Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez wrazliwy 21 lip 2010, 15:08
Witam.
Jestem tu nowy. Poczytałem główne wytyczne, pozaglądałem do różnych działów i doszedłem do wniosku, że temat jaki chcę założyć powinienem założyć tutaj.
Jeśli się mylę - proszę o przeniesienie.


Otóż, jak to w życiu bywa, nie stać mnie na prywatne wizyty u psychoterapeuty (o
publicznej służbie zdrowia się wypowiadać nie będę ech). Nie stać mnie wydać
100 zł za 50 min rozmowy z psychoterapeutą. Przy spotkaniach 1 bądź 2 razy w
tygodniu.

A jakie są moje problemy? Wypiszę w punktach, żeby było czytelniej.

1) Główny problem to nerwowość i przesadny stres o poranku: bóle brzucha i
duży lęk i niepokój. Spowodowane jest to, że nie boję się tego co mnie spotka,
że czegoś zapomnę wziąć, zrobić, że ktoś mnie skrytykuje, że jakaś duża
nieprzyjemność bądź zagrożenie mnie spotka. Ten lęk jest głównie właśnie rano.
I są nierzadko boleści somatyczne ze strony brzucha.
Było tak, że jak pracowałem w kliku miejscach to miałem szczęście parę razy
trafić na dupków. Ostatnia taka praca to praca 6 miesięcy z kierownikiem,
którego czepialstwo, krytykowanie i nerwowość tak na mnie wpłynęły, że wtedy
codziennie rano miałem stresa i latanie do kibla. Wcześniej też trafiał się
coś takiego(stres z powodu ochrzanu i niemiłej atmosfery w pracy), ale praca z
tym kierownikiem była czymś STRASZNYM!

2) Krytycyzm i Sędzia-Krytyk, które ciągle czuję nad sobą. Chodzi o mojego
ojca, który przez całe moje życie był właśnie uosobieniem tego. Do tej pory to
się za mną ciągnie.

3) Nadopiekuńczość moich rodziców.
Byli nadopiekuńczy wobec mnie. Mieszkałem z nimi do 25 roku życia. Tak więc
wyobraźcie sobie że przez 25 lat byli wobec mnie nadopiekuńczy - to w dużym
stopniu wpłynęło na to jak się czuję gdy muszę załatwić SAM pewne sprawy, gdy
SAM muszę zrobić zakupy, zrobić obiad, gdy może spotkać mnie jakieś
NIEBEZPIECZEŃSTWO, z którym SAM będę musiał sobie poradzić. Przez 25 lat moi
rodzice zrobili mi w tej materii wodę z mózgu. Ci którzy przeżyli
nadopiekuńczość rodziców to wiedzą o czym mówię.:(

4) stresowanie się przesadne! specyficznymi wydarzeniami: spotkanie z
dziewczyną, wyjście z kumplem na dyskotekę, spotkanie imprezowe. To są
wydarzenia które teoretycznie powinny dostarczać przyjemności, albo pewnej
małej ilości adrenaliny. A u mnie odwrotnie!
Czemu się stresuję? Czego się boję? A mianowicie pewnego rodzaju oceny, osądu
ze strony innych ludzi. A także tego, że coś się nie powiedzie nie tak, że
wyjdę na głupka, na dziwaka, że zachowam się nie tak.
Na to też wpływ ma zahukanie trochę mnie przez moich rodziców oraz to, że
powinienem być zawsze grzeczny, ułożony i dobrze się zachowujący. Bez żadnych
ekscesów.
5) jestem WRAŻLIWY - dlatego to tak wszystko chłonę.

To główne punkty.
Wkurza mnie to, irytuje, deprymuje (chociaż walczę z tym) - to, że te lęki, ta
przeszłość steruje moim życiem. Te poranki stają się czymś bardzo
nieprzyjemnym - później się wkurzam trochę, że znowu uległem lękowi. Wszystko
przypomina takie zataczające się koło.

Zastanawiałem co robić:
Zacząłem pisać, od czasu do czasu, pamiętnik.
Zacząłem uprawiać sporty.
Czy ze swoje WRAŻLIWOŚCI uczynić siłę? Czy stłamsić tę WRAŻLIWOŚĆ w sobie i
wyzbywać się jej po trochu?

