Fobia społeczna!

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez maiev 21 kwi 2007, 14:18
Sasanka napisał(a):Najgorzej gdy przychodzi ranek, rzeczywistość i znowu trzeba wyjść do ludzi, ehh...

No właśnie. :? Do ludzi. Muszę dzisiaj iść do ludzi. Trzeba przybrać dobrą minę. Zawsze się nabierają. ;)
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Avatar użytkownika
przez Sasanka 21 kwi 2007, 20:17
maiev napisał(a):Trzeba przybrać dobrą minę. Zawsze się nabierają.


Hmm, skoro się "nabierają", to znaczy, że nie jest z Tobą tak źle i nie widać Twojego problemu. Ja w zasadzie tez udaję, ale niestety wychodzę tylko jak muszę i to po przygotowaniu "myślowym" z oporami :(
"Gdy spoglądasz w otchłań, ona również spogląda w ciebie..." Nietzsche
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
20 kwi 2007, 18:40

Avatar użytkownika
przez maiev 21 kwi 2007, 20:32
Sasanka napisał(a):niestety wychodzę tylko jak muszę i to po przygotowaniu "myślowym" z oporami

no ja też - niestety :?
a nabierają się dlatego że im tak wygodnie, bo zdolności aktorskich to nie mam :mrgreen: Pytaja Cię: "jak tam?" i oczekują tylko jednej odpowiedzi : "a wszystko dobrze!". Olewam to już. Nawet mnie to nie denerwuje. Tak już jest.
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Sasanka 21 kwi 2007, 21:27
No wiesz, skoro olewasz innych to chyba jesteś na dobrej drodze do wyleczenia. Przeciez w fobii właśnie przejmujemy się innymi. Choć z drugiej strony troche Cię rozumiem. Ja np. też staram się olewać, bo wtedy mi jest łatwiej, ale nie znaczy to, że następnego dnia nie będę miała oporów przed wyjściem. No ale podobno mówią, że upór działa cuda, więc może kiedys w końcu wyjdę swobodnie:) Choć naprawdę trudno mi w to uwierzyc, tyle lat to już trwa.
maiev a udaje Ci się pracować/uczyć się z tym problemem?
"Gdy spoglądasz w otchłań, ona również spogląda w ciebie..." Nietzsche
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
20 kwi 2007, 18:40

przez belinda 21 kwi 2007, 22:28
Lek przed krytyka innych tak bardzo utrudnia mi zycie, ze juz od kilku miesiecy nie oddalilam sie od domu dalej niz na 100 metrow, a wszystko zaczelo sie od rezygnacji ze studiow i depresji, jaka mnie wtedy ogarnela. Na poczatku bylo okropnie, nie wychodzilam nawet na podworko, na kazdy dzwonek do drzwi czy telefon reagowalam jak razona pradem, unikalam odwiedzajacych nas krewnych, chowalam sie wtedy gdzie sie dalo i udawalam, ze jestem wielce zajeta. Nie wyobrazam sobie, ze moglabym teraz jechac dokadkolwiek zeby zalatwic jakas sprawe, ale przynajmniej nie boje sie juz patrzec w przyszlosc, wierze, ze w koncu powroce do dawnego zycia.
Fobia spoleczna towarzyszyla mi od zawsze odkad pamietam, ale nigdy jeszcze nie osiagnela takich rozmiarow:(
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
09 wrz 2006, 17:33

Avatar użytkownika
przez maiev 21 kwi 2007, 23:03
Sasanka napisał(a):skoro olewasz innych to chyba jesteś na dobrej drodze do wyleczenia

hmm - nie olewam ludzi tylko te..."rytuały" - tzn. to cale gadanie typu "jak się masz" , "dzięki. wszystko w porządku" - tak już jest i nieraz się przekonałam że walka z takim czymś jest bez sensu.
Sasanka napisał(a):trudno mi w to uwierzyc, tyle lat to już trwa.

czasem to mam takie opory że.... szkoda gadać. Najgorsze to że pracujesz nad sobą tyle czasu, a tu nagle jak grom z jasnego nieba bęc jakieś wydarzenie i ...wydaje się że cała ta harówka na marne. Zdarza się. :? Ale to tylko taka "chwila".
Ale wyjdziesz! Upór naprawdę pomaga. Mnie już jest trochę lepiej - chociaż jeszcze wiele trudności przede mną. Póki nic mnie nie dobija to sobie nawet jakoś radzę. Ale czasem.... :roll:
Sasanka napisał(a):a udaje Ci się pracować/uczyć się z tym problemem?

