Lękowcy nie palcie marihuany...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Lękowcy nie palcie marihuany...

przez kamil123456 25 sie 2012, 22:05
Zgadzam się, że marichuana może nasilać niepokój i wywoływać lęki. Sam palę od 9 lat może niewiele ale jednak. Tydzień temu zapaliłem lufkę będąc na tramalu. przez godzinę silny lęk i obawa o swoje życie. Nie radzę takiej mieszanki dla lękowców. Tramal biorę od tygodnia bo jestem po ciężkim wypadku samochodowym. Nigdy więcej zioła z tym. Masakra.

-- 25 sie 2012, 22:27 --

Do effyyy - Kilka lat temu po zażyciu amfetaminy dostałem w nocy panicznego napadu lęku. Najpierw serce waliło jak oszalałe i przerażenie że umrę ale leżałem i walczyłem z tym uczuciem. Potem serce uderzało raz bardzo mocno jakby mnie ktoś ścisnął za klatkę piersiową i oddechu nie mogłem złapać, dusiłem się a serce nie biło ze 15 20 sekund i sytuacja powtarzała się kilka razy aż próbowalem wstać z łóżka i upadłem na ziemię bo okazało się że mnie jakby od pasa w dół sparaliżowało. Leżałem, czekaŁEM NA POGOTOWIE BO RODZICE WEZWALI I NA ŚMIERĆ. jAK PRZYJECHALI DOSTAŁEM 2 ZASTRZYKI USPOKAJAJĄCE I DO SZPITALA POD KROPLÓWKĘ. POTEM PSYCHIATRYK 1 DZIEŃ I 13 DNI DETOKSU. ROK CZASU MĘCZYŁEM SIĘ Z LĘKAMI NAWRACAJĄCYMI Z BYLE POWODU, BAŁEM SIĘ LUDZI, BAŁEM SIĘ WŁASNYCH MYŚLI. dZIĘKI XANAXOM I DOXEPINIE DOSZEDŁEM DO SIEBIE A LĘKI ZMIENIŁY SIĘ W NIEPOKÓJ. nAUCZYŁEM SIĘ ROZPOZNAWAĆ OBJAWY LĘKU I GO TŁUMIĆ W ZARODKU BEZ LEKÓW. EFFYYY WIARY W SIEBIE, IDŹ DO PSYCHIATRY A ON CI POMOŻE DOJŚĆ DO SIEBIE. bENZODIAZEPINY TŁUMIĄ LĘK ALE GO NIE LECZĄ, ANTYDEPRESANTY SĄ NA NERWICE KTÓRĄ Z PEWNOŚCIĄ JUŻ MASZ, TAKI PANICZNY NAPAD LĘKU WYWOŁUJE W CZŁOWIEKU JAKBY TAKĄ TRAMĘ PSYCHICZNĄ I TRZEBA TROCHĘ CZASU ABY DOJŚĆ DO SIEBIE. mOŻE ŁATWO MI TERAZ MÓWIĆ ALE Z LĘKAMI NIE WOLNO WALCZYĆ BO WTEDY ONE SIĘ NASILAJĄ. nAJLEPIEJ ODWRÓCIĆ SWOJĄ UWAGĘ OD LĘKU I GO ZIGNOROWAĆ A SAM MINIE. kAŻDY MA SWOJE SPOSOBY, JA TAM BOJĘ SIĘ CZASAMI ALE ŚMIEJĘ SIĘ LĘKOWI W ''TWARZ'' I CO MI TERAZ ZROBISZ??? NIE BOJĘ SIĘ CIEBIE, gDY SIĘ BOISZ SKUPIASZ SWOJĄ UWAGĘ NA BICIU SERCA, ODDECHU, CZEKASZ CO STANIE ZŁEGO SIĘ ZA CHWILE. LĘK NASILA SIĘ, JESTEŚ CORAZ BARDZIEJ BEZRADNA(Y), ROZPROSZTE MYŚLI, A NIECH SIĘ DZIEJE CO CHCE, TAK NAPRAWDĘ TO WYTWÓR TWOJEGO UMYSŁU, PO CO WALCZYĆ. lĘK IDZIE STŁUMIĆ :)
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
25 sie 2012, 20:05

Lękowcy nie palcie marihuany...

