Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy,gamofobia

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez amandia 07 maja 2010, 14:13
po 3- rozumiem, że nie masz kasy teraz na terapię prywatną u psychologa bo odkładasz kasę na dziecko. Ale jednak myślę, że powinnaś iść teraz na kilka płatnych wizyt i w tym czasie zapisać się na terapię NFZ. Teraz kilka razy pójdziesz, pogadasz sobie, a potem będąc już pewnie w ciąży kontynuujesz wizyty już na NFZ. Musisz zrozumieć, że pieniądze wydane na psychologa to inwestycja w siebie i w dziecko, a nie głupi wydatek. Skoro masz tyle wątpliwości to czy nie lepiej najpierw się upewnić chodząc do psychologa? Nie zaczynaj historii od tyłu- Ty chcesz zajść w ciążę, a potem chodzić do psychologa i się upewnić czy na pewno chcesz te dziecko. To powinno być odwrotnie.


Wiesz, gdybym wiedziała wcześniej, że znów w ostatniej chwili zacznę siać panikę, to chodziłabym do lekarza już od jakiegoś czasu. Ja po prostu zaczęłam sobie dawać radę ze sobą. Moje życie się ustabilizowało, nie stawałam przed takimi decyzjami, nie miałam czasu się nad nimi zastanawiać, byłam spokojna, miałam nadzieję że jakoś zaczynam wygrywać z nerwicą.
Chcieliśmy dziecka, więc próbowaliśmy, liczyłam na zaskoczenie. Owszem czasem myślałam, że może sobie nie poradzę, wiedziałam jaka jestem, że mam nerwicę, ze mogę mieć ataki paniki itp, ale pomyślałam że tym będę się martwić później, po co myśleć na zapas, liczyłam na to że w ciąży też może coś się we mnie zmieni, że dzięki temu przestanę skupiać się na sobie, że wtedy będę miała się o co(kogo) troszczyć. Zawsze myślałam że jak zobaczę pozytywny test to będzie niesamowite szczęście dla mnie. Od kiedy zaczęły się lęki, nie czuję się dobrze psychicznie, jestem rozbita, z jednej strony boję się tej decyzji (którą już notabene podjęłam) a z drugiej myśl że in vitro miałoby się nie powieść bardzo mnie smuci i dołuje. Dziś jest lepiej, im mniej myślę i analizuję, tym mniej mnie to nakręca. Ale znów jak nie myślę to tym, to mam poczucie winy bo przecież decyzja powinna być PRZEMYŚLANA - i tak się zapętlam :-|
'Na dziecko nigdy nie ma odpowiedniego czasu, ale jak ono się pojawia, to człowiek jest szczęśliwy ''


Dzięki za ten cytat :)
Tylko tak sobie pomyślałam, o tych którzy chcą tak bardzo... czy są ludzie nie mający obaw i wątpliwości, i pewnie na 100% że chcą, teraz i tu ? Hmmm
Ostatnio edytowano 07 maja 2010, 14:21 przez amandia, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
315
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez isabella_28 07 maja 2010, 14:14
magdalenabmw, widac jestem niewystarczajaca ,,oczytana'' jak Wy ,skoro mysle,ze jest dziedziczna.Wg mnie wyglada to tak,ze czy chcecie czy nie istnieja napewno dziedziczne predyspozycje do chorob psychicznych.Jest jakis pierwiastek w genach ,ktory decyduje o tym,ze jestesmy podatni,lub nie.Dziwne,ze u mnie w rodzinie sporo osob ma z tym problem.Przypomnialam sobie o kuzynce-niezdiagnozowana nerwica,ale pamietam jak narzekala na zdrowie.
Hmmm..co do ,,nerwicy serca'',wiem,ze jesli objawy koncentruja sie na danym narzadzie,ludzie tak potocznie to nazywaja poprostu.Moja Mama tak zawsze mowila:Napewno to bledne okreslenie.Z tego wynika,ze musialbym miec np ,,nerwice,serca,zoladka,skory,kosci,glowy'' itd itp.
Okreslenie nie trafne,dziedziczenie cos,kto wie.Trzeba by bylo spytac,,fachowca'' :mhm:
isabella_28
Offline

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

Avatar użytkownika
przez puszekokruszek 07 maja 2010, 15:27
amandia napisał(a):
po 3- rozumiem, że nie masz kasy teraz na terapię prywatną u psychologa bo odkładasz kasę na dziecko. Ale jednak myślę, że powinnaś iść teraz na kilka płatnych wizyt i w tym czasie zapisać się na terapię NFZ. Teraz kilka razy pójdziesz, pogadasz sobie, a potem będąc już pewnie w ciąży kontynuujesz wizyty już na NFZ. Musisz zrozumieć, że pieniądze wydane na psychologa to inwestycja w siebie i w dziecko, a nie głupi wydatek. Skoro masz tyle wątpliwości to czy nie lepiej najpierw się upewnić chodząc do psychologa? Nie zaczynaj historii od tyłu- Ty chcesz zajść w ciążę, a potem chodzić do psychologa i się upewnić czy na pewno chcesz te dziecko. To powinno być odwrotnie.


Wiesz, gdybym wiedziała wcześniej, że znów w ostatniej chwili zacznę siać panikę, to chodziłabym do lekarza już od jakiegoś czasu. Ja po prostu zaczęłam sobie dawać radę ze sobą. Moje życie się ustabilizowało, nie stawałam przed takimi decyzjami, nie miałam czasu się nad nimi zastanawiać, byłam spokojna, miałam nadzieję że jakoś zaczynam wygrywać z nerwicą.
Chcieliśmy dziecka, więc próbowaliśmy, liczyłam na zaskoczenie. Owszem czasem myślałam, że może sobie nie poradzę, wiedziałam jaka jestem, że mam nerwicę, ze mogę mieć ataki paniki itp, ale pomyślałam że tym będę się martwić później, po co myśleć na zapas, liczyłam na to że w ciąży też może coś się we mnie zmieni, że dzięki temu przestanę skupiać się na sobie, że wtedy będę miała się o co(kogo) troszczyć. Zawsze myślałam że jak zobaczę pozytywny test to będzie niesamowite szczęście dla mnie. Od kiedy zaczęły się lęki, nie czuję się dobrze psychicznie, jestem rozbita, z jednej strony boję się tej decyzji (którą już notabene podjęłam) a z drugiej myśl że in vitro miałoby się nie powieść bardzo mnie smuci i dołuje. Dziś jest lepiej, im mniej myślę i analizuję, tym mniej mnie to nakręca. Ale znów jak nie myślę to tym, to mam poczucie winy bo przecież decyzja powinna być PRZEMYŚLANA - i tak się zapętlam :-|
'Na dziecko nigdy nie ma odpowiedniego czasu, ale jak ono się pojawia, to człowiek jest szczęśliwy ''


Dzięki za ten cytat :)
Tylko tak sobie pomyślałam, o tych którzy chcą tak bardzo... czy są ludzie nie mający obaw i wątpliwości, i pewnie na 100% że chcą, teraz i tu ? Hmmm


Amandia a próbowaliście innych metod? Clo,inseminacje itp? Zawsze to ciut dłużej zajmuje i nie ma tej presji co przy in vitro...

A czy sa ludzie którzy w 100% wiedzą, że chcą? oczywiście, że tak. Poznałam wieeele kobiet które po kilku latach starań były gotowe na wszystko byle zaciążyć.(jeszcze raz polecam forum na naszym-bocianie) Ja też swego czasu byłam w 100% pewna i nieważne dla mnie było to, że nie mam warunków lokalowych, kasy, studia nieskończone...
A że córka jest "Wpadką"to zupełnie inna historia ;)
Almost dying changes nothing, dying changes everything...
"Istnieje wiele rodzajów czubków:od depresji dwubiegunowej po socjopatię"("Krew Manitou",G.Masterton :) )
Avatar użytkownika
Offline
Posty
352
Dołączył(a)
12 mar 2010, 09:18
Lokalizacja
Lublin / Łęczna

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez amandia 07 maja 2010, 15:59
puszekokruszek napisał(a):Amandia a próbowaliście innych metod? Clo,inseminacje itp? Zawsze to ciut dłużej zajmuje i nie ma tej presji co przy in vitro...


Nie próbowaliśmy, bo lekarze nie dają szans :(
Ja też myślałam że jestem pewna w 100%, zresztą już kilka lat temu miałam takie pragnienie by mieć dziecko, nie było ważne że nie mamy warunków. Odłożyliśmy to jednak. Teraz też mam przebłyski normalności, i czuję radość że moze nam się udać. Tylko jak przychodzą te cholerne myśli to zaczynam się poddawać i dołować :silence:
Offline
Posty
315
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez magdalenabmw 07 maja 2010, 16:11
Isabella- gwarantuję Ci, że nerwica nie jest dziedziczna. Dziedziczna to może być w jakimś stopniu schizofrenia.
Poczytaj:
http://www.odnalezcsiebie.pl/przew.asp?por=4
magdalenabmw
Offline

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

Avatar użytkownika
przez linka 07 maja 2010, 16:16
amandia, a co z adopcją?
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez magdalenabmw 07 maja 2010, 16:17
Skoro ma jeszcze szansę na swoje dziecko to po co adoptować ?
magdalenabmw
Offline

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

Avatar użytkownika
przez linka 07 maja 2010, 16:23
magdalenabmw, kwestia podejścia - szanse są, z tego co wyczytałam są ale małe, masa wątpliwości dotyczących porodu, ciąży, obawy - do tego masa kasy pójdzie na in vitro. Nie kwestionuję takiego wyboru, ale dla mnie byłoby to wykańczające psychicznie, czekanie, może się uda, może nie......
Ja tylko pytam, czy w ogóle brali taką możliwość pod uwagę?
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez betty_boo 07 maja 2010, 22:28
Skoro ma jeszcze szansę na swoje dziecko to po co adoptować ?


