Spuszczam mózg w kiblu

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Spuszczam mózg w kiblu

przez civilisation 22 mar 2010, 13:24
albo w zlewie, po czym zasypuję kretem do rur i zalewam wrzątkiem. Tak właśnie się czuję, żrąc trzeci rok fluoksetynę w dawce 20mg/dzień. Dopiero teraz zaczyna to do mnie dochodzić. Jasne, że jestem obojętny, a nawet czasami wesołkowaty zupełnie bez powodu. Jasne, że moje serce jest spokojniejsze i już nie boję się za każdym razem, gdy tylko pomyślę, że faktem jest, iż ten odrażający organ pracuje nieustannie w mojej klatce piersiowej. Niby wszystko błyszczy, jest słodko i ogólnie unoszę się na tafli błogiej, mdłej obojętności. No właśnie, niby. Problem w tym, że leki przemieniają mnie w wyblakłe zombie, które nie potrafi odczuwać miłości ani współczucia. Nie pamiętam już jak smakują wyższe uczucia. A przecież jestem z nią... i wiem, że kocha mnie aż za bardzo. A ja jestem manekinem buczącym jak stary transformator. Wszystko jest pośrednie, letnie i szpitalnie stabilne. Lęk jednak pozostaje. Nie przytłacza, ani nie miażdży, ale jednak pracuje w tle i daje o sobie znać co jakiś czas. Do tego libido... kiedyś byłem największym napaleńcem jakiego znam. Teraz w większości przypadków jestem dobrze udającą maszyną.
Zatem... jak uciec od tej paskudnej chemii? Jak przywrócić swoje człowieczeństwo, równocześnie unikając obłędu?

Tak, próbowałem zmieniać leki. Każde mnie otępiają.


kocham was <3
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
22 mar 2010, 12:38

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez magdalenabmw 22 mar 2010, 13:32
A no niestety, na mnie i na wiele innych osób tak właśnie SSRI działają. Wyłączają te złe uczucia... ale i dobre. Robią z nas roboty.

Co robić? Jeśli każda grupa leków tak działa to zejdz całkiem z leków... i idz na psychoterapię. Tylko ona może Cię wyleczyć.

Też Cię kochamy <3
magdalenabmw
Offline

Re: Spuszczam mózg w kiblu

Avatar użytkownika
przez *Monika* 22 mar 2010, 13:40
I ja Was kocham :D

Tak.....ja juz bez leków 5 tydzień................nie jest łatwo.

Na terapie się właśnie szykuję. Mam na 14:00-ta.Chodzę od września, wydaje mi sie,że idzie to jak krew z nosa, cóż, nie uleczę sie w parę miesięcy.............chce probować wszystkiego, ale i tak się boję.
Głęboko tkwie w tym gó......e.
To napięcie mnie rozpierdziela.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez civilisation 22 mar 2010, 13:56
magdalenabmw napisał(a):i idz na psychoterapię. Tylko ona może Cię wyleczyć.


To nie takie proste. Musiałbym znaleźć terapeutę, który wykonuje swoją pracę przede wszystkim z powołania. Kogoś, z kim mógłbym nawiązać realne połączenie. Zdradzanie najgłębszych sekretów, 'pożyczanie' siebie komuś, kogo to nawet nie obchodzi mija się z celem. Chciałbym znaleźć prawdziwego człowieka. Istnieją takie osoby w branży w ogóle? Jeśli tak, to jak do takiego dotrzeć?

dzięki za odpowiedzi. zapraszam ponownie, hehe
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
22 mar 2010, 12:38

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez magdalenabmw 22 mar 2010, 14:01
Nikt nie powiedział że to będzie proste. Nerwica nie jest przeziębieniem aby jej leczenie było proste.
Ja też się teraz zbieram do szukania terapeuty. Idz na NFZ- za darmo, jak Ci się nie podoba to zmienisz itd aż do skutku. Przecież leki Cię nie uleczą tak naprawdę i nie będziesz ich jeść do końca życia - po to jest terapia aby przerobić całe te nasze życiowe gó..no i aby wyrobić sobie 'triki' na walczenie z nerwicą. 'Szukajcie a znajdziecie' ;)

A chyba lepsze to niż bycie zombie, prawda?

