Derealizacja. Depersonalizacja.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez alepysiak5 13 sie 2008, 00:39
ja tez tego nie umiem nikomu wytlumaczyc, teraz nie jest tak zle bo sie przyzwyczaiłem, na poczatku nie wiedzialem co sie ze mna dzieje, gdzie jestem, co ja tutaj na tym swiecie robie, ataki mialem tak silne ze o malo co stracilbym kontakt z rzeczywistoscią, typowy matrix;] teraz juz na szczescie nie jest zle... derealka to coś okropnego, juz nie chodzi o samo widzenie jakby za szybą, to poczucie takiej innosci swiata jest okropne, wszystko takie obce... jak sie ciesze ze mam juz to za sobą...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
161
Dołączył(a)
16 gru 2006, 10:28
Lokalizacja
Kalisz

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez carlos 13 sie 2008, 21:00
alepysiak5 napisał(a):pozwolcie ze przytocze tutaj post który bardzo mi pomogl, pochodzi on z forum o derealizacji i depersonizacji;] napisał go uzytkowinik "pawel". pisze to zeby nie bylo ze przypisuje sobie kogos teksty;] jak dla mnie swiete slowa!

"Witajcie.

Na wstepie chcialbym prosic admina tego forum o zwrocenie uwagi na ten post gdyz jest on moim kompedium i zbiorem doswiadczen w walce z d/d. W trakcie moich tutejeszych wizyt wiele osob zadawalo mi pytania o ten stan. Nie ukrywam ze wiele tez stanelo na nogi. Pragne podzielic sie z Wami sprawdzonymi obserwacjami oraz sposobami na wyjscie z d/d.

Jak juz zapewne wiece przeszedlem sam przez ta meczarnie i nie jestem zadnym psychiterapeuta a jedynie czlowiekiem ktory wygral z nerwica, d/d i myslami egzystencjalnymi.

Przede wszystkim zastanowmy sie nad jedna kwestia. Czy przed pojawieniem sie derealizacji i stanow lekowych myslelismy kiedys o neriwcy, lekach etc. Raczej nie. Wszystkie problemy staralismy sie jakos rozwiazywac a niektore odstawiac na 'pozniej' zapominajac z czasem o nich. Niestety takie podjescie zbiera w naszej podswiadomosci duzo 'smieci' o ktorych nie pamietamy. Przyklad:

'Niedlugo wyprowadzam sie z domu, biore slub ale fajnie..'

Ale czy aby napewno nie bedziecie teskinic? Czy zdajecie sobie 100% sprawe z tej nowej sytuacji? Jak widac odpychamy niekotre mysli wglab naszej psychiki i w ten sposob 'ladujemy baterie' neriwcy, leku. Ok, zyjemy sobie normalnie az tu nagle np. podczas imprezy po alkoholu, trawie czy chocby nawet na ulicy wpadamy w panike. Serca wali jak oszalale, boimy sie niewiadomo czego, dostajemy zawrotow glowy. 'Kurde co sie dzieje?!' Na tym etapie wylazi nerwica i zaczynamy bac sie tego stanu. Nie myslimy i nie zdajemy sobie sprawy z tego ze strach i atak paniki powstal z tej 'naladowanej baterii' i myslimy ze to na skutek alkoholu, drugow etc (nie mowie tutaj o alkoholizmie ani 'zaawansowanych narkomanach'). Dochodzimy do blednych wnioskow 'Ja piernicze uszkodzilem sobie cos w mozgu przez uzywki, juz nie bedzie tak jak kieys Sad Wlazimy do netu, szukamy info o skutkach ubocznych uzywek i dopasowujemy je do siebie. Dochodzimy do tematu schizofrenii, smierci umyslowej i wszytkiego co najgorsze. Slowa ze to nie przez alkohol i uzywki a jedynie przez wewnetrzne nie rozwiazane konflikty do nas nie dociera. Coraz bardzie boimy sie choroby psychiczne i popadamy w depresje z powodu zlego samopoczucia. Jak widac boimy sie nie tego co trzeba! Ja wiem ciezko to zrozumiec zwlasza 'nowym'.

