co z tym sercem??

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: co z tym sercem??

przez Nadzieja?! 10 maja 2009, 20:14
moniczko81 ile mozna tak sobie tlumaczyc"to tylko nerwica" ?? ja bym chciala zyc tak jak dawniej, lata mi uplywaja, zycie mija, a ja tylko walcze kazdego dnia i ciagle mysle, czy czasem nienadejdzie jakis atak....no co to za zycie?? psychoterapia, owszem, cos daje, ale na jak dlugo, czy my juz do konca zycia bedziemy skazani na te okropna chorobe? najgorsze, ze ta choroba jest bardzo zmienna, bynajmniej u mnie, jak niemialam klopotow z sercem, to znowu z zoladkiem, skonczyl sie zoladek, zaczelo sie serce, potem leki, i to co roz jakies inne, po strach przed wyjsciem z domu, to strach przed smiercia, przed utratabliskich itp i tak codziennie...powoli zaczynam miec tego dosyc.... :(
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
07 maja 2009, 22:10

Re: co z tym sercem??

przez Venus 10 maja 2009, 20:22
Nadzieja?! napisał(a):moniczko81 ile mozna tak sobie tlumaczyc"to tylko nerwica" ?? ja bym chciala zyc tak jak dawniej, lata mi uplywaja, zycie mija, a ja tylko walcze kazdego dnia i ciagle mysle, czy czasem nienadejdzie jakis atak....no co to za zycie?? psychoterapia, owszem, cos daje, ale na jak dlugo, czy my juz do konca zycia bedziemy skazani na te okropna chorobe? najgorsze, ze ta choroba jest bardzo zmienna, bynajmniej u mnie, jak niemialam klopotow z sercem, to znowu z zoladkiem, skonczyl sie zoladek, zaczelo sie serce, potem leki, i to co roz jakies inne, po strach przed wyjsciem z domu, to strach przed smiercia, przed utratabliskich itp i tak codziennie...powoli zaczynam miec tego dosyc.... :(


Nadziejo i to właśnie świadczy o tym ze to nerwica.
Chcesz życ normalnie? Żyj! Nerwica to emocje, a emocje będą z nami zawsze. Emocje to my, więc jaki z tego wniosek?? :D
Kiedyś w to nie wierzyłam, ale teraz zmieniłam z danie. Z nerwicą trzeba nauczyć się żyć, a wtedy się z niej wyjdzie!
Moj psychiatra mi powiedział, kiedy poszłam do niego z pretensjami, że nie mogę zyc normalnie, Pani jest za mało wkurzona!
I zrozumiałam o co chodzi! Nerwica to głównie stłumiona złość, która z czasem przekształca się w lęk, dlatego nerwicę właściwie leczy się złością, jej przeżywaniem. Gdy się solidnie wkurzysz, pozwolisz sobie krzyczeć, rzucac czym popadnie, wyrzucisz z siebie emocje, które tyle w Tobie siedziały, tak bardzo uklepane, aż w końcu zaczęły wychodzic w postaci objawów somatycznych.

Pozdrawiam
Bla bla bla...
Offline
Posty
707
Dołączył(a)
22 lis 2008, 18:43
Lokalizacja
Z Wariatkowa :P

Re: co z tym sercem??

przez knight10000 10 maja 2009, 22:13
Venus,
dokładnie tak..jak pierwszy raz byłem na terapii to mówiłem, że chcę się pozbyć stresu. Potem był etap stłumionej złości..a teraz wiem, że pod tą złością kryje się cała masa różnych uczuć, które tłumiłem/tłumię. A nie należę do osób skrytych. Raczej myślałem, że wszystko z siebie wyrzucam. A tu okazuje się, że nieokazane uczucia we mnei buzują..stąd dolegliwości ciała..ciągle to mam..niestety..

