Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy,gamofobia

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez amandia 04 maja 2010, 19:09
Puszekokruszek, ja także chciałam mieć dziecko już kilka lat temu, ale nie mięliśmy warunków. A potem jak mięliśmy to oboje jak się okazało mamy problemy :( Ile ja razy płakałam, dochodziło nawet, do tego że w myślach obwiniałam męża o wszystko - bo nie chciał wcześniej dzieci. Ależ się potem wstydziłam tego. Potem leczenie, kupa kasy na lekarzy, starania, testy, badania, operacja.... Jak pisałam teraz jest dla nas najlepszy moment, jestem aktualnie na silnych lekach hormonlanych, możliwe, że one przyczyniają się do mojego stanu. Ja bardzo dużo analizuję, wciąż myślę czemu coś się dzieje. To co przed wizytą było naszym wspólnym celem i marzeniem (mimo lęków, ale jednak myślałam że jak już będę w ciąży to wszystko się zmieni), w momencie gdy usłyszałam że już powinniśmy szykować się do in vitro okazało się moim utrapieniem. Od tego dnia wciąż myślę czy napewno tego chcę, wciąż analizuję swoje myśli i wynajduję powody, że nie chcę dziecka. Już nawet nie potrafię wyobrazić sobie siebie z dzieckiem, tak jakby słowa lekarza mnie zaczarowały i nagle wszystko przeszło, już nie drażnią mnie kobiety w ciąży i szczęście innych, gdy patrzę na dzieci odczuwam poddenerwowanie i lęk. Zauważam u siebie dużo objawów podobnych do gamofobii, o której dziś pisałam. Wiem, że moje lęki są irracjonalne, ale skoro się pojawiły to może to jakiś znak :cry:
Natomiast w kwestii mojej relacji z rodzicami - już w jakimś wątku tu o tym pisałam, no cóż zawsze były to silne więzi. Mam wrażenie, że w pewnym momencie swojego dzieciństwa to ja przejęłam role rodzica, i zaczęłam się nimi opiekować (choć doskonale radzą sobie sami). Od tamtego czasu wciąż z nimi jestem, od kiedy się wyprowadziłam (co też było dla mnie horrorem) często ich odwiedzam, dzwonię, jeździmy razem na wakacje - wiem to niezbyt zdrowe, ale gdy tylko myślę o tym by to przerwać aż mi żołądek do gardła podchodzi, maksymalna panika. Zawsze jak mi źle, myślę sobie że chcę wrócić do rodziców i prowadzić szczęśliwe, nudne, trochę dziecięce życie. Z tym nie umiem walczyć, ale chciałabym żyć normalnie :( Jednak do tej pory mimo pomocy psychologów nie udało mi się 'odseparować ' od rodziców.
Mąż dzielnei to znosi ale obawiam się że do czasu...
Offline
Posty
314
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez magdalenabmw 04 maja 2010, 20:07
Mnie wczoraj teściowa dobiła. Byłam u niej i była też szwagierka ze swoimi małymi bliżniaczkami. I tak jakoś temat dzieci się nawinął... I teściowa mi mówi, że najlepiej jak będziemy mieć dziecko (ja i jej syn) na 30stkę... moją :lol: :mrgreen: :great: A ja mam 20 lat i jesteśmy razem już 3, w tym dwa lata wspólnego mieszkania :mrgreen: hahah
Zareagowałam salwą śmiechu i mówię:
-A czemu tak póżno?!
Na co ona:
-A bo moja Jadzia (powiedzmy, że Jadzia- siostra brata) tak ma.

