tez nie ma ochoty na wesele to sie przy nim upiera, bo "co inni powiedza". Szał mnie ogarnia jak to słyszę. Do dla kogo w koncu ten slub i wesele maja byc??? A co powiedzą jak zobaczą rozlatany kieliszek szampana w mojej dloni juz na samym poczatku wesela? To mi sie wydaje najokropniejsze - wszyscy stoja dookola i się patrza a Ty z nim/nią w srodku, brrr... Jak Wy dałyście/daliscie sobie z tym rade?? Czytalam tu o odwaznych, ktore wesele maja juz za soba. Podziwiam i zazdroszcze.
Tez kiedys myslalam, ze juz tak mam, taki moj urok i zylam z tym, starajac sie unikac stresujacych sytuacji, ale jak dlugo mozna, moje zycie towarzyskie prawie umarlo, a ja wciaz kombinuje jak sie wymigac z rozmaitych spotkan itp


Gdybym wiedziała jak cieżko zniosę ślub i wesele nigdy bym sie nie zdecydowała bez uprzedniego leczenia, lub choćby przeczytania kilku książęk. Dla mnie najgorsza była ceremoni, pamiętam tylko: bulogtanie w żołądku, mdłości, duszność, zawroty głowy, w dodatku byłam mokra jak mysz, choć gorąco nie było. No ale uprosiłam ksiedza by się streszczał, potem przyjmowanie życzeń, a ja musiałam do łazienki, ale wytrzymałam, tyle że ciągły stres czy wytrzymam :oops: Na weselu po prostu uciekałam, albo udawałam że rozmawiam z mamą lub przyjaciółką (znają mój problem), albo tańczyłam z mężem, albo byłam w toalecie lub na papierosku. Najgorsze były tańce :roll: No i wątpliwości - ciągle myślenie czy dobrze zrobiłam, czy to TEN. Ale to już takie moje natręctwo, do tej pory je mam :( No i zero jedzenia, dałam sie namówić na kilka kromek chlebka i ze 3 łyżki rosołku, bo myślałam że rzygnę z głodu (niestety jak jestem bardzo głoda to mnie mdli) :(
A u teściów i rodziny męza jestem postrzegana jak niewychowana chamka, bo nigdy nic nie jem, rzadko kiedy piję :( Czasem myślę czy dobrym wyjściem byłoby im powiedzieć, ale z drugiej strony to czy wiadomo jak zareagują ...
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
06 gru 2007, 00:32
Lokalizacja
Warszawa

przez samotna 12 sty 2008, 18:50
Cześć,
dzisiaj znalazłam tę stronkę i po przeczytaniu kilku wypowiedzi, zalogowałam się. Od razu bo jutro by mi już brakło odwagi...

Za słowa:
pocieszać sie należy tym że to wszystko przez to że jesteśmy nadwyraz ludżmi wrażliwymi i to wszystko dlatego :)
Bleh - bardzo dziękuję.

Mam zdiagnozowaną nerwicę i w ostatnim czasie nasiliła mi się depresja.
Jak większość z Was też unikam wszelkich wystąpień publicznych z powodu "latających" rąk. Nawet teraz mi drżą.
Są takie ranki, że już nie mam ochoty wstać, że to nie ma zupełnie sensu. Na przekór wszystkiemu-pracuję i studiuję, tylko to mnie jakoś trzyma przy normalnym funkcjonowaniu.

Chciałabym się kiedyś obudzić i po prostu się uśmiechnąć, że kolejny dzień przede mną...
taka mała, a łzy takie ogromne, takie ciężkie...
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
12 sty 2008, 18:13

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 39 gości

Przeskocz do