Fobia społeczna!

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez Mahadevi 30 maja 2007, 11:39
Kurcze, no jakbym pisała sama o sobie...
Dziś akurat ide do psychiatry i zapytam o yę osobowośc unikającą i jakie są szanse pomocy w tej kwestii.
Myślę że z tym da się jednak normalnie żyć, Ja studiuję już zaocznie 5 rok i zawsze zaliczłąm wszytko prawie "normalnie" wiec studiami się nie martw, wystarczy że będziesz się uczyć. Ja chodze sama na przerwach, kryję się po kątach i kiblach, ale nie przejmujej sie innymi, bo za chwilę z tymi ludźmi się rozstanę i nigdy już nie zobaczę. Na studiach najważniejsza jest wiedza która przedstawiasz swym wykładowcom. A na przyswajanie wiedzy nie miały u mnie nigdy wpływu moje zaburzenia nerwoewe, czy forbia społeczna... No moze czasem dostaławałm zaćmienai umysłu na egzaminach ustnych, ale ostatecznie wszytskoz aliczłam, Na studiach licencjackich iodniosłam suckes, wszyscy chwalili moją prace dyplomową, dostałam z niej 5 i obroniłam ją na 5, doktorzy gorąco zapraszali mnie na studia magisterskie, wiec nie odmówiłam :D
Niezmienia to jednak faktu, ze czuję się bznadziejna i gorsza od wszytkich... Czasem patrze w autobusach na ludzi, którzy się cieszą, spotnanicznie ściskają, zartują, dobrze bawią z zfaktu, ze są młodzi mają siebie... Ile bym dała, zeby byc na ich miejscu. Ja to zawsze mam czarne okulary, obwijam się chustami, najlepiej jaby mnie nikt nie rozpoznawał....
W sobotę mam prezentację multumedialną z religioznawstwa i juz dostaje rozstroju zołądka :(:(:( Tyle razy już referowałam, ale nie moge rpzeskoczyć tej tremy...

Bardzo dobrze Cię rozumiem kochana, bądźmy w kontakcie, warto żebyśmy wymieniały swoje percepcje i odczucia...
Buziak
"I am resigned to this wicked fucking world, on its way to hell, the living are dead and I hope to join them too..."
Marilyn Manson
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 maja 2007, 19:20
Lokalizacja
Gdynia

przez tom23 30 maja 2007, 12:00
Ale ty się dobrze uczysz.Niesamowite.Ja akurat jestem na ostatnim roku studiów licencjackich i jakoś mi idzie chociaż poprawki chyba będą a pracy licencjackiej pisać strasznie mi się nie chce a uczyć też nie.
Dla mnie to jest bez sensu że komuś się chce uczyć a ma takie problemy jak ty.
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
09 maja 2007, 22:30
Lokalizacja
Piła

przez Mahadevi 30 maja 2007, 12:05
Dzięki agaplo za słowa wsparcia, ale to bardzo trudne co mówisz. Me ludzie z osobowością unikajacą patrzymy na świat przez czarne okulary, uważamy siebie za gorszych ludzi . Takie przełamanie tego stereotypu myślowego, zmiana okularów z czarnych na różowe, to jest stumilowy kork. Potem to peenie jest już z górki. Tylko jak zmienić swoje myślenie z takiego"jestem beznadzijna, ponura, brzydka i wszytkich zarażam swoją apatią" na "jestem młoda, atrakcyjna, wartościowa, zdobywam świat z uśmiechem na ustach"... To niezwykle truen. Mam 25 lat i próbuję zmienić swoje nastawienie nie od dziś...
Cchciałabym aby ktoś utierdził mnie (nas) w przekonanieu że to jest możliwe, lub że komuś się to udało...

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 12:07 pm ]
A raczej udało się to komuś z podobnym zaburzeniem, a nie przeciętnej osobie z nerwicą lekową czy depresja...
"I am resigned to this wicked fucking world, on its way to hell, the living are dead and I hope to join them too..."
Marilyn Manson
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 maja 2007, 19:20
Lokalizacja
Gdynia