Czas na rade:

Troszczke spokoju. To potwierdzone przez miliony osob i lekarzy ze nie wpadniemy w chorobe psychiczna od d/d ani nerwicy. Z poczatku ciezko w to uwierzyc ale codzinnie pomyslmy o tym chociaz raz i nawet w to nie wnikajmy. Nasza psychika w koncu zakoduje mysli 'to tylko lek i nie popadne w zadna chorobe psychiczna'. Aha mozemy bac sie doslownie wszytskiego, wszystko mze stac sie nagle dziwne i obce ale to i tak tylko lek. Dpouki boimy sie choroby psychiczne nigdy w nia nie popadniemy! Dopuki choc przez chwile pomyslymy ze moze ja juz jestem wariatem to jestemy zdorwi psychicznie. Wystarczy jedno 'ale' w tej sprawie, jedno pytanie egystencjalny by miec te pewnosc. To fakty, ze jestesmy zdrowi psycicznie a jedyne co nas w tej chwili trzyma to zaburzenie psychiczne ktore jest uleczalne wczesniej czy pozniej.

Jeziemy dalej:

Jestemy przerazenie, zalujemy tamtego wieczoru, imprezy tego ze pilismy etc. Powoli zegnamy sie ze swiatem nie widzac nadziei. Derealizowcy zastanawiaja sie czy przypadkiem nie umarli i nie sa w czysccu etc. Pchlona nas lek. Nie znamy go. Tracimy nadzieje. Czas na lekarza? A moze na inna forma pomocy? Trafiamy w koncu do specjalisty ktory zaczyna wygadywac ze to nie od alkoholu a od wewnetrzyny nierozwiazanych spraw. Mylimy 'kur..wa tyl;ko stracilem kase na lekarza, co on gada to przeciez od wody, trawy itp.' Uwioerzcie, ze to Wy sie mylicie! Lekarz przypisuje leki na uspokojenie (niech beda jakie kolwiek nie wnikajmy). Dzieki lekom bedziemy mogli normalniej funkcjonowac w zyciu codziennym. Jesli naprawde jest ciezko to je wezmy. Czs na moje doswiadczenie:

Ja trafilem z derealka i stanami lekowymi do lekarza i przypisal on mi antydepresanta. Uwierzylem ze ten lek mi pomoze i bardzo powoli niemalze niezauwazalnie stawalem na nogi. Przez ten czas staralem sobie wmawiac ze pokonam te leki dzieki mojemu cudownemu lekarstwu. Dziekie niemu mialem sile uwierzyc w porady na temat zdrowego odzywiania w derealizacji, uprawiania sportu, wrocenia do swojego 'starego zycia'. Do tej wiary niektorzy z Was potrzebuja tego wspomagacza. Ale dzieki nim potrafimy 'trzezwiej spojrzec na to wszystko'. Powoli rzestawalem sie bac mojego stanu i zaczalem go rozumiec. Wierzylem tez w to ze z d/d nie trzeba nawet walczyc bo z czasem przejdzie sama i to tez jest prawda. Potrzeba na to tak naprawde duuuzo czasu i roznice zdrowia nie widac 'od razu' a dopiero jak pare miesiecy od pierwszego ataku i pierwszych stanow spojrzymy wstec. D/d mija powoli tak jakbysmy mieli 100 dni i z kazdym dniem d/d ustepowala by co 1. Dopiero jak spojrzymy wstecz widac roznice.

