zaczynam bać się wszystkiego

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

zaczynam bać się wszystkiego

przez marta11 23 gru 2008, 22:44
Witam, jestem tutaj, gdyż liczę na wsparcie...
nie stać mnie na lekarzy...
boję się leków

zastanawiam się, gdzie się zgubiłam
iż tracę swoje prawdziwe ja
czy to życie
czy to tylko moja wina

odpowiedz na te pytania znam, domyślam się przynajmniej...tylko jak z tym żyć..jak sobie radzić

przestałam wierzyć w siebie

boję się wszystkiego

boję się zostać z dziećmi sama w domu,
jechać samochodem
boję się ,że mogę im zrobić coś złego
boję się ludzi :( wszystko kojarzy mi się ze śmiercią, z zabijaniem itd. szok :( nie mogę wystać w Kościele itp, to już chyba wariactwo

fakt życie mnie niestety nie rozpieszczało nigdy, nie pracuję, chciałabym bardzo, boję się, że nie poradze sobie, że coś idiotycznego zrobię, że wyjdę na idiotkę, boję się nawet wyjechać z domu do najbliższej rodziny, nie mam tematów do rozmów, wszystko mnie wkurza

dziękuję za tę nerwicę...szlak mnie trafia
jestem nie do poznania

już nie wspomnę o rzeczach elektrycznych, które sprawdzam tysiące razy, boję się osrtch, maszynek,żyletek , nożyczekitp.a wszystko to stało się w tym roku

muszę z tym cholerstwem wygrać mam 29 lat!!!

pomóżcie!!!
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
23 gru 2008, 22:26

Re: zaczynam bać się wszystkiego

Avatar użytkownika
przez Victorek 23 gru 2008, 23:49
Masz rację musisz wygrać!! i wygrasz!! to sobie ostatnio powtarzam i powtarzam ale wierzę że do skutku :)
Wsparcie na pewno tutaj znajdziesz, bowiem wszyscy cierpimy na to samo mimo iż może inaczej się to objawia, ja akurat nie boję się o to że coś złego komuś zrobie ani ostrych narzędzi ale tysiące innych osób tak, znam dobrze natomiast lęk przed wszystkim. lęk przed życiem, lęk przed pracą, wyśmianiem, zbłaźnieniem się a w chwilach kryzysowych to nawet własnych rąk się boję.
Czy twoja wina czy nie, nie ważne, najważniejsze żebyś dała radę, jeżeli znasz okolicznośći które mogły to spowodować, możę by się udało to rozwiązać, bo bywa że wystarczy to i finito z lękiem. Co do leków to sam się ich boję więc nic mądrego nie dodam :) ale terapia? Może byś się skusiła, bowiem wielu osobom pomogła i to nie po latach chodzenia a nawet po paru wizytach, nie zaszkodzi spróbować, wszystko byle nie to co nas zżera...
pozdrawiam serdecznie
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Re: zaczynam bać się wszystkiego

przez Alexandra 24 gru 2008, 06:26
Ja natomiast panicznie boje sie tego, zed jak bede w ciazy kiedys, urodze dziecko, bede musiala zostac przez jakis czas w domu i nie pracowac. Na sama mysl robi mi sie slabo... tego, ze w domu moje objawy sie nasila, bez pracy, bez kontaktu z ludzmi. A jak bede chciala jak najpredzej wrocic do pracy, bede czula presje i wymawianie mi tego, jaka to ze mnie zla matka... nieraz jak rozmawialam z ludzmi o tym, ze np nie wyobrazam sobie spedzic w domu roku na wychowawczym, to juz ich miny mowily samo za siebie i te durnowate komentarze: " jaaaaaaaak toooo? nie zooostalabys z dzieckiem???". w ogole nie wdawalam sie w dyskusje, bo nie bede opowiadac o moich lekach, ale ludzie takie maja pojecie... matka dobra to taka , ktora siedzi w domu i nie pracuje, a nie daj boszsze chce wrocic jak najszybciej do pracy. ja wiem, ze w domu bym zwariowala kompletnie i bym sie fatalnie czula psychicznie. I ciagle mnie ta mysl nachodzi, a nawet faceta nie mam :?
Ola. Jeszcze będzie przepięknie,jeszcze będzie normalnie.
Offline
Posty
571
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: zaczynam bać się wszystkiego

przez marta11 24 gru 2008, 11:06
Hej, dzięki Viktor...

mam nadzieję, że będzie dobrze, musze pomyśleć nad tą terapią...zobaczę, ale osłabne sama w w swoich oczach jeśli pójde do psychologa, albo do psychiatry, chciałabym wygrać sama , to będzie ostateczność
...nie damy się...
ja nie wiem dlaczego my się tak przejmujemy innymi...opinią...ich uczuciami...to chyba się nazywa nadwrażliwość i to nas trzyma


