Derealizacja. Depersonalizacja.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez polakita 09 gru 2009, 21:30
No właśnie raczej w nerwicy występuje hipochondria, ja sobie też przypisywałam różne choroby ale jestem ogólnie zdrowa na ciele przynajmniej ;) oczywiście nie zaszkodzi że się zbadasz, nawet powienieneś to zrobić, zwłaszcza jeśli jest to państwowo. Te badania które robiłam prywatnei np. rezonans za 350 zł były wyrzuconymi pieniędzmi. Niemniej jednak leczę się medycyną alternatywną która mi jakoś pomogła, tzn nie mam ataków. Co nie oznacza że jestem całkowicie zdrowa, bo jakieś skłonności do lęków, wycofania czy depresji mam.

Na pewno nie zaszkodzi zadbać o ciało jak i o duszę :)
polakita
Offline

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez Victorek 10 gru 2009, 11:14
zborecque, witaj widzę że jesteś z Łodzi :) Ja również :)
Lekarze nie stwierdzili u ciebie nerwicy czyli pewno miałeś komplet badań wykonanych?
I jak u ciebie się objawia derealizacja głównie? Jakieś lęki masz? Bowiem czesto stany dd derealizacja i depersonalizacja faktycznie moze wystąpić pod wpływem zmeczenia i nie tyle chodzi tu tylko o sen ale np. przez długi czas natłok obowiązków, spraw, sytuacji finansowej czy zawodowej które według nas samych nie mają wpływu na to jak sie czujemy, a w rzeczywistości może być zupełnie inaczej. Może być, że organizm słabnie i słabnie i w koncu wewnętrznie się buntuje.
ALe mogą być różne rzeczy, wszystko zależy jakie objawy masz? Myśli?
I też wątpie żeby to borelioza była :)
Pozdrawiam
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez zborecque 10 gru 2009, 11:48
Hej victorek

Dzięki za odpowiedź :) Rozmawiałem kilka razy z psychiatrą i raz z psychologiem jakiś czas temu (2-3 tygodnie) i wtedy opowiadałem im, że miałem za dwa - trzy epizody napadu silnego lęku tuż przed zaśnięciem. Orzekli wtedy, że nie jest to nerwica, tylko przemęczenie, natłok obowiązków itp. Szczerze mówiąc - pracy nie mam lekkiej, i jest masa obowiązków, odpowiedzialności, stresu, a kasy z tego wszystkiego mało, więc może to i to. Nie wiem jakie testy powinni mi zrobić - jak dotąd psychiatra zlecił tylko EEG i jest w porządku.

Jednak od jakiegoś tygodnia - półtora czuję, że lęk jest ze mną cały czas. Silniejszy, lżejszy - różnie - ale dziwne napięcie towarzyszy mi częściej. Nic mnie nie cieszy - ani to co robię teraz, ani myśl o czymś co będę robił w przyszłości (mówię tu o rzeczach, które lubię - gry, filmy, TV, spacer etc.).

A dokładnie od poniedziałku 07.12 czuję, jakby wszystko co dookoła widzę było snem, albo jakbym miał zaraz upaść/stracić przytomność. Nie są to zawroty głowy bo zamykam oczy, i stoję pionowo dowolnie długo. Ale jak je otworzę to czuję, jakbym miał się przewrócić. Czasem mnie to niepokoi, a czasem nie myślę o tym. Nie wiem jak to uczucie nazwać, derealizacja wydaje się najbardziej trafna. Wydaje mi się, że mógłbym to opisać jako "mikroskopijne czasowo" utraty świadomości. Myślałem, że to z niewyspania, przemęczenia, ale niezależnie od ilości snu/odpoczynku - ten stan nie mija.

Wykluczam somatykę, bo po pierwsze: do tej pory miałem się za osobę, która jest dość silna psychicznie i raczej niezbyt podatna na lęk, stres etc., a po drugie: ten dziwny objaw (który na początku chciałem opisywać jako zawroty głowy właśnie, albo deja vu) zaczął się nagle. Nie był z początku bardzo silny - wręcz wydał mi się czymś zupełnie mało istotnym - ale zaczął się nagle... 23 września o godzinie 9:30 rano (+/- godzina). Trwał długo, myślę, że w pewnym momencie nawet się skończył. Mam wrażenie, że silniejszy nawrót nastąpił w zeszłą niedzielę 06.12, a od poniedziałku jak wstałem zdałem sobie z tego sprawę.
Prowadzi mnie to na tok myślenia, że jest to jakiś stan zakażenia układu nerwowego lub inne schorzenie, i chociaż nie jestem o tym może w 100% przekonany - chciałbym wykluczyć somatykę dla świętego spokoju. Na początku w ogóle myślałem, że to serce, płuca, wzrok - wszystko przepadane, łącznie z podstawową morfologią + mocz i jak na razie OK. Niedobór czegokolwiek też wykluczam, bo chociaż nie odżywiam się może super-zdrowo - to staram się przyjmować suplementy witaminowe + magnez ale też bez przesady.

