Wasze relacje z otoczeniem...?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez I.K. 10 wrz 2006, 11:10
Witam,witam,nie jestem pewna czy mogę sobie pozwolic na dawanie jakichkolwiek rad,ale przedstawię mój punkt widzenia.
Mam faceta od prawie 6 lat,planujemy zaręczyny w najbliższej przyszłości,jak dotychczas nerwica chyba nie dała mi tak popalic,choc przebywając w grupie ludzi nie mogę się pozbyc wrażenia,że wszyscy coś tam o mnie myślą niefajnego,problem z akceptacją już od podstawówki,zakładam z góry,że nikt mnie nie lubi i wolę się odizolowac,w klasie zawsze byłam out-side'erem,teraz na studiach to samo.....ale nie o tym chciałam ;)
.......zawsze się rozgadam i tracę wątek :?
Do mocarza i niedzisiejszego: mój facet siłowni chyba na oczy nie widział,dobrze,że ja jestem niska i drobna,bo bym była większa od niego :smile:
A z drugiej strony: on jest oazą spokoju,a kocha mnie pomimo mojego "porytego umysłu",nie zwaliła go z nóg wiadomośc o mojej nerwicy,każdy ma jakąś przypadłośc i wierzcie mi,znajdzie się niejedna babka,która zaakceptuje i waszą (nie mówię,że każda,ale ludzie są w stanie tolerowac pewne dziwactwa,każdy inne,bo nikt nie jest idealny). Jeśli tylko odważycie się spróbowac to z pewnością kiedyś traficie (nie twierdzę,że to łatwe i że tak od razu) na wartościową osobę,która zaakceptuje wasze wady. Podpisuję się pod pomysłem
atruchy,poznawanie ludzi i rozmowy na czacie nie powinny wywoływac takiego lęku,można w każdej chwili zakończyc konwersację,nie trzeba od razu uprzedzac o swoich przypadłościach,można zacząc od lekkich tematów: praca,szkoła,zainteresowania,poszukac kogoś o podobnym hobby,poglądach na świat,politykę itp..
W każdym człowieku jest więcej dobra niż zła(bynajmniej taką mam nadzieję :D ),i wy też macie masę zalet.
A jeśli ktoś ucieka od wad i problemów drugiego człowieka,to sam się kiedyś przejedzie na tym "poszukiwaniu ideału".Myślę,że warto znalezc w sobie siłę,wykrzesac odrobinę chocby,i powalczyc o własne szczęście!
WHO'S NORMAL?
Pozdrawiam i życzę powodzenia!!!
Szukac - to za mało.
Trzeba szukac tam, gdzie można znalezc.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
09 wrz 2006, 21:08
Lokalizacja
Bydgoszcz

przez mocarz 10 wrz 2006, 21:02
Witam Was
Malcolmie, wiesz co, mogłeś wogólem się nie wypowiadać w tej kwestii. Chyba jesteś jeszcze nastolatkiem, któremu w głowie piłka nożna i gry komputerowe :smile: Kochana Maja, dzięki bardzo za wsparcie. Jestem typem choleryka, tylko nie wybucham gwałtownie, lecz tłumię wszystkie onawy i niepokoje w sobie.Nikomu się z nich nie zwierzam i tak w kółko.Mogło to po cvzęści spowodować u mnie neriwczkę lękową, ale nie będę tego roztrząsał w sobie sam na sam(w moich myślach bo myslę że tu może pomóc tylko psycholog: powoli wytłumaczyć i tak zrobię :D )
Kochana Eva, mam starszą 2 lata siostrę.Wiem na czym rzecz polega.Ostatnio doszłem do wniosku, że nie umiemy się doskonale porozumiewać bo ona jest innym typem, ale czasami potrafi wesprzeć duchowo...Dziewczyny nigdy nie miałem , nawet nie trzymałem za rękę, bo...o tym też nie chcę się rozpisywać<long story>kochana AnnaR,ja nie umiem rozmawiać, gdy wokół mnie jest więcej niż dwoje,wtedy czuję się przez nich oceniany, a ja robię się nerwowy i tak kółko się zamyka.Piszesz potem ze przebijasz się przez granicę lęku w różnych sytuacjach. Ja też to robię ciągle ale za każdym razem jest tak samo.Wydaje mi sie ze trzeba to w sobie zakodowac i potem do tego nie wracac , tylko jak :?
Niedzisiejszy, najważniejsze to skupianie się na tym co w danym momencie jest najlepsze. Ja też czasem wybieram dobro, żeby nie doznać upokorzenia psychicznego.A czasami mniejsze zło by nie skrzywdzić"siebie".
A jeśli ktoś ucieka od wad i problemów drugiego człowieka,to sam się kiedyś przejedzie na tym "poszukiwaniu ideału".Myślę,że warto znalezc w sobie siłę,wykrzesac odrobinę chocby,i powalczyc o własne szczęście!

