wsparcie... brak wsparcia :(

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

wsparcie... brak wsparcia :(

przez komosa 11 lip 2009, 11:23
Nie wiem czy w dobrym miejscu o tym pisze, ale... spróbuje...

Człowiek w każdej chwili swojego życia potrzebuje wsparcia, czy to jawnego, czy też ukrytego... Nawet jak sobie nie zdaje z tego sprawy, że za tym tęskni, że tego mu potrzeba... Chciałabym w końcu normalnie cos zrobić (nie moge wychodzić z domu, dostaje ataku paniki), ale otoczenie, ludzie mi teoretycznie najbliźsi odwrócili sie ode mnie... Mój lęk tłumaczą jako lenistwo, że mi sie nie chce. Nie rozumieją, jak bardzo chciałabym wyjść, zrobić zakupy, pracować! Żeby to jakoś im udowodnić, wykonuję jak najwięcej prac domowych... nie odzywają się do mnie :cry: Tak, jakbym im coś zrobiła :cry:
Mama powtarzała, że siedzi to tylko w mojej głowie. Ja wiem to doskonale, ale jak to wyeliminować!! Nie ma w moim domu zrozumienia, nie ma wsparcia... Tylko przyglądam sie jak rozmawiają z moim bratem, przyjemnie, z miłością (brat ma 24 lata), śmieją się...
Prawie w ogóle na mnie nie patrzą, zachowują sie jakby mnie nie było :cry: A to mi naprawde nie ułatwia sytuacji, tylko coraz bardziej brnę w negatywne myśli :cry:
w tajemnicy biore tabletki, które ponad rok temu odstawiłam. Boję sie że domownicy się w końcu o tym dowiedzą, że znajdą tabletki w szufladzie...

Gdy ktoś proponuje mi wyjście, robię się agresywna, samej sie nie poznaję! Nie mam nawet gdzie pójść, zaznać spokoju, bo mam małe mieszkanko, i wszędzie gdzie nie pójde, któś zawsze jest. Nawet w moim pokoju, gdzie jest jedyny komputer w domu.

Brak wsparcia naprawde nie ułatwia życia i wykulania sie z choroby... Jeszcze bardziej postępuje, coraz bardziej sie w niej zatraca... To tyle z mojej strony.

Moge zadać pytanie, jeśli ktoś chcialby odpowiedzieć, jak to było/jest u Was moi kochani... Czy byliście wspierani przez najbliższych? Co Wam to dawalo? Czy jest to nieodłączny element leczenia?

Pozdrawiam, a nawet tulę.
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
07 lip 2009, 11:31

Re: wsparcie... brak wsparcia :(

Avatar użytkownika
przez Arcio 13 lip 2009, 12:18
Tutaj istotną kwestią jest,co kto uwaza za wsparcie.
Przykład moich rodziców wygląda tak iż oni są przekonani pełni wsparcia dla mojej osoby, ponieważ potrafią powiedzieć że będzie dobrze hehe że wiedzą co czuje i że mi współczują. Do tego przesadnie co chwile pytają czy się czuje dobrze, gdy zdycham co chwile pytają czy sie może juz czuje lepiej, albo tworzą nieraz wokół grobową atmosfere chyba aby utożsamić się ze rownież cierpią ze mną.

Więc dla mnie to ŻADNE WSPARCIE
W chwili kiedy czegoś niewykonam ponieważ dostaję ataku paninczego bądz dusznosci czy kołatania serca i tak dostaję opierdol i słyszę pretensje że czegoś nie zrobiłem, ze jestem warzywem

Dla mnie wsparciem jest to forum, rozmowa z osobami o podobnych problemach, rozmowa z osobami którę mają wiedzę poświadczyć że nie oszalałem, ostatnio bardzo wiele wsparcia daje mi książka łapińskiego o nerwicach (chcesz to dam ci ebooka)