Jak dotąd sen ZAWSZE przynosił ukojenie i wypoczynek, ale od kilku dni jest inaczej.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
09 gru 2009, 16:22
Lokalizacja
Łódź

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Joaśka 10 gru 2009, 11:56
polakita napisał(a):zborecque, Ja miałam uczucie że zaraz zemdleję / upadnę, stracę świadomość albo i umrę. U mnie psychiatra to zdiagnozował "lęk napadowy" inaczej mówiąc ataki paniki. Ale derealizacji nie miałam (albo bardzo niewielką). Czy miałeś ostatnio sporo napięć, stresów, trudnych sytuacji?
Ja (ani większość ludzi na tym forum) lekarzem nie jestem, podobno nerwica może mieć swoje przyczyny nie tylko psychiczne ale właśnie: niedobór pierwiastków, problemy z tarczycą, itp, jedna nasza koleżanka leczy grzyby Candida i twierdzi że jest lepiej, tu jest jej wątek nie-widz-wyj-cia-z-sytuacji-prosz-niech-mi-kto-pomo-e-t18030.html



A no twierdzę Polakita :), pod względem psychicznym czuję się o niebo lepiej odkąd przeszłam na przeciwgrzybiczą dietę i biorę suplementy. Już nie mam tak silnej dd, ataków paniki, płaczu, stanuów lękowych, tak więc walczę dzielnie z Candidą dalej, choć to jest bardzo trudne :(
Oczywiście chodzę też na psychoterapię, żeby łatwiej było mi się uporać z tym wszystkim.

Zborecque a masz jakieś inne dziwne dolegliwości (ze strony ukł. pokarmowego/moczowego/ruchowego/oddechowego)? Czy czujesz się przemęczony do południa, budzisz się jakby z obrzękniętą głową, wyczerpany?
Joaśka
Offline

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez zborecque 10 gru 2009, 12:00
Dokładnie tak Joaśka - czuję się przemęczony i nie tylko do południa, tylko generalnie cały dzień. Najgorsze jest to, że to uczucie towarzyszy mi od samego rana jak otworzę oczy. Dzisiaj to już nawet nie musiałem wstać z łóżka, żeby wiedzieć. Inne układy wydają się w porządku. Serce ok, oddechowy ok, temperatury nie mam, raczej nic mnie nie boli.

Sama głowa - hmm... może i mam lekkie wrażenie ucisku... w okolicach między skroniami a uszami... ale nie jest bardzo silne.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
09 gru 2009, 16:22
Lokalizacja
Łódź

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Joaśka 10 gru 2009, 12:15
Ja też wstawałam strasznie przemęczona :/ Teraz jest lepiej, choć też nie zawsze. Ucisk głowy w okolicach skroni, a także ciągłe przemęczenie jest częstą oznaką problemów z zatokami (choć badania wychodzą dobre!), często są one po prostu przepełnione na skutek nagromadzenia toksyn w organizmie i stąd to uczucie ociężałości (w tym także myślenia), rozbicia, człowiek czuje się jakby był chory. Zatam Ci pytanie, które z pozoru nie jest związane z tematem: miewasz katar czy raczej niedrożny często zatkany nos, nie spływa Ci nic po gardle?
Joaśka
Offline

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez zborecque 10 gru 2009, 12:26
Hm... ciekawe...

Problem z zatkanym nosem mam od baaaardzo dawna... mam też alergię na pyłki traw. Ale w obecnym sezonie to zupełnie nie ma związku. Myślałem, że to zatoki, albo przegroda nosowa, ale laryngolog nic nie stwierdził. Orzekł jedynie, że mam nadmierną suchość przewodów nosowych, zalecił Avamys i Nozoil... chciałem iść na jakieś prześwietlenie, rezonans, ale stwierdził, że nie ma potrzeby, bo z zatokami jest wszystko ok. Zresztą zatoki to by chyba bolało nie?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
09 gru 2009, 16:22
Lokalizacja
Łódź

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Joaśka 10 gru 2009, 12:37
No właśnie nie!!!! Mnie niby nie bolało, a chodziłam jak ogłupiała!!! Bo miałam strasznie dużo śluzu w zatokach. I lekarz laryngolog też mi nic nie stwierdził - poza przesuszonymi, zniszczonymi śluzówkami, w tym nosa (bo śluzówki niszczą właśnie grzyby candida). Tomografia też nic nie pokazała, zdjęcia rtg również nic. A jak zaczęłam walczyć z candidą to śluz zaczął mi spływać po ścianie gardła, jeszcze niestety nie nosem i oddetchnęłam, moje zmęczenie ustąpiło w dużej części, czułam się prawie jak nowo narodzona. :P
A jakieś inne objawy bardziej alergiczne masz teraz? Np. łzawiące zaczerwienione oczy (bądź bardzo wysuszone), uczucie niedrożności nosa, dziwne Twoim zdaniem oddychanie, stany podgorączkowe, problemy ze śluzówką gardła/migdałkami?
Twoje objawy nie są tylko nerwicowe, tego jestem pewna.
Joaśka
Offline