pozdrawiam

[Dodane po edycji:]

dodam, że też miałem/miewam czasem taki dodatkowy skurcz serca..albo zwolnienie bicia i kolejne uderzenie jest juz mocniejsze po czym serce wraca do swego normalnego rytmu. Był to dla mnie problem bo uprawiam dużo sportu, który kocham:))
Rok temu zrobiłem badania (echo serce, próba wysiłkowa, holter ciśnieniowy) i wszyskie były okey. Nie zrobiłem tylko ekg 24h. Po pewnym czasie jak zaczęły się problemy myślałem, że coś się zadziało z sercem. Nie ma możliwości by w okresie roku nastąpiły zmiany organiczne w zdrowym sercu więc jak zrobicie badania to na 3 lata macie z głowy jak nic (chodzi o echo, wysiłkowe).

pzdr
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
22 kwi 2009, 21:14
Lokalizacja
Trójmiasto

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: co z tym sercem??

przez moniczka81 11 maja 2009, 10:46
popieram że nerwica jest przez tłumienie uczuć emocjii.Zawsze byłam cichą i spokojną osobą,zawsze uważałam żeby kogoś nie zranić dlatego to co miałam komuś powiedzieć nie przyjemnego dusiłam w sobie,robiłam dobrą mine do złej gry,gdy byłam w ciąży w 6 miesiącu wylądowałam w szpitalu,miałam bóle brzucha ginekolog powiedział że to przez to że jestem za cicha wszystko tłumie w sobie już widzę od kąd mój organizm zaczoł się buntować a ja nie zdawałam sobie sprawy z powagi sprawy...
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
11 mar 2009, 11:37

Re: co z tym sercem??

przez Venus 11 maja 2009, 18:43
moniczka81 napisał(a):popieram że nerwica jest przez tłumienie uczuć emocjii.Zawsze byłam cichą i spokojną osobą,zawsze uważałam żeby kogoś nie zranić dlatego to co miałam komuś powiedzieć nie przyjemnego dusiłam w sobie,robiłam dobrą mine do złej gry,gdy byłam w ciąży w 6 miesiącu wylądowałam w szpitalu,miałam bóle brzucha ginekolog powiedział że to przez to że jestem za cicha wszystko tłumie w sobie już widzę od kąd mój organizm zaczoł się buntować a ja nie zdawałam sobie sprawy z powagi sprawy...


Dokładnie! Ja też jestem cicha i skryta. Były jednak dni kiedy udawalam przebojowa osobę i niby wszystko z siebie wyrzucałam, ale jak się okazało niestety nie! Teraz widzę co się we mnie nazbierało! :shock: :shock:
Bla bla bla...
Offline
Posty
707
Dołączył(a)
22 lis 2008, 18:43
Lokalizacja
Z Wariatkowa :P

Re: co z tym sercem??

przez knight10000 11 maja 2009, 21:34
moja terapeutka twierdzi, że skoro tłumiłem uczucia (przede wszystkim te negatywne) przez tyle lat to teraz trzeba czasu by nauczyc się inaczej i to z siebie wyrzucić. A to wcale nie jest łatwe, jak zapewne wiecie:)
macie jakieś pomysły na radzenie sobie z negatywnymi uczuciami???
ja od jakiegoś czasu staram się o nich mówić..do osób do których powinny być skierowane...

pozdrawiam
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
22 kwi 2009, 21:14
Lokalizacja
Trójmiasto

Re: co z tym sercem??

przez Nadzieja?! 11 maja 2009, 22:22
no co tu duzo mowic, w swoim zyciu przezylam niemalo, wygadac sie za bardzo niemialam komu, wiec w koncu nerwica musiala mnie dopasc....no ale u mnie wyladowanie zlosci nic niepomaga, a niechce sie wyzywac na bliskich (mezu, dzieciach) niechce, zeby patrzyly jak mama rzuca talerzami, niepotrafie okazac uczuc mezowi, przez co nazywa mnie soplem lodu, i czuje jak zycie wymyka mi sie z rak, mam 32 lata a czuje sie na 80. boje sie nawet rozpieszczac moich synkow, ktorych kocham nad zycie, bo a noz umre, wiec niechce zeby cierpialy po mojej smierci....wiec co? moze ja po prostu jestem nienormalna...bo juz innej opcji niewidze. ide na psychoterapie i slysze wszystko to co juz wiem,tak wlasciwie wszystkich psychologow, to ja w pewnym momencie zaczynam pouczac.....maz tez niema ze mnie wiekszego pozytku, od 4 lat zupelnie wszystko robie z musu, sprzatanie, zajmowanie sie domem, praca, libido zerowe....po prostu malzenski obowiazek....a do tego jeszcze te potykania serca , ktore naprawde mnie wykanczaja....chcilabym odstawic juz ten xanax, wiem ze uzaleznilam sie od niego, niedaj boze zeby go zabraklo, moge wtedy chodzic po scianach....a moze te problemy z sercem to dlatego ze za duzo czasu juz biore ten lek?>???
sama juz niewiem, zyc sie odechciewa :(
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
07 maja 2009, 22:10