Ja SSRI nie jem już prawie dwa lata i cieszę się z tego bo nie byłam sobą na nich. Planuję iść do psycha, może dostanę leki a może nie, ale SSRI już nie chcę. Mogę czuć smutek i złość, jeśli taka jest cena czucia miłości.
magdalenabmw
Offline

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez civilisation 22 mar 2010, 17:18
magdalenabmw napisał(a):Idz na NFZ- za darmo, jak Ci się nie podoba to zmienisz itd aż do skutku.


Tak zrobię.

btw. jak to wyglądało u Ciebie z uczuciami? Rzeczywiście każdy, kto się pożywia antydepresantami jest manekinem?
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
22 mar 2010, 12:38

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez magdalenabmw 22 mar 2010, 17:22
civilisation napisał(a):
magdalenabmw napisał(a):Idz na NFZ- za darmo, jak Ci się nie podoba to zmienisz itd aż do skutku.


Tak zrobię.

btw. jak to wyglądało u Ciebie z uczuciami? Rzeczywiście każdy, kto się pożywia antydepresantami jest manekinem?


Nie wiem czy każdy ale bardzo wiele osób. Zerknij w dział 'Indeks leków' tu na forum i poczytaj o lekach z grupy SSRI, np o fluoksetynie. I zobacz co ludzie piszą.
Mnie te leki strasznie otępiły uczuciowo, czułam się jak robot i byłam zdolna do wszystkiego- mogłam nawet na bungee skoczyć i chciałam lecieć na Majorkę do roboty. Szaleństwo czyste :? Ja te leki odstawiłam i myślę że dobrze zrobiłam. Nie chcę już SSRI.

Może spróbuj leki zmienić na inną grupę, zapytaj o to lekarza! No i koniecznie terapia, bo żadne leki nas nie wyleczą- wiesz, odstawisz je i zacznie się na nowo koszmar. A terapia uczy jak z tym walczyć samemu i odkopuje nasze problemy, żródła. Więc poszukaj na NFZ terapeuty, szkoda życia. Aczkolwiek wiem że ciężko się zmusić, ja też zwlekam.

Trzymam kciuki :smile:
magdalenabmw
Offline

Re: Spuszczam mózg w kiblu

Avatar użytkownika
przez Majster 22 mar 2010, 17:29
Po kilku latach niedosypiania i wcinania paroxetyny na sniadanie czulem sie podobnie. Obserwowalem u siebie totalny zwis, a jednak deprecha powrocila i dopadla mnie dosc konkretnie. Dlaczego? Bo myslalem, ze same tabletki wszystko zalatwia, bo dalem wiare temu, ze chemia mnie wyleczy i zrobi ze mnie innego czlowieka.
G..o prawda.
Nic takiego sie nie stalo i nie stanie.
W trakcie nawrotu wyladowalem w szpitalu, dosc szybko (jakies 3-4 tygodnie) postawili mnie tam na nogi i wskazali celowosc pracy z psychologiem. Mialem dwoch psychologow, doszedlem do tego, ze wazne jest aby psycholog potrafil sie zdystansowac i nie gral użalającego sie, litosciwego, Samarytanina. On nie musi Ci wspolczuc ani Cie pocieszac. Nawet raczej nie powinien, bo utwierdzi Cie w przekonaniu o Twoim polozeniu, a przeciez ma zaindukowac w Tobie chęć do zmiany czegos w zyciu. Moj wykazal mi celowosc drastycznych zmian w prywatnym zyciu, jak sie potem okazalo, byla to jedyna droga. Na psychoterapie chodzilem będąc nadal w trakcie farmakoterapii, którą wstrzymalem jakies pol roku po skonczonej psychoterapii, przeprowadzce do innego mieszkania, niemalej rewolucji w pracy itd. Z perspektywy czasu twierdze, ze same leki to tylko odroczenie wykonania wyroku w postaci nawrotu. A wiec - ku przemysleniu. Pozdrawiam ;)
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Re: Spuszczam mózg w kiblu