Ok, sprawe lekow mamy za soba. CZas na walke z epicentrum ktore sklada sie z 2 czescie. Stanu nieswiadomego i stanu swiadomego. Stan swadomy pokonujemy w sposob otwarty - poprostu jesli powodem byl np. alkohol to wypijmy borwara i zobaczmy czy teraz cos nas 'zaatakuje'. Po kilku takich piwach w przeciagu np. kilku tygodni stwierdzimy ze leki juz nas nie dopadaja po piwku. Uwaga nie namawiam do picia itp. zeczy. Odradzam zupelnie porobwanie tego z trawka bo chyba juz lepiej sie napic niz jarac. Ogolnie musmy zmierzyc sie z miejscem i ta sama sytuacja powstania leku. To trudnie ale do wygrania. Im dluzej siedzimy w d/d i czytamy porad innych a takaze sami staramy sie odkrywac sekrety strachu tym mamy wiecej sily by zrozumiec i wiedziec kiedy moze nastapic atak. CZas, czas, czas a wygrana jest pewna!!

Teraz problemy wewnetrzne. Z nich zdamy sobie sprawe i bedziemy miec sile zeby o nich myslec dopiero gdy choc troszke zrozumiemy ze nerwica i d/d nie zabija. Niektorzy czytajac ten post jeszcze w to nie wierza ale dajcie sobie jeszcze troche czasu. Sukcesywinie przyzwyczajajcie sie do d/d. Dni beda na zmiane dobre i zle, dodajace nadziei i odbierajace je. Musicie to przeczekac, gwarantuje Wam sukces..
Zastanowmy sie czy w obrebie czasu tego pechowego dnia gdy cos nas dopoadlo (leki, panika, etc) nie przezylismy jakies stresujacej sytuacji, badz czego co w jakis sposob nas przeroslo, np.

ciagly stres w pracy, zmiana otoczenia, dyktatura, teskonta, zerwanie, brak kasy, zmartwienia, roznice otoczenia co do naszych naturalnyc zachowan, udawanie kogos kim nie jestesmy, nieulaczalna choroba bliskiego, lek o zdrowie innych, etc.

Jesli uda nam sie do teg odojsc mamy 2 wyjscia. Albo rozwiazemy te sytuacje albo poprostu jesli to niemozlie zrozummy ja i przyzwyczaimy sie do niej. Uwaga powiedzenie 'czas leczy rany' to prawda!

Slowo koncowe. D/d przemija i to jest pewne. Za kazdym razem gdy czytamy cos pozytywnego na jej temat zauwazamy chwilowa poprawe. To dobry znak. Pojawiaja sie tez przeswity normalnosci ale najfajniejsze jest jedno ze tak naprawde wystarczy 1 sekunda np. odpowiedz TAK na dreczacy nas probem od dlugiego czasu gdzie bylismy pewni slowa NIE zeby nasze wszystkie leki, d/d, nerwica minely w 1 sekundzie. Tu mowa o tym problemie wewnetrznym. Nie bojmu sie rozmawiac od sowich zmartwieniach z innymi - jesli wstydzicie sie bliskich zawsze mozecie wpasc na forum ,badz do psychologa.

To wszytsko. Jesli macie jakies pytania piszcie smialo, bo zawsze indywidualna odpowiedz jest najprzyjemniejsza. i glowa do gory! Inni wyzdrowieli to i Wy tez bedziecie zdrowi i juz nigdy nie przerazi Was nic!"


Fragment, który znalazłeś wiele mi wyjaśnił.
Ja właśnie jestem przykładem takiego "ataku lęku i paniki", podczas imprezy alkoholowej + trawa. I kurde ciągle mi chodzą myśli po głowie, że będzie tak już na zawsze, bo to na skutek narkotyku... Co prawda minęło dopiero niecałe półtora miesiąca, to bardzo mało, no ale dla mnie ten czas przeleciał jak wieczność. Mam nadzieje, że z czasem przestane się bać własnych chorych myśli i przejdzie mi stan derealizacji.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez carlos 13 sie 2008, 21:27
alepysiak5 napisał(a):pozwolcie ze przytocze tutaj post który bardzo mi pomogl, pochodzi on z forum o derealizacji i depersonizacji;] napisał go uzytkowinik "pawel". pisze to zeby nie bylo ze przypisuje sobie kogos teksty;] jak dla mnie swiete slowa!

"Witajcie.

