Każdego wieczoru dręcza mnie dziwne myśli.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Każdego wieczoru dręcza mnie dziwne myśli.

przez magdalenabmw 26 wrz 2009, 14:17
Witajcie. Ja to samo. Dni są nie najgorsze ale w nocy zaczyna sie... dręczące myśli o życiu, śmierci, chorobach, o nerwicy.......... kurna jak to przerwac?! jak to wylaczyc????!!!!!!
magdalenabmw
Offline

Re: Każdego wieczoru dręcza mnie dziwne myśli.

przez Lili-ana 26 wrz 2009, 14:50
To są chyba normalne myśli, wielu ludzi w okresie dorastania takowe ma. Też tak miałam, nadal zastanawiam się czasem nad tym wszystkim ale dochodzę do wniosku że nie ma się nad czym zastanawiać. Co będzie to będzie. Wszyscy się dowiemy, gdy umrzemy ;) Ale ja jestem dobrej myśli, bo im jestem starsza tym więcej dziwnych zdarzeń doświadczam, niewytłumaczalnych rzeczy, jak np. jasnowidzenie, sny prorocze albo spotykanie i rozmawianie we śnie z moją niedawno zmarłą przyjaciółką(to była najbliższa mi osoba w życiu)...
Lili-ana
Offline

Re: Każdego wieczoru dręcza mnie dziwne myśli.

przez Gunia86 26 wrz 2009, 14:59
Mi od dziecka przydazają się takie dziwne rzeczy... sny prorocze, przeczucia, paralize senne, wrazenie opuszczania ciała... od 14 roku zycia czytam przerozne informacje o tego typu rzeczach, na poczatku panicznie sie tego bałam i noce byly dla mnie koszmarne, nie spałam wcale ale im wiecej o tym czytalam tym bardziej sie uspokajalam i teraz się juz nie boje, teraz o wiele bardziej boje sie zwyklej rzeczywistosci. Dlatego proponowalam zalozycielowi tematu wglebienie się w takie tematyki ale jesli ma to na niego zadziałać jeszcze gorzej to moze faktycznie niech nic nie czyta tylko odwroci mysli i znajdzie sobie jakies hobby ktore go pochlonie...
Gunia86
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Każdego wieczoru dręcza mnie dziwne myśli.

Avatar użytkownika
przez Piorun 18 lis 2009, 03:15
Miałem natrętne myśli o bardzo podobnej tematyce. Bałem się właśnie, że po śmierci będę uwięziony w trumnie, na wieki wieków. Ale wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobnym scenariuszem, dlatego nie mam zamiaru się tym więcej przejmować.

Nie mam zamiaru się tu wdawać w jakieś śmieszne, teologiczne wywody. Ale pomyśl sobie tak - człowiek jest jak maszyna. Jak komputer. Każda maszyna składa się z części, zbudowanych z atomów - człowiek tak samo - z części zbudowanych z atomów. Od komputera, różni nas tylko materiał, z którego jesteśmy zbudowani. W takim razie - czy komputer czuje ? Czy komputer myśli ? Przecież działa na tej samej zasadzie co my. No bo co go różni ? To, że my jesteśmy z żywej tkanki ? Nie przekonuje mnie ten argument, bo żywa tkanka jest po prostu bardzo skomplikowaną maszynerią biologiczną. W takim razie, w nas musi być coś więcej, co sprawia, że czujemy.

I tu pojawia się przerażająca myśl - a może to tylko ja czuję, a wszystko dookoła mnie jest maszynerią biologiczną ?!?!?! Miewam natrętne myśli, na tym właśnie tle.

Ale to mało prawdopodobne. Raczej każdy z nas ma w sobie coś, co wyróżnia nas, spośród ogółu materii. Czy nazwiemy to duszą, czy jak kto woli - coś nas od komputera różni, nie tylko materiał, z którego jesteśmy zbudowani.

