Lęk w środkach komunikacji

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez venom 29 sie 2006, 06:44
Ja to mam jazdy w samochodzie. Gdzies po 15 minutach jazdy zaczyna mi dretwiec podniebienie, dretwieja mi tez rozne konczyny, wydaje mi sie ze serce przestaje mi bic i ogolnie mysle ze to juz koniec. To poprostu istny koszmar, mimo iz wiem ze nic mi sie nie stanie to i tak jest ten potworny strach. Czasami mam tez takie objawy w miejscach gdzie jest bardzo duzo ludzi i jest tlok (jakies bazary itd)Ale w pewien sposob znalazlem wyjscie z tych sytuacji, nosze ze soba pol tabletki Afobamu, i jak sie zaczyna to lykam pigule i po sprawie, czasem nawet nie uplynie 5 minut od polkniecia a mnie juz jest lepiej bo tak dziala podswiadomosc ludzka.

Pozdrawiam
"...Żadnych kajdanków czy czegoś w tym rodzaju.
Kiedy nas już spisali na komisariacie, zabraliśmy
Tych gliniarzy na obiad na Mulberry Street...
Następnego dnia znów działaliśmy w najlepsze..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
340
Dołączył(a)
08 kwi 2006, 12:26

przez znerwicowana16 29 sie 2006, 08:51
Jak mnie to napada to dostaje nogi jak z waty i wlasnie mam takie uczucie jakby serce mi przestalo bic. Tyle, ze ja to mam wtedy kiedy o tym mysle, czyli zazwyczaj na poczatku jazdy, bo jak jade dluzszy czas to raczej zapominam, ale to musi byc naprawde dlugo, nie wystarczy 15 minut...
Co do mowienia ludziom o tej mojej chorobce to rybogen zgadzam sie z toba tylko powiedz mi jak ja mam sie skapnac kto jest kto, jesli dopiero rozpoczynam liceum i nikogo tam nie znam? Do tej pory powiedzialam jednej przyjaciolce z gimnazjum, po roku "dokladnej obserwacji". I wiesz co? Chyba powtarzalam jej juz to z 10 razy, bo ona nadal mnie nie rozumie. Zawsze jak z nia jade i nie chce np siadac na siedzeniach (bo u mnie akurat z tym jest przewaznie problem), to ona pyta dlaczego, albo raz to nawet nazwala mnie dzikusem, bo nie chcialam usiasc nawprost innej osoby. Mowilam jej o co chodzi, ale nie wiem moze ona mysli, ze ja sobie to poprostu wymyslilam, nie wiem jak mam do niej dotrzec. Kiedys sie umowilysmy, zeby tez gdzies jechac tramwajem. Ona przyszla do mnie wczesniej i powiedziala, ze jedziemy z jej ojcem autem, powiedzialam, ze nie moge, a ona znowu sie pytala dlaczego. Odpowiedzialam, ze przez ta chorobe, a ona na to, ze nic mi nie bedzie itp. Jak jej powiedzialam, ze nie ma mowy, to puscila focha i w ogole. I co ja mam z tym zrobic? Nie mam zadnego wsparcia ani ze strony rodziny ani przyjaciolki...
Damy rade!!!
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
06 lip 2006, 14:02
Lokalizacja
Łódź

