Przyczyny nerwicy

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez ewa125 16 sty 2007, 17:14
roccola napisał(a):warto zaglądac w głąb siebie ale pod okiem specjalisty . Same zagladanie do niczego nie prowadzi gdyby tak bylo sami umielibysmy sie wyleczyc

i tu sie nie zgodze.moge oczywiscie mowic tylko i wylacznie na swoim wlasnym przykladzie bo nie jestem psychologiem ale ja zwalczylam nerwice mozna powiedziec SAMA. to nie sa brednie wziete z kosmosu ze nerwica wynika z podswiadomych konfliktow, nawet bym powiedziala swiadomych ale ulegajacych wyparciu, czyli takich z ktorymi nie chcemy sie zmierzyc. bede teraz szczera- chodzilam do psychologa, gadalam rozne rzeczy, wypelnialam ankity itd i ... klamalam. moze nawet nie klamalam ale moj problem siedzial tak gleboko we mnie, tak bardzo sie go wstydzilam i tak bardzo walczylam ze soba zeby samej pezd soba sie do niego nie przyznac ze zwalalam wine na wszystko inne tylko nie na to. w koncu sama zdalam sobie sprawe z tego ze w ten sposob bede zawsze juz na nerwice chorowac. teraz mam plan poradzenia sobie z moim problemem i nie jest to latwe, jest to bardzo trudne ale nerwica odeszla, sama bez brania lekow. to cos we mnie siedzialo i w sumie zawsze sobie z tego zdawalam sprawe ale po prostu oszukiwalam sie sama ze tego problemu nie ma. jak w koncu sie sama przed soba przyznalam 2 dni cale plakalam, wszystki e emocje ze mnie zeszly i teraz mam czyste konto i moge sie zajac tym wlasnie problemem. takze psycholog nie zawsze wyciagnie z was to co was dręczy, czasami wystarczy sie do tego po prostu przyznac. co do dziecinstwa mysle ze ma ono wplyw ale grzebanie sie w nim jest troche naciagane, bo ja mysle ze to ze mamy nerwice teraz swiadczy o tym ze teraz mamy jakis konflikt, moze sie on wiazac z dziecinstwem ale on nadal trwa. jakby nie trwal to bysmy juz dawno o tym zapomnieli. mowie wam czasami warto po prostu sie do czegos przyznac, przestac sie oszukiwac. wiem jak to jest bo ja tez zwalalam przyczyne na rozne inne rzeczy, wymyslalam, szukalam w swoim dziecinstwie...a prawda jest taka ze jednak co innego mnie dreczylo, cos czego sie balam, cos do czego sie bal;am przyznac, cos to ukrywalam przez lata i cos co nie pozwalalo mi normalnie funkconowac. oczywiscie to sprawa naszej psychiki bo to my sobie ubzduralismy ze z czyms nie da sie funkcjonowac ale prosze was zajmijcie sie wlasnie tym czyms, nie szukajcie niepotrzebnie innych przyczyn bo tak sobie nie pomozecie. wiadomo ze latwiej jest zwalic na cos innego, a trudniej przyznac sie wlasnie do tego co jest az tak duzym konfliktem ze spowodowalo nerwice.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Avatar użytkownika
przez ewa125 17 sty 2007, 00:15
no kuba dlatego napisalam ze nie jestem psychologiem i nie wiem co przezywaja inne osoby ale u mnie akurat to podzialalo bo sie pozbylam tej po******lonej nerwicy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :) pozdrowki. zreszta przyznac sie to jedno a wyrzucic z siebie to tez troche co innego. ciezko powiedziec w jaki sposob mozna cos z siebie wyrzucic moze pomocny jest psycholog jezeli mowisz mu cala prawde. poza tym trzeba cos z tym robic. jak ja bym nie wiedziala ze mam plan zeby cos z tym zrobic i to bardzo konkretny plan to samo przyznanie sie by mi nic nie pomoglo. oczywiscie kazdy jest inny.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

