Fobia społeczna!

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Fobia społeczna!

przez zjebnerwicowy 28 gru 2012, 23:56
Ja zaczynam dostrzegać u siebie ten problem, przekopiuję część wypowiedzi z mojego tematu:

nerwica-a-miejsce-zamieszkania-czy-kto-ma-z-tym-problem-t40216.html

Cóż, z tego co zaobserwowałem w ostatnim czasie, to te nasilające się problemy w czasie pobytu w jednym miejscu wiążą się najwyraźniej z jakąś podświadomą fobią społeczną. Tzn. w sytuacji, gdy mam się spotkać ze znajomymi, czy tam osobami uważanymi za ważne w moim mniemaniu, pojawia się nie tyle głupawy lęk, ile uczucie spięcia wespół z dolegliwościami somatycznymi (głównie: ścisk w śródbrzuszu, większe parcie na kał, takie tam). Działa jednak to wybiórczo, tzn. nie dla przykładu gdy widzę się z rodziną, ludźmi obcymi (ludzie na ulicy, usługodawcy i wszelcy inni przypadkowo napotkani), tak samo, gdy np. wychodzę na osiedle, co by pogadać ze znajomymi (jako, że jest to proces dynamiczny, dzwonię, 15 min i się widzimy). Rzecz sprowadza się do spotkania oddalonych w terminie z konkretnymi mniej lub bardziej znanymi ludźmi (stąd np. umówiona wizyta u fryzjera się nie kwalifikuje, bo fryzjer pozostaje niespersonalizowany), choćby na drugi dzień.

Nie rozumiem tylko, co stanowi clue problemu, jakaś wyimaginowana reakcja stresowa (nie mam wątpliwości, po tym, jak zaraz po rozmowie telefonicznej i ustawce na dzień kolejny, po raz trzeci zacząłem notować nagłe pogorszenie nastroju i stopniowe ujawnianie się problemów żołądkowych), która w zasadzie mija w momencie spotkania? I dlaczego tak bardzo się to nasila w miejscu A, a w miejscu B w zasadzie ogranicza się do lekkiego stresu?
Moja walka. Z nerwicą. Nie uznaję kompromisu. Na polu bitwy w starciu o czystość mojego umysłu może zwyciężyć tylko jedna strona, druga musi zostać całkowicie zmiażdżona. Wiem, że wygram. Absolutne unicestwienie nerwicy, oto cel do którego dążę:

http://www.youtube.com/watch?v=6qG1sZhO74A
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
06 lut 2012, 21:16

Fobia społeczna!

przez Krystian95 01 sty 2013, 21:15
Cześć mam 17 lat
Przełamałem się w końcu i postanowiłem poszukać pomocy by rozwiązać mój problem największym moim problemem, który uprzykrza i nie pozwala mi żyć jest to że nie potrafię rozmawiać z ludźmi a mianowicie jak już zaczynam rozmawiać to zaczyna mi bić szybciej serce robią się zimne ręce ( nie zawsze) nawet jak rozmawiam z kimś przez telefon wgl nie potrafię do kogoś zagadać nie potrafię się bawić w grupie ludzi bo mam wrażenie że wszyscy się na mnie patrzą śmieją obgadują boję się że mnie wyśmieją że np: źle tańczę że coś nie tak zrobię że coś głupiego powiem także unikam rozmów w grupie ludzi nie potrafię się otworzyć przed rodziną bliskimi nie potrafię mówić o swoich problemach bo mam wrażenie że wezmą mnie za kretyna
boję się krytyki na mój temat od 1 roku nie wychodzę z domu Bardzo chciałbym wyjść ale nie potrafię boję się pytań ludzi typu : dlaczego siedziałeś tyle czasu w domu co się z tobą działo itd. po prostu nie wiedziałbym co miałbym im powiedzieć lecz wyszedł bym na dwór w innym miejscu zamieszkania tam gdzie mnie nikt nie zna i nie wiedział że tyle czasu siedziałem w domu ale miał bym problem z zapoznaniem się z innymi rówieśnikami jest mi łatwiej coś napisać jak komuś powiedzieć chodziłem do Psychologa-Psychiatry ale nie potrafiłem im tego powiedzieć co napisałem tu zawszę mówiłem ze wszystko jest dobrze nic się nie dzieje (kłamałem) bo miałem wrażenie że mnie nie zrozumie i wyśmieje rodzina się mnie pyta dlaczego nie chcę wyjść z domu to odpowiadam głośnym tonem "ŻE MI SIĘ CHCE" po prostu nie umiem im powiedzieć całej prawdy wszystko duszę w sobie nie otwieram się przed nikim także Wstydzę się swojego głosu śmiechu wyglądu itd. praktycznie od dziecka jestem zamknięty w sobie ale potrafiłem jeszcze z kimś porozmawiać itd. można powiedzieć że stopniowo z roku na rok to wszystko się pogarszało aż do dziś nie okaleczam się ale mam myśli samobójcze lecz nie potrafiłbym sobie coś zrobić nie mam tyle odwagi

