Lęk w czasie spotkania z kobieta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Lęk w czasie spotkania z kobieta

Avatar użytkownika
przez wieslawpas 20 maja 2009, 17:59
Witam,

pare dni temu poznalem dziewczyne. jezdze z nia na motocyklu. Nie wiem z jakiego powodu w jej obecnosci czuje lek i rozdraznienie. Moze to dlatego ze mi przypomina moja byla, albo
cos innego. Bardzo ladna dziewczyna, inteligentna, wyksztalcnona. Czy wy tez macie takie lęki w spotkaniach z kobietami? Z czego moze to wynikać?

Wieslaw
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7735
Dołączył(a)
06 maja 2009, 18:35

Re: Lęk w czasie spotkania z kobieta

Avatar użytkownika
przez agusiaww 20 maja 2009, 20:18
Byc moze sie boisz tego ze sie osmieszysz, sam piszesz ze dzieczyna inteligentna i wyksztalcona, moze sie czujesz od niej gorszy podswiadomie stad ten lęk.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Lęk w czasie spotkania z kobieta

Avatar użytkownika
przez CzarnaZebra 21 maja 2009, 02:01
I bardzo dobrze :twisted:
depresja-po-rozstaniu-z-dziewcznyna-t16336.html

Niegodne uczynki się mszczą :twisted:
"Gdy gubię sny, jakby nigdy nie były, wysycha źródło mojej wielkiej siły"
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
347
Dołączył(a)
21 lut 2008, 02:15
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Lęk w czasie spotkania z kobieta

Avatar użytkownika
przez wieslawpas 21 maja 2009, 13:48
Wiesz,

Wczoraj sie z nia spotkalem, w zasdzie jadac motocyklem mialem leki i juz chcialem odwolac to spotkanie, bo mysle sobie po co mam sie spotykac skoro mam ten lek, ma byc fajnie, a nie nieprzyjemnie. Z drugiej strony jednak tesknie za nia. I pojechalem mimo lekow. Kiedy sie
spotlalem czulem zaleknienie, ale mialem tez mase pozytywnych wrazen, tak wiec spotkanie bylo udane. Siedzielismy sobie pod kolumna Zygmunta. Pozniej pojechalismy na Wiatraczna, gdzie ona czekala na autobus. W sumie nie czuje leku przed nastepmym spotkaniem.

To fakt ze czuje sie od niej mniej wyszktalcony, bardziej niepewny siebie. Mysle ze jest dla mnie za dobra. Nawet jej o tym powiedzialem.

Podoba mi sie ona bardzo fizycznie, ale nie daje sie dotykac. Czyli z seksu chyba nici... :)

Wydaje mi sie ze rzeczywiscie ten lek trzeba przelamywac kontaktujac sie w przedmiotem leku, ale stopniowo, na krotki czas a pozniej wydluzac.


Mam lęk przed wyjazdem w Warszawy - znacie pewnie te sprawy - dalego od bezpiecznego gniazdka. Pamietam, ze kiedys jak mialem mocna nerwice przez lata cale nie wyjezdzalem z Wawy. Myslalem ze spedze w tym miescie reszte zycia. Ale kupilem sobie motocykl. Postanowilem wyjedzac z Warszawy i stopniowo zwiekszac dystans. Pamietam swij pierwszy wyjazd pojechalem na Wolke Weglowa, zatrzymalem motocykl i wylaczylem silnik. Dokola cisza, gwiazdy na niebie, szum drzew. Powietrze pachnialo, dookola nie bylo samochodw, ludzi. I wtedy poczulem ulge, poczuce szczescia, satysfakcje. Stwierdzilem ze ide dobra droga.

Pozniej zaczalem jezdzic dalej. Prawdziwa wyprawa byl wyjazd do odleglego o 25 km Borzecina. Jadac tam czulem mocny lek ale postanowilem dojechac. Zatrzymalem sie
i czulem naprawde mocny lek. Ale jednak dojechalem. Lek jednak byl tak mocny ze stwierdzilem ze wracam. Ale za kilka dni znowu pojeachalem do Borzecina i bedac w tym samym miejscu nie czulem juz leku. Ten dystans zostal juz zdobyty.

Pozniej jedzilem co raz dalej. Nazywalem to rozszerzaniem swiata. W sumie najdalsze wycieczki to Kołobrzeg i Solina, calkiem niezle dystanse jak na kogos kto bal sie
wyjechac na kilometr z Warszawy :)

Po jakims czasie kolo 2 lat, stracilem prace w Polsce i pojechalem do Londynu. Czulem leki
wsiadajac juz do samolotu - klasutrofobia i te sprawy. Zajmowalem sie tam roznymi rzeczami,
sporo podozowalem po Anglii - bylem w co najmniej 10 miastach. Czulem leki lek ale pokonywalem go. Nawet nie mialem juz przy sobie afobamu. Jakos lecialo.
Leki przed podrozami jakos zniknely. Generalnie trzeba sie kontaktowac z tym co powoduje lek w ten sposob rozszerzamy swoj swiat, lesli nie bedziemy przekraczali tego obszaru bedzie on spychal nas co raz bardziej az bedziemy bali sie wyjsc z domu. Ale to do nas nalezy decyzja czy stawiamy stope krok dalej za granica leku czy nie.

Po jakims czasie znowu musialem zmagac sie z lekiem. Dostalem napadu leku w autobusie kiedy jechalem do ojca w szpitalu. Ojciec byl umierajacy. Jak wiadomo lek zabija normalne
emocje ktore sa jeszcze trudniejsze do przezycia dla psychiki. Co moglem czuc wiedzac na szpitalnym łózku umierajacego ojca? Pewnie cos bardzo trdnego dla psychiki - wszstko zabil lek paniczny. Wysiadlem z tego autobusu i pojachaelam spowrotem. Poczulem ulge, ale przegralem walke z lekiem, od tej pory znowu zaczalem oddwac mu pole. Swiat znowu zaczal sie kurczyc.

I znowu po kilku miesiacach mozolne rozszaranie swiata. Wyazd z Wawy do Kampinosu, lek paniczny, poziej co raz dalej, co raz dalej. W koncu znowu Bieszczady, Gory Swietokrzyskie, i tak dalej.

To na dzisiaj tyle o przygodach z lekiem :)

Wieslaw
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7735
Dołączył(a)
06 maja 2009, 18:35

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 39 gości

Przeskocz do