Trawka

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Trawka

przez wssk 23 paź 2009, 16:59
Witam wszystkich "dotkniętych"

Postanowiłem opisać swoją historię, swoje rozmyślania i wkręty, może komuś pomogę, może ktoś pomoże mi ? Smile

No więc jestem chłopcem , mam 19 lat Very Happy
a wszystko zaczęło się od... zapalenia trawki heh.

3 klasa liceum, matura - dużo zarwanych nocy stresu, w końcu upragnione wakacje. Prawie pół roku laby, wypadało by sobie dorobić przed studiami, no ale nie od razu, trochę przerwy odpoczynku i szukania pracy. W końcu jest po 2 msc laby praca, pomoc na budowie 10h dziennie praca fizyczna można się wykończyć. W pracy paru kolegów, na początku wszystko fajnie, praca trochę męczy no ale zapał jest siły też. Z czasem i tego i tego brakuje. Koledzy nałogowi palacze, w sumie palili prawie co dziennie, w końcu jeden z nich robi "imprezę" na działce. Oczywiście palonko jest, wahałem się czy jechać no ale ostatecznie zjawiłem się. Oczywiście zapaliłem, choć nie za bardzo miałem ochotę (był to w sumie 6 albo 7 raz w życiu, nigdy mnie to nie pociągało). Na początku fajnie smiech fajna atmosferka, wkońcu pomysł zróbmy hash komorę, ja przeciwko no ale jak to bywa także dołączyłem. Hash komora w trakcie, zdecydowaneprzegięcie, wychodzimy bardzo mocna bomba. Idziemy na ganek no i się zaczęło. Na początku leciała strasznie monotonna piosenka o pewnej parze która tam byla(prezent urodzinowy od kumpli) wkręciłem się, że oni własnie ze sobą zerwali, potrafilem jakby czytać z twarzy, dziewnie sie strasznie czułem. Piosenka przeleciała 2x potem ktoś puscił taki mulący bit, trwał on pare sekund i się w kołkopowtarzał, ja w koncu oderwalem się od wkrętu poprzedniego i rozmawiam z kolegą, smieje się jakies pierdoly. No i wszystko fajnie tylko nagle czapa o co chodzi? Cala sytuacja ( nie wiem jak długa powiedzmy 4-5 sek) zaczęła mi sie w kołko powtarzac, dostrzegłem to po którymś razie, tak jakbym się oddzielil od ciała i na to popatrzyl, wszystko sie ciągle dzialo a ja na to popatrzylem jakby "duszą" brrr , tysiąc myśli na minutę, odrazu słowa bodka o narkotykach mi sie przypomnialy(zawiesil się na 7 lat), w glowie myśl(zmarnowales sobie życie, masz za swoje) Chciałem sie ruszyć a a nie mogłem w końcu zerwałem się na nogi, serce biło mi jak glupie, poszedlem się przejść kawalek, wszystko bylo strasznie dziwne, swiat dzielil się jakby na "sceny", wrócilem na miejsce, ogladalem jak oni rozmawiaja. Bylo tam bodajze 8 ludzi, rozumialem kazdego z osobna, lub wszystkich na raz,moglem wylaczac tych ktoirych nie chcialem slyszec i na odwrot. Czas mi nie plynął minuta jak rok. Aż odpalilem stoper, żeby sprawdzić czy w ogólę leci. W końcu poprosilem kolegę zeby mnie odwiozl. Podróz masakra, tak długo to nad morze nie jechalem z poludniowej częsci polski. W koncu jestem, prysznic w ogole nie wiedzialem co się dzieje , polozylem sie spac, muzyka na uszy, piosenka 3 min trwala lata. Ciągle chodziłem do ubikacji, a za każdym wejśćiem zegar wskazywal godzinę z końcowką 44 min (00:44,1:44,2:44) , w glowie mi się strasznie kręciło. W koncu trochę przeszło, zasnąłem. Rano się budzę dalej mi się w głowię kreci, czuje się jak na haju, sprawdzam czy jest rzeczywistość czy sie czas nie zatrzymuje, caly dzien mialem jakieś lęki, dziwne poczucie(teraz wiem ze derealizacja) no ale przemęczylem jakoś i dzień minął. Kolejnego dnia wszystko wrocilo do normy(rano jescze pewne wątpliwości no ale bylo ok to zapomnialem i wszystko fajnie). Minęły 2 tyg, zlapalem chorobe, do pracy nadal chodzilem, czulem sie fatalnie, schudlem 7 kg ale pracowalem.Zaczeło mi się trochę kręcic w głowie podczas dnia lecz to mijało. Poszedlem do lekarza cisnienie 160/80, strasznyt pisk w uszach, dostalem antybiotyk i tabletki na cisnienie oraz zwolnienie na tydzien tego dnia zresztą czułem sie fatalnie, w ogole nie wiedzialem co się dzieje. Minal tydzien dalej bez sił po antybiotykach, piszczy w uszach powrot do pracy. W dzien przed zaczęło mi się znow jakby kręcić w głowie, ale nie kojarzyłem tego z niczym, potem co raz mocniej i mocniej. Po 3 dniach w pracy w ogole nie wiedzialem co sie w okolo mnie dzieje, nie mialem sily na nic bylem strasznie wyczerpany. W koncu już fajrant, ja zamroczony usiadłem na ziemi i czyszę buta, i naglę strzał do głowy, uczucie takiego