Avatar użytkownika
przez Effyyy 27 sie 2012, 14:40
Dzieki za szybka odpowiedz.. To juz trwa 2 miesiące i sobie jakoś radze, cały czas próbuje myśleć o czym innym , mieć inne zajęcie, za tydzień idę do szkoły.. morze akurat wszystko mi przejdzie, chciałabym.. poszłabym do psychiatry ale wtedy musiałabym powiedzieć wszystko moim rodzicom, a wtedy gdy moja mama sie dowie ze paliłam marihuanę zabije mnie i całkiem straci zaufanie do mnie.. mam nadzieje ze jak wytrzymałam te 2 miesiące, chodz byly i są na prawdę ciężkie to wytrzymam jeszcze trochę a dezeli nie to wtedy pomyśle nad psychiatra, a to co napisałeś ze nie trzeba bać się leku i śmiać się z tego, to jest bardzo dobry sposób.. dzięki wielkie :) Pozdrawiam :)
Człowiek więcej boi się tworów własnego umysłu niż konkretnej rzeczywistości.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
24 sie 2012, 17:22

Lękowcy nie palcie marihuany...

przez anonimowo 05 gru 2012, 20:44
Cześć wszystkim. Jestem studentem, Mam 21 lat. Ogólnie nie miałem tu nic pisać, ale czytając Wasze wypowiedzi stwierdziałem, że jednak to co sie ze mna dzieje to nie moja wyobraźna tylko faktycznie cos sie dzieje.
No cóż...,moja historia z jaraniem zaczęła się 4(może 5) lat temu. Byłem niesamowicie niesmiałym chłopakiem do dziewczyn lecz co lepsze ogólnie byłem naprawdę gościem, którego uwielbiał każdy. Uwierzcie mi jestem taki do teraz z tym, ze wiele w moim życiu przez te 4 lata się zmieniło. Teraz kobiety to mój azyl, potrafie(iłem) z nimi rozmawiać jak nikt inny a wśród kumpli jestem naprawdę szanowanym gościem i przedewszystkim szczerym gościem:) Mój kumpel, którego znam od młodych lat zaczął palic już w wieku 15 lat i robi to do dziś. Jest on wydaje mi się osobą naprawde z nielicznego grona, która przez ten okres jarała dzień w dzień od 15 roku życia i uwierzcie mi jest dalej takim samym człowiekiem jakim był, chociaż zawiesza się, zapomina itd., ale naprawde nie widać tego po nim:)
Przekonał mnie do jarania. Na początku paliłem lufke na tydzień przez jakieś pół roku. Później spróbowałem mocniejszych metod i stwierdziłem jedno...to jest zajebiste. Z nieśmiałego gościa stałem sie kimś o kim nigdy nie byłem sobie nawet w stanie wyobrazić. Zacząłem wchłaniac się w ten świat. I może nie polegało to na kręceniu sobie schiz, sytuacji. Po tym po prostu czułem, że znaczę coś więcej w tym świecie. Mój charakter z biegiem czasu sie zmieniał, stałem się kimś kim chciałem być i dokonałem tego. Chyba kazdy z was przyznałby, że jaranie trawy stałoby się czymś ważniejszym po takim czymś hmm?
No i u mnie tak się stało. Przez ostatnie 3 lata jaram dzień w dzień (może nazbierałbym ze 30 dni w ciagu roku kiedy tego nie robiłem).
Poznałem dziewczyne...bardzo piękną, która mnie rozumiała. Nadawaliśmy na tej samej fali. Zawsze byłem trudnym gosciem, a ona w jakiś magiczny sposób dotarła do mnie, ale to na inny dzień heh:)
Przez dwa pierwsze lata było pieknie...palenie mnie rozwijało, otwierało mój umysł. Można powiedziec że otworzyłem w sobie to co przez lata zawsze we mnie tkwiło i za to dziękuję ci Marysiu:)
Ale wszystko sie zmieniło i nawet nie wiem kiedy. Sytuacje w życiu doprowadziły do tego, że zaczął sie ten stan wątpliwości. Stałem się paranoikiem. Mógłbym to przypisac to własnie tym sytucjom, które stopniowo wystepowały w moim życiu i kształtowały mnie, ale tak naprawde uświadomiłem sobie, że te lęki od zawsze we mnie były, tylko byłem zbyt szczęśliwym człowiekiem, zeby je zauważyć. Pierwszym moim objawem była anhedonia. Poprostu z dnia na dzień przestało mnie bawić to co kiedyś sprawiało uśmiech. Nie potrafię słuchać. Patrze na kogos ale za cholerę nie moge sie skupić; słucham kogos ale tak naprawde nic nie wnioskuje z tej rozmowy, mam cholernie słaba pamięć, cholernie słabą koncentrację. Czasami mam wrażenie, że juz taki zostane i powiem szczerze boję sie tego. Stałem się agresywny. Wyżywam się na znajomych, nie ufam im. Mam wrażenie że zawsze jest coś nie tak. Jedna zwykła głupia sytuacja tj. ktoś mi coś powie, coś zrobi, a ja myslę o tym, analizuje to jakby to było coś strasznego, z mojej winy. Czasami mam taka pustke w głowie, że nawet nie wiem co powiedzieć...jakbym nie istniał. A najlepsze w tym jest to, że wszystkie te uczucia i stany, ktore teraz u mnie są, poprostu, zwyczajnie w świecie ukrywam i staram się udawać starego siebie...kogos kim wydaje mie się, że juz nie jestem. Jakbym stracił wszystko to nad czym tak mocno pracowałem.
Jak jestem zjarany mam milion mysli, miliard gdy już jestem sam w łóżeczku u siebie na chacie. I patrze w ten sufit i myslę. A jesli zrobie cos głupiego lub powiem to kręce sobie niesamoite schizy i boje sie jutra. I nastepnego dnia jestem tak zwieszony że koniec świata(nie tak często na zewnątrz oczywiście ale w sobie prawie zawsze).
Postanowiłem to rzucić z 2 miechy temu ale nie mogę. I to nie dlatego, że nie chcę. Ja poprostu nie potrafie odmówic gdy juz siedze z kumplem, a on nabija. Już zwykłe 2 dni przerwy mi pomagaja ale żeby miec te dni wolne muszę zawsze wymyślac jakaś gadkę. Wiem jedno. Od dzisiaj rzucam to...nie na stałe bo bd popalał raz na kiedyś ale wiem że gdy to rzucę bd czuł sie lepiej. Modlę się tylko o jedną jedyną rzecz. Koncentracja itd to umiejetnosci nad którymi mogę popracować czytając książkę itd, ale rzecz, którą chce odzyskac najbardziej to ta radość która we mnie siedziała...pogodnego chłopaka. Chciałbym znowu odczuwac radość, a nie tylko cierpienie. Odczuwam tylko złe rzeczy i co smieszniejsze sam je stwarzam. Nie chce tego...znów chcę być pewnym siebie facetem.