Na wstepie chcialbym prosic admina tego forum o zwrocenie uwagi na ten post gdyz jest on moim kompedium i zbiorem doswiadczen w walce z d/d. W trakcie moich tutejeszych wizyt wiele osob zadawalo mi pytania o ten stan. Nie ukrywam ze wiele tez stanelo na nogi. Pragne podzielic sie z Wami sprawdzonymi obserwacjami oraz sposobami na wyjscie z d/d.

Jak juz zapewne wiece przeszedlem sam przez ta meczarnie i nie jestem zadnym psychiterapeuta a jedynie czlowiekiem ktory wygral z nerwica, d/d i myslami egzystencjalnymi.

Przede wszystkim zastanowmy sie nad jedna kwestia. Czy przed pojawieniem sie derealizacji i stanow lekowych myslelismy kiedys o neriwcy, lekach etc. Raczej nie. Wszystkie problemy staralismy sie jakos rozwiazywac a niektore odstawiac na 'pozniej' zapominajac z czasem o nich. Niestety takie podjescie zbiera w naszej podswiadomosci duzo 'smieci' o ktorych nie pamietamy. Przyklad:

'Niedlugo wyprowadzam sie z domu, biore slub ale fajnie..'

Ale czy aby napewno nie bedziecie teskinic? Czy zdajecie sobie 100% sprawe z tej nowej sytuacji? Jak widac odpychamy niekotre mysli wglab naszej psychiki i w ten sposob 'ladujemy baterie' neriwcy, leku. Ok, zyjemy sobie normalnie az tu nagle np. podczas imprezy po alkoholu, trawie czy chocby nawet na ulicy wpadamy w panike. Serca wali jak oszalale, boimy sie niewiadomo czego, dostajemy zawrotow glowy. 'Kurde co sie dzieje?!' Na tym etapie wylazi nerwica i zaczynamy bac sie tego stanu. Nie myslimy i nie zdajemy sobie sprawy z tego ze strach i atak paniki powstal z tej 'naladowanej baterii' i myslimy ze to na skutek alkoholu, drugow etc (nie mowie tutaj o alkoholizmie ani 'zaawansowanych narkomanach'). Dochodzimy do blednych wnioskow 'Ja piernicze uszkodzilem sobie cos w mozgu przez uzywki, juz nie bedzie tak jak kieys Sad Wlazimy do netu, szukamy info o skutkach ubocznych uzywek i dopasowujemy je do siebie. Dochodzimy do tematu schizofrenii, smierci umyslowej i wszytkiego co najgorsze. Slowa ze to nie przez alkohol i uzywki a jedynie przez wewnetrzne nie rozwiazane konflikty do nas nie dociera. Coraz bardzie boimy sie choroby psychiczne i popadamy w depresje z powodu zlego samopoczucia. Jak widac boimy sie nie tego co trzeba! Ja wiem ciezko to zrozumiec zwlasza 'nowym'.

Czas na rade:

Troszczke spokoju. To potwierdzone przez miliony osob i lekarzy ze nie wpadniemy w chorobe psychiczna od d/d ani nerwicy. Z poczatku ciezko w to uwierzyc ale codzinnie pomyslmy o tym chociaz raz i nawet w to nie wnikajmy. Nasza psychika w koncu zakoduje mysli 'to tylko lek i nie popadne w zadna chorobe psychiczna'. Aha mozemy bac sie doslownie wszytskiego, wszystko mze stac sie nagle dziwne i obce ale to i tak tylko lek. Dpouki boimy sie choroby psychiczne nigdy w nia nie popadniemy! Dopuki choc przez chwile pomyslymy ze moze ja juz jestem wariatem to jestemy zdorwi psychicznie. Wystarczy jedno 'ale' w tej sprawie, jedno pytanie egystencjalny by miec te pewnosc. To fakty, ze jestesmy zdrowi psycicznie a jedyne co nas w tej chwili trzyma to zaburzenie psychiczne ktore jest uleczalne wczesniej czy pozniej.