Alexandra

niestety masz rację, niezupełnie oczywiście, bo przecież nie masz jeszcze chłopaka...więć ;) musisz zrobić wszystko, żeby nie siedzieć w domu, masz pracę, maszmożliwośći powrotu do niej w każdej chwili, są nianie itp. tak musisz zrobić, ja siedzę w domu już 1o lat i to mnie wlaśnie zżera, szlak czlowieka trafia, gdzie jakiś samorozwój, brak kontaktu z ludźmi itd. żadnych znajomych, żadnego zajęcia itd. a dawniej... pracowałam chwilę ...było super...ale życie...
cieszę się bardzo,że mam dzieci to moja duma, tylko o ile dawniej myślałam, że dam im wiele...to dzisiaj mam tysiąc wątpliwośći, czy wogóle sprostam, moja historia jest bardzo dluga, rodzice męża wtrącają się do mnie cały czas, tak do mnie :? nie do naszego małżeństwa...zawsze coś źle...itp. moja teściowa wchodząc do mnie mieszkamy nad nimi, pyta się dzieci co się stało :shock: stąd się to u mnie zaczęło... już rozmawiałam ze starszą córką, raz wyśmiałyśmy teśćiową, ale jej nie przeszlo...zaczęłam myśleć skąd jej do głowy wpadają takie słowa, i zaczęło się ; czy mogłabym coś złego zrobić własnym dzieciom...
wcześniej chciałam iść do pracy...nawet na początku tego roku, niestety utrudniła mi to bardzo skutecznie...fiasko...a byłam już na próbnych dniach...nie miał kto zostać z dziećmi, jedna ma 9 lat...druga córka 3...od przyszłego roku mogłoby być inaczej przedszkole itp.
ale brak mi sił by iść do pracy...skąd je brać... :(
tak, że ty zapomnij oi siedzeniu w domu...to naprawde nic dobrego nie niesie poza brakiem samozadowolenia, itd. ja już mam dość ubierania się w marne ciuchy nawet z ciucholandu za kasę mojego dzielnie zarabiającego męża, on nie wie o wszystkich moich kłopatach...przed tem mówiłam mu płakałam jak głupia...itp. ale mam dość ryczenia jak beksa...
w dodatku rano przed przeczytaniem Twojego postu uświadomiłam sobie że mój lęk przed ostrymi narzędziami wypływa z nadopiekuńczości, tak sądzę przynajmniej, żeby się dziecko nie popażyło, nie ucięło paluszka, itd. tylko skąd te myśli że coś złego mogę sama im zrobić skoro kocham je nad życie... :(
1o lat w domu i obrona dziećmi przed prądem, gazem, żelazkiem ....to chyba to

no niestety kobiety same w domu obiad, szkoła, jakieś lekcje poza szkołą dla dziecka, drugie małe...przynajmniej tak jest u mnie...ciągle jakieś miny ktoś robi bo nie może zostać z tą młodszą córką nawet na 5 min. i jeżdżąc, a muszę zawozić starszą córkę do szkoły zabieram młoszą...więc w piątek jestem już wykończona... w dodatku zdaję sobie sprawę z tego że za 10 lat one będą żyć własnym życiem...a ja... na nic ambicja...życie życiem...trafia mnie czasem...

kobieta musi pracować

mężczyźni nie widzą co się dzieje w domu w tygodniu, jak to wygląda...a w niedziele tracą cierpliwość... :lol: bo dzieci krzyczą :o

i ewidentnie nie życzę nikomu mieszkać z teściami to błąd mojego życia i początek nerwicy

---- EDIT ----

marta11 napisał(a):Hej, dzięki Viktor...

mam nadzieję, że będzie dobrze, musze pomyśleć nad tą terapią...zobaczę, ale osłabne sama w w swoich oczach jeśli pójde do psychologa, albo do psychiatry, chciałabym wygrać sama , to będzie ostateczność
...nie damy się...
ja nie wiem dlaczego my się tak przejmujemy innymi...opinią...ich uczuciami...to chyba się nazywa nadwrażliwość i to nas trzyma