Znając moja pamięc pewnie napisałem wszystkiego co czuję, ale mimo to dzieki za przeczytanie...w koncu to z siebie wyrzuciłem:)
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
05 gru 2012, 19:51

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Lękowcy nie palcie marihuany...

przez mowmipoimieniu 10 sty 2013, 01:15
jest po północy, właśnie skończyłam czytać ten wątek na forum. popłakałam się.
mam 22 lata, jestem studentką, od jakiegoś czasu nie radzę sobie z tym, co się ze mną dzieje. podejrzewałam, że może to być jakaś nerwica, w końcu paniczny lęk przd wystąpieniami, zawroty głowy, szumy w uszach, derealizacja, sztywnienie karku itd. itd. to nie są objawy normalnego stresu, ale.. zastanawiamłam się skąd to wszystko tak nagle? zawsze byłam osobą trochę nieśmiałą, bałam sie publicznych wystąpień no ale! kto się nie boi? udzielałam się w scenie, zawsze byłam w samorzadzie szkolnym, trema czy stres były czymś do pokonania. teraz- nie. publiczna wypowiedź to dla mnie katusze. mdleję ze strachu, płaczę. zastanawiałam się, dlaczego? czemu teraz?
w zeszłe wakacje zapaliłam. za 1 razem nic, za 2 nic. za 3 jak w opowiedzianej wcześniej przez kogoś historii- umieram. czułam serce w gardle, uszch, rozrywało skronie, patrzyłam na swoje ciało i nie wiedziałam czy ono jest moje, patrzyłam na ręce chcąc nimi poruszyć, nie mogłam. nie potrafiłam wykonać żadnego ruchu, chciało mi się płakać, świat był okropny, chciałam żeby ktos wezwał pogotowie, pierwszy raz w życiu myslałam że naprawdę umrę, tak strsznie się bałam...
w tym roku w wakacje też paliłam, ostrożnie, mało. ale jednak. bo inni palili.
i od tego roku akademickiego mam te problemy.
czuję się taka zagubiona, co ja mam robic? mam w przyszlosci pracowac z dziećmi a przeraża mnie myśl by odezwać się na forum publicznym zabrać głos na zajęciach...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
10 sty 2013, 01:03

Lękowcy nie palcie marihuany...

