pomocy - matura - jak pójść?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

pomocy - matura - jak pójść?

przez pomozcie 09 kwi 2010, 20:28
Proszę pomóżcie..,
Nie wiem ile powinnam tu napisać aby przybliżyć mój problem. Można powiedzieć, że przez osiem lat mojego życia byłam jedynaczką, którą ojciec odwiedzał podrzucając tylko kasę jak on to mawiał „na drobne wydatki” (dziecku paroletniemu…). Nigdy żadna większa więź emocjonalna mnie z nim nie łączyła. O ile dobrze pamiętam, mieszkał przez parę miesięcy z mamą i ze mną (a może i nie mieszkał…?) ale jedyne co wspominam z tego okresu to mama płacząca wieczorami i ich wieczne kłótnie. Teraz już wiem, że znęcał się psychicznie nad moją matką, która jest wyjątkowo słabą osobą (co też po niej odziedziczyłam). Moja mama poznała jakieś 10-11 lat temu wdowca z dwójką synów – od tamtego czasu mieszkamy razem. Ich (moich przyrodnich braci) babcia nigdy nie zaakceptowała związku wujka (bo ojcem go nie nazywam) i mojej mamy. Mąciła im w głowach, puszczała plotki na temat tego, że cała nasza trójka jest w domu głodzona i bita. Nigdy tak nie było ale nie było też między nami tego czegoś co istnieje w normalnej rodzinie – nie potrafiliśmy się dogadać, nie traktowałam ich jako rodziny – przez co straciłam dobry kontakt z matką i chyba jeszcze bardziej zamknęłam się w sobie. Na wszystkie moje problemy, którymi podzieliłam się z matką i wujkiem, chciałam, żeby pomogli mi je rozwiązać, usłyszałam zawsze „weszłaś między wrony trzeba krakać jak i one”.
Teraz po tych dziesięciu latach dużo się zmieniło – mój starszy przyrodni brat nadużywał narkotyków – był na odwyku, potem w ośrodku terapii uzależnień a teraz nie wiem co się z nim dzieje.. Mimo braku więzi nie powiem, że mnie to nie dotknęło. Właśnie z wiadomością, że mój brat jest na odwyku kojarzę swoje pierwsze lęki.
Od zawsze pamiętam, że towarzyszyły mi pewne obawy, kiedy miałam pójść w nowe, nieznane miejsce, kiedyś, w gimnazjum, pamiętam, że prawie całe wakacje spędziłam w domu bo miałam dziwne wrażenie, że wychodząc z domu, każdy mnie obserwuje. Nigdy, przez to, że jestem zamknięta w sobie nie nawiązałam żadnych trwałych przyjaźni – wszystkie kończyły się na tym, że nie dawałam się do końca poznać i nie chciałam wychodzić z domu aby pobyć trochę ze znajomymi.
Pierwsze ataki lęku miałam ok. 2,5 roku temu – wszystko związane z moim beznadziejnym (jakże prestiżowym w oczach opinii publicznej) liceum. Wyścig szczurów – brak przyjaźni – obłuda – kłamstwa – cwaniactwo. Nienawidzę po prostu ludzi w mojej szkole. 2,5 roku temu zachorowałam i nie było mnie 3 tygodnie w szkole. Niestety to były felerne 3 tygodnie przed zakończeniem semestru. Nauczyciel historii chciał mi wstawić ocenę niedostateczną na semestr (ocenami się nie przejmuję), wymyślając, że nie da się chorować dłużej niż tydzień i że moja choroba to wymysł, żeby nie chodzić do szkoły. Ludzie z mojej klasy – z którymi szczególnie związana nie jestem – to podłapali i od tamtej pory każda moja nieobecność była wyśmiewana i dziwnie komentowana. Doprowadziło to fobii – przez rok przyjmowałam seroxat, potem effectin ale najlepiej czuję się bez leków. Zresztą do psychiatry jeździłam do miasta oddalonego od mojego o 150km (wszyscy psychiatrzy (a jest ich aż dwóch) w moim mieście to rodzice ludzi z mojej szkoły, ufności nigdy za wiele). BOJĘ SIĘ SZKOŁY. To jest nienormalne – nie mam problemu z codziennym funkcjonowaniem w społeczeństwie – ale kiedy widzę budynek szkoły dostaję palpitacji serca. Sama nie potrafię powiedzieć co mnie najbardziej przeraża – wyszczekani koledzy z klasy, chamscy nauczyciele..? Nie wiem i nie potrafię sobie z tym lękiem poradzić. Szczególnie jak opuszczę parę dni z powodu choroby a potem pójście do szkoły to jest koszmar.. Moim jedynym wsparciem na dzień dzisiejszy jest mój chłopak i moja mama. Nie przyjmuję żadnych leków, na psychoterapię nie jestem gotowa, nie potrafię się otworzyć a próbowałam już parę razy. Wracając do głównego problemu – jestem w klasie maturalnej. Moja frekwencja w tym roku wynosi około 30%. Dyrekcja szkoły jest poinformowana o moim zdrowiu psychicznym i to dzięki dyrektorce nie będę musiała powtarzać tego roku. Nie muszę też już do końca roku pojawiać się na zajęciach. Czuję się z tym świetnie ale… MATURA. Jak na nią pójść? Mam do zdania 7 egzaminów, których się nie boję i które mnie nie stresują. Stresuje mnie to, że przed samym egzaminem będę musiała przebywać z ludźmi, którzy mogą doprowadzić do tego, że się rozpłaczę i nie wejdę na egzamin. Boję się tego. Jakiś chamski komentarz z czyjejś strony i po maturze… Proszę o pomoc, rady, co mogę zrobić. Ale proszę nie piszcie mi, że jestem nienormalna i że powinnam pójść do szkoły bo nie dam rady….
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
09 kwi 2010, 19:48