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez zborecque 10 gru 2009, 12:55
Ze strony nosa tylko to, że naraz zwykle oddycham jedną "dziurką". Tzn. jedną normalnie, a drugą z lekkim trudem. Oczy lekko mnie pobolewają, ale to myślę że od pracy na komputerze. Sam już nie wiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
09 gru 2009, 16:22
Lokalizacja
Łódź

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez siaka90 10 gru 2009, 17:38
Witam. Piszę na tym forum pierwszy raz, więc jak coś sknocę to przepraszam.
Od około 4 tygodni mam jak wy to piszecie "matrixa". Po dwóch tygodniach męczenia się, dołujących myśli i rozdrażnienia, a zarazem ciągłego płaczu (w autobusie, w tramwaju, na wykładach, w środku nocy...) i poczucia że chyba zaraz zwariuję (albo co gorsza- że umrę) wybrałam się do psychiatry- ale o tym za chwilę. Od kilku dni miewałam także napady drgawkowe nóg, które nasilały się, a w dodatku strasznie schudłam. Kiedy poszłam do mojego lekarza i powiedziałam mu, że "czuję się jakby mnie nie było albo jakbym grała w filmie" + że występują u mnie te drgawki, to powiedział mi że prawdopodobnie mam stan zamroczenia przedpadaczkowego i mam się wybrać do poradni neurologicznej. Tego samego dnia czułam się jeszcze gorzej- jakby świat się na mnie zawalał- ja i padaczka?! Atak drgawek wieczorem był bardzo silny, traciłam świadomość i hiperwentylowałam się. Współlokatorki wezwały karetkę. Panowie z karetki po zbadaniu mnie dali mi zastrzyk, a na karcie wypisali- "złe samopoczucie". Nawymyślali mi też że źle się odżywiam i jestem strasznie chuda. Następnego dnia koleżanka wzięła mnie na ostry dyżur neurologiczny do szpitala. W szpitalu zrobiono mi TK głowy i inne badania. Jedyną nieprawidłowością był niedobór w mojej krwi potasu, więc dostałam kroplówkę. Lekarka na karcie w moich objawach napisała: "uczucie odrealnienia"- wtedy dopiero poznałam to słowo. I wiecie co? Ucieszyłam się, że jest coś takiego, a nie że ja sobie takie coś wymyśliłam po prostu.
Do psychiatry nie dość że się spóźniłam (korki) to jeszcze mu się pobeczałam jak dziecko. Dostałam lek- Symfaxin, i stosuję go do dziś. Na złe samopoczucie pomógł, ale "odrealnienie" nie przechodzi.
Moje objawy: uczucie jakbym grała w jakimś filmie, wszystko jest takie nierzeczywiste, jakbym była w jakimś śnie. Słucham ale nie zawsze rozumiem co się do mnie mówi. Strasznie szumi mi w uszach- najbardziej to odczuwam kiedy jest cicho. Jestem ciągle jakaś zamyślona, jakby w innym świecie. Najgorsze są chwile kiedy uzmysławiam sobie że tak się czuje- rodzi się we mnie jakiś straszny lęk którego nie umiem pokonać, płaczę, jestem rozdrażniona, czuję bezsens życia, nie wiem czy moja ręka jest moja, czuję się tak strasznie bylejak. Trudno mi się na czymkolwiek skupić, wziąć się za siebie. Czasami odczuwam silny jadłowstręt, ale z tym jest coraz lepiej. I tak jak ktoś z was już pisał- mam odczucie że czas pędzi jak z bicza strzelił. I wszystko przepływa przez palce. Wcześniej często jak niektórzy z was zadawałam sobie pytanie- dlaczego akurat ja żyję? I inne z tej beczki. Aha i najgorzej jest jak muszę iść po brukowanej lub kostkowanej ulicy. wtedy "odrealnienie" jest nie do zniesienia.
Jak sobie radzić? Ja staram się wyłączyć myślenie. Daje sobie "cele dnia", żeby skupić się na czymś co pochłania myśli. Na początku były małe- np. przepisać notatki z wykładu na czysto, ugotować obiad koleżankom. Potem krok za krokiem coraz bardziej wymagające. Przeczytałam na forum, że podobno pomaga ruch. Kiedyś dużo pływałam, więc dzisiaj zmobilizowałam się i poszłam na basen. Bardzo mnie to ucieszyło i pomogło- ale na chwilę. Podobno liczy się też dobra dieta- staram się jeść dużo i zdrowo. Nie wypróbowałam jeszcze zielonej herbaty o której pisaliście, ale muszę to sprawdzić. Najbardziej pomaga mi rozmowa z kimś o silnych nerwach, kto powie mi że za bardzo się wszystkim przejmuję, że mam "lajtowo" podchodzić do wszystkiego, nie angażować się w stresujące sytuacje. Że z wszystkim da się poradzić i liczy się podejście. Sen pomaga, ale to jeszcze gorsza ucieczka od realnego życia. Pomagają mi też cele i nadzieje na przyszłość które wypisuję sobie na dużej kartce, na którą zawsze mogę spojrzeć. To mnie jakoś tam mobilizuje do walki z samą sobą. Zamierzam zapisać się na psychoterapię.
Mamy jedno życie- nie chcę go całego przepłakać. Będę próbować aż się uda. Czy macie dla mnie jeszcze jakieś wskazówki? Czego unikać przy DD w szczególności?

