polubić siebie, zaakceptować nowy dzień...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

polubić siebie, zaakceptować nowy dzień...

Avatar użytkownika
przez night_wish 23 lut 2010, 09:26
Założyłam wątek powitalny, ale tutaj chyba będzie większy odzew...
Witam Was serdecznie. Czytając forum odnalazłam siebie, swoje emocje, problemy - nie zdawałam sobie sprawy, że w ogóle istnieją. Stosowałam wyparcie. Mam 34 lata. Od dłuższego czasu nie radzę sobie z emocjami. Wszystko mnie denerwuje, drażni. Coraz więcej krzyczę na męża, dziecko - czasem bez powodu, bo się odzywają i zagłuszają moje myśli. Zapominam np. gdzie zostawiłam klucze, zamyślam się, zapatruję w 1 punkt. Ciągle chodzę zmęczona, śpiąca. Nie chce mi się chodzić do pracy, nie daje mi satysfakcji. Nie mam siły na nic, nawet na poranną toaletę, najchętniej bym spała. Gdy się denerwuje mam straszne kłucie w sercu - przestraszyło mnie to. Poszłam do endokrynologa, myślałam, że to nawroty tarczycy (10 lat temu miałam operacje a nie biorę leków). Lekarz przepisał leki na tarczycę i pramolan 50 mg (można prowadzić po nim samochód? boję się go wziaść). Rozwala mi się małżeństwo. Dodatkowo wróciły problemy z dzieciństwa. Wychowywała mnie babcia, matka wyprowadziła się z bratem do kochanka. Teraz leży w oddziale opieki sparaliżowana (stwardnienie rozsiane). Brat leczy się na depresje, podejrzewają schizofremię, ma problemy z alkoholem, chwilowo na oddziale w szpitalu. Nie radzę sobie z tym wszystkim. Gdy się kłócę z mężem wyśmiewa mnie od wariatki, że skończę jak moja matka lub brat. Nie mam w mężu wsparcia. Dojrzałam na tyle by umówić się do psychiatry - 17 marzec wizyta. A do tego czasu sama z myślami i łzami... No mam jeszcze Was - ludzi z podobnym bagażem... Ile bym dała za taki spokojny słoneczny dzionek bez krzyków, nerwów, patrzenia na ludzi bez myśli, że się ze mnie śmieją. Dzień bez furji, rzucania wszystkim co mam pod ręką.
Jak polubić siebie, zaakceptować nowy dzień? Piszczie proszę, jaka jest Wasza recepta na szczęście?

[Dodane po edycji:]

PS. A może mnie się wydaje, może to wszystko, co przeżywam nie jest problemem? Tylko zwykłe lenistwo i znudzenie pracą, rutyną dnia... Tylko skąd to wieczne zmęczenie, senność, kłucie w sercu, nerwy, że zaraz wybuchnę... Pomóżcie proszę... Dziękuję za każdą wypowiedź.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
22 lut 2010, 14:00

Re: polubić siebie, zaakceptować nowy dzień...

przez miki74 23 lut 2010, 11:22
Witaj na forum ;)

Miło się czyta, że taką ulgę i otuchę przyniosło Ci znalezienie tego forum. Znajdziesz tu dobrą odskocznię od swych problemów. Poza tym są tu ludzie, którzy zrozumieją Twe kłopoty (bo mają podobne) i pocieszą, gdy będziesz w dołku. To fajne miejsce, mam nadzieję, że się o tym przekonasz.

Co do Twoich kłopotów, to oczywiście nie są to wydumane, nieprawdziwe problemy. Już to, że - jak piszesz - rozwala Ci się małżeństwo jest dużym, prawdziwym problemem. Więc nie sądzę, by ktokolwiek rozsądny próbował zbagatelizować Twe kłopoty.

Psychiatra to znakomity pomysł. Podobnie doradziłbym Ci wizytę u psychologa, a w konsekwencji psychoterapię. Prawdopodobnie przyniosą Ci dużo korzyści.