przez arek177 17 sty 2007, 20:03
8) moge powiedziec ze w nerwicy trzeba znaleźc najwazniejsze "mechanizm" to on napedza cala ta przyczyne , wlasnie jestem po szpitalu 3 miesiace bylem w szpitalu i mialem rozne terapie i dowiedzialem sie wlasnie ze my nerwicowcy za zwyczaj zganiamy wszystko na kogos i na cos (n. na dziecinstwo,rodzicow) ,a moze wlasnie zostawmy te dziecinstwo i reszte rzeczy a zastanowmy sie nad soba moze my cos robimy zle ze caly czas tkwimy w tej chorobie.
chcialem wam powiedziec ze ja wlasnie znalazlem mechanizm swojej nerwicy a to juz polowa mojego sukcesu do wyzdrowienia , teraz musze duzo pozmieniac przede wszystkim w sobie i w moim zyciu.
POZDRAWIAM WSZYSTKICH I ZYCZE SUKCESÓW!!!
Offline
Posty
59
Dołączył(a)
27 mar 2006, 23:00
Lokalizacja
lubuskie

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez lula 17 sty 2007, 21:13
fajny temat, szkoda tylko, że nikt nie napisał niczego o sobie. a ja powtarzam za didadoo:
didado1 napisał(a):Moje pytanie jest takie czy ktoś wie jaka przyczyna wprowadziła tą nędznice w nasze życie???


No włąśnie-wszyscy wiemy, że dzieciństwo, że rodzice, doświadczenia, a co za tym idzie konflikty emocjonalne, ale prawie nie spotykam osób, którym udaje się dowiedzieć co było pierwotną przyczyną.
W książkach niestety znajduję też tylko przypadki, no właśnie, "książkowe" typu: ojciec gwałciciel lub inna oczywista trauma.

A moja nerwica jest taka "niewiadomoskąd". Nawet psycholodzy i psychiatrzy u których się lęczyłam ciężko rozkłądali rece, no bo jak tu leczyć osobę, która przez 25 lat życia była normalna, bez większych kompleksów, ran na duszy itp. a nagle ma zaburzenia lękowe?
Jeszcze większą konsternację wzbudzała też moja postawa podczas terapii, bo zawsze, mimo nerwiczki nie byłam zahukana, nie było myśli samobóczych, normalnie pracowałam, studiowałam i prowadziłam względnie normalne życie.
Moim jedynym problemem są ataki, które pojawiają się bez przyczyny, w żadnych konkretnych miejscach, ani momentach. Czasami dopada mnie w tramwaju, ale czesto też nie. Innym razem łapie mnie w domu gdy w najlepsze relaksuję się z moim chłopakiem i czuję się bezpiecznie.
Czasem "zazdroszczę" nerwicowcom z ciężką historią, bo oni przynajmniej wiedzą skąd toto i więdzą, w którym miejscu grzebać i analizować.
Lekarze nie wiedzą o co mi chodzi, nie mają się do czego przyczepić i tak terapia krązyła wokół niczego.
I tak po 6 miesiecznej przygodzie z nerwicą bez poznania powodów puściło na 7 miesięcy, ale niestety cholerstwo wróciło, a ja mam poczucie, że znów stoję na początku drogi i nic konstruktywnego z tego nie wynika.
Wiem, że każdy jest inny, ale czasem czyjas historia może rozjaśnić w głowie.
Brakuje mi tu czasem postów z racjonalnymi przemyśleniami, autorefleksyjnych, za to dużo opisów objawów. (sic!)

