Przyczyny nerwicy

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez Tantrum 11 maja 2006, 12:32
Ja takze uwazam, ze przyczyna jest WRAZLIWOSC, ktora nie jest wada tylko piekna zaleta. Inna przyczyna u mnie jest wychowywanie sie w patologii- tez ciagle awantury, bicie, ponizanie, zycie w ciaglym strachu o siebie i o najblizszych- to wszystko musialo gdzies "wyjsc". aha- moj brat tez jest zdrowiutki podczas gdy ja czesto przypominam wraka psychicznego a przeciez on tez wychowywal sie w tych samych warunkach co ja :/ tutaj chyba zadzialala moja wrazliowosc a moze nadwrazliwosc, brat ma silna psychike choc nie tak silna jak myslalam gdyz wpadl w narkotyki...jak juz pislalam---> krzywdzenie dziecka/doroslego musi gdzies w koncu wyjsc.
"ja ciagle wierze w gnijacy swiat"
Offline
Posty
49
Dołączył(a)
30 kwi 2006, 23:03
Lokalizacja
z fotela

Avatar użytkownika
przez anita27 11 maja 2006, 18:41
I ja znam swoja przyczyne,niestety pomimo tego niewiem i nieumiem z nia walczyc.Jest to trudne kiedy niewiadomo co z ta wiedza zrobic:(Zeby tak wszystko dalo sie zmienic,wrocic wstecz...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 20:53
Lokalizacja
Chrzanow

przez Kas19 11 maja 2006, 20:21
anita 27 ja tez nie umiem... ale sie staram:) u mnie zaczelo sie od smierci moich najblizszych Nie wytrzymalam stresu zwiazanego z cala ta sytuacja.
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
06 kwi 2006, 20:48
Lokalizacja
ostrowiec

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez grown-up19 11 maja 2006, 23:45
u mnie powodów jest tyle ile mam włosów na głowie... czyli dużo, tylko, że z czasem zaczynam się zastanawiać czy ja czasami nie 'mnożę' sobie tych przyczyn myśląc : "No tak, w dzieciństwie bałem się baby jagi. To pewnie przez to nerwica". teraz zaczynam segregować to co naprawdę mogło wpłynąć na moje nerwicowo-depresyjne stany. Z moich kalkulacji wychodzi mi, że zawsze byłem osobą, która żyła w jednym wielkim konflikcie wewnętrznym. Tak było już od dziecka i mimo iż wydawało mi się, że wreszcie stałem się silnym, dorosłym człowiekiem w pełni odpowiedzialnym za swoje życie, spadła na mnie choroba. Jednak istnieje 90% prawdopodobieństwo, że moje problemy z psychiką wiążą się jeszcze z okresem prenatalnym, kiedy to ja jako płód, doświadczyłem poprzez matkę licznych stresów i załamań nerwowych (moja siostra zmarła, gdy mama była ze mną w ciąży). Jedno wielkie załamanie nerwowe miało prawdopodobnie największy wpływ na to jaki teraz jestem. Nawet lekarze rozmawiali z matką, mówiąc jej w tych trudnych chwilach, że ból, który przeżywa w związku ze stratą córki minie, ale odbije się na dziecku (mnie) w przyszłości. Owszem, wygodnie mi jest powiedzieć 'Tak, to dlatego ta depresja/nerwica', ale nie mogę obwiniać własnej matki o to co było kiedyś i na co ja nie miałem żadnego wpływu. Wiem jedno, że teraz wszystko zależy ode mnie jak poradzę sobie z życiem i z chorobą. Najcięższa praca dopiero przede mną i nie zamierzam się poddać. Pozdrawiam!
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
171
Dołączył(a)
03 sty 2006, 23:03
Lokalizacja
Podkarpacie

przez Martusia 12 maja 2006, 11:01
romantyk:wydaje mi się, że na każdego czeka ta druga osoba, potrzeba tylko trochę szczęścia i wiary, by ją spotkać.
Jeżeli masz świadomość skąd mogły się wziąć Twoje problemy, to tym lepiej dla Ciebie, bo możesz coś z tym zrobić.To od nas samych przede wszystkim zależy jak wygląda nasze życie, a Ty jesteś o kilka kroków do przodu, bo znasz przyczynę.
Co do miłości, to chyba zawsze przychodzi w najmniej spodziewanym momencie i szybko odmienia całe dotychczasowe żcie.
Na przykład ja Moją Miłość spotkałam w szpitalu psychiatrycznym. ;)
Z Tomkiem jesteśmy ze sobę prawie 8 miesięcy i bardzo się kochamy.To przy nim czuję się na prawdę szczęśliwa.
Pojechałam do szpitala, a jaki skutek?
Życzę szczęścia .
Nie da się skasować wspomnień, ale da się z nimi szczęśliwie żyć.
Offline
Przyjaciel forum
Posty
348
Dołączył(a)
08 sty 2006, 23:06
Lokalizacja
Wołomin

