Moje nocne boje

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Moje nocne boje

przez milka 23 cze 2009, 06:10
Kładę się do łóżka z zamiarem zaśnięcia, najlepiej natychmiastowego i wtedy się zaczyna: myśli przelatują mi przez głowę w tempie iście szalonym, czuję jak całe moje ciało drży, każdy mięsień mocno sygnalizuje swoją obecność, każde poruszenie stopą powoduje okropne skurcze łydek, chociaż magnez biorę regularnie od dłuższego czasu. Nerwowo łowię każdy dźwięk, a rano pierwsze, co dociera do mojej świadomości, to okropny ból uszu, który mija błyskawicznie. Strasznie zaciskam szczęki i zgrzytam zębami i przez to śpię w silikonowej nakładce na zęby, którą i tak udało mi się przegryźć. O tym, że rano strasznie bolą mnie szczęki chyba nie muszę wspominać. Czasem budzę się bardziej zmęczona niż się położyłam i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wogóle nie spałam. Nie wiem czy mi się tylko śni, że nie śpię, czy faktycznie nie śpię. Czasami mąż mi mówi, że w nocy była burza, a ja nic o tym nie wiem, choć jestem tak zmęczona i przeświadczona, że jednak nie spałam. Po takich niby przespanych nocach ciężko mi się funkcjonuje w dzień, zdarza mi się przysypiać, a kolejna noc nie przynosi ukojenia.
ból życia nie pozwala przyjść wyzwoleniu - śmierci....
Offline
Posty
132
Dołączył(a)
20 cze 2006, 20:21
Lokalizacja
Tarnów

Re: Moje nocne boje

przez milka 23 cze 2009, 09:05
A już myślałam, że tylko ja tak mam...
ból życia nie pozwala przyjść wyzwoleniu - śmierci....
Offline
Posty
132
Dołączył(a)
20 cze 2006, 20:21
Lokalizacja
Tarnów

Re: Moje nocne boje

przez Korba 23 cze 2009, 09:06
Też to znam, ja śpię nie tylko z zaciśniętymi szczękami, ale z dłońmi zaciśniętymi w pięść. I właśnie często nie jestem pewna, czy spałam czy faktycznie niespałam, ale rano jestem zmęczona do bólu. To taki nierealny stan pomiędzy snem a czuwaniem. Bezsenność odrealnia świat, wszystko jest kopią kopii kopii, jak to mówił bohater "Fight Clubu".
Korba
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Moje nocne boje

przez Korba 23 cze 2009, 09:47
Gdybym ja sobie mówiła "śpij śpij śpij" to na przekór bym na pewno nie spała.... :mrgreen:
Korba
Offline

Re: Moje nocne boje

Avatar użytkownika
przez donikad 27 sie 2009, 13:00
To co chcę napisać trochę odbiega od tego, co dolega przedmówcą. Wydaje mi się jednak, że pasuje to do tego tematu, bo to były też takie moje nocne boje. Jeśli nie, to proszę moderację o przeniesienie, czy skasowanie - wedle uznania.
Tekst generalnie napisałem na innym forum w temacie "Twoje demony".