To bardzo ważna informacja dla mnie i być moze dla innych.Ja,osobiście,nie wierzę że ktoś ma wady i problemy, ponieważ każdy człowiek stara się i kryje lęki nieuzewnętrzniając ich.Więc jestem skupiony tylko na sobie i na dżżeniu do doskonałości we wszystkich dziedzinach, a tak na prawdę nic nieróbstwem z mojej strony :!: :D
    Offline
    Posty
    30
    Dołączył(a)
    25 mar 2006, 01:00

    przez AnnaR 10 wrz 2006, 22:26
    Mocarzu,
    "Jestem typem choleryka, tylko nie wybucham gwałtownie, lecz tłumię wszystkie onawy i niepokoje w sobie" - doskonale cię rozumiem :)
    "Dziewczyny nigdy nie miałem" - jw. tyle ze nie ta płeć :)
    "ja nie umiem rozmawiać, gdy wokół mnie jest więcej niż dwoje" - a ilu osób byś sie spodziewał???czasem nawet trudniej rozmawiać w małych grupkach bo rozmowy są bardziej prywatne no i nie można sie schować w tłumie. punkt dla ciebie. :)
    "Piszesz potem ze przebijasz się przez granicę lęku w różnych sytuacjach. Ja też to robię ciągle ale za każdym razem jest tak samo.Wydaje mi sie ze trzeba to w sobie zakodowac i potem do tego nie wracac , tylko jak" - co jest takie samo? mógłbyś uściślić? wiesz, ja nie jestem aż tak odważna, zeby przebijać się przez silne lęki ale staram sie pokazać siebie w takich bardziej zwyczajnych stanach :) nawet to jest dla mnie trudne.czasem się udaje czasem nie, a często odchorowuję to długo.
    "Ja też czasem wybieram dobro, żeby nie doznać upokorzenia psychicznego" - jakie dobro?jak to rozumiesz?
    pozdrawiam
    Ania
    Offline
    Posty
    74
    Dołączył(a)
    15 sie 2006, 21:00
    Lokalizacja
    Gdańsk

    Doradca Nerwica.com

    przez Doradca Nerwica.com
    Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
    Doradca Nerwica.com

    przez mocarz 10 wrz 2006, 22:56
    Kochaniutka AnnaR :D
    Tu biega o to, że jeśli np. coś powoduje lęk,jakaś przykra sytuacja(która nam się wydaje że jest przykra, bo np. dyskoteki mnie przytłaczają kiedy jestem trzeźwy oczywiście, ale jak wypiję to lęki odchodzą i nie są tak silne-sorry za ten przykład, ale akurat nic mi nie przyszło do głowy!),wtedy staram się opanowywać ten lęk, zetrzeć granicę, wyzwolić się ze strachu przed czymś,np.rozmową z drugą osobą.W większości to skutkuje poprawą ale gdy następnym razem pokazuję się w tym samiutkim miejscu,znów zaczynam się zastanawiać jak opanować lęk,np. przed ocenianiem innych ludzi mnie.Tu potrzeba tego zakodowania , że wcześniej było dobrze, więc i teraz musi się udać.
    Sorry za takie masło maślane ale zawsze coś :smile:
    Pozdrawiam
    Offline
    Posty
    30
    Dołączył(a)
    25 mar 2006, 01:00

    przez AnnaR 10 wrz 2006, 23:15
    Kochaniutki Mocarzu :lol: ,
    jesli w większości przypadków uzyskujesz poprawę to czym sie martwisz??? jesteś cholernym farciarzem :D co do kodowania to jest kotwiczenie - to z NLP - kojarzysz jakiś gest np. zaciśniętą pięść z pozytywnym wspomnieniem, kiedy opanowałeś tę sytuację i potem, kiedy nastąpi podobna, gestem dodajesz sobie odwagi.nie muszę wspominać o subtelnym doborze gestów :lol:. jednocześnie zaznaczam że sie lekko dystansuje od tej metody :) ale chyba zawsze warto spróbować.pozdr.Ania
    Offline
    Posty
    74
    Dołączył(a)
    15 sie 2006, 21:00
    Lokalizacja
    Gdańsk