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez agapla 30 maja 2007, 12:18
Cóż mogę powiedziec ,mnie zawsze sie wydawało ze jestem gorsza od innych ,wszystkim wszystko sie udaje tylko nie mi , i wszystko to co opisywałaś tez w dużym stopniu mnie dotyczyło i nawet teraz dotyczy ale jedno jest pewne jak człowiek chce to potrafi .Ja już od dawna zaczełam zmieniac swój charakter ,eliminowac wszystko co mi w sobie nie pasuje .Pamiętaj !!!!! to ty masz się czuć ze sobą dobrze a nie inni ,nie dla kogoś te zmiany ale dla siebie! Trzeba tylko pamiętac zęby zbytnio w tych zmianach nie przesadzic ,ja chyba trochę przesadziłam bo podobnież (taka jest opinia mojego chłopaka jestem tyranem ;) )
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez Aga1 30 maja 2007, 12:21
Czesc agapla, no tak do konca to sie z toba nie zgodze. Bylas chyba pierwsza osoba z ktora zagadalam na forum.Mialam tyle wtedy watpliwosci. Ja teraz bylam na lekach i terapii i udalo mi sie. Po kilkunastu latach wrocilam do zycia. Nie mozna powiedziec ze przez te kilkanascie lat nie chcialam sie ratowac. Tez bralam leki ziolowe. Chcialam sama wyjsc ale nie do konca moglam. Drobne zakupy tak , ale dalej sama to niestety nie. Byl czas gdy mialam lat dwadziescia kilka tez nerwica mnie zaatakowala dosc ostro. Bylam mloda pelna sily i walki. Zmienilam wtedy prace i jakos powoli nerwica mi ustapila. Ale po kilku latach wrocila i to ze zdwojona sila i stalam sie bezradna.Nikt mi nie potrafil pomoc. Szukalam lekarzy to sie po badaniach okazywalo a to zmiany w kregoslupie a to arytmia, niskie cisnienie .Podsumowanie bylo takie trzeba sie przyzwyczaic ten typ tak ma. I ja sie przyzwyczailam.Raz bylo lepiej raz gorzej byle do przodu.I tak 14 lat. I o 14 z lat za dlugo czekalam.Teraz odzyskalam zycie. Byl lek , terapia i moja determinacja i to razem dalo efekt.Skonczyly sie straszne bole i zawroty glowy, omdlenia i duzo innych rzeczy az sama bylam zdziwiona.Wszystkim teraz mowie ze naprawde dostalam nowe lepsze zycie. Pozdrawiam Ciebie agapla serdecznie .
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

Avatar użytkownika
przez agapla 30 maja 2007, 12:32
Cześć Aga fajnie ze z tobą ok ! znasz moje poglądy ja zawsze byłam za terapią naturalną i walką własnymi siłami ,ale rozumiem tez innych przecież kazdy z nas jest inny i każdemu co innego może pomóc ,ja staram sie przekazać żeby ludzie nie skupiali sie tylko i wyłącznie na lekach chemicznych ale jak sama napisałaś determinacja ,terapia , przełamywanie lęku to jest ważne a w szczególności w pokonywaniu fobii pozdrawiam cię też bardzo,bardzo :lol:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez Mahadevi 30 maja 2007, 12:42
Pięknie!!!
Agaplo i Ago 1.
Nie wiem dokładnie jakie były wasze dolegliwości, bo każdy przypadek jest indywidualny, moga się oewnie wydawać podobne, ale wymagają innych terapii.
W każdym razie słowa "wyszłam z tego, udało mi się" naprawdę dodają mi (pewnie nam) dużo wiary we własne siły!!!
Ktoś mi kiedyś powiedział, że wszystko czego potrzebuję żeby wyzdrowieć mam w sobie. niech to stanie się nasza myślą przewodnią.
Mam tylko do was prosę, napiszcie kochane jak sie wam udało!
Czy oparłyście się o jakis konkretny system filozoficzny, jaką konkretną terapie np autosugestia? Napiszcie o drodze, która przeszłyscie aby stac się zdrowymi kobietami, co was popychało do przodu, w jaki sposób wpłynęłyście na swój charakter, swoją osoowość
Pomożecie w ten sposób mi, Samotniczce, i wielu innym osobom, które się pogubiłym w tym zgiełkliwym pomieszaniu jakim jest zycie...
"I am resigned to this wicked fucking world, on its way to hell, the living are dead and I hope to join them too..."
Marilyn Manson
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 maja 2007, 19:20
Lokalizacja
Gdynia

przez Aga1 30 maja 2007, 13:18
Witam po raz kolejny, ze swojej strony moge powiedziec jedno, bo nie chce sie powtarzac - poczytaj Mahadevi moje posty. Mozna sie znich troszke dowiedziec o mojej walce. Dlogo by na ten temat pisac.Jedno powiem tak jak agapla bez wlasnej determinacji nie byloby sukcesu.Przez pierwsze pol roku droga byla naprawde ciezka, ale udalo sie .Serdecznie pozdrawiam :twisted:
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