Ja wsparcia z prawdziwego zdarzenia nie otrzymałem i nauczyłem się bez niego walczyć. To nic strasznego. Nie będę jednak wątpił że samo odczucie cudzego wsparcia może być tutaj butelką zimnej wody w czasie męczącej długiej drogi na tej upalnej pustyni
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tonął już nie jeden raz i rekinom patrzył w twarz ale strachu w nim nie zauważył nikt
Avatar użytkownika
Offline
Posty
56
Dołączył(a)
07 mar 2009, 21:35
Lokalizacja
Tychy

Re: wsparcie... brak wsparcia :(

przez komosa 13 lip 2009, 13:07
Może i masz rację Arciu...
Wczoraj doszło do maksymalnego spięcia w moim domu, gdy mama kazała mi gdzieś wyjść... Gdy jej powiedziałam że nie mogę, dostała ataku szału, zaczęła mną szarpać, wykrzykiwać mi prosto w twarz, że co ja sobie wyobrażam... Krzyczała że jestem wariatką i opętana przez diabła. Wpadłam w taką panikę i histerię, że nie potrafiłam oddychać. Tata przyszedł i ją odciągnął ode mnie, wypychając z mojego pokoju.
Moja mama tez ma dużo problemów na głowie, zdrowie itd. Troche ją rozumiem

Gdy porozmawiałam z tatą po tej kłótni sam na sam, powiedział ze rozumie mnie...
Ale teraz nie daje mi spokoju... faktycznie :( Ciągle mówi, ubierz sie ładnie, pójdziemy tam i tam... pójdziemy tylko na ławkę itp. Powtarza, że tak sobie nie pomoge... Ciągle do mnie mówi... Zaczęłam być traktowana przez niego jak małe dziecko... Fakt, że pojęcie wsparcia jest pojęciem względnym. Nie wiem tylko czy on robi dobrze, a ja tego nie zauważam... bo wyobrażenie wyjścia gdzieś, mnie przerasta, serce nie wyrabia :(
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
07 lip 2009, 11:31

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: wsparcie... brak wsparcia :(

Avatar użytkownika
przez Arcio 13 lip 2009, 13:56
No cóż matka kompletnie nie ułatwia Ci doprowadzenia się do stanu uspokojenia:)
Jesteś bardzo dobrze wychowana świadczy o tym sam fakt że ją bronisz (piszesz że ją rozumiesz), jednak powinnaś w sobie na czas choroby wytworzyc przekonanie że tylko TY jesteś najważniejsza, nie mowa tu o egoizmie hehe, aczkolwiek o przyzwoleniu sobie na decyzje których skutek będzie najlepszy dla Twojego poczucia psychicznego i spokoju, nie egoistycznych w tym przypadku zachowań Twojej mamy.

napisałas:
"nie odzywają się do mnie Tak, jakbym im coś zrobiła" - napewno nie do tego dążysz ale skoro rozmowa nie pomogła jedynym rozwiązaniem jest unikanie, jesli slyszysz ze nadchodzą ,odwróć się w drugą, stronę jeśli coś powiedzą, odpowiedz jednosłowem; po co? z czasem takie zachowanie narodzi w nich poczucie winy i to dopiero skutecznie zmieni ich zachowanie według Twojej osoby. Pozatym takie zawężenie i zminimalizowanie emocji w relacji ochroni Cie przed wieloma smutkami które następnie wpływają na Twoją kondycje psychiczną - i stąd objawy nerwicowe nie maleją a czasem wręcz sie nasilają
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tonął już nie jeden raz i rekinom patrzył w twarz ale strachu w nim nie zauważył nikt
Avatar użytkownika
Offline
Posty
56
Dołączył(a)
07 mar 2009, 21:35
Lokalizacja
Tychy