Może ktoś się z was spotkał z podobnym przypadkiem bądź jest tu jakiś psychiatra-psycholog i mógł by mi powiedzieć co to za FOBIA i doradzić co ja mam dalej zrobić wiem że tego się nie wyleczy w 1-2 dni to trzeba czasy ale nie chce tak żyć nawet nie wiecie jakie to dla mnie trudne : ( a jeszcze trudniejsze komuś to powiedzieć
Ostatnio edytowano 03 sty 2013, 21:55 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z uwagi na tematykę
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
01 sty 2013, 21:09

Fobia społeczna!

przez Adam Smith 01 sty 2013, 21:20
Krystian95, http://pl.wikipedia.org/wiki/Fobia_spo%C5%82eczna , miałem praktycznie takie same objawy co ty i pomogła mi psychoterapia :)
Adam Smith
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Fobia społeczna!

przez Krystian95 01 sty 2013, 23:04
tak ale żeby iść na psychoterapie to trzeba najpierw o tym wszystkim komuś powiedzieć a ja nie jestem w stanie :(
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
01 sty 2013, 21:09

Fobia społeczna!

Avatar użytkownika
przez Ina86 02 sty 2013, 00:03
I tak pierwszym krokiem było napisanie tutaj. Najważniejsze to uświadomić sobie, że ma się problem. Ja co prawda nie mam fobii społecznej, ale tak samo jak Tobie jest mi źle z moim lękiem i nie chcę tak żyć. Najlepszym wyjściem jest terapia. I pamiętaj o tym, że terapeuta nigdy Cię nie wyśmieje itp. wiem, że trudno się przełamać, ale życzę powodzenia i trzymam kciuki!
Cital 30mg
Miansec 30mg
Afobam doraźnie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
91
Dołączył(a)
10 lis 2012, 21:25
Lokalizacja
Warszawa

Fobia społeczna!

przez beladin 02 sty 2013, 12:19
zjebnerwicowy Obserwuj wszystkie negatywne myśli pojawiające się w Twojej głowie w tych nieprzyjemnych momentach a dowiesz się wszystkiego na temat swoich obaw i lęków.
Z opisu wnioskuję, że najbardziej się lękasz negatywnej oceny ze strony znajomych Ci osób. Oczywiście im masz więcej czasu na wyobrażenia przyszłego spotkania tym silniejszy jest lęk z tym związany. Dochodzi do tego mechanizm błędnego koła lęk-nasilenie objawów-większy lęk itd.
Może jest coś takiego w Twojej osobie, co twoim zdaniem zasługuje na taką negatywną ocenę ..coś co może lub kiedyś mogło być źle odbierane przez Twoich znajomych? Zwykle jest tak, że im bardziej surowy stosunek ma się do siebie tym większe odczuwa się obawy o to jak Ciebie widzą inne osoby.

Skoro od dłuższego czasu cierpisz z powodu tych wszystkich dolegliwości w tym konkretnym miejscu, możesz odczuwać nieprzyjemne skutki automatycznie, ponieważ mózg chętnie powiązuje doznania z konkretnymi "zapalnikami". Przykładem mogą być np. zapachy z dzieciństwa, które uruchamiają wspomnienia i odczucia. U Ciebie miejsce jest ściśle związane z niepokojem więc najprawdopodobniej jest takim "starterem" dla niefajnych odczuć czy wyobrażeń. Takie zakodowane w podświadomości mechanizmy są bazą wszelkich fobii.
beladin
Offline

Fobia społeczna!

przez zjebnerwicowy 02 sty 2013, 22:54
beladin napisał(a):Z opisu wnioskuję, że najbardziej się lękasz negatywnej oceny ze strony znajomych Ci osób.