Pytasz, jak polubić siebie? Trudno dawać konkretne recepty. Różni ludzie mają różne życiowe historie i różne problemy. Jednym z celów psychoterapii jest właśnie dojście do polubienia samego/samej siebie. I jest to proces czasem długotrwały. Teraz to mogę tylko spróbować coś Ci doradzić "po omacku", nie znając dokładnie Twoich problemów.

Zatem może na początek przyniosłoby Ci ulgę zaakceptowanie siebie samej wraz ze swoimi problemami? Chodzi mi tu o to, byś się nie wściekała na samą siebie, nie miała do siebie pretensji o swoje zachowanie. Nie jest ono idealne, sama o tym wiesz. Lecz z drugiej strony masz kłopoty i warto by zrozumieć czasem siebie samą, że to złe zachowanie nie wypływa z Twojego czarnego charakteru, lecz często jest reakcją właśnie na życiowe, poważne Twe kłopoty. Więc może przestań siebie samą dołować tak bardzo, surowo oceniać i krzywo patrzeć na siebie samą. Życie wystarczająco mocno pokopało Cię w dzieciństwie, daje w tyłek obecnie, abyś Ty jeszcze dodatkowo sama siebie "okładała", dodawała sobie poczucia winy. Więc - trochę zrozumienia, może nawet łagodności dla samej siebie. Nie jesteś śmieciem i sama siebie nie traktuj jak śmiecia! Trochę więcej czułości i zrozumienia dla siebie samej.

Wszystkiego dobrego!
miki74
Offline

Re: polubić siebie, zaakceptować nowy dzień...

przez BladeM 23 lut 2010, 12:43
Hallo night_wish,

jak ci opowiedziec jaki ma sie sposob na szczescie? Kazdy jest inny i dla kazdego co innego jest szczesciem. Jedyne co moge ci powiedziec jesli chodzi o zaakceptowanie siebie, jestes nie tylko kobieta, czlowiekiem, brak akceptacji siebie ma duzo wspolnego z naszym dziecinstwem, a wiec porownaj jak traktujesz swoje dziecko ile potrafisz dac mu milosci i zrozumienia. Nie jestes tylko matka ale rowniez i dzieckiem (bylas i w tobie ono dalej zyje) moze sprobuj na siebie z uczuciem milosci spojrzec tak jak to robisz wobec dziecka. Bo milosc do dziecka pozwala ci troszke lagodniej na niepatrzec, wiec jesli tak tez sprubujesz na siebie spojrzec (z miloscia) to bedziesz mogla bardziej siebie zaakceptowac.

Pozdrawiam
Za bledy przepraszam z gory, bo pisze po polsku po bardzo dlugiej przerwie. Po 22 latach. Staram sie robic jak najmniej bledow, ale jesli jednak jakies sie pojawia, z gory przepraszam.
Offline
Posty
234
Dołączył(a)
17 sty 2010, 20:30

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: polubić siebie, zaakceptować nowy dzień...

Avatar użytkownika
przez night_wish 25 lut 2010, 17:26
Zapisałam się prywatnie do psychiatry. Poniedziałek. 11.00. Zrobiłam listę dolegliwości. Znając siebie w trakcie rozmowy połowę pozapominam...
- ogólne zmęczenie, osłabienie, senność (mogę spać po 10 godz, wstaję i tak jestem zmęczona)
- kołatanie serca, kłucie i przyspieszone bicie
- zawroty i bóle głowy, kłucie w okolicach zatok i z tyłu głowy
- omdlenie w tłusty czwartek
- drganie powieki (przeważnie prawe oko, lekki ból przy ruchach gałki ocznej)
- zaniki pamięci (nie pamiętam gdzie zostawiłam klucze, nagła dziura jaki pin do karty itp.)
- zwiększona potliwość (agła fala zimnego potu, uczucie zimna, dreszcze)
- bóle kręgosłupa w okolicy lędźwiowej (głównie gdy się schylam i podnoszę oraz rano po przebudzeniu nie mogę wstać, czuję jakby kręgosłup zapadał się)
- "burczenie" w brzuchu
- problemy z cerą
- utrata sił (problem z wejściem na 2 piętro - zadyszka, kołatanie serca)
- pojawianie się sińcy (nawet po lekkim uderzeniu np. o kant stołu)
- ogólne przygnębnienie, brak motywacji
- brak kontroli nad emocjami (płaczę, krzyczę, wpadam w furię, huśtawka nastrojów)
- kłopoty z koncentracją uwagi
- wymyślanie chorób dopasowywanie powyższych objawów do... np. guz przysadki mózgowej, nerwica, osteoporoza, stwardnienie roziane....