Re: wsparcie... brak wsparcia :(

przez mon08 13 lip 2009, 19:58
Elo wszystkim.
Choruję na nerwice od dłuższego czasu. Wielu sie ode mnie odwróciło, jednak nie zdziwiłam sie tym, tak to już w życiu bywa. Liczcie przede wszystkim na siebie, pierwszym krokiem jest zaufanie sobie i bycie pewnym swoich poglądów i przekonań. Rolą przyjaciół i znajomych z prawdziwego zdarzenia jest nie litowanie sie nad choroba, tylko zachowanie zimnej krwi podczas ataku chorego. Kiedy robi sie słabo, pojawia sie lęk, niech to brzydko ujmując 'oleją' wkręcając w temat lub odciągną nas od nieracjonalnych myśli. One sa tylko błędnym złudzeniem, wiec nie można sie uginać ich fałszerstwu. Porozmawiajcie z nimi o tym! Zdarzają się sytuacje wyjątkowe np. praca czy szkoła, ale po to są psychiatrzy i psycholodzy żeby udowodnić naszą niezdolność do koncentracji i problemy lękowe utrudniające robienie codziennych czynności. Silna osobowość potrafi zdziałać cuda, pamiętajcie - co nas nie zabije to wzmocni!
Jeśli ktoś chciałby porozmawiać zawsze może liczyć na moją uwagę, w razie chęci proszę napisać na priv, wymienimy sie gg. Dla informacji mam 20 lat, jestem z zach-pom.
Pozdrawiam!
''Gdy nie masz perspektyw, to jedyna rzecz
Ruszaj do przodu, obierz drogi cel
Zapamiętaj dzień kiedy odnalazłeś sens...''
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
10 maja 2009, 22:51

Re: wsparcie... brak wsparcia :(

Avatar użytkownika
przez Viridian 13 lip 2009, 20:17
Brak wsparcia i brak zrozumienia wynikają często z niewiedzy; o chorobach psychicznych nie mówi się zbyt wiele (ani tym bardziej głośno) w społeczeństwie, a krążące stereotypy jeszcze pogłębiają problem.

Pomóc może wspólna rozmowa z psychoterapeutą, który będzie w stanie wytłumaczyć twoim rodzicom, dlaczego twoje zachowanie to nie lenistwo a choroba i na czym ta choroba polega, że nie jest to tylko kwestia braku chęci z twojej strony itp.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
184
Dołączył(a)
12 lip 2007, 18:46
Lokalizacja
miasto nad rzeką

Re: wsparcie... brak wsparcia :(

Avatar użytkownika
przez Arcio 13 lip 2009, 23:55
komosa napisał(a):Gdy porozmawiałam z tatą po tej kłótni sam na sam, powiedział ze rozumie mnie...
Ale teraz nie daje mi spokoju... faktycznie :( Ciągle mówi, ubierz sie ładnie, pójdziemy tam i tam... pójdziemy tylko na ławkę itp. Powtarza, że tak sobie nie pomoge... Ciągle do mnie mówi... Zaczęłam być traktowana przez niego jak małe dziecko... Fakt, że pojęcie wsparcia jest pojęciem względnym. Nie wiem tylko czy on robi dobrze, a ja tego nie zauważam... bo wyobrażenie wyjścia gdzieś, mnie przerasta, serce nie wyrabia :(


Teraz to doczytałem, jest w tym jeden niepodważalny fakt, ze tym zamknięciem się w domu zdecydowanie sobie nie pomożesz. Są rzeczy których nie idzie przeskoczyć, mowiąc najprościej bez przezwycieżenia "lęku wyjścia z domu" nerwicy nie pokonasz, conajwyzej zminimalizujesz tymczasowo jej objawy. Innego sposobu również próżno szukać, tylko kilkakrotna konfrontacja z sytuacją lękową obudzi w Tobie przekonanie że nie taki diabeł straszny, a Twoja walka z nerwicą wtedy nabierze nowej siły.

