Fobia społeczna!

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

fobia społeczna

przez CichoCiemny 02 lip 2011, 01:18
wiecznie_walczacy, tak właśnie jest, ale zauważ, że nie ma osoby, której absolutnie nic by nie przeszkadzało. Zawsze coś leży w głowie takiego, co potem sprawia, że jest ludziom źle.

Fobia społeczna (tak jak inne tego typu zaburzenia) to choroba cywilizacyjna, a to wynika z faktu w jakim świecie żyjemy, ta cała pogoń za kasą, pozycją w życiu, to tak naprawdę nic dobrego.
Ostatnio robiliśmy wywiad z Janem Komasą, podczas festiwalu filmów w Gdyni, reżyserem filmu "Sala Samobójców", on powiedział bardzo istotną rzecz. Mianowicie, w obecnym społeczeństwie, bardzo zamerykanizowanym, ludziom "zabrania" się być smutnym, nieszczęśliwym, a to wynika z faktu, że z założenia ludzie mają być szczęśliwi. To tak w dużym skrócie, ale właśnie takie zjawisko presji społecznej powoduje problemy szufladkowania ludzi do konkretnych przypadków zaburzeń, często błędnie interpretowanych i niewłaściwie leczonych i to potem tylko coraz bardziej się nakręca. Dochodzi do tego cały przemysł farmaceutyczny, ludziom wciska się psychotropy, żeby zabić ich smutki, a nie po to, żeby znaleźć ich przyczynę.
Gdyby ludzie nie zapieprzali tak w życiu, gdyby nie było wyścigu szczurów, mieli trochę czasu na zastanowienie się nad sobą i nad światem, na szczere rozmowy z innymi, ten problem na pewno byłby dużo mniejszy, bo problemy byłyby rozwiązywane na dużo niższym poziomie, a nie wtedy, kiedy jest już bardzo źle.
CichoCiemny
Offline

Fobia społeczna!

Avatar użytkownika
przez BB1 03 lip 2011, 21:53
Większość ludzi ma stracha przed występami publicznym co świadczy o tym że też są nieśmiali tylko nie ujawnia im się to zbyt często bo żadko występują publicznie.
alabama, a uważasz że jak ktoś inny jest żałosny to go nie lubisz ? Jeżeli nie to dlaczego nie lubisz tego że mogłabyś być żałosna ?
Avatar użytkownika
BB1
Offline
Posty
223
Dołączył(a)
04 gru 2008, 18:41

Fobia społeczna!

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 03 lip 2011, 23:00
Mi też według testów wychodzi że nie mam fobii społecznej a myślę że mam. Jak jakis sprzedawca w sklepie wydaje się zbyt natarczywy od razu uciekam, knajpy, restauracje wybieram zawsze gdzie jest mało osób a najlepiej nikogo, czasami wogle rezygnuje. Unikam też rodziny, znajomych którzy przyjezdzają do naszego domu w odwiedziny bo zaczna zawsze zadawac niewygodne dla mnie pytania. Tak samo unikam znajomych ze szkoły, studiów bo myślę że wyjdę w ich oczach na nieudacznika. Wszystko to doprowadziło że nie mam teraz żadnych znajomych bo myślę że wszyscy się ze mnie naśmiewają i obgadują za plecami. Wstydze się samego siebie bo nie mam dziewczyny, znajomych, pracy( pracowałem 4 lata za granicą ale praca której nienawidziłem i życie towarzyskie polegajace na wlewaniu w siebie hektolitrów alkoholu mnie wykanczalo psychicznie i fizycznie). jedyna moją rozrywka jest teraz internet, gry komp i wielogodzinne samotne wypady rowerowe.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17065
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Fobia społeczna!

Avatar użytkownika
przez kornelia_lilia 05 lip 2011, 23:14
słuchajcie, jakie testy?
:shock: :shock:
Najtrudniej jest widzieć słońce… wierzyć w słońce i nie czuć ciepła. /H. Poświatowska/
Nigdy, nigdy nie żałuj, że zrobiłaś cokolwiek, jeśli robiąc to, byłaś szczęśliwa /Dorotea de Spirito/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6325
Dołączył(a)
04 lip 2011, 15:12
Lokalizacja
Wielkop./ Dolnośl.