P.S. Wybaczcie że tak długo, ale chciałamm nakreślić moją sytuację. Jeśli ta notka tu nie pasuje- proszę o usunięcie. (Moja główna cecha- wszystkim zawsze się strasznie przejmuję). :-|

[Dodane po edycji:]

Zapomniałam dopisać, że od 4 tygodni mam "matrixa" ciągle- non stop, a miewam go od kiedy tylko pamiętam. Ale zwykle bywał kilka godzin i znikał. Czasami nie pojawiał się przez długi czas. A teraz jak przyszedł, tak do teraz sobie pójść nie chce...
"(...) ale żadne słowa tego nie opiszą co poczuć może człowiek ciemną, jesienną nocą."
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
08 gru 2009, 16:05
Lokalizacja
Pszczyna / Wrocław

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez 1507 10 gru 2009, 21:22
siaka90, a jak byś przestała myśłeć o "matrixie"? NIech jest daj mu być, rób co masz robić a matrix niech jest. Koncentrujesz się na matrixie, co powoduje spinanie, lęk i pogłebianie tego uczucia. Napisze tak olej to, ucz się z tym żyć, zaakceptuj to tak jak byś miała to mieć na zawsze. Jeśli to zrobisz, matrix niespodziewanie minie. Depresja i zaburzenia depresyjne to choroba która leczona mija, pamietaj o tym. Myślenie o objawach, rozpamiętywanie ich analizowanie, powoduje znaczne pogłębienie i komplikację problemu,.
1507
Offline

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez Victorek 13 gru 2009, 15:21
A ja sie zastanawiam ostatnio jak to u mnie jest, bo zauważyłem, że ostatanio najcześciej dd nasila mi się bardzo mocno, wieczorami kiedy jasno świeci telewizor, albo wychodzę do jasnej łazienki to juz w ogóle masakra, tak samo idąc wieczorem ulicą to lampy powodują dziwne odczucie odrealnienia tzn bardzo nasilają.
Kiedy wstaję rano i niebo jest pochmurne ale bardzo jasne to zazwyczaj dostaję silnego odrealnienia i lęku.
Mam pytanie czy wśród was jest ktoś kto zauważył nagminnie takie odczucia w tych sytuacjach.
DD potrafi mi towarzyszyć non stop ale w takich momentach staje sie bardzo silne.
I tak myślę czy to jest reguła w tym problemie czy nie. Czy my po prostu zleknieni przez nasze zaburzenie maksymalnie tak odbieramy te sygnały czy właśnie to one powodują stany dysocjacji.
Pytam tez bo niepokoi mnie to że tego przemóc nie mogę.
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez linka 13 gru 2009, 15:36
Victorek, hmmm a miałeś robione badania w kierunku padaczki?
Bo to opisujesz to wygląda jak napady.......bo zwykle włąśnei w padaczce wywołane migotaniem silnych świateł, lub wejściem do mocno oświetlonego pokoju....
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez bee84 13 gru 2009, 15:40
nie, nie, nie .... nie strasz Go padaczką ....
Victorku ja tak mam ... jak wychodze rano z domu i jest pochmurno - właśnie tak jak piszesz .... jasno ale pochmurno - jakby coś wisiało na niebie .... to czuje jakby ktos mi w łeb przywalił .... jakbym szła w jakiejś szklanej bańce ...
... a światło mnie dobiła głównie jak musze iść do kibla w nocy ..... jak zapale światło to wręcz czuje ból .... dlatego nie zapalam:)
... więc myśle, że to kwestia zaostrzonych zmysłów ....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
442
Dołączył(a)
30 maja 2008, 10:36
Lokalizacja
gdańsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 20 gości

Przeskocz do