Przyczyny nerwicy

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez atrucha 22 sty 2007, 02:17
Zupełnie się nie zgadzam się. Nie byłam wychowywana pod kloszem..Wręcz przeciwnie.
Bądźcie dzielni! Pa :)
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1781
Dołączył(a)
04 sty 2006, 00:29

Avatar użytkownika
przez DarkAngel 22 sty 2007, 02:25
Zgadzam się.....byłem pod kloszem...kiedyś chyba przed stódniówką byłem na solarium i tam zamykałem taki wielki klosz....nie wiem czy dokładnie o to chodzi....aaa i jeszcze jak sobie trwałą robiłem to fryzjerka mi na głowe taki klosz nałozyła..... A o koszu jeszcze moge powiedzieć...słowo podobne przecież.....
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1538
Dołączył(a)
24 wrz 2005, 01:59
Lokalizacja
z babcinej kołdry

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 22 sty 2007, 03:03
W sumie moę powedzieć,że bylem wychowywany pod kloszem,niestety.Zawsze rodzce uczylimnie żeby być grzecznym,dobrym dla wszystkich,uczono mnie że świat jest pelen dobrych ludzi itp.No i z pogrzebami mialm tak samo jak Telimenka.
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez agapla 22 sty 2007, 13:04
W pełni się zgadzam niestety byłam wychowana pod kloszem ale z drugiej strony wyciągnęłam odpowiednie wnioski i teraz jest inaczej,każdy musi kiedyś od życia dostać w d... bo inaczej nie wiedziałby czym jest życie ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Avatar użytkownika
przez didado1 22 sty 2007, 14:07
a ja bym to podzieliła na dwie grupy tzw. jak to nazwałeś pod kloszem i tych puszczonych na szeroką wodę jedni mieli za dużo opieki, a inni za mało :twisted:

czy każdy musi dostac po dupie :?: takie jest życie i to należy zaakceptowac tak uważam :roll: w każdym bądz razie równowaga we wszystkim jak najbardziej wskazana :!:


jestem z tych pod kloszem :mrgreen:
znikłam i mnie nie ma .........
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1189
Dołączył(a)
03 mar 2006, 14:35

Avatar użytkownika
przez czarnykot 22 sty 2007, 21:51
marmarc - czy masz jakieś info na temat tej teorii? Jeżeli tak to coś bliżej<kot>
Przepraszam jestem dysortografem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
67
Dołączył(a)
26 gru 2006, 20:38
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez gusia 23 sty 2007, 04:32
Nie byłam chowana pod kloszem ,wręcz przeciwnie,uważam że zbyt wcześnie musiałam dorosnąc :roll:
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Avatar użytkownika
przez Bring me to live 26 sty 2007, 04:40
kikut napisał(a):Czytałem gdzieś, że jednym z najbardziej patogennych zachowań rodzicielskich jest matczyna nadopiekuńczość wobec syna. Wiem po sobie jak trudno jest odseparować się później od rodziców i stać się zdrowym emocjonalnie człekiem.


W rzeczy samej, w moim przypadku nic dodać nic ująć.. Ale to mój przypadek, a każdy jest inny, objawy natomiast często podobne..
192cm, 85kg i zielono-niebieskie oczy, w których czai się lęk...
Posty
47
Dołączył(a)
29 lip 2006, 17:28
Lokalizacja
Karkonosze

KLOSZARD brzmi smiesznie ale to jest tragedia mojego zycia !

przez berbeto 26 sty 2007, 15:44
Tez jestem kloszardem. Wiecznie bylem "osłaniany" przed złem i porażkami których mogłem doznać próbując robić coś po swojemu. Ojciec zawsze wyręczał mnie we wszystkim bo uważał że sobie nie poradzę a ja utwierdzałem się w przekonaniu że nie mogę nić robić bo pewnie jestem beznadziejny i nic mi nie wyjdzie. Zerówka którą prowadziła moja matka, podstawówka pod okiem jej znajomych, zero możliwości rozwinięcia skrzydeł, zero możliwość podjęcia odpowiedzialności za swoje życie i ponoszenie porażek na których mógłbym się uczyć i wyciągać wnioski albo nabierać samodzielności. Zawsze zakazy, które były łatwiejsze niż troska że mogę sobie nie poradzić i coś sobie zrobić, bo tak było łatwiej według moich rodziców, a ja byłem młody i uczony od małego że nie mogę się sprzeciwić bo pewnie to co zrobię i to co myślę będzie złe. Po jakimś czasie zacząłem podświadomie unikać problemów, uciekać przed nimi albo popełniałem błędy z łatwością bo wiedziałem że zawsze będzie ktoś kto za mnie je naprawi i nie miałem uporu żeby pokonywać problemy samemu. Wszystko przed czym zostałem pozostawiony sam mnie przerasta, przeraża i powoduje strach przed tym że jestem nikim i że każdy jest lepszy odemnie. Teraz nie jestem w stanie określić siebie, czego chce i co mam zamiar robić, nie potrafie sam podjęć decyzji co począć z moim żcyiem bo nikt mnie tego nie nauczył. Wstyd i poniżenie tym wszystkim powoduje że uciekam w jakies chore fantazję, kreują sobie swoje zycie w głowie ale niczego nie potrafię wcielić w życie. Teraz wszystko odwróciło się przeciwko mnie, nadopiekuńczość i klosz zmienił się w wyrzuty czemu sobie nie radze, dlaczego nie potrafię żyć samodzielnym życiem i nikt nie potrafi zrozumieć że ja chcę tylko nie potrafię !!!!! Zaczynam popadać w paranoję, patrze w lustrze i widze obcego faceta który nie jest tym kto siedzi w środku, ten którego znają moi znajomi nie jest tym "prawdziwym mną", POMOCY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
12 sty 2007, 15:31