Avatar użytkownika
przez renegatt 12 sty 2013, 16:44
U mnie też zaczęło się od ganji, pierwszy objaw miałem chyba w liceum w 3-4 klasie po zapaleniu - którymś z kolei. Jechaliśmy z kumplami zjarani na mecz ja jako kierowca :) Nagle zacząłem drętwieć i bardzo źle się poczułem , nie wiedziałem co to przeszło w miarę szybko ale tak zaczęła się moja przygoda. Dokładnie to samo co opisuje koleżanka powyżej. Mam 28 lat najgorszy okres miałem na początku 2009 r tak mnie sieknęło, że brałem leki przez 4 mce. Od tamtej pory jest dobrze, czasami mam tylko krótkie epizody, przeważnie na kacu jakiś dzień dwa się zdarzy i zawsze w zimie - pogoda i ta pora roku zdecydowanie ma na to u mnie wpływ
Avatar użytkownika
Offline
Posty
80
Dołączył(a)
27 lut 2009, 11:42
Lokalizacja
Śląsk

Lękowcy nie palcie marihuany...

przez Agadam 29 maja 2013, 13:53
Witam serdecznie!

Zarejestrowałem się na forum specjalnie aby napisać w tym wątku. Raz na jakiś czas ktoś go odświeża i nic w tym dziwnego, gdyż problem jest cały czas aktualny, a relacje doświadczonych przykrymi konsekwencjami marihuanowego nałogu mogą być przestroga i wsparciem dla innych.
Mam 38 lat. Palę marię od kilkunastu lat. Nawet nie pamiętam dokładnie od ilu... Może 16, 17... nie wiem. W apogeum zażywałem też inne psychodeliki. Wciągałem kwas i grzyby. Nidy nie przygrzałem świadomie np. amfy, gdyż mam do białych prochów obrzydzenie. Raz zawaliłem się jakimiś tabletkami z dodatkiem alkoholu tak ze omal nie zszedłem z tego swiata. Ale to było dawno. Od 10 z górą lat palę „tylko” trawę i czasami hasz... Nic wielkiego...
Robiłem przerwy w paleniu, ale nigdy dłuższe niż 2, 3 miesiące, z drugiej strony nigdy nie paliłem codziennie przez kilka miesięcy, nie zawalałem się bez sensu, Zawsze czułem umiar i dystans do swojego nałogu.
Od kilku miesięcy trawa nie wchodzi mi już tak gładko jak kiedyś. Gdy przypaliłem za dużo miewałem problemy z rozdygotanym sercem, w głowie pojawiały się dziwne szmery; śmiałem się, że najpierw wprowadzam się w tak lubiany przeze mnie haj a potem od niego uciekam i wściekam się że po co mi to g... Po zasmażanym wieczorze zrywałem się w nocy, z lękiem i dusznościami, pojawił się bezdech. Paliłem więc mniej (co nie znaczy rzadziej) – ot chmurka do muzyki, filmu, seksu...
Mam zespół. Wszyscy muzykujący wiedzą jaki to flow jest grać na haju! Jakie k... pomysły wpadają do bani. To nic że finalnie nie mają takie próby za wielkiej wartości. Samopoczucie jest obłędne! Dodam ze kapela, z którą zaczynałem tak „muzykoćpać” rozpadła się bo wszyscy popłynęli w różne tam schizy. Tylko ja zostałem na placu boju.
Od kilku miesięcy stopniowo ograniczałem zażywanie marihuany. Ostatnio palę tylko podczas luźnych prób, rzadko sam. Średnio raz w tygodniu. Czasem rzadziej...
2 maja korzystając z dnia wolnego i dobrego samopoczucia postanowiłem wybrać się na ukurzony spacer. Dostałem od kumpla lufkę skuna, który niczym nie wyróżniał się na tle innych. Zapach, wygląd smak (próbujecie smaku przed zapaleniem? Jak nie to polecam) wszystko było ok. Jeden mały buch spowodował taki koklusz że myślałem że się uduszę. Zrobiło mi się zimno, pomyślałem: ale mocny towar! Następne trzy godziny były takim koszmarem że do dziś aż mam gęsią skórkę na samo wspomnienie. Serce waliło mi jak oszalałe, a kiedy udało mi się uspokoić oddech, wszystko stawało w miejscu. Miałem wrażenie że zaraz umrę. Traciłem kontakt z rzeczywistością, swoim ciałem, myślami. Totalny amok! Jeszcze nigdy nie spotkało mnie po jakimkolwiek narkotyku coś podobnego. A jakieś doświadczenie mam...
Po kilku godzinach uspokoiłem się, wszystko zrzuciłem na chrzczony towar, ale niepokój pozostał.
Od tamtej pory zapaliłem może ze dwa razy dużo lepszego i naturalniejszego stuffa, i pozornie było ok. Do wczoraj. Dodam że nie palę od dwóch tygodni. Mam lekkie symptomy odstawienia, jak dawniej, dobrze wiem jak to jest.
Wczoraj w nocy dopadł mnie chyba jakiś wredny flashback połączony z lękami i natręctwami. Obudziłem się w stanie tak odrealnionym jak podczas przygody majówkowej. Strach przed utratą życia, zdrowia psychicznego, opętaniem i Bóg wie czym jeszcze. Masakra! Pojawiły się silne natręctwa i intensywne myśli samobójcze. Byłem bliski pójścia w ślady Magika (z tym ze mieszkam na 4 piętrze :)). WTF??!!! Nigdy nie miałem większych problemów psychicznych, lęki zdarzały się, ale takie odrealnienie nigdy!! Mam pracę, rodzinę, psa, pasję i fajnych kumpli. Jestem normalnym poukładanym facetem, nie głupim chyba, a tu takie coś! Boję się następnych nocy i tego lęku co paraliżuje i powoduje obłęd. Na nic zdają się deklaracje że gandy już nigdy więcej, że starczy, że już za stary jestem. Boję się ze stany te utrzymają się i stracę na dobre to co mam najcenniejsze!
Tłumaczę sobie że to przejdzie, że co nie zabije to wzmocni i już będę wiedział jak z tego wyjść, ale psychiczne piekło to coś co przeraża i paraliżuje w chwili kiedy nadejdzie. Wówczas wszystkie mądre porady i przemyślenia nie mają żadnego znaczenia. Kiedy dopadnie nas panika nie jesteśmy sobą.
Na razie jest spokojnie. Tylko odrealnienie i poczucie że coś jednak nie w porządku z banią odbiera komfort życia. Mam nadzieję że to przejdzie i obędzie się bez wizyty u specjalisty.
Kończąc wyrażę nadzieję że właściwie odczytacie tego posta. Jak napisałem wkrótce stuknie mi 40stka i wyjdzie na to ze marię palę już połowę życia. To co przeszedłem w ostatnich dniach nie było zwykłym bad tripem tylko realnym zagrożeniem dla zdrowia psychicznego.
Pamiętajcie! Biorąc narkotyki (także paląc marihuanę) gracie w rosyjską ruletkę z własną psychiką i bezmózgowymi i bezwzględnymi gnojami, którzy robią kosztem waszego zdrowia nieopisaną kasę. Nigdy nie palcie niesprawdzonego towaru. Coraz więcej tego chłamu na rynku, coraz łatwiej o poważne kłopoty!
Zostańcie w zdrowiu!
Adam
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
29 maja 2013, 13:46

POZYTYWNA ODPOWIEDŹ

przez Komisarz B. 12 gru 2013, 23:46
Hej! Na początek WIELKI UŚMIECH!

Zarejestrowałam się tu tylko i wyłącznie po to, żeby Was pocieszyć. :) Najprawdopodobniej dzisiaj, jutro, za pół roku, wpadnie na ten wątek człowieczek, który będzie sobie próbował pomóc na internetach ze stanami lękowymi przez THC. Tak jak i ja to robiłam, a tu same pytania i pytania, żadnej pomocy lub odpowiedzi. Chcę Wam dać trochę Słońca :D

Mam 24 lata, kończę grafikę na asp. Pierwszego jointa zapaliłam w maturalnej klasie.

Nie będę opowiadała jakoś swojej okropnej historii z MJ, bo nie to jest tu najważniejsze. Będzie krótko:

Paliłam 3 razy w życiu.

1 Raz - było ok, zabawnie (dodam, że jestem jednym z niewielu ludzi z halucynacjami po THC) nakręciło do następnego jointa.
2 raz - tydzień później. Ten sam stuff. Po 5 minutach oczy w 5 zł. Atak paraliżu. Po tygodniu lęki niesłychane. Pierwszy miesiąc codziennie przez parę godzin, potem nawroty chwilowe przez rok. Po sześciu miesiącach atak podobny zaraz po tym jak zapaliłam. Czyli miałam jak większość z Was. Nikt mi nie wierzył. Obrzydziłam do siebie swojego ukochanego, mimo że mi pomógł. Panikowałam, że zostanę świrem do końca życia.

Przeszło. Poszłam na studia. Czasem miewałam ataki, jednodniowe raz na pół roku. Oczywiście mówiłam nigdy więcej nie zapalę. Jednocześnie do głowy przychodziły też myśli: to był mocny skun, może jeszcze kiedyś zapale słabego. Za parę lat. Może.

Rok temu niefortunnie potoczyło mi się życie uczuciowe. Wyżej wspominany ukochany zostawił mnie, drugie związek też się nie udał. Przeżywałam to tak mocno, że upijałam się w trupa, jednocześnie wmawiając sobie, że się świetnie bawię. Normalna obrona świadomości na porzucenie.

Na jednej z imprez pękłam i radość zmieniła się w okropny żal. Totalnie narąbana, ale wciąż świadoma, sięgnęłam po jointa znajomych. zaciągnęłam się niby słabo. Zaczęłam mieć halucynacje. Stan podobny do pierwszego razu zapalenia. wszystko było fajne, ale wiedziałam, że TO może się stać. Zasnęłam z myślą, wóz albo przewóz, co ma być to będzie. W zasadzie nie wiem czemu zapaliłam, skoro wiedziałam co może mnie czekać.

I STAŁO SIĘ OCZYWIŚCIE, A JAK! Pierwszy dzień ogłupienie. Drugi dzień - lęki, płacz, rwanie włosów i palpitacje sercowe! HEJKA STARE ZNAJOME!

Wiedziałam, że nie mogę TAK ŻYĆ PRZEZ ROK CZY DWA JAK POPRZEDNIO! Tym bardziej, że nie układało mi się życie wtedy.

I wiecie co, nikt by mi nie pomógł, nie miałam przy sobie nikogo kto by wytrzymał ze mną 24 na ha. Musiałam pomóc sobie tym razem sama. Po dwóch dniach ataków poszłam do MONARu, bo żaden psycholog na "pogotowie" nie był dostępny.

Było mi dziwnie idąc tam. Czułam się okropnie. Ale wiedziałam, że muszę zrobić wszystko aby tylko się z TYM uporać.

Co się okazało, Panie przyjęły mnie bardzo sympatycznie. Porozmawiały ze mną. Uśmiechnęły się do mnie. Powiedziały, że przy takim jednorazowym paleniu, owszem zdarzają się tak silne ataki, ale powiedziały mi, żebym się nie martwiła. Pochwaliły za reakcję, ze zwróciłam się do nich.
Poczekałam na monarowego lekarza. Po opowiedzeniu zdarzeń, Pani konował była lekko zaskoczona, że to był tylko raz po trzech latach, czyli trzeci w życiu. Zdiagnozowała zatrucie THC. Przepisała mi (nie będę podawać nazwy, żeby nie przyszło Wam do głowy leczenie się samemu, nazwijmy go umownie "LEK X"), antydepresant. Wzięłam tego samego dnia.
Postanowiłam przejść się jeszcze do psychologa. Z tym jednak mam mieszane uczucia. Babeczka kazała mi brać LEK X aż go skończę i przyjść jeszcze raz, bo trzeba będzie się leczyć, ale lepszymi lekami nowej generacji. Diagnoza - nerwica, oczywiście. Co ma być to będzie pomyślałam, najwyżej faktycznie skieruję się na leczenie.

Po dwóch dniach LEK X zaczął działać. Najpierw mnie rozweselał, potem po prostu postawił mnie na nogi. Otumaniał lekko oczywiście, ale nie jakoś uciążliwie. Najważniejsze jest to, że nie miałam lęku i palpitacji. ŻADNEGO LĘKU ODKĄD WZIĘŁAM PIERWSZĄ TABLETKĘ. zaliczyłam sesję na studiach.

PO MIESIĄCU ODSTAWIŁAM LEK X KONTAKTUJĄC SIĘ Z MONAREM. Stwierdziłam, że czuję sie normalnie i może warto spróbować przestać brać antydepresant. LĘKI NIE POWRÓCIŁY, A Z DOŚWIADCZENIA WIEM ILE TRZYMAJĄ. Wiecie czemu? Bo podczas kuracji, wtedy jak były najsilniejsze, nie przejmowałam się nimi, nie weszły mi w codzienność. Oczywiście miałam otępienie lekkie po odstawieniu, ale trwało kilka dni. Nic groźnego, po prostu spałam jak suseł.

Wiem, że nikomu się nie widzi karmienie antydepresantami ani innym ścierwem. Jednakowoż moja rada: nie męczcie się z tym sami. Na mnie te, które próbowałam zwalczyć sama wyrządziły zbyt wiele szkody. Zbyt wiele zmarnowanych dni. Za dużo negatywnych emocji. Aż trudno mi było uwierzyć, że specjaliści jacy na pewno są w MONARze, tak szybko uporali się z uciążliwym problemem. Są nie tylko po to, by ratować ostatnie wraki heroinistów. Są też dla nas, dla "miękkich faj które łamie jeden buch". Może i Wam pomogą błyskawicznie :)

Myślałam, żeby zająć się leczeniem nerwicy skoro ją mam, jak powiedziała mi PRYWATNA pani psycholog. Tylko po co to robić jeśli znów funkcjonuję jako normalny człowiek. Nie będę się szprycować skoro nie muszę. Przynajmniej w danej chwili. Przestrzegam przed tymi co wpierają w Was choroby, czychają na Wasze pieniądze. Po prostu nie palcie, a nie wyjdzie żadne gówno. Znowu.

Nie piszę tego też po to, żebyście widzieli w tym jakieś zabezpieczenie do następnych razów na buszka. Nie traktujcie mojej rady jak "antykoncepcji 72 PO". NIE. Mieliście atak raz, będziecie mieć już zawsze po ziole. Piszę to po to, żebyście jak najszybciej się tego pozbyli i nigdy do tego nie wracali.

Wszelkie przygody z MJ zmieniają trochę nastawienie, miewam gorsze dni, wtedy porównuję to do stanów lękowych, myślę wtedy, że to już zawsze będzie wracać. Nieprawda, po prostu porównuję to do najgorszych wspomnień. TO już nie wraca! Ja wróciłam do normalności. Mało tego, czuję się lepsza po tym i wiem czego unikać. Jestem znów złośliwa, zabawna, uśmiechnięta i pracowita. BARDZIEJ ZDETERMINOWANA BY DZIAŁAĆ!

Nie martwcie się Kochani, bo wiem co czujecie. Nawet jak będziecie się uwalniać dłużej niż ja, uwierzcie mi, że będzie ok. :) PEACE!

PS. Ten post napisałam sama, z własnej nieprzymuszonej woli, żaden MONAR mi tego nie zlecił. :)
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
12 gru 2013, 22:25

Lękowcy nie palcie marihuany...

Avatar użytkownika
przez Kalebx3 13 gru 2013, 11:35
Komisarz B. , fakt , Tobie trawa nie słuzy ani trochę .
Jednak ja bardziej bym sie obawiał nie samej czystej trawy co dodatków "na wzmocnienie " , które do trawy dodają.
>>> Jesteśmy żebrakami żyjącymi na koszt Boga >>>
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9012
Dołączył(a)
26 cze 2011, 00:09
Lokalizacja
człowiek śmiertelny i grzeszny

Lękowcy nie palcie marihuany...

przez 321psilo 13 gru 2013, 16:13
trawka nie jest dla wszystkich, kluczowy jest aktualny stan człowieka (emocjonalny/psychiczny) oraz sposób używania (dawka, otoczenie, nastawienie, świadomość efektów oraz oddziaływania używki na organizm). Każda używka w mniejszym, większym stopniu szkodzi. Jeśli już człowiek musi... to lepiej odłożyć te eksperymenty do czasu, aż organizm się w pełni rozwinie (zwłaszcza mózg) tj. 21-23 rok życia. W przeciwnym wypadku istnieje duże prawdopodobieństwo wystąpienia takich i podobnych zaburzeń. Przede wszystkim jest to kwestia predyspozycji człowieka do zaburzeń psychicznych (przy czym używka może jedynie przyspieszyć ich wywołanie - lub zażywana w okresie dorastania - pomoże je wywołać).
Szkoda, że poradzili Ci łykać psychotropy (ale dobrze, że już tego nie robisz). Wyniki co to nowszych badań nad substancjami psychoaktywnymi, szczególnie nad psychodelikami, wskazują na ogromny potencjał wykorzystywania tych substancji w leczeniu wszelkich zaburzeń psychicznych. Przy właściwym wykorzystywaniu, skutki uboczne są znacznie mniejsze, za to potencjalne korzyści znacznie przerasta potencjalne (często przekłamywane) szkody. Jednak do tego, niezbędna jest odpowiednia wiedza (bo to nie alkohol, kawa czy papierosy).

