Martwica uczuć

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Martwica uczuć

przez Martwy Prezydent 12 mar 2010, 20:16
Paranoja, Mam identycznie, tylko ja nie biorę leków od około trzech lat.
Martwy Prezydent
Offline

Re: Martwica uczuć

przez maggieflakes 13 mar 2010, 13:45
tak to już chyba niestety jest, że depresja i nerwica pozbawiają nas prawidłowego odczuwania uczuć, zwłaszcza tych pozytywnych jak miłość, radość...jak nie bierzemy lekarstw to jest gorzej, natomiast jak bierzemy to często pojawia się pustka, próżnia, apatia...i co tu człowieku masz zrobić...sama nie wiem, chociaż lepsza jest chyba próżnia niż rozpacz, ból....ja najbardziej chciałabym nie czuć ogromnego strachu, żeby wyjść ku normalniejszemu życiu
Offline
Posty
165
Dołączył(a)
27 lut 2010, 12:16

Re: Martwica uczuć

Avatar użytkownika
przez wieslawpas 16 mar 2010, 02:41
Witam,


Zaobserwowałm to u siebie okolo miesiaca temu. Fatycznie moje zycie stało ise zerojedynkowe jest ok i nie jest OK. Mam doła albo czuje sie dobrze, mam napiecie albo nie mam napiecia. Wszystkie negatywne uczucia zmieniam w napiecie, bo ich przrzywanie jest zbyt trudne. Jade na seroxacie od 10 czerwca 2009. Treaz pytanko, czy to jest kwestia lekow, czy kwestnia zaburzen emocjonalnycj. Wystarczy sie dowiedziec czy ktos kto nie bral lekow tez taka martwice przezywal.

Mnie sie wydaje, że mozna sobie porawdzic sobie w ten sposob, ze piszac pamietnik opisywać w nim co czulo sie w danej konkretnej sytuacji ( uczucia a nie objawy). Pewnie pomogloby to rozruszac schodzone emocje.

Wieslaw
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7736
Dołączył(a)
06 maja 2009, 18:35

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Martwica uczuć

przez Katarzynka36 16 mar 2010, 13:07
Witajcie!
Ja też mam podobnie. Latem 2008 dostałam efectin na lęki i zawroty glowy. Depresji nie miałam. Po kilku dniach brania efectinu lęki i zawroty przeszły jak reka odjął, poczułam się jak owo narodzona i generalnie wszytsko by było ok, gdyby nie to, że tak po 3 miesiącach zażywania efectinu poczułam, że moje pozytywne emocje sa bardzo spłycone... mniej przezywam wszelkie radości, mniej się śmieje spontanicznie, o seksie to wiadomo, że na antydepresqantach kiepski... ale gdy jakoś na mojego ukochanego zaczęłam patrzeć jakoś tak obojetnie zaczęlam się denerwować co się ze mną dzieje... Powiedziałam dr, ten powiedział, że tak czasami jest przy efectinie takie sppycenie emocji - efectin likwiduje te negatywne emocje, stresy, lęki, niepokoje, ale może też troszkę zmniejszyć doznawanie uczuć pozytywnych... i tak jest w moim przypadku... niby dr powiedział, że przejdzie, ale jakoś nie przechodzi... teraz od pół roku odstawiam efectin, obecnie jestem już na śmiesznej dawce (odsypuję kuleczki - z 250 zostało mi tylko 5:) więc jest to dawka... żadna:) no i czekam na ten efekt kiedy mi wreszcie minie owo spłycenie emocjonalne... no i jest troszkę lepiej niż jak byłam na pełnej dawce 75 mg, ale to nadal nie jestem ja!!! Uczucia sa jakby zamrożone:(wiem, że kocham mojego narzeczonego, ale czuję, że te emocje sa gdzieś głeboko schowane... super, ze nie wpadam w panikę z byle powodu, ale na Boga troszkę się czuję jak robocik! Funkcjonuje bardzo dobrze, nie denerwuje się, nie panikuję tak jak kiedyą, ale... no właśnie... nie jestem radosną, roześmianą kobietką:( Pytanie czy to się zmieni????
Ktoś powiedział, że pozytywne emocje wrócą owszem... ale z kolejnym atakiem i powrotem nerwicy.... to brzmi strasznie:(
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
27 lut 2010, 19:37

Re: Martwica uczuć

przez brak uczuć 20 paź 2010, 15:46
Ja nic nie czuję od 2 lat....kompletna pustka. Więcej w dziale "zaburzenia osobowości" w temacie "nic nie czuję"...wczesnioej brałam przez 6 lat!! seroxat, bo lekarz - krewny mi go przepisywał i ani nie zająknał się, że taki lek bierze się góra rok...nie wiemm od cvzego mi zanikły emocje, czy lek popsuł mi biochemie mózgu, czy to zaburzenia osobowości, czy schizofrenia czy jeszcze coś innego...moje zycie doczesne nie ma żadnego sensu, cierpię okrutnie i tak mija dzień za dniem...byłam u wszystkim możliwych spejcalistów, pukałam wszędzie, bylam kilka razy w szpitalach, wszędzie szukalam pomocy...bylam o krok od zrobienia doktoratu i ślubu, teraz nie mam ani związku, ani nie pracuję, codzień budzę się, siadam, czymś tam się beznamietnie pozajmuję, najcześciej siedzę przed kompem i tak trwam aż do wieczora, po czym idę spać i tak wkółko. To jak człowiek nic nie czuje, nic go ani nie cieszy ani ni smuci, ani nie sprawia przyjemności, ani satysfakcji, jak nie moze czuć miłosci do bliskich i w ogóle to katorga...tak żyję... izastanawiam się czy to lek mi coś uszkodził czy z depresji tak mi się zrobiło...i nie wiem...po prostu mój mózg nie generuje emocji ani uczuć wyższch...mam dopiero 30 lat i boję się, że bedę musiała tak cierpieć, bo cierpienie i pustka jest jedyną rzeczą jaką czuję, następne kilkadzisiat lat... będę wdzieczna za wszelkie podpowiedzi gdzie jeszcze można sie wybrać albo co zrobić. Do tej pory byłam u wielu psychiatrów, psychologów, u endokrynologa, neurologa, seksuologa, kilku księży w tym egzorcystów.Bez skutku.To jest naprawdę tragedia dla mnie i mojej rodziny że z dobrze zapowiadającego się inżyniera, stałam się prawie roślinką.
brak uczuć
Offline