mnie to dopadlo tak nagle

przez monalisa 12 maja 2006, 13:40
pracuje od 7 miesiecy w Angli , ostatnio wrocilam na urlop na 2 tyg i bylam z mama na zakupach , zjadlysmy lody i zaczal bolec mnie zoladek ale po 30 min ustapil. tak bardzo sie tego wystraszylam ze mam tam cos raka itp. dostalam jakkiejsc fobii ze zlapalam nerwice. obudzilam sie 2 dni pozniej z drgawkami i strasznym sciskiem z zoladku. bylam u zwyklego lekarza (ktory nic nie wie) i przepisal mi lexotan. Teraz mijaja 2 tyg a to mnie wciaz trzyma choc zoladek juz nie boli. Nie potrafie z tego wyjsc. czasami jest dobrze i ogarnia mnie fala szczesciia a czasami od rana sciska mnie w dolku dostaje napady placzu i jest mi niedobrze. tak bardzo sie boje ze z tego nie wyjde :(:(:( nie biore lexotanu codziennie bo boje sie uzaleznic , biore czasami 1/2 tabl dziennie. pije melise ale to srednio pomaga. poprostu lapia mnie nudnosci z nerwow i nie moge jesc. budze sie rano i tak jakbym wyczekiwala czy zacznie sie czy nie - moje mysli kraza wokol tego i wtedy sie zaczyna. Po rozmowie z kims czuje sie lepiej albo jak jestem czyms bardzo zajeta. jak moge sobie pomoc? czy jest ze mna bardzo zle?? czy sie wylecze? prosze o pomoc :(:(
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
12 maja 2006, 13:27
Lokalizacja
Bielsko-Biała

Avatar użytkownika
przez Virginia 12 maja 2006, 14:01
DOC PABLO napisał(a):Pracuje u siostry!! - teoretycznie warunki niby rewelacyjne :dobra pensja 2500 zł , fromalnie stanowisko menagera , samochód służbowy - wszystko niby klasa - ale ile nerwów za to płacę - mianowicie moja siostra obdarowywując mnie tą pracą oczekuje 24godzinnej wdzieczności i służebności - ostatecznie sytuacja wygląda tak - to jest kilku osobowa firma ,wiec moja praca nie ma nic wspólne go z menagerką , bowiem moja siostra nie uważa innych pomysłów ani koncepcji rozwoju firmy niż jej (ale to najmniejszy prblem )
mój zakres obowiązków zaczyna sie od rachunkowości , serwisu wszysktich komputerów w firmie , po wywożenie śmieci z jej domu i obcinania trawnika przed jej domem , potrafi zadzwonić do mnie o 23ciej i zawołac mnie zebym przyjechał jej internet naprawić.- zaznaczajac ze do niedawna jesze nie była wstanie powiedzieć ze ma prosbe wszystko było rozkazem.
przez 3 lata moja flustracja rosła :postwić sie mojej siostrze ,ale wtedy usłuszę (bu usłyszałem ) ze jak mi nie pasuje to mam sobie poszukac innej pracy, albo grzecznie godzić się na wyzysk mojej osobowości .



Doc Pablo, znam bardzo podobna sytuacje, tylko w przypadku mojego kuzyna smycz byla jeszcze krotsza, dodatkowo siostra kupila mu mieszkanie, a raty on splacal bezposrednio jej. Poza tym musial byc kierowca na uslugach i jezeli ona z mezem gdzies sobie popili nie bylo nawet mowy zeby szofer po nich nie przyjechal.

Wiesz w chlopaku dlugo sie zbieralo. To bylo wiezienie, pod plaszczykiem dobrych zarobkow i mieszkania a nie zycie. Szczenka jej opadla kiedy pewnego dnia, a bylo to w Sylwestra oswiadczyl jej ze sie zwalnia. Ona nie mogla tego przyjac do wiadomosci. Chlopak tego samego dnia mial lot do Australii. Byl gotowy, zeby sie pozegnac.
W gescie furii odebrala mu mieszkanie i przeklela, po prostu w glowie jej sie nie miescilo, ze ktos mogl ja tak potraktowac.

Dzisiaj jemu sie bardzo dobrze zyje, mowi tylko ze zaluje ze nie zrobil tego 10 lat temu.

