Derealizacja. Depersonalizacja.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez Victorek 25 wrz 2008, 18:59
słuchajcie a ja mam jedno pytanko, bo jak czytam to ta derealka to bardzo często ponoć objawia się jakąś szybą a ja w sumie nie wiem o co w tym chodzi, bowiem , mam pełno różnych objawów ale tej szyby nie zauważyłem:) czy może być dd bez szyby??
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez who em I 25 wrz 2008, 19:47
ja mialem z szyba wczesniej, teraz mam bez
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
28 mar 2008, 19:12

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Misiek 25 wrz 2008, 20:41
Ja niedośc że za szybą to się czuje jak nie ja... :(
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez pajak 25 wrz 2008, 22:23
nie doszukuj się na siłe wszystich zaczytanych objawów w sobie, to najgorsze co możesz zrobić. Wiem to sam ze swojego doświadczenia. Jeśli nie czujesz szyby to powód do cieszenia się:)

---- EDIT ----

nie doszukuj się na siłe wszystich zaczytanych objawów w sobie, to najgorsze co możesz zrobić. Wiem to sam ze swojego doświadczenia. Jeśli nie czujesz szyby to powód do cieszenia się:)
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
240
Dołączył(a)
12 sty 2007, 00:30
Lokalizacja
Człuchów

