Przyczyny nerwicy

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez agapla 26 maja 2006, 14:45
Oczywiście ja tez myśle że przyczyna jest najważniejsza, ale jak ja znaleźć?Nie którym zajmuje to nawet całe lata, u mnie minęły juz dwa lata i dalej nie moge jej znaleźć!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez Aga1 26 maja 2006, 15:06
Ja wiem skąd się wziela moja nerwica, i co z tego :?: Magnolia w jednym wypadku ma rację że są osoby które piszą posty w stylu dziś zabolało mie to , póżniej nie mogę ruszyć nogą, a jeszcze póżniej że już chyba umierają mając w garści swoje wyniki badań, które nie potwierdzają że są na coś chorzy. Dla mnie to jest paranoja żeby leżeć , wsłuchwać się w siebie co mnie zabolało i potem o tym pisać. Niech ruszą d... i zaczną coś robić aby nie myśleć tylko o sobie. Być może tymi słowami narażę się komuś , ale takie jest moje zdanie. Piszę z kilkoma osobami z forum i niektóre osoby powiedziały że przestały tu wchodzić , bo stawały sie gorzej chore. A przecież nie taki cel jest forum. Pozdrawiam wszystkich :roll:
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

Avatar użytkownika
przez Arek 1977 26 maja 2006, 16:56
Zgadzam sie z Anies,
samo założenie, że trzeba sobie uświadomić przyczynę lęku to tylko połowa sukcesu (ta łatwiejsza), o wiele trudniej jest taką przyczynę zidentyfikować i zneutralizować. Powiem więcej, u osoby z silna nerwicą, to w zasadzie nie wykonalne "na własną rękę". Po to właśnie są ludzie zwani psychoterapeutami, aby pomagli nam do niej dotrzeć, nazwać ją, zrozumieć, zaakceptować i niejako przeżyć na nowo. Wiele z tych przyczyn ma swoje korzenie we wczesnym dzieciństwie, duża część to pochodna naszych relacji z rodzicami etc etc.
Nie dziwi mnie Magnolio, że na forum dominują posty o coraz to nowych objawach i lękach, gdyż to jest właśnie to, co ludzi najbardziej boli, dotyka i przeraża. Naturalną reakcją jest podzielenie się tym z kimś, a że charakter choroby jest taki a nie inny, anonimowe forum ludzi , którzy odczuwaja podobnie jest do tego odpowiednim miejscem.
Chorowanie na nerwicę jest procesem, najpierw przychodzi etap rozpaczy i krzyku o pomoc, ludzie są z reguły zaskoczeni, wręcz zaszokowani, nerwica w dodatku czesto faluje raz lepiej raz gorzej, niekiedy potrzeba dużo czasu aby ktoś zreflektował, że potrzbuje profesjonalnej pomocy, podjęcia terapii itp. Im.in temu służy to forum, aby podzielić się swoim bólem i cierpieniem (to zawsze przynosi ulgę) oraz docelowo aby dzielić się swją drogą do wolności, swoimi doświadczeniami w walce z tą chorobą, metodami, obserwacjami etc. Nie należy się jednak frustrować tym,że najczęściej pojawiają się posty typu "piecze mnie w klatce piersiowej, czy umrę na zawał?" gdyż to jest po prostu normalne i większość z nas reagowała/uje w podobny sposób.
pozdrawiam
Stworzony jestem do tego aby być i dokonać tego do czego nikt inny stworzony nie został
Avatar użytkownika
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
20 mar 2006, 14:39
Lokalizacja
Kraków

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Hollow 26 maja 2006, 18:36
Przyczyna może być bardzo oczywista, np. w przypadku PTSD, ale sama jej świadomość nic nie daje.
Czasem też nie da się zidentyfikować wyraźnej, jednoznacznej przyczyny, a psychonaliza to, generalnie, wróżenie z fusów...
Myślę, że ważniejsza jest (głęboka) świadomość teraźniejszości.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
10 mar 2006, 17:29

