Lękowcy nie palcie marihuany...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Lękowcy nie palcie marihuany...

Avatar użytkownika
przez polo 26 wrz 2010, 19:00
ja zawsze jak paliłem, to lęki się potęgowały;ale mogło byc to spowodowane dodatkowo tym, ze palilem tylko pare razy w życiu i bałem sie juz wczesniej jak to podziala
trzymsie.pl - zapraszam na bloga o ukończonej drodze wyjścia z nerwicy (objawy wegetatywne, lęki i natręctwa), piszę tam jako paolo jones, z chęcią odpowiem na pytania
Avatar użytkownika
Offline
Posty
143
Dołączył(a)
21 gru 2009, 23:15
Lokalizacja
Kraków

Re: Lękowcy nie palcie marihuany...

przez bardziej_plejer 29 wrz 2010, 13:41
Dla lapiacych paranoje po zapaleniu, jak i tych ktorzy poglebili sobie nerwice lekowa:
http://www.intus.ehost.pl/forum/viewforum.php?f=5

Na forum (forum dla uzaleznionych / rzucajacych marihuane) mozna znalezc
troche przydatnych informacji o objawach osob, ktore "miewaja podobne stany" po paleniu.

...ale jesli ktos to czyta i jest wlasnie w stanie lekowym i lapie paranoje, ze
zostanie mu tak na zawsze, to polecam wylaczyc komputer i nie czytac
tego wszystkiego. Potrzeba naprawde ochlonac, bo czytanie tylko nakreca.
W sensie jesli akurat ma sie "atak leku", to organizm a w tym mozg szuka
wszedzie potwierdzenia swojego stanu i pisze mozliwie najczarniejsze scenariusze
od utraty kontroli poprzez szalenstwo a na schizofrenii i smierci konczac :)

Na pocieszenie napisze, ze po 5 miesiacach od moich przygod z mj, jest prawie ok ;)
Tylko spokoj nas uratuje.

http://www.ambientmusicguide.com/pages/radio/audioPage.php
Polecam zatopic sie w dobra uspokajajaca muzyke :)
Offline
Posty
75
Dołączył(a)
09 sty 2010, 01:20

Re: Lękowcy nie palcie marihuany...

Avatar użytkownika
przez zaqzax 26 paź 2010, 17:15
Moim zdaniem które jest poparte tym że paliłem trawe, jest tak że marihuana stwarza 2 zagrożenia,
u osób głównie z depresją (bez lęków i napięć, niepokoju) - ryzyko bardzo szybkiego i silnego uzależnienia
psychicznego, bo to likwiduje glowny objaw bezsensu wszystkiego, wszystko wydaje sie cudowne i interesujace,
jest pełen luz i gitara, ale musimy zażywać ją dalej i coraz większe ilości a potem po ewentualnym odstawieniu
pojawiają się objawy abstynencyjne - czyli to co było przed paleniem pomnożone x50 co trwa przynajmniej miesiąc
a najczęściej kilka miesięcy - koszmarna męczarnia, a ciężko jest zapanować nad tym nałogiem a długotrwałe palenie
u osób zdrowych po odstawieniu pododuje spore problemy, zaś osób zaburzonych takich jak my - to jest wręcz koszmar,
który może przypominać odstawienie benzodiazepin branych w wielkich dawkach przez kilka miesięcy.
zaś u osób które poza depresją mają uciążliwy lęk wolnopłynący, nerwice, silny lęk napadowy to sytuacja wygląda
inaczej, podczas palenia mogą wystąpić totalne paranoje, lęk sięga zenitu, zaś atak lękowy przybiera formy ekstremalne,
często występują nawet psychozy, taki stan to naprawdę koszmar, na szczęscie po takim jednorazowym eksperymencie
objawy nie utrzymują się długo ale może nastąpić ogólne nasilenie objawów lęku uogólnionego na jakiś czas i pojawić
się w psychice jakaś kompletnie nieracjonalna schiza która może nas dopadać co jakiś czas.

co do zaburzeń psychicznych i zażywania marihuany (lub innych kanabinoidów) wiem dużo i mógłbym sporo napisać
ale wstrzymam się, chyba że ktoś będzie nalegał.

bardzo ostrzegam lękowców, nerwicowców, osoby z niepokojem i napięciem lub silną depresją przed paleniem tego,
bo to można sobie zrobić niezłą krzywdę, po czym można bardzo żałować tego zażywania do takiego stopnia
że dałoby się całą swoją kasę tylko za to by cofnąć się w czasie sprzed palenia.

u osób z lekką lub średnią depresją które wyleczyły zaburzenia lękowe i zminimalizowały nerwice, zapalenie raz
na jakiś czas - np. małą ilość ze 2 góra 3 razy w miesiącu to może być nieszkodliwe - niestety wymagana jest
silna wola bo po takich "pięknych lotach" ciężko się oprzeć przed ponownym spróbowaniem, może wystąpić
na tyle silne pragnienie psychiczne że depresja może się powiększyć, a jak się zacznie palić częściej to bardzo
łatwo nawrócić sobie wyleczone zaburzenia lękowe w dużo gorszej formie.

więc generalnie bardzo przestrzegam, bo to moim zdaniem robi z psychiki większą siekę niż alkohol jeśli chodzi o osoby zaburzone.
"Gdybym polegał tylko na opinii psychiatrów, dawno bym nie żył"
Zaburzenia lękowo-depresyjne, Urojenia depresyjne, Dystymia, Osobowość unikająca i zależna.
Escitalopram 15mg
Amisulpryd 25-100mg
Alprazolam 1mg
Mianseryna 5mg (na sen)

Avatar użytkownika
Offline
Posty
631
Dołączył(a)
24 wrz 2007, 00:57
Lokalizacja
Europa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Lękowcy nie palcie marihuany...

przez Anonymous 27 paź 2010, 14:55
[i]wypowiedz skasowana, autor zbanowany[/i],
Anonymous
Offline

Re: Lękowcy nie palcie marihuany...

przez aarven 27 paź 2010, 15:39
Polecam obejrzenie filmu, który pasuje do tematu:
"Facet, który się zawiesił / Numb" (2007)
http://www.megavideo.com/?v=YJL9VYGX
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
31 maja 2010, 19:11

Re: Lękowcy nie palcie marihuany...

przez blackk 28 paź 2010, 02:36
Ciekawy film, przechodzę coś podobnego do bohatera tego filmu, też kiedyś zjarałem za dużo, i moje stany lękowe się pogorszyły, i oczywiście postrzeganie rzeczywistości marne... A teraz dla mnie życie z nerwicą stało się dla mnie czymś, z czym staram się pogodzić...
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
20 lut 2010, 23:23
Lokalizacja
Katowice

Lękowcy nie palcie marihuany...

przez karolssss1 10 kwi 2011, 14:24
zaqzax, bardziej_plejer,
Czy objawy- lęki,odrealnienia ustały wkońcu? Po jakim czasie? Bardzo proszę o odpowiedz
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
21 lis 2010, 18:58

Lękowcy nie palcie marihuany...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 10 kwi 2011, 16:30
zaqzax, fajnie,że o tym napisałeś. :D
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Lękowcy nie palcie marihuany...

przez miś wesołek 10 kwi 2011, 19:02
zaqzax prawdę pisze. Jazdy parano-lękowe maja po tym nawet całkiem zdrowi ludzie. Z lękiem napadowym już w ogóle należy sobie odpuścić trawę. Bardzo uzależniająca substancja. W sumie ze wszystkich narkotyków, jakie zażywałem, uzależniłem się jedynie od trawy. Nie było czegoś takiego jak "odstawienie", ale potrzeba zapalenia i bycia na haju była niesamowicie silna. Gdy nie byłem upalony, to czułem jak bym w ogóle nie potrafił niczego właściwie przeżywać - dopiero po zapaleniu czułem, że potrafię się cieszyć, a moje emocje są właściwe. Paliłem przez jakieś cztery lata praktycznie dzień w dzień. W końcu, nabawiłem się przez palenie paranoi i potrzeba palenia sama minęła, bo co to za przyjemność z palenia skoro co któraś z kolei jazda była "krzywa" - nieprzyjemna i/lub paranoidalna. Znam osoby, które potrafią jakoś bardziej racjonalnie niż ja podejść do palenia i robią to jedynie raz na jakiś czas, ale szczerze mówiąc, choć dobrze znam ten stan, po jaraniu "z zewnątrz" dla mnie wyglądają czasami po prostu głupio. Śmieją się z byle czego i takie tam, a czasami się "blokują", mają krzywe jazdy i nie wiem po co to robią i ryzykują, skoro efekty palenia nie za każdym razem są przyjemne i nieraz hamują i ograniczają towarzysko.
miś wesołek
Offline

Lękowcy nie palcie marihuany...

przez venlafaxinum 13 kwi 2011, 23:09
Witam wszystkich, to mój pierwszy post na forum :)
Autor tematu ma absolutną rację. U mnie właśnie tym "zapalnikiem" była trawa. Zapaliłem kiedyś b. dawno, potem nie miałem styczności, aż do poprzednich wakacji. Zapaliłem raz i wszystko było super, potem za drugim razem miałem bad tripa i to dość ekstremalnego, bo przez jakieś 10h wydawało mi się, że zaraz umrę. Serce waliło mi jak młotem, miałem wrażenie, że wszędzie są ludzie (było to podczas wyjazdu), miałem też bardzo charakterystyczny objaw dla mojej późniejszej nerwicy, tj. stan, w którym wydaje mi się, że będę za moment wymiotował/że zemdleję. Takie dziwne mrowienie, które przemieszcza się od wnętrza klatki piersiowej przez przełyk, aż do ust. Byłem wykończony, ale kiedy się położyłem i już zasypiałem to miałem wrażenie, że dosłownie "wpadam w otchłań" i już się nie obudzę, że umrę. Jedno z najgorszych przeżyć w moim życiu. Po tej sytuacji już nie paliłem, a po około miesiącu ni z tego ni z owego wysąpił u mnie atak paniki podczas podróży pociągiem. Znowu te same objawy, myślałem, że będę wymiotował, albo że zasłabnę, bałem się kompromitacji w oczach innych, a to napędzało jeszcze bardziej mój strach. Starałem się przezwyciężyć to głęboko oddychając, to z kolei doprowadziło do hiperwentylacji. Z dnia na dzień z zupełnie zdrowego młodego człowieka stałem się wrakiem. Bałem się wyjść do supermarketu, wsiąść do autobusu, wyjść do miasta, zrobić cokolwiek w jakimś miejscu publicznym, głównie ze względu na to, że bałem się, że "zeświruję" i skompromituję się. Jak już próbowałem się przełamać to kończyło się tym, że wybiegałem np. ze sklepu żeby zaczerpnąć powietrza i czuć się w miarę bezpiecznie. Niedługo potem udałem się na konsultację psychiatryczną i dostałem leki. Teraz po ponad pół roku nie mam już takich napadów paniki, żeby mnie aż "zatykało", czasem pojawiają się delikatne objawy, ale zazwyczaj radzę sobie z nimi nawet bez doraźnego przyjmowania jednego z leków, który został mi przypisany na taką okoliczność.
Dla osób, które mają podobne objawy mogę poradzić, żeby zawsze w głowie układały sobie w razie czego "drogę ucieczki" z danego miejsca, tj. dla spokoju psychicznego dobrze jest rozejrzeć się gdzie jest wyjście, albo toaleta, uspokajając się, że w razie czego zawsze można wyjść nie wzbudzając rewelacji.

Wracając do trawy, to w po około 3 miesiącach od rozpoczęcia terapii (kiedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że to marihuana jest powodem moich problemów) zapaliłem ze znajomymi, w zupełnie przyjaznych warunkach, we własnym domu, więc myślałem, że nic strasznego stać się nie może, jednakże pomimo wypalenia niewielkiej ilości, tętno podskoczyło mi niesamowicie, myślałem, że za moment umrę, dostając ataku serca, na szczęście po około 2 godzinach wszystkie objawy minęły.