[Dodane po edycji:]

I myślę, że to coś, jest na tyle niezwykłe, że nie da się tego zbadać fizycznie (w końcu gdyby było anatomicznym elementem ciała, już dawno byśmy go poznali ze wszech stron). A skoro nie istnieje w wymiarze fizycznym, to musi być jeszcze jakiś inny wymiar. Takie jest moje rozumowanie. Myślę, że po oderwaniu od ciała, ten inny wymiar nas czeka.

Dodam, że nie jestem katolikiem, ani chrześcijaninem w ogóle. Jak widzisz, staram się wszystko pojmować w pewnym stopniu racjonalnie.

Pojawia się też inna opcja - skoro wszelkie czucie i świadomość, są uzależnione od organizmu - np. nie masz pewnych substancji w mózgu i już robi się totalna kaszana.... to znaczy, że faktycznie nic nie ma po śmierci. Ta opcja wydaje mi się nawet bardzo racjonalna i realna.

Jak widzisz, sam wciąż waham się i rozważam te kwestie :-)

A jak jest na prawdę ? Przekonamy się (lub nie przekonamy - bo nie będziemy istnieć) po śmierci.

[Dodane po edycji:]

A w ogóle.... skoro jesteś ateistą.... to pomyśl sobie tak - co dzieje się, kiedy następuje poważne uszkodzenie mózgu ? Następują zaburzenia psychiczne. Co dzieje się, kiedy mózg wysiada w 100% ? Nie ma żadnego myślenia. Skoro kiedy śpisz, to prawie nie kontaktujesz, to tym bardziej nie kontaktujesz, kiedy Twój mózg jest w 100% martwy :-)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
31
Dołączył(a)
02 lis 2009, 02:47

Re: Każdego wieczoru dręcza mnie dziwne myśli.

przez supermarian 21 lis 2009, 11:03
ragnar napisał(a):
Dowód na istnienie piekła cz.1/9 (dla znających angielski)





Niby mądrzy ludzie tutaj się wypowiadają,a jednak takie bzdury piszą.Czy jeśli ci powiem że też byłem w piekle to mi uwierzysz???
A wracając do tematu,miałem podobne problemy jak ty kolego,gdy byłem nastolatkiem.Wydawało mi się że zasypiając umrę.Miałem ciągłe wrażenie że ktoś mnie obserwuje.Ale to wszystko minęło.I pamiętaj,nie daj się katolickiej propagandzie...
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
06 paź 2009, 18:38

Re: Każdego wieczoru dręcza mnie dziwne myśli.

przez Cassandra 21 lis 2009, 11:16
To trochę jakby taka tanatofobia... połączona z natręctwem. Wiesz ja też rozmyślam często o śmierci, sensie naszej egzystencji... ale co to zmieni. :( Ja najbardziej, odnośnie do piekła, bałam się, że tam będę sama i będzie ciemno... a ja się boję ciemności. Moim zdaniem każdy świadomy istnienia człowiek miewa takie myśli... Ostatnio znalazłam taki piękny cytacik na temat naszej egzystencji, tu na ziemskim padole:
"Żadna noc nie może być aż tak czarna, żeby nigdzie nie można było odszukać choć jednej gwiazdy. Pustynia też nie może być aż tak beznadziejna, żeby nie można było odkryć oazy. Pogódź się z życiem, takim jakie ono jest. Zawsze gdzieś czeka jakaś mała radość. Istnieją kwiaty, które kwitną nawet w zimie."
— Phil Bosmans

Pozdrawiam cię serdecznie tylko_człowieku :):):):)
Cassandra
Offline

Re: Każdego wieczoru dręcza mnie dziwne myśli.

przez asica_szrink 29 sty 2010, 15:06
Po pierwsze witam wszystkich, bo to mój pierwszy post na tym forum, czasem coś tu poczutyję, ale nie pisałam nigdy.
W tym roku kończę psychologię, więc wiadomo - troche się tym interesuje :)

ale nie o tym.