samego haju jak na działce, zerwalem się na nogi, serce biło jak młot, w ogole skołowanie nie wiedzialem co się dzieje wszystko wróciło tak samo po miesiącu!, 1 myśl odrazu : JESTEM zwieszony dalej na tej działce to się wszystko dzieje w mojej glowie, straszna panika świat rozmazany cały. Wróciłem do domu i do łóżka chciałem tylko zasnąć i się obudzić cały i zdrowy. Ten stan mocny utrzymywał mi się przez ok 4 dni. Chodziłem z kociołkiemwglowie, wszyutko się kręciło i od czasu do czasu do glowy dochodził taki mocniejszy dopływ, i wszystko jakby wtedy stawalo się kompletnie tlem, ludzie wytluszczeni a reszta jakby sie miala zatrzymać zaraz. Czulem się strasznie, wracałem tylko do domu i do łózka , nie kontaktowalem w ogole swiata w okol siebie, nie mialem poczucia czasu, wszyustko działo się tak jakby "teraz". Bedąc w domu ogladajac tv (tylko to jakoś mi szło) wstawałem z łózka zeby sprawdzić czy za oknem czasem czas nie stoi, mialem wrazenie ze czas co jakis czas sięzatrzymuje. Ogolnie tak jakby lecial tylk otam gdzie ja byłem, a zatrzymywał się w miejscach z których wychodzilem. Nie wiem kompletnie jak funkckcjonowalem, szczegolnie ze jescze pracowalem ok tyg albo 2. Moje zycie wygladalo tak praca>łozko>sen>praca. Kazdy dzien to byla nadzieje iż jutro będzie dobrze, jednak nie bylo, raz trochę lepiej a raz gorzej. Pamięc i koncentracja zero. Cały czas w lęku, a co jak mi to nie przejdzie a co jak jestem zawieszonya to sie wmojej glowie dzieje?(wyobrazalem sobiena niebie moją głowę i mnie w środku) . W końcu pojechalem do psychologa, coś tam pogadala, w sumie nic konretnie ale mnie uspokoila. Niestety znow bywalo gorzej, udalem sie do psychiatry, dostalem leki COAXIL na lagodne stany lękowe, biore już je prawie miesiąc.
W koncu przyszedl dzien wyprowadzki do innego miasta na studia, dalej czulem sie bardzo zle, no ale jakos to poszło. Wiadomo nowe miasto, nowi ludzie stres. Ah zapomniałem dodać ze jakoś tydzien przed wyjazdem dowiedzialem się iż jeden znajomy został inwalidą(w tym momencie odrazu myśl nie nie to nie moze byc prawda), ale jakoś to przełknąłem, idzmy dalej. Na rozpoczęciu roku akademickiego, w sumie to po rozpoczęciu, dowiedziałem się że pewien kumpel nie żyje bo rzucił się pod pociąg, myslalem ze snie, ze to nie moze byc prawda, strasznie sie czulem. Jeszcze w glowie wczesniej chodzial mysl(no jakas tragedia np smierc kogos moze by mnie ocknela). Zeby bylo jeszce smieszniej, ten ktory się rzucil pod pociąg, załatwil sobie tam przezemnie pracę i pracowal jeszce ze mną przez 3 dni,a żeby bylo JESZCE śmieszniej w tej samej pracy gdy już ten kolega przyszedl, jeszcze inny powiedział " zebys czasem nie musiał chować kumpla"(caly czas towarzyszyły mi mysli samobojcze, w sumie caly czas towarzyszą)
Nowa szkoła, nowy rozdział życia, a ja ? ja bez życia, bez celów bez checi do życia, ciągle rozmyślałem o egzystencji po co my żyjemy, kim ja jestem, a co jeśli jestem zawieszony i wyobrazalem sobie siebie na działce a oni w okół mnie spanikowani(dalej mnie to męczy trochę). Świat jakby za mgłą, w głowie się ciągle kręci, wszystko jest 2 D, niebo takie strasznie płytkie, ludzie poustawiani liniowo. Wiadomo internet zrodlo wiedzy, trzeba szukać co mi dolega Razz, znalazlem teorię pewnego faceta który mowil iz wszstko co nas otacza jest nie prawdziwe, przypadlo to akurat na dni kiedy mialem totalne odrealnienie i poczucie ze wszyscy grają i udają. Znów dopadla mnie choroba choc i tak bylem wyczerpany fizycznie i psychicznie, czulem się jakbym juz umarl. No ale przeszedlem to i bylo z dnia na dzien coraz lepiej. Od jakichs 4 dni czuje się dużo lepiej, znaczy w takim stopniu zeby caly dzien nie bilo mi serce i nie zyc w strachu, jednak dalej wszustko jest dla mnie nie prawdziwe, tabletki caly czas biorę. Od wystąpenia ponownych objawów minąły już Prawie 2 msc, a od czasu felernego palenia 3 msc. Caly czas zyje w strachu ze mi to nie przejdzie, ze jestem chory psychicznie, a moze bylem zawsze chory ale o tym nie wiedzialem, ze bedę mial schizofrenie itd. Także jest naprawdę ciężko ale od dnia wczorajszego zmienial nakręcanie się na myślenie pozytwne ( jest realność i tyle Smile) trudno mi to przyszło bo jak tylko pomyslalem ze mogę tak myślec to ogarnial mnie lęk, wolalem się nakręcać na złe?(trochę to glupie ale tak to już jest)