Lol, a co ja jestem? Magda czy Jadzia? :shock:
Powiedziałam jej że jak rok jeszcze poczekam to będzie dużo :mrgreen: :tel2:

Ech, z tymi rodzicami...
magdalenabmw
Offline

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez amandia 04 maja 2010, 20:09
Oj tak, teściowie (bo rodzicom to jeszcze można coś powiedzieć szczerze) nieźle potrafią dać się weznaki jeśli chodzi o wnuczki. Albo poganiają, że chcą już, albo że nie chcą. Nie dojdziesz :roll:
Offline
Posty
314
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez betty_boo 04 maja 2010, 23:01
amandio a może Ty tak naprawdę nie jesteś przekonana co do męża?
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez amandia 05 maja 2010, 07:07
Betty, ja nie jestem przekonana do niczego co wiąże się z dorosłością :roll: Gdzieś tu, na forum był wątek, "czy napewno kocham?" (coś w tym stylu), dużo tam pisałam o swoich odczuciach przed ślubem. Zawsze takie dylematy przychodzą do mnie gdy mam podjąć ważną w życiu decyzję. Jestem neurotyczna, wciąż wymyślam sobie problemy (kiedyś choroby), trudno mi czasem żyć samej ze sobą, ze swoją niesamodzielnością, która nie ułatwia mi normalnego funkcjonowania. Jeśli chodzi o męża, to zawsze znajdę coś co potwierdzi tezę, że nie jestem do niego przekonana, czy że mogę go nie kochać - tylko po co? nie chcę nawet zaczynać szukać, bo między nami jest naprawdę OK, i nie chciałabym żyć z innym mężczyzną. Tak samo jest z dzieckiem, jeśli sobie nabiję czymś głowę to znajdę nagle milion powodów na potwierdzenie swojej tezy, taka samonakręcająca się machina :evil:
Offline
Posty
314
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez betty_boo 05 maja 2010, 08:59
Rozumiem Cię, znam ten mechanizm samonapędzającej się machiny myśli i wkręcania sobie róznych rzeczy. Wg mnie jest tak jak Ci pisałam: boisz się znowu rozczarować bo wiesz że in vitro to juz ostateczna instancja, może tez podswiadomie boisz sie zawieźć oczekiwać męża, rodziców etc.

Może tez dlatego boisz się podjąć tę decyzję że musisz ją podjąc jako dorosła kobieta, a nie dziecko. Że już weżmiesz za nią całkowitą odpowiedzialność (i za siebie).

Myślę że jednak powinnaś spróbować ze względu na siebie i Twojego męża. Jeśli tylko masz pieniądze powinnas sie cieszyć że masz taką szansę (niektórzy biorą na to kredyt).

Skoro zrobiłaś już tyle (badania, operacja), to pójdz do końca.

Polecam Ci książkę "Niepłodność. Szkoła przetrwania", choć uprzedzam że może być trochę dobijajaca i nie wiem czy dotyczy Twojego etapu. Ale to bardzo dobra pozycja.