hmm- nie jest najłatwiej ..ale da się żyć. Skończyłam studia (z pewnymi trudnościami ale ...w normie - jakiś czas myślałam po prostu ze jestem tępa i dlatego nagle zaczęlam sobie gorzej radzić i jakoś nauka mi ciężko idzie :? ), troszkę pracowałam. W pracy było najgorzej. Ciągła walka ze swoim strachem, bo np. trzeba kogos o coś spytać i te biurowe zwyczaje typu urodziny, imieniny itp. Koszmar. No niestety - ja przez pracę osobiście to się chyba jeszcze bardziej pogrążyłam, chociaż nie rozumiem czemu, bo atmosfera była ok, ludzie mili, obowiązki jak to obowiązki. Tylko ze mnie to wszystko przytłaczało z miesiąca na miesiąc bardziej i bardziej aż wylądowałam u specjalisty. Ale już nie przynudzam i nie straszę. ;)

belinda napisał(a):nie boje sie juz patrzec w przyszlosc, wierze, ze w koncu powroce do dawnego zycia.

i to bardzo dobrze ze tak myślisz! Pozytywne myślenie to podobno klucz do sukcesu. Niedługo będziesz w stanie sobie wyobrazić że gdzieś pojedziesz a potem to zrobisz. Trzymaj się. ;)
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Avatar użytkownika
przez Sasanka 21 kwi 2007, 23:45
maiev ja tez staram sie pracować nad sobą. Zauważyłam też, że jesli kilka dni pod rząd wychodzę, bo akurat są sprawy do załatwienia, to jakoś to idzie, a potem gdy mam dzień lub dwa "wolne" od wyjścia i moge zostać w domu, to jest mi potem znowu strasznie trudno się zmobilizować. Więc natłok spraw i pracy pewnie w jakims sensie jest rozwiązaniem. Ale to też zależy od nastroju, miejsca do jakiego idę,itp.
Wiesz, mi też udało się skończyć studia (tez z pewnymi problemami, ale jednak!), ale teraz przekreśliłam swoja szansę na pójście do pracy, po prostu sobie tego nie wyobrażam! Myślę, że w obecnej sytuacji jedynym wyjściem dla mnie jest praca w domu, bo wśród ludzi moja wydajnosć spadłaby do zera (myślałabym tylko o tym jak mnie odbierają). To jest straszne! Ty pisałaś, że pracowałaś, potem trafiłaś do specjalisty. Czyli teraz, skoro jest lepiej, dalej możesz pracować?
Powiedz, jak sobie radzisz z tym? Ja gdy mam dobre dni, to myślę, że będzie lepiej, ale ich jest niestety mniej, w większości czuję się jakaś nie przystosowana do całej tej rzeczywistości. Jak walczysz? Czy po prostu na siłę wychodzisz z domu? Podobno im częściej tym lepiej, tylko, że ja tak strasznie nie mam ochoty, a z drugiej bardzo chcę! Dzięki za odp.

belinda napisał(a):unikalam odwiedzajacych nas krewnych, chowalam sie wtedy gdzie sie dalo i udawalam, ze jestem wielce zajeta

Jakbym widziała siebie! Dokładnie tak samo się zachowywałam. Teraz staram się do nich wychodzić, bo zaczęli się interesować czemu tak chowam się w pokoju. W każdym razie nadal nie sprawia mi to przyjemności. Ale musimy walczyć o normalność!!
"Gdy spoglądasz w otchłań, ona również spogląda w ciebie..." Nietzsche
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
20 kwi 2007, 18:40

