Wasze relacje z otoczeniem...?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez snaefridur 14 cze 2006, 00:41
Ja mam oblicze posępne jak noc listopadowa,więc raczej to nikogo nie dziwi.Z zaskoczeniem się nie spotkałam ;].
snaefridur
Offline

przez atrucha 14 cze 2006, 17:38
Nigdy nikt kto mnie poznawał nie przypuszczał,że mogę być chora na coś takiego. Zawsze jest to zaskoczeniem dla wszystkich. Jeżeli kogoś informuje o swojej chorobie to robię to tak,by nie przerazić na dzień dobry.Pikantne szczególiki choroby zachowuję dla siebie. Ludzie mało zorientowani są w temacie nerwicy lękowej,więc nie jest to trudne.

Jeżeli chodzi o bliskich znajomych - wszyscy wiedzą (bo nie ukrywam tego). Już dawno nauczyłam się otwarcie rozmawiać o swojej chorobie. Jedyne co mnie drażni to ironiczne uwagi na temat zbędnego "faszerowania się psychotropami". Zwykle ucinam szybko temat. Cóż mogą wiedzieć,skoro sami tego nie doświadczyli.. Ale ogólnie nikt na mnie nie patrzy jak na wariatkę. Jestem traktowana jak kazdy inny człowiek. Kazdy ma jakieś swoje choroby..ktoś ma tarczycę, łuszczycę..a ja mam nerwicę ;)

Dużo zależy od środowiska w jakim żyjemy. Moje jest otwarte na innych i w miarę tolerancyjne. Być może nie każdy ma takie szczęście..Ja mam.
Bądźcie dzielni! Pa :)
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1781
Dołączył(a)
04 sty 2006, 00:29

Zero kontaktów

przez mocarz 07 wrz 2006, 23:18
Ten temacik kieruję do wszystkich lecz szczególnie do dziewczyn.
To tak... nie mam żadnych kontaktów z dziewczynami!Tylko tyle co "cześć" w szkole.Kompletne zero.Dobrze,że przynajmniej rozmawiam z siostrą.To już coś. Ale normalnie nie porozumiewam się z kobietami.Dużo myślę o tym, żeby się przełamać, ale jak one się dowiedzą, że choruję na nerwicę to odejdą ode mnie i każda bedzie postępować tak samo.Jestem strasznie durny,przecież kobieta nie ugryzie, ale ja odczuwam lęk kiedy pomyślę o tym że bede rozmawiał z Nimi.Dochodzi do tego jeszcze to, że wlasnie to facet musi zadbać o Nią i pierwszy wyciągnąć rękę.Czuję się bardzo bezradny kiedy pomyślę że zaproszę ją na kawę czy do kina. Jeśli już to się stanie, to w myślach powstanie blokada w stylu :"a co będzie jak ona się dowie, a o czym bede z nia gadal, co do niej powiedziec ciekawego,przeciez jak bede sobą to ona mnie wysmieje, co będzie jak pokaże się z nią w większej grupie znajomych,strasznie nie lubię tłumu itp."pomózcie biednemu i podajcie kilka rad drogie dziewczyny! :(
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
25 mar 2006, 01:00

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez madzia669 08 wrz 2006, 13:44
Dobrze Cię rozumiem mocarz wiem jak to jest bo mam tak samo tylko tyle ze z facetami jak mam sie spotkac nigdy nie dochodzi do tego spotkania zawsze je odwaoluje wymigując sie czyms chcialabym ci cos doradzic ale niestety nie moge bo ma ten sam problem i potrzebuje pomocy pozdrowko:)
You Shine your light when you forgive I cry
Avatar użytkownika
Offline
Posty
82
Dołączył(a)
11 sie 2006, 14:36
Lokalizacja
Okolice Olsztyna

Avatar użytkownika
przez madzia669 08 wrz 2006, 17:23
Malcolm ale nie wszystkim to wiśta :roll:
You Shine your light when you forgive I cry
Avatar użytkownika
Offline
Posty
82
Dołączył(a)
11 sie 2006, 14:36
Lokalizacja
Okolice Olsztyna

Avatar użytkownika
przez ~Maja 08 wrz 2006, 20:27
Ja zupełnie ograniczyłam swoje kontakty prawie do zera, ale mam chłopaka na którym mi... hmm, nawet zależy. Tylko nie mam pojęcia, czy on wie, że jeśli nie chcę się z nim spotkać to oznacza że moja chorobliwa niesmiałość wzięła ponad górę i za nic nie wyjdę z domu nawet gdyby mnie porwali, ale i tak gdy już gdzies pójdziemy to on musi się przyzywczaić, że moja lękliwość też potrzebuje czasu na przyzwyczajenie się.