Re: pomocy - matura - jak pójść?

przez solipsea 09 kwi 2010, 20:56
Pomożcie - rozumiem doskonale Twój problem, a to dlatego, że sama bardzo przejmuje się opinią ludzką na mój temat. W szkole bywało róznie, nie raz ekhm chujowo... Wiem, że te wydarzenia sprzed lat ukształtowały moją "nerwicową" osobowość. W tym roku wzięłam urlop na studiach, bałam się m.in. tego, że będę musiała tłumaczyć się z pewnych spraw przed ludźmi. Poza tym byłam juz totalnie wyniszczona, miałam w planach odebranie sobie życia, ale jak widac guzik z tego wyszło.

Wracając do Twojej historii, na pewno brak ojca wpłynął na Twoją opinię o samej sobie. Myślisz hmmm tata przynosił mi tylko pieniądze, nie interesował się tym jak żyję, nie obchodziłam go jako drugi człowiek. I tak wyrosło u Ciebie błędne przekonanie, że jesteś tą gorszą... Bo twój własny ojciec nie otaczał Cię należyta troską... więc jesteś nic nie warta. Dalej babcia, która rozsiewała na temat waszej rodziny niestworzone historie... Ludzie gadali... Ty znowu dochodziłaś do wniosku - ja jestem naznaczona, gorsza, ludzie się ze mnie śmieją, nie szanują mnie i mojej rodziny (w mojej opinii, a kij im w ... XD). Potem Twój przyrodni brat, uzależniony od drugsów, więc nie jako znowu czułaś, że jesteś za jego sprawą w centrum zainteresowania gawiedzi...

Szkoła - nowi ludzie, ja też odczuwam strach przed nowymi ludźmi... Będe wznawiałą studia, boję się, ale co tam muszę to zrobić... DLA SIEBIE. Obawiasz się powrotu, bo jak to często bywa w szkole znajdzie się banda kretynów, których łączne IQ nie przekracza średniej... Ale powiedzmy szczerze, co oni ci mogą zrobić. Pośmieją się i na tym sie skończy (sama wiem, jak trudno się temu przeciwstawić, ale nie ma mowy, stały progress - alleluja i do przodu!!! XD). Matura umożliwi Ci nowy start, zakończysz szkolne znajomości i pies ich wszystkich trącał... :D Mam nadzieję, że pójdziesz z podniesioną głową na ten egzamin dojrzałości. Pomyśl - coś ty im zrobiła?! NIC - a więc... :)

Ja w sumie sama się jeszcze uczę, jak to jest żyć dla siebie, i jebać to, co mówią ludzie, bo oni mogą mi naskoczyć i basta. Poza tym są jeszcze na prawdę fajni ludzie na świecie.