A jak się zapatrujesz na adopcję?
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez amandia 05 maja 2010, 09:03
betty_boo, niestety chyba podłapałam Twoją sugestię i zaczęłam się zastanawiać czy to nie w mężu leży problem. Jak pisałam przed ślubem miałam spore rozterki, czy go napewno kocham, a co jeśli nie? Do tego dochodziły inne problemy typu duża ilość osób w tym dniu, także fakt że nie jest to dla mnie dzień radosny tylko stresujący potęgował lęki i przemyślenia (typowa gamofobia, ale wtedy myślałam że tylko ja tak mam i czułam się z tym beznadziejnie, w sumie nadal się czuję :roll: ). Ostatecznie odwołaliiśmy dużą uroczystość i wzięliśmy skromny ślub w urzędzie (mimo nadal dużego stresu). Przez kilka miesięcy nie umiałam się odnaleźć w nowej sytuacji, ale powoli wszystko zaczęło wracać do normy, chyba doszłam do wniosku, że moje lęki były irracjonalne, że nic się złego nie stało, nic na gorsze się nie zmieniło, że życie nadal jest w sumie takie samo. Gdy przestaję zastanawiać się czy kocham męża i po czym to poznać, pojawiają się albo inne natręctwa, albo chwile, w których czujęsię szczęśliwa i wiem, że nie popełniłam błędu (takich chwil wciaż jest jednak mało, bo cały czas czymś się zadręczam). Nie chcę się tłumaczyć z miłości, bo nadal nie umiem tego zjawiska wytłumaczyć, wiem że napewno nie kocham siebie, i że kocham rodziców, bo to dla mnie jest oczywiste. Czy kocham męża? Tak, mam nadzieję, że to jest miłość, ale nie zastanawiam się nad tym na codzień, bo myślenie i analizowanie tego unieszczęśliwia mnie, sprawia że na niczym nie mogę się skupić, i że zaczynam doszukiwać się jego wad i powodów dla których moglibyśmy się rozstać, często wszystko wyolbrzymiam. Mam chyba jakoś zakodowaną wizję dwóch połówek jabłka, może myślałam że może mąż nie jest moją połówką, może jeszcze nie spotkałam ideału, ale zdaję sobie sprawę że ideałów nie ma, a romantyczny film to nie rzeczywistość. Staram się walczyć z tym wizerunkiem męża idealnego (dla mnie takim wzorem w dużej mierze jest ojciec), który sobie w głowie ułożyłam, bo kogoś takiego nie ma, wszyscy mamy wady, więc już nie staram się na siłę zmienić mojego męża, oboje staramy się zaakceptować wzajemnie takimi jakimi jesteśmy. To chyba tyle gwoli wyjaśnienia, bardziej wyjasniam to myślę sobie, niż Wam. Nie chcę popaść w kolejną paranoję, że może mój mąż nie jest tym z którym chcę mieć dziecko, bo o tym, że chciałabym mieć z nim dzieci, i moje wyobrażenia jakie będą piękne miałam jeszcze zanim wzięliśmy ślub - choć może wtedy były to zupełnie niepoważne rozważania ;) Także mam wrażenie, że problem niezdecydowania wciąż leży we mnie, bo gdy w ciągu dnia udaje mi się zapomnieć, odsunąć moje wątpliwości zmienia się mój tok myślenia, znów zaczynam się cieszyć. Niestety ani hormony które dostaję, ani pogoda, ani atmosfera w pracy pozytywnie nie wpływają na moje samopoczucie, i obaw i wątpliwości mam coraz więcej. Bardzo chciałabym się usamodzielnić, stworzyć odrębną rodzinę, bo na razie jestem rozdarta między życiem z mężem, a życiem z rodzicami, staram się i na jedno i na drugie życie poświęcać tyle samo czasu i jestem sfrustrowana, gdy mi się nie udaje. Z decyzją o dziecku chyba panikuję, że za bardzo zmieni to moje życie, że nie będzie odwrotu od tych zmian, gdy mi się one nie spodobają... Tak naprawdę nie wiem czy bardziej jestem przerażona samymi lękami i wątpliwościami, czy tym że znów się pojawiły (od ślubu miałam trochę spokoju) i że znów powoli starają się zawładnąć moim życiem i ubezwłasnowalniają mnie. Że ja osoba, która tak długo się starała, nagle mam wątpliwości i to takiego typu, bo podobno dziecka trzeba bardzo pragnąć, więc z tego wszystkiego wnioskuję, że może nie powinnam być matką. Na samą myśl o ciąży i porodzie, a potem o tym, że do końca życia będę odpowiedzialna za drugą istotkę, wpadam w panikę, do tego stopnia, że aż mam mdłości. I zastanawiam się czemu teraz, a nie kilka lat temu gdy podjęliśmy decyzję, że chcemy mieć dziecko. Co się zmieniło :-|