Jeziemy dalej:

Jestemy przerazenie, zalujemy tamtego wieczoru, imprezy tego ze pilismy etc. Powoli zegnamy sie ze swiatem nie widzac nadziei. Derealizowcy zastanawiaja sie czy przypadkiem nie umarli i nie sa w czysccu etc. Pchlona nas lek. Nie znamy go. Tracimy nadzieje. Czas na lekarza? A moze na inna forma pomocy? Trafiamy w koncu do specjalisty ktory zaczyna wygadywac ze to nie od alkoholu a od wewnetrzyny nierozwiazanych spraw. Mylimy 'kur..wa tyl;ko stracilem kase na lekarza, co on gada to przeciez od wody, trawy itp.' Uwioerzcie, ze to Wy sie mylicie! Lekarz przypisuje leki na uspokojenie (niech beda jakie kolwiek nie wnikajmy). Dzieki lekom bedziemy mogli normalniej funkcjonowac w zyciu codziennym. Jesli naprawde jest ciezko to je wezmy. Czs na moje doswiadczenie:

Ja trafilem z derealka i stanami lekowymi do lekarza i przypisal on mi antydepresanta. Uwierzylem ze ten lek mi pomoze i bardzo powoli niemalze niezauwazalnie stawalem na nogi. Przez ten czas staralem sobie wmawiac ze pokonam te leki dzieki mojemu cudownemu lekarstwu. Dziekie niemu mialem sile uwierzyc w porady na temat zdrowego odzywiania w derealizacji, uprawiania sportu, wrocenia do swojego 'starego zycia'. Do tej wiary niektorzy z Was potrzebuja tego wspomagacza. Ale dzieki nim potrafimy 'trzezwiej spojrzec na to wszystko'. Powoli rzestawalem sie bac mojego stanu i zaczalem go rozumiec. Wierzylem tez w to ze z d/d nie trzeba nawet walczyc bo z czasem przejdzie sama i to tez jest prawda. Potrzeba na to tak naprawde duuuzo czasu i roznice zdrowia nie widac 'od razu' a dopiero jak pare miesiecy od pierwszego ataku i pierwszych stanow spojrzymy wstec. D/d mija powoli tak jakbysmy mieli 100 dni i z kazdym dniem d/d ustepowala by co 1. Dopiero jak spojrzymy wstecz widac roznice.

Ok, sprawe lekow mamy za soba. CZas na walke z epicentrum ktore sklada sie z 2 czescie. Stanu nieswiadomego i stanu swiadomego. Stan swadomy pokonujemy w sposob otwarty - poprostu jesli powodem byl np. alkohol to wypijmy borwara i zobaczmy czy teraz cos nas 'zaatakuje'. Po kilku takich piwach w przeciagu np. kilku tygodni stwierdzimy ze leki juz nas nie dopadaja po piwku. Uwaga nie namawiam do picia itp. zeczy. Odradzam zupelnie porobwanie tego z trawka bo chyba juz lepiej sie napic niz jarac. Ogolnie musmy zmierzyc sie z miejscem i ta sama sytuacja powstania leku. To trudnie ale do wygrania. Im dluzej siedzimy w d/d i czytamy porad innych a takaze sami staramy sie odkrywac sekrety strachu tym mamy wiecej sily by zrozumiec i wiedziec kiedy moze nastapic atak. CZas, czas, czas a wygrana jest pewna!!

Teraz problemy wewnetrzne. Z nich zdamy sobie sprawe i bedziemy miec sile zeby o nich myslec dopiero gdy choc troszke zrozumiemy ze nerwica i d/d nie zabija. Niektorzy czytajac ten post jeszcze w to nie wierza ale dajcie sobie jeszcze troche czasu. Sukcesywinie przyzwyczajajcie sie do d/d. Dni beda na zmiane dobre i zle, dodajace nadziei i odbierajace je. Musicie to przeczekac, gwarantuje Wam sukces..
Zastanowmy sie czy w obrebie czasu tego pechowego dnia gdy cos nas dopoadlo (leki, panika, etc) nie przezylismy jakies stresujacej sytuacji, badz czego co w jakis sposob nas przeroslo, np.

ciagly stres w pracy, zmiana otoczenia, dyktatura, teskonta, zerwanie, brak kasy, zmartwienia, roznice otoczenia co do naszych naturalnyc zachowan, udawanie kogos kim nie jestesmy, nieulaczalna choroba bliskiego, lek o zdrowie innych, etc.