Mam nadzieję, ze nie zostanę wyklęta, bo jestem tu nowa i już krytykuję.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
15 sty 2007, 22:47
Lokalizacja
skądinąd

przez lotta 18 sty 2007, 23:21
dokładnie jest tak jak piszesz...
lęk jest spowodowany brakiem poczucia bezpieczeństwa i (tak jest np w moim przypadku) wiecznym poczuciem winy.
nie czujesz się bezpieczny w swoim otoczeniu i ze sobą. jesteś ciągle spięty, nie możesz sie rozluźnić bo nie ufasz ani sobie ani światu. zaciśnięte szczęki, zmarszczone czoło, mocno zaciskane palce u rąk, uniesione ramiona - organizm jest gotowy do ucieczki (w razie czego)
w takiej sytuacji nasze ciało jaki impuls przekazuje do mózgu? trzeba się bać a że realnego zagrożenia nie ma to mózg reaguje irracjonalnym lękiem, odpowiada na sygnały naszego ciała ( w sumie to są kompatybilni:))
Moim świętym prawem jest czuć się dobrze.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
04 sty 2007, 00:25
Lokalizacja
Gdynia

przez martus 19 sty 2007, 11:08
Witam! A Mi sie wydaje ze wiem dlaczego,tzn to wydarzenie bylo poczatkiem,to byl rodzaj tagiego szoku ni wiec:jestem jedynaczka,zawsze bylam blisko rodzicow,nawet jak mialam zostac spac u babci to w nocy byl telefo ndo domu,zeby mnie ktos stamtad zabral...nie chcialam nigdzie wyjezdzac i do tej pory tak mam ale podejrzewam ze to tylko skutek wszystkiego co bylo przedtem,nawet na studia za rok nie chce isc bo juz z gory zalozylam,ze bede tesknic i ze bede miala lęki i nikt tam mi nie pomoze,ale wracajac do poczatku...w koncu w 4 klasie podstawowki dalam sie namowic na kolonie nad morze!I tam sie zaczelo oczywiscie plakalam tesknilam chcialama wrocic do domu!I tak nagle z dnia na dzien zaczela bolec mnie glowa,wiec latalam za moja opiekunka i pytalam czy to moze byc udar(ze slonca nad morzem) pozniej zaczelam miec cos z oczami ale okazala sie ze to zapalenie spojowek...i tak cala kolonie juz zaczelam wymyslac...co ciekawe kiedy wrociam do domu to nie ustalo...glowa dalej mnie bolala,wiec przzucilam sie na guza mozgu...i tak sie to zaczelo,pozniej bylo juz tylko gorzej...wiec od dawna mam podejrzenia,ze to sie pojawilo na wskutek takiego szoku i tesknoty...
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
06 sty 2007, 21:59

"Kloszardzi" - wychowywani pod kloszem

Avatar użytkownika
przez czarnykot 21 sty 2007, 20:20
Pozwoliłem sobie otworzyć ten nowy temat w oparciu o własne przemyślenia związane z poszukiwaniem natury i źródeł swojej nerwicy.
Jak sobie przeanalizuję swoje dzieciństwo oraz dzieciństwo i sposób bycia swoich dzieci dochodzę do wniosku że jesteśmy KLOSZARDAMI....czyli dziećmi wychowanymi pod kloszem rodzicielskiej ochrony przed złym światem. Izolacja przed twardym czasami złym światem który przecież jest drugą stroną tego samego medalu / pierwsza to dobro/ oraz wychowywanie w mocnej tradycji zasad, norm - "bądź dobry, pomagaj, wycofuj się przed agresją itd itp." odizolowanej od rzeczywistości świata coraz bardziej pędzącego oraz działającego na zasadzie Darwinizmu ekonomicznego powoduje że wrażliwe jednostki w zderzeniu z takim światem czują się coraz bardziej zalęknione, wystraszone uciekające w świat fantazji i nasłuchiwania siebie.......eeee rozpisałem się . Co o takim widzeniu źródeł naszych problemów sądzicie?
Przepraszam jestem dysortografem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
67
Dołączył(a)
26 gru 2006, 20:38
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez emiflo 21 sty 2007, 20:24
mnie nikt nie chronił , a raczej dostawałam "zło" na codzień. Wychowywałm się sama , bo nie byłam zauważona. Może rzecz polega na skrajnościach.
---Na najważniejszych skrzyżowaniach życiowych nie stoją żadne drogowskazy -----Charles Chaplin
*****************************************
---Sekretem szczęśliwego życia jest wyrozumiałe akceptowanie zmian ----- James Stewart
Avatar użytkownika
Offline
Posty
262
Dołączył(a)
25 mar 2006, 16:09
Lokalizacja
Sieradz