Witam na forum, pisz kiedy tylko będziesz miała na to ochotę. ( ale ja się rządzę muhahahaha XD) :D :D
solipsea
Offline

Re: pomocy - matura - jak pójść?

przez marina 09 kwi 2010, 21:06
Widzę, że jak na tak młodą osóbkę to życie Ci nieźle dało w kość. Ale do rzeczy. Też jestem w klasie maturalnej, ale no cóż, moja szkoła jest OK, klasa tak samo, nie mam na co narzekać :) Ale niejeden raz byłam bliska płaczu, niektóre osoby mnie niemiłosiernie denerwowały swoim zachowaniem, nauczyciele niesprawiedliwie traktowali (cóż, nadal tak jest), ale nie było/jest tak źle jak u Ciebie. Może wydawać Ci się to głupie, możesz mówić "co ona może o tym wiedzieć", ale postaraj się ich po prostu ignorować. Są to osoby zapewne całkiem zepsute, dążące po trupach do celu, uwikłane w jakieś wyścigi szczurów, niemające uczuć. Znam wiele takich ludzi, zgrywają twardych, chcą się 'pokazać' w towarzystwie wyśmiewając innych, a tak naprawdę są to osoby zaubione i wystraszone a takim zachowaniem usiłują przekonać samych siebie o tym jacy są 'wspaniali'. I tak już długo wytrzymałaś, więc te kilka dni przebywania z nimi NIC nie zmieni, uwierz :) Powiedz sobie, że nie pozwolisz aby banda rozpieszczonych i skretyniałych debili i debilek zniszczyła Cię doszczętnie. Skup się tylko i wyłącznie na maturze, olej ich kompletnie (staraj się), w czasie ustnych jak będziesz czekać na swoją kolej najlepiej weź mp3 i słuchaj, nie wdawaj się z nimi w dyskusje itp. Pewnie nic o tym nie wiem, ale myślę, że musisz spróbować i przede wszystkim uwierzyć w siebie. Kiedyś też przeczytałam bardzo mądry felieton, był o kobiecie sukcesu, która wspominała szkolne lata. Była dość otyłą osobą przez co była obiektem drwin wśród kolegów. Pewnego dnia przyszła zapłakana do domu po tym jak została publicznie nazwana 'wielorybem', wtedy ojciec powiedział jej tak "teraz się z ciebie śmieją, ale za kilkanaście lat ci ludzie będą wykładać bruk po którym ty będziesz dumnie chodziła". I tego się trzymaj :)) Niestety, świat pełen jest takich debili a my musimy wśród nich przebywać i funkcjonować, tylko trzeba się nauczyć ignorować ich zachowanie, co jest trudne. Życzę Ci powodzenia i wytrwania w tym a także sukcesów na maturze :)
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
11 lut 2010, 11:51

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: pomocy - matura - jak pójść?

przez pomozcie 10 kwi 2010, 21:19
Dzięki za ciepłe słowa - to najmilsze słowa jakie usłyszałam od wielu miesięcy. Naprawdę:) Boję się strasznie tej matury (chodzi o to, że przed wejściem do sal w którym będę pisać egzamin po prostu się rozpłaczę i wyjdę. Wiem - wytrzymałam już długo, ale na lekcje w kwietniu (koniec roku jest 30.04) nie dam rady pójść. Apel 30 kwietnia też niestety sobie odpuszczę bo wiem,że mnie dobije. Na koniec roku w szkole o każdym układane są jakieś krótkie charakterystyki -wszystkie czyta dyrektor przed całą szkołą. Wiem, że to co napisała o mnie klasa nie jest miłe, więc niech się pośmieją ze mnie ale nie chce być przy tym obecna. mp3 przed ustnymi to dobry pomysł. Słuchawki na uszy i powiedzmy że będzie luzik. Macie może jakiś sposób na zbycie ludzi głupimi tekstami typu: "do szkoły nie chodzisz bo jesteś chora a na maturę to się przyszło". Może to nie jest jakiś wybitnie krzywdzący tekst ale potrafi odebrać wszystkie siły. Nie potrafię zlekceważyć kogoś, uwierzcie ludzie w mojej szkole to wybitnie chamskie jednostki - zlekceważenie ich może skończyć się głupimi docinkami. Nie chce też brnąć w kłamstwa... nie wiem... :( myśl o szkole i maturze odbiera mi chęć do życia, chociaż świat jest taki piękny i mam nadzieje, że gdybym podeszła do tej matury to byłaby dla mnie szansa na nowy start..
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
09 kwi 2010, 19:48

