Spuszczam mózg w kiblu

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez Pain 23 mar 2010, 08:55
Wiecie, gdybym miała wierzyć, że po tych lekach mój chłopak przestanie mnie kochać, to sama wpędziłabym się w nerwicę. Może to zależy od sytuacji, nie wiem.. Ukochany bierze Fluanxol od trzech tygodni i widzę, że jest z nim lepiej. Poza tym cieszy się mną jak dziecko, libido jest więcej niż zadowalające.. Myślę, że nas to stępienie uczuć ominie. Nie wierzę, by mógł przestać czuć do mnie miłość przez garść jakichś tabletek. Sama też miałam po paroksetynie przestać odczuwać, a nic takiego się nie stało. Pozdrawiam :)
Offline
Posty
128
Dołączył(a)
13 lis 2009, 18:23
Lokalizacja
Solec Kujawski

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez magdalenabmw 23 mar 2010, 12:05
Ja dodam jeszcze tylko tyle że mi totalnie odbiło po SSRI- zaczęłam umawiać się z jakimiś kolesiami (byłam w związku), rzuciłam mojego kochanego trzy razy, kłóciłam się z nim, uderzyłam go pare razy a na koniec go zdradziłam. Dzięki Bogu że mi wybaczył. Dziś wiem że to była wina SSRI- odwaliło mi po tym na maksa, nie byłam sobą :shock: Masakra, nigdy więcej! Pomimo ich plusów- tego że 'wyleczyły' mi nerwicę i fobię społeczną w ciągu miesiąca, mają za dużo minusów.
magdalenabmw
Offline

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez pete_27 23 mar 2010, 20:23
Magdaleno, ależ z Ciebie niegrzeczna dziewczynka :) Wiesz, ja bym się jednak zastanowił czy to tylko przez leki.... Myślę, że mały diabełek siedzi w Tobie po prostu i tylko się uaktywnił:D Te leki po prostu wyciągają często nasze prawdziwe ja na zewnątrz poprzez wyrugowanie lęku, który na pewne zachowania nam nie pozwala z obawy przed konsekwencjami.

[Dodane po edycji:]

Monika1974 napisał(a):pete_27,

Poważnie?
Takiego kopa dała Tobie paroksetyna?
A co Ci dolega? Jakie zaburzenia?



Kopa to mało powiedziane. Byłem innym człowiekiem, ale... fajne było to życie mimo wszystko. Dzisiaj jeszcze miło wspominam ten okres mimo wszystkich jego negatywnych konsekwencji. A moja diagnoza to zaburzenia lękowe (np.). Ostatnio jednak dowiedziałem się, że choruję na kandydozę więc pewnie gros objawów pochodzi z tego.
pete_27
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Spuszczam mózg w kiblu

Avatar użytkownika
przez *Monika* 25 mar 2010, 02:18
pete_27,

kandydoza?

To drożdzaki?

Biedactwo!
Jak sobie radę dajesz?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez magdalenabmw 25 mar 2010, 02:25
Pete_27 - nie, raczej to nie byłam 'prawdziwa ja' bo patrzę na siebie z tamtego okresu z obrzydzeniem wręcz i nigdy 'po trzeżwemu' nie zrobiłabym tego co wtedy. Zachowywałam się jak totalna wariatka, a to nie jest fajne :? Zresztą byłam już wtedy wrakiem człowieka przez nerwicę i chyba w ten sposób- szaleństwa- chciałam się choć na chwilę oderwać od tego całego gó**a- a SSRI bardzo mi pomogła w 'niemyśleniu o konsekwencjach mojej głupoty'... :-| :( A to że diabeł siedzi... Moja mama mówi że nie tylko diabeł ale i rogaty ;) Więc coś w tym jest- mam takie chwile że chciałabym porwać się szaleństwu i zabawie ale zdrowy rozsądek bierze górę w 99%. Na szczęście, bo inaczej cienko by było :?
Masz kandydozę? Nie fajna sprawa :-| Pewnie zaostrza objawy nerwicy :?
magdalenabmw
Offline

Re: Spuszczam mózg w kiblu

Avatar użytkownika
przez soulfly89 25 mar 2010, 05:26
pete_27 napisał(a):Magdaleno, ależ z Ciebie niegrzeczna dziewczynka :) Wiesz, ja bym się jednak zastanowił czy to tylko przez leki.... Myślę, że mały diabełek siedzi w Tobie po prostu i tylko się uaktywnił:D Te leki po prostu wyciągają często nasze prawdziwe ja na zewnątrz poprzez wyrugowanie lęku, który na pewne zachowania nam nie pozwala z obawy przed konsekwencjami.