Avatar użytkownika
przez Róża 21 sty 2007, 21:24
Coś w tym jest-tzn.mnie tez nikt nie chronił,raczej ignorował i krytykował.
Ale-zawsze też straszył.Wiecznie słyszałam o gwałtach,morderstwach,porwaniach itd. :( To chyba miała byc ta "ochrona",ale wiem że w niczym nie pomogła,a zrujnowała mi psychikę.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez Delvin 21 sty 2007, 21:49
ile ludzi tyle przypadków, więc nie ma co wystawiac slepej diagnozy, a zresztą i tak więcej przypadkow zachorowan na nerwice wywodzi sie raczej z trudnej sytuacji życiowej, aniżeli z powyższego KLOSZARSTWA ;-)

pozdro.
Sebastian
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
26 maja 2006, 10:54

przez marmarc 21 sty 2007, 22:10
"kloszardyzm" jest z pewnością jedną z teorii naukowych wyjaśniających nerwice
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

Avatar użytkownika
przez telimenka 21 sty 2007, 22:51
oj tak na pewno coś w tym jest.
Ja jestem taka 'kloszardka', ktorej mama nie zapisala do przedszkola, ktora bardzo pozno wyszla na ulice bawic sie z dziecmi,... powtarzano mi, ze nie wolno na nikogo krzyczec, trzeba byc dobrym dla innych. Nikt nie powiedzial mi, ze nie moge pozwolic by dzieci w szkole wysmiewaly mnie i krzywdzily... Nie wiedzialam, ze mozna krzyknac: "Dosc!"
Rodzice chronili mnie przed stycznoscia ze smiercia - nie zabierali mnie na pogrzeby... gdy jako nastolatka pierwszy raz zobaczylam na wlasne oczy trumne poculam, ze robi mi sie slabo... nigdy nie zapomne tego dziwnego uczucia...
Przynajmniej wiem, jakich bledow unikac w wychowywaniu dzieci (choc nie wiem czy moje obietnice na cos sie zdadza- ponoc jestesmy skazani na powielanie danych nam wzorow wychowania... :/
pozdr
Avatar użytkownika
Offline
Posty
270
Dołączył(a)
14 mar 2006, 21:36
Lokalizacja
Śląsk

Avatar użytkownika
przez pajak 22 sty 2007, 00:20
no ja też jestem takim kloszardem :)Jak nie rodzice to pilnowali mnie dziadkowie.Trochę ich rozumiem,dziadkowie sami nie mieli już rodziców w wieku 3-4 lat więc może dlatego "za bardzo" mnie pilnowali.I też zawsze słyszałem-bądź dobry, pomagaj, ustępuj, nie bij się itp...to doprowadziło do zguby
Avatar użytkownika
Offline
Posty
240
Dołączył(a)
12 sty 2007, 00:30
Lokalizacja
Człuchów

Avatar użytkownika
przez kikut 22 sty 2007, 01:54
Zgadzam się i ze smutkiem przyznaję swoja przynależśność do kloszardów. Od najmłodszych lat ochraniany i wyręczany prawie we wszystkim przez matkę, nawet wobec moich jawnych sprzeciwów, ponadto "opuszczony" przez tatę, który niezbyt poradził sobie z przeciągnięciem mnie na tę "męską", odważniejszą stronę życia, mam dziś kłopoty. Czytałem gdzieś, że jednym z najbardziej patogennych zachowań rodzicielskich jest matczyna nadopiekuńczość wobec syna. Wiem po sobie jak trudno jest odseparować się później od rodziców i stać się zdrowym emocjonalnie człekiem.
Sponsorem mojego powrotu do życia jest NFZ.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
25 lut 2006, 19:02

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: matteusz89 i 32 gości

Przeskocz do