Avatar użytkownika
przez Arek 1977 26 maja 2006, 22:33
Hollow myślę, że zbyt syntetycznie odniosłeś się do problemu ;-), a porównanie PTSD z problemem szukania przyczyny jest wg mnie raczej nieadekwatne.Fakt ,że w tym przypadku jest ona oczywista, nie tyle nic nie daje ile właśnie dostarcza problemów:)
PTSD ma niewiele wspólnego z nerwicą lękową, z wyjątkiem objawów które są często identyczne. Działa raczej jako tzw. wyzwalacz ale wówczas nie jest ową oczywistą przyczyną, ale raczej momentem wydostającym problem spychany do podświadomości na zewnątrz, problem który jawi się jako zaburzenie lękowe. Najczęściej jednak występuje jako zjawisko osobne, wywołując silny wstrząs psychiczny i ustępuje po pewnym okresie (w zależności od konstrukcji psychicznej 1mc, 3mc, rok),z reguły bez nawrotów.Osoba z PTSD może być leczona poprzez farmakologie, terapię lub łącznie. Jeśli chodzi o terapię to różni się zasadniczo od tej stosowanej przy nerwicy lękowej. Oczywiście , każdy człowiek ma swoją własną historię, własny bagaż doświadczeń i konstrukcja psychiczna każdego z nas jest unikalna i jedyna w swoim rodzaju, jednak schematy, które powodują zaburzenia są często podobne lub wręcz takie same. Dlatego ogólnie uważa się, że znalezienie przyczyn nieuświadomionych konfliktów, lub po prostu pomoc w ich nazwaniu i wyrażeniu są niezmiernie istotne. Zgadzam się z Tobą,że świadomość teraźniejszości jest bardzo istotna, ale żeby ją stale rozwijać i wzmacniać należy zmierzyć się z przeszłością, w której najczęściej leżą źródła naszych problemów.Myślę, że bardzo dużo racji ma Melissaa pisząc o deficytach emocjonalnych z dzieciństwa. Osobiście uważam,że najlepszą metoda to terapia mieszana z naciskiem na behavioralno - poznawczą. Moje zdanie na ten temat ugruntowało się na kanwie rozmów z ludźmi, którzy pośród różnych innych metod walki z nerwicą, właśnie takiej terapii zawdzięczają stały powrót do zdrowia. Ogólnie odnoszę wrażeni,że po dłuższym doświadczeniu problemów nerwicowych, większość z nas intuicyjnie wyczuje i empirycznie stwierdzi,że same leki lub też pojedyncze sesje u psychologa nie pomagają. Jeśli chodzi o mnie, to terapię rozpoczynam 20licpca i będzie wtedy szansa na to, żeby zweryfikować moje dotychczasowe zdanie na ten temat. Nie boję się go jednak wyrażać w takiej formie już teraz, gdyż wiele na ten temat czytałem a przede wszystkim rozmawiałem z ludźmi, którzy przez to przeszli od początku do KOŃCA, czego każdem z nas życze!
pzdr[/url]
Stworzony jestem do tego aby być i dokonać tego do czego nikt inny stworzony nie został
Avatar użytkownika
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
20 mar 2006, 14:39
Lokalizacja
Kraków

przez Smutna... 26 maja 2006, 23:08
Czasami trudno jest dojść do przyczyny swojej nerwicy...ja nadal próbuję się jej doszukać gdzie popełniłam błędy co było nie tak...teraz już wiem że przyczyną była moja nadwrażliwość, otoczenie w jakim przebywałam, załamanie psychiczne i samotność...to się trudno leczy każdy zdrowy myśli prostymi kategoriami psycholog, psychiatra leki..sprawa załatwiona...sprawa...nasze cierpienie to nie jest sprawa i myślę że kilkoma wizytami u psychologa ani łykaniem tabletek nie da się odwrócić najgorszych zdarzeń z życia...niektóre przeżycia pozostawiają trwałe urazy i ślad...ja wiem że u mnie wszystko się nakladało..jedno zdarzenie nie wpędziło mnie w nerwicę wszystko narastało aż stało się to co mogło stać się najgorszego...ktoś kto wyzdrowiał nie rozumie...wiele osób jest już zdrowych albo w trakcie leczenia...są na drodze do wolności...tylko że pojawia się nowy problem przestają coraz mniej rozumieć tych nadwrażliwych którzy niestety nie wyleczyli się albo przychodzi im to z trudem i nadal mają nerwicę...