Fobia społeczna!

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 05 lip 2011, 23:58
testy na fobie społeczną
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17065
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Fobia społeczna!

przez Drewniany 06 lip 2011, 10:50
Ja nie mam zdiagnozowanej, ale naprawdę wygląda to tragicznie, tak jak u carlosbueno.
NN, zaburzenia anankastyczne.
Pomóż! Nie bądź obojętny!
http://pajacyk.pl http://www.polskieserce.pl
Offline
Posty
129
Dołączył(a)
05 kwi 2011, 11:48

pokonał ktoś cisze przy FS?

przez dekiell 06 lip 2011, 18:32
chyba większość którzy są chorzy na fobię społeczną często są skryci i często mało się odzywają...
pokonał ktoś to cholerstwo, ciągle boję się mówić od dawna, dziś w ogóle się mało co odzywam nawet nie wiem co mówić... :(
Ostatnio edytowano 06 lip 2011, 18:48 przez Korba, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Połączone ze zbiorczym wątkiem.
Offline
Posty
134
Dołączył(a)
19 sie 2010, 14:46

fobia społeczna

Avatar użytkownika
przez kornelia_lilia 06 lip 2011, 19:40
KeFaS napisał(a):Mam tak samo ;)

dlatego też przestałem się przejmować ludźmi, z którymi nie chcę się zadawać. Nie sobie myślą co chcą, nikt nie jest doskonały i nie ma zdrowych, są tylko nieprzebadani. ;)


Oj, bardzo bym chciała się nie przejmować opiniami innych, przez swoje kompleksy jestem jaka jestem-odludek :oops:
Najtrudniej jest widzieć słońce… wierzyć w słońce i nie czuć ciepła. /H. Poświatowska/
Nigdy, nigdy nie żałuj, że zrobiłaś cokolwiek, jeśli robiąc to, byłaś szczęśliwa /Dorotea de Spirito/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6325
Dołączył(a)
04 lip 2011, 15:12
Lokalizacja
Wielkop./ Dolnośl.

fobia społeczna.

przez dekiell 08 lip 2011, 17:40
zabieg ETS a fobia społeczna

może ktoś jest na forum co choruje na fobię społeczną i często się czerwieni i do tego zrobił sobie zabieg ETS? :>
Ostatnio edytowano 08 lip 2011, 17:59 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono wątki z uwagi na tematykę Twojego postu
Offline
Posty
134
Dołączył(a)
19 sie 2010, 14:46

fobia społeczna

Avatar użytkownika
przez *Monika* 08 lip 2011, 17:57
dekiell, myslę,że są inne, alternatywne metody walki z fobią społeczną. Zabieg to ostateczność.

Najpierw terapia i leki.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

fobia społeczna.