    Avatar użytkownika
    przez I.K. 10 wrz 2006, 23:21
    Witam ponownie!
    Mocarz napisał:
    mocarz napisał(a):Ja,osobiście,nie wierzę że ktoś ma wady i problemy, ponieważ każdy człowiek stara się i kryje lęki nieuzewnętrzniając ich.

    Jeśli faktycznie tak myślisz to jak wytłumaczysz tą bezinteresowną pomoc i wsparcie jakie można otrzymac od zupełnie obcych ludzi na tego typu forach?Ja chyba bardziej wierzę w ludzi niż w siebie,bo człowiek jest istotą społeczną i -choc brzmi to banalnie- w pewnym sensie żyjemy dla innych,a nie dla samych siebie.Oczywiście nie uważam,że skupienie się na własnej chorobie i problemach to egoizm,bo najpierw trzeba samemu byc szczęśliwym aby móc dawac szczęście,nie zmienia to jednak faktu,że potrzebujemy innych ludzi i odwrotnie....
    A to,że ludzie ukrywają swoje wady(nie wszyscy!) nie świadczy o tym,że ich nie mają!!
    Przepraszam,że to mówię,ale trochę więcej wiary w ludzi.
    Co do Malcolma,to podjął taką a nie inną decyzję,może kiedyś to się zmieni,może nie,jest młody,jak ja,z tą różnicą,że ja nie znoszę samotności,mam garstkę najbliższych osób,dla których chcę życ.
    Myślę,że nawet "samotnicy" żyją dla innych,i z innymi ludźmi,naukowcy,badacze itp robią przecież coś dla ludzkości,interakcje międzyludzkie są wszechobecne,dlatego najgorszą karą jest izolacja od społeczeństwa.Ne zamykajmy się w więzieniach własnych umysłów,zaburzenia lękowe to nie przestępstwo....
    Piszę i piszę,nie chcę nikogo na siłę przekonywac....
    Tak czy inaczej ja w Was wierzę ;)
    Szukac - to za mało.
    Trzeba szukac tam, gdzie można znalezc.
    Avatar użytkownika
    Offline
    Posty
    141
    Dołączył(a)
    09 wrz 2006, 21:08
    Lokalizacja
    Bydgoszcz

    przez AnnaR 10 wrz 2006, 23:40
    I.K. dzięki za pozytywne nastawienie i wiarę w sens działania oraz w ludzi.cieszę się ,ze trafilam, jak mi się wydaje na osobę z podobną motywacją oraz wiarą, że się uda, że można coś zdziałać bo przez ostatnie kilka swoich wypowiedzi zaczynalam już mieć wrażenie, ze agituję ludzi :) a nie dzielę sie swoimi przezyciami, które są wielokrotnie równie bolesne jak innych.Ania
    Offline
    Posty
    74
    Dołączył(a)
    15 sie 2006, 21:00
    Lokalizacja
    Gdańsk

    Avatar użytkownika
    przez Niedzisiejszy 11 wrz 2006, 00:04
    atrucha napisał(a):Niedzisiejszy a jaki masz stosunek do poznawania ludzi przez internet..? Myślałeś o tym..? Metropolia czy prowincja - żaden problem.

    Owszem, robiłem sobie pewne nadzieje w związku z dobrodziejstwami Interetu. Stały dostęp do sieci mam raptem od pół roku, i po przyłączeniu się do sieci zyskałłem nową nadzieję. W sumie poznałem 4 osoby, kontakt zawszze kończyła tamta strona, w 2 przypadkach zresztą bardzo podle i chamsko... Tak więc nawet w Necie jestem beznadziejny, a w realu złych doświadczeń to już mam o wiele za wiele. 4 osoby to być może za mało by wyciągać daleko idące wnioski, ale i tak wiem że gdyby znajomość internetową zrealizować w realu to skończyloby się jak zawsze...

    mocarz napisał(a):Niedzisiejszy, najważniejsze to skupianie się na tym co w danym momencie jest najlepsze. Ja też czasem wybieram dobro, żeby nie doznać upokorzenia psychicznego.A czasami mniejsze zło by nie skrzywdzić"siebie".

    chyba nie do końca Cię rozumiem, trochę inaczej się wyrażałem..