Re: Martwica uczuć

przez Krwiopij 20 paź 2010, 16:08
brak uczuć, a masz lęki?
Krwiopij
Offline

Re: Martwica uczuć

przez Lili-ana 20 paź 2010, 16:08
brak uczuć napisał(a):Ja nic nie czuję od 2 lat....kompletna pustka. Więcej w dziale "zaburzenia osobowości" w temacie "nic nie czuję"...wczesnioej brałam przez 6 lat!! seroxat, bo lekarz - krewny mi go przepisywał i ani nie zająknał się, że taki lek bierze się góra rok...nie wiemm od cvzego mi zanikły emocje, czy lek popsuł mi biochemie mózgu, czy to zaburzenia osobowości, czy schizofrenia czy jeszcze coś innego...moje zycie doczesne nie ma żadnego sensu, cierpię okrutnie i tak mija dzień za dniem...byłam u wszystkim możliwych spejcalistów, pukałam wszędzie, bylam kilka razy w szpitalach, wszędzie szukalam pomocy...bylam o krok od zrobienia doktoratu i ślubu, teraz nie mam ani związku, ani nie pracuję, codzień budzę się, siadam, czymś tam się beznamietnie pozajmuję, najcześciej siedzę przed kompem i tak trwam aż do wieczora, po czym idę spać i tak wkółko. To jak człowiek nic nie czuje, nic go ani nie cieszy ani ni smuci, ani nie sprawia przyjemności, ani satysfakcji, jak nie moze czuć miłosci do bliskich i w ogóle to katorga...tak żyję... izastanawiam się czy to lek mi coś uszkodził czy z depresji tak mi się zrobiło...i nie wiem...po prostu mój mózg nie generuje emocji ani uczuć wyższch...mam dopiero 30 lat i boję się, że bedę musiała tak cierpieć, bo cierpienie i pustka jest jedyną rzeczą jaką czuję, następne kilkadzisiat lat... będę wdzieczna za wszelkie podpowiedzi gdzie jeszcze można sie wybrać albo co zrobić. Do tej pory byłam u wielu psychiatrów, psychologów, u endokrynologa, neurologa, seksuologa, kilku księży w tym egzorcystów.Bez skutku.To jest naprawdę tragedia dla mnie i mojej rodziny że z dobrze zapowiadającego się inżyniera, stałam się prawie roślinką.

Przerażające! :o
Ja też łykam paroksetynę ale dopiero 8 miesięcy i też zauważyłam straszny deficyt uczuć, bardzo mi to przeszkadza więc postanowiłam odstawić to cholerstwo. Mam nadzieję, że za jakiś czas po odstawce mi się polepszy.
Lili-ana
Offline

Re: Martwica uczuć

przez jacas 20 paź 2010, 16:09
no wlasnie, mi to ani troche nei wyglada na nerwice lękową
jacas
Offline

Re: Martwica uczuć

przez Wujek_Dobra_Rada 20 paź 2010, 16:21
A mną miota co chwilę 100 tysięcy jakiś róznych uczuć, emocjii. Co ja bym dał, żeby nic nie czuć. :roll:
Wujek_Dobra_Rada
Offline

Re: Martwica uczuć

przez wovacuum 20 paź 2010, 16:32
Wujek_Dobra_Rada, serio??a ja myslalm,ze masz juz conajmniej anhedoniè...popatrz jak latwo siè pomylic w osàdzie o kims kim mysli siè,ze siè go zna.... :roll:
wovacuum
Offline

Re: Martwica uczuć

przez Krwiopij 20 paź 2010, 16:35
Wujek_Dobra_Rada, serio??a ja myslalm,ze masz juz conajmniej anhedoniè...


Też tak wywnioskowalam z postów Michala.

Ja mam cos na ksztalt anhedonii,ale to przez to,że blokuje mnie straszliwy lęk-skoro wszystkiego się boje-to jak mam sięgac po rzeczy,ktore sprawiają mi frajdę??
Ehh zjazd po benzo caly czas trwa.Dziwny przypadek ze mnie.
Krwiopij
Offline

Re: Martwica uczuć

przez wovacuum 20 paź 2010, 16:45
Krwiopij, ja tez jak bralam benzo-to mialam po nim zjazdy-jedyny tranxen-po ktorym bylo milusko-chociaz po wypadku mèza jak go wzielam-nie moglam spac calà noc i serducho myslalm,ze wyskoczy.
wovacuum
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości

Przeskocz do