przez stres 12 lip 2011, 02:15
Lęk przed wystąpieniami i co jeszcze…

Witam

Zacznę od tego, że odkąd pamiętam zawsze byłem wstydliwy, nieśmiały i bałem się. We wczesnych klasach podstawówki (1-3) byłem zawsze na uboczu, nie bawiłem się z innymi dziećmi, bo wolałem siedzieć sam w klasie, albo stać pod ścianą… Pewnie na moje zachowanie mogło wpłynąć to, że mój ojciec lubił sobie wypić i czasem tak sobie pił przez miesiąc dzień w dzień i nie różnił się niczym od żula spod sklepu. Bardzo się za niego wstydziłem, chodziłem okrężnymi drogami do szkoły by go przypadkiem nie spotkać. Jak już byłem w domu czy na podwórku to normalnie się bawiłem jak inne dzieci. Na szczęście moja mama to anioł. Gdy dorosłem i ojciec znów rozpoczął maraton alkoholowy namówiłem ją byśmy się wyprowadzili i tak też zrobiliśmy. Chodząc do szkoły obawiałem się wypowiedzi ustnych, albo tego, że będę musiał podejść do tablicy. Nie mogłem znieść myśli, że inni na mnie patrzą, a ja się zbłaźnię. Zawsze bałem się tego co inni o mnie pomyślą, co powiedzą, czy będą się śmiać. Do końca liceum jakoś sobie z tym wszystkim radziłem. Maturę zdałem i byłem szczęśliwy. Poszedłem na studia i tu również sobie jakoś radziłem. Egzaminów ustnych nie było wiele i udało mi się przez to przebrnąć. Zawsze gdy miałem odpowiadać towarzyszył mi ogromny stres, który czasem paraliżował mnie na tyle, że nie potrafiłem sobie przypomnieć tego co umiałem. Już wolałbym uczestniczyć w bitwie, bo tam mógłbym działać, a nie bezczynnie siedzieć czy stać i dusić w sobie te wszystkie nerwy. Czasem czuję podniecenie przed wypowiedzią ustną, bo to będzie dla mnie wyzwanie, pobudza mnie to, czuję siłę fizyczną. Wszystko jest ok., ale im bliżej egzaminu tym bardziej się stresuję. Gdy wchodzę do gabinetu to staram się być opanowany i myślę o tym byle zacząć mówić to dalej jakoś pójdzie, bo po mówieniu przez minutę stres opada. Gorzej jeżeli na wstępie zawalę, albo profesor zacznie mi przerywać i swoją postawą jeszcze bardziej mnie stresować tak jak to miało niedawno miejsce na obronie pracy. Zawaliłem na samym wstępie, bo zaciąłem się na drugim, bądź trzecim słowie i była cisza przez jakiś czas. Nie zdołałem sobie tego przypomnieć i zacząłem dalej mówić. Po chwili profesor przerwał i mówi do mnie, że nie mówię o tym o czym powinienem (oczywiście nerwy podniosły się o 100%), a nie mówiłem o tym, bo jeszcze w swojej wypowiedzi do tego nie doszedłem. Co chwilę mi przerywał i nie dawał skończyć (na obronie mieli na każdego wyznaczoną ilość czasu i pewnie dlatego przerywał i nie mogłem powiedzieć wszystkiego tak jak się przygotowałem). We własnym odczuciu wypadłem słabo, ale na tyle dobrze, że myślałem, że 3 dostanę, bo odpowiedziałem na jedno pytanie całe, a dwa pozostałe częściowo. Na ocenę z obrony składa się średnia z 3 lat nauki, którą miałem ponad 4, ocena za pracę licencjacką, która również nie miała szans być niższa niż 4 no i ocena z odpowiedzi. Zaskoczyło mnie to, że nie zdałem. Zawsze jak miałem mieć jakiś egzamin to stresowałem się i myślałem, że nie dam rady, a tu wyjątkowo pierwszy raz byłem przekonany, że wszystko pójdzie dobrze, że nie ma szans na oblanie tego (no i się przeliczyłem). Stres mnie na obronie otępił, zapomniałem wielu ważnych rzeczy i poległem. Wstydzę się, gdyż jako jedyny z mojej grupy nie zaliczyłem, zawiodłem mamę i siebie. Czeka mnie poprawka, ale problem nie tkwi w wiedzy, a w tym żeby nie dać się pożreć przez stres, nerwy. Gdy się denerwuję nie rozumiem co się do mnie mówi, prostych rzeczy, zapominam to co utrwalałem od kilku dni i umiałem perfekt. Przy drugiej próbie jeszcze bardziej będę się bał. Najbardziej obawiam się, że stres znów mnie pokona i ośmieszy. Poradźcie co zrobić by jakoś zapanować nad nerwami. Tylko nie wysyłajcie mnie do terapeutów, bo nie mam na to pieniędzy. Często sam siebie potrafię zmotywować, ale trudniej jest przed wejściem do gabinetu – wtedy zaczyna się największa walka z sobą, którą niestety często przegrywam. (tak na marginesie to się nie zgadzam z oceną, ale cóż… widocznie nie spodobałem się). Przed wejściem powtarzałem sobie cały czas pierwsze zdanie, a i tak zaciąłem się w nim. :great:

pozdrawiam
Ostatnio edytowano 12 lip 2011, 14:02 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z w/w wątkiem z uwagi na treść Twojego postu
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
12 lip 2011, 00:30