Re: co z tym sercem??

przez markus2000 12 maja 2009, 07:42
magdalenabmw napisał(a):Powtórzę się-Bo wiecie co, ja już odkryłam jak to jest... Wchodzi sie na te forum, czyta te posty i człowiek sie nakręca. Gdybym ja przy tych zejściach jakie już miałam czytała jeszcze do tego to forum, zamartwiała się jaka jestem chora(nerwica lękowa, kamica nerkowa, lekko uszkodzona wątroba i szmery w sercu-od nerwicy) i tylko myślała gdzie mam dziś iść do psychiatry i że muszę łyknąć psychotropa bo oszaleję to dopiero bym oszalała! A wiecie co? Jak miałam ten zajebiście za przeproszeniem ciężki czas to nie wchodziłam tu na forum, słowo 'nerwica' wyrzuciłam z mojeo słownika i znalazłam sobie kilka nowych pasji, hobby, pchnęłam sie do ludzi....

Witam!!!
To nie do końca jest tak, że czytając forum się ktoś nakręca. Wiele osób ma dolegliwości chorobowe wynikające właśnie z nerwicy i ludzie o tym nie zdawają sobie sprawy, aż wejdą sobie na forum i uświadomią sobie, że .....no przecież nie mam chorego serca, żołądka, kosmicznych zawrotów głowy bo bewnie mam guza czy raka tylko mam właśnie nerwicę czyli reakcję mózgu, który sobie "uwidził" jakąś chorobę. I przestajemy biegać po lekarzach różnych specjalności wymyślając chorobę "bo przecież mamy jej symptomy". Im szybciej zrozumiemy, że jest to tylko psychika tym szybciej ją zrozumiemy i pokonamy ją. Czasami trwa to rok czasami pięć lat, czasami wystarczy sama świadomość ewentualnie pomoc kogoś blikiego a czasami trzeba wziąć leki albo przejść na psychoterapię.
Czytanie forum jest naprawdę pomocne bo pozwala zrozumieć, że nie Ty jedna masz jakieś dolegliwości wynikające właśnie z nerwicy. A jak ktoś ma na tyle silną wolę aby ją pokonać samemu bez wspomagania to tylko pozazdrościć.
Pozdrawiam.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
03 lis 2008, 10:33
Lokalizacja
Kielce

Re: co z tym sercem??

