Derealizacja. Depersonalizacja.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez paulinetta 04 lis 2009, 00:05
Waleczna, chyba nie przeczytalas dokladnie co napisalam.
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
03 lis 2009, 20:15

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez waleczna 04 lis 2009, 14:22
Przeczytałam dokładnie i zrobiłam odwołanie do siebie, ponieważ tylko na tym i ew. jeszcze na empatii polegają dyskusje na tym forum. Naszą jednak kończę i pozdrawiam.
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
22 paź 2009, 22:39

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez tet 04 lis 2009, 14:33
paulinetto a w czym zawinili Twoi rodzice, że zapytam.. ? Oczywiście dzieciństwo ma ogromny wpływ na to jacy jesteśmy teraz, bez dwóch zdań (niektórzy sądzą, że decydujący. Ciekawa wydaje się być teoria Erica Berne'a.. może słyszałaś co nieco ?). Odnosząc się do niej mogę stwierdzić, że powielam scenariusz mojej matki. Punkt w punkt
Avatar użytkownika
tet
Offline
Posty
683
Dołączył(a)
21 wrz 2009, 11:56

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez waleczna 04 lis 2009, 14:40
waleczna napisał(a):Przeczytałam dokładnie i zrobiłam odwołanie do siebie, ponieważ tylko na tym i ew. jeszcze na empatii polegają dyskusje na tym forum. Naszą jednak kończę i pozdrawiam.



Zapomniałam dopisać, że moje pytane dotyczące mechanizmów terapii zahaczającej o dzieciństwo jest ciągle aktulane. Jeśli ktoś z was ma doświadczenia z takiego typu leczeniem i zechciałby się nimi podzielić będę wdzięczna.
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
22 paź 2009, 22:39

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez paulinetta 04 lis 2009, 15:58
tet napisał(a):paulinetto a w czym zawinili Twoi rodzice, że zapytam.. ? Oczywiście dzieciństwo ma ogromny wpływ na to jacy jesteśmy teraz, bez dwóch zdań (niektórzy sądzą, że decydujący. Ciekawa wydaje się być teoria Erica Berne'a.. może słyszałaś co nieco ?). Odnosząc się do niej mogę stwierdzić, że powielam scenariusz mojej matki. Punkt w punkt


Z tego co zdążyłam się zorientowac poki co (a nie jest proste sie zorientowac bo oni oczywiscie nieswiadomi tego co robią wszystkiemu zaprzeczają) to byłam traktowana jak przedmiot to zaspokajania potrzeb mojej matki, a mojemu tacie bylo wygodnie tego nie widziec (no bo jakby zobaczyl to chyba musialby cos zrobic - na przyklad jej sie przeciwstawic a to juz dla niego byloby za duzo, wiec wolal tak mnie poswiecac byleby zoneczka na niego sie nie wydzierala). Generalnie moja matka mnie nie kocha (chociaz gdyby jej zapytac na pewno powie ze kocha - no ale niestety slowa w konfrontacji z rzeczywistoscia nie bardzo sie pokrywaja), nigdy nie interesuje jej jak ja sie czuje, ja tylko interesuje w co sie dzis ubiore, zebym na przyklad zle nie wygladala (oczywiscie to dzis to w cudzyslowiu bo od dawna z rodzicami nie mieszkam) bo jeszcze jakis sasiad zobaczy ze jestem brudna... itp itd.. Na ręku mam egzemę i ona na przyklad do mnie mowi " wez cos z tym zrob, jak ty wygladasz" - slowem jak przedmiot, wyglad mojej reki jest wazniejszy ode mnie. Ciezko mi to wytlumaczyc, nie wiem czy dla kogos z forumowiczów jest jasne co ja mam na mysli? Wtedy kiedy sobie uswiadamiam jak naprawde jestem traktowana i moj gniew z tym zwiazany wtedy odżywam. Dzis na przyklad gniewu nie czuje (wiec zapewne go tłumię) i juz wszystko mnie boli, w krzyzu lamie, mam sie ochote polozyc i lezec. CO jest dla mnie najbolesniejsze nigdy nie zainteresowala sie moją nerwicą, ten temat dla niej nie istnieje, tak jak zresztą JA prawdziwa, tez dla niej nie istnieje. Ona udaje ze mi nic nie jest i tak mnie tez traktuje, bardzo mnie to boli i zastanawiam sie powaznie nad zerwaniem kontaktow z nią.