Opiszę wam jescze osobno moje wkręty i wytlumaczenia do nich, może komuś to pomoże zaakcetpować to co się dzieje:

-jestem zawieszony a mój mózg pracuje na 100%, nie wiadomo czy by nie wygenerował takiego świata - nie nie jestem bo i tak by tego nie wygenerował Razz, wszystkie zdjęcia, wspomnienia moje i innych ludzi sięzgadzają, filmy, to pozatym gdyby tak było dawno bym umarł gdyż czerpałby zbyt dużo energii, więc jakbym był w śpiącze lekarze by mnie musieli żywić chyba paszą dla świn Razz, pozatym dobrym sposobem jest internet, przeciez bym calego internetu nie wymyslil, albo ksiązka- jezeli jest cala zapisana to przeciez bym jej nie wymyslil : P

-szukając pomocy w kościele, ksiądz tak ładnie dobierał słowa, że uwierzyłem, iż jużumarlem, erfekt? cały nast dzien w strachu - wytlumaczenie - nie nie umarłem, gdyby takbylo po smierci moglbym umierac kazdego dnia kiedy chodzę spać.

-włączył mi się jakiś God mode? wkoncu jestesmy stworzeni na podobienstwo Boga, moze jakos do tego doszedlem- nie bo Bog jest wszechwidzący, jakby tak bylo to bym się napewno nie bal i ogarniał wszystko.

-zjawisko zawieszania czasu i zludzenia powtarzania się tlumaczy tylko haj i uwalniane się THC ( to akurat mi już nie towarzyszy od ok 1-2 tyg)

-ludzie są nie prawdziwi, swiat jest nie prawdziwy - nie prawda, czemu? bo 19 lat jakoś wszystko było realne i prawdziwe, nie tylko ja mam swoje uczucia, potrzeby, innie tez maja swoje problemy, ja nie wymyślam ludzi, czemu akurat ja mam być jedynym prawdziwym na tym swiecie?