przez Nadzieja?! 12 maja 2009, 23:31
nie wszyscy sa tacy sami...laczy nas to, ze mamy nerwice, ale nie kazdy potrafi dac jej kopa, i odstawic na bok, jak niepotrzebna rzecz....mnie akurat to forum pomaga, sama swiadomosc, ze niejestem z tym sama, a dziwne jest bardzo, ze wsrod znajomych jakos nikt sie nichce przyznac, ze ma z czyms takim problemy, nagle wchodze na forum i to na niejedno w necie o tej tematyce i widze, ze jest nas tysiace....to w jakis sposob mnie uspokaja, a nie nakreca....no ale kazdy ma inne reakcje....mnie denerwuje, ze za malo sie mowi na ten temat, w mediach, gazetach itp...to przeciez choroba ktora dotyczy tylu osob, wiec powinno sie wiecej mowic na ten temat, postawa lekarzy, tych 1 kontaktu, mowisz im, ze masz nerwice, to obojetnie z jakim problemem by sie do nich nieposzlo....olewka, bo to przeciez wszystko nerwica, ostatnio nawet angina, bylo podobno wynkiem przesilenia wiosennego, a ze mam nerwice, dostalam angine---jak dla mnie paradoks. dostanie jakiegos skierowania do specjalisty graniczy z cudem, po co ma NFZ wydawac kase na nerwicowcow, przeciez oni sa zdrowi, a to nie o to chodzi, np hipochondryk, ktory porobi sobie wszelkie badania, i wyjdzie mu ze wszystko ok, uspokoi sie, a przeciez chyba o to chodzi...tak bylo ze mna, poprosilam o skierowanie do kadiologa w zwiazku z tymi skurczami dodatkowymi, to uslyszalam, ze sa ludzie po zawalach, i ktorrzy naprawde potrzebuja takich wizyt, wiec na mnie szkoda kasy, bo napewno i tak bedzie wszystko ok....a skladki place co mesiac, wiec przepraszam, gdzie tu logika, leki tez place 100% mimo, ze na recepte i na literke P wiec nasza choroba jest olewana , co najwyzej wysylaja nas do psychiatrow, ktorzy jednym pomoga , innym nie, a problem tkwi dalej.. i dzieki bogu, ze sa takie fora, bo inaczej wiele osob byloby swiecie przekonanych, ze przechozi zawal codziennie, a tak przynjmniej wiemy na czym stoimy......i zgadzam sie z markusem, tez zazdroszcze ludziom, ktorzy sami daja sobie z nerwica rade....bynajmniej ja tak niepotrafie mimo tego ze zyje z nia juz prawie 5 lat....
pozdrawiam
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
07 maja 2009, 22:10

Re: co z tym sercem??

przez monikab 17 maja 2009, 19:52
Witajcie. Ja od niedawna zmagam się z nerwicą. Właściwie to do tej pory niby wiem, że to jest nerwica lękowa, a tak naprawdę jak coś mi się zaczyna dziać to mam wrażenie, że to nie nerwica tylko coś czego nie zdjagnozowano. Podobnie do was mam objawy ze strony serca i układu krążenia. Tzn mam takie momenty, że nagle skacze mi ciśnienie dość mocno, serce mi wali niesamowicie i czuję, że robi mi się słabo i duszno. Już kilka razy wzywałam pogotowie, bo niemogłam ciśnienia zbić. Okazywało się, że spadał mi potas, dostawałam kroplówkę i tak do nastempnego razu. Czy wy też przy okazji nerwicy macie problemy z potasem i magnezem? Ja kiedyś myślałam, że skoki ciśnienia i kołatania serca mam od spadku potasu, a teraz dochodzę do wniosku, że potas spada mi chyba ze stresu i to takie błędne koło: stany lękowe powodują spadki potasu, co powoduje wysokie ciśnienie, które też powoduje stany lękowe i koło się zamyka. W ogóle ostatnio jak przyjechało pogotowie to w karetce podłączyli mnie do aparatu monitorującego pracę serca i coś im zaczęło źle zapisywać pracę serca. Tzn tak jakbym miała jakieś zaburzenia rytmu. Lekarz zapytał jak się w tym momencie czuję, akurat czółam się lepiej, ale jak usłyszałam nierówną pracę serca to odrazu mi się pogorszyło. Potem lekarz zaczął mnie uspokajać, że to tak się zrobiło bo się poruszyłam, i karetka jechała po dziurawej drodze, ale mnie to nie uspokoiło. Do tej pory czuję niepokój z tym związany, jakoś nie przekonuje mnie to, że jak by coś naprawdę sie działo to by tego tak nie zbagatelizowali.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
15 maja 2009, 16:31

Re: co z tym sercem??

przez knight10000 17 maja 2009, 22:05
Nadzieja?! napisał(a):(...)dostanie jakiegos skierowania do specjalisty graniczy z cudem, po co ma NFZ wydawac kase na nerwicowcow, przeciez oni sa zdrowi, a to nie o to chodzi, np hipochondryk, ktory porobi sobie wszelkie badania, i wyjdzie mu ze wszystko ok, uspokoi sie, a przeciez chyba o to chodzi(...)