[Dodane po edycji:]

waleczna napisał(a):Paulinetto, ja też czuję się całkowicie wyprana z emocji. Nie wiem już czy kiedy się cieszę to naprawdę się cieszę czy może wypracowałam sobie przez lata zespół min i okrzyków na różne okazje. Co do powracania do dzieciństwa, to bardzo ciekawe...ceszę się ze na ciebie działa taka terapia. Ja jakoś nie mogę tego przełknąć. Myślę, że to kompletne bzdury. Jestem dorosłą kobietą i grzebanie w moich żalach zaczyna mnie samą żenować. Żale są owszem ale opowiadanie o nich wcale mnie nie wyzwala.

Czy możesz napisać w jaki sposób wyzwala Ciebie? Czy robsz na terapii jakieś ćwiczenia, czy tylko opowiadasz...?
Pozdrwiam


I kiedy zaczynam wracac do tych wypartych uczuc (ale nie moze byc czysto intelektualnie, musi to byc powrot uczuciowy), kiedy zaczynam rozumiec jak mnie rodzice traktowali, kiedy zaczynam czuc smutek i zal dla dziecka ktorym kiedys bylam to O DZIWO doznaję powtórnej integracji ze sobą czyli matrix mija.

Tu własnie napisałam co mnie wyzwala. Bo samo grzebanie nie wyzwala, musisz poczuc tłumione wtedy emocje - nie wiem złosc na rodzicow, nienawisc czy co tam czujesz i pozniej jeszcze dochowac wiernosci tym uczuciom czyli jakby to powiedziec na przyklad jesli czujesz ze po tym co CI rodzice zrobili nie chcesz ich juz wiecej widziec to ich nie ogladaj.ALe jak dojdziesz do mysli ze nie chcesz ich juz wiecej widziec i pojawia sie watpliwosci : ze na przyklad teraz sa starzy, albo nieporadni, albo ze w zasadzie to nie wiedzieli co robili to nie ma zmiłuj - dolegliwosci wrócą....
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
03 lis 2009, 20:15

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez tet 04 lis 2009, 16:17
matka pozorantka.. dla mojej też najistotniejsza jest sfera publiczna i znane "co ludzie powiedzą", pewne osoby nie mają w sobie umiejętności okazywania uczuć nawet wobec bliskich (a może w szczególności) i nieświadomie krzywdzą, bo same powielają wcześniejsze wzorce. nie zawsze musi to oznaczać brak miłości. nie chcę tutaj mówić, że Twoja matka Cię na pewno kocha, tylko nie bardzo wie jak to pokazać (nie znam dokładnie Twojego przypadku no i nie jestem ekspertem). ciekawi mnie natomiast, jaki sposób rozwiązania konfliktu sugerują Ci na terapii, o której pisałaś.. ?
Avatar użytkownika
tet
Offline
Posty
683
Dołączył(a)
21 wrz 2009, 11:56

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez paulinetta 04 lis 2009, 16:48
tet napisał(a):matka pozorantka.. dla mojej też najistotniejsza jest sfera publiczna i znane "co ludzie powiedzą", pewne osoby nie mają w sobie umiejętności okazywania uczuć nawet wobec bliskich (a może w szczególności) i nieświadomie krzywdzą, bo same powielają wcześniejsze wzorce. nie zawsze musi to oznaczać brak miłości. nie chcę tutaj mówić, że Twoja matka Cię na pewno kocha, tylko nie bardzo wie jak to pokazać (nie znam dokładnie Twojego przypadku no i nie jestem ekspertem). ciekawi mnie natomiast, jaki sposób rozwiązania konfliktu sugerują Ci na terapii, o której pisałaś.. ?