Podsumowując, nie polecam próbowania, jeśli ktoś jeszcze nie próbował. Chwila hipotetycznej "fazy" nie jest warta późniejszych wielomiesięcznych terapii. Gdybym wiedział, że niewinny joint z kumplami może tak drastycznie odmienić moje życie to nigdy przenigdy bym nie zapalił. Trochę się rozpisałem, ale po raz pierwszy w sposób tak kompleksowy dzielę się z kimś moimi przeżyciami. Pozdrawiam wytrwałych, którzy przeczytali całość ;)
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
13 kwi 2011, 22:51

Lękowcy nie palcie marihuany...

przez karolssss1 02 cze 2011, 21:21
Czesc
Mam takie pytanie do obeznanych w temacie. Zajaralem raz trawe i dostalem tzw bad tripa. Po nim mam derealizacje, ktora stopniowo ustepuje wiec z tym jestem dobrej mysli ale jest cos jeszcze. Mam takie cos, ze co jakis czas mam taka schize, jakby mysli mi lataly w glowie. Takie nasylanie. Bardzo pogorszylo sie to po antydepresancie parogenie. Wiec odstawilem go(swoja droga bardzo mi szybko zmniejszyl derealizacje) Mialem uczucie jakbym mial jakas migawke w glowie. Psychiatra trwierdzi, ze trawa pobudzila mi receptory w jakis czesciach mozgu i teraz co jakis czas lubia sobie poszalec. Mial ktos moze tak z palacych? Minelo mu to?

pozdrawiam serdecznie
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
21 lis 2010, 18:58

Lękowcy nie palcie marihuany...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 02 cze 2011, 21:38
venlafaxinum, Mając na myśli terapię...mówisz o psychoterapii czy farmakoterapii?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Lękowcy nie palcie marihuany...

przez miś wesołek 12 cze 2011, 04:15
venlafaxinum napisał(a):Wracając do trawy, to w po około 3 miesiącach od rozpoczęcia terapii (kiedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że to marihuana jest powodem moich problemów) zapaliłem ze znajomymi, w zupełnie przyjaznych warunkach, we własnym domu, więc myślałem, że nic strasznego stać się nie może, jednakże pomimo wypalenia niewielkiej ilości, tętno podskoczyło mi niesamowicie, myślałem, że za moment umrę, dostając ataku serca, na szczęście po około 2 godzinach wszystkie objawy minęły.


Totalnie nie rozumiem Twojej decyzji o ponownym zapaleniu skoro nigdy Cię nie spotkało po tym nic miłego. Chciałeś być bardziej kul towarzyski czy jak?

karolssss1 napisał(a):Mam takie cos, ze co jakis czas mam taka schize, jakby mysli mi lataly w glowie. Mialem uczucie jakbym mial jakas migawke w glowie. Mial ktos moze tak z palacych? Minelo mu to?


Nie. To już zostaje na zawsze. Na myśli w głowie trochę pomaga intensywna jazda na rowerze i gra w badmingtona, ale obawiam się, że to już dożywotni problem, który można co najwyżej załagodzić, ale nigdy nie wyleczyć w pełni.
miś wesołek
Offline

Lękowcy nie palcie marihuany...

przez marcol13 13 cze 2011, 21:16
Do autora.
Palenie ziółka jest dla ludzie zdrowych psychicznie.
A że ty paliłeś 13 lat,to już to kiepsko widzę.
Trzeba robić sobie przerwy,bo ten kto ich nie robi szybko traci nerwy.
Akcje typu szybkie tętno,psychozy są możliwe u ludzi z zaburzeniami nerwicowymi.

Nie palcie maryji janiny magdaleny bo to może tylko zaszkodzić!
Na psychoterapie odwykową!
Offline
Posty
151
Dołączył(a)
30 kwi 2011, 10:37
Lokalizacja
Gdańsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 42 gości

Przeskocz do