przez Mahadevi 30 maja 2007, 13:38
Agaplo,
chciałam jeszczse dodać, że leki które biorę nie sa tylko na moją fobię fobię społęczną lub zaburzenia osobowosci.
Zaczęłam je brac tylko dlatego, że kilka tygodni temu popadłam w depresje, nie byłam w stanie chodzić do pracy, nie mówiąc już o syudiach, które kompletnie zaniedbałam, brakowało mi sił żeby wyjść z domu, całe dnie leżłam w łóżku i płakałam, dodatkowo mojego doła spotęgowało złe samopoczucie mojej mamy,która jest po nowotworze złosliwym z przezutami. Leki zaczłęma brać bo było ze mną bardzo źle, teraz wraca mi powoli po nich humor i siły żeby cokolwiek zacząć w swoim życiu zmieniać i zacząc walczyć z innymi zaburzeniami (fobia społęczna, którą mam od dzieciństwa)...
Teraz mam sesję na uczelni i dodatkowo pracuję w biurze rachunkowym więc aby sobie z tym wszystkim poradzić i nie zostac wydalona z pracy lub z uczelni musze brac te leki, mój psychiatra zaleca mi w góle meisięczny urlop,a le to jest nie mozliwe bo nikt za mnie nie wykona pracy z biurze, bo nie mam tam zbyt zyczliwych osób...
Gdy tylko skończy się sesja na uczelni (obojetnie z jakim skutkiem) to powoli zacznę odstawiac leki i naprawiac swoje życie. Poza tym aby wyzdrowiec musze zmienić pracę, bo warunki w których pracuje moga tylko wpędzić w chorobę. Ale mam 25 lat i muszę z czegoś się utrzymywac i opłacić studia. Dlatego biorę na razie leki. Za dużo mi sie nagle zwaliło na głowe i na dodatek choroba mojej mamy ;-(

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 1:41 pm ]
Ja też nie jestem zwolennikiem nastawiania się na samą chemię. Ale są zaburzenia, np depresja, z których człowiek nie zawsze sam potrafi stanąć na nogi, zwłaszcza gdy pojawiaja się myśli samobójcze.
"I am resigned to this wicked fucking world, on its way to hell, the living are dead and I hope to join them too..."
Marilyn Manson
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 maja 2007, 19:20
Lokalizacja
Gdynia

Avatar użytkownika
przez agapla 30 maja 2007, 20:03
Wiesz powiem ci tak jak wiadomo życie to nie bajka i nie zawsze jest dobrze ,ale ja po tym co przeszłam to chyba się bardziej uodporniłam na zasadzie co nas nie zabije to wzmocni i tak też się ze mną stało.Bylo naprawdę źle miałam nerwicę z agorafobią a później to i ztego wszystkiego deprechę ,kończyło się na tym że leżałam całymi dniami w domu i patrzyłam w ścianę myślalam że to juz koniec mojego życia ,nie mogłam sama wyść z domu ,aż w koncu musiąłm sie otrząsnąć, wziełam sprawy w swoje ręce ,stwierdziłam że jak sama sobie nie pomogę to nikt tego nie zrobi .Obecnie pozbyłam się nerwicy ale w moim życiu tez nie jest kolorowo ,walczę z nieuleczalną choroba mojej mamy , a sama mam problem onkologiczny ,(coś mi wykryli na skórze i jest do wycięcia,mają badać czy to nie nowotwór)ale mimo to jest ok ! Stałam się optymistką ,życie jest piękne i tak trzeba na to patrzec pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez marmarc 31 maja 2007, 09:54
moja sugestia jeśli chodzi o fobię społeczną, jest taka, że my nie możemy sobie odpuszczać - musimy wciąż gdzieś chodzić, coś załatwiać, dzwonić, podejmować decyzje itp. Bo jeśli tylko trochę odpuścimy, to od razu jest coraz gorzej, lęki są coraz silniejsze. "Tu trzeba biec tak szybko jak się tylko da, żeby w ogóle pozostać w tym samym miejscu" (to chyba z Alicji w krainie czarów albo czegoś podobnego). Mam wrażenie, że tego co innym dane jest jakby naturalnie, my musimy się uczyć wciąż na nowo. To nie jest sposób na "pozbycie się tego", ale na jakąś minimalną normalność. Bo i tak każda nowa sytuacja może powodować lęk - to jest związane np. z niską samooceną, ale chodzi o to żeby nie wycofywać się z codzienności, dbać o jej różnorodność. Tak myślę.