PS. Dopóki istnieje iskierka nadziei na nasze własne dziecko nie myśleliśmy o adopcji. Ale do adopcji napewno musiałabym dojrzeć i przekonać się, to nie takie proste, moja główna obawa to taka czy portafiłabym pokochać to dziecko jak swoje - bo co jeśli nie? No i jak w przypadku in vitro, czy nie byłby to tylko kaprys, cały czas rozmyślałabym czy dobrze robię, znów zapewne wróciłaby nerwica, zaczęłabym analizować (tak jak teraz) co nigdy nie prowadzi do niczego dobrego, więc nie wiem czy bym się mogła zdecydować na adopcję. Ponadto w ośrodkach adopcyjnych chyba pytają o stan psychiki, i jako osoba bardzo uczciwa nie mogłabym zataić moich problemów, lęków, nerwicy, co zapewne zdyskredytowałoby nas jako potencjalnych rodziców (jak pisałam moje lęki i wątpliwości są o różnym podłożu) :(
Offline
Posty
314
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez betty_boo 05 maja 2010, 09:39
Kochana, nie martw się o pytania o stan psychiki w osrodkach adopcyjnych, kiedyś czytałam o statystykach ile kobiet z powodyu niepłodności ma depresje i zapewniam Cię że oni na pewno tez znają te dane:)

Postaraj się nie analizowac tak wszystkiego bo widzę że myślisz bardzo "do przodu", dlaczego analizujesz co będzie, czy bedziesz potrafiła byc odpowiedzialna za dziecko swoje czy swoje adoptowane, to wszystko się okaze dopiero "w praniu" i założę sie że będą zupełnie inne sytuacje których w swojej obecnej zapobiegliwości i tak nie przewidzisz:)

Widać że jesteś rozważna (aż za) i wrażliwą osobą, więc dlaczego miałabyś być złą matką?

Co do Twojego uczucia względem męża to myślę że tu nigdy nie ma gwarancji, może sie okaże że jednak nie jest tą drugą połówką (ja też nie wiem czy wierzyć w teorię połówek czy nie:)

Natomiast wydaje mi się że dla kobiety dziecko i partner/ czy mąż to są raczej niezależne sprawy.

Może postaraj się tez trochę zdystansować do rodziców? Daj sobie szansę pożyć, zobacz jak to jest byc samej ze sobą a wtedy więcej usłyszysz w swoim wnętrzu.
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez amandia 05 maja 2010, 10:25
betty_boo napisał(a):Kochana, nie martw się o pytania o stan psychiki w osrodkach adopcyjnych, kiedyś czytałam o statystykach ile kobiet z powodyu niepłodności ma depresje i zapewniam Cię że oni na pewno tez znają te dane:)

Postaraj się nie analizowac tak wszystkiego bo widzę że myślisz bardzo "do przodu", dlaczego analizujesz co będzie, czy bedziesz potrafiła byc odpowiedzialna za dziecko swoje czy swoje adoptowane, to wszystko się okaze dopiero "w praniu" i założę sie że będą zupełnie inne sytuacje których w swojej obecnej zapobiegliwości i tak nie przewidzisz:).


Nie wiem czemu analizuję całą przyszłość. Wiem że nie skupiam się na drobnych krokach. Ale zawsze mnie rodzice uczyli by myśleć o konsekwencjach swoich czynów zanim się podejmie jakąś decyzję. Nie umiem być spontaniczna, czasem nie umiem nawet w sklepie wybrać sobie butów, bo wciąż się zastanawiam czy są mi one potrzebne i czy mam je do czego nosić. Jestem cholernie zapobiegliwa, zanim coś zrobię czy powiem przemyślę 100 razy czy nikogo nie skrzywdzę, czy to dobra decyzja jak zrobię tak czy siak. Tak samo teraz, wciąż myślę co będzie jeśli nie dam sobie rady, jeśli nie będę umiała kochać dziecka, jeśli będzie mnie drażniło, jeśli nie będzie mi się podobało to ze zmienia ono moje życie - cały czas to analizuję, bo muszę mieć chyba opracowany wariant na każdą powyższą opcję, muszę być pewna i świadoma co zrobię gdy się stanie to i to, muszę wszystko przewidzieć i rozważyć każdą sytuację - to głupie, ale to chyba jakiś rodzaj natręctwa, jakiegoś przymusu. Bo myślę sobie, że co jeśli tego nie zaplanuję, a coś będzie nie tak, dziecka przecież nie oddam (choć wstyd pomyśleć przeszło mi to przez myśl).