-uszkodziłem sobię mózg(dosc popularne), jednak siedząc w tej hash komorze nie wiem ile czasu było dośc mało tlenu(chyba?) takze trochę mnie to męczy(pisk w uszach ustał, ale w związku z nim i tak idę do neurologa, bo sluch byl badany i mam dobry)

Hmm, napewno nie napisalem wszystkiego, jak coś sobie przypomnę to dopiszę Smile
generalnie jak jak wykonuje jakas czynnosc i w glowie mysle ze zaraz sie to zdarzy jescze raz odrazu dostaje lęku, to jak myslenie o tym ze jestem zawieszony. Ale to nie ma sensu, ja nie chce tak zyc, nie przyzwyczaje się napewno do tego, to trzeba zwalczyć i mocno to wierzę Smile trzymam kciuki za wszystkich, ps. wybieram się ponownie do psychologa, tylko teraz chciałbym chodzić regularnie, może pomoże Smile

Uff ale się napisalem, pewnie nikomu się nie bedzie chcialo czytać :P

** nie wiem gdzie to już wcisnąc wiec pisze tutaj, podczas brania coaxilu po jakims czasie pojawily mi sie sny, mialem je co dziennie po parę snów dziennie, raz mialem sen kontrolowany, jechalem autem i nagle pomyslalem czy to jest sen czy nie ? wyszedlem z auta i robilem co chcialem, wszystkie twarze i miejsca byly wyrazne.
gdy się obudzilem naprawde mialem rozkminy czy teraz jest sen czy nie ? ogolnie czuję się tak co dziennie, jakbym snil, ale to chyba kazdy ma...

------------
wstałem dziś rano i myśle jest ok, ide do kuchni wszystko fajnie. No to przez głowe przeszła myśl "trzeba sprawdzić czy dalej mnie to rysuje" no i zaczelem sobie przypominać wkręt z głową, oczywiście odczucie nie pokoju odrazu, lęku, no ale stłumiłem to i "ochoczo" wyszedłem z domu na zajęcia. Oczywiście na zewnatrz odrazu gorzej, niebo płytkie, ludzie dziwni, ale nie przejmowalem się tym, w glowie ciagle mysl to jest derealizacja to minie tylko nie mozna sie nakrecac. Powrót do domu, szybkie pakowanie zeby zdazyc na pocaig do wlasciwego domu. No i na stacji się znow zaczelo a co jesli a co jesli, w pociagu tak samo ale wszystko zaraz wypieralem z glowy takze ze nawet porządnie się nie zdazylem bac. Co jakiś czas wraca mi to mocniejsze uczucie snu i trwa chwile, wtedy zastanawiam się też czy ja już jestem chory, czy może będe chory psychicznie ?

Ogolnie mysle ze to wszystko jest tez związane trochę z osobowoscią, kiedys bylem bardzo nie smialy, chcialem byc kims innym. Strasznie bylem swiadomy siebie i otaczającego swiata, nie mowie jednak ze unikalem kontaktów z ludzmi, po prostu cięzej mi się je nawiązywalo.
Wkurzalo mnie to strasznie także pracowałem nad sobą no i pewien efekt osiagnelem. Teraz się czuję trochę tak jak za wczesniejszych lat, nie to że niesmialosc wrocila, ale strasznie wszystko mnie męczy nie lubie w ogole zawierac nowych znajomosci, hm nie lubie moze zle slowo, chcialbym ale "nie chce mi się". Wczesniej lubilem sie duzo smiac, ogolnie na luzie do wszystkego podchodzile, nigdy się za bardzo nie przejmowalem jakimis rzeczami, bo po co sie denerwowac? teraz praktycznie nie potrafie się smiac, jak dla mnie jest to straszne :/. Kiedyś mialem dość długo rozkminy czym jest życie, co jest po śmierci, czym jest nic i czym jest wszystko? Doszedlem wtedy do wniosku ze nie ma co o tym myśleć bo nic z tego nie wyniknie, trzeba żyć chwilą i się cieszyć kazdą pierdołą, realizować swoje cele, przedewszystkim być sobą i przestrzegać swoich przekonań. Teraz jednak nie potrafie tego, nie potrafie się cieszyć zyjac w lęku, w poczuciu haju. ehh juz sam nie wiem co robić :/ i znow mnie dolek zlapal, no ale mozna się poddawać, dlatego podświadomie jestem i zawieszony we własnej głowie i dobrej myśli Smile (chyba). Chciałbym jeszcze kiedyś poczuć się we własnej skórze jako tak naprawdę mała cząsta otaczającego mnie świata, poczuć tą przestrzeń pośrodku niczego, bo aktualnie to ja czuję się centrum, a świat jest tylko tym poprzednim"ja".