Czyli gdy czujesz się na siłach - wyjdź gdzies z koleżanką i trzymaj swój lęk na wodzy, nie pozwól mu, aby zapanował nad Tobą.


Wiesz co? Nie przejmuj się, przynajmniej nie jesteś sam. Moja nerwica się stąd wzięła, że mnie też tam coś w środku "blokuje" i w ten sposób nie nadaję się do żadnej rozmowy przez to, że za bardzo się przejmuję i staram, by było jak najlepiej. Po prostu chcę dobrze wypaść na oczach innych. :|
A rady ? Nie ma rad. Choć nie mówię, że nic nie da się z tym zrobić, ale sam musisz do tego dojść.
<to jest lepsze wytłumaczenie od tego, że będzie dobrze i że masz się nie przejmować... >

Pozdrawiam i powodzenia życzę :*
..trzeba być gorszym... by potem stać się lepszym
trzeba być głupim... by móc stać się mądrzejszym... (...)
by czuć upadek... z wysoka spaść trzeba
być na dnie... by móc sięgnąć nieba... (...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
263
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 18:22

Avatar użytkownika
przez Eva 08 wrz 2006, 21:14
Moge wam coś powiedzieć z perspektywy wieku ;) czasami jest tak że człowiek stara się poznać tę drugą osobę robi wszystko żeby zwrócić na siebie uwagę a tu nic żadna rozmowa się nie klei ,bo jeśli jedną obchodzą lakiery do paznokci ,albo marka ciuchów ... a drugą osobę najnowsze odkrycia galaktyczne ;) Żeby kogoś poznać wystarczy nieraz wyjść z domu i zagadać kogoś na ulicy i czuć stale niedosyt ,bo jest temat który nie ma końca. Wydaje mi się że najgorzej jest planować z góry takie spotkania ... spontaniczniść daje więcej bo albo na początku dowiesz się że ktoś nie ma ochoty na rozmowę ,albo można nawiązać bardzo miłą znajomość. Nawet odmienne zdanie na jakiś temat ...to już może być miła pogawędka. Najważniejsze żeby od samego początku być sobą ,nie starać się wzbudzić w kimś zachwytu ,myśląc że jak stanę na głowie ,albo jak zrobie szpagat (wersja dla dziewczyn ;) ) to tym kogoś bardziej zainteresuje . Jeśli od początku ktoś zauwarzy nas jako nudziarzy lub wrażliwców to pózniej nie będzie przemęczenia materiału ,bo ile to można udawać kogoś kim się nie jest ... Mocarzu jak zapewne zauwarzyłeś siostra różni się od Ciebie ;) (nie o fizyczność mi chodzi) ;) ale dziewczyna lubi czuć się adorowana ,w centrum zainteresowania ,lubi być ważniejsza niż najlepszy kumpel ;) Są też różne gatunki dziewczyn :egoistki,feministki, kobiety zdobywczynie,kolekcjonerki,lubiące się poświęcać dla innych ,mądre ,głupie, wrażliwe ,nieczułe... wiesz właściwie to każda kobieta jest inna ,ale każda lubi jak facet ją słucha gdy mówi ,przynajmniej żeby udawał . Zależy jeszcze w jakiej fazie księżyca jest dana kobieta ,bo czasami nawet z choleryczką można spokojnie pogadać. A co do pokazania swojej nowej znajomości wiekrzemu gronu znajomych to najpierw sprawdz czy będzie się dobrze w nim czuła ,bo to są twoi znajomi nie jej więc może nie znaleśc wspólnego języka i wtedy będzie się czuła zawiedziona. Jeśli Ty będziesz zamknięty i nie wykarzesz z siebie jakiejś inwencji to znajomość możesz spisać na straty. A tak na koniec to ja pierwsza zagadałam mojego męża i odrazu wiedziałam o czym z nim rozmawiać ;) Do pracy chodziłam niewyspana bo często nocy nie starczało żeby o wszystkim rozmawiać i tak sobie rozmawiamy juz... 24 lata i stale mamy o czym ;) Życzę wszystkim żeby znalezli swoje pokrewne dusze ... do rozmów :lol:
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

