Pobyt w szpitalu...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Pobyt w szpitalu...

przez gregory21 10 mar 2010, 16:43
POBYT W SZPITALU PSYCHIATRYCZNYM NA ODDZIALE ZABURZEN AFEKTYWNYCH I DEPRESJII + I - PODEJSCIE DO WYBORU LECZENIA

Witam , ostatnio zadko tu bywam i w sumie jeszcze troche mnie nie bedzie.. sadze ze jest sporo osob ktore zastanawiaja sie nad podjeciem terapi , dziennej badz calodobowej w celu poradzenia sobie z nl,nn,depresja,anoreksja etc..

Ja sam interesowalem sie tym dosc sporo , nie podjolem sie terapi indywidualnej bo osoba majca naprawde mocne stany lękowe, badz głeboka depresje , nie nadaje sie na taka terapie..w moim odczuciu..terapia to wyzwolenie jakis emocji czesto uwstecznienie sie lękow..

przed podjeciem decyzji jak chcemy sie leczyc powinnismy odpowiedziec sobie na pytanie jak zle z nami i jak intensywnego leczenia oczekujemy/wymagamy.. ja nie wybralem terapi grupowej dziennej bo jakos mam odczucie ze to jakl kolko gospodyn wiejskich wszystcy siedza , pija kawe/herbate i opowiadaja sobie na temat co wczoraj bylo w tv jak mina weekend etc.. zdecydowalem sie na oddzial calodobowy w szpitaluy psychiatrycznym..szczerze mowiac mialem 2 podejscia do tego bo sama nazwa , swiadomosc badz co badz osoby "zdrowej" trafienia w takie miejsca konfrontacja z innymi oddzialami znajdujacymi sie tam nie napawa optymizmem... klamka zapadla , zdecydowalem sie , przyjecia na oddzial taki nastepuje po skierowaniu nawet od lekarza ogolnego rozmowa wstepna rozpoznanie diagnoza w moim przypadku 6 dni i oddzial..spotkalem sie z innym swiatem..bardzo zyczliwi ludzie z grupy ,bardzo napiety plan terapeutyczny ,sesje joga,jacobsen,gimnastyka,relaksacja,koncentracja..i 40 fajek dziennie ..wybor szpitala zdecydowanie jest dla osob ktore chcialy by naprawde mocno popracowac z samym i nad samym soba..jest to ciezka praca niejednokrotnie duzo lez,wzruszenia,ale rowniez zlosci i emocjonalnego wybuchu..niby nic efekty widac po kilku dniach , rany na nowo rozblizniaja sie ..tym razem zagoja sie o wiele lepiej..do tego bardzo fachowa opieka terapeutow praktycznie 24/h same plusy ..jest tylko jak narazie jeden minus...tak jest jakby w innym swiecie..taka terapia trwa 8 tygodni mozna przyzwyczaic sie do dobroci plynacej zewszad...i pozniej prawdopodobnie po wyjsciu poczuje sie jak ktos wylewa na mnie kubel zimnej wody..ponowne zderzenie ze swiatem zewnetrznym..ale jesli to ma dac odpowiedz na to z kad ja mam to co mi dolega..pomoc sie z tym uporac to chyba niewielka cena..a jakie wy macie odczucie ,doswiadczenia??przedemna jeszcze 7 tygodni..pozdrwiam
gregory21
Offline

Re: Pobyt w szpitalu...

przez Pain 10 mar 2010, 17:19
Właśnie takiego tematu było mi trzeba, choć ja nie z nerwicą, a z depresją i po próbie samobójczej. Ostatnio lekarka chciała mnie wysłać, ale się nie zgodziłam. Teraz zainteresował mnie ten temat, a mianowicie: na jak długo by mnie zamknęli, czy mogłabym mieć ze sobą telefon, czy można by mnie było odwiedzać, czy mogłabym na przykład wrócić na noc w weekend z soboty na niedzielę. Jeśli ktoś ma taką wiedzę, proszę, niech się ze mną nią podzieli.
Offline
Posty
128
Dołączył(a)
13 lis 2009, 18:23
Lokalizacja
Solec Kujawski

Re: Pobyt w szpitalu...

przez ewaryst7 10 mar 2010, 17:27
Ja leżałam raz.I nie wspominam mile... Lekarze , pielegniarki , terapeuci mili ludzie , ale obojętni.Inni chorzy ( np ze schizofrenią) biegający nago po korytarzach, kradzieże , zanieczyszczone kałem toalety , ściany , klamki... Szok.Kradli sobie wszystko.Papierosy , mydło , szampony do włosów , jedzenie.Uciekłam stamtad po 3 tygodniach.I prosze Boga , żeby wiecej tam nie wrócić.Takie są moje wspomnienia.Przykre.
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Pobyt w szpitalu...