Avatar użytkownika
przez BEHEMOT 22 kwi 2007, 10:10
Witajcie.Nie wiem czy piszę w odpowiednim miejscu,ponieważ sama nie wiem co się ze mną dzieje.Od ok 6 lat cierpie na zaburzenia jedzenia,oraz zaburzenia osobowości:(Często mam tzw doły,myśli samobójcze-dochodziło do samookaleczeń:(ale od jakiegoś czasu dzieją się ze mną rzeczy, które wcześniej nie miały miejsca.Wpadam w stany paniki,tracę przytomność,mam drgawki,zaczynam się dusić-boję się.Na początku myślałam że to przez moją bulimię-po prostu organizm wycieńczony,odwodniony-protestuje w ten sposób,ale koleżanka zasugerowała że to może być nerwica?To prawda że objawy się nasilają gdy się czegoś boję-ale..kurcze nie mogę normalnie funkcjonować. To jest straszne-szczególnie te drgawki i brak tchu-jakbym się zapadała. Myślałam że może to być też spowodowane tym,że chciałam się zabić-przedawkowałam leki po których miałam atak duszenia się-to było straszne...Zresztą sama nie wiem.
Proszę jeśli ktoś może mi napisać co się ze mną dzieje i jak sobie z tym radzić będę bardzo wdzięczna.
,,Myte dusze pragną snu..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
31 paź 2006, 11:55
Lokalizacja
Bielsko-Biała

Avatar użytkownika
przez Sasanka 22 kwi 2007, 11:21
BEHEMOT mysle, że Twoja koleżanka ma rację, to może byc nerwica. Pewnie najlepszym wyjściem będzie udanie się do psychiatry, albo jeśli nie chcesz na początek, to może po prostu zwróć się do lekarza rodzinnego, on na pewno Ci coś podpowie, ewentualnie doradzi psychiatrę/psychologa. Trzymaj się!
"Gdy spoglądasz w otchłań, ona również spogląda w ciebie..." Nietzsche
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
20 kwi 2007, 18:40

Avatar użytkownika
przez maiev 22 kwi 2007, 14:57
Sasanka napisał(a):gdy mam dzień lub dwa "wolne" od wyjścia i moge zostać w domu, to jest mi potem znowu strasznie trudno się zmobilizować

też tak mam. Męczące to. :?
Sasanka napisał(a):przekreśliłam swoja szansę na pójście do pracy, po prostu sobie tego nie wyobrażam!

ja to się staram zbytnio się nad tym nie rozwodzić, bo jak pomyślę jak moze być to masakra. :?
Sasanka napisał(a):Ty pisałaś, że pracowałaś, potem trafiłaś do specjalisty. Czyli teraz, skoro jest lepiej, dalej możesz pracować?

Ta praca mnie "wypompowała", chociaż cały czas uważam że wtedy czułam się jak człowiek. Taka sprzeczność ale jednak. Jakbym tyle się nie denerwowała tym całym odbieraniem mnie przez ludzi to byłoby ok. Tylko że ja nie mogłam normalnie zasnąć bo myślałam tylko o tym co tam znowu jutro wyniknie. Strasznie mnie to zmęczyło.
Teraz jest lepiej...ale boję się że jeszcze nie tak dobrze. Przymierzam się do szukania pracy - i własnie to szukanie jest najgorsze. Myślę że w samej pracy jakoś bym sobie poradziła ale to szukanie. :?
Zresztą może jeszcze nie jest aż tak dobrze - widzisz u mnie gorzej było wtedy, kiedy ja nawet na takim czy innym forum nie potrafiłam napisać słowa, z obawy przed oceną, wyśmianiem itp. Nawet nie wiem kiedy to się stało i nagle zdałąm sobie sprawę że jest źle. Mam coś napisać na gg i daję sobie spokój, mam zadzwonić i wynajduję inne zajęcie albo wrabiam w to kogoś.

Sasanka napisał(a):Jak walczysz? Czy po prostu na siłę wychodzisz z domu?