Moje skromne zdanie jest takie, że najlepiej jest w ogóle nie brać żadnych substancji psychoaktywnych, jednak gdy wymaga tego sytuacja tj. choroba, lub zwyczajna chęć spróbowania, należy się kierować przede wszystkim troską o własne zdrowie, czyli być świadomym zagrożenia oraz ograniczać potencjalne szkody do minimum - sięgając za w czasu, po odpowiednią dawkę wiedzy.

podstawowa dawka wiedzy:
Obrazek

a to, że młodzież ma teraz łatwy dostęp do narkotyków, przy czym nie jest świadoma zagrożenia oraz bardzo często otrzymuje zanieczyszczony/doprawiony towar, zawdzięczamy oczywiście prohibicji (i jej zwolennikom). Całe szczecie - ten mur ignorancji, niebawem runie :tel2:
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
13 gru 2013, 12:57

Lękowcy nie palcie marihuany...

przez agaton88 17 gru 2013, 20:28
Ja również uważam, że trawka nie jest dla osób z nerwicą. Tyczy się to również alkoholu... W moim wypadku obie te opcję są już dawno skreślone. Niestety, nie spotyka się to z entuzjazmem. Ludziom ciężko jest zrozumieć ,że ktoś może nie chcieć jarać i upijać się, bo przecież jest to dziś norma.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
10 gru 2013, 00:06

Lękowcy nie palcie marihuany...

przez comatom 17 gru 2013, 20:37
agaton88, jedynym narkotykiem po którym czułem się super to koka....
Bo marysce takie lęki ze ja pier.....więc nigdy więcej,alkohol w małych ilościach...bo tez mam jazdy...
I co my lękowcy możemy... Możemy tylko walczyć i zwyciężać każdego dnia-taki już los :mrgreen:
comatom
Offline

Lękowcy nie palcie marihuany...

Avatar użytkownika
przez Kalebx3 17 gru 2013, 21:29
I co my lękowcy możemy... Możemy tylko walczyć i zwyciężać każdego dnia-

ewentualnie pić kakao z dużą zawartościa magnezu ,,, i już teraz zbierać na trumnę , bo chyba dziadki nerwicowe nie pozostaje nam nic innego,,,zero używek , zero przyjemności ,tyyylllllko przetrwać.
taki już los
>>> Jesteśmy żebrakami żyjącymi na koszt Boga >>>
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9012
Dołączył(a)
26 cze 2011, 00:09
Lokalizacja
człowiek śmiertelny i grzeszny

Lękowcy nie palcie marihuany...

przez agaton88 17 gru 2013, 21:42
Ja będe forsować tezę ,że bez alkoholu i dragów też można się spoko bawić. Mam wśród znajomych totalnych abstynentów-sportowców i uważam ,że są zajebiście szczęśliwi, bo nie mają nigdy kaca :) Kiedyś mój lekarz zapytany dlaczego ludzie "nie lubią" tych co nie piją, odpowiedział ,że abstynenci to tak jakby "wyrzut sumienia" dla reszty pijącej. Podobno mamy w poświadomości zakodowane ,że alkohol i inne używki to coś szkodliwego dla naszego organizmu. A kiedy wszyscy piją, to dlaczego ktoś też ma się nie truć razem z innymi ? :))) Tej wersji się będe trzymać :)

Btw , kakao jest spoko :)
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
10 gru 2013, 00:06

Lękowcy nie palcie marihuany...

Avatar użytkownika
przez Kalebx3 17 gru 2013, 22:01
Mam wśród znajomych totalnych abstynentów-sportowców i uważam ,że są zajebiście szczęśliwi,

wierzę Ci .
Jednak w moim wydaniu luz , poczucie wolności , relax , odwaga , przebojowość w zdecydowanej większości mocno związana jest z nieabstynencją( że się tak wyrażę). Jestem sfatygowanym pewnie egzemplarzem , ale co począć .
każdemu czegoś brak , ja akurat niosę Krzyż Nerwicy .
a kakao nie piję ( bo już wyrosłem z dzieciństwa ;) , wtedy serwowano mi je zamiast czekolady , której nie bylo w sklepach )
>>> Jesteśmy żebrakami żyjącymi na koszt Boga >>>
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9012
Dołączył(a)
26 cze 2011, 00:09
Lokalizacja
człowiek śmiertelny i grzeszny

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 45 gości

Przeskocz do