Czy to nerwica?

[Dodane po edycji:]

BladeM napisał(a):moze sprobuj na siebie z uczuciem milosci spojrzec tak jak to robisz wobec dziecka. Bo milosc do dziecka pozwala ci troszke lagodniej na niepatrzec, wiec jesli tak tez sprubujesz na siebie spojrzec (z miloscia) to bedziesz mogla bardziej siebie zaakceptowac


Dziękuję za słowa pełne magii. Wzrosła trochę moja samoocena. Mimo, że czasem krzyczę na moje dziecko (potem płaczę jaka straszna jestem) wiem, że na tej płaszcyźnie nie mam nic sobie do zarzucenia. Staram się nie popełniac błedów rodziców i jak najwięcej poświecac synkowi czas i okazywac miłość. Ale spojrzeć na siebie, jak na dziecko? Niewykonalne... zbyt wiele od siebie oczekuję...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
22 lut 2010, 14:00

Re: polubić siebie, zaakceptować nowy dzień...

przez BladeM 25 lut 2010, 18:38
Ciesze sie ze cos ci te slowa daly. I gratuluje dobrej decyzji pujscia do psychologa.

A uwierz mi ze juz nie dlugo chodzac na terapie znajdziesz sie w swoim dziecinstwie i bedziesz mogla zrozumiec jaka kzywde ci wyzadzono nie dajac ci uczucia twojej wartosci.

Sam fakt ze masz swoje dziecko i tak jak piszesz pragniesz dac cala milosc i fakt ze idziesz do psychologa aby cos zmienic i zrozumiec, powinien dodac ci swiadomosc swojej wartosci. Czlowiek jest istota ktora popelnia w zyciu te czy inne bledy, ale tylko ten czlowiek podnosi sie z marnosci, ktory swoje bledy widzi, je przyjmuje i zmienia. Kazdy kto pragnie cos na lepsze zmienic tak jak ty , powinnien sobie uswiadomic jak wartosciowym czlowiekiem jest. Bo o ile wygodniej zyc z dnia na dzien nie zastanawiajac sie i nic nie zmieniajac.

To twoja niesamowicie wartosciowa cecha charakteru ze chcesz cos zmienic....i mozesz znowu jeden powod wiecej miec dlaczego powinnas sie akceptowac.

Trzymam kciuki i daj znac jak na terapie.

Pozdrawiam
Za bledy przepraszam z gory, bo pisze po polsku po bardzo dlugiej przerwie. Po 22 latach. Staram sie robic jak najmniej bledow, ale jesli jednak jakies sie pojawia, z gory przepraszam.
Offline
Posty
234
Dołączył(a)
17 sty 2010, 20:30

Re: polubić siebie, zaakceptować nowy dzień...

przez polakita 26 lut 2010, 10:26
night_wish, wg mnie powinnaś sobie zrobić ogólne badania krwi plus TSH, żeby wykluczyć to że może to twój organizm niedomaga. My wszyscy (większość z nas) mieliśmy takie badania robione zanim zaczęliśmy się leczyć na nerwicę / depresję. Wg mnie niektóre objawy o których piszesz nijak się mają do zaburzeń emocjonalnych: pojawianie się siniaków, problemy z cerą. To mogą być braki jakichś minerałów. Namawiam żebyś odwiedziła internistę i endokrynologa również, oprócz wizyty u psychiatry. Zresztą jeśli to mądry psychiatra to sam ci to pewnie zaproponuje takie badania.
polakita
Offline

Re: polubić siebie, zaakceptować nowy dzień...