W zasadzie niezbyt, albo rzecz częściowo jest zgodna.
W sytuacjach z dnia ostatniego czynnik ten miałby zastosowanie tylko raz, jak się spotkaliśmy ze znajomymi, których córka akurat mi się podoba. Wiadomo ocb.
W pozostałych, cóż sam nie wiem; co prawda bliscy znajomi ale tytułują mnie przezwiskiem, którego nie cierpię (złe konotacje), ale oni chyba czynią to nieświadomie, gdyż nie wiedzą raczej skąd się to wzięło i dlaczego go [przezwiska] nie cierpię. I tyle, ich oceny niezbyt mnie przejmują, tym bardziej, iż w grupie ja akurat jestem jednostką dominującą.

beladin napisał(a):Oczywiście im masz więcej czasu na wyobrażenia przyszłego spotkania tym silniejszy jest lęk z tym związany. Dochodzi do tego mechanizm błędnego koła lęk-nasilenie objawów-większy lęk itd.


Zapewne, od czasu wystąpienie nerwicy, obserwuję taki przedłużający się okres spięcia ilekroć wyjeżdżam z domu na studia. Przed nerwicą obejmowało to w zasadzie średnio przespaną noc i 1,5-2h czasu między przebudzniem, a wejściem do pociągu. Od zaczątków, gdy zacząłem jeździć nocnymi, samopoczucie w dniu podróży było marne (ból głowy) do pociągu, a gorsze samopoczucie (w postaci lekkiego podenerwowania) rozciągało się do 2-3 dni przed. Stąd błędne koło to nic nowego, acz u mnie nasila się w miejscu A (dla przykładu - problem powyższy [wyjazdy pociagiem] nie istnieje w relacji B do A, a tylko A do B), a jeszcze bardziej gdy dochodzą te wypady (w zeszłe wakacje często graliśmy w piłkę z rana, noc przed meczem była niesprzana, a z rana raczej byłem mocno spięty, w szczególności reakcje typu: parcie na kał/mocz).

beladin napisał(a):Może jest coś takiego w Twojej osobie, co twoim zdaniem zasługuje na taką negatywną ocenę ..coś co może lub kiedyś mogło być źle odbierane przez Twoich znajomych?


Nie odnosi się do grona obecnych znajomych, chociaż przyjaźnimy się 5,5 roku to nie znajduję w chwili obecnej takiej rzeczy.

beladin napisał(a):Zwykle jest tak, że im bardziej surowy stosunek ma się do siebie tym większe odczuwa się obawy o to jak Ciebie widzą inne osoby.


To akurat mam, ale na tle szerokiego audytorium. Tzn. nie lubię publicznie popełniać glupot, ani wykazywać się niemocą. W szkole sprowadzało się do sytuacji, gdy przy tablicy pojawił się problem z rozwiązaniem zadania z matematyki, które na spokojnie rozwiązuję. A obecnie jak coś mi się wymknie głupiego, mniej istotne czy de facto głupiego, czy rozśmieszającego resztę. Poczucie upokorzenia na tle reszty. Podejrzewam, że wydumanego, bo pewnie nikt nie zwracał na to uwagi, tym bardziej jeśli ich to bawi. Ale to akurat problem trwający jakieś kilkadziesiąt sekund po akcji. Nigdy nie przeszkadzało to na wiekszą skalę, wręcz motywowało do perfekcji.

beladin napisał(a):Skoro od dłuższego czasu cierpisz z powodu tych wszystkich dolegliwości w tym konkretnym miejscu, możesz odczuwać nieprzyjemne skutki automatycznie, ponieważ mózg chętnie powiązuje doznania z konkretnymi "zapalnikami". Przykładem mogą być np. zapachy z dzieciństwa, które uruchamiają wspomnienia i odczucia. U Ciebie miejsce jest ściśle związane z niepokojem więc najprawdopodobniej jest takim "starterem" dla niefajnych odczuć czy wyobrażeń. Takie zakodowane w podświadomości mechanizmy są bazą wszelkich fobii.