Lęk przed wystąpieniami i co jeszcze…

Avatar użytkownika
przez agusiaww 12 lip 2011, 12:35
stres, jestes takim typowym fobikiem spolecznym (lęk przed ludzmi). A co do Twojej obrony to nie dali Ci pytan na jakie masz odpowiadac? Zawsze dawali. Po 2) nastepnym razem nawet jak sie zatniesz to mow dalej i nie gadaj rozwlekle bo nikt tego nie lubi, zreszta chyba sam pisales prace to powinines cos tam na jej temat wiedziec. Grunt, to teraz tak sie przedstawic, bys wypadl ok. To musisz opanowac ten lęk, zreszta pomysl, czy ktos tam Ciebie pogryzie, znasz prace bo ja pisales ! Przed wejsciem daj sobie kopa motywacyjnego, mozesz tez kupic lagodne srodki uspokoajajce oparte na zielarstwie lub syropek i sie napic, one nie oslabiaja pamieci, logiki itd bo nie sa uzalezniajace. A do terapeuty warto pojsc, na NFZ to za darmo.
Ostatnio edytowano 12 lip 2011, 14:03 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: przeniesiono
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Fobia społeczna ? Lęk ?

Avatar użytkownika
przez Uciekinier 26 lip 2011, 18:05
Witam Was. Jestem 20 letnim studentem i mam pewne problemym emocjonalne, którymi pragnę się z Wami podzielić. Mianowicie często odczuwam lęki w postaci zaburzenia równowagi i nadmiernej (do potęgi) wrażliwości na bodźce zewnętrze. Dzieje się to tak, gdy w okół mnie jest dużo ludzi, często mi nieznanych lub mniej znanych. Przykład uczelnia - sala wykładowa - mam problem z siedzeniem w pierwszych rzędach - nie lubię jak ktoś siedzi za mną , bo mam wrażenie , że się na mnie ciągle gapi, a ja jestem cały spięty, mięśnie mam napięte i nie mogę się rozluźnić, gdyż boje się, że nagle jakieś byle kichnięcie kogoś czy nagły dzwoniący telefon kolegi spowoduje dreszcze mojego ciała - takie niekontrolowane ruchy całym ciałem - mam wrażenie, że podskakuję rażony prądem i cały się czerwienie potem albo dostaje wysypki (też jestem uczolony na coś pod kątem emocjonalnym - pokrzywka cholinergiczna chyba). Również sytuacja powtarza się np. w kościele, gdzie trudno mi ustać w jednym miejscu lub nawet siedzieć w ławce - muszę się trzymać mocno czegoś, aby zapanować nad swoim ciałem - bo byle krzyk dziecka czy kaszel jest w stanie mnie wyporwadzić z równowagi i odczuwam wtedy taki lęk, nogi mam jak z galarety, a sam czuje się bardzo spięty. To na początek, może ktoś wie dlaczego tak się dzieje, czy to rodzaj nerwicy, czy fobii i jak ew. sobie z tym radzić. Fakt, jestem osobą mocno wyalienowaną, typowy introwertyk, który lepiej czuje się w mniejszym gronie znajomych niż wśród tłumu, często też miewam stany depresyjne, co związane jest z moją samotnością - możliwe, że kiedyś to wszystko minie, gdy już nie będę sam, ale w chwili obecnej jestem ciekaw czy to się "leczy" i jakoś kwalifikuje. Pozdrawiam.
Ostatnio edytowano 26 lip 2011, 18:15 przez Korba, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Połączono z wątkiem o podobnej tematyce.
Trudno to zrozumieć
Lecz nic nie daje siły by żyć
Jakaś misterna część
W konstrukcji zdarzeń
Pękła
Avatar użytkownika
Offline
Posty
548
Dołączył(a)
07 maja 2009, 16:05
Lokalizacja
wszędzie źle

Fobia społeczna!

Avatar użytkownika
przez Raffuss 27 lip 2011, 10:55
THJ_nw nie wiem czy Cię pocieszę, ale ten stan nie minie, nawet jeśli będziesz z kimś w związku. Twój stan nie leczony będzie się tylko pogarszał.. Ba.. może się nawet uśpić na kilka-kilkanaście lat.. ale nie przejdzie sam z siebie. Pytasz jak sobie poradzić.. cóż nie ma na to złotego środka.. psychoterapia powinna pomóc wyjść z tego stanu.. spróbuj..
Codzienna walka o lepsze jutro nerwoblog.pl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
331
Dołączył(a)
14 lip 2010, 21:04
Lokalizacja
Gdańsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do