Podkreślę jeszcze tylko, że skoro ktoś oferuje Ci swoje towarzystwo i możesz wyjść do świata wiedząc że ktoś jest przy Tobie w razie gdy coś Ci się stanie (chodź oczywiście i tak się nic nie stanie:D) to szczęsciara z Ciebie:) i zakładając butki do wyjścia przypomnij sobie moje słowa że ja musiałem ten lęk przezwyciężać z przekonaniem ze nikt mi nie pomoże - ale się udało:). Jesteś na wygranej pozycji!
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tonął już nie jeden raz i rekinom patrzył w twarz ale strachu w nim nie zauważył nikt
Avatar użytkownika
Offline
Posty
56
Dołączył(a)
07 mar 2009, 21:35
Lokalizacja
Tychy

Re: wsparcie... brak wsparcia :(

przez adam 18 14 lip 2009, 00:28
no umnie jest podobnie te zasrane lęki ,nic mi sie niechce i wgl te ataki paniki to szok nigdy bym niepomyslął że człowiek może sie tak czuć ale cóż musiało kur** na mnie trafic jak coś to przepraszam za wulgaryzmy ale teraz jestem tak wkur*** źe musze sie wyryczeć jednym słowem mam dośc tego kures*** a w dodatku jak prubuje skims otym porozmawiac to ten ktoś odrazu mówi że ja jestem leniwy że musze sie z domu ruszyc że ja sobie to wymyślam tak ku*** sbie to wymyślam ale oni tego nie potrafia zrozumieć że ja nadtym niepanuje jednym słowem to kures**** trzeba zlikwidować czasami sobie tak tumacze to wszystko że jednak mam wyjscie ztej sytuacji bo moge np niewiem skasować sobie pamięc albo cos i nonstop ten pierdo*** napływ mysli mam i w dodatku same negatywne nonstop dzien w dzienjuz od trzech tygodni dzisiaj pojechałem z szwagrem i siostra na chechło myślałem że bezie fajnie a tu ciu*** nagle atak paniki że sie utopie że ludzie bendą namnie patrzec jak na świra jak zzaczne sie dusci i karetka przyjedzie jednym słowem MASAKRA .!!!!!!!! jak cós to sory za słownictwo ale juz nieumie innaczej to mnie niszczy fizycznie i psychicznie
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
07 lip 2009, 16:24
Lokalizacja
nierealny świat

Re: wsparcie... brak wsparcia :(

przez mon08 14 lip 2009, 01:02
Widzisz Adam, dzisiejsi ludzie w większości patrzą tylko na swoje problemy. Strach ich oblatuje kiedy mają do czynienia z przypadkami jakie nas spotkały. Dlatego myśle, że tłumaczą sobie że chory na nerwice to 'sierota' która sobie po prostu nie radzi w życiu. A tak naprawde jest odwrotnie, bo jak kazdy z nas wie, to co czujemy i myślimy nie zawsze zależy od naszej wlasnej woli. Oni mają wolne umysły, wiec uciekanie od tego daje świadectwo jacy są słabi. Ale to jest wyłącznie moje zdanie.
''Gdy nie masz perspektyw, to jedyna rzecz
Ruszaj do przodu, obierz drogi cel
Zapamiętaj dzień kiedy odnalazłeś sens...''
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
10 maja 2009, 22:51

Re: wsparcie... brak wsparcia :(

Avatar użytkownika
przez adam_s 14 lip 2009, 01:32
mon08, ja bym nawet powiedział że ludzie którzy przejmują się tak naprawdę innymi to gatunek niemal wymarły. Ze wszystkich moich znajomych, wliczając także rodzinę (czyli jest tych ludzi naprawdę wiele), mogę tak naprawdę liczyć na 2-3 osoby. Wiem, że cokolwiek bym nie zrobił i cokolwiek by się nie stało, będą przy mnie. Niestety nie widuję ich często a i nie chcę obarczać ich swoimi problemami zbyt często bo po prostu nie umiem tak... Musiałbym codziennie pieprzyć jakie to życie jest beznadziejne. A mi, poza tym forum głupio tak mówić o moich nastrojach itd.
adam 18, to o czym napisałeś przechodziłem swego czasu dzień w dzień. Lęki i ataki paniki w miejscach publicznych a i nie tylko.. To była masakra. Przeszło w sumie samo, ataki pozostały tylko w określonych miejscach (szkoła). Do dziś nie czuję się też pewnie w zatłoczonych autobusach i ogólnie w skupiskach ludzi. Ale to już nie to co było kiedyś. Umiem powiedzieć swoim myślom 'stop' zanim się rozkręce całkiem. Tobie też życzę żeby szło już lepiej.
Pozdrawiam :D
GG: 5988000
Avatar użytkownika
Offline
Posty
852
Dołączył(a)
01 kwi 2008, 22:01
Lokalizacja
Górny Śląsk