Alexandra

niestety masz rację, niezupełnie oczywiście, bo przecież nie masz jeszcze chłopaka...więć ;) musisz zrobić wszystko, żeby nie siedzieć w domu, masz pracę, maszmożliwośći powrotu do niej w każdej chwili, są nianie itp. tak musisz zrobić, ja siedzę w domu już 1o lat i to mnie wlaśnie zżera, szlak czlowieka trafia, gdzie jakiś samorozwój, brak kontaktu z ludźmi itd. żadnych znajomych, żadnego zajęcia itd. a dawniej... pracowałam chwilę ...było super...ale życie...
cieszę się bardzo,że mam dzieci to moja duma, tylko o ile dawniej myślałam, że dam im wiele...to dzisiaj mam tysiąc wątpliwośći, czy wogóle sprostam, moja historia jest bardzo dluga, rodzice męża wtrącają się do mnie cały czas, tak do mnie :? nie do naszego małżeństwa...zawsze coś źle...itp. moja teściowa wchodząc do mnie mieszkamy nad nimi, pyta się dzieci co się stało :shock: stąd się to u mnie zaczęło... już rozmawiałam ze starszą córką, raz wyśmiałyśmy teśćiową, ale jej nie przeszlo...zaczęłam myśleć skąd jej do głowy wpadają takie słowa, i zaczęło się ; czy mogłabym coś złego zrobić własnym dzieciom...
wcześniej chciałam iść do pracy...nawet na początku tego roku, niestety utrudniła mi to bardzo skutecznie...fiasko...a byłam już na próbnych dniach...nie miał kto zostać z dziećmi, jedna ma 9 lat...druga córka 3...od przyszłego roku mogłoby być inaczej przedszkole itp.
ale brak mi sił by iść do pracy...skąd je brać... :(
tak, że ty zapomnij oi siedzeniu w domu...to naprawde nic dobrego nie niesie poza brakiem samozadowolenia, itd. ja już mam dość ubierania się w marne ciuchy nawet z ciucholandu za kasę mojego dzielnie zarabiającego męża, on nie wie o wszystkich moich kłopatach...przed tem mówiłam mu płakałam jak głupia...itp. ale mam dość ryczenia jak beksa...
w dodatku rano przed przeczytaniem Twojego postu uświadomiłam sobie że mój lęk przed ostrymi narzędziami wypływa z nadopiekuńczości, tak sądzę przynajmniej, żeby się dziecko nie popażyło, nie ucięło paluszka, itd. tylko skąd te myśli że coś złego mogę sama im zrobić skoro kocham je nad życie... :(
1o lat w domu i obrona dziećmi przed prądem, gazem, żelazkiem ....to chyba to

no niestety kobiety same w domu obiad, szkoła, jakieś lekcje poza szkołą dla dziecka, drugie małe...przynajmniej tak jest u mnie...ciągle jakieś miny ktoś robi bo nie może zostać z tą młodszą córką nawet na 5 min. i jeżdżąc, a muszę zawozić starszą córkę do szkoły zabieram młoszą...więc w piątek jestem już wykończona... w dodatku zdaję sobie sprawę z tego że za 10 lat one będą żyć własnym życiem...a ja... na nic ambicja...życie życiem...trafia mnie czasem...

kobieta musi pracować

mężczyźni nie widzą co się dzieje w domu w tygodniu, jak to wygląda...a w niedziele tracą cierpliwość... :lol: bo dzieci krzyczą :o

i ewidentnie nie życzę nikomu mieszkać z teściami to błąd mojego życia i początek nerwicy

powiem Wam, że zaczęłam szukać jakiegoś spełnienia w wierszach..mam nadzieję, że nie jest tak jak w tej piosence, że w iersze z obłędu powstają



wiem, że to nie forum poetyckie...wybaczcie...nie będę już WAS dręczyć słowami rymów,


DLA WAS



Kiedy smutek





Kiedy ci smutek zagląda w oczy,
a myśli błądzą w otchłani zła,
wiedz, że przyjaciel choć nie zbyt bliski
to jego imię prosto brzmi: czas.

Zmiana godziny, zmiana minuty
i może miejsca zmiana też,
pozwoli słyszeć znów piękne nuty,
odrzucić smutek, odrzucić gniew.

Takie jest życie, prawda, nie łatwe,
drobiny szczęścia , a także dni,
wśród których deszcze, burze i wiatry,
słońce zachodzi, szaro i dżdży.

A kiedy wyjdzie znowu zza chmury,
rozświetli niebo, rozświetli ziemię,
odejdzie w przeszłość ten dzień ponury,
i w kartach życia będzie wspomnieniem.

Może nauczy walki o szczęście,
pozwoli wszystko zrozumieć,
może pozwoli odgadnąć życie…

Przed słońca cudem, wiatr musi szumieć.





(muismy w to uwierzyć)

Wyjeżdżam na Święta :( ...ZDROWYCH I WESOŁYCH ŚWIĄT

---- EDIT ----

marta11 napisał(a):Hej, dzięki Viktor...

mam nadzieję, że będzie dobrze, musze pomyśleć nad tą terapią...zobaczę, ale osłabne sama w w swoich oczach jeśli pójde do psychologa, albo do psychiatry, chciałabym wygrać sama , to będzie ostateczność
...nie damy się...
ja nie wiem dlaczego my się tak przejmujemy innymi...opinią...ich uczuciami...to chyba się nazywa nadwrażliwość i to nas trzyma