Avatar użytkownika
przez aree1987 22 mar 2010, 18:06
Terapia też na nie każdego działa. Ale jeśli masz tyle siły by szukać rozwiązania bez leków, to znajdź dobrą psychoterapię i bierz się za siebie. Jeżeli masz dalej brać leki i ma być tak jak mówisz, to nie ma chyba sensu większego bo frustracja będzie rosła. Ja jem leki chodzę na terapię ale ta wcale mi nie pomaga, jest za darmo na NFZ, innej w moim mieście nie ma, a mnie nie stać na prywatną. I tak leki ratują mi życie bo w miarę jakoś funkcjonuje.
wenlafaksyna 450mg
--

I'm forever black-eyed
A product of a broken home
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1173
Dołączył(a)
15 lip 2009, 21:54

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez civilisation 22 mar 2010, 19:34
Fajnie, że temat się jako tako rozwinął. Dzięki za wszystkie odpowiedzi, bracia i siostry ;)
Zapisałem się godzinę temu na spotkanie z terapeutką. Niestety terminy, jak wiadomo, bywają co najmniej dołujące. Cóż, będę musiał chwilę poczekać, zanim cokolwiek ruszy. I w związku z tym... Macie jakieś sposoby na zdefibrylowanie obumierającego libido po lekach? Raz jestem niesamowicie napalony, raz zupełnie nic mnie nie rusza. Leków nie zmienię, bo boję się skutków ubocznych. Afrodyzjaki działają ogólnie pobudzająco, a tego chcę uniknąć, jako że mam nerwicę serca (łyk coli działa na mnie jak gram amfetaminy podany dożylnie, lol). Kobiety nie zmienię, bo lepszej się znaleźć nie da 8) za wszelkie pomysły/burze mózgów/sugestie będę wdzięczny. Autor najlepszej idei (ale takiej prawdziwie rewolucyjnej) zostanie nagrodzony krótkim filmem porno ze starymi babami w maskach przeciwgazowych.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
22 mar 2010, 12:38

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez magdalenabmw 22 mar 2010, 20:04
Wg mnie dopóki nie zmienisz leków to nic się nie zmieni :? Już wielu mężczyzn tu na forum narzekało na libido po SSRI.
magdalenabmw
Offline

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez pete_27 22 mar 2010, 20:10
Jest tak dużo leków, że znajdziesz coś dla siebie. Na libido do SSRI pomagają buspiron i bupropion (jako dokładka). Zwykle skutecznie pomagają. Duże libido u mnie występuje choćby po głupim piracetamie. Zresztą na SSRI świat się nie kończy.

[Dodane po edycji:]

magdalenabmw napisał(a):
civilisation napisał(a):
magdalenabmw napisał(a):Idz na NFZ- za darmo, jak Ci się nie podoba to zmienisz itd aż do skutku.

... czułam się jak robot i byłam zdolna do wszystkiego- mogłam nawet na bungee skoczyć i chciałam lecieć na Majorkę do roboty. Szaleństwo czyste :? Ja te leki odstawiłam i myślę że dobrze zrobiłam. Nie chcę już SSRI.



Ja po paroksetynie wierzyłem, że w nowej pracy awansuję i zostanę dyrektorem. Mając 4 miesiące doświadczenia haha. Jak na to patrzę to śmiać mi się chce, ale wtedy byłem o tym przekonany :)
pete_27
Offline

Re: Spuszczam mózg w kiblu

Avatar użytkownika
przez *Monika* 22 mar 2010, 22:05
pete_27,

Poważnie?
Takiego kopa dała Tobie paroksetyna?
A co Ci dolega? Jakie zaburzenia?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Spuszczam mózg w kiblu

przez zdesperowany1 22 mar 2010, 22:14
Pete to lepiej u mnie;D Ja jestem prawie pewien ze znow bede mial stypendium naukowe, a zeby bylo smieszniej to nic sie nie ucze:D

na uczucia/anhedonie to tylko cos co dziala na dopamine(czytaj agonisci dopaminy). Ja dopiero jak zaczelem stymulowac sobie dopamine to poczulem co to znaczy zyć:))
zdesperowany1
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: ruzamka i 41 gości

Przeskocz do