Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez noowy6 25 lip 2010, 16:45
Wiesz ja się też bałem leków ,ale jak już spróbowałem to naprawde poczułem ulgę wszystko odeszło i mogłem sobie troche poukładać w główce ;) Teraz niestety już przestał działać i szukam innego ;/ Radził bym leki+psychoterapie ;)
"Żyj szybko, umieraj młodo"
Offline
Posty
190
Dołączył(a)
13 wrz 2009, 14:16
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez Zenonek 25 lip 2010, 17:53
wrazliwy,

Powiem tak leki pomoga juz za 2-4 miesiace....

Terapia pomoze za rok albo i wiecej czasu.

Leki to podstawa.

Nie ma sensu sie obawiac lekow-to KONIECZNOSC...
Offline
Posty
3565
Dołączył(a)
09 kwi 2010, 17:23

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez noowy6 26 lip 2010, 12:16
Mi paro pomogła po tygodniu czułem się jak młody bóg... korzystałem z życia ile się da ;p teraz troche załuje moglem pare spraw rozwiazać które mnie dręczyły przed braniem paro ;p Ojjj ile bym dał żeby tak się czuć jak wtedy ;) normlanie nikt nie mógł mi wejść na głowe to ja raczej stawałem się tym uciażliwym ;p Swoje racje zawsze umiałem dobrze wybronic sypiac spokojnie argumenty ;) Byłem tak pewny siebie ,że nikt nie mogł mnie przegadać i wgl super uczucie ;) Podejście do najpiekniejszej dziewczyny swiata by mi pewnie problemu nie sprawiło... ;)
"Żyj szybko, umieraj młodo"
Offline
Posty
190
Dołączył(a)
13 wrz 2009, 14:16
Lokalizacja
Gdańsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez wrazliwy 02 sie 2010, 18:09
Wobec ostatnich ciężkich dni, gdy nerwica żołądka jest nasilona, i wobec dzisiejszego ataku ze strony żołądka, który jeszcze na dobre nie minął - postanawiam i ogłaszam tutaj Wam, wszem i wobec, że podejmę się psychoterapii, jeśli nie z NFZ, to odpłatnie - 1 raz w tygodniu (a nie jak mnie namawiano na 2 razy w tygodniu). Potrzebuję pomocy, sam nie potrafię sobie pomóc, gdyż te próby trwają od ponad roku i niewiele to dało. Dlatego potrzebuję psychoterapeuty! Postanawiam to tutaj publicznie - bo jeśli nie pójdę na psychoterapię, to wyjdzie na to, że jestem niesłowny, beznadziejny i do kitu. A ja potrzebuję pomocy. :cry:
Mogę oszczędzać, mogę zrezygnować z jakichś tam rzeczy, mogę więcej pracować - aby mieć kasę na psychoterapię. W końcu 400 zł na miesiąc to nie jest wielki majątek. :(
Ludzie, którzy uchodzą za twardych są tak naprawdę dużo bardziej wrażliwi niż ci, którzy są mocno chwaleni za swoją wylewną wrażliwość. Chcą uchodzić za twardych, ponieważ ich wrażliwość, gdy się ujawnia, przysparza im tylko bólu.
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
21 lip 2010, 14:45
Lokalizacja
Stolica

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez Dori26 02 sie 2010, 18:23
Zgadzam sie z toba WRAZLIWY ja dzis dzwonilam do osrodka by umowic sie z psychoterapeuta ale niestety pani mgr jest caly miesiac na urlopie :( to nic przeciez sa inni i zamierzamsie zapisac bo sama niedaje juz rady :cry: cholerstwo mnie dreczy i meczy :why: :why: mam dosc tego cierpienia pozdr
Offline
Posty
115
Dołączył(a)
27 lip 2010, 17:59

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez Angela24 21 wrz 2010, 00:58
Jes bardzo późno a ja beznadziejnie surfuje po necie, bo nurtuje mnie mój problem i stąd zalogowałam się tutaj. Przeczytałam wpis wrazliwego i myśle sobie żę moglibyśmy sobie podać rękę. Zacznę od tego mam 24 lata i jestem naprawdę niebrzydką babką. Studiuje zaocznie i niestety szukam pracy.... mieszkam z konserwatywnymi rodzicami i jakby nie patrzeć choć mam brata chowąłam się jak jedynaczka tzn w tzw złotej klatce, gdzie rodzice przez cąłe życie powtarzali mi: zostaw to, tego nie rób bo zepsujesz, bo nie umiesz, ja to zrobię... i tak w kółko.... i jaki efekt? Taki że dzisiaj ciągle mam wrażenie że wszystko mnie przerasta. A mianowicie nie radzę sobie przede wszystkim ze swoimi emocjami, każdą porażke biorę głęboko do siebie i analizuje po 10 razy, a potem jest mi za to ciągle wstyd.... aż do kolejnej porażki. Wspomnę też że oprócz nadopiekuńczości moich rodziców charakteryzowała zarazem nerwowość (wpierdol za przypadkowe wylanie herbaty itp) mało tego ciągły krytycyzm matki, po dzień dzisiejszy chociażby dlatego że nie jestem szczupła jakby to ona sobie wyobrażała tylko przy kości (ale w granicach estetyki) mało tego studiuje tez pod presją choć szczerze gówno mi to daje a zajęte weekendy koliduja mi ze znalezieniem pracy. O tym że nie pracuje słyszę codziennie (nierób, nygus,leser - do niczego się nie nadajesz...bla bla itp) choć ciągle wysyłam cv, co jakiś czas robie całodniowe wycieczki z cv po firmach itp. No ale oni żyją jeszcze czasami komuny i myślą że jak pójdę zapłakać o robote to ja dostane. a jak jest? Gdy zostaje zaproszona na rozmowe kwalifikacyjną co zdarza się rzadko...(takie czasy) to oczywiście ją spierdole...:( i to nie z nygustwa bo się nie przygotowałam....jak to matka gada tylko .... z powodu braku pewności siebie. Wiem że to się śmieszne wydaje ale kiedy idę na taką rozmowe nerwy biorą górę tzn trzęsę się jak osika choćbym niewiadomo ile persenów połknęła i wypiła melisy. Starzy nie rozumieją mojego problemu..... a jest on duży... w sumie to sama bym na miejscu pracodawcy nie przyjeła kogoś kto jest smiertelnie pzrestraszony, i cąłkowicie nie odporny na stres. Ostatnio miałam podobną sytuację niedosyć że sie przejęzyczałam, to jeszcze nie mogłam zapanować nad drgawkami które z nerwów dostałam. Boże to jest straszne patrzyli na mnie jak na UFO...... jak na kogoś nienormalnego. I tak też się czuję. Mało tego choć wszyscy powtarzają mi że jestem atrakcyjna i dziwią się że jestem sama moja nieśmiałość i kompleksy powodują żę jestem strasznie samotna i to od dłuższego czasu. W obecności mężczyzn którzy mi się podobają stresuje się prawie tak samo jak na tych rozmowach kwalifgikacyjnych. I naprawdę zaczyna mi brakować sił, lata lecą a ja zamiast dojrzewać i stawać się świadomą swej wartopści co raz bardziej ją tracę. I najlepsze jest to że nie ma mi kto pomóc, doradzić, wstydzę się swoich problemów, a gdy już zdarzyło mi sie komuś o tym powiedzieć to zostałam potraktowana powierzchownie, jakbym głupoty czy bajki opowiadała.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
21 wrz 2010, 00:31

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 35 gości

Przeskocz do