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Uśmiechnięta 26 wrz 2008, 02:23
Witajacie!
Piszę na tym forum po raz pierwszy... jako, że mam już za sobą trochę przeżyć związanych z derealizacją, postanowiłam się odezwać :)
Moja pierwsza derealizacja zaczęła się rok temu i dokładnie wiem, co było jej przyczyną. Od zawsze cierpiałam na nerwicę i była ona dla mnie czymś naturalnym, jednak w zeszłym roku zbyt dużo przykrych przeżyć mnie spotkało. Była to śmierć ukochanej babci, wielkie sercowe rozczarowanie, wakacje spędzane w samotności, siedzenie do 5 rano przed monitorem, spanie do godz.14, nieregularne i złe odżywianie i strach przed trzecim...najtrudniejszym rokiem studiów. Wkręciłam sobie, że nie dam rady itd. Jako że od dziecka cierpię na migreny z aurą, które zdarzają się rzadko, ale są bardzo nieprzyjemne i zaczynają się chwilową utratą wzroku, myślałam że i tym razem mam z nią do czynienia, bo właśnie od wzroku się zaczęło. Do studiów zostały 2 tygodnie, więc nawet się cieszyłam,że ta migrena znów na jakiś czas będzie "odpukana". Ale migrena nie nadeszła, a ze wzrokiem nadal było coś nie tak. Zaczął narastać dziwny lęk, że ona pewnie nagle niespodziewanie zaatakuje i ogólnie wszystko zaczęło być dziwne... Łapałam się na tym, że patrzę się na jakiś przedmiot dłuższą chwilę i się zaczynam nad tym głęboko zastanawiać. Myśli typu: "dlaczego to tu stoi", "czemu robię tak a nie inaczej", "gdzie jestem" zaczęły napływać do głowy jak szalone. Sny były jak na jawie a jawa jak we śnie. Wszystko zaczęło się plątać, a strach przed niewiadomym spowodował dodatkowe nakręcanie się, utratę pamięci i tą sławetną, znaną tu wszystkim dobrze "pustkę wewnętrzną". Czułam się jak warzywo...nie mogłam myśleć, nagle poczułam się głupia, zapominałam imiona znanych aktorów, nie miałam poczucia czasu itd...Dużo można by pisać, ale nie będę bo każdy to dobrze zna. Im bliżej było wyjazdu na studia, tym gorzej się czułam, bo wiedziałam, że jeśli pojadę w takim stanie to będzie coraz gorzej, a sytuacja była już taka, że sama nie wychodziłam z domu. Moi rodzice niestety początkowo reagowali na to złością i krzykiem, wiedzieli że mam od zawsze pewne problemy emocjonalne i że zbytnio się denerwuje...Już nie wiedzieli co robić...stąd pewnie ich gniew. Obiecywałam sobie codziennie, że dla nich przestanę być "taka". Cały dzień jakoś dawałam radę, ale wieczorem zawsze był wybuch histerii. Wariowałam totalnie, zmuszałam się nawet do wymiotów żeby w końcu się mną zainteresowali w inny sposób i mi pomogli. W końcu zabrali mnie do neurologa który stwierdził, że to pewnie ta migrena, że pewnie jakieś naczynie się nie może rozkurczyć i dostałam nawet skierowanie na badania neurologiczne. Spędziłam na oddziale jeden dzień i tam jeden z lekarzy chyba coś wyczuł bo spytał się czy aby nie zaczynam niedługo studiów i powiedział, że to pewnie nerwica, ale jakoś rozpłynęło się to po kościach, a ja prawie odpłynęłam po hydroksyzynie, choć potem wieczór był super, bo wróciły uczucia...niestety na drugi dzień było tak samo. Pojechałam na studia, ogólna tragedia. Mama do mnie przyjechała, mieszkała ze mną jakiś czas i wybrałyśmy się do psychologa i on jako pierwszy nazwał to derealizacją. Powiedział, że może to nawet trwać latami i skierował do psychiatry. Ja oczywiście opowiedziałam mu wszystko dokładnie i pierwsze moje pytanie było: "czy jestem schizofreniczka", on zaśmiał się i powiedział: "skoro zadaje mi pani takie pytanie, to na 100% NIE, bo ludzie chorzy psychicznie nigdy się do tego nie przyznają". Ulżyło mi. Psychiatra opowiedział mi dokładniej o tym czym jest d/d i zapisał dwa leki. Zoloft i rispolept. Ja przeczytałam ulotki i bardzo się przeraziłam, zwłaszcza, że ten drugi lek to właśnie na schizofrenie. Stwierdziłam, że go nie wezmę. A miałam ku temu podstawy, ponieważ (co śmieszne) studiuję farmację. Teraz zacznę już 4 rok. Wiem dokładnie jak działają te leki i moja opinia jest taka, że wyrządzają wiecej zła niż dobrego, a mój stan nie jest na tyle poważny żeby się "truć", bo niestety inaczej tego nie nazwę (z perspektywy moich studiów). Chociaż bez wątpienia w poważnych przypadkach leki te są nieodzowne.Na zoloft się "pokusiłam", stwierdziłam, że większe stężenie serotoniny mi nie zaszkodzi, ale brałam tylko pół tabletki dziennie.Postanowiłam przestać o "tym" myśleć, do tego stopnia, że z czasem mi się to udało, choć cała "dziwność" nie mijała. Nauka była bardzo trudna, to był wielki płacz i strach, że zawalę, a przecież tak to lubię, przecież takie miałam marzenia. Chciałam rzucić studia na rok, ale mama powiedziała mi WALCZ! Nienawidziłam jej wtedy za to, ale teraz jestem jej za to niezmiernie wdzięczna, bo pokonałam to...Najpierw na miesiąc, potem wróciło znowu, znowu minęło na pół roku, potem wróciło na miesiąc i znowu to pokonałam sama! Bardzo pomogła mi książka"Możesz uzdrowić swoje życie" dr Louise Hay i serdecznie ją polecam :) Od tamtego czasu nie było problemu aż do końca sierpnia..trochę stresów, potem zaczęłam myśleć, że to dopadło mnie rok temu i znowu się zaczęło...tym razem ta migrena przyszła i wywołała taki lęk, że momentalnie po niej była derealka! Siła podświadomości zadziałała. Teraz mija już miesiąc i jest o wiele, wiele lepiej! :) Były problemy z pamięcią, ale postanowiłam nie zwracać na to uwagi i minęło! Była szyba i minęła! Teraz tylko pozostały głupie pytania "dlaczego, po co?", ale uczucia wróciły, pustka zniknęła...Bo ja tak chciałam, bo powiedziałam sobie, że nie i koniec! Przez cały ten miesiąc ani razu nie zapłakałam, ani razu nie zawahałam się przed wyjściem z domu, ale zaczęłam się śmiać i cieszyć...nawet na siłę! Jak pojawiał się brak uczuć to na siłę je wywoływałam...radość, zainteresowanie itd. Ani chwilę nie siedziałam bezczynnie i nie myślałam o bezsilności. Zajmowałam się tym co lubię czyli nauką języków, wychodziłam do ludzi i było i jest lepiej! :) W sposób farmakologiczny pomagam sobie wyłącznie ziołami. Rano wstaję (zawsze regularnie) biorę lusterko i mówię sobie jak bardzo siebie kocham i że wszystko jest w porządku! Potęga naszej podświadomości jest przeogromna i tak jak zaprogramowałam się na powtórkę derealizacji, tak mogę to zmienić, ale to wymaga pracy!:) nad biurkiem przyklejam karteczki i piszę na nich za co siebie kocham i co jeszcze w życiu chce zrobić :) A za każdym razem jak pojawia się zła myśl, to zamieniam ją na dobrą! Powtarzam sobie, że w mojej głowie są tylko pozytywne myśli. Wracam do mojej książki, stosuję afirmacje, mudry, medytację, jestem aktywna fizycznie i jest z dnia na dzień coraz lepiej!!! :) Trochę mnie przeraża jak widzę, że coraz więcej młodych ludzi faszeruje się chemią, chociaż jako przyszła mgr farmacji powinnam to propagować. Ale w pewnym momencie swojego życia zrozumiałam, że ludzie w sobie mają tak przeogromną siłę i energię, że naprawdę mogą WSZYSTKO...naprawdę WSZYSTKO moi drodzy! :) Jak coś w mojej głowie zaczyna roić się i męczyć mnie, to zamykam oczy i wyobrażam sobie "to" jako wielkiego robala którego przydeptuje butem, spluwam na to i idę dalej. Mówię sobie, mam "CIę" w dupie kochana derealizacjo, bo nie ty mną sterujesz tylko ja tobą! I wiem,że wszystko mi się uda, a to z jednej prostej przyczyny...ja tak chcę i tak będzie i żaden głupi strach, żadne głupie myśli nie są w stanie tego zmienić! Wiem, że dacie sobie z tym wszystkim radę. Pomyślcie czy warto tracić tak piękne i tak krótkie życie na lęki i strachy i derealki? Jak człowiek jest spokojny to wszystko jest inne, piękne, łatwe, wszystko się udaje. Życzę Wam wszystkim i sobie także wytrwałości. Pokochajcie siebie do końca i bezwarunkowo, bo nie jesteście od nikogo gorsi, czas kopnąć lęki w dupę i żyć, najpiękniej jak tylko można!!! :) Pozdrawiam serdecznie :)
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
26 wrz 2008, 01:23