Re: pomocy - matura - jak pójść?

przez betty_boo 11 kwi 2010, 10:26
smutno mi się czytało Twojego posta bo tez jestem nauczycielem... i to w liceum. "chamscy nauczyciele" - to mocne słowa. mam nadzieję że jednak jest to uogólnienie i znalazłabyś wyjątki. sama dyrektorka jest juz chyba ok skoro zgodziła się na az tak dużą (naprawdę dużą) absencję.

rozumiem Twój problem i myślę, że sama powinnaś go zobaczyć w szerszej prespektywie. koledzy i koleżanki z klasy będą Ci docinać bo pewnie wkurza ich to, że jesteś traktowana inaczej, ze ktoś kto nie chodzi na lekcje tez kończy szkołe tak samo jak oni ( przy mniejszym wysiłku i zaangażowaniu) i uważają to za niesprawiedliwe. czy mogą tak myśleć? niewykluczone , że w tym czasie stałaś się też klasowym kozłem ofiarnym i ofiarą mobbingu?

jeśli chodzi o co, co napisałała na Twój temat klasa - chyba ktoś z nauczycieli wcześniej czyta te charakterystyki i sprawdza, czy nie są niesympatyczne? możesz też powiedziec że nie zyczysz sobie żeby o Tobie czytano.

jeśli chodzi o sam egazmin maturalny, to jeśli naprawdę nie boisz się egzaminów jako takich (tak piszesz), skup się na samym egzaminie. pomyśl, jak jesteś do nich dobrze przygotowana i kompetentna, podejdz do tego zadaniowo. a ludzi postaraj się olać, ba, pomysl sobie ze to juz ostatni dzien z nimi, w tym budynku, i że jestes z tego szcześliwa, jest to dla ciebie wielkie święto i powód do radości.

może powinnaś poprosić o osobną salę? są takie możliwości, choć nie wiem czy nie jest już za pózno na zmiany. ale dowiedzieć się możesz.

postaraj się spróbować szerzej spojrzec na całą tę sytuację (potrzebna by tu chyba była jednak terapia). obawiam się czy ten problem współistnienia z grupą nie będzie się powtarzał na studiach, w pracy?

pozdrawiam i zyczę powodzenia i zmian na lepsze - przede wszystkim tych w Twom myśleniu.
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: pomocy - matura - jak pójść?