Nadziejo, zgadzam się co do forum. Dla mnie jest bardzo ważne i pomocne.
Uważam natomiast, że jeśli hipochondryk przejdzie wszelkie badania to nie rozwiąże problemu. Uzyska jednak krótkotrwałą ulgę ale potem i tak znajdzie się powód dla którego obsesyjnie skoncentruje się na swojej "nowej chorobie".
Jestem za tym aby przejść badania. I potem leczyć nerwicę..
pozdrawiam
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
22 kwi 2009, 21:14
Lokalizacja
Trójmiasto

Re: co z tym sercem??

przez Kasia6 29 lip 2009, 14:08
echhh poczytałam sobie troszkę i napiszę coś od siebie.

mam 29 lat i 14tomiesięcznego synka.
mamy wady serca ale w odmianach poronnych czyli maleńkich nie rzutujących na zdrowie (niescalenie komór lewych przy koniuszkach).

ale od początku.

o tej wadzie dowiedziałam się w zeszłym roku w październiku ponieważ kardiolog mojego syna poprosiła żebyśmy z mężem zrobili sobie echa i sprawdzili czy ta wada nie jest wadą genetyczną. i tylko dlatego. zrobiłam i się tak wystraszyłam, że szok! bo jasna sprawa, że naczytałam się różnych dziwnych rzeczy na temat tej wady po tym jak zdiagnozowała ją kardiolog dziecka. a artykuły były okrutne. lecz my mamy małe odmiany.

wcześniej żyłam sobie w porządku.

przed narodzinami synka dużo pracowałam po 12h albo i więcej. byłam kierowniczką kilku osób. stresujące. pieniądze, towar. duża odpowiedzialność. ale mnie to pasowało. ta codzienna adrenalina to było moje życie. ruch. ciagły ruch. gimnastyka, spacery. potrafiłam po 12h pracy, ok 21.30 iść na nogach do domu przez 3km mimo, że bolały. ale lubiłam to.

wspinałam się czasem w górach. nie tak zawodowo. po prostu właziłam pod górę :lol:

imprezowałam całe noce (po pracy rzecz jasna). tańce, tańce i tańce :smile:

no, ale przeżyłam wcześniej nie mało:
- w wieku 6 lat miałam wykrytego nowotwora o miejscowej złośliwości w szczęce, który natychmiast mi usunięto (na szczęście bez zbędnych cięć mojej twarzy co nie wpłynęło na mój wyglad zewnętrzny),
- tato był alkoholikiem. w domu były awantury.
- mama ledwo to znosiła i 2 razy próbowała się w domu zabić tabletkami psychotropowymi i nasennymi,
- potem tata popełnił samobójswto, powiesił się w piwnicy naszego bloku w dzień Św. Mikołaja,
- po ślubie zaczęliśmy z mężem starania o maluszka. zaszłam w ciążę ale w 11tc poroniłam,
- stres w pracy się nasilił wtedy ponieważ już inaczej postrzegałam rzeczywistość. coś zaczęło się psuć. w obawie, że jeśli będę za długo czekać to ze strachu już w ogóle nie zdecyduję się na kolejną ciążę, zdecydowaliśmy się dość szybko bo po 4 m-cach. udało się:)
- wszystko fajnie. w 7 miesiącu dostałam cukrzycy ciężarnych, dostałam insulinę. dietę miałam bardzo ostrą więc szybko spadł mi potas i dostałam arytmii. wylądowałam na oddziale położniczym bo na wewnętrznym nie chcieli dziewczyny w zaawansowanej ciąży. dostałam 3 kroplówki potasu, zrobili mi badania krwi (nie robiono echa) i ekg kilka razy. po 2 dobach przeszło wszystko. do końca ciąży czułam się już dobrze. 2xdziennie brałam Aspargin. Potem był poród wywoływany. Syn się obkręcił pępowiną więc ostatecznie zrobiono mi cesarkę. Po porodzie zaczęłam odczuwać małe potknięcia serca. Poskarżyłam się pielęgniarce, że mam mało potasu. Powiedziała, że na monitorze nic nie widać a ja mówię, że czuję. Zrobili badania i faktycznie. Spadł potas. Dostałam kroplówkę i przeszło. Nie chcieli nas wypisać bo syn miał szmery. Nastraszono mnie. Wypisałam się na własne życzenie i na drugi dzień pojechaliśmy do kardiolog z Prokocimia na echo. Wystraszyłam sie tej wady serca syna. Chodziłam długo w wielkim stresie a z moim sercem kompletnie nic się nie działo.
Potem nic, nic, nic. A urodziłam w maju ubiegłego roku. Zaczęłam jesienią chodzić na siłownię kiedy poczułam, że już mój organizm jest na tyle silny. Chciałam się trochę wzmocnić bo maluch rósł a mi plecy już wysiadały i ręce. W tym okresie (październik) zaczęłam mieć zawroty głowy i taki jakby ucisk. Głowa w imadle bez bólów. Poszłam do neurolog. Ona mnie na oddziale opukała, obejrzała, obadała i dała leki ziołowe przeciw zawrotom i skierowanie na tomografię. Nie poszłam. A objawy po jakichś 3 tygodniach same przeszły. Po czy znowu wróciły w grudniu na chwilę i znowu przeszły.
W międzyczasie byłam u kardiolog na prośbę kardiolog synka. Jak usłyszałam o mojej wadzie serca to myślałam, że palpitacji dostanę i wtedy zaczęły się moje mega stresy już. Strach o zawał głównie.
Potem nic. Na wiosnę (marzec) zaczęło mi się potykać serce kilka razy dziennie. Tak z tym walczyłam po czym poszłam do mojej lekarki rodzinnej, która uznała (jak i w przypadku głowy), że to nerwica. Dała mi Propranolol i żebym potas zbadała.
wyszedł dość niski, w dolnej granicy ale powiedziała, że w normie i leków mi nie dała tylko kazała jeść pomidory i banany. Potem się uwzięła, że ten Propranolol ma dużo skutków ubocznych i zmieniła mi betabloker na Nedal. Powiedziała, że mogę już na następny dzień go zacząć brać.
No to tak zrobiłam. Po czym w nocy dostałam migotania przedsionków i pojechałam na pogotowie.
Tam położyli mnie na obserwację na intensywnej. Zbadali potas i inne tam takie. Potas niski. Moja kardiolog, u której robiłam w październiku echo pamiętała mnie i powiedziała, że tak z dnia na dzień nie zmienia się betablokera i ta zmiana oraz niski potas doprowadziły do migotania.
Miałam więc migotanie z tymi cos tam nadkomorowymi oraz pojedyncze skurcze komorowe.
Echa mi nie robili ani holtera ani tego wysiłkowego. Byłam podpięta pod aparaty cały czas.
Pani kardiolog pamiętała dokładnie moje wcześniejsze echo i powiedziała, że to nie od tej wady bo ona jest za malutka. Tylko od głowy bo pamiętała jak się wystraszyłam diagnozą i serducho zaczęło mi napierniczać.
Było tam kilku fajnych lekarzy i żaden nie miał wątpliwości, że to N i niski potas (potknięcia) a migotanie również od betablokera, który był zbyt szybko zmieniony.
No to się bujałam z tym potasem, brałam Propranolol ze 3xdziennie. Ale doszły mi lęki wewnętrzne. Od rana strach przed samym strachem.
Poszłam prywatnie do mojej kardiolog, która przyjęła mnie o 21 po wszystkich pacjentach i z ogromną cierpliwością robiła echo i wypytywała o moje życie. Jak u psychologa. Wszystko c mi leżało powiedziałam Jej. Ona stwierdziła, że ta wada co ja mam to nic, że czasem zastanawiają się (kardiolodzy) czy pacjentowi o niej mówić, by nie burzyć mu wewnętrznego spokoju. I gdyby ona wiedziała, że jestem tak wrażliwa to by mi w życiu o tej wadzie nie powiedziała. Że muszę pracować nad swoim wnętrzem, nad psychiką, nad relaksem. Że powinnam iść znowu do pracy i wpuścić się w ten wir, do którego byłam przyzwyczajona a po narodzinach syna jestem jak pies na smyczy. Dom i wybieg w postaci podwórka (moje porównanie).
Że powinnam z siebie wszystko wywalać. Ale jak? Na dziecko? Na męża? Na mamę? No to chodze taka poddenerwowana ale staram się nie wyżywać na innych.
Stosuję afirmacje i "zalecenia" z książki Louise. L. Hay "Jak uzdrowić swoje życie".
Pomaga mi to.
Potas mam już dobry. Pilnuję diety.
Ale potknięcia i tak się zdarzają z tym, że takie słabsze, cichsze.