Na parę dni przed wyjazdem na święta do miejsca A, w miejscu B już pojawiały mi się myśli, że znów się będę źle czuć. Cóż sprawdziło się. Z tego co pamiętam, podobne myśli miałem przed przyjazdem do A na 1 listopada. Też się sprawdziło. Wakacje były w porządku - to wyjątek. W pierwszej połowie zeszłego roku, pamietam, że miałem podobne myśli, ale aż tak mocno się to nie odbijało na samopoczuciu. Nie będę już w szczegóły wchodzić. Natomiast jedyna negatywna konotacja z miejscem A, to fakt, iż tu się nerwica zaczęła w zeszłym roku, trwał mój beznadziejny stan apatii i braku chęcią do życia ok 5 dni, potem spokój na tydzień, po czym w miejscu B trwał z 2 tygodnie z przerwami, potem nastąpił spokój, by po 1,5 miesiącu w miejscu A się odrodzić. Zauważalne jest to, że po przybyciu do miejsca A, generalnie jest ok (choć gorzej jak w B, bo towarzyszy pobytowi napięcie przed nawrotem dolegliwości), aż do wydarzenia zapalnika, po którym się wszystko chrzani. Wydarzeniem tym jest pobudka w nocy, kołatanie serca, ataki ciepła/zimna, mocne drżenie mięśni (gł. nóg), błyskawiczne wydalenie kału, mocne odruchy wymiotne (bez wymiotów - cecha znamienna), wtórny ból brzucha, odbijanie wewnętrzne, problem z wyleżeniem w miejscu, itd. - czyli identycznie jak w dniu, do tego w tym samym łóżku, o podobnej porze nocy (koło 3 nad ranem) po zwykle dobrym i spokojnym dniu, gdy zaczęły się moje problemy.
Moja walka. Z nerwicą. Nie uznaję kompromisu. Na polu bitwy w starciu o czystość mojego umysłu może zwyciężyć tylko jedna strona, druga musi zostać całkowicie zmiażdżona. Wiem, że wygram. Absolutne unicestwienie nerwicy, oto cel do którego dążę:

http://www.youtube.com/watch?v=6qG1sZhO74A
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
06 lut 2012, 21:16

Fobia społeczna!

przez szy123 03 sty 2013, 02:38
Zjebnerwicowy ja chyba mam bardzo podobnie, przy spotkaniu z różnymi ludźmi mam różny poziom lęku. Oczywiście głupawe lęki przed spotkaniem. Czasami sie dziwie ze z niektórymi gadam bez spiny chociaż moja chora głowa podpowiada żebym sie denerwował. Podobnie mam rownież z jak to nazwałeś zapalnikiem. Jest fajnie pare dni. Potem budze sie rano z jakimś dziwnym nazwijmy to zapowietrzeniem w żołądku, i kołataniem serca, wtedy zaczyna sie sypac. Jak jest dobrze to nie potrafię sobie wyobrazić złego samoczucia, a jak złe sie czuje dobrego.
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
24 kwi 2011, 20:41

Fobia społeczna!

przez beladin 03 sty 2013, 13:05
zjebnerwicowy, To zrozumiałe, że jak Ci się ktoś podoba zastanawiasz się jak wypadniesz.
Mam na myśli napięcie jakie pojawia się w towarzystwie i myśli, które temu stanowi towarzyszą, a dokładniej: dominacja za wszelką cenę, świadome wycofanie by poczuć swoją wyższość, posiadanie racji, ostatniego słowa, bycia górą, ideałem w oczach innych. Moim zdaniem walka o pozycję wynika nie tyle z charakteru dominującego a podświadomego lęku przed negatywną oceną. Założę się, że jesteś perfekcjonistą i nie dopuszczasz do siebie popełnienia błędu. Spróbuj schrzanić kilka rzeczy świadomie a zobaczysz jak bardzo się tego boisz. Pewnie nie spodoba Ci się to co napisałem, bo nie w taki sposób chcesz siebie widzieć ..ale nie przejmuj się. Mogę się mylić ;) Jestem prawie pewny, że za Twoje problemy odpowiada Twój surowy stosunek do siebie i do otoczenia. Na dłuższą metę po prostu nie da się tak żyć.

Czy w domu do którego wracasz masz/miałeś styczność z osobą, która ma podobne, surowe podejście do świata?
W Twoich wypowiedziach na pierwszy plan wysuwają się objawy wegetatywne (cielesne). Czy tym objawom towarzyszą lęki, poważne obawy o zdrowie fizyczne i życie?
beladin
Offline

Fobia społeczna!

przez miron91 03 sty 2013, 20:44
Miałem to samo i mam dalej od 17 roku życia a nawet wcześniej a teraz mam 22,radzę iść z góry to psychiatry i psychologa.