przez kretka 29 sie 2006, 16:21
Kochana Znerwicowana, może to dziwnie zabrzmi, ale... spróbuj znaleźć innych przyjaciół. Wiesz... To trochę nie do uwierzenia, ale to, że poznałam kilka wspaniałych osób, jest "zasługą" moich ataków paniki. Kilkakrotnie zdarzyło mi się poprosić na uczelni o pomoc (np. żeby gdzieś ze mną pojechać tramwajem, bo sama tramwajami nie jeżdżę) tę czy inną koleżankę, której dobrze nie znałam... Nigdy nie spotkałam się z odmową czy wyśmianiem. Po prostu mówiłam szczerze w czym jest problem, a one odpowiadały "Ok, nie ma problemu", nie robiąc żadnych komentarzy... Dzięki takiej "akcji" znalazłam na studiach jedną naprawdę wspaniałą pzyjaciółkę, do której pewnie nigdy bym się nie zbliżyła, gdyby nie to, że jeździła w moją stronę tramwajem, a ja potrzebowałam towarzystwa... Naszą częstą cechą (nas- znerwicowanych) jest przejmowanie się "co ktośtam sobie o mnie pomyśli". Jeśli jednak się przełamiemy i powiemy sobie "mam to w nosie, niech myślą co chcą", okazuje się, że zadziwiająca większość osób traktuje nas ze zrozumieniem... Wiesz, istoty choroby zdrowy nigdy nie pojmie, nie zapamięta, że Ty tego czy tamtego nie możesz robić. Ale większość osób powie "OK, skoro masz taki problem, to nie ma sprawy, jak będe mógł- pomogę". Przynajmniej takie jest moje doświadczenie... Nie trzeba się bać odrzucenia. Jesli kogoś nie sprawdzisz, nigdy się nie przekonasz, czy wart jest zainteresowania i zaufania. POWODZENIA!!! PS. Jakbyś chciała pogadać, napisz do mnie na pw:-)
Offline
Posty
218
Dołączył(a)
20 lip 2006, 22:13
Lokalizacja
woj. łódzkie

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez rybogen 30 sie 2006, 01:58
no wlasnie! kretka dobrze mowi !
powiem ci tak moze u mnie o tyle to jest łatwiejsze ze naprawde mam to gdzies co sobie pomysli o mnie taka osoba - kolegujemy sie to ma mnie akceptowac pod tym wzgledem i koniec bo to wcale nie moja wina, nic nie wymyslam i o zadna nerwice sie nie prosilam.
z drugiej storny Ty tez musisz sie postarac w miare hmmm wyluzowac w takich sytuacjach jak np podwozenie - ja zawsze sobie mowie ze jak dystans jest niedlugi to wytrzymam chocby nie wiem co i staram sie zagadac zeby nie myslec!i to dziala, oczywiscie w lepszych dniach.
i pamietaj ze to nie Ty masz sie czuc glupio bo jestes chora tylko te osoby dla ktorych jest to fanaberia sa ograniczone bo nie wiedza na czym ta choroba polega i zamiast chociaz starac sie zrozumiec to zbywają.
w sumie nerwica moze byc tez dobrym sitkiem na przyjaciol..zobaczysz ktorzy sa przy Tobie niezaleznie od tego co sie dzieje!
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
28 sie 2006, 01:07

Avatar użytkownika
przez KasiaS 30 sie 2006, 09:45
Moj szef wie ze czasami moge sie spoźnic do pracy, bo po drodze musze wysiasc i poczekac chwilke :(
Jaki mam sposob??? Patrze badzo daleko i nie mysle ze jestem w jakims pojeździe. Ruszam palcami u stop i wyobrazam sobie ze ide a nie jade. I to juz norma jak tylko wsiadam do autobusu przestaje mowic i jak tylko popatrze sie do srodka pojazdu zaczyna mi sie krecic w glowie i nogi mi dretwieja. Czasami mam tak ze juz pare przystankow wczesniej musze sie przygotowac do wyjscia. W pociagach mam dobrze autka bywa różnie najgorzej jest w autobusach. Czasami mdlałam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
27 sie 2006, 20:18
Lokalizacja
Wrocław

przez zygfryda 30 sie 2006, 11:10
Ja mam to samo, autobus, pociąg, tramwaj itd. Był czas,że jakos to przemogłam i zaczęłam poruszać się tymi środkami komunikacji, no ale jak to bywa w nerwicy - wszystko wróciło i to chyba z podwójną siłą
Życia nie można wybrać, ale można z niego coś zrobić
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
01 sie 2006, 11:28
Lokalizacja
Opolskie