To taka moja rodzinna historyjka...
Cudowna kobieta to taka, ktora nie wymaga cudow
Avatar użytkownika
Offline
Posty
509
Dołączył(a)
28 mar 2006, 21:00
Lokalizacja
...z daleka

Avatar użytkownika
przez lercm 12 maja 2006, 14:13
Cześć,
mam bardzo podobną sytuację. Różni się tylko tym, że dotyczy ojca - pracuje u niego - w zamian za to mam dobrą pensję, mieszkanie i obiady. Niby nie powinienem narzekać tylko korzystać i cieszyć się z tego, że tak się to wszystko ułożyło. Ja jednak czuje się na każdym prawie kroku przez niego ograniczany i kontrolowany. Również muszę pomagać mu w wielu prywatnych sprawach choć nie do takiego stopnia jak Ty opisujesz. Zastanawiam się czy problem należałoby rozwiązać poprzez zmianę pracy czy może raczej zmianę nastawienia - obie opcje wydają mi się jednak baardzo trudne.

Ponieważ to mój pierwszy post tutaj dodam tylko, że "Przygodę" z nerwicą zacząłem jakieś 8 miesięcy temu i ciągnie się cały czas mniej więcej z podobnym nasileniem - zwłaszcza właśnie w trakcie pracy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
12 maja 2006, 12:01

Avatar użytkownika
przez Virginia 12 maja 2006, 14:30
lercm napisał(a):Zastanawiam się czy problem należałoby rozwiązać poprzez zmianę pracy czy może raczej zmianę nastawienia - obie opcje wydają mi się jednak baardzo trudne.


To bardzo trudne zagadnienie, oba wyjscia pociagaja za soba powazne konsekwencje.

Wydaje mi sie, ze zmiana pracy to usuniecie powaznego stresora, poza tym np ja gdyby ktos mnie tak wykorzystywal po prostu stracilabym szacunek wiec w moim przypadku byloby niemozliwe pozostanie w takiej pracy, nawet jezeli pozniej musialabym szorowac przyslowiowe gary.

Wiadomo jednak jak jest w Polsce z praca, moze warto by sie tym zainteresowac czy z doswiadczeniem na stanowisku jakie zajmujesz i wyksztalceniem nie udaloby Ci sie znalezc innej pracy mimo wszystko. Warto porozgladac sie, to jeszcze nie oznacza zmiany.
Aczkolwiek nawet zmiana pracy nie powoduje rozwiazania problemu, potrzebna jest terapia zeby pozbyc sie spustoszenia jakie spowodowalo to niewolnicze wykorzystywanie w psychice.
No i trzeba liczyc sie, ze rodzina sie smiertelnie obrazi.


2 wyjscie to pozostanie, ale zmiana nastawienia. Do tego trzeba ogromnej sily asertywnosci i podparcia solidna terapia.
Najwieksze niebezpieczenstwo to to, ze stare mechanizmy pozostana.
Manipulowanie emocjami i poczuciem winy i niewdziecznosci. Wszelka proba zmiany zaoowocuje kwiczeniem rodzino-szefa i jeszcze wiekszym przykrecaniem srobeczki. Trzeba zmienic calkowicie swoje myslenie, zeby sie obronic.


Mysle, ze kazdy sam musi sobie odpowiedziec, bo tylko ty wiesz ile mozesz zniesc i jaki wysilek mozesz podjac.
Po prostu musisz znalezc rozwiazanie w Twoim przekonaniu najlepsze i konsekwentnie sie go trzymac.

Pamietajac, ze do kazdej takiej zmiany trzeba sie porzadnie przygotowac i ze trzeba postapowac bardzo ostroznie.
Cudowna kobieta to taka, ktora nie wymaga cudow
Avatar użytkownika
Offline
Posty
509
Dołączył(a)
28 mar 2006, 21:00
Lokalizacja
...z daleka

Avatar użytkownika
przez lercm 12 maja 2006, 15:04
Virginia napisał(a):Wydaje mi sie, ze zmiana pracy to usuniecie powaznego stresora, poza tym np ja gdyby ktos mnie tak wykorzystywal po prostu stracilabym szacunek wiec w moim przypadku byloby niemozliwe pozostanie w takiej pracy, nawet jezeli pozniej musialabym szorowac przyslowiowe gary.