przez AnnaR 08 wrz 2006, 23:09
ja też cierpię na niedosyt kontaktów towarzyskich (nerwica pogubiła mi fajne kontakty) ale swego czasu to sie zmuszałam do wyjścia za każdym razem kiedy sie nie bałam nie zastanawiając sie nawet czy mam ochotę.oczywiście, zależało mi, zeby dobrze wypaść no i przeżyć ew. atak paniki :) wiec z reguły było kiepsko, sztywno i nudno.teraz już prawie zawsze mogę iść gdzie chcę i kiedy chcę bez lęku ale zaczęłam sie zastanawiać czy rzeczywiście wszędzie chcę iść i wyszło na to, że nie, nawet za cenę większej samotności.niestety nadal boję się, jak mnie ludzie ocenią ale pomaga mi gdy sobie powtarzam: jestem ok, inni też są ok albo:zachowałam sie tak jak umiałam.co z tego,że wyszłam na idiotkę, przynajmniej już inni wiedzą, ze też nie jestem idealna.co więcej zauważyłam, ze nikt nie lubi idealnych,to tworzy jakiś dystans i w efekcie wszystko jest jakieś powierzchowne.pozdr.Ania
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
15 sie 2006, 21:00
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez Niedzisiejszy 09 wrz 2006, 02:00
Nie lubię cynizmu, ale w tych spraawach chcialbym czuć jak Malcom...
dla mnie patologicna samotność jest głównym czynnikiem mojej depresji.
Po latach prób, pracy nad sobą (wewn. i zewn.), wysiłków, wyrzeczeń i upokorzeń zrozumiałem że dla kobiet nie istnieję. Odtąd (tzn. jakieś 3 lata) izoluję się jak tylko mogę. Wiem że i tak nie mam najmniejszych szans to przynajmniej oszczędzam sobie rozczarowań i upokorzeń. To takie mniejsze zło...
Zrozumiałem, że one wolą dresiarzy, cwaniaków, tępaków, krętaczy, egoistów, skinów, punków, mięśniaków, chamów, itp., itd. Bynajmniej kogokolwiek innego. Kolesie którzy nawet nie znają sensu pojęcia "pracy nad sobą" (chyba że na siłowni ;) ) nie narzekają na samotność.
Skoro tak beznadziejnie jestem oceniany to i tak się czuję...
wrak bez nadziei, 26-letni starzec...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
01 wrz 2006, 00:17
Lokalizacja
z prowincji (lubuskie)

Avatar użytkownika
przez ~Maja 09 wrz 2006, 11:39
z góry przepraszam, że tak komentuję Wasze wypowiedzi :lol:

ja też cierpię na niedosyt kontaktów towarzyskich (nerwica pogubiła mi fajne kontakty) ale swego czasu to sie zmuszałam do wyjścia za każdym razem kiedy sie nie bałam nie zastanawiając sie nawet czy mam ochotę.

Szczerze podziwiam za odwagę:* Ja nawet nie miałabym siły się zmusić.


Jeśli Ty będziesz zamknięty i nie wykarzesz z siebie jakiejś inwencji to znajomość możesz spisać na straty

No właśnie, i dlatego nie wychodzę z domu by nie ryzykować utratą kontaktów jeszcze bardziej... :( Bo wolę powtarzać wszsytkim, że nie mogę się z kimś-tam spotkać i to jest lepsza wersja od poznawania się nawzajem. Bo i tak mam wrażenie, że się nabijają za moimi plecami :(

Jeśli od początku ktoś zauwarzy nas jako nudziarzy lub wrażliwców to pózniej nie będzie przemęczenia materiału ,bo ile to można udawać kogoś kim się nie jest

I właśnie z tego powodu okrropnie nie podoba mi się mój charakter i rozpaczliwie szukam jakiegoś sposobu pozbycia się mojej nudnej,zamulonej części. :(

Odtąd (tzn. jakieś 3 lata) izoluję się jak tylko mogę. Wiem że i tak nie mam najmniejszych szans to przynajmniej oszczędzam sobie rozczarowań i upokorzeń. To takie mniejsze zło...

Niedzisiejszy, rozumiem Cię. Tez tak się zachowuję by oszczędzić sobie rozczarowań i nie wydawać się jeszcze bardziej beznadziejna, niż teraz jestem. <mówiąc o tej beznadziejności mam na myśli TYLKO siebie! Nie Ciebie!> Ochraniam się, bo i tak wiem z góry, że nic mi się nie uda... Nawet nie chcę probować, bo mnie doświadczenie już czegoś nauczyło.

Kolesie którzy nawet nie znają sensu pojęcia "pracy nad sobą" (chyba że na siłowni ;) ) nie narzekają na samotność.