Avatar użytkownika
przez carlos 11 kwi 2010, 11:49
Miałem podobnie i to bardzo. Jakoś w kwietniu dostałem ataku paniki w szkole i od tamte pory bałem się w niej siedzieć. Matura zbliżała się już wielkimi krokami. Tak prosty egzamin, a mimo wszystko strach ogromny, ale nie przed tym czy zdam czy nie, tylko przed tym czy nie zwariuje na sali i nie zdam przez to! Z każdym dniem na myśl o maturze ten lęk przychodził mi do głowy i był coraz mocniejszy. Już myślałem o podwojeniu dawki leków w dzień matury nawet... Lekarz mi to odradził, bo nigdy tego nie próbowałem i mógłbym tam spać.
Tak czy owak na maturę postanowiłem pójść i przynajmniej spróbować niż zostać w domu i czuć się z tym gorzej, że stchórzyłem + reakcja rodzicow, bliskich i znajomych... Już wolałem atak paniki czy coś takiego. Chociaż byłoby zrozumienie, że próbowałem. Zaczęło się kiedy wszedłem na tę salę, a na ironię losu, bo ja mam po prostu "cudowne" szczęście w życiu wylosowałem miejsce na samym środku sali ( a chciałem to najbliżej wyjścia ).
Jedni się śmieją, drudzy siedzą, następni dopiero dochodzą, a ja czułem się na sali jako ktoś, ktos ma na niej największy problem psychiczny, którego nikt z nich nie był w stanie sobie nawet wyobrazić, a co dopiero przeżyć.
Największy strach złapał mnie kiedy babka zaczęła do mikrofonu prosić o ciszę, o to by każdy już usiadł itp.
Wtedy ssałem już drugą tabletkę validolu, ale co tu ziołowy lek bez recepty jest w stanie pomóc. Serce mi bije, czuję strach, gorąco mi, mam wrażenie, że zaraz narobie w gacie i mnie w brzuchu wierci. W dodatku czuje się, jakbym był we śnie bo derealka wtedy też dobija i boje się nawet tego, że istnieje i myślę. Myślę, że rozumiecie co mam na myśli. Przechodziła jedna z pań nadzorujących no to jej powiedziałem, że mam problemy gdy jest dużo osób na sali ( bo nie wiem mam derealizację muszę wyjść ) i że przy tłumie i stresujących sytuacjach łapią mnie lęki i może być tak, że będę musiał wyjść w razie co. Zapytałem czy jest taka możliwość to mnie zaprowadziła do przewodniczącej i ona mi powiedziała, że tak. Ja już zacząłem się zastanawiać ile razy w razie co będę musiał wyjść. No nic to zająłem się nakręcaniem siebie na pozytywną stronę mocy. Mówię "Muszę skupić się na zadaniach i jak najszybciej je zrobić".
Czekałem na arkusz w tym strachu, który nagle po prostu zniknął i tu albo działanie zomirenu w zestawie z chlorprotixenem i lerivonem, albo po prostu się sam uspokoiłem, bo też wmawiałem sobie, że będzie dobrze, że piszę egzamin tylko i że żyję, istnieję i muszę to napisać. Nie pamietam dokłądnie co tam myślałem.
No ale prędko zabrałem się za zadania, skupiając się na nich. Oczywiście strach wrócił ale lżejszy, taki lęk wolnopłynący i myśli wracały spowrotem na mój lękowy tor, ale ja na siłę tam czytałem te zadania itp.
Kolejna ironia losu polegała na tym, że w tekście źródłowym z egzaminu pisemnego z j.polskiego było na temat hipnozy bodajże.
I oczywiście było napisane o tym jak hipnoza itp leczy ludzi z nerwicami, depresjami itp...
Ja tu się staram oderwać od myślenia o tym, a mi tu o tym sami wypisują heheh.
No nic zrobiłem polski jak najszybciej ( miałem 59 % - nie byłem z siebie dumny )i wyszedłem - lęk minął., ale powracał bo wiedziałem, że na następny dzień piszę kolejny egzamin. To było w ubiegłym roku szkolnym.
Resztę matur zdałem już na dosyć wysokich wynikach prócz wosu.
Na pisemnym angielskim w małej salce nie czułem się najlepiej. Chciałem napisać jak najszybciej, w połowie pracy pomyślałem, że muszę wpierw list napisać w razie jakbym nie wytrzymał i uciekł to oddam to co mam i raczej zdam. Napisałem wszystko i wyszedłem pierwszy, uff. :)
Potem w czerwcu miałem powtórkę z rozrywki, kiedy to czekał mnie 2 częściowy egzamin zawodowy :/
Nie ma co się zastanawiać i nakręcać przed maturą. Idź tam ,bierz zadania i skupiaj się na nich, czytaj to co jest napisane. Wtedy zaczniesz zajmować się na zadaniach, bo podzielność będzie i tak zajęta na tyle,że nawet jeśli będzie strach, to nie wielki bo zadania Ci go będą wymazywały :) Idź, czytaj zadania, wykonuj i mimo wszystko NIE WYCHODŹ. Na koniec jak napiszesz będzie Ci wisiało czy Ci się coś stanie czy nie, więc lęku nie będzie to sobie sprawdzisz raz jeszcze zadanka :D Ja tak miałem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: pomocy - matura - jak pójść?

przez pomozcie 11 kwi 2010, 19:00
betty_boo napisał(a):smutno mi się czytało Twojego posta bo tez jestem nauczycielem... i to w liceum. "chamscy nauczyciele" - to mocne słowa. mam nadzieję że jednak jest to uogólnienie i znalazłabyś wyjątki.