Jesli uda nam sie do teg odojsc mamy 2 wyjscia. Albo rozwiazemy te sytuacje albo poprostu jesli to niemozlie zrozummy ja i przyzwyczaimy sie do niej. Uwaga powiedzenie 'czas leczy rany' to prawda!

Slowo koncowe. D/d przemija i to jest pewne. Za kazdym razem gdy czytamy cos pozytywnego na jej temat zauwazamy chwilowa poprawe. To dobry znak. Pojawiaja sie tez przeswity normalnosci ale najfajniejsze jest jedno ze tak naprawde wystarczy 1 sekunda np. odpowiedz TAK na dreczacy nas probem od dlugiego czasu gdzie bylismy pewni slowa NIE zeby nasze wszystkie leki, d/d, nerwica minely w 1 sekundzie. Tu mowa o tym problemie wewnetrznym. Nie bojmu sie rozmawiac od sowich zmartwieniach z innymi - jesli wstydzicie sie bliskich zawsze mozecie wpasc na forum ,badz do psychologa.

To wszytsko. Jesli macie jakies pytania piszcie smialo, bo zawsze indywidualna odpowiedz jest najprzyjemniejsza. i glowa do gory! Inni wyzdrowieli to i Wy tez bedziecie zdrowi i juz nigdy nie przerazi Was nic!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez alepysiak5 14 sie 2008, 15:58
a ogladal z was ktos film "NUMB" ??
Avatar użytkownika
Offline
Posty
161
Dołączył(a)
16 gru 2006, 10:28
Lokalizacja
Kalisz

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Paweł89 14 sie 2008, 18:13
Ja powiem apropo tego tekstu, jest on bardzo pomocny i niewatpliwie sa to fakty, ale:

po pierwsze moja derealizacja trwa juz rok i od dwoch miesiecy dzieje sie naprawde koszmar, miałem juz mocne lęki wczesniej ale pozatym bylo dobrze a teraz mam kur..ską banie cały czas bez minuty spokoju

po drugie wszystko juz sobie wyjasnilem i dobrze wiem ze to tylko choroba, ze napewno chce zyc i co do mojej egzystencji jestem w 100% pozytywny i bez watpliwosci ale to nie zmienia faktu ze nie moge spotykac sie z ludzmi i kontaktowac normalnie ze swiatem i caly dzien w brzuchu mnie skreca a głowe chcialbym przewiertac wiertarką, jest dokladnie tak samo jak z prometeuszem, ja to on a mysli to sępy.

po trzecie dla mnie nic nie stanowi problemu, nawet szyba czy woda w uszach tylko ze tak jak wpsomnialem ja nad tym nie panuje, nawet jak jestem tak zmeczony fizycznie ze niepotrafie palcem ruszyc to w głowie mam jeden wielki film, jedna wielka psychodela
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
29 lip 2008, 02:30

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez alepysiak5 14 sie 2008, 21:12
psychodela... dokladnie... mi tez to widzenie przez szybe nie przeszkadza... chodzi o ten psychodeliczny stan.. straszne
Avatar użytkownika
Offline
Posty
161
Dołączył(a)
16 gru 2006, 10:28
Lokalizacja
Kalisz

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez carlos 14 sie 2008, 22:36
Chyba mam tak jak wy.. w moim przypadku najgorsze jest to , że mam urojenia, że mi tak zostanie.. Nie wiem czemu ale moja głupia podświadomość ma święe przekonanie, że mi tak zostanie na zawsze bo wyskoczyło mi takie coś po narkotyku.. Nikt oprócz matki nie powiedział mi , że narkotyk mi nie zaszkodził.. Dlatego sam nie wiem czy to co mam to stan ponaroktykowy czy nerwica.. Ale czuje momentami, że nie wiem co na tym świecie robie, że nic mi nie pomoże.. Wtedy budzi się okropny strach, aż mam ochotę uciekać ale dokąd? i wtedy nachodzą mnie myśli, żeby opuścić ten świat.. Boje się, że przyzwyczaje się do takiego myślenia i mi tak zostanie bo nawet nie wiem co mi jest eh ;(.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Paweł89 15 sie 2008, 00:00
Drogi kolego Carlos, niestety cie rozumiem i to doskonale, mam mature w tym roku szkolnym a niewiem czy do szkoly bede mogl chodzic, bo niewiem czy mi sie uda oswoic ze swiatem, mysle że to kiedyś przejdzie ale może to być bardzo długo, radze ci złapać się jakiejś mysli ktora w tragicznych momentach bedzie stanowila dla ciebie podpore( powiedz sobie coś że tak już jest i koniec i jakby nie było musisz to jakoś przeżyć), ja postawiłem na wiare, bo nic innego nie jest w stanie mi pomóc...heh jak to fajnie ludzie mówią "zajmij się czymś i staraj się nie myśleć"...nad tym się nie panuje, to strach i myśli same przychodzą. Najgorsze jest to że obiłem się już o wielu lekarzy i co wizyta moja nadzieja na powrót do zdrowia malała bo uświadamiałem sobie że i tak nie powiedzialem lekarzowi tego co mi dokładnie jest i że niepotrafie tego okreslic. W związku z tym nie wiem nawet gdzie mam iśc i co mam powiedzieć żeby mogli wystawić odpowiednią diagnoze, zastosowac odpowiednia terapie i przepisać odpowiednie leki takie które pomogą bo jak narazie to brałem ich już troche i żadne nie dawały efektu. (lekarz musiałby przepalić się trawą albo zjeść jakiś ciężki psychodelik to wtedy mógłbym z nim pogadać na odpowiednim poziomie)
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
29 lip 2008, 02:30

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez carlos 15 sie 2008, 17:33
Widzę, że nie jestem jedynym , który przeżywa psychiczną katorgę.
Paweł, ja też w tym roku mam mature. Przez głowę przeszła mi myśl, czy nie rzucić szkoły i iść do pracy. Jednak nie po to chodziłem do tej szkoły, by ostatni rok ją rzucić. Musiałbym być głupi. Boje się jednak , że mój obecny stan strasznie utrudni mi podejście do matury. Wiedz , że ja też dokładnie sam nie wiem co mi jest. Nie mam pojęcia z czym walcze. Ja nawet śmiertelnie boje się tego, że sam sobie coś takiego wmówiłem, jednak wątpie w to, kiedy dopada mnie mrowienie w głowie, jakby mi ktoś zwoje w mózgu palcami masował :/. U mnie to dopiero półtora miesiąca.. Mam nadzieje , że przyzwyczaje się chociaż do takiego stanu i naucze się z nim żyć, a kiedyś przejdzie. Tobie życzę tego samego :)

ps. Wczoraj byłem na pogrzebie, i dopadały mnie myśli , że czułem się jakbym był na swoim pogrzebie.. Lub, że też tak mój będzie wyglądał :| okropne.. Od wczoraj mam nieracjonalne myśli i strach przed nimi:/ , generalny dół :/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Paweł89 15 sie 2008, 22:30
Nam to by się przydało tak razem pomieszkać w jednym domu przez jakieś pół roku to może byśmy na tym dobrze wyszli hehe, defakto okropne jest też to że znajdujemy się w zdrowym otoczeniu a napewno było by nam łatwiej gdybyśmy mieli drugą taką osobe bo wtedy zaraz bysmy wiedzieli że w tym momencie druga osoba czuje się tak samo a mimo wszystko żyjemy i radzimy sobie z tym, i napewno, łatwiej bysmy się zaklimatyzowali w otoczeniu i wogóle łatwiej by nam przychodziło z tym życ.. tak mi się wydaje

ps: noooo to z tym mózgiem jest nie wesołe też to mam, się czuje jakby mnie mózg swędział
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
29 lip 2008, 02:30