Alexandra

niestety masz rację, niezupełnie oczywiście, bo przecież nie masz jeszcze chłopaka...więć ;) musisz zrobić wszystko, żeby nie siedzieć w domu, masz pracę, maszmożliwośći powrotu do niej w każdej chwili, są nianie itp. tak musisz zrobić, ja siedzę w domu już 1o lat i to mnie wlaśnie zżera, szlak czlowieka trafia, gdzie jakiś samorozwój, brak kontaktu z ludźmi itd. żadnych znajomych, żadnego zajęcia itd. a dawniej... pracowałam chwilę ...było super...ale życie...
cieszę się bardzo,że mam dzieci to moja duma, tylko o ile dawniej myślałam, że dam im wiele...to dzisiaj mam tysiąc wątpliwośći, czy wogóle sprostam, moja historia jest bardzo dluga, rodzice męża wtrącają się do mnie cały czas, tak do mnie :? nie do naszego małżeństwa...zawsze coś źle...itp. moja teściowa wchodząc do mnie mieszkamy nad nimi, pyta się dzieci co się stało :shock: stąd się to u mnie zaczęło... już rozmawiałam ze starszą córką, raz wyśmiałyśmy teśćiową, ale jej nie przeszlo...zaczęłam myśleć skąd jej do głowy wpadają takie słowa, i zaczęło się ; czy mogłabym coś złego zrobić własnym dzieciom...
wcześniej chciałam iść do pracy...nawet na początku tego roku, niestety utrudniła mi to bardzo skutecznie...fiasko...a byłam już na próbnych dniach...nie miał kto zostać z dziećmi, jedna ma 9 lat...druga córka 3...od przyszłego roku mogłoby być inaczej przedszkole itp.
ale brak mi sił by iść do pracy...skąd je brać... :(
tak, że ty zapomnij oi siedzeniu w domu...to naprawde nic dobrego nie niesie poza brakiem samozadowolenia, itd. ja już mam dość ubierania się w marne ciuchy nawet z ciucholandu za kasę mojego dzielnie zarabiającego męża, on nie wie o wszystkich moich kłopatach...przed tem mówiłam mu płakałam jak głupia...itp. ale mam dość ryczenia jak beksa...
w dodatku rano przed przeczytaniem Twojego postu uświadomiłam sobie że mój lęk przed ostrymi narzędziami wypływa z nadopiekuńczości, tak sądzę przynajmniej, żeby się dziecko nie popażyło, nie ucięło paluszka, itd. tylko skąd te myśli że coś złego mogę sama im zrobić skoro kocham je nad życie... :(
1o lat w domu i obrona dziećmi przed prądem, gazem, żelazkiem ....to chyba to

no niestety kobiety same w domu obiad, szkoła, jakieś lekcje poza szkołą dla dziecka, drugie małe...przynajmniej tak jest u mnie...ciągle jakieś miny ktoś robi bo nie może zostać z tą młodszą córką nawet na 5 min. i jeżdżąc, a muszę zawozić starszą córkę do szkoły zabieram młoszą...więc w piątek jestem już wykończona... w dodatku zdaję sobie sprawę z tego że za 10 lat one będą żyć własnym życiem...a ja... na nic ambicja...życie życiem...trafia mnie czasem...

kobieta musi pracować

mężczyźni nie widzą co się dzieje w domu w tygodniu, jak to wygląda...a w niedziele tracą cierpliwość... :lol: bo dzieci krzyczą :o

i ewidentnie nie życzę nikomu mieszkać z teściami to błąd mojego życia i początek nerwicy

---- EDIT ----

marta11 napisał(a):Hej, dzięki Viktor...

mam nadzieję, że będzie dobrze, musze pomyśleć nad tą terapią...zobaczę, ale osłabne sama w w swoich oczach jeśli pójde do psychologa, albo do psychiatry, chciałabym wygrać sama , to będzie ostateczność
...nie damy się...
ja nie wiem dlaczego my się tak przejmujemy innymi...opinią...ich uczuciami...to chyba się nazywa nadwrażliwość i to nas trzyma


Alexandra

niestety masz rację, niezupełnie oczywiście, bo przecież nie masz jeszcze chłopaka...więć ;) musisz zrobić wszystko, żeby nie siedzieć w domu, masz pracę, maszmożliwośći powrotu do niej w każdej chwili, są nianie itp. tak musisz zrobić, ja siedzę w domu już 1o lat i to mnie wlaśnie zżera, szlak czlowieka trafia, gdzie jakiś samorozwój, brak kontaktu z ludźmi itd. żadnych znajomych, żadnego zajęcia itd. a dawniej... pracowałam chwilę ...było super...ale życie...
cieszę się bardzo,że mam dzieci to moja duma, tylko o ile dawniej myślałam, że dam im wiele...to dzisiaj mam tysiąc wątpliwośći, czy wogóle sprostam, moja historia jest bardzo dluga, rodzice męża wtrącają się do mnie cały czas, tak do mnie :? nie do naszego małżeństwa...zawsze coś źle...itp. moja teściowa wchodząc do mnie mieszkamy nad nimi, pyta się dzieci co się stało :shock: stąd się to u mnie zaczęło... już rozmawiałam ze starszą córką, raz wyśmiałyśmy teśćiową, ale jej nie przeszlo...zaczęłam myśleć skąd jej do głowy wpadają takie słowa, i zaczęło się ; czy mogłabym coś złego zrobić własnym dzieciom...
wcześniej chciałam iść do pracy...nawet na początku tego roku, niestety utrudniła mi to bardzo skutecznie...fiasko...a byłam już na próbnych dniach...nie miał kto zostać z dziećmi, jedna ma 9 lat...druga córka 3...od przyszłego roku mogłoby być inaczej przedszkole itp.
ale brak mi sił by iść do pracy...skąd je brać... :(
tak, że ty zapomnij oi siedzeniu w domu...to naprawde nic dobrego nie niesie poza brakiem samozadowolenia, itd. ja już mam dość ubierania się w marne ciuchy nawet z ciucholandu za kasę mojego dzielnie zarabiającego męża, on nie wie o wszystkich moich kłopatach...przed tem mówiłam mu płakałam jak głupia...itp. ale mam dość ryczenia jak beksa...
w dodatku rano przed przeczytaniem Twojego postu uświadomiłam sobie że mój lęk przed ostrymi narzędziami wypływa z nadopiekuńczości, tak sądzę przynajmniej, żeby się dziecko nie popażyło, nie ucięło paluszka, itd. tylko skąd te myśli że coś złego mogę sama im zrobić skoro kocham je nad życie... :(
1o lat w domu i obrona dziećmi przed prądem, gazem, żelazkiem ....to chyba to