No i tu własnie zaczynasz usprawiedliwiac matki, a to nieuchronnie bedzie sie wiązac z ciaglym traceniem siebie. Czy to ze ona nie wiedziala czegos oznacza ze mogla mnie bezkarnie wykorzystywac, albo to ze miala gorszy dzien ze mogla mnie uderzyc albo zwymyslac? Tak dla mnie to oznacza brak milosci. NO bo w sumie to czym jest milosc? To chyba nie polega na tym ze sie mowi kocham cie. (zreszta tego tez mi nie mowila). Czlowiek ktory nie kocha sam siebie nie jest w stanie w zadnym przypadku prawdziwie kochac drugiej osoby, czy to dziecka czy partnera. To co piszesz o swojej matce i to ze z jakiegos powodu znalazlas sie na tym portalu zapewne sie ze sobą jakos łączy. Polecam Ci przeczytanie chociaz jednej ksiazki Alice Miller, bo ja tego do konca nie potrafie wyjasnic.
A i to ze ktos nieswiadomie krzywdzi, a ja uwazam ze moja to juz swiadomie bo wie od dawna ze chodze na terapie i wie tez ze to sie wiaze z nia, ale nawet jesli nieswiadomie to to nie zwalnia z odpowiedzialnosci.
Na terapii mi nic nie sugerują, terapia powiedzialabym zyje swoim zyciem, po 2 latach to juz prawie jak zwiazek, no i wychodza rozne moje zachowania za ktore "powinnam " wziac odpowiedzialnosc.
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
03 lis 2009, 20:15

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez tet 04 lis 2009, 17:10
ja usprawiedliwiam tylko swoją, sama ma nerwicę. nie okazujemy sobie czułości, nie przytulamy się, nie mówimy sobie "kocham cię" ale czuję, że mimo wszystko to uczucie jest i że mogę na niej polegać. przytulić to wolę się do swojego faceta, on mi pomógł odbudować "deficyt czułości". ale poszukam czegoś autorki, o której piszesz ;)
Avatar użytkownika
tet
Offline
Posty
683
Dołączył(a)
21 wrz 2009, 11:56

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez paulinetta 04 lis 2009, 18:00
tet napisał(a):ja usprawiedliwiam tylko swoją, sama ma nerwicę. nie okazujemy sobie czułości, nie przytulamy się, nie mówimy sobie "kocham cię" ale czuję, że mimo wszystko to uczucie jest i że mogę na niej polegać. przytulić to wolę się do swojego faceta, on mi pomógł odbudować "deficyt czułości". ale poszukam czegoś autorki, o której piszesz ;)


Tet jesli ją usprawiedliwiasz to prawdopodobnie nie jestes w stanie poczuc do niej zlosci, nienawisci czy bólu który Ci zadala, a to moze powodowac w mojej opinii DD, bo odcinasz sie od tych uczuc, a skoro masz nerwice to pewnie one gdzies sa. Ale ja nie psycholog, tez piszę prawdopodobnie.
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
03 lis 2009, 20:15

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez tet 04 lis 2009, 18:16
trochę się nie zrozumiałyśmy, odczuwam czasem złość jak każdy ale nie mam wrażenia, że moja mama mnie skrzywdziła. porównałam ją do Twojej w tym sensie, że często jest pozorantką.. a to co było w dzieciństwie.. hmm nikt nie jest ideałem. wiele sama sobie wywalczyłam i poniekąd nauczyłam ją postępowania wobec mnie. teraz nawet role nieco się obróciły, to ja częściej "drę mordę" i wypowiadam okropne rzeczy


ps. ale chyba powinnyśmy osobny temat założyć ;)
Avatar użytkownika
tet
Offline
Posty
683
Dołączył(a)
21 wrz 2009, 11:56