Nie mam jakiegoś takiego planu. W zasadzie na siłę wychodzę z domu, ale nie zawsze. Jak mam zły dzień to wolę przeczekać, bo to przyniesie więcej szkody niż pożytku. Mnie bardzo pomogło to frum, bo tutaj nabrałam trochę dystansu do siebie i to się u mnie przenosi do realu. Może to tylko wirtualny świat ale skoro tutaj potrafię porozumieć się z ludźmi to i tam też jakoś się uda.
A jak wychodzę, to nie z całym stadem obcych ludzi. Umawiam się na kawę z koleżanką (jedną) i wtedy jakoś jest. Z kilkoma byłby problem. Ale po jakimś czasie takiego treningu i z kilkoma można wyjść. Rzadko wychodzę do jakichś gwarnych miejsc pełnych ludzi. Wolę pójść na spacer do parku - najlepiej do takiego najmniej obleganego. Nawet jak wrócę po 10 minutach to i tak dobrze.
Przestałam unikać np. listonosza. Kiedyś tak mi było wygodniej i zostawiał pocztę u sąsiada. A teraz wychodzę - chociaż nie wiem po co - tak dla treningu. ;)
Najważniejsze to przestać się zastanawiać : co ten czy ten sobie o mnie pomyśli, ciekawe jak mnie oceniają. Cały czas mi przychodza takie myśli, ale teraz jakoś sobie z nimi radzę. Nie wiem jak. Po prostu jak łapie sie nad tym że zaczynam się zastanawiać co tak sobie ktoś myśli (na pewno że jestem głupia :P albo coś ) to odganiam tę myśl i myslę o czymś innym.
Zamotany troche ten post, ale jakoś nie mogę tego wszystkiego co mam w głowie ubrać w odpowiednie słowa.
Sasanka napisał(a):tak strasznie nie mam ochoty, a z drugiej bardzo chcę

znam to. Wyjdź choćby niedaleko, nawet jak nie masz konkretnego celu. Na krótki spacer. Albo dla treningu idź po jakiś drobiazg do sklepu. Nie trzeba wiele. Niektórzy mówią że dobrze mieć psa i wychodzić z nim na spacer. Ja nie mam, ale myślę że to dobre. Ważne żeby codziennie coś zrobić. Osobiście nie jestem w tym najlepsza - wykręcam sie pogodą. Jakby nie to to pewnie już dawno byłoby ze mną dobrze.
No i te telefony. :roll:
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

przez belinda 22 kwi 2007, 16:00
BEHEMOT
Mysle, ze to moze byc nerwica, swiadcza o tym te stany paniki, o ktorych pislas. Ale najlepiej zrobisz jezeli upewnisz sie zasiegajac porady u psychiatry/psychologa, tak jak proponowala sasanka.

maiev napisał(a):Pozytywne myślenie to podobno klucz do sukcesu. Niedługo będziesz w stanie sobie wyobrazić że gdzieś pojedziesz a potem to zrobisz.

Dziekuje. Mam nadzieje, ze tak sie stanie:)

maiev napisał(a):Najważniejsze to przestać się zastanawiać : co ten czy ten sobie o mnie pomyśli, ciekawe jak mnie oceniają. Cały czas mi przychodza takie myśli, ale teraz jakoś sobie z nimi radzę. Nie wiem jak. Po prostu jak łapie sie nad tym że zaczynam się zastanawiać co tak sobie ktoś myśli (na pewno że jestem głupia Razz albo coś ) to odganiam tę myśl i myslę o czymś innym.

Mysl jeszcze mozna odgonic i owszem, ale nie zmienisz czyjegos wyrazu twarzy kiedy sie tobie przypatruje, bo trudno nie wygladac na spieta, zaklopotana, dziwaczke wrecz, kiedy myslisz tylko i wylacznie o tym zeby sie kontrolowac.

Ale mi najbardziej ciazylo to, ze na studiach nie umialam sie do nikogo zblizyc, otworzyc, pokazac kim tak naprawde jestem. Trzymalam wszystkich na dystans, nawet najblizsze kolezanki wsrod ktorych moglam poczuc sie akceptowana, chociaz nigdy nie do konca, zawsze ciazylo mi widmo niezrozumienia z ich strony. Bylam bardzo samotna.
Fobia spoleczna odsuwa Nas od ludzi, spoleczenstwa, skazuje na samotnosc, zabiera radosc zycia i wpedza powolutku w depresje. A My musimy sluchac jej podstepnych slow, ktore kaza Nam znac swoje miejsce wsrod ludzi.
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
09 wrz 2006, 17:33

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 22 kwi 2007, 17:08
Jak zrobić, żeby nie myśleć, że druga osoba nas nie ocenia, ze nic sobie o nas nie myśli... nie potrafie sie tak nastawić... nawet pójście do sklepu sprawia mi ogromny trud. dlatego najczesciej chodze do jakiś supermarketów żebym nie musiała nikogo o nic prosić.
masakra...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez Ewika 22 kwi 2007, 21:37
Sasanka napisał(a):
maiev napisał(a):Trzeba przybrać dobrą minę. Zawsze się nabierają.