przez Pain 10 mar 2010, 17:38
Skutecznie odstraszyłaś mnie tą wizją. Teraz wolę się zabić niż trafić w takie miejsce. Chociaż nie..nigdy więcej nie targnę się na własne życie. Nie wolno mi.
Offline
Posty
128
Dołączył(a)
13 lis 2009, 18:23
Lokalizacja
Solec Kujawski

Re: Pobyt w szpitalu...

przez Joaśka 10 mar 2010, 17:42
ewaryst7 napisał(a):Ja leżałam raz.I nie wspominam mile... Lekarze , pielegniarki , terapeuci mili ludzie , ale obojętni.Inni chorzy ( np ze schizofrenią) biegający nago po korytarzach, kradzieże , zanieczyszczone kałem toalety , ściany , klamki... Szok.Kradli sobie wszystko.Papierosy , mydło , szampony do włosów , jedzenie.Uciekłam stamtad po 3 tygodniach.I prosze Boga , żeby wiecej tam nie wrócić.Takie są moje wspomnienia.Przykre.


Ewciu, jak czytałam to co napisałaś to aż mnie ciarki przeszły... :shock: :shock: :shock: Przecież w takich warunkach to można się do reszty dobić!!! Nie dziwię Ci się, że stamtąd "uciekłaś"... :roll:
Joaśka
Offline

Re: Pobyt w szpitalu...

przez polakita 10 mar 2010, 17:50
ewaryst7 była na oddziale łączonym, gdzie chorzy psychicznie są razem z nerwowcami. A w wielu szpitalach jest podział i to są dwa oddzielne oddziały które się (wydaje mi się) nie stykają - wtedy nie ma takiego hardkoru ;) tak mi się wydaje, nie byłam. Ale tu na forum widziałam wiele pozytywnych opisów - po prostu jest to intensywna terapia. Wydaje mi się że nikt nie jest ubezwłasnowolniony. Więc Pain, nie zrażaj się, czytając forum wiem że wielu osobom taki szpital pomógł! To powinnien być oddział leczenia nerwic, a nie chorób psychicznych.
polakita
Offline

Re: Pobyt w szpitalu...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 10 mar 2010, 19:14
Fajnie Grzesiu, cieszę się,że jestes zadowolony. Zazdroszczę. POszłabym....boję sie co z pracą, ........byłam już tyle czasu na L-4, a nie mam wicedyrektora:(
Ostatnio obserwuję u siebie straszliwe napięcie.Sięga ono Zenitu.Wczoraj nie mogłam zasnąć, w łóżku ruszałam stopami, klatka piersiowa unosi mi się nawet teraz....mam w sobie takie napięcie....chyba ze złosci.

Będę myślala. Fakt, chodzę na psychodynamiczną, tyle spraw rozgrzebanych, taki mam bałagan.Ale jakoś daję radę. Jak wyładować tą złość cholerną?Mam taką złość,że mi sie wydaje,ze zaraz od niej strace przytomnosć i wtedy uaktywnia się lęk....ze to może zawał od tego napięcia..............

Porozmawiam o tym z terapeutką w poniedziałek.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Pobyt w szpitalu...