no niestety kobiety same w domu obiad, szkoła, jakieś lekcje poza szkołą dla dziecka, drugie małe...przynajmniej tak jest u mnie...ciągle jakieś miny ktoś robi bo nie może zostać z tą młodszą córką nawet na 5 min. i jeżdżąc, a muszę zawozić starszą córkę do szkoły zabieram młoszą...więc w piątek jestem już wykończona... w dodatku zdaję sobie sprawę z tego że za 10 lat one będą żyć własnym życiem...a ja... na nic ambicja...życie życiem...trafia mnie czasem...

kobieta musi pracować

mężczyźni nie widzą co się dzieje w domu w tygodniu, jak to wygląda...a w niedziele tracą cierpliwość... :lol: bo dzieci krzyczą :o

i ewidentnie nie życzę nikomu mieszkać z teściami to błąd mojego życia i początek nerwicy

powiem Wam, że zaczęłam szukać jakiegoś spełnienia w wierszach..mam nadzieję, że nie jest tak jak w tej piosence, że w iersze z obłędu powstają



wiem, że to nie forum poetyckie...wybaczcie...nie będę już WAS dręczyć słowami rymów,


DLA WAS



Kiedy smutek





Kiedy ci smutek zagląda w oczy,
a myśli błądzą w otchłani zła,
wiedz, że przyjaciel choć nie zbyt bliski
to jego imię prosto brzmi: czas.

Zmiana godziny, zmiana minuty
i może miejsca zmiana też,
pozwoli słyszeć znów piękne nuty,
odrzucić smutek, odrzucić gniew.

Takie jest życie, prawda, nie łatwe,
drobiny szczęścia , a także dni,
wśród których deszcze, burze i wiatry,
słońce zachodzi, szaro i dżdży.

A kiedy wyjdzie znowu zza chmury,
rozświetli niebo, rozświetli ziemię,
odejdzie w przeszłość ten dzień ponury,
i w kartach życia będzie wspomnieniem.

Może nauczy walki o szczęście,
pozwoli wszystko zrozumieć,
może pozwoli odgadnąć życie…

Przed słońca cudem, wiatr musi szumieć.





(muismy w to uwierzyć, CHOĆ NIE JEST TO ŁATWE)

Wyjeżdżam na Święta :( ...ZDROWYCH I WESOŁYCH ŚWIĄT


---- EDIT ----

nie wiem co to sie podzial ona tej stronie, coś wcisnęłam...czy co...że tyle razy mi się napisało :smile: wybaczcie..nie kasuję już...bo nie wiem co zostanie :smile: a co skasuję, był tylko jeden post :( a czas mnie nagli

pozdrawiam
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
23 gru 2008, 22:26

Re: zaczynam bać się wszystkiego

przez Alexandra 24 gru 2008, 23:01
Ja jestem pewna, ze Twoje samopoczucie wynika z braku pracy. Uwazam, ze kobieta, ktora ma taka potrzebe MUSI pracowac, gdyz siedzenie wylacznie w domu, z dziecmi, brak kontaktu z ludzmi, brak innego zajecia, celu zawodowoego moze doprowadzic wlasnie do depresji. A szczesliwa matka to szczesiwe dziecko. Poza tym, zycie z tesciami tez sie przyczynia do takiego stanu. Jednak nie mozesz rozlozyc rak i nic nie robic. Tzn mozesz, ale bedziesz sie tak czula jak teraz. Zawsze musi byc jakies wyjscie. Ile masz lat, czy masz konkretne wyksztalcenie, konczylas jakies kursy , w jakiej pracy siebie widzisz? Uwazam, ze powinnas zawalczyc o siebie, nie zwazajac na tesciowa. Mysle, ze to chore wymagac od kobiety, zeby wylacznie siedziala w domu z dzieckiem... przeciez kazdy potrzebuje jakiegos innego swiata, celu, zawodu, wtedy o niebo lepiej funkcjonuje niz siedzac wylacznie w domu... ja jak ide do pracy, mam mnostwo w sobie energii, radosci, jestem lepiej zorganizowana , czuje , ze wszystko fajnie sie toczy: wstaje rano, ide do pracy, wracam, cos sie dzieje... a samo dom....? jaka to monotonia, ta rutyna moze zabic!!! Co Twoj maz na to ? Czy Twoj maz jest przeciwny temu, zebys pracowala??
Ola. Jeszcze będzie przepięknie,jeszcze będzie normalnie.
Offline
Posty
571
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Re: zaczynam bać się wszystkiego