I coś dziwnego!
Kiedy mąż mnie przytula to mam już zboczenie i przysłuchuję się Jego sercu :/ Ostatnio usłyszałam jakby trochę mu nieregularnie biło. Jakby uderzenie uciekało. Pomyślałam, że jestem walnięta bo on ma się dobrze i miał echo i nic nie czuje, że wmawiam mu swoje lęki.
A tu czytam dzisiaj u Was, że ludzie tak mają ale tak cicho, że tego nie zauważają :shock:
i to chyba prawda jest.

Staram się odstawić Propranolol bo nie lubię być więźniem leków.
Zaczynam brać co drugi dzień i w dzień i noc kiedy nie biorę nic mi się nie dzieje. Jestem z siebie dumna :)

Kaldium (potas) biorę co drugi dzień bo jem dużo warzyw i owoców z potasem i nie chcę przedobrzyć.

ALE!!!
Lęk dalej jest.

No i co z tymi pojedynczymi skurczami komorowymi podczas migotania??!! Czy one wywołane były samym migotaniem??
Piszecie tutaj, że te nadkomorowe są ok i ja takie miałam i pewnie mam ale podczas migotania wyszły też te drugie i piszecie, że one są nie ok :(

i to mnie już wytrąciło z równowagi...

moja kardiolog mówi, że ze mną jest wszystko ok, że mogę podejmować każdy wysiłek fizyczny. no chyba gdyby coś było nie halo to nie mówiłaby tego prawda???
ja tutaj już węszyłam nawet pewną mistyfikację i zamach na moje życie ze strony lekarzy :lol:

no więc trzymam się myśli, że to od głowy.
a te skurcze komorowe pojedyncze były od migotania.

kończę mój przydługi post :D

buziak ;)
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
29 lip 2009, 12:49

Re: co z tym sercem??

przez Radi 29 lip 2009, 14:52
Cześć. No tak z sercem żartów nie ma. Moja wada serca ujawniła się kilka lat po zapadnięciu na DD. Miałem coś co przypominało jakieś dodatkowe skurcze serca. Mocne nieprzyjemne uderzenia. Przyszło nagle... Pamiętam to jak jakiś koszmar. Derealizacja depersonalizacja i jeszcze serce... Po kilku dniach poszedłem do lekarza. EKG nic nie wykryło. Po półrocznym oczekiwaniu do specjalisty kardiologa badania Holterem i UKG wykazały wypadanie płatka zastawki. Podobno wiele osób ma tą wadę. Pomimo paskudnych odczuć typu kołatań potwornych pieczeń w klatce i tych dziwnych waleń nadal żyję. Nawet uprawiałem sporo sportu tyle, że kardiolog zalecił w przypadku pojawienia się objawów zwolnić nieco wysiłek i odpocząć. Tak są takie wady, które skutecznie "umilają" nam życie. Na szczęście można jakoś z nimi żyć... Dużo zdrowia dla wszystkich.

[Dodane po edycji:]

Nerwica jest dla ludzi inteligentnych. Normalny by tego już dawno nie wytrzymał
Podoba mi się te hasło Magdalenobmw. I wiesz co? Coś w tym jest!!!
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
04 lut 2009, 15:52

Re: co z tym sercem??

przez Kasia6 29 lip 2009, 16:32
zapomniałam Wam jeszcze dopisać, że za tę ostatnią wizytę moja kardiolog nie wzięła ode mnie ani grosza!! co zamiast mnie ucieszyć to wzbudziło mój niepokój :? "no tak" - pomyślałam. "ukrywa coś przede mną i żal Jej mnie to nie chce kasy" :mrgreen: idiotka ze mnie co nie?!


i dodam, że jestem niskociśnieniowcem i "niskopuilsowcem" (ok 60) więc z tego co wyczytałam powinnam dłużej żyć ;) jednak jak to nerwicowiec doszukuję się tu odstępstw od mojego "przypadku" :mrgreen: no po prostu rozbraja mnie to już :mrgreen:
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
29 lip 2009, 12:49

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 38 gości

Przeskocz do