Czy ktoś z Was tak miał?
Jak można samemu z tym sobie radzić?
Ludzie, którzy uchodzą za twardych są tak naprawdę dużo bardziej wrażliwi niż ci, którzy są mocno chwaleni za swoją wylewną wrażliwość. Chcą uchodzić za twardych, ponieważ ich wrażliwość, gdy się ujawnia, przysparza im tylko bólu.
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
21 lip 2010, 14:45
Lokalizacja
Stolica

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

Avatar użytkownika
przez linka 21 lip 2010, 15:17
Radzę jednak dobrze zastanowić się nad terapią, bo takie problemy same się nie rozwiążą. Oczywiście rozumiem, ze nie stać cię na prywatnego terapeutę, dlatego zainteresuj się terapią na NFZ.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez eufrozyna 21 lip 2010, 17:03
Witaj wrazliwy,

Pewnie nie takiej rady się tu spodziewałeś, ale uważam, że przy takich problemach człowiek sam sobie nie poradzi. Problemy będą się nawarstwiać a później będzie jeszcze gorzej. Ja próbowałam sama uporać się ze wszystkim, trwało to trzy lata. Łudziłam się, że będzie dobrze, że sobie poradzę (bo przecież zawsze ze wszystkim jakoś sobie radziłam). Wszystkie problemy niestety wracały ze zdwojoną siłą. Niedawno doszłam do wniosku, że nie dam rady. Jedyne co mogłam zrobić to zgłosić się do specjalisty (na razie czekam na pierwszą wizytę).

Zapytałam również o zdanie mojego lekarza rodzinnego. Powiedziałam mu tylko o moich lękach (a jest tego o wiele więcej) a on doradził mi bezzwłoczne udanie się do psychiatry.

To co w tej chwili jest dla Ciebie nieprzyjemne, za jakiś czas może stać się nie do zniesienia. Oczywiście nie musi tak być, ale mówię jak może się stać. Na pewno jest to indywidualna sprawa, zależy to od człowieka, jego stanu, problemów z jakimi się zmaga, ale w wypadku tego typu problemów chyba nie można pomóc sobie samemu, bez psychoterapii. Aby pomóc sobie, trzeba na swoje życie spojrzeć z innej perspektywy, obiektywnie. Człowiek w swoim zachowaniu, postępowaniu nie dostrzega wielu rzeczy. Takie obiektywne spojrzenie daje chyba tylko psychoterapia czy kontakt ze specjalistą.

Myślę, że warto spróbować terapii w ramach NFZ. 100 zł za 50 min rozmowy nie gwarantuje dobrej terapii i terapeuty ;)

I za żadne skarby nie tłum swojej wrażliwości. Myślę, że to ona właśnie pomoże Ci uporać się ze swoimi problemami, dostrzec rzeczy nad którymi powinieneś pracować itd.
eufrozyna
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez wrazliwy 21 lip 2010, 17:52
Dziękuję Wam bardzo za dotychczasowe wpisy.

Na razie chcę skomentować tylko jedną rzecz:
Oczywiście, że próbowałem szukać specjalisty w ramach NFZ - ale rezultaty były ŻAŁOSNE.
Opłacam składki co miesiąc na służbę zdrowia, a to z czym się spotkałem to porażka.
Gdy już zdobyłem skierowanie od lekarza rodzinnego, to się okazało że w stolicy właściwie nie ma ośrodków z terapii indywidualną w ramach NFZ.W jednym ośrodku były grupowe, ale codziennie po 5 godzin - a ja pracuję przecież! Szukałem jednak dalej - nie znalazłem ośrodków jako takich w stolicy gdzie normalnie jest udzielana taka pomoc. Ale ale! Jednak w końcu udało mi się znaleźć takie miejsce. Wziąłem skierowanie i się zapisałem. Jednak facet który tam przyjmował był żałosny: spotkania po 20-30 min, ćwiczenia tylko oddechu, jakieś jego głupie teksty, komentarze, był BEZNADZIEJNY. No i co? I skierowanie przepadło, a ja znowu zostałem bez fachowej pomocy.
Tak więc pod tym względem sytuacja jest nieciekawa tutaj.
Trzeba płacić. Byłem prywatnie (100 zł za 50 min) u psychoterapeuty, którego znam. Widziałem, że to jest to. Ale jednak doszły mi inne wydatki i nie zadzwoniłem do niego by umówić się na terapię. Teraz minęło parę miesięcy, i ja nie wiem czy by zechciał mnie przyjąć na terapię znowu, heh. Tak czy siak, muszę mieć więcej kasy. Taki jest ten świat.
Ludzie, którzy uchodzą za twardych są tak naprawdę dużo bardziej wrażliwi niż ci, którzy są mocno chwaleni za swoją wylewną wrażliwość. Chcą uchodzić za twardych, ponieważ ich wrażliwość, gdy się ujawnia, przysparza im tylko bólu.
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
21 lip 2010, 14:45
Lokalizacja
Stolica

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez wrazliwy 24 lip 2010, 12:46
Czy ktoś mi może doradzić? Napiszę jeszcze o tym porannych atakach:

Najgorszy jest ten przemożny atak lęku i bóle brzucha (biegunka) z samego rana,
gdy się obudzę.