Nie chce ci straszyć ale sam sobie z tym nie poradzisz.Dosłownie tak jak napisałeś takie miałem objawy.
miron91
Offline

Fobia społeczna!

przez paulola292 03 sty 2013, 21:43
twoje objawy wskazują na fobie społeczną u nas na grupie psychoterapeutycznej jest chłopak który ma takie objawy jak Ty koniecznie musisz iśc do psychologa powiedzieć o swoim problemie nikt Cię nie wyśmieje pamiętaj że chodzi tu o normalne życie duszenie tego w sobie nic nie da sam sobie nie pomorzesz tymbardziej że twój problem wymaga terapi rozowy z psychologiem
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
03 sty 2013, 00:58

Fobia społeczna!

przez niecierpliwy 03 sty 2013, 23:43
Ja mam taki problem. Prócz klasycznych objawów fobii występuje u mnie nadmierne pocenie (pisałem w innej części forum o tym).
Pocenie nasila się kiedy wychodzę z domu (niezależnie czy jestem w ruchu czy nie). Ten objaw niszczy mi życie i nie wiem skąd się wziął stosowałem różne SSRI teraz mam parogen. Wystarczy pięć minut jazdy samochodem latem i mam całe mokre plecy (zimą tylko pod pachami, chyba że świeci słońce to plecy też). Obecnie mam 24 lata i od ok 6 z tym walcze. Latem prawie nigdzie nie wychodze, nie spotykam się ze znajomymi (w zasadzie to już ich nie mam). Czy komuś z Was też towarzyszy taki objaw fobii społecznej ?
Offline
Posty
616
Dołączył(a)
01 sty 2013, 22:27

Fobia społeczna!

Avatar użytkownika
przez silence_sadness 03 sty 2013, 23:57
Pocenie się to objaw stresu..

Strasznie mi się pociły dłonie gdy przezywałam stresujące sytuacje..

Następowała blokada i jakby mowę odbierało, myśli ,że mam zawał , na zmianę gorąco i zimno..

Ale takie stany tylko w gorszej fazie nastroju występowały u mnie..
"Musimy czerpać radość z każdej chwili i głęboko w sercu mieć nadzieję, że dobrych momentów w życiu nigdy nam nie zabraknie."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2713
Dołączył(a)
03 lis 2012, 23:56

Fobia społeczna!

przez zjebnerwicowy 04 sty 2013, 00:06
szy123 napisał(a):Podobnie mam rownież z jak to nazwałeś zapalnikiem. Jest fajnie pare dni. Potem budze sie rano z jakimś dziwnym nazwijmy to zapowietrzeniem w żołądku, i kołataniem serca, wtedy zaczyna sie sypac. Jak jest dobrze to nie potrafię sobie wyobrazić złego samoczucia, a jak złe sie czuje dobrego.


Mi się wydaje, że ta kwestia może mieć w wielu przypadkach duże znaczenie. Ja generalnie nie lubię wszelkich obstrukcji żołądkowych i oddziałowywują one na mnie odstraszająco. Od czasu kiedy przeszedłem zatrucie alkoholem (na pusty żołądek, zmieszałem, na I roku) zaczęły się pojawiać u mnie dziwne objawy dolegliwości żołądkowych po wypiciu alkoholu pod wieczór (czasem po jednym piwie z zaprawą, a kiedy indziej ich brak po np. 3 piwach na pusto wręcz; dla lekarza jest to zagadka), co wręcz aż mnie zniechęciło do tego typu trunków. I to na tyle, że chyba nabawiłem się fobii po tym jak pojawiła się nerwica (ta na II roku).
Mniejsza o to, ostatnie wakacje mi się przypomniały, pierwsze 2 tygodnie były w porządku, ale potem nastąpił ten zapalnik (dzień akurat nerwowy, podjadłem fast-foodem) i w sumie nic poważnego się potem nie działo, poza tym, że bezsenność weszła na okres lata. A ile razy wystąpi "zapalnik", tyle razy potem się denerwuję przed powtórką i spokojną noc i tak w koło. To też pewnie rozchwiewa człowieka i tłumaczyłoby dlaczego po takim wydarzeniu nagle wszystko się chrzani.

beladin napisał(a):Mam na myśli napięcie jakie pojawia się w towarzystwie i myśli, które temu stanowi towarzyszą, a dokładniej: dominacja za wszelką cenę, świadome wycofanie by poczuć swoją wyższość, posiadanie racji, ostatniego słowa, bycia górą, ideałem w oczach innych.