Avatar użytkownika
przez night_wish 01 mar 2010, 18:53
Jestem po wizycie. 35 minut w gabinecie = 150 PLN. Uświadomienie, że jestem DDA z objawami nerwicy lękowej i depresji. Alventa 75 i Sedam 3. Czy ktoś brał te leki? Jak się po nich człowiek czuje? Boję się zacząć je brać. Ogólnie jestem przerażona po uświadomieniu z czym mam do czynienia. Krótkie 35 minut a dla mnie cała wieczność i to spotkanie z przeszłością, łzy, koszmar nie do zniesienia. Nie wiem, czy jestem gotowa z tym wszystkim się zmierzyć. Nie obejdzie się bez psychoterapii, która potrzebna od zaraz. Tymczasem kolejny łyk herbaty, może ona ukoi moje skołatane serce...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
22 lut 2010, 14:00

Re: polubić siebie, zaakceptować nowy dzień...

przez Martwy Prezydent 01 mar 2010, 21:00
night_wish, z własnego doświadczenia wiem, że póki jest się w stanie wytrzymać bez leków, to lepiej ich nie brać. A psychoterapia to naprawdę świetny pomysł. Szczerość i otwartość w rozmowie z psychoterapeutą bardzo pomaga. Życzę powodzenia, wierzę, że sobie z tym poradzisz.
Martwy Prezydent
Offline

Re: polubić siebie, zaakceptować nowy dzień...

Avatar użytkownika
przez night_wish 02 mar 2010, 09:48
Martwy Prezydent napisał(a):night_wish, z własnego doświadczenia wiem, że póki jest się w stanie wytrzymać bez leków, to lepiej ich nie brać. A psychoterapia to naprawdę świetny pomysł. Szczerość i otwartość w rozmowie z psychoterapeutą bardzo pomaga. Życzę powodzenia, wierzę, że sobie z tym poradzisz.


Jestem za bardzo zmęczona. Jeśli mają pomóc w zlikwidowaniu objawów somatycznych muszę spróbować je brać. Kłucie w sercu jest nie do zniesienia. Recepta wisi na lodówce. Czeka. Wczoraj wróciłam do przeszłości, migawki z dzieciństwa... koszmar... Po co ja to wszystko robię, chyba tylko dla swojego Synka, bo przecież nie mam siły z tym walczyć. Nocną porą zwinięta w kłębek na łóżku płakałam. Jak długo? Nie wiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
22 lut 2010, 14:00

Re: polubić siebie, zaakceptować nowy dzień...

przez BladeM 02 mar 2010, 11:36
night_wish nie zalamuj sie i tak jak piszesz milosc do twojego synka da ci dosc sily aby przez to przejsc. Migawki z dziecinstwa, lzy , bol, zal, probowanie zrozumiec. Mam to wszystko za soba, tek masz racje jest to jak koszmar, ale ile ulgi gdy wkoncu to z siebie wyrzucisz.

Uwierz mi ze droga na ktora teraz weszlas jest dobra droga, an na koncu u celu bedziesz spogladac na pierwszyá wizyte u psychiatry i dziekowac za to ze bylo ci dane uwolnic sie od przeszlosci.

Coz jesli chodzi o leki, nie jestem ich zwolenniczka, dzieki nim przeszlam dodatkowa gehenne. Ale tylko ty ty sama jestes w stanie ocenic twoj obecny stan. Jesli dasz rade bez lekow robic terapie to moglo by to byc najlepszym rozwiazaniem, ale jesli brak ci obecnie sil na podjecie walki z demonami z przeszlosci to wspieraj sie lekami co nie oznacza ze jestes slaba. Czasami na poczatku twojej drogi sa leki tak zwana laska do podparcia sie aby kiedys umiec chodzic z wyprostowanym kregoslupem. Dlatego obojetnie jak bedziesz walczyc czy podpierajac sie lekami czy nie , dopóki nie zejdziesz z obranej obecnie drogi (terapia) idziesz w dobrym kierunku. Uwierz mi jesli nie masz sily robic tego dla siebie rob to dla synka , mnie pchala do przodu i dawala sile tez milosc do mojego synka. Dzieki tej milosci nauczylam sie i siebie pokochac, nauczylam sie walczyc o siebie, szanowac siebie nie wypalac sie wewnetrznie.