Avatar użytkownika
przez Majster 10 mar 2010, 20:27
ewaryst7 napisał(a):Ja leżałam raz.I nie wspominam mile... Lekarze , pielegniarki , terapeuci mili ludzie , ale obojętni.Inni chorzy ( np ze schizofrenią) biegający nago po korytarzach, kradzieże , zanieczyszczone kałem toalety , ściany , klamki... Szok.Kradli sobie wszystko.Papierosy , mydło , szampony do włosów , jedzenie.Uciekłam stamtad po 3 tygodniach.I prosze Boga , żeby wiecej tam nie wrócić.Takie są moje wspomnienia.Przykre.
Mam za soba kilka miesiecy w szpitalu na Srebrzysku i nie potwierdzam powyzszego. Lekarze, pielegniarki w porzadku, jeden tylko krzywy pielegniarz, ktorego nikt nie lubil. Chorzy na schize, owszem, ale w niezlej formie i cyrków nie bylo. Poza kilkoma drobnymi incydentami nic powaznego nie mialo miejsca. Raz tylko jeden zdemencialy dziadek zawinął mi kapcie, a raz pewna staruszka puscila pawia na podloge w korytarzu, salowe posprzataly w 10minut. Warunki sanitarne w porzadku, wanny, prysznice, kibelki, wszystko w miare czyste. Zadnych regularnych kradziezy - jeden dzieciak swisnal raz komorke kolezance, ale szybko sie znalazla. Pacjenci w porzadku, mozna bylo pogadac, zagrac w 1000ca, w szachy, w kierki, zadnych przejawow agresji, kulturka. Na sesjach terapeutycznych czasem studenci, ale mozna bylo sie dogadac, kilku wolontariuszy. Obchody pewnie jak zwykle, mechaniczne i pozbawione kontaktu, ale bezstresowe. Zadnego zmuszania do leków, zadnych kontroli, na oddziale wolno miec i uzywac komorki, wolno czytac ksiazki, dostepna nawet minibiblioteka, salki terapii manualnej itd. Odwiedziny kazdego dnia, w weekendy nawet dluzej. Pacjenci wzglednie "bezpieczni" moga wychodzic na spacery pod opieką pielegniarki, chocby mieli nawet schize. Bez dozoru na spacery wypuszczani sa pacjenci z pobytem kilkutygodniowym z rozpoznanymi zaburzeniami afektywnymi, ale wtedy, gdy ustepują objawy. Jadlospis urozmaicony, glodny nikt nie chodzil. Wolno miec kawe, herbate, wolno je pic i palic do woli. Na oddzial zaglada sędzia raz na jakis czas, wiec mozna popytac jesli ktos ma jakies watpliwosci. Z lekarzem natomiast mozna pogadac doraznie kiedy sie chce, podobnie z psychologiem, z ktorych to mozliwosci korzystalem na maksa. Ogolnie, to sobie chwalilem. Pozdrawiam ;)
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Re: Pobyt w szpitalu...

przez VasqueS 11 mar 2010, 10:49
Byłem w szpitalu we Wrocławiu na ul.Kasprowicza, nie potwierdzam tego co napisałą Pain, w szpitalu pielęgniarki miłe nawet potrafią same przyjść i zagadać, ja odczuwałem mocno nerwicę bo wymioty codziennie, częsta biegunka, była jedna dziewczyna ze schizofenią, nie robiła nikomu krzywdy, nawet można było z nią pogadać.
Ja nie zamierzam się tam wybierać, bo znalazłem dobrego terapeutę na miejscu.
Nie można mieć telefonu ale jest na korytarzu, jak się ma 16 lat to wypuszczają samego na godzinny spacer, oczywiście jak się chce.
Nudzić się można było do południa bo inni szkoła, a po południu telewizor plazmowy. :)
VasqueS
Offline

Re: Pobyt w szpitalu...

przez gregory21 12 mar 2010, 15:28
jesli ktos ma pytania odnosnie tego tematu prosze pisac na gg 3272481, obecne stany lękowe nie pozwalaja mi na pobyt przed kompem , a gg mam w komorce wiec spokojnie odpisze z szpitala..
gregory21
Offline

Re: Pobyt w szpitalu...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 12 mar 2010, 17:23
Grzesiu

Widzę zaostrzenie objawów......to chyba dobrze świadczy........pracujecie tam pelną parą chyba......

Grzesiu......wyjdziesz uzdrowiony! :-) Życzę Tobie tego!
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Pobyt w szpitalu...

przez maggieflakes 13 mar 2010, 13:59
ja nie chciałabym znowu trafić do szpitala, nie żeby tam było jakoś strasznie źle, ale czułam się tam jakoś klaustrofobicznie. najgorzej było jak trzeba było mówić przed wszystkimi o swoim samopoczuciu, a że tam było dużo ludzi to mnie to przerażało, no i dyżury czy inne formy aktywności "towarzyskiej"
Offline
Posty
165
Dołączył(a)
27 lut 2010, 12:16

Re: Pobyt w szpitalu...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 13 mar 2010, 14:19
maggieflakes,


Domniemywam,że klania się brak przełamania, a to pdstawa szczerej komunikacji na terapii gupowej.Domyślam się,że później się przełamałaś.
Dyżury i inne formy aktywności to czesc terapii. Tez miały m.in. na celu włączenie do społeczności.

Jak się czujesz po terapii?
Minęły objawy?
Uważasz sie za zdrową?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Pobyt w szpitalu...

przez maggieflakes 13 mar 2010, 15:33
Moniko, trochę się przełamałam, ale nie do końca...w moim przypadku wygląda to tak, że robię jeden krok do przodu, a dwa się cofam...pobyt w szpitalu pomógł mi na tyle, że nie chce targnąć sie na swe życie, choć mój lęk się pogłębia...a do zdrowia to mi chyba jeszcze daleko
Offline
Posty
165
Dołączył(a)
27 lut 2010, 12:16

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do