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez paulinetta 04 lis 2009, 18:20
tet napisał(a):trochę się nie zrozumiałyśmy, odczuwam czasem złość jak każdy ale nie mam wrażenia, że moja mama mnie skrzywdziła. porównałam ją do Twojej w tym sensie, że często jest pozorantką.. a to co było w dzieciństwie.. hmm nikt nie jest ideałem. wiele sama sobie wywalczyłam i poniekąd nauczyłam ją postępowania wobec mnie. teraz nawet role nieco się obróciły, to ja częściej "drę mordę" i wypowiadam okropne rzeczy


ps. ale chyba powinnyśmy osobny temat założyć ;)


Tet a chodzisz na terapie? Ja wczesniej tez nie czulam ze moja mama mnie skrzywdzila, dopiero terapia otworzyla mi oczy. Ba nawet ja usprawiedliwialam wczesniej. Ja Ci oczywiscie nie sugeruje ze tez tak masz, ale w moim odczuciu jesli ktos ma nerwice to jest to dla mnie oczywiste ze dziecinstwo mial raczej srednio udane, chociaz sam moze pamietac co innego.
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
03 lis 2009, 20:15

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez tet 04 lis 2009, 18:42
dla mnie też jest oczywiste, że coś nie zaskoczyło skoro ma się nerwicę. mama w dzieciństwie była choleryczką, wszystko musiało być tak jak ona chciała. tacie zdarzało się wracać do domu "pod wpływem". owszem, ślady na psychice są. wiadomo, że dzieci są uwrażliwione na punkcie swoich rodziców. ja też świętą córeczką nie byłam, ale nigdy niczego (materialnego) mi nie brakowało. myślę, że na przestrzeni lat nasze stosunki stopniowo się poprawiały i ten progres się utrzyma. a na terapię nie chodzę.. jeśli już, to przydałaby się ona całej rodzinie heh
Avatar użytkownika
tet
Offline
Posty
683
Dołączył(a)
21 wrz 2009, 11:56

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez paulinetta 04 lis 2009, 19:13
tet napisał(a):dla mnie też jest oczywiste, że coś nie zaskoczyło skoro ma się nerwicę. mama w dzieciństwie była choleryczką, wszystko musiało być tak jak ona chciała. tacie zdarzało się wracać do domu "pod wpływem". owszem, ślady na psychice są. wiadomo, że dzieci są uwrażliwione na punkcie swoich rodziców. ja też świętą córeczką nie byłam, ale nigdy niczego (materialnego) mi nie brakowało. myślę, że na przestrzeni lat nasze stosunki stopniowo się poprawiały i ten progres się utrzyma. a na terapię nie chodzę.. jeśli już, to przydałaby się ona całej rodzinie heh


Tet skoro mama zupelnie miala w nosie to co Ty chcialas, bo wszystko musialo byc tak jak ona chciala to juz masz pierwszy problem. Reszty nie komentuję, bo to po prostu dla mnie smutne, sama to piszesz a nie widzisz w tym siebie. CO to znaczy ze nie bylas swiętą córeczką?
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
03 lis 2009, 20:15

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez Victorek 04 lis 2009, 19:35
Trzeba tylko pamiętać, że nie zawsze dzieciństwo jest pełnym winowajcą nerwicy i jej skutków, często doczesne problemy, stwarzają myśli, objawy, lęk, nie tyle co problemy ale sposób w jaki te kłopoty odbieramy, czasem grzebanie w dzieciństwie nie przyniesie skutków bo tam nie leży problem, może być ono kształtujące podłoże dla lęków ale nie zawsze jest ono głównym zapalnikiem. Jeżeli nie widać długi czas skutków takiej psychoanalizy to możliwe, iż nie warto podążać tym tropem bo to stwarza kolejne napiecia, kolejne przerastające naszą psychikę i tym razem wygrzebane przez nas samych.
Ale oczywiście to wszystko zależy od każdego z nas.
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 23 gości

Przeskocz do