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez ewa125 26 wrz 2008, 13:56
usmiechnieta -> az mi sie humor poprawil po twoim poscie :D . jakbys mogla to napisz co konkretnie ci psychiatra powiedzial o derealizacji, ze co to jest, skad sie bierze itd.
ja tez z nia wygralam. czasem sie jeszcze pojawia ale tylko chwilowo w trakcie stresu. ogolnie jest ok a 2 lata temu koszmar- zycie za szyba, we snie, zero uczuc.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Uśmiechnięta 26 wrz 2008, 14:42
ewa125 -> Dokładnie nie jestem w stanie napisać co mówił mi wtedy psychiatra, bo to było podczas silnej derealizacji, kiedy pamięć szwankowała i wszystko leciało gdzieś obok, najbardziej zapamiętałam to, że d/d nie jest chorobą psychicznną samą w sobie, że może być owszem objawem np. schizofrenii itd, ale to już w którymś stadium, że schizofrenia sama w sobie w taki sposób się nie zaczyna :) Poza tym kolejnym dowodem na to może być fakt, że można całkiem szybko z tego wyjść :) Choroba psychiczna nie mija ot tak...To moje zdanie :) Myślę, że lekarz miał rację, choć przepisanie mi, a właściwie danie bezpłatnej próbki rispoleptu było dla mnie poniżej pasa. :) No, ale każdy przechodzi to inaczej, ma inne objawy, inne lęki, więc nie mogę tego generalizować, zwłaszcza że nie jestem lekarzem :) Ja po prostu wiedziałam, że prochy nie są potrzebne :)

Pozdrawiam :)
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
26 wrz 2008, 01:23

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Misiek 26 wrz 2008, 14:54
Uśmiechnięta, gratuluję Ci... też bym chciał tak sobie poradzić z derealizacją jak Ty :smile:
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Uśmiechnięta 26 wrz 2008, 15:52
Misiek! Jesteś w stanie sobie z tym poradzić! :) Może to śmieszne, ale mi naprawdę pomogło kilka książek. Pokazały mi mianowicie jak zmienić tok i sposób myślenia, jak stosować pozytywne afirmacje itd :) Naprawdę to nie zaszkodzi, a w duży stopniu pomoże więc polecam. :) Oto kilka pozycji, które zawsze mam przy sobie: "Możesz uzdrowić swoje życie" Louise L. Hay, "Poznaj moc, która jest w tobie" Louise L. Hay, "Jak radzić sobie z lękiem -10 prostych sposobów na złagodzenie lęku, strachu i zmartwień" Edmund Bourne i Lorna Garano, "Nowe tajemnice niekonwencjonalnej medycyny" Elżbieta Cybulska.