Mi tam w towarzystwie się żadne tego typu myśli nie pojawiają, bo czuję się swobodnie i normalnie (choć się pocę - czyli podświadomie się denerwuję, ale to od dawna), choć z pamięcią, że wcześniej były odwrotnie, co czasem prowadzi do uczucia ciężkiej głowy. Poniekąd tego typu rzeczy towarzyszą, ale w stosunkach formalnych, na zajęciach na uczelni, czy tam jakichś poważnych rozmowach bez sentymentów - nihil novi.

beladin napisał(a):Moim zdaniem walka o pozycję wynika nie tyle z charakteru dominującego a podświadomego lęku przed negatywną oceną. Założę się, że jesteś perfekcjonistą i nie dopuszczasz do siebie popełnienia błędu. Spróbuj schrzanić kilka rzeczy świadomie a zobaczysz jak bardzo się tego boisz.


Pierwsze - nie wiem. Podświadomość ma to do siebie, że trudno jest ją zrozumieć, tym bardziej w sytuacji, gdy jest sprzeczna z mą wolą, a ta obserwacja prowadzi już do dalszych rozważeń natury filozoficznych, których nie będę tu przywoływać, z oczywistych względów :)
Drugie - jestem perfekcjonistą, ale w ostatnim czasie stonowałem w wielu rzeczach. Wyszło na dobre, bo zacząłem się cieszyć (zajmuję się m.in. modelarstwem, perfekcjonizm jest zabójczy dla takiego hobby, w sytuacji gdy człowiek wiecznie niezadowolony z osiągniętej pracy).
Trzecie - w zasadzie niemal nie popełniam błędów. A jeśli już się zdarzy, to bardziej sobie wyrzucam błąd niż się boję. Gorzej z rzeczami nieuniknionymi i nieodwracalnymi. Tu mi się raz w życiu zdarzyło, w skrócie: zaspałem na ważny egzamin (9:00, obudziłem się o 9:20), mimo to szybko się zebrałem, pojechałem na miejsce i w sumie straciłem tylko 15 min czasu (cóż, jestem raczej szczęściarzem, za wiele tego typu przypadków w życiu). Po pobudce faktycznie ogarnął mnie lęk i bezradność, ale motywacja do walki do ostatniej próby była silniejsza.

beladin napisał(a):Pewnie nie spodoba Ci się to co napisałem, bo nie w taki sposób chcesz siebie widzieć ..ale nie przejmuj się. Mogę się mylić ;)


Wolę tego typu coś usłyszeć, niż nie, bo to zawsze impuls do przemyśleń. I może pomóc, więc każda opinia przydatna.

beladin napisał(a):Jestem prawie pewny, że za Twoje problemy odpowiada Twój surowy stosunek do siebie i do otoczenia. Na dłuższą metę po prostu nie da się tak żyć.


Przyznam, że czuję się zdumiony, powiedziałbym, że dostrzegłaś coś, co mnie zżera od środka, ale nie chcę tego nikomu powiedzieć, z racji narażenia się na śmieszność.

Dobrze, pozwolę sobie na pewne otwarcie. Jestem autokratą i mam bardzo wysoko zawieszone ambicje. W obecnych realiach geopolitycznych wręcz niemożliwe do zrealizowania. Prościej byłoby dać sobie spokój z koncepcjami politycznymi i żyć jak każdy normalny człowiek, ale zwyczajnie nie potrafię. Nie potrafię, bo to przyznanie się do porażki, niemocy i nieudolności. A to czyni człowieka słabym, tchórzem niegodnym istnienia. Mając 10 lat powiedziałem bliskiemu przyjacielowi, że to co nas różni to fakt, iż moim przeznaczeniem jest być wielkim tego świata za cenę cierpienia i wyrzeczeń, a mu dane będzie szczęście i pełne radości życie za cenę przeciętności i zginięcia w szarej masie, o której zapomni historia, co nie wiedzieć czemu, się spełnia. Być obecnym w historii świata, tak by pamiętali o mnie za 100, 1000 i 10000 i więcej lat, by zostawić po sobie ślad w historii, bo pamięć ludzka to jedyny czynnik, który będzie mieć znaczenie po śmierci. Pewność, iż zostawi się nieśmiertelne dziedzictwo, jak wielcy przywódcy tego świata. 90% moich myśli w wolnych chwilach skupia się wokół rozważań natury politycznej, gospodarczej, społecznej, filozoficznej i religijnej. Inaczej nie potrafię żyć.