Nie do końca się zgodzę. Ja też, chociaż brałam SSRI tylko 5 tyg. to naprawdę, po zwiększonej dawce zrobiłam się agresywna, aż czasem zastanawiałam się co się ze mną stało, ludzie patrzyli na mnie ze strachem w oczach, szczególnie moja mama. W każdym siedzi diabełek, założę się, że w Tobie też, a za agresję nie do końca odpowiada nasz "charakter" tylko czasami po prostu konkretne substancje. To nie lęk powinien nas hamować, tylko głos rozsądku, ciekawe, że SSRI go zagłusza... Takiego działania leków naprawdę się nie spodziewałam. Heh, a też mam na imię Magdalena, ciekawe czy to zbieg okoliczności :twisted:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
775
Dołączył(a)
06 lut 2010, 02:23

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez magdalenabmw 25 mar 2010, 11:08
Soulfly89 - hehe ciekawe :mrgreen: Panno Magdaleno, tak właśnie działają SSRI- robią z nas robotów bez uczuć, libido-odpornych, bezmózgie zombie i agresorów. Trochę duża cena jak za w miarę względny spokój od nerwicy... Ja brałam jakieś 4 miesiące, ale trzymało mnie potem kolejne cztery :-| A mój facet nie chciał wierzyć że mnie tak poryło od leków, na szczęście potem trochę poczytał i zrozumiał. Lekarz mógł mnie uprzedzić co mi wypisuje... Chociaż wtedy byłam w tak złym stanie że mógłbym mi zapisac kokainę i bym brała gdybym miała gwarancję że mi pomoże :-|

Także autor pytania nie ma się co dziwić że tak jest...
magdalenabmw
Offline

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez pete_27 25 mar 2010, 20:18
Monika1974 napisał(a):pete_27,

kandydoza?

To drożdzaki?

Biedactwo!
Jak sobie radę dajesz?



Powiem tak, testy na tą chorobę są niemiarodajne więc niby mi ją wykryto, ale sam nie wiem jakie mieć do tego podejście. Lekarze mnie oczywiście spławiają. Na bank jednak mam pewne objawy które można podpiąć pod to. Najbardziej mi doskwiera tzw.brain fog, ale walczę z tym jakoś-gdyby nie farmakoterapia byłoby słabo. Charakterystyczne jest u mnie takie otępienie po dużych posiłkach, jakbym czuł się lekko pijany.Neurolog/psychiatra twierdzi, że to depresja/lęki etc. Tylko, że ta nerwica/depresja jest zupełnie innego rodzaju niż ją miałem kiedyś. Kiedyś moje problemy związane były z nakręcaniem się typowo nerwicowym. Teraz lęk pojawia się i odchodzi i jest taki, jakby w tle, nie wiem jak to opisać, taki fizyczny? Nie towarzyszy mu myślenie, że umrę etc. Nie wiem co to jest. A już nie chcę mi się wierzyć, że rozjeżdzający się między akapitami wzrok, co utrudnia jak cholera czytanie jest wynikiem nerwicy. Mam jeszcze trochę innych objawów-bóle mięśniowo-stawowe, ale takie niespecyficzne np. ból napięciowy głowy z chęcią do zgrzytania zębami i jednoczesnym bólem mięśni nóg, takim uczuciem niepokoju w ciele (jak akatyzja). Pójdę w kierunku grzybów jednak i wprowadzę zmiany w diecie i zobaczymy jaki da to efekt. Generalnie mogę mieć to od brania antybiotyków - to jedyny powód jaki mi przychodzi do głowy.
pete_27
Offline