Wiem ze dzis spogladajac w przyszlosc i patrzac na droge ktora masz przed soba, jestes przerazona. Ale uwierz mi ze jesli bedziesz konsekwentnie robic terapie , pracowac nad soba to cel tej drogi mozesz szybko osiagnac. Ja zaczanajac w zeszlym roku leczenie latem myslalam tak jak ty, skad mam wziasc tyle sily, a oprocz choroby musialam jeszcze uwolnic sie od uzaleznienia od lekow(odwyk). Dzis po jakis 9 miesiacach nie biore zadnych lekow, nie mam atakow, nie mam syptomow, nie mam leku wolnoplynacego, w koncu umiem miec usmiech w sercu a nie tylko sztuczny na twarzy, nie jestem tak krytyczna wobec siebie i innych. Moje zycie stalo sie bogatsze. Moja milosc do syna stala sie jeszcze wieksza ale bardziej dojzala. Dzieki tej drodze ktora mam za soba, w koncu zyje, poprostu zyje.

Wiec nie zamartwiaj sie az tak, nie mysl tak daleko do przadu, mysl w krótkich odcinkach, dzien tydzien miesiac, a bedzie latwiej ci osiagac cele, pracowac nad soba , zrozumiec siebie, bedziesz poprostu w koncu zyc.

Pozdrawiam
Za bledy przepraszam z gory, bo pisze po polsku po bardzo dlugiej przerwie. Po 22 latach. Staram sie robic jak najmniej bledow, ale jesli jednak jakies sie pojawia, z gory przepraszam.
Offline
Posty
234
Dołączył(a)
17 sty 2010, 20:30

Re: polubić siebie, zaakceptować nowy dzień...

przez polakita 02 mar 2010, 12:03
night_wish, super że sie przełamałaś i poszłaś... co do leków to też dobrze że zastanawiasz się, bo to jest decyzja długofalowa. Ssri się bierze z reguły przynajmniej rok. Poczytaj sobie tutaj

alventa (ssri antydepresyjny) alventa-t11405-602.html
sedam (uspokajający, potrzebny zwłaszcza na samym początku) sedam-t2660-42.html

Akurat też nie jestem wielką zwolenniczką pastylek, ale są sytuacje kiedy bez nich jest zbyt ciężko.
polakita
Offline

Re: polubić siebie, zaakceptować nowy dzień...

przez Martwy Prezydent 02 mar 2010, 14:19
night_wish, Ja gorzej się czułem odstawiając leki, niż wcześniej kiedy ich wcale nie brałem.
Martwy Prezydent
Offline

Re: polubić siebie, zaakceptować nowy dzień...

przez BladeM 02 mar 2010, 15:38
Tylko dlatego tak sie czules, bo lekki przykryle twoje schorzenie, ktore w ukryciu sie dalej rozwijalo i przeroslo cie w momencie odstawienia leku.

Znam z autopsji. Sama mam to za soba.
Za bledy przepraszam z gory, bo pisze po polsku po bardzo dlugiej przerwie. Po 22 latach. Staram sie robic jak najmniej bledow, ale jesli jednak jakies sie pojawia, z gory przepraszam.
Offline
Posty
234
Dołączył(a)
17 sty 2010, 20:30

Re: polubić siebie, zaakceptować nowy dzień...

przez Martwy Prezydent 02 mar 2010, 16:49
BladeM, Dlatego uważam, że należy je brać tylko w ostateczności.
Martwy Prezydent
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 40 gości

Przeskocz do