[ Dodano: Pią Maj 26, 2006 11:12 pm ]
Dopiero po bardzo kryzysowym okresie z mojego życia nerwica się nasiliła...wcześniej bylam nadwrażliwa i nadal jestem miałam skłonności do nerwicy...byłam lękliwa, nigdzie nie moglam się odnaleźć..w domu było trochę nerwowo, pogubiłam się...przeżylam silne stresy...ale nadal żyję pomimo wszystko...
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
21 kwi 2006, 13:12

Avatar użytkownika
przez emiflo 26 maja 2006, 23:21
ja również znam przyczynę swojej nerwicy i mój psycholog też, ale zgadzam sie z Arkiem i szukam takiej terapii, ale w mojej mieścinie cięzko bedzie znalezc.
---Na najważniejszych skrzyżowaniach życiowych nie stoją żadne drogowskazy -----Charles Chaplin
*****************************************
---Sekretem szczęśliwego życia jest wyrozumiałe akceptowanie zmian ----- James Stewart
Avatar użytkownika
Offline
Posty
262
Dołączył(a)
25 mar 2006, 16:09
Lokalizacja
Sieradz

przez mysia_fisia 27 maja 2006, 09:21
A ja na przykład podziwiam ludzi, którzy potrafią napisać o tym, co im dolaga, co ich boli, co czują. Mnie jest niezwykle trudno, bo raczej zawsze wszystko dusiłam w sobie.
Co do znalezienia przyczyny, to też mam problem, bo cięzko mi mówić o sobie otwarcie i do końca.
A fakt, że ktos pisze o tym, co mu dolega wcale mi nie przeszkadza. Po pierwsze dlatego, że właśnie czytając takie posty zrozumiałam, ze nie jestem sama, a po drugie dlatego, że cieszy mnie ich zaufanie, to że znaleźli miejsce, gdzie mogą być szczerzy i wierzą, że ktoś ich zrozumie.

Ufff, strasznie pogmatwane mi wyszło to ostatnie zdanie...
Każdy ma swoje marzenia i może mieć swój performens. Nie każdy próbuje...
Offline
Posty
83
Dołączył(a)
08 maja 2006, 10:22

przez jaxek 27 maja 2006, 11:28
jak tu mówić o przyczynach jeśli nawet jak ją znajdziemy samą przyczyną jest to co było tego co sie przezyło na początku choroby nie da sie zapomnieć
i cały czas robimy coś żeby już tak nie było myślimy o tym i niestety to jest przyczyna powtórnych leków

każdy ma jakieś ataki nerwu ale po poważnym przeżyciu jest inaczej że nie potrafimy sobie poradzić, niby jesteśmy normalni tylko że zamiast walczyć ze stresem się poddajemy i dajemy działać nerwom stąd te trtzesienia wymioty itd.

Ja mam od 3 miesięcy i choć jest coraz lepiej tym coraz gorzej bo tak blisko do normalności miewam tygodnie gdy jest dobrze a potem znów wraca ale żyje i próbuje o tym nie myśleć, ucze sie na nowo cieszyć, przebywac z ludzmi, pracować choć nie jest łatwo najgorzej jest jak są to nowe osoby których nie znam nie mam do nich zaufania.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
27 maja 2006, 11:25

przez Magnolia 27 maja 2006, 12:48
To ja Wam coś teraz napisze.Miałam fobie-BARDZO silną fobie.Po pogrzebie kumpla miałam taki zespół stresu pourazowego,że na widok karawanu serce biło mi jak oszalałe,drętwiała mi cała lewa ręka,bóle w okolicy serca przyśpieszony oddech,wrażenie,że zaraz strace wzrok,trzęsienie ciała, klucha w gardle,szczękościsk i ból skóry na całym ciele.To były wszystkie moje objawy które następowały jak widziałam cos co ma związek z pogrzebem.Później było coraz gorzej,nie moglam patrzeć na wiązanki kwiatów,jak widzialam grupke ludzi to już myślałam że to idzie kondukt pogrzebowy.Każdy dzwięk z zewnatrz oznaczał "marsz" pogrzebowy.Męczyły mnie tzw flash-backi czyli obrazy z pogrzebu.Isny horror.Później już nawet nie mogłam spokojnie chodzić na cmentarz w Święto Zmarłych.Trwało to ...3,5 roku.Męczyłam się nieprzeciętnie.Zero normalnego życia.Poszłam do psychologa.Kiedy kazał mi przerobić te uczucia,myśli i objawy fizyczne jeszcze raz myślałam,że umre.Stworzył mi nawet w gabinecie "scenke" z pogrzebu.Myślałam,że nie wyrobie.Ale kiedy już przetrawiłam całe to miażdzące uczucie które odczuwałam na pogrzebie...wszystko minęło.Po 3,5 roku spokojnie pojechałam na grób kumpla i nic mi nie było.Niedawno miałam "bliskie spotkanie" z pogrzebem i nawet oddech mi się nie przyśpieszył.Totalny spokój.Więc prosze nie mówcie mi,że stękanie co nas dzisiaj boli jest dobre i trzeba zapominać o przyczynie.NIE! Przyczynę trzeba przerobić i tak naprawdę każdy z nas wie co go trapi i skąd te objawy,ale mało z nas ma na tyle odwagi żeby się z tym zmierzyć.I prosze nie mówcie mi,że to jest niewykonalne bo to co przeszłam tylko ja wiem ile mnie kosztowało.Pozdrawiam
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
08 lis 2005, 10:27