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez carlos 15 sie 2008, 23:21
hehe, ale się go kurde nie da podrapać.. Wiesz, ja to boje się myśli, które tworzy moja wyobraźnia, więc wyobraź sobie jak ze mną kijowo.. Wystarczy, że pomyśle sobie , że jestem odcięty od rzeczywistości i tak się czuje :|.. jestem skrajnie podatny na core i negatywne sugestie, a te dobre nie dochodzą :/ shit..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Paweł89 16 sie 2008, 10:27
no tak to jest w danym momencie nie da się pomyśleć pozytywnie, a każda myśl nawet mały drobiazg wpędza w koszmarny strach, wszystko co sobie pomyslisz to zaraz bedziesz czuł ze tak jest albo się dzieje (ja już miałem tego kupe, raz miałem tak że myślałem że wszyscy w rodzinie dostają nerwicy i byłem pewny że to jest tylko kwestia czasu, raz myślałem ze umieram psychicznie i że mi komórki mózgowe umierają i zaniedługo przestane kontaktować...poważnie nawet nie byłbym wstanie tego policzyć, takich urojeń to już miałem setki)ja już doszedłem do tego że tak jest i staram się nie wgłębiać w takie myśli, a poza tym w głębi serca wiem że to nie ja i to tylko choroba
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
29 lip 2008, 02:30

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Modeselektor 16 sie 2008, 13:05
Witam

Mi się zaczęło w kwietniu właśnie po wzięciu narkotyku. Też byłem przekonany, że to po prostu "bad trip" i minie mi na następny dzień. Tyle że kiedy minęły 2 tygodnie i cały czas czułem się tak koszmarnie odrealniony i przerażony, zrozumiałem, że to raczej nie bad trip (choć oczywiście na początku wmawiałem sobie, że się zjarałem i już nigdy nie powrócę do świata). Poszedłem do psychiatry, dostałem leki (antydepresanty), zapisałem się do terapeuty, u którego zrozumiałem, że to nie trawa wywołała ten stan, ona tylko uwolniła pewne siedzące we mnie problemy. Tak czy inaczej, powoli wychodzę na prostą, już nie mam tak ciężkiego d/d, choć nie jest też zupełnie normalnie.

A właśnie, czy ktoś z Was doświadczył braku czucia? Np. że leżycie sobie w łóżku i wydaje się jakbyście byli zawieszeni w próżni, nie czuć w ogóle że się czegoś dotyka... Koszmar.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
09 sie 2008, 04:05

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Paweł89 16 sie 2008, 13:36
Ja chyba tak się czułem chociaż nie jestem do końca pewien bo przeżywałem już cuda i dziwy także nie wykluczone, ale każdy z nas ma to samo moim zdaniem tylko inaczej sobie wkręcamy bo coś musi się nam wkręcić w takim stanie czy to swędzenie mózgu, czy brak czucia czy cokolwiek poprostu PSYCHODELA, przypuszczam że jakbyśmy byli wszyscy razem, jeszcze jakbyśmy akurat wszyscy mieli napad lęku i jeden by powiedział że rąk nie czuje to moglibyśmy to wszyscy poczuć. to jest ta sama choroba. Zresztą jak kiedyś zaliczyliście "bad tripa" to dobrze wiecie, że wszystko co nam się wydaje i wkręca, wszytkie te myśli i lęki które nas gonią to jest tylko przez złą faze, tak samo jest z tą chorobą tylko że niestety ta faza nie przechodzi jak na drugi dzień rano otworzymy oczy. Mi też bardzo złe rzeczy się wyobrażają i mocno je czuje ale w głębi serca dobrze wiem że to tylko ta choroba a nie ja.
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
29 lip 2008, 02:30

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 18 gości

Przeskocz do