Do założyciela tematu. Teraz mam 29 lat. Jak miałam jakies 15+/-2 miałam też takie myśli, co prawda nie było jazdy z piekłem, ale taka, że po śmierci nic nie ma, kompletnie nic, że jest pustka taka jak przed narodzinami i też to mnie męczyło tylko przed snem i też potrafiłam sie tym wkręcić w taki lęk, że robiło mi się słabo itd. Potem samo mi przeszło, gdy powracało, zaczynałam sobie myśleć o czymś konkretnym i skupić na tym uwagę np. analizowałam po kolei co zrobię następnego dnia, godzina po godzinie, co kto mi powie itd. Potem jakoś to wygasło. Teraz to czasem powraca, ale tylko jak ogólnie mało się rzeczy dzieje w moim życiu, bo tak to myślę o tym np gdzie pojade i jakby "zapominam" o tym, że moge mysleć o śmierci. Wydaje mi sie że to najbardziej pojawia sie przed snem, bo już się uwarunkowałeś do tego. Czyli muszą wystapić pewne bodźce - łóżko, spokój, noc, żeby nastąpiła reakcja - mysli o smierci (podejście psychologiczne;p)

Nie uważam żeby to było śmieszne czy głupie. Możesz spokojnie powiedzieć o tym lekarzowi, przepisze Ci jakieś leki nasenne, albo idź do psychologa, który nauczy Cie technik walki z lękiem - jeśli nie możesz się zebrać na odwagę spróbuj wygooglać jakąś książke "jak radzic sobie z lękiem" czy coś takiego, co prawda czasem są tam jakieś historie w stylu"uwierz w wyższą moc Boga", ale jak jesteś niewierzący to po prostu to olej i zajmij się technikami, które przerwą natrętne myśli.

Tylko najlepiej to robić z kimś - jakbyś znalazł kogoś zaufanego, komu możesz to powiedzieć, nieważne czy to mama, kumpel czy psycholog,ważne żeby była interakcja z drugą osobą, to jak juz znajdziesz to poćwicz z ta osobą te techniki, Jeśli dobrze pójdzie to są one naprawdę skuteczne, ja sie pozbyłam lęku społecznego dzięki takim samodzielnym ćwiczeniom, więc jest to możliwe. Jak się nie uda, to sie nie bać psychologa czy psychiatry:)

Powodzenia:)
"Kto chce szuka sposobów, kto nie chce szuka powodów"
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
29 sty 2010, 14:51
Lokalizacja
Warszawa

Re: Każdego wieczoru dręcza mnie dziwne myśli.

przez Ciśnieniowiec 29 sty 2010, 17:43
Jak już kiedyś pisałem u mnie lęk przed śmiercią był i nadal jest dominującym lękiem. Wychowałem się w katolickiej rodzinie, więc jako dziecko chodziłem z matką do kościoła, przez co poznałem pojęcia katolickiego piekła i nieba. Porzuciłem tą wiarę jak miałem ok15-16lat, chociaż długo miałem przez to wyrzuty sumienia. Później czytałem bardzo wiele na temat innych religii, poznawałem je, bo szukałem czegoś w co uwierzę. Jeżeli chodzi o śmierć najbliżej było mi do reinkarnacji, takie pojęcie śmierci wydawało mi się najbardziej logiczne. Ostatecznie jednak przestałem się nad tym wszystkim zastanawiać, bo wiem że te myśli wywołują u mnie reakcję lękową...

Chciałbym jeszcze coś napisać o tej małej debacie teologicznej, wywołanej przez tego kolesia, co wstawił filmik i rzucał cytatami z biblii. Ja nie jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek wiary, jednak nie lubię gdy ktoś na siłę próbuje nawracać innych na swoją wiarę. Każdy człowiek ma własną wolę i sam wybiera w co chce wierzyć. Lubię sobie podyskutować z ludźmi na temat wierzeń, ale nie trawię fanatyków religijnych, którzy straszą innych piekłem albo wyzywają ich. Swoim zachowaniem przeczą naukom swojej religii, choćby słynne "miłujcie się". Mówię tu o katolikach, bo w naszym kraju tych mamy najwięcej :smile: Szanujcie wiarę innych ludzi, a w sercu hodujcie swoją.
Peace
Offline
Posty
96
Dołączył(a)
07 sty 2009, 23:34

Re: Każdego wieczoru dręcza mnie dziwne myśli.

przez mikenml 09 lut 2010, 23:54
Witajcie.

Ogólnie to musze powiedziec że nie wierze ze i mnie to spotkało nerwica depresja itp. Ogólnie człowiek tak ma ze jak widzi wypadek ze jak komus np reke urwało to nie wierzy ze jemu sie to przydarzy albo ze umrze - nie miesci sie mu to w głowie - dlatego i mi ciezko uwierzyc w to co zemna siedzieje. Natrętne mysli leki silne emocje z ktorymi nie moge sobie poradzic - egocentyzm który teraz chce zabic dzielac sie tym z wami - gdy czytam i widze ze tylu ludzi to ma to ten egocentryzm zabijam czuje sie bezpieczniej wiedzac ze nie jestem sam. Mam 20 lat i nerwica lekowa nerwica natrectw nerwica wegetatywna powstała na wskutek rozstania z dziewczyna - to był dla mnie kilko krótny szok - rozstanie , wiadomosc o tym ze kogos ma ze z nim sypia ze z nim mieszka - i wielka zazdrosc ze jest szczesliwa teraz (wiem ze nie powinienem zazdroscic i nie chce ale nie moge tego opanowac) to wprowadza mnie w takie nerwy i dół ze mysli samobojcze automatycznie sie pojawiaja. Oczywiscie juz nie licze stresów w pracy szkole itp i np wypadek samochodowy. Troche traum przeszedłem do tego wszystko podszyte jest niskim poczuciem wartosci z którego bierze sie niska odpornosc na stres - brak wiary w siebie i brak pewnosci siebie - brak ten energi wystawia mnie bez tarczy na ciosy.

Widzialem wyzej ze ktos pisał o tym ze mysli o smierci ze boi sie tego co potem itd....ja tez tak mialem...a potem stwierdzilem ze co sobie wymysle na temat tego co potem tak bedzie to na mnie wpływac. Dlatego wytworzylem sobie pozytywna historyjke w która wierze a pozytywna jest taka ze - albo nie ma nic - albo jest całkiem nowa rzeczywistosc jakas lepsza w której mamy wiecej mozliwosci i mozemy taka nerwice czy depresje zmaterjalizowac i wyciagnac z siebie jak kleszcza jakiegos. albo kasowana jest nam pamiec i zaczynamy tam jako nowa osoba a raczej jako uniwersalna swiadomosc (bóg) wracamy do źródła - po długiej walce na ziemi przyda nam sie taki odpoczynek - to moja wersja a mozna towrzyc rozne w zaleznosci od nastroju - a jak masz kiepski nastroj to lepiej nie rozwazaj zbyt wiele bo jestes NIEKOMPETENTNY nie masz prawa myslezec!! bo głupoty gadasz;] tak sobie powtarzam

no i jeszcze mowie sobie ze te pytania egzystencjalne i niemoznosc udzielenia na nie konkretnej odpowiedzi - to nasze zadanie nasza misja nasze jażmo które musimy niesc - to tajemnica - mozna ja traktowac z gorycza...albo mozna powiedziec...ahhh jakie to fascynujace taka wielka tajemnica...jeszzcze pewnie do niej nie dojrzelismy ale w krótce moze sie dowiemy o co tak naprawde chodzilo z tym zyciem tutej itd...

a lęk przed smiercia? tego akurat to nie mam bo czasem nawet jej pragne;p traktujac jako zakonczenie cierpienia.

Jednak zeby była jasnosc mimo iz zycie mi dokopuje i to solidnie nie piesci sie zemna to kocham je i chce tu zostac mimo ze czasem sie poddaje...to wstaje i walcze dalej. KOCHAM ZYCIE JESTE PIEKNE CZUJE TO NAWET PRZEZ GRUBĄ WARSTWE DEPRESJI
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
09 lut 2010, 23:37

Re: Każdego wieczoru dręcza mnie dziwne myśli.

przez mamaf 02 lip 2010, 14:13
ja tez miewam takie chwile przerażenia śmiercią - ale mi faktycznie pomaga wiara.
nie wiem co poradzić komuś kto nie chce wierzyć - na siłe nie ma sensu przeciez nikogo nawracac.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
02 lip 2010, 13:30

Re: Każdego wieczoru dręcza mnie dziwne myśli.

przez bardziej_plejer 06 lip 2010, 19:59
Ja wrocilem do wiary, bo 4 latach obrazania sie.
Z tym, ze ja sobie dziele to na:
1/ tradycje - czyli polski kosciol katolicki
2/ prawdziwa wiare - czyli moja relacje z Absolutem, Kosmosem, Stworca itd.

Cale zycie zalezalo mi na tym, by ktos mnie bezwarunkowo pokochal i z tego,
co widze, jedyna taka postacia jest ten lub to, co mnie stworzylo...
To ogolnie bardzo pozytywna koncepcja, bo i jestem wartosciowy (mam nadzieje,
ze tak sie kiedys poczuje... ;) ) i nie mam sie czego bac, bo tak jakby przyszlosc
juz sie wydarzyla (istnieje skonczona liczba rozwiazan moich obecnych problemow
czy zagadnien) i ta przyszlosc na pewno jest jasna i doprowadzi mnie gdzies,
bo zostala przemyslana z WIELKA MILOSCIA. Co wiecej taka opcja daje mi poczucie
gruntu pod nogami, sensu i odciaga problemy doczesne na boczny plan i pozwala
spojrzec na te problemy bez leku (tak jakby z perspektywy) i latwiej jest tez
akceptowac wszelkiego rodzaju porazki... no i miec nadzieje... wciaz ;)

Sam czytam to, co powyzej i nie do konca wierze w to co pisze, ale mam gleboka
nadzieje, ze kiedys uwierze i moje rozwazania, leki, problemy, udziwnienia i wlasne
nogi, ktore sobie podkladam w koncu sie skoncza.

Z wiara jest chyba latwiej...

PS. Kiedys byly takie badania robione na bliznietach jednojajowych (a moze na dwujajowych),
gdzie podobno znaleziono gen odpowiedzialny za "wiare". Jeden blizniak byl materialista, kochal zabawe,
jesli wierzyl, to tylko dla slubu itp., a drugi to idealista, ktory goraco wierzyl w Boga.
Moim zdaniem niektorzy z nas maja Boga zapisanego w genach i nie ma sie po co zastanawiac
po co tak jest i co jest potem. Kazdy robi tak jak mu dobrze i przede wszystkim SPOKOJNIE :)
Tylko spokoj nas uratuje.

http://www.ambientmusicguide.com/pages/radio/audioPage.php
Polecam zatopic sie w dobra uspokajajaca muzyke :)
Offline
Posty
75
Dołączył(a)
09 sty 2010, 01:20

Re: Każdego wieczoru dręcza mnie dziwne myśli.

Avatar użytkownika
przez nobodyme 17 lis 2010, 01:48
śmierć jest fajna. to tylko etap przejscia w lepsze miejsce. radzila bym Ci poczytac o wymiarach i swiecie astralnym. pieklo to moze byc jeden z miliona wymiarow, to mozliwe ze tam trafisz jesli tylko o tym bedziesz chcial myslec i bedziesz czul ze na nie zaslugujesz! mysl o tym ze trafisz w dobre miejsce, albo nie mysl wcale. cale zycie to ewolucja ktora czlowiek sam zdecydowal sie podjac przed wstapieniem na ziemie. po smierci, bedziesz mogl podjac kolejna decyzje albo jak wczesniej pisalam bedziesz przemierzac wymiary. jestesmy czyms wiecej niz tylko smiertelnikami ktorych nalezy chlostac ;)
wiec nie wierz w sredniowieczne zastraszania wymyślane przez nadzianych wladcow panstwa zeby zmuszac lud do placenia podatkow.

Pozdrawiam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
17 lis 2010, 00:57

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 13 gości

Przeskocz do