Avatar użytkownika
przez carlos 25 gru 2008, 00:33
Chyba znalazłem kogoś podobnego do siebie.
Ja też zaczynam bać się wszystkiego, a jednocześnie niczego..
Nawet myśl o tym , że żyję potrafi wzbudzić we mnie lęk , a myśl że szklanka leży na stole panikę. Czasem dobija mnie już mój umysł, ale co poradzić? Trza zmuszać się do życia chociaż może to być naprawdę trudne.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: zaczynam bać się wszystkiego

przez marta11 25 gru 2008, 20:56
dzięki Olu

mam wielką nadzieję, że masz rację

rzeczywiście bardzo chciałabym pracować, mam średnie ...dobre wykształcenie...

aż zbyt dobre jak na średnie, wystarczające jak na zdobycie pracy dla kobiety...tylko że w swoim zawodzie brak doświadczenia i jakiś choerny przepraszam za słowo lęk, że sobie nie poradzę, dzieci dz szkoly...przedszkola jak dam radę :( kiedy z nikąd pomocnej dłoni mąż w pracy od świtu do nocy...

brak mi już tego samozaparcia...mam dość walki z życiem , z ludźmi,
wkurza mnie to, że dzisiaj już nie da się a nikim normalnie porozmawiać, a to podróże , a to wycieczki, samochody, dzialki, kredyty,
nie ma przyjaciół, jest jakaś walka o to kto ma więcej :(
brak uśmiechu, wsparcia, przyjaźni, nie wiadomo czy ta miłość to ta milość itp.
nie chce mi się już nawet z nikim rozmawiać, bo wszystko zmierza właśnie do tego o czym wspomniałam...
czasem ktoś zada jakieś idiotyczne pytanie...np.teściowa...że poprostu nie chce się na nie odpowiadać, brak mi wiary i radośći...

zniknęły...


mąż coż...twierdzi,że chętnie zostałby w domu, gdybym zarobiła tyle co on... :( zarabia powiedzmy wystarczająco...ale niezadawalająco :(




generalnie nie mogę zbytnio liczyć na niego...nie umiał nawet wpłynąć na to, aby teściowa pomogła mi w opiece nad MOIMI PRZECIEŻ DZIEĆMI... :(

to są jej wnuczki tak na pół godz. dziennie...jak ma kaprys oczywiści, aby się z nimi zobaczyć...mnie poty oblewają w rozmowie z nią :(

tak więc takowych unikam...

a synuś mamusi nic nie powie, bo mamusia by się obraziła :roll:

a dużo mogłabym mówić, ale to tylko rozdrapywanie idiotycznych sytuacji...typu, że obiadki muszą być tłuste dla dzieci...mleczko również...rano kawka do śniadanka inka oczywiście musi być dla dzieciaczków...i wogóle to strasznie szczupłe te moje dzieci :shock:

powiem tak...muszla musi być zamknięta...klapka , bo mamusia wącha, że strasznie śmierdzi z kanalizacji

wpatruje się w moje bety i ciągle pyta czy nowe...chociaż nie są

pyta się po co jadę do sklepu, zawsze jakąś pierdołę muszę jej kupić dla jej satysfakcji... żeby tylko mnie no nie wiem wkurzyć chyba...bo nie rozumiem...
i tak dalej... i tak dalej....

i ciągle zafuczana...raz mi powiedziała jak została z dzieckiem...że przyszła służąca...tak o sobie twierdzi jak zostaje z dziećmi...
tak że jak tylko cudem je zostawie z niż na godzinę....cudem i bardzo rzadko to lecę biegiem do domu bo już jestem spoźniona, czy to spowiedź, czy cokolwiek...zebranie w szkole...
na zakupach byłam sama tylko jeden raz...to wszyscy jednomyślnie stwierdzili, że nadużywam ich opieki :shock:
tak więc wszędzie zabieram dzieci dosłownie....


mąż jest szczęśliwy

obiadek...i wszystko inne na miejscu

tylko mojego zachowania nie rozumie wogóle

to tylko wymieniłam pierdoły...których codziennie jest masa...
nie na mnie kłótnie codzienne, zbyt wiele mnie one kosztują

rodzice męża uważają, że to moje fanaberie...znudzona...
dzieci małe ma być z nimi

mam nadzieję, że wystarczy mil sił, by to zmienić...

generalnie podziwiam siebie, że dotąd to wytrzymałam, że urodziłąm 2 córki i poradziłam sobie sama...mimo, że takie chudziutkie :D


nie wiem, w jakiej branży w pracy czułąbym się dobrze,...brak tego zdecydowania...sama nie wiem, czy w wyuczonej...czy w innej...czy sobie dam rade...masakra

znam bardzo dobrze angielski

:?: :(

wertuję od kilku dni oferty


zobaczymy
co z tego
wyjdzie


bardzobym chciał mieć satysfakcję z pracy

samodzielność,
żeby to mąż na mnie wyczekiwał, choć raz w tygodniu... żeby odpocząć od domu...wyrwać się z tego prania, gotowania, ...itp.

przy dzieciach to nie ma czasu nawet na dobry film ....

ciągle bajki

wieczorem padam
z nerwów i wykończenia

i ryczę


z nieszczęśliwości


a mój szczęśliwy mąż ogląda TV

:-|


lęki, lęki, lęki, potem brak snu i znowu dzień...

powiem szczerze że w tygodniu mi jakoś idzie

idzie bo musi

szkoła...lekcje
itp.

więc musi :(

ale nic mnie nie cieszy

muszę to zmienić...