Od czego Wam sie to zaczelo ???

przez Anunia 27 maja 2006, 14:46
Witam Kochani !
Ja tu jestem od niedawna, to znaczy od niedawna objawy mojej nerwicy, badz stanu przednerwicowego (?) zaczely sie poglebiac.
Interesuje mnie jak się to wszystko u Was zaczelo?? Czy jakies konkretne wydarzenia spowodowaly rozwoj tej konkretnej choroby?? Czy znacie jej przyczyne?

Jesli o mnie chodzi, mysle ze to dlugo sie we mnie rozwijalo. Od liceum zawsze ciazylo na mnie zbyt wiele obowiazkow, zero wolnego czasu, oprocz liceum jeszcze szkola muzyczna, sport i we wszystkich tych dziedzinach starania o jak najlepsze wyniki. Potem studia - medycyna. No i koniec szczescia. Oblalam egzamin z anatomii. Wyrzucili mnie ze studiow. To byla moja pierwsza porazka. Pierwszy raz cos naprawde mi sie nie udalo. No i odbilo sie na moim zdrowiu, to ze zawsze zbyt wysoko stawialam sobie poprzeczki.

Teraz zwalniam tempo. Sa wazniejsze rzeczy, zdrowie jest wazniejsze. Trzeba miec czas dla samego siebie, na odpoczynek, na przyjemnosc.

ostatnio ta przyjemnoscia sa dla mnie konie i nauka jazdy na nich :)


Pozdrawiam Was goraco :* :):)
Amor fati - kochaj swój los !!
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
26 maja 2006, 16:26

przez malina 27 maja 2006, 15:20
Witaj! U mnie na ta chorobe zlozylo sie wiele czynnikow. Juz od dzecka napewno ta choroba sie ksztaltowala,pniewaz mialam ojca alkoholika a mame chora na stwardnienie rozsiane.W domu byly ciagle awantury, nieraz dochodzilo do rekoczynow. Potem tata sie pochorowal i niestety amputowali mu noge i nareszcze przestal pic a choroba mamy zeczela postepowac .Zaczely sie tez problemy z mlodsza siostra-depresja,proba odebranie sobie zycia ,koszmar.Narbardzej dolozyl mi dzien mojego slubu,tato mial zawal i zmarl. Ale to jeszcze nie koniec koszmaru za pare miesiecy na moich rekach zmarl moj przyjaciel - tetniak na mozgu.Nerwica odezwala sie za rok. obecnie jeszcze sie lecze ale jest dobrze. Zycze szybkiego powrotu do zdrowia.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
26 maja 2006, 16:33
Lokalizacja
malopolska

Avatar użytkownika
przez iwo4 27 maja 2006, 16:16
Zgadzam sie z Toba Magnolia w 100%:)
Witajcie wsród "wybranych"...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
193
Dołączył(a)
24 mar 2006, 23:21
Lokalizacja
Kraków

Avatar użytkownika
przez anita27 27 maja 2006, 16:55
hm...to takie odlegle czasy,ze trudno powiedziec.Ojciec nie byl normalna osoba.bil mame na oczach swoich corek,zamykal nas z mama w domu
zostawiajac bez kluczy.Starzyl nas wychodzac na okna ze wyskoczy a my z siosta na to wszystko patrzylysmy.Pozniej okropne zycie malzenskie(ale to juz przeszlosc,wyrwalam sie jakis czas z tego)i tak sie wszystko uzbieralo.Tylko wydaje mi sie ze za pozno zaczelam sie leczyc i dlatego tak mi sie to ciagnie
Szczęście jest jak motyl. Gdy będziesz próbował go złapać - nie uda ci się. Gdy będziesz stać spokojnie - może usiąść Ci nawet na ramieniu!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 20:53
Lokalizacja
Chrzanow

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 31 gości

Przeskocz do