Widać że jesteś rozważna (aż za) i wrażliwą osobą, więc dlaczego miałabyś być złą matką?


Bo już sam fakt, że tak bardzo chciałam dziecka, a teraz pojawiają się lęki chyba świadczy o tym, że może nie do końca szczerze pragnęłam dziecka - taką odpowiedź na to pytanie sobie wykombinowałam :roll:

Co do Twojego uczucia względem męża to myślę że tu nigdy nie ma gwarancji, może sie okaże że jednak nie jest tą drugą połówką (ja też nie wiem czy wierzyć w teorię połówek czy nie:)

Natomiast wydaje mi się że dla kobiety dziecko i partner/ czy mąż to są raczej niezależne sprawy.


Teraz już nauczyłam się żeby o tym nie myśleć. Po ślubie myślałam że się nie odnajdę w małżeństwie, że sie rozstaniemy szybko (mimo kilku lat razem), ale z czasem panika minęła i po prostu mąż wpisał się na stałe w moje życie, nie zastanawiam sie czy go kocham, tak jak nie myślę o tym czy i za co kocham rodziców. Chyba po prostu tak jest. Jednak gdy ktoś zadaje mi pytanie czy go kochasz? budzi mój niepokój, że skoro ktoś o to pyta to może widzi że nie kocham i znów zaczynam swoje analizy.
Wydaje mi się, że miłość można wypracować, nie zależy mi na młodzieńczym zauroczeniu, tylko na dojrzałym uczuciu, bardziej chyba nawet na przyjaźni i zaufaniu, choć w sumie to wszystko to składowe miłości. Sama nie wiem, to dla mnie trudny temat, dlatego nie analizuję.

Może postaraj się tez trochę zdystansować do rodziców? Daj sobie szansę pożyć, zobacz jak to jest byc samej ze sobą a wtedy więcej usłyszysz w swoim wnętrzu.

Bardzo bym chciała, ale czuję jakąś wewnętrzną potrzebę kontaktu z nimi cały czas. Wiesz ile planowaliśmy rzeczy, z których w ostatniej chwili rezygnowałam. Wszystko jest super do momentu np. wyjazdu, mamy już wychodzić z domu i po prostu panika i nie mogę się ruszyć. Marzę np. o podróżach i frustruje mnie, że wciąż jestem jakby zależna od tej cholernej choroby. To samo jest w każdej sprawie dotyczącej samodzielności. Jakbym była trochę takim dzieckiem w ciele dorosłej osoby.
Offline
Posty
314
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez betty_boo 05 maja 2010, 11:18
Jestem cholernie zapobiegliwa, zanim coś zrobię czy powiem przemyślę 100 razy czy nikogo nie skrzywdzę, czy to dobra decyzja jak zrobię tak czy siak.


taka postawa jest bez sensu bo przez nia nie podejmujesz ZADNYCH decyzji bo wszystkiego sie boisz. to błędne koło. nie możesz ciągle chować sie za plecami innych.

rozumiem Cię bo ja tez mam takie tendencje (z butami mam to samo:)
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez amandia 05 maja 2010, 12:05
Wiem, ale tak właśnie robię. Nie umiem ryzykować, wciąż boję się porażki, że coś zrobię źle, że coś się nie uda. Tak samo w tym przypadku, że sobie nie poradzę, że nie pokocham dziecka, że go wcale nie chcę bo to czy tamto. Całe życie towarzyszy mi lęk o coś, o kogoś, aczkolwiek myślałam że przez ostatnie lata było coraz lepiej. teraz już każdy pretekst by zrezygnować z posiadania dziecka jest dobry. Bardzo siebie za to nie lubię :evil:
Offline
Posty
314
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