ja tak nie myślę, dla mnie to dwie niezależne sprawy. czy tylko ludzie niepłodni mają adoptować dzieci? nie - tu się liczy wielkie serce a nie to czy mogą zajść w ciążę czy nie.
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez amandia 07 maja 2010, 22:34
linka napisał(a):magdalenabmw, kwestia podejścia - szanse są, z tego co wyczytałam są ale małe, masa wątpliwości dotyczących porodu, ciąży, obawy - do tego masa kasy pójdzie na in vitro. Nie kwestionuję takiego wyboru, ale dla mnie byłoby to wykańczające psychicznie, czekanie, może się uda, może nie......
Ja tylko pytam, czy w ogóle brali taką możliwość pod uwagę?


Dopóki mamy cień możliwości by mieć własne dziecko, nie zastanawialiśmy się nad tym, choć ja raczej nie mam uprzedzeń co do adopcji. Na razie chcemy skorzystać z szansy, którą daje nam medycyna - w tej kwestii (jako jednej z nielicznych) nie wybiegam w przód. Wiadomo, że różnie może się zdarzyć, ale jeśli nie umiem myśleć pozytywnie to wolę nie myśleć wcale, co by było gdyby w tym przypadku.
Offline
Posty
315
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez magdalenabmw 07 maja 2010, 22:44
Wg mnie lepiej mieć swoje dziecko niż adoptowane. Ja już się naczytałam historii że ktoś wziął dziecko do adopcji a potem to dziecko go zamordowało za 10zł... Jabłko pada często blisko jabłoni- bez obrazy dla kogokolwiek.
Myślę, że póki człowiek ma szansę na swoje dziecko to powinien się tego trzymać. Ewentualnie jak już nie będzie nadziei to wtedy adoptować (chociaż ja jak byłam mała to zawsze mówiłam, że ja to sobie adoptuję małego murzynka jak będę dorosła ;) ).
magdalenabmw
Offline

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

Avatar użytkownika
przez linka 07 maja 2010, 22:53
magdalenabmw, a ja się naczytałam o tym jak to dziecko, krew z krwi rodziców ich zarżnęło. Szkoda, że ludzie mają takie podejście jak TY do takich spraw. To od ciebie zależy jak wychowasz własne dziecko - bo takie adoptowane też jest twoje. No ale to są sprawy delikatne i bardzo intymne.

[Dodane po edycji:]

magdalenabmw napisał(a):Myślę, że póki człowiek ma szansę na swoje dziecko to powinien się tego trzymać.

Dlaczego?
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez magdalenabmw 08 maja 2010, 01:15
Dlatego, że wydaje mi się iż 'swoje' być może bardziej się kocha (choć nie mam co do tego pewności), dlatego, że co moje geny to moje i wiem że nie chowam dziecka mordercy itp a jednak genetyka ma znaczenie i zbyt często pada jabłko od jabłoni, no i jednakże jak kocham mojego partnera to chcę mieć coś, co jest połączeniem mnie i jego, jest NASZE, jest owocem naszej miłości.
Ale to tylko moje, być może głupie, zdanie ;)
magdalenabmw
Offline

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez amandia 08 maja 2010, 08:36
Historie słyszy się różne, nie można generalizować, że dziecko adoptowane może być mordercą czy innym bandytą. Każde dziecko zasługuje na miłość, niestety nie każde ma kochających i odpowiedzialnych rodziców. Osobiście nie mam nic przeciwko adopcji, ale jak już pisałam wyżej, dopóki mamy szansę nie myśleliśmy o tym. Pierwsze moje pytanie gdy myślę o adopcji, to czy potrafiłabym kochać takie nie swoje (nie urodzone przeze mnie) dziecko, i choć teraz przed decyzją o in vitro mam podobne lęki to jednak adopcja wiązałaby się dla mnie z większym stresem. Chyba dlatego, że nie możesz zawieść tego dziecka, które już raz zostało skrzywdzone, oddane, odrzucone. Myślę, że dla mnie mogłaby być to większa presja, że MUSZĘ je kochać i być dobrą matką. To nie znaczy, że dla własnego bym nie była, ale wydaje mi się że w przypadku swojego dziecka to jest bardziej naturalne, ono się rodzi i już nie myślisz czy je kochasz, po prostu kochasz. A tu - przynajmniej przy moich skłonnościach do analiz i przemyśleń - wciąż zastanawiałabym się czy kocham dziecko adoptowane, czy tak jakbym kochała swoje własne.... itd. Ponadto obawiam się, że z moją nerwicą nikt nie dałby nam dziecka, bo ja nie mogłabym ot tak tego zataić. Tak więc na razie trzymamy się szansy, że będziemy mogli mieć własne, bylebym tylko doszła ze sobą do ładu i nie uciekła w ostatnim momencie :-|
Offline
Posty
315
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 28 gości

Przeskocz do