To się nasiliło właśnie wtedy gdy zacząłem pracować za granicą z pewnym kierownikiem, z którym
rano jeździłem do pracy na 8-9 godzin. Już od samego spotkania na parkingu
potrafił się przypiep**yć, ni z gruchy ni z pietruchy. Skrytykować, ochrzanić
itp. To spowodowało, że codziennie przed pracą dostawałem boleści brzucha i
odczuwałem duży stres.
Później w ciągu dnia, było podobnie, jego częste ataki na mnie.
Po prostu ja przeżywałem to bardzo mocno, przeżywałem lęk i stres.

I później niestety ten stres z rana i bóle brzucha weszły jakoś tak w codzienny
rytuał.:(
I tak przez 6 miesięcy pracy z nim...

Później jak wróciłem do Polski, to odetchnąłem z ulgą. Jednak te ataki poranne
pozostały, w mniejszym lub większym stopniu.

I właśnie teraz mam je niemalże codziennie. Po tym wydarzeniu.
Rano - gdy idę do pracy oraz gdy zmieniam miejsce udzielania usług (z jednego biura do drugiego) - to odczuwam lęk i dostaję boleści brzucha.
Łączę to po prostu z powyższym wydarzeniem. Plus moja wrażliwość.
Może też to być związane z moim ojcem-krytykiem jak i tym że w czasach liceum
byłem obiektem szykan.

Czy ktoś może powiedzieć co to może być?! :mhm:
Ludzie, którzy uchodzą za twardych są tak naprawdę dużo bardziej wrażliwi niż ci, którzy są mocno chwaleni za swoją wylewną wrażliwość. Chcą uchodzić za twardych, ponieważ ich wrażliwość, gdy się ujawnia, przysparza im tylko bólu.
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
21 lip 2010, 14:45
Lokalizacja
Stolica

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez Shadowmere 24 lip 2010, 12:59
wrazliwy, sam już sobie bardzo trafnie odpowiedziałeś.Ja także miewam poranne lęki,boleści i mdłości,choć z osobami,ktore zapoczątkowaly u mnie te dolegliwości nie mam już do czynienia od 4 miesięcy.Mózg jest plastyczny,więc choć stresora już w Twoim obecnym życiu nie ma,model lęku utrwalił się i pozostal.Większość nerwic reaktywnych ma taki mechanizm.Na pocieszenie powiem Ci,że to minie na pewno-mi już raz udało się z tego wydźwignąć,trochę to trwało,ale w końcu się "odkształciło".Niestety czynnik,ktory wywoływał napięcie powrócił i znowu mam ten problem.
Shadowmere
Offline

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez wrazliwy 24 lip 2010, 13:11
Shadowmere napisał(a):wrazliwy, Większość nerwic reaktywnych ma taki mechanizm.Na pocieszenie powiem Ci,że to minie na pewno-mi już raz udało się z tego wydźwignąć


Co to jest nerwica reaktywna?

A jak udało Ci się wydźwignąć z tego?
Ludzie, którzy uchodzą za twardych są tak naprawdę dużo bardziej wrażliwi niż ci, którzy są mocno chwaleni za swoją wylewną wrażliwość. Chcą uchodzić za twardych, ponieważ ich wrażliwość, gdy się ujawnia, przysparza im tylko bólu.
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
21 lip 2010, 14:45
Lokalizacja
Stolica

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez Shadowmere 24 lip 2010, 13:24
wrazliwy, nie,ja nie wiem jaka to jest efka-czy to jest bardzo istotne?na pewno cierpisz na zaburzenia lękowe wywolane czynnikiem stresowym.Ale jak to się fachowo nazywa-nie wnikam,myślę,że wielu z nas na forum ma coś takiego.każda nerwica jest na swoj sposob "reaktywna".
Wyszlam z tego poprzez przebywanie z ludźmi,ktorzy mnie kochali,akceptowali,nie poganiali tylko delikatnie wspierali.To mnie uzdrowilo,pewnie w jakiś sposób też lekarstwa..ale raczej niewielki.Najwięcej pomogla zmiana środowiska.
Shadowmere
Offline

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez Zenonek 24 lip 2010, 13:49
Na tego typu lęki najlepsze beda odpowiednie lekarstwa (zapewne lajotwe SSRI ) + terapia.

Z tego co piszesz nie jest z Toba az tak zle, bo nie masz chyba czegos co Cie strasznie boli, czegos co nie mozesz zaakceptowac itp itd Bo na to leki tylko troche pomagaja wiekszosci ludzi. CHyba ze masz odrobine farta to wtedy lek zalatwi wszystko.

Natomiast tego typu lęki itp itd swietnie wyglszuaja lekarstwa.