Hmm, skoro się "nabierają", to znaczy, że nie jest z Tobą tak źle i nie widać Twojego problemu. Ja w zasadzie tez udaję, ale niestety wychodzę tylko jak muszę i to po przygotowaniu "myślowym" z oporami :(


"nie jest z Tobą tak źle i ludzie nie widzą twojego problemu "...
ja też tak zawsze żyłam - nawet przed najbliższymi. Ale w końcu poczułam się taka zmęczona :(
z jednej strony dobrze , że jakoś sobie radzimy przed ludźmi.
Ale ja już się poczułam taka zmęczona - jakbym zdała sobie sprawę że ciągle muszę udawać przed ludźmi ?? grać?? jestem zmęczona tym udawaniem.
ja chcę być sobą ... czuć się dobra taka jaka jestem.
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
12 kwi 2007, 19:51
Lokalizacja
Lublin

Avatar użytkownika
przez Sasanka 22 kwi 2007, 22:06
maiev napisał(a):Rzadko wychodzę do jakichś gwarnych miejsc pełnych ludzi. Wolę pójść na spacer do parku - najlepiej do takiego najmniej obleganego

Mam tak samo, tyle, że ja chcę gdzieś wyjść, a jak już pójdę to często tracę humor, bo zaczynam się nakręcać i obserwować ludzi czy na mnie patrza "pozytywnie". Oczywiście zaraz znajde nieodpowiednie spojrzenia i zaczynam się wqrzać, że jestem jakaś inna. To jest chore! Zdaję sobie z tego sprawę, a i tak to nic nie zmienia.

maiev napisał(a):Najważniejsze to przestać się zastanawiać : co ten czy ten sobie o mnie pomyśli, ciekawe jak mnie oceniają.

No właśnie, gdybym to potrafiła, to mój problem by zniknął. Kurcze, inni jakos chodzą normalnie po tym świecie i myslą o normalnych rzeczach, a nie jakies chore koncentrowanie się ciągle na własnym wyglądzie. Wiem, że to jest głupie, a tym bardziej, że nie mogę tego zwalczyć!

maiev napisał(a):Wyjdź choćby niedaleko, nawet jak nie masz konkretnego celu.


Wiesz, najlepsze jest to, że ja nawet mogę wyjść jeśli jadę samochodem (a tak robię zazwyczaj) i znajduję sie daleko od znajomych i sąsiadów, czyli obcych, na których ocenie mi nie zależy. A właśnie najgorzej mi wyjść blisko, bo mogę spotkać osoby, które mnie znają. Wtedy się najbardziej denerwuję. Jak wiem, że kogoś spotkam raz w życiu (np. jestem w innym mieście) to nawet może być. Telefony nie stanowią dla mnie problemu, bo inni mnie nie widzą, a denerwuję się głownie tym czy dobrze wyglądam. Oj, zakręcone to wszystko, a przede wszystkim strasznie ciężkie. maievTobie pomógł psycholog? Bo mi niestety nie:( jesli zrobiłam jakikolwiek krok naprzód to tylko o własnych siłach. ale to ciągle mało:(
belinda napisał(a):Mysl jeszcze mozna odgonic i owszem, ale nie zmienisz czyjegos wyrazu twarzy kiedy sie tobie przypatruje, bo trudno nie wygladac na spieta, zaklopotana, dziwaczke wrecz, kiedy myslisz tylko i wylacznie o tym zeby sie kontrolowac.

Dokładnie, mam identycznie! Jeśli nawet staram się nie rozwodzić nad tym czy mnie oceniaja, to wyraz twarzy świadczy o wszystkim. Koszmarne uczucie! W ogóle to najgorzej się czuję kiedy inni na mnie patrzą a ja np. nie rozmawiam z nimi (kolejka, wykład, kościół), tylko czekam na coś, albo słucham. Kiedy rozmawiam to nie jest tak źle, bo jestem zajęta rozmową. Dziwne to u mnie chyba.
"Gdy spoglądasz w otchłań, ona również spogląda w ciebie..." Nietzsche
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
20 kwi 2007, 18:40

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 26 gości

Przeskocz do