Ale większośc narzeka na dysmózgowie :lol:
..trzeba być gorszym... by potem stać się lepszym
trzeba być głupim... by móc stać się mądrzejszym... (...)
by czuć upadek... z wysoka spaść trzeba
być na dnie... by móc sięgnąć nieba... (...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
263
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 18:22

przez AnnaR 09 wrz 2006, 18:49
cześć,aż się rozemocjonowałam (podobno jak to zazwyczaj kobieta :) ) jak widzę za słowami wasze smutasowate miny. przepraszam was bardzo ale nie mogę sie zgodzić na waszą rezygnację w stylu nic mi się już nie uda.mnie się też nie udaje i się tym dołuję, ale żeby tak całkiem zrezygnować???Maju, po pierwsze - zmuszałam sie do wyjścia wtedy gdy nie było lęków ekstremalnych, ostatecznie nie jestem kamikadze :) po drugie, nie ma co kreować sie na kogoś kim się nie jest ale razcej włożyć wysiłek w to żeby zaakceptować sie w takiej postaci w jakiej jesteśmy bo chyba tu leży sedno problemu a nie w tym, ze faktycznie jesteśmy beznadziejni czy gorsi od innych.tak mi sięwydaje na moim przypadku, że u nerwusków to właśnie ta praca nad sobą jest dla innych niewidoczna bo my musimy się starać, żeby pokazać siebie przez barierę lęków a zdrowi tego nie muszą.tak sobie wymysliłam, że jak chcę być taka zwyczajna jak inni i im nie sprawiać kłopotu swoimi lękami to mam taki dystans do innych, ze oni mnie po prostu nie widzą.czasem trzeba się narazić nawet na kpinę czy nazwanie głupkiem ale wtedy człowiek jest wyrazisty, ludzki i chyba inni go zaczynają dopiero widzieć.spostrzegłam ten mur nie do przebicia jaki stworzyłam wokół siebie,gdy na pewnym cyklu szkoleń po ok.3 miesiacach 90% grupy powiedziało, ze ceni sobie najbardziej we mnie spokój, a przecież do cholery ja chyba byłam tam najbardziej znerwicowaną i rozemocjonowaną osobą!!!
nie chcę tu się mądrzyć i wcale to nie jest tak, ze mi wszystko albo chociaż 50% idzie ok. :) cierpię strasznie i też mam problemy w kontaktach ale po malusieńku rozkruszam tę granicę.to cholernie boli; jak pierwszy raz weszłam w konflikt z inną osobą to nie mogłam spać i miałam cały dzień gulę w gardle ale też poczucie, ze robię coś dobrego dla siebie.chociaż mi źle to wolę sie narazić na nieprzyjemne sytuacje ale wierzyć,że to czemuś służy niż od razu spisać się na straty.wiecie co? chyba cały czas mam nadzieję, ze za parę lat będę miała normalną paczkę znajomych, którzy będą sie o mnie troszczyć a ja o nich, ze będę mogła się z nimi normalnie wybrać gdzie chcę bo będę czuła sie na tyle dobrze z sobą samą, ze ew. ekscesy lękowe mnie nie odstraszą od grupy.co wiecej, jestem nawet tak bezczelnie optymistyczna :), że nawet liczę na jakiś poważny związek :)
pozdrawiam wszystkich serdecznie i przesyłam wam troche pozytywnej energii bo wygląda na to, że mam dziś dobry dzień.Ania
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
15 sie 2006, 21:00
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez Niedzisiejszy 10 wrz 2006, 02:25
~Maja napisał(a):z góry przepraszam, że tak komentuję Wasze wypowiedzi

a cóż w tym złego? :shock: , przynajmniej jest jakiś dialog, a nie każdy sobie...

Moim skromnym zdaniem wydaje mi się Maju, że wszystko z Tobą jest OK. Tzn. oprócz nerwicy lękowej.
No bo skoro masz chłopaka to by znaczyło że wyglądasz niezgorzej (a takie wątpliwości pisałaś gdzieś wczesniej).

PS. większość z Was mieszka w dużych miastach, jakbyście mieszkali na odludziu tak jak ja to dopiero byście zdziczeli ;) :D
wrak bez nadziei, 26-letni starzec...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
01 wrz 2006, 00:17
Lokalizacja
z prowincji (lubuskie)

przez atrucha 10 wrz 2006, 08:43
Niedzisiejszy a jaki masz stosunek do poznawania ludzi przez internet..? Myślałeś o tym..? Metropolia czy prowincja - żaden problem.
Bądźcie dzielni! Pa :)
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1781
Dołączył(a)
04 sty 2006, 00:29

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 29 gości

Przeskocz do