przez znerwicowana16 30 sie 2006, 13:15
Dzeiki wam za dobre slowa, powiem szczerze, ze poczulam sie lepiej... :P
W mojej nerwicy jest tak, ze jak sie zazwyczaj za szybe patrze mijajac jakies drzewa, pojazdy itp. to zle sie ze mna robi. Nie wiem czy sobie wtedy mysle, ze moze sie zderze z tymi pojazdami czy jak, ale tak juz mam i nie umiem dokladnie sprecyzowac czego sie boje. Albo to ta predkosc, albo ludzie, z ktorymi jade, albo wlasnie mysl o wypadku... a moze wszystko naraz - nie wiem. U mnie jest ten problem, ze nie pamietam kiedy to sie zaczelo. Pamiec mam dosc krotka i swoje zycie pamietam odkad mialam jakies 5 lat - nie wczesniej (no moze jakies malutenkie urywki, ale raczej te radosne), a wtedy juz balam sie jezdzic. Pozniej zaczelam sie bac nawet podczas spiewania, podczas tanczenia, podczas chodzenia - bo szybkosc, badz powolnosc mnie przerazala. Nie mieszkam z tata od malucha, on pil (i pije chyba nadal, ale w mniejszych ilosciach), mama tez popija, choc nie jest w jakims ciagu, ale juz jak sie spotka co jakis czas z kims, to pozniej przychodzi i robi awantury o swoje dziecinstwo, bo tez miala przekichane i wcale jej sie nie dziwie; do tego moje problemy z akceptacja ze strony rowiesnikow, brak okazywania uczuc od rodzicow i w ogole calej rodziny - teraz sama tego nie potrafie i nie wiem co jeszcze, ale ogolem to przezywalam nie raz stresy, obgryzalam paznokcie itp. Jednak nadal nie umiem powiedziec skad sie to wzielo, bo te wszystkie rzeczy, ktore opisalam dzialy sie juz w trakcie mojej nerwicy, a tak jak mowie, wczesniejszych lat nie pamietam. Mama, ktora bagatelizuje to, co sie ze mna dzieje tez nie potrafi mi powiedziec od kiedy to mam. Nie wiem...
Damy rade!!!
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
06 lip 2006, 14:02
Lokalizacja
Łódź

Re: Lęki w tramwajach-autobusach-pociągach-samochodach

przez pierm77 03 wrz 2006, 17:16
Kulka napisał(a):To jest mój główny lęk napadowy . aTAKI PANIKI miewam już po wejściu do pojazdu. Zakładam temat ,gdyż chcę poznać osoby,które jak ja przezywają podobny horror-zmagają się długi czas(ja od 4,5 lat) i mają ochotę się podzielić doświadczeniami. Obecnie mam terapeutkę,z którą ..po prostu jeżdzę komunikacją:) No..powiedzmy..oswajam ją..Nie było już wyjścia innego- Pomimo że ona twierdzi iż każdy ma swoje tempo -i nic na siłę. Pozdrawiam serdecznie.



ten rodzaj leku mialem "na poczatku" teraz tez sie pojawia lecz w duzo mniejszej formie .. po pewnym etapie tak jak napisalas zaczynaj go "przelamywac-oswajac" (na mnie dobrze dzialalo jak jechalem samochodem z kims bliskim) - teraz juz jezdze po calej polsce
Z piekła zwanego niebem....
Offline
zbanowany
Posty
184
Dołączył(a)
23 lip 2006, 17:14

przez martus 18 sty 2007, 19:08
A ja mam tak ze boje sie jezdzic autobusami bo boje sie ze ktos mi w nich cos zrobi a ja jestem dleko od chlopaka i od rodzicow!co ciekawe od 3 roku zycia do szkoly jezdze pociagiem i jakos sie tego nie boje!!
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
06 sty 2007, 21:59

przez misiaczek 18 sty 2007, 23:22
ja też się boję jeżdzić pociągami sama jak pomyślę że mam jechać to już mnie dusi w gardle a jak wsiadam do pociągu to mi się nogi trzęsą dopiero się uspokajam jak jestem na miejscu a dawniej do szkoły jeżdziłam autobusem i nie bałam się
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
04 sty 2007, 11:04
Lokalizacja
CZęSTOCHