Codzienny koszmar

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Codzienny koszmar

przez gość123456789 22 lip 2009, 21:42
Witam. Jak niektórzy na tym forum, mam natrętne myśli. Na samym początku myslałem że jestem/będę opętany. I cholernie się tego bałem. I nagle bach! przychodzą myśli, a ja nie czuję strachu. I wtedy przychodzi kolejna myśl o tym, że skoro nie czuję strachu, to naprawdę tak jest, tzn jestem opętany, wręcz tego chcę. Potem przychodziły myśli o tym, że jestem zły, jestem satanistą, sadystą z jakiegoś filmu, chcę iść do piekła. Ciągle wydawało mi się że tak jest, że taki jestem i nic nie może tego zmienić. Potem pojawiły się myśli o tym, że muszę zostać księdzem. Chwila spokoju i znów- myśli o tym, że jestem satanista. Takie błędne koło. Wydaje mi się, że w nocy przyjdzie do mnie nie wiadomo co a co gorsza, że ja tego chcę. Nie lubię chodzić spać ( no właśnie-nie boję się, tylko nie lubię. Dlaczego zanikł ten strach?). Tak jak kiedyś chciałem się tego wszystkiego nie bać, tak teraz wręcz tego chcę, bo uważam to za rekację normalną. Każdy czyn analizuję i sprawdzam, czy był dobry czy zły. Prosze, pomóżcie mi...

PS:Proszę o w miarę szybką odpowiedź, bo zbliża się noc ;/
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 mar 2009, 17:56

Re: Codzienny koszmar

Avatar użytkownika
przez 123 22 lip 2009, 22:18
Byłem w bardzo podobnej sytuacji, a wręcz identycznej! Także wiem, co czujesz. W moim przypadku wynikało i wynika to z tego, że nie umiem połączyć religii z życiem, które wg mnie jest zdecydowanie bardziej racjonalne niż wiara. Ciągle tak myślę. Teraz jestem na tzw. ciemnej stronie mocy i jest mi z tym źle. Doszedłem do wniosku, że żeby wprowadzić w życiu jakąś równowagę muszę nauczyć się myśleć. Rozróżniać rzeczy i przypisywać jest do odpowiedniej kategorii- "religia" lub "(racjonalne) życie", co wcale nie oznacza, że należy cokolwiek oceniać i dzielić na 'dobre' i 'złe'. Ostatnio na spotkaniu z psychologiem dowiedziałem się również, że to przekłada się nie tylko na sprawy duchowe, ale na wszystkie płaszczyzny życia, bo nie umiem pogodzić czy zrozumieć, że są różnice (czy to tam jeszcze, za bardzo nie pamiętam, bo niedosłyszałem, a już nie chciałem dopytywać się już po raz któryś tam z kolei) pomiędzy rozumem a sercem.
Poza tym przez pewien czas interesowałem się tematyką piekielną, egzorcyzmami itp. Żeby mi ulżyło szedłem do spowiedzi i faktycznie nie bałem się, przez pewien czas, bowiem czułem, że im dalej od spowiedzi, tym jej moc słabsza.
Za bardzo bierzesz do siebie wszystkie prawa religijne i to może też z tego wynikać. A swoją drogą miałem jakąś taką dziwną satysfakcję ze snów, w których śniło mi się piekło czy też, że zostaję na to skazany. Lubiłem też myśleć o tym, co zrobiłbym gdyby faktycznie doświadczył obecności szatana- czy oddałbym mu swoją duszę. Oczywiście wiedziałem, że to bez sensu cierpieć całą wieczność, ale fajnie było sobie w myślach widzieć jak szatan kogoś dręczy tylko dlatego, że zalazł mi za skórę. A, żeby tego wszystkiego było mało to myślałem, przez dłuższy czas, że będę księdzem (w sumie nic straconego ;P może w końcu poznam swoją orientację i konkretne stanowisko wobec Boga- haha). Ale jak już mówiłem to brak umiejętności połączenia religii z życiem codziennym i pewnego rodzaju rozgraniczenie tych spraw, a może też po części nierealne podejście do życia.
Mam nadzieję, że niedługo Ci przejdzie i wszystko wróci do normy. :)
Avatar użytkownika
123
Offline
Posty
110
Dołączył(a)
12 lip 2009, 19:38

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 25 gości

Przeskocz do