Pierwszy przyszedł bardzo dawno. Lat miałem wtedy jakieś środkowe 'naście' i przeżywałem dziecięcą i dziecinną fascynację satanizmem i marihuaną, którą stosowałem zamiennie (lub jednocześnie) z alkoholem. Chociaż to wszystko zaczęło się jeszcze zanim poznałem liść o pięknym kształcie i zapachu, oraz nauki LaVey'a, to właśnie wtedy wszystko się nasiliło i nabrało niemal fizycznych kształtów. Przedtem (praktycznie zawsze od kiedy pamiętam) były to tylko jakieś niejasne przeczucia, dziwne uczucie, że coś czai się w mroku, uczucie czyjejś obecności.
Pierwszy raz był tylko jakimś niepokojącym snem, po którym rano czułem się bardzo dziwnie. Kolejne sny były dużo bardziej intensywne i kończyły się pobudkami w środku nocy. Budziłem się zlany potem i nie mogłem zasnąć.
Potem jego obecność była silnie odczuwalna za każdym razem, gdy zasypiałem (w nocy - przez to przestawiłem się na nocny tryb życia: zasypiałem w środku nocy jak już padałem na twarz, najczęściej odurzony, odsypiałem w dzień). Na początku było to tylko silne uczucie, że w ciemnościach ktoś/coś jest i mnie obserwuje. Potem zdarzało mi się słyszeć jakieś szmery. Potem kroki, szepty i (najgorsze) ciężki oddech tego czegoś. Zdarzyło mi się też kilka razy poczuć, jak to mnie dotyka. Za każdym razem byłem tak sparaliżowany strachem, że nie mogłem się odwrócić i zapalić światła. Czekałem aż sobie pójdzie i wtedy zasypiałem.
Zawsze się tego bałem, więc zdawałem sobie sprawę, że jest to w jakiś sposób złe. Przynajmniej złe dla mnie. Już te pierwsze, 'dziecięce' doznania budziły strach, czułem, że to 'coś' chce mi zrobić krzywdę. Pewnego razu jednak doznanie było bardzo intensywne. Były szepty, były kroki, był ten cholerny oddechi było nowe, nieznane uczucie. Poczułem, że 'to' jest złe. Tak całkowicie, nieopisanie złe. Zło w najczystszej postaci. To był DIABEŁ.
Następnego dnia wyrzuciłem wszystkie książki, pokasowałem piosenki, usunąłem z głowy wszelkie myśli o satanizmie i okultyzmie. Paliłem jeszcze więcej. I ... minęło. Co paradoksalnie jeszcze bardziej namieszało mi w głowie. Co sprawiło, że zacząłem wieżyć, że to wszystko było prawdziwe, że coś w tym jest. I co sprawiło, że chciałem to poznać. Bałem się jednak wrócić do tego. Stwierdziłem, że lepiej sobie odpuścić.
Przez długi czas o tym nie myślałem. Czasem miałem jakieś przeczucia, często czułem deja vu, sporo niepokojących snów. Moje problemy emocjonalne się w tym czasie nasiliły coraz bardziej. Nie radziłem sobie z pokładami agresji, które we mnie tkwiły. Byłem coraz bardziej zamknięty, pojawiły się pierwsze objawy depresji. No i piłem bardzo dużo, potem zacząłem brać. Coraz więcej i więcej. Mój umysł był coraz bardziej zmęczony. Brałem wszystko w ogromnych ilościach i niebezpiecznych miksach. Zainteresowałem się znowu nazwijmy to umownie 'parapsychologią'. Tym razem jednak w innym wydaniu - religie dalekiego wschodu, medytacja, OOBE, LD. Zdarzało mi się (podczas trzeźwych nocy, po medytacji najczęściej), że znowu 'coś' przychodziło do mnie. Ale nie było to już to samo. Te 'wizyty' były dość niepokojące, ale myślałem o tym czymś, jak o jakimś duchu, który nie jest zły, ale też nie jest dobry. Jest po prostu neutralny. Ani zło, ani dobro, równowaga. Lubiłem to nawet na swój sposób. Po pierwsze było to kolejne nietypowe i, w pewien sposób, fascynujące i emocjonujące doświadczenie, których szukanie zajmowało mi tak wiele czasu. I dla których byłem gotów poświęcić swoje zdrowie i życie.
Ostatnim etapem obcowania z moimi 'demonami' był okres, gdy naćpany byłem już cały czas. Wtedy poznałem kolejnego 'ducha'. Tym razem widywałem go w różnych sytuacjach. Najmocniej oczywiście naćpany deliriantami, ale również gdy byłem naćpany innymi substancjami, na zjazdach ze stymulantów i (również bardzo mocno) na trzeźwo. Tym razem była to śmierć. Eteryczna, połowicznie tylko fizyczna obecność śmierci. Nie żadna staruszka z kosą, tylko sama jej obecność. Co ciekawe nie budziła we mnie lęku, czy strachu. Może jakiś delikatny niepokój, ale strach nie. Przychodziła bardzo często. Czułem się jakoś nieswojo, ale nie mogę powiedzieć, żeby to jakieś strasznie przykre było, bo było to w jakimś stopniu ciekawe. Jeszcze taka ciekawostka. Napisałem kiedyś w jednym z moich tekstów opisujących ćpanie na blogu, że podczas jakiegoś ze zjazdów czułem dreszcze, które nie były przyjemne (jak te podczasz speedu), tylko nieprzyjemne, jakby 'śmierć dotykała mnie swoimi lodowatymi rękoma'. To porównanie wzięło się właśnie od tego. Byłem przekonany, że przychodzi do mnie śmierć i nawet byłem w stanie określi miejsce, w którym aktualnie 'była'. I czasem, gdy zbliżała się do mnie, czułem jak mnie dotyka. Było to właśnie uczucie lodowatych, bardzo nieprzyjemnych dreszczy.
Potem brałem tak dużo i byłem w tak silnej depresji, że nie czułem, nie widziałem, nie słyszałem już nic. Potem przestałem, potem piłem, teraz pewnie troszkę przesadzam z alkoholem i nie biorę już dużo. Demony odeszły i nie wracają. A gdy po deliriantach widzę 'duchy', to już wiem, że to tylko działanie narkotyku połączone z moją chorą wyobraźnią i porytą psychiką. Nie uwierzyłbym już w nie nawet, gdybym zobaczył je na trzeźwo. I mam nadzieję, że już nie zobaczę.
Chociaż raz, ostatnio po dużej ilości psychodelików widziałem znowu śmierć. Wizja było bardzo ciekawa i jednocześnie niepokojąca. Ktoś mi nawet przedstawił jej bardzo ciekawą i trafną interpretację. Oczywiście gdy wytrzeźwiałem wiedziałem, że to iluzja. Teraz już wiem, że wszystko to co widziałem i czułem, tak samo jak to co inni widzą i czują, co ma związek ze zjawiskami paranormalnymi, religją i z tym podobnymi ezoterycznymi bzdurami to jedynie chemia mózgu i ludzka podświadomość. Serotonina, dopamina i noradrenalina - 3 piękne hormony dane człowiekowi, dzięki którym może on zobaczyć i poczuć więcej niż inne zwierzęta, które widzą tylko to, co istnieje naprawdę.
Gdy zadajesz się z diabłem - nie zmieniasz go. To on zmienia Ciebie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
26 sie 2009, 18:34
Lokalizacja
Trójmiasto

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 28 gości

Przeskocz do