Re: wsparcie... brak wsparcia :(

przez adam 18 14 lip 2009, 15:46
adam_s dzieki za slowa otuchy wiem trzeba ztym walczyc ale ostatnio mam nowe lęki jeden ze kogos zabije ze co smu zrobie a drugi ze zwariowałem i to nonstop prubuje oty nie myslec robie cos nonstop pale 2 paczki papierosow dziennie a kiedys to nawet pól nie wypaliłem i zgadzam sie z wami ztym naszym społeczeństwem bo ludzie z reguły zawsze wybieraja te prosztrze rozwiązanie ,ale szczerze mowiąc jakby sie tak zastanowic czy gdybym ja byl zdrowy i niemial tych jazd czy ja bym komus pomógl,


człowiek docenia cos jak to już straci chore;/
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
07 lip 2009, 16:24
Lokalizacja
nierealny świat

Re: wsparcie... brak wsparcia :(

Avatar użytkownika
przez adam_s 15 lip 2009, 01:51
adam 18, ja już nawet nie licze ile z nerwów wypalam fajek. Bo się tylko załamuję.

ale szczerze mowiąc jakby sie tak zastanowic czy gdybym ja byl zdrowy i niemial tych jazd czy ja bym komus pomógl

Heh.. to tez znam. a mogę przyznać, że gdyby mnie nie spotkało to co mnie spotkało ( lęki itd.) to z całą pewnością nie byłbym na tyle wrażliwy na krzywdę innych by im pomagać. Teraz, tak myślę jestem. Chociaż z drugiej strony, stałem się wredny do przesady przez to że mając 18 lat wiem że mam spieprzone życie chyba już na zawsze. Czasem trudno ze mną wytrzymać przez to wszystko. tak właśnie swoją frustrację wyładowuję na innych ludziach, najczęściej na tych na których mi zależy na dodatek. Masakra.
GG: 5988000
Avatar użytkownika
Offline
Posty
852
Dołączył(a)
01 kwi 2008, 22:01
Lokalizacja
Górny Śląsk

Re: wsparcie... brak wsparcia :(

przez adam 18 15 lip 2009, 02:03
dokładnie mam to samo ale jak czuje ze zaraz sie wkurze i komus wygarne co myśle to automatycznie wychodze z domu na taras albo do ogródka a jak mi sie to zdarza na podwórku jak skims jestem to odrazu prubuje zmienic temat i sie uspokoic
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
07 lip 2009, 16:24
Lokalizacja
nierealny świat

Re: wsparcie... brak wsparcia :(

Avatar użytkownika
przez adam_s 15 lip 2009, 02:16
Też się próbuję tak ograniczać z tym wyżywaniem się na innych ale to silniejsze ode mnie. Poprawia mi humor na chwilę a potem mam wyrzuty sumienia, więc to w sumie moja wina że nie mam za bardzo na kogo liczyć. Ale co tam, daję radę jeszcze więc się nie poddaję póki co.. Tylko szkoda że wszystkie czynności muszą kosztować tyle wysiłku, głupie wyjście do hipermarketu, zatłoczony autobus, o szkole nie mówiąc. Ciągła walka. To jest straszne i tak przytłacza..
GG: 5988000
Avatar użytkownika
Offline
Posty
852
Dołączył(a)
01 kwi 2008, 22:01
Lokalizacja
Górny Śląsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 40 gości

Przeskocz do