:(
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
23 gru 2008, 22:26

Re: zaczynam bać się wszystkiego

Avatar użytkownika
przez Victorek 25 gru 2008, 22:36
Ciebie Marta dobija chyba ta cała sytuacja w domu, to naprawdę bardzo poddatny grunt na nerwice szczególnie dla osób z skłonnością do tych historii, wrażliwością itd.
Wnerwia cię teściowa, to że musisz wkoło słuchać pewnie to co powinnaś robić a czego nie, jakieś uzależnienie finansowe może jeszcze dochodzi. I jeszcze to że pewno byś chciała robić zupełnie co innego niż teraz, choćby pracować a nie możesz bo musisz podporządkować się zdaniu innych bo inaczej będzie gadanie czy jeszcze nie wiadomo co. I pach nerwice, z skumulowanej złości, żalu, nie realizowanych dążeń.
Oczywiście może się mylę ale wydaje mi się że w tym właśnie jest sedno twoich problemów zdrowotnych... tylko wiem wiem, jak to rozwiązać? ;)
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Re: zaczynam bać się wszystkiego

przez marta11 25 gru 2008, 23:01
dokładnie tak

---- EDIT ----

jak ja bym chciała, żeby mój mąż rozumiał mnie tak jak TY ;)
zatanawiałam się ostatnio, czy to możliwe, żeby mężczyźni też mieli 'takie " problemy myślałam, że to nierealne...
ale to ten stopień wrażliwości :roll: jakiejś dziwnej, skąd ona...

myślałam, że faceci nie rozczulają się nad emocjami, widocznie myliłam się...


nie wiem , czy mam rację, pewnie nie w 100 procentach, ale dzieciństwo tu ma ogromną rolę, to ono uczy albo odporności, albo uległości...

u mnie było najpierw tak, że nauczyło odporności, niestety małżeństwo nauczyło mnie uległości

a ona zrujnowała moje życie...

mam nadzieję, że to nadrobię

Dzięki Viktor

---- EDIT ----

carlos napisał(a):Chyba znalazłem kogoś podobnego do siebie.
Ja też zaczynam bać się wszystkiego, a jednocześnie niczego..
Nawet myśl o tym , że żyję potrafi wzbudzić we mnie lęk , a myśl że szklanka leży na stole panikę. Czasem dobija mnie już mój umysł, ale co poradzić? Trza zmuszać się do życia chociaż może to być naprawdę trudne.



Ja " robię się na nowo sobą " muszę, bo inaczej ...nie wiem....zwarjuje...

nie wiem jak jest u Ciebie, ale ja muszę znaleźć swój świat, do tej pory ten świat to był dom...niewsytarcza mi to do zadowalenia z siebie, z życia....

trzeba się odnaleźć...znaleźć swój skrawek zadowolenia


usłyszałam ostatnio takie zdanie


NIE BÓJMY SIĘ ŚMIERCI, ALE TEGO, ŻE MOŻEMY NIGDY NIE ZACZĄĆ ŻYĆ!


TO MOJE MOTTO ((NOWE))
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
23 gru 2008, 22:26

Re: zaczynam bać się wszystkiego

przez krzycha83 25 gru 2008, 23:19
u mnie jest tak samo dobija mnie rutyna związana z pracą w domu dziecko pranie sprzątani obiad kolacja i nic poza tym chciałabym coś robić ale też nie mam siły ani wiary że sobie poradze :( i do tego brak zrozumienia u męża chociaż ostanio coś tam się troche stara ale to może tylko z względu na święta

---- EDIT ----

nawet mój psycholog chciał żebyśmy sporządzili sobie liste rzeczy które w sobie lubimy nielubimy a czego byśmy od siebie oczekiwali bo często się kłócimy i oczywiście na samym końcu słysze że to moja wina Nawet nie chce zrozumieć po co ta lista mam wrażenie że albo mu nie zależy żebyśmy normalnie ze sobą żyli albo boi się że jednak może moje jest na wierzchu a nie jego
Jak dobrze wiedzieć, że nie jesteśmy sami, że możemy nazwać nasz bół

Jak dobrze wiedzieć, że cierpienie można ukoić, że nic nam nie grozi i że możemy czuć się bezpieczni

Jak dobrze wiedzieć, że to tylko przelotne uczucie, które minie jak wszystko inne
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
26 lis 2008, 22:33
Lokalizacja
będzin

Re: zaczynam bać się wszystkiego

przez marta11 25 gru 2008, 23:45
taka jest siła małżeństwa ...ktoś powie wyrzeczenia....tylko czyje....
kobiety...