    Malcolmie, widzę że potrafisz skutecznie zarządzać swoimi emocjami. Ja jestem najwyraźniej zbyt wrażliwy, aczkolwiek staram się myśleć trochę jak Ty.
    Sam siebie oszukuję że lepiej być samemu, że nikogo nie potrzebuję, itd. Tylko że każde oszustwo kiedyś się wyda. Wiem że się oszukuję gdy widzę szczęśliwe, zakochane pary:wtedy cierpię niewymownie. Widzę 13 letnie dzieci (w parach), 18-20 letnich małżonków/ojców/matki, obserwuję ludzi którzy mają tysiące wad, i mają powodzenie. I wtedy czuję się oszukany, upośledzony, niedoceniony, bezwartosciowy.... M.in. dzięki temu izoluję się jak tylko mogę, nawet przed rodziną.

    Dodam jeszcze, że miałem trudne dzieciństwo (zimna, zaborcza i niezrównoważona emocjonalnie matka, oraz prymitywny i bliski pijaństwu ojciec), trudną młodość (szk. podst., śr. a nawet studia: zawsze z boku, zawsze inny, wyśmiewany itd.). Dlatego gdy nawet u kobiet nie mam zupełnie powodzenia, moja samoocena, chęć i radość zycia oraz zaspokojenie potrzeb ciepła bliskości i akceptacji jest absolutnie zerowa...[/quote]
    wrak bez nadziei, 26-letni starzec...
    Avatar użytkownika
    Offline
    Posty
    40
    Dołączył(a)
    01 wrz 2006, 00:17
    Lokalizacja
    z prowincji (lubuskie)

    przez marmarc 11 wrz 2006, 12:27
    ja mam taką prywatną teorię, że na prawdziwą samotność mogą sobie pozwolić tylko ludzie bez wiekszych problemów z utrzymywaniem kontaktów z innymi. Podobnie, np. celibat jest dla tych, co nie mają żadnych problemów w obszarze życia seksualnego.
    Zatem - jeśli wybieramy samotność, bo źle nam z innymi, bo wmawiamy sobie, że inni nas nie interesują, że są nam niepotrzebni, że z kontaków z innymi nic dla nas nie wynika - robimy sobie wielką krzywdę - ale cóż...


    mrc.[/url]
    Offline
    Posty
    388
    Dołączył(a)
    27 gru 2005, 12:28

    przez AnnaR 11 wrz 2006, 15:00
    zdaje sie, ze twoja teoria jest słuszna :smile:
    Offline
    Posty
    74
    Dołączył(a)
    15 sie 2006, 21:00
    Lokalizacja
    Gdańsk

    przez fabrycy 12 wrz 2006, 02:02
    witam!
    a z kontaktami to u mnie różnie jest. teraz żadnych-jestem wyalienowany w stopniu absolutnym!