Przyznam też, że w czasie pisania tego akapitu zaczęło się chcieć mi płakać i ogarnęło mnie roztrzęsienie. Tylko, że ja nie płaczę nigdy, nawet na pogrzebach, bo dowodzi to słabości. Zawsze muszę zachować stoicki spokój, kamienną twarz. Ot, cały ja...

Szczerze, obstawiam powyższe za główną, najbardziej skrytą przyczynę problemów. Dla mnie wiele rzeczy w życiu codziennym to tylko półśrodki, do jedynego, głównego celu, kiedy to zarazem czas ucieka, życia coraz mniej. Cóż, gdy czuję się gorzej, pojawia się chęć rezygnacji z planów [słaby i niezdrowy nie da rady], ale tylko jak poczuję się lepiej, od razu wracają żądzę, gdyż zaczynam czuć, iż skoro odzyskuję siły to mogę więcej. Bez zdrowia nic się nie uda.

beladin napisał(a):Czy w domu do którego wracasz masz/miałeś styczność z osobą, która ma podobne, surowe podejście do świata?


Pewnie mama. Ona często podaje mi siebie jako przykład życiowego nieudacznika, którego błędów nie mam prawa popełnić.

beladin napisał(a):W Twoich wypowiedziach na pierwszy plan wysuwają się objawy wegetatywne (cielesne). Czy tym objawom towarzyszą lęki, poważne obawy o zdrowie fizyczne i życie?


Oczywiście. Od czasu pierwszej nocy, kiedy to objawy wystąpiły, zacząłem dbać o zdrowie, poszerzyłem znacząco wiedzę medyczną. Otarłem się też o hipochondrię, która wywołała u mnie najgorszą fazę nerwicy, ale dałem radę z niej wyjść i zmienić podejście do kwestii "przypisywania chorób" (od końca grudnia 2011 do końca 3 tygodnia lutego 2012) z całodobowymi napięciami, drżącymi rękoma, poceniem się, bezsennością, stale podwyższoną temperaturą i częstymi napadami bólów główy (głównie okalający tępy ból głowy, ale czasem pulsacyjny i 2 razy klastrowy) z kulminacją w ostatnim tygodniu (7 dni całodobowego bólu, ledwo przechodzącego po apapie, więc brałem to na wytrzymałość, by się lekami nie dobijać). I to jest jedyny sprecyzowany lęk, który od czasu do czasu mi towarzyszy i który ma racjonalne podłoże. Tak też mogła wykiełkować mi nerwica, gdy po pierwszej nocy towarzyszył mi lęk o zdrowie, przespanie nocy i niepowtórzenie się przypadłości [pamiętam, że był bardzo silny, bo tamto zjawisko było wtedy niezrozumiałe i niepokojące], a potem pojawił się lęk przed nocą (pojawiający o zmierzchu) przed tym samym i dalej się rozszerzający. Mam też fobię dot. alkoholu (więc nie piję w zasadzie), wymiotowania [nie wymiotowałem od co najmniej 10 lat, ale wiem skąd się to wzięło] i najdziwniejszą złapaną latem 2012 - przed fast foodami i pizzą [pozwolę sobie przemilczeć; ale jej mechanizm jest dla mnie zrozumiały].
Moja walka. Z nerwicą. Nie uznaję kompromisu. Na polu bitwy w starciu o czystość mojego umysłu może zwyciężyć tylko jedna strona, druga musi zostać całkowicie zmiażdżona. Wiem, że wygram. Absolutne unicestwienie nerwicy, oto cel do którego dążę:

http://www.youtube.com/watch?v=6qG1sZhO74A
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
06 lut 2012, 21:16

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 33 gości

Przeskocz do