tak sobie myślę, że ciężki nasz los, ale jak wiele robimy, nikt tego nie docenia, ja kiedyś w kłótni powiedzailam teściowi, że sobie nie życzę żeby tak do mnie mówił bo już jestem matką... :smile: a on mi na to

straszna bohaterka :shock: bo dziecko urodziła :shock: pewne słowa niestety zostają w poamięci na zawsze,

juz nie wspomnę, że mąż chciał założyć akwarium :D teść mu powiedział po co ci rybki jak masz już piranie 2 w domu, wtedy mialam już drugą córkę, powiedział to na imieninach :o :cry: przy gościach myślałam, że zawału dostanę....

to było jakieeś 3 lata temu ...zostałąm na krześle imieninowym przy jego stole jakby przyklejona......i wcięta... a mój mąż dodał że jeszcze ma trzecią małą piranijke :shock:

dwie drzazgi w sercu na całe życie

i to nie tylko to dwie

mąż mój chciał załagodzić sytuację, ale mu nie wyszło :(


takimi słowami jestem karmiona


niestety

do czego zmierzam

dlaczego nikt
nie
widzi
jak
wiele
dajemy z siebie
ile wymaga od nas dom i dzieci....

ile potrzebujemy wsparcia, dobrych słów, uśmiechu

dlaczego
to
wszystko
jest dla innych tak mało ważne

szlak mnie trafia, jak na jakiejś uroczystości rodzinnej, których już unikam ktoś bezczelniemnie pyta czy pracuję,
policzek w twarz...i dół ....a wszyscy znają moją sytuację....nie wiem dowartościowują się chyba w ten sposób, a ja tydzień ryczę


dzisiaj wyniosłąm się do drugiego pokoju do spania...czuję sie w łóżku jak niewolnica... jutro idę sama do Kościoła...lepiej mi tak...

tylko do czego to prowadzi
:(
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
23 gru 2008, 22:26

Re: zaczynam bać się wszystkiego

przez krzycha83 25 gru 2008, 23:51
masz gg podaj mi na priwa to poklikamy

---- EDIT ----

to co piszesz to tak jak bym pisała sama
Jak dobrze wiedzieć, że nie jesteśmy sami, że możemy nazwać nasz bół

Jak dobrze wiedzieć, że cierpienie można ukoić, że nic nam nie grozi i że możemy czuć się bezpieczni

Jak dobrze wiedzieć, że to tylko przelotne uczucie, które minie jak wszystko inne
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
26 lis 2008, 22:33
Lokalizacja
będzin

Re: zaczynam bać się wszystkiego

przez Alexandra 26 gru 2008, 11:02
Marta, mysle sobie, ze to duzy sukces i krok do przodu dla Ciebie, ze zdajesz sobie z tego wszystkiego sprawe. Ze wiesz, dlaczego jestes nieszczesliwa i co jest tego powodem. Ale nie mozesz tak tego zostawic. Masz dwa wyjscia: albo bedziesz ciagle mowic, ze Ci zle, niedobrze, ale nie zaczniesz pracowac- wtedy bedziesz tak sie czula na co dzien albo wbrew tesciom, mezowi pokazaesz, ze cos potrafisz sama zrobic, podjac jakas decyzje. Maz mysli, ze ma ulegla zone, dlatego jest zbyt pewny Ciebie, zbyt pewny, ze nie podejmiesz zadnej decyzji. Malzenstwo, owszem, oznacza kompromisy, ale jest duza roznica miedzy kompromisem a ulegloscia, z ktorej korzysc ma jedna strona, w tym wypadku maz... To chore wymagac od kobiety, aby jej jedynym swiatem byly dzieci i dom... a gdy tak nie mysli, tego nie chce, nazywaqnie jej wyrodna matka... to niepowazne dla mnie. Siedzac caly dzien w domu, tylko obiad, kolacja, pranie i wszystko co sie dzieje dotyczy domu - nie sposob nie czuc sie zle i nieszczesliwie. Wiekszosc ludzi potrzebuje jakiegos impulsu, celu zawodowego, satysfakcji zawodowej...siedzac w domu tylko czuje sie jedynie te domowa rutyne i niezadowolenie, przygnebienie, brak celu przede wszystkim... bo prace domowe sa srednim celem. Wiem, ze to nielatwe, ale zacznij cos robic poza domem, pokaz ze masz tez inne zycie,inne potrzeby... musisz to zrobic, zeby ocalic siebie i zeby dzieci miala usmiechnieta Mame :-)
Ola. Jeszcze będzie przepięknie,jeszcze będzie normalnie.
Offline
Posty
571
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Re: zaczynam bać się wszystkiego

przez marta11 26 gru 2008, 11:34
tutaj na tej stronie pod każdą wiadomością można wysłać prywatną do każdej osoby,jeżeli nie masz nic przeciwko, to wolałabym tak rozmawiać
co Ty na to :smile:

---- EDIT ----

wysłałam Ci Krzycha taką krótką wiadomość na priva (pw) sprawdz, czy doszło...to będziemy tak rozmawiać, o ile nie masz nic przeciwko :smile:
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
23 gru 2008, 22:26

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do