Lubię się tak wypisać co mi leży na sercu :P


W tym wszystkim ciekawe jest to, że błądząc we własnej głowie, wchodzimy na NIE PRAWDZIWY internet, szukamy NIE PRAWDZIWYCH chorób,czytamy historie NIE PRAWDZIWYCH LUDZI, porównując je do siebie samego i przynosi to nam NIEPRAWDOPODOBNĄ ulgę he he :P


Agatka, psycholog generalnie nie zajmowała sie takimi przypadkami, ale wytlumaczyla mi jedynie mechanizm dzialania ludzkiej psychiki, co moglo na to wpłynąć ze to wróciło po miesiącu itd. nic konkretnie ale bylo mi dużo lżej. W przyszłym tyg zadzownię i umówię się na wizytę, tyle że teraz na NFZ i to w innym mieście... także jest to chybił trafił, albo będzie pani dr. ok albo i nie,zobaczymy.

koncze_z_tym :
dowodów na to ze jestesmy jedynym rozumem na świecie nie ma, w sumie to nie ma ani jednego racjonalnego, natomiast jest dużo tych, że jesteśmy tylko cząstką świata, jeżeli jest ktoś wierzącym to już w ogóle. Generalnie ja sobie mówię tak: tyle lat było normalnie, to czemu nagle ma byc nie normalnie? i to po zapaleniu jakiegoś gówna, kto tu jest lepszy? ja czy jakieś zielona nic nie znacząca roślina, trochę siara dać się pokonać co ?:D
Jak powątpiewam w to czy swiat jest aktualnie prawdziwy, bo w sumie ciągle się czuję jakbym zaraz miał się obudzić, to patrze na zdjęcia z dawnych lat, to dośc pomaga i dodaje sił :). Straszne jest jedynie uczucie kiedy już dochodzisz do siebie, w miare funkcjonujesz i nagle jest takie chwilowe uczucie haju, mega nie realność potrafi to w pare sek zniszczyc to co budowalismy np. przez cały dzien. Dzis tak mialem pare razy niestety. Oprócz derealki, czuję się cały czas na haju, to tak jak po zapaleniu człowiek dochodzi do siebie i przestaje się smiac, nic mu się nie chce, a swiat jest taki dziwny, jednak idzie się spac i rano się budzi w formie. Ja się czuje jakbym nie mogl tego stanu przejść.
Najbardziej się boję chyba, że 1. nie minie mi to, 2. wróci mi to znów, tak jak wtedy po miesiącu i zburzy to co budowalem przez caly ten czas, 3.zachoruje/jestem chory psychicznie? 4.zepsulem sobie zycie.
Człowiek zawsze mówi : wypadki? niee, choroby? niee, bezdomność? niee narkotyki ?? niee to się mnie nie tyczy, inni maja problemy ja nie, az w koncu dopadnie, ale wtedy to już można tylko plakac nad swoim losem albo zabrac się za siebie i miec dobrą nauczkę na przyszłość, bo czego sam nie doświadczysz tego i tak nie zrozumiesz.

hmm chciałem jescze napisać, ze wychodząc na dwór czuję ucisk na czole, caly czas jakby kręciło mi się w głowie, uczucie haju jak juz wspominalem. Czuję jakbym stracił osobowość w sumie i nie mial wlasnego ja i wlasnego zdania. Wiem np. ze pewne zachowania nie są dobre, ale gdybym je zrobił nie czuł bym tego wewnętrznie tak jak kiedyś, tak jakbym stał się kim innym, kimś strasznie płytkim. Wszystko to strasznie dziwnie. A najlepsze jest to, ze wszyscy nalogowi palacze z ktorzymi wtedy bylem, popalają sobie dalej w najlepsze bez zadnych skutków :). Jednak widze po tym co wyczytalem ze jest to tylko kwiestia czasu, az wkoncu przekroczą tą granicę albo az rzucą. Nie zazdroszcze.

[Dodane po edycji:]

nie nie rozmawiam ze sobą :P, pisałem już na innych forach i przekopiowałem :P

[Dodane po edycji:]

chodzi glownie o derealizację i lęki
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
23 paź 2009, 16:56

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do