Przepraszam, jeżeli to Ciebie zabolało. Oczywiście, są wyjątki:) Chociażby wspomniana dyrektorka.

betty_boo napisał(a): koledzy i koleżanki z klasy będą Ci docinać bo pewnie wkurza ich to, że jesteś traktowana inaczej, ze ktoś kto nie chodzi na lekcje tez kończy szkołe tak samo jak oni ( przy mniejszym wysiłku i zaangażowaniu) i uważają to za niesprawiedliwe. czy mogą tak myśleć?

Oczywiście, że to ich denerwuje, dostaje chamskie maile i smsy z pogróżkami i docinkami. Co prawda nie mają czego mi zazdrościć czy też na co się wkurzać - nie chodzę do szkoły - ale moje oceny to praktycznie same dwóje więc nie sądzę by ktoś z tych ambitnych ciągle biegnących szczurków chciał się ze mną zamienić.

Myślałam o innej szkole - nie ma szans. Dziękuję betty_boo za podpowiedź z salą:) oby się udało...

Carlos dobrze że etap MATURA masz już za sobą. Ja się boje tego, że zwariuję przed salą i na ten egzamin nie wejdę. Jak już zobaczę arkusz to postaram się skupić tylko na nim.

________

Dzisiaj ktoś komu bardzo ufałam (praktycznie jedyna taka na świecie osoba) uświadomiła mi , delikatnie mówiąc, że coś naprawdę ze mną nie tak. Zdaję sobie sprawę z tego że moja psychika i emocje nie mieszczą się w granicach normy. To był taki cios, że chciałam odebrać sobie życie. Powiedziałam o tym szybko mamie i chciałam skorzystać z otrzymanego tydzień temu skierowania do szpitala psychiatrycznego. Mama zawiozła mnie do szpitala jednak naprawdę pobyt tam chyba by mi nie polepszył. Kiedy lekarz przyjmujący przeprowadzał ze mną "wywiad wstępny" - pytał o mój stan psychiczny byłam naprawdę roztrzęsiona. Jestem osobą małomówną i zamkniętą w sobie - odpowiedziałam że mam ochotę odebrać sobie życie bo dlużej już tak nie pociągnę. Ryczałam, trzęsłam się - usłyszałam świetne zdanie od lekarza "jezu, weź się dziewczyno ogarnij". Podsunął mi dokument w którym miałam napisać że zgadzam się na przyjęcie do szpitala. Nie zrobiłam tego i wybiegłam z izby przyjęć. Lekarz pytał moją mame czy ma zostawić mnie przymusowo w szpitalu. Na szczęście moja mama się nie zgodziła - wtedy nici ze skończeniem szkoły. Nie wiem czy dobrze zrobiłam nie zostając tam.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
09 kwi 2010, 19:48

Re: pomocy - matura - jak pójść?

Avatar użytkownika
przez carlos 11 kwi 2010, 19:30
Lekarz ma obowiązek zaproponować Ci leczenie szpitalne, jeżeli masz myśli samobójcze. Powiedziałaś mu, że chciałabyś odebrać sobie życie, to wystarczy. Nie musisz być chora psychicznie, by mieć takie myśli. Norma że przy takim stresie występują takie chęci. Wtedy on dla zabezpieczenia Ciebie, abyś nie zrobiła czegoś głupiego proponuje Ci szpital. Mój robił to kilka razy, sam mówił mi, że nie chce aby rodzice mieli do niego pretensje w razie jakbym zrobił coś głupiego. Temu też pewnie pytał o ten przymus... Sama zresztą w obawie przed tymi myślami chciałaś pjechać do szpitala... Ja Ci nie powiem czy dobrym pomysłem było w nim nie zostawać... Ja całe wakacje siedziałem na depresji i potem rok szkolny ( płakałem raz w szkole na praktykach, to mnie do domu zwolnili ). Mimo, że chory i prześladowany przez własny umysł, pokonałem to wszystko i zdałem maturę na całkiem dobrych wynikach. Brałem jeszcze do tego leki, których działania nie odczuwałem za bardzo. Co do matury pamiętaj, skup się na zadaniach. Wątpię abyś umiała płynnie skupić się jednocześnie na tym co czytasz i musisz napisać, i na tym co Cię tam w myślach prześladuje. Rób zadanka jak gdyby nigdy nic, poradzisz sobie z pewnością. Wierzę w Ciebie, mi się udało więc Ty też dasz radę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 29 gości

Przeskocz do