    jeśli chodzi o kontakty z dziewczynami to wszystko jest w porządku (no może niezupełnie, ale nic strasznego się nie dzieje, powiedzmy-neurotyczny standard) DO MOMENTU, w którym nie pomyślę, że dziewczyna mi się podoba i coś by mogło by..., albo zauważę że ja podobam się jej. na brak powodzenia u płci przeciwnej w zasadzie nigdy się nie uskarżałem, ale nie oznacza to, że nie narzekałem. otóż-wszystkie (prawie wszystkie) naprawdę piękne lub mniej piękne, bardzo fajne lub mniej fajne dziewczyny dostawały kosza z góry, choć tego często nie chciałem, ale się bałem jak cholerra. nawet jak byłem bardzo młody to zaczepki ze strony dziewcząt wywoływały we mnie wręcz panikę, kołatanie serca, pocenie drżenie, sztywnienie, peszenie, nicniemówienie lub jąkanie. przed jedną, która mi się nawet bardzo podobała- po prostu uciekłem. możecie to sbie wyobrazić? nienawidzę się za to!!! kiedyś miałem jakieś dziewczyny, ale niewiele, zawsze krótko i byłem cholernie zazdrosny. nie żebym urządzał im z tego powodu sceny, kłótnie. raczej coś w stylu: oh, jaki jestem nieszczęśliwy!! ble!!! a po jakimś czasie sam byłem nimi znudzony i odchodziłem bez słowa.
    albo inaczej-zdarzało się, ze to one mnie zlewały. taki miałem ostatni przypadek, dziewczyna była ode mnie trochę starsza (ja 24, ona 31) i chodziło jej o seks (ja jakoś się "wierciłem" z tego powodu, chyba nie jestem jednak typem który to na raz, skwitowała krótkim: "przecież jesteśmy dorośli, no o co ci chodzi", "to jest spoko" itp.itd.) a ja jak na złość i sobie i jej zacząłem marzyć o wielkiej romantycznej miłości z nią, wkręcać jej, ze chcę z nią być itp. itd.,choć wiedziałem, o co tak naprawdę chodzi. a wszystko to odbywało się na wiecznej fazie alkoholowo-narkotykowej.
    JA CHYBA LUBIę BYć NIESZCZęśLIWY I PRZEGRANY.
    ZAWSZE WSZYSTKO NA OPAK.
    a chodzi jedynie o to żeby dwie strony chciały tego samego. proste jak drut, tyle, że chyba w kinie, a nie w moim życiu. tak proste, że umarłbym, gdybym tego nie skomplikował.
    Proszę rozwiążcie mi węzeł!!!!

    A NAJBARDZIEJ boję się, że będę przez moją głupotę samotny. (no i jeszcze schizofrenii się bardzo boję).
    już jestem.

    ps.drogi malcolmie!!gratuluję stanowczości, ale pamietaj, że natury nie oszukasz. również zwykłe sytuacje społeczne będą coraz trudniejsze, poczucie przegranej będzie dawało się we znaki coraz bardziej z upływem czasu.

    może nie mam racji, może ja to ja, ty to ty. może sam się łudzę, że może wszystko jakoś wyjdzie dobrze.wiele przecież nie pragnę, prosty ze mnie człek,a jednak sam sobie skutecznie wszystko to uniemozliwiam.

    znowu napisałem dużo i bez sensu, a miałem mało.

    Ściski!

    [ Dodano: Wto Wrz 12, 2006 2:04 am ]
    witam!
    a z kontaktami to u mnie różnie jest. teraz żadnych-jestem wyalienowany w stopniu absolutnym!

    jeśli chodzi o kontakty z dziewczynami to wszystko jest w porządku (no może niezupełnie, ale nic strasznego się nie dzieje, powiedzmy-neurotyczny standard) DO MOMENTU, w którym nie pomyślę, że dziewczyna mi się podoba i coś by mogło by..., albo zauważę że ja podobam się jej. na brak powodzenia u płci przeciwnej w zasadzie nigdy się nie uskarżałem, ale nie oznacza to, że nie narzekałem. otóż-wszystkie (prawie wszystkie) naprawdę piękne lub mniej piękne, bardzo fajne lub mniej fajne dziewczyny dostawały kosza z góry, choć tego często nie chciałem, ale się bałem jak cholerra. nawet jak byłem bardzo młody to zaczepki ze strony dziewcząt wywoływały we mnie wręcz panikę, kołatanie serca, pocenie drżenie, sztywnienie, peszenie, nicniemówienie lub jąkanie. przed jedną, która mi się nawet bardzo podobała- po prostu uciekłem. możecie to sbie wyobrazić? nienawidzę się za to!!! kiedyś miałem jakieś dziewczyny, ale niewiele, zawsze krótko i byłem cholernie zazdrosny. nie żebym urządzał im z tego powodu sceny, kłótnie. raczej coś w stylu: oh, jaki jestem nieszczęśliwy!! ble!!! a po jakimś czasie sam byłem nimi znudzony i odchodziłem bez słowa.
    albo inaczej-zdarzało się, ze to one mnie zlewały. taki miałem ostatni przypadek, dziewczyna była ode mnie trochę starsza (ja 24, ona 31) i chodziło jej o seks (ja jakoś się "wierciłem" z tego powodu, chyba nie jestem jednak typem który to na raz, skwitowała krótkim: "przecież jesteśmy dorośli, no o co ci chodzi", "to jest spoko" itp.itd.) a ja jak na złość i sobie i jej zacząłem marzyć o wielkiej romantycznej miłości z nią, wkręcać jej, ze chcę z nią być itp. itd.,choć wiedziałem, o co tak naprawdę chodzi. a wszystko to odbywało się na wiecznej fazie alkoholowo-narkotykowej.
    JA CHYBA LUBIę BYć NIESZCZęśLIWY I PRZEGRANY.
    ZAWSZE WSZYSTKO NA OPAK.
    a chodzi jedynie o to żeby dwie strony chciały tego samego. proste jak drut, tyle, że chyba w kinie, a nie w moim życiu. tak proste, że umarłbym, gdybym tego nie skomplikował.
    Proszę rozwiążcie mi węzeł!!!!