Chyba nawet nie nazwałbym tego wykorzystywaniem. Zastanawiam się czy problem nie istnieje przede wszystkim we mnie - pracuje w znanych sobie, stałych godzinach, czasem zdarza się, że muszę mu w czymś pomóc poza godzinami pracy ale raczej na zasadzie grzecznościowej, on też często mi pomaga. Mimo to czuje tak jak wspominałem ogromną presję, ograniczenie i kontrole - być może bezzasadną. Składają się na to pewnie sprawy z dzieciństwa, jego alkoholizm, skomplikowane relacje, wiele urazów.

Ale ok. Nie ma sensu zaśmiecać forum i roztrząsać tutaj szczegółow - to sprawa raczej na sesje z psychologiem, chciałem tylko jakoś nieśmiało zacząć się tutaj wypowiadać :)

Wielkie dzięki za obszerną odpowiedź, pozdrowienia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
12 maja 2006, 12:01

Avatar użytkownika
przez Virginia 12 maja 2006, 15:18
lercm napisał(a):Chyba nawet nie nazwałbym tego wykorzystywaniem. Zastanawiam się czy problem nie istnieje przede wszystkim we mnie - pracuje w znanych sobie, stałych godzinach, czasem zdarza się, że muszę mu w czymś pomóc poza godzinami pracy ale raczej na zasadzie grzecznościowej, on też często mi pomaga. Mimo to czuje tak jak wspominałem ogromną presję, ograniczenie i kontrole - być może bezzasadną. Składają się na to pewnie sprawy z dzieciństwa, jego alkoholizm, skomplikowane relacje, wiele urazów.



skoro juz widzisz problem to bardzo dobry znak. Ja pisalam o toksycznej relacji w pracy, nie zrozumialam Twojej konkretnej sytuacji.

Masz racje tylko terapia moze Ci pomoc. Nie wiem czy juz chodzisz, ale polecam ta behawioralno-poznawcza.

pozdrowienia

P/S moiwenie o swoich problemach to nie jest zasmiecanie. To forum temu sluzy!!!! NIC CO LUDZKIE NIE JEST NAM OBCE ;) :D :D :D
Cudowna kobieta to taka, ktora nie wymaga cudow
Avatar użytkownika
Offline
Posty
509
Dołączył(a)
28 mar 2006, 21:00
Lokalizacja
...z daleka

Avatar użytkownika
przez lercm 12 maja 2006, 16:22
Virginia napisał(a):Masz racje tylko terapia moze Ci pomoc. Nie wiem czy juz chodzisz, ale polecam ta behawioralno-poznawcza.


Chodze... a właściwie nie, nie chodze. Korzystam z konsultacji przez internet :)

Virginia napisał(a):P/S moiwenie o swoich problemach to nie jest zasmiecanie. To forum temu sluzy!!!! NIC CO LUDZKIE NIE JEST NAM OBCE ;) :D :D :D


Jasne! Miałem jednak na myśli takie bardzo szczegółowe roztrząsanie konkretnych problemów, zwłaszcza że pomaga mi psycholog dlatego nie chce tym zajmować Waszego czasu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
12 maja 2006, 12:01

przez DOC PABLO 12 maja 2006, 17:57
dzieki za taki odzew z między innymi mojej sprawie.

Wczoraj sobie porozmawiałem z siostrą ,w końcu powiedziałem jej pewne rzeczy które siedziały mi na sercu (choć nie wszystko , bo się nie da)
Moja siostra też swoje przeżyła i też miała załamania - z tąd też była moja blokada przed wyrzucaniej jej pewnych wad itp.
cieszę się ze wczoraj z nią gadałem , aktualnie w firmie sytuacja jest taka ,że czesc wirmy została sprzedana wiec czesc moich obowiazków zmalało , na tyle ze moja siostra bedzie za jakiś czas w stanie sama prowadzić firme , dla mnie jest to szansa a zarazem obawa. bo musze szukac nowej pracy - siostra sie zdeklarowała ze na lodzi mnie nie zostawi ,że jak znajdę nową pracę to wtedy od niej odejdę , nawet sama już sięorientowała o prace dla mnie w innej firmia , ale tak sprytnie dla niej - zeby mieć mnie pod reką - tzn u kolezanki w firmie i w razie czego jakas pomoc w jej strone zawsze na miajscu musiał by być. czyli nie wiem na ile by to rozwiązało sprawe.
w każdym razie mam nadziejez ze jakoś to sie pozytywnie rozwiąze i ze wróce w końcu do zdrowia , bo akurat teraz mam bardzo cięższkie dni.
Pozdrawiam
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
10 kwi 2006, 21:07

hej dziękuje wam za odwiedzenie tej stony

przez romantyk 12 maja 2006, 22:03
i za zabranie głosu pozdrawiam
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
09 maja 2006, 20:57
Lokalizacja
Tarnowskie Góry

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do