Nie mówię o sytuacji kiedy nasilają się objawy depresyjne, bo wtedy nasze szanse naturalnie maleją, ale to inna bajka.
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

Avatar użytkownika
przez samotniczka 31 maja 2007, 10:23
marmarc, masz całkowitą rację!!
Trzeba o siebie cały czas walczyć, nieraz już brakuje sił a ewentualne porażki w dążeniu do celu skutkują tylko stopniowym wycofywaniem się. Dorze jest mieć w takich momentach coś w rodzaju "promyczka", jakąś pozytywną rzecz, która zahamowałaby proces autodestrukcji. Najlepszym sprawdzonym sposobem jest jak wiadomo przyjaciel, ale my dotknięci problemem fobii nierzadko nie mamy żadnych przyjaciół. Tak też jest w moim przypadku (nad czym ubolewam)
Niedawno wpadłam na pomysł jak poprawić sobie nastrój. Otóż gdy tylko udaje mi się osiągnać jakiś sukces, nawet mały, zapisuję to w specjalnie do tego przeznaczonym notesie. Zapisuję też na bardzo kolorowo wszystkie miłe rzeczy, jakie usłyszałm na swój temat i gdy jest mi smutno i beznadziejnie, czytam je. To poprawia humor przynajmniej na chwilę.
Dodam jeszcze, że do niedawna odrzucałam od siebie wszystkie komplementy i nie przyjmowałam ich do wiadomości. To chyba typowa cecha osób z fobią/osobowością unikającą.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
446
Dołączył(a)
06 gru 2006, 00:46
Lokalizacja
Śląsk

przez marmarc 31 maja 2007, 14:23
niestety - łatwiej napisać niż zrobić...
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

przez Mahadevi 01 cze 2007, 18:34
Wiecie co powiedziała moja psychiatra jak wyjawiłam jej że mam prawdopodobie "osobowość unikającą/lękliwą" ona na to "to jak sobie Pani wyobraża dalejżyć", myślałam, ze padne... Zgrozo !! Jakże budujące były to słowa...Co za podjeście i oczywiście zapisała mi zestaw leków i powiedziała w konkluzji "nie ma się co przejmować"... Rany... z taką pomocą nigdy z tego nie wyjdę. Sądzę ze w fobii społęcznej konieczna jest psychiterapia, najlepiej w jakims ośrodku, który się specjalizuje zaburzeniami lękowymi. Byc moze jakieś terapie grupowe z ludźmi o podbnych zaburzeniach, lub też kursy samodoskonalące, prowadzone przez specjalistów.
Mam 25 lat pracuję i studiuję i fobie bardzo mi przeszkadzaja, pomimo ze mam ciągły kontakt z człowiekiem, a raczej z tłumem ludzi, mam duże trudnosci w kontaktach z nimi i nie potrafię sama tego rpzeskoczyc. Czasem szefowa każe mi iść załatwić jakąś sprawę z jakimiś ludźmi i wtedy wpadam w panikę, jak zaczynam móić do tych ludzi zacinam się, jąkam i mówię niewyraxnie albo z tego napiecia nie mogę się skoncetrowac i gubie w swoich myślach, do tego cała drżę... To jest nie do przeskoczenia.... Tak długo juz pracuję w biurze, w ciągłych kontaktach z klientem a moje reakcje na ludzi, ciagłe są rakie same. Boję sie ich, ma niekończącą się tremę...
Sądzę że w tej przypałości niezbędna jest zorgazniwoana terapia skupiona na konkrutneym zaburzeniu połączona z psychoanalizą i zajęciami grupowymi... Ja nie jestem w stanie sama sie zmienić. Prubowałam już wiele lat i nigdy nie uciekałąm od qsytuacji stresowych. Nawet na siłę organizowałam imprezy, spotkania towarzyskie żeby rzucić się na żywioł, ale zazwyczaj moje "napiecie" sięgało zenitu i mofdiłam się zeby to się skończyło.
Jak skończy mis ię sesja, zainteresuję się poszukiwaniem pomocy w tej kwestii i dam Wam znać jakie sa rezultaty.
Myśłam też o warsztatach teatralnych. Co wy na to??
Może takie wsytepy przed publicznoscią i wcielanie się w role było by pomocne i wspomogło by nasza terapię i rozwój...?

Trzymajcie się ukochani moi fobicy społeczni :!:
"I am resigned to this wicked fucking world, on its way to hell, the living are dead and I hope to join them too..."
Marilyn Manson
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 maja 2007, 19:20
Lokalizacja
Gdynia

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 22 gości

Przeskocz do