Mam nadzieję, że komuś też będą pomocne :)
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
26 wrz 2008, 01:23

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez ewa125 26 wrz 2008, 16:49
ja tez mysle ze z tymi lekami to jest przesada. wiem ze forumowicze maja przepisywane wlasnie leki na schizofrenie m. in. bo studiowalam na akademii med. wiec wiem. spotkalam sie takze z tym ze biora beta blokery ktore z tego co wiem stosuje sie przy stwardnieniu rozsianym , a co ma jedno do drugiego? :? . nawet psycholog mi odradzala branie lekow, mowila ze one tylko uspokajaja ale nie lecza. w sumie to z tego co wiem te leki nawet na schizofrenie nie bardzo pomagaja. na praktykach nie potrafiono mi wytlumaczyc jak one tak naprawde dzialaja bo nie wiadomo tak naprawde skad biora sie choroby psychiczne, to jak je leczyc? ...
derealka jest straszna, to jest pieklo na ziemi, czlowiek czuje sie jak ostatni psychol, ale... nie przechodzi w nic innego. ja mialam straszna dd 2 lata temu, wszystko widzialam za grubasna szyba, wiazalo sie to z atakami paniki kilka razy dziennie i ogolnie bylo do kitu. teraz jest ok, mam czasami jeszcze ataki paniki ale krotkie bo potrafie sobie z nimi radzic (i na pewno nie codziennie), nie przejmuje sie nimi i zyje dalej. pewnie jeszcze nie raz mi sie zdarza ale poza tym zyje normalnie, potrafie odczuwac bo w pewnym momencie zero uczuc, jak warzywko.. jeszcze wtedy najgorsze ze nie wiedzialam nic ze istnieje cos takiego jak nerwica i wtedy to mialam stracha!
pozdrawiam wszystkich ! mam nadzieje ze na forum bedzie coraz wiecej takich pozytywnym postow!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Misiek 27 wrz 2008, 13:48
Jak jest u Was z poczuciem czasu... ?? Bo ja nie mam wogóle poczucia czasu przez tą d/d :(
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez Victorek 27 wrz 2008, 22:40
Z czasem to mam różnie, raz go odczuwam a raz jestem jakby zagubiony w czasie, jakoś niezrozumiale zawieszony, momentami mam wrażenie że mineło już parę godzin a tak naprawdę mineła niecała godzina, bądź odwrotnie myślę że mineło mało czasu i patrzę na zegar a tu już mineło niezłych parę godzin. Jak byłem zdrowy to też się tak działo, jak chyba każdemu że czas wydawało się że leciał szybciej albo wolniej, tyle że teraz jest jakoś inaczej i to napawa mnie lękiem. Tak samo dzieje mi się z dniami tygodnia, jakoś nie mogę tak odczuć że dziś jest sobota jutro niedziela itd, nawet ciężko to opisać...

---- EDIT ----

Słuchajcie i pytanko jeszcze do was czy waszym zdaniem to normalka że oprócz tej ochydnej derealki ma się liczne objawy somatyczne np drętwienie twarzy, duszności, trudności w przełykaniu itd?
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez SZAv 28 wrz 2008, 11:02
Victorek
Ja ma podobnie jak ty problem z odczuwaniem czasu, mam też problem, żeby sobie pewne rzeczy przypomnieć, np. nazwisko piosenkarki czy cos co np. 2 dni temu mówiłem w pewnej sytuacji. Co za życie...
Offline
Posty
136
Dołączył(a)
13 wrz 2008, 19:29

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Misiek 28 wrz 2008, 12:11
Victorek, ja także mam te objawy ( duszności itp. ) oprócz derealki... :(
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 36 gości

Przeskocz do