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez Katarzynka36 25 mar 2010, 23:08
Witam wszystkich!
Civilisation
Ja nie łykałam SSRI, tylko efectin czyli SNRI i niestety dość podobne odczucia... kilka razy pisałam już o moich spotrzeżeniach dotyczących uczuć po zazywaniu antydepresantów.
Generalnie - jesli dobrze Ciebie odczytuję, to nie choodzi Ci tylko o fatalne libido, tylko o to fatalne spłycenie emocjonalne, tzw. tumiwisizm... Ja też łykając efectin z jednej strony bylam wniebowzięta, że wreszcie zniknęły wszelkie zle mocje, te negatywne: lęki a wraz z nimi kołatania serca, zawroty glowy itp, ale z drugiej po kilku tygodniach stwierdziłam... no zaraz ale gdzie się podziały moje pozytywne emocje? Dlaczego wielbione przez mnie Świeta Bożego Narodzenia nie wywołuja już u mnie takiego ciepełka na serduszku? Dlaczego kupując ulubione perfumy nie odczuwam dawnej radości? Dlaczego już sie nie wzruszam?
Wraz z z braniem efectinu zniknęły wyższe uczucia... mama nawet wrażenie, jakbym mojego chlopaka kochała mniej, a przecież wiem, że go kocham ogromnie... czułam sie jak robocik, jak taki zombie... mniej radości, mniej usmiechu, mniej wyższych uczuć, taki olew na wszytsko... bardzo mnie to uczucie dobijało, bo jako osoba wrażliwa wybitnie czułam się jakbym zatraciła i zgubiła gdzies siebie, taka prawdziwa Ja... jakbym umarła dla wyższych uczuć...

Od 5 dni nie biore już efectinu... Brałam go 1,5 roku... jeszcze nie jestem sobą, ale mam nadzieje, że z czasem odnajde siebie...
I tego też Tobie życzę...
pozdrawiam cieplutko:)
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
27 lut 2010, 19:37

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez Pain 26 mar 2010, 07:48
Od kilku tygodniu biorę wenlafaksynę, czyli właśnie SNRI. Nie zaobserwowałam żadnego spłycenia uczuć. Wręcz przeciwnie, wreszcie potrafię się cieszyć, zamiast ciągle się dołować. Mojego chłopaka kocham coraz mocniej każdego dnia, a libido wręcz mi skoczyło, choć zawsze było na dość wysokim poziomie. Ukochany od kilku tygodniu bierze fluoksetynę, czyli SSRI i też nie ma objawów spłycenia pozytywnych uczuć, w tym miłości do mnie. Widać jesteśmy wyjątkami od reguły, albo po prostu za krótko bierzemy, aby coś złego się podziało. Jednak od razu powiedzieliśmy sobie, że jak dojdzie do spłycenia naszej miłości, bez szemrania odstawiamy leki i prosimy o nowe. Żadne głupie tabletki nie będą w stanie nas rozdzielić.
Offline
Posty
128
Dołączył(a)
13 lis 2009, 18:23
Lokalizacja
Solec Kujawski

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez Katarzynka36 26 mar 2010, 13:30
Pain!
Super! Bardzo się cieszę, że u Ciebie jest ok!!! Wiem jak to jest ważne!!!
Powiem Ci szczerze, że u mnie przez kilka tygodni też bylo ok i cieszyłam się życiem jak głupia, jednak to spłycenie pojawiło się tak po 2-3 miesiącach brania efectinu... Absolutnie nie chce Cię straszyć, że u Ciebie też tak może być... MOże jesteś wyjątkowym wyjątkiem od reguły... Ja na poczatku nie zdawałam sobie sprawy z tego spłycenia i że mogą to być objawy brania efectinu i myślałam, że może pojawiła się u mnie taka lekka depresja... ale nie, depresji raczej nigdy nie miałam, tylko nerwicę lękową no a potem doszło to spłycenie... libido też miała bardzo kiepskie:(
Każdy organizm jest inny i pewnie u cześci osób to spłycenie w ogóle się nie pojawia! To bardzo dobrze, bo czlowiek czuje się jak robot - niby wszytsko jest ok, ale zycie jest takie inne...
pozdrawiam cieplutko:)
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
27 lut 2010, 19:37

Re: Spuszczam mózg w kiblu

Avatar użytkownika
przez soulfly89 28 mar 2010, 01:24
magdalenabmw napisał(a):Chociaż wtedy byłam w tak złym stanie że mógłbym mi zapisac kokainę i bym brała gdybym miała gwarancję że mi pomoże :-|

Także autor pytania nie ma się co dziwić że tak jest...


Dokładnie ze mną było tak samo... Poszłam z nastawieniem "dajcie mi cokolwiek, byle pomogło" :? Ale na szczęście - było minęło i mam nadzieję, że nie wróci! :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
775
Dołączył(a)
06 lut 2010, 02:23

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 24 gości

Przeskocz do