Avatar użytkownika
przez Bring me to live 26 sty 2007, 20:18
Berbeto ja mam te same odczucia. Niestety nadopiekuńczość ma czasami gorszy wpływ niż zaniedbywanie dziecka I nawet nie można mieć do nich pretensji, bo przecież się starali i robili to w dobrej wierze.
192cm, 85kg i zielono-niebieskie oczy, w których czai się lęk...
Posty
47
Dołączył(a)
29 lip 2006, 17:28
Lokalizacja
Karkonosze

zzz

przez berbeto 26 sty 2007, 23:49
Ja nie mam do nich pretensji, dla nich rodzina jest najważniejsza i tylko to sie dla nich liczy. Niestety ich nadopiekunczosc nie skonczyła sie wtedy kiedy powinna i nie chodzi mi o szukanie winnych tylko o to jak z tym teraz walczyc ? Jak to zmienic ? Jak zacząć wierzyc w sieibie i w to ze mozna podejmować decyzje i sie ich nie bać ? Brzmi żałośnie ale to trawi człowieka od środka i z każdym dniem sie nasila bo czas płynie cały czas i jest go coraz mniej na myslenie i trzeba działać.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
12 sty 2007, 15:31

NERWICA NIE PRZYCHODZI Z ZEWNĄTRZ, MY JĄ TWORZYMY

przez Martitka 31 sty 2007, 10:46
Obserwuję forum już naprawdę dłuuuugo. Zjawiłam się na nim mając takie same kłopoty jak każdy z Was. Ale dzisiaj jestem już zdrową i szczęśliwą kobietą! Jak tego dokonałam? Ciężką pracą i kontrolą nad sobą:
-psychoterapia! Z doświadczenia widzę, że jest niezbędnym elementem leczenia. Pomaga zmienić w nas, to co zaprowadziło nas do nerwicy, czyli nasz zły sposób myślenia.
-książki,książki,książki-lęk bierze się z niewiedzy!Jeśli nie wiemy jak sobie z nim radzić, jak go powstrzymywać te objawy się nasilają! Wystarczy poczytać, co to takiego, dowiedzieć się jak nawiecej o nim o wydaje się niegroźny dla nas! Sama świadomość, że nie może nam nic zrobić już powoduje, że nie mamy lęków!
-wiara w siebie, pozytywne nastawienie do życia-jeśli zmienimy stosunek do świata i uwierzymy, że jesteśmy bezpieczni na tym świecie i nic nie może nam zrobić krzywdy, to przestaniemy się bać. Wiem, że strach dotyczy też samego siebie, nie ufamy sobie w nerwicy, bo sami nie jesteśmy pewni, czy ona nam nic nie zrobi, czy sami sobie nic nie zrobimy.! Ale to tylko iluzja, wierzcie mi! Nie może nam nic zrobić :) :smile:
Miałam straszne napady paniki, i nie widziałam końca tej choroby. Dzisiaj jestem zdrową kobietą! Bez leków poradziłam sobie z tym świństwem. Każdemu, kto powie, że jest to nie możliwe niech poda mi choć jeden sensowny argument na to, że faktycznie to jest nie możliwe! Czy ktoś umarł na nerwicę? NIE! Niektórzy umierają tylko sami decydując kiedy, bo mają juz jej dosyć! Ale nerwica, to wytwór naszej wyobraźni! Jeśli nadamy jej ogromne znaczenie w życiu, to takowe będzie miała. Spróbujcie choć jeden dzień o niej nie myśleć. Kiedy się pojawi spróbujcie dzwonić do koleżanki, lub innego znajomego, by się czymś zająć. Zobaczycie jak łatwo ją oszukać. Jesli myślicie o niej non stop, to jak ona ma Was opuścić :smile: ?
Nie wiem jak dotrzeć do Was, abyście uwierzyli mi, że mówię prawdę. Jak sprawić abyście uwierzyli w siebie. Wtedy byłoby nas mniej tutaj! Przysięgam....
Offline
Posty
42
Dołączył(a)
19 wrz 2006, 21:13

przez vince 31 sty 2007, 11:23
a ja wlasnie zdiagnozowalem u siebie derealizacje czyli ten dziwny stan ktory meczy mnie od roku z przerwami i gdy chodzilem do lekarza najpierw neurologa pozniej okulisty nie potrafilem okreslic tego co czuje teraz juz wiem co to jest i zaczynam walke :))))

narazie pora roku moze nie za bardzo sprzyja ale co tam bedzie dobrze chyba zastosuje jakas psychoterapie bo po przeczytaniu postow widze ze to pomaga
P.S.

masz bardzo silny charakter jezeli udalo ci sie wyjsc z tego bez leków
u mnie najbardziej nasila sie ten stan gdy jestem w pracy
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
31 sty 2007, 11:04

Avatar użytkownika
przez LuC 31 sty 2007, 11:38
więrzę ci, że wyszłaś bez leków
Jak sprawić abyście uwierzyli w siebie
z tym właśnie nie każdy sobie daje radę
Jesli myślicie o niej non stop, to jak ona ma Was opuścić

o i z tym się zgadzam - ale znów nie każdy sam daje rade

z drugiej strony praca nad sobą to wysiłek ciężki... a jak mam napad lęku (w pracy najczęściej) to zarzucam pigułę i po wszystkiemu- wygodnie, szybko i skutecznie (na jakiś czas)
"Należy doceniać to, co się posiada, nie niszczyć tego, a i korzystać z życia piersią pełną, bo nie znamy dnia ani godziny "

pozdr...
LuC
Avatar użytkownika
LuC
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
22 sty 2007, 17:22
Lokalizacja
z doskoku

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do