Avatar użytkownika
przez puszekokruszek 05 maja 2010, 15:22
Rozmawiałaś z mężem o swoich rozterkach?
Masz bardzo dobre relacje z rodzicami, może porozmawiaj z mamą?
Almost dying changes nothing, dying changes everything...
"Istnieje wiele rodzajów czubków:od depresji dwubiegunowej po socjopatię"("Krew Manitou",G.Masterton :) )
Avatar użytkownika
Offline
Posty
352
Dołączył(a)
12 mar 2010, 09:18
Lokalizacja
Lublin / Łęczna

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez betty_boo 05 maja 2010, 20:39
a ja nadal myślę ze to reakcja obronna - boisz sie kolejnego rozczarowania i wmawiasz sobie ze moze tak naprawde nie chcesz dziecka.
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Lęki przed macierzyństwem ostatniej szansy

przez amandia 05 maja 2010, 20:56
puszekokruszek napisał(a):Rozmawiałaś z mężem o swoich rozterkach?
Masz bardzo dobre relacje z rodzicami, może porozmawiaj z mamą?


Rozmawiam z mężem o wszystkim, ale mam wrażenie, że on nie bardzo rozumie całą tą nerwicę. Zresztą powoli chyba kończy się jego cierpliwość. Mąż jest starszy ode mnie, bardzo pragnie dziecka, razem jakiś czas temu podjęliśmy tą decyzję i długą drogę przeszliśmy. On nie rozumie czemu ja chcę się wycofać, zresztą nie ma grawancji, że kiedykolwiek bym się zdecydowała po raz kolejny :-| . Obawiam się, że mogłabym go stracić przez to wszystko, choć wiele nawrotów mojej nerwicy już razem przeszliśmy (i zawsze odbija się to na nim bardzo) i stara się jak umie, by mi pomóc.
Z mamą rozmawiam cały czas, jest na bieżąco. Mnie pozostawia decyzję, ale uspokaja że wątpliwości są naturalne, szczególnie u osób nadwrażliwych. Każdą moją wątpliwość stara się rozwiać i wytłumaczyć, że nie ma się czego bać, i że pewnych rzeczy się nie przewidzi, choćby nie wiem ile czasu się myślało.

betty_boo napisał(a):a ja nadal myślę ze to reakcja obronna - boisz sie kolejnego rozczarowania i wmawiasz sobie ze moze tak naprawde nie chcesz dziecka.


betty nie wiem czy przed porażką, bo to byłaby nasza pierwsza próba in vitro. Myślę że to raczej lęk przed dorosłością, przed świadomym zmieniem swojego życia, przed tą dożywotnią odpowiedzialnością za dziecko. Boję się że podejmę złą decyzję, może z złym momencie :?: Wciąż zadaję sobie pytanie czemu chciałam mieć dziecko? I każda odpowiedź wydaje mi się egoistyczna: by mieć się kim opiekować kogo kochać, by mieć cząstkę siebie, by nie byś samotnym na starość, by nie czuć się wyobcowanym wśród ludzi którzy mają dzieci, bo to mogłoby mi pomóc w walce z nerwicą (skupiłabym się na dziecku, nie na sobie), by moi rodzice byli dziadkami, a dziadkowie pradziadkami ... itd... Jak widzicie prawie każda odpowiedź dotyczy mnie, czy to nie egoizm?Czy wobec tego dziecko było kaprysem? Bo co bo koleżanki rodziły. Teraz nie wiem nawet czy kochałabym to dziecko, czy umiałabym się nim zająć, bo jak nie to co?
Offline
Posty
314
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 26 gości

Przeskocz do