    A NAJBARDZIEJ boję się, że będę przez moją głupotę samotny. (no i jeszcze schizofrenii się bardzo boję).
    już jestem.

    ps.drogi malcolmie!!gratuluję stanowczości, ale pamietaj, że natury nie oszukasz. również zwykłe sytuacje społeczne będą coraz trudniejsze, poczucie przegranej będzie dawało się we znaki coraz bardziej z upływem czasu.

    może nie mam racji, może ja to ja, ty to ty. może sam się łudzę, że może wszystko jakoś wyjdzie dobrze.wiele przecież nie pragnę, prosty ze mnie człek,a jednak sam sobie skutecznie wszystko to uniemozliwiam.

    znowu napisałem dużo i bez sensu, a miałem mało.

    Ściski!
    Offline
    Posty
    6
    Dołączył(a)
    11 wrz 2006, 05:03
    Lokalizacja
    poznan

    przez marmarc 12 wrz 2006, 11:51
    Przepraszam, że cytuję sam siebie, ale chcę zachować kontekst.

    marmarc napisał(a):Zatem - jeśli wybieramy samotność, bo źle nam z innymi, bo wmawiamy sobie, że inni nas nie interesują, że są nam niepotrzebni, że z kontaków z innymi nic dla nas nie wynika - robimy sobie wielką krzywdę - ale cóż...

    Jaką krzywdę sobie robimy?

    Ano taką, że uciekamy od naszych prawdziwych problemów, leczymy objawy, a nie przyczynę "choroby". Idziemy po najmniejszej linii oporu...
    Niektórzy w tym także Ja wolą prowadzić raczej samotniczy tryb życia. Jak jakaś dziewczyna się do mnie uśmiecha albo na mnie patrzy, a Ja to totalnie ignoruję czy odwracam się w inną stronę to sam sobie robię krzywdę?

    Uważam, że jeśli ktoś ignoruje czyjąś serdeczność, sympatię czy tylko zainteresowanie to źle robi. Wszystko jedno czy uśmiecha się do niego dziecko, dziewczyna czy staruszka.

    Jestem twoim zdaniem wrednym dziwakiem? Wytłumacz mi o jakiej krzywdzie mówisz? Czy nie mogę sobie poprostu żyć spokojnie bez żadnych amoro - kłopotów?

    ale je nie mówię tu o amorach, tylko o braku kontaktów towarzystkich, albo poważnych problemach w nawiązywaniu i utrzymywaniu tych kontaktów z innymi ludźmi.
    Naturalnie amory mają z tym związek, ale to może zostawmy na później.
    Jeśli mam takie spojrzenie na te sprawy to już nie jestem dojżały?

    też nie lubie tego słowa bo nie wiadomo co ono oznacza...
    A przecież wiele z Nas żyje samotnie do końca swoich dni.


    To bezsporny fakt. Ale my próbujemy dociec czemu tak się dzieje, jakie są tego głębsze przyczyny, i czy takie postępowanie jest dla nas złe czy dobre, a także na ile to jest nasz osobisty wybór, a na ile robimy tak bo nie mamy innego wyjścia, albo bo takie wyście jest dla nas (albo wydaje się nam że jest) stosunkowo najłatwiejsze.
    Offline
    Posty
    388
    Dołączył(a)
    27 gru 2005, 12:28

    Sortuj wg

    Kto przegląda forum

    Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 5 gości

    Przeskocz do