Jezeli nie stac Cie na terapie to idz prywatnie do psychiatry i opowiedz wszystko co i jak.

Nie boj sie lekow, akurat na tego typu przypadlosci dzialaja one najlepiej.
Offline
Posty
3565
Dołączył(a)
09 kwi 2010, 17:23

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez wrazliwy 24 lip 2010, 13:55
Shadowmere napisał(a):Wyszlam z tego poprzez przebywanie z ludźmi,ktorzy mnie kochali,akceptowali,nie poganiali tylko delikatnie wspierali. [...]Najwięcej pomogla zmiana środowiska.


Hmm, przepraszam za wścibskość - ale gdzie takich ludzi "znalazłaś". Szukałaś ich gdzieś?

Mnie nosi (np. wyjazd z Polski), ale jednak to by mi uniemożliwiło leczenie (lekami bądź psychoterapią).

Zenonek, dziękuję za wypowiedź. Postaram się pójść do psychiatry - może uda mi się w ramach NFZ. Lekarstw się trochę obawiam - kiedyś jak byłem młody to brałem(niestety nie pamiętam jakie) i miałem dziwne objawy: otępienie i (chyba) zawroty głowy - trochę źle tolerowałem ten lek.
Ludzie, którzy uchodzą za twardych są tak naprawdę dużo bardziej wrażliwi niż ci, którzy są mocno chwaleni za swoją wylewną wrażliwość. Chcą uchodzić za twardych, ponieważ ich wrażliwość, gdy się ujawnia, przysparza im tylko bólu.
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
21 lip 2010, 14:45
Lokalizacja
Stolica

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez Shadowmere 24 lip 2010, 14:06
wrazliwy, gdzie znalazłam? Nie szukalam :pirate: Zakochalam się i zamieszkaliśmy razem.
Shadowmere
Offline

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez wrazliwy 24 lip 2010, 14:11
Shadowmere napisał(a):wrazliwy, gdzie znalazłam? Nie szukalam :pirate: Zakochalam się i zamieszkaliśmy razem.


No ale tam tak napisałaś, jakby było parę tych osób.
Rozumiem, że zakochałaś się w 1 osobie? :smile:

To Ci zazdroszczę. Fajnie się tak zakochać w odpowiedniej osobie. :angel:
Ludzie, którzy uchodzą za twardych są tak naprawdę dużo bardziej wrażliwi niż ci, którzy są mocno chwaleni za swoją wylewną wrażliwość. Chcą uchodzić za twardych, ponieważ ich wrażliwość, gdy się ujawnia, przysparza im tylko bólu.
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
21 lip 2010, 14:45
Lokalizacja
Stolica

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez Shadowmere 24 lip 2010, 14:16
wrazliwy, hmm...90% sukcesu stanowila kochająca do szaleńtwa,dobra i opiekuncza osoba..a reszta to:
-pies,ktorego zażyczylam sobie zamiast pierścionka na zaręczyny
-21 szczurków
-kociczka
-mama i tata mojego ukochaneg-bardzo dobrzy i lagodni ludzie.
jak trochę się wzmocnilam to poszlam do pracy-i tam również mialam szczęście trafić na świetnych ludzi,ktorych bardzo pokochalam.
Shadowmere
Offline

Re: Mój lęk. Pomoc bez psychoterapii.

przez wrazliwy 24 lip 2010, 14:24
Ja też czuję, że taka kochająca kobieta mogłaby mi dodać energii, wiary w siebie. Bo przecież skoro by mnie pokochała wartościowa kobieta - to by znaczyło, że jestem coś wart, że reprezentuję coś sobą, to by mi podniosło moje poczucie wartości, moje morale.
Wiem, że to by mi pomogło.
Ale z drugiej strony szukanie w tym pomocy - uważam, że to nie jest dobra droga, bo wtedy nie skupiamy się na pracy nad sobą a na jakimś chorym szukaniu drugiej połówki.:)
Jednakże - znalezienie osób, grupki ludzi, którzy mnie akceptują, lubią w pełni i ja to CZUJĘ - by mi mocno pomogło.
Od dawna uważałem że piękne, zdrowe relacje z pewną grupą ludzi (np. przyjaciel) odgrywają olbrzymią rolę w poprawieniu nastroju, morale. Czasem są bardziej wartościowe niż psychoterapia bądź leki. :smile:
Ludzie, którzy uchodzą za twardych są tak naprawdę dużo bardziej wrażliwi niż ci, którzy są mocno chwaleni za swoją wylewną wrażliwość. Chcą uchodzić za twardych, ponieważ ich wrażliwość, gdy się ujawnia, przysparza im tylko bólu.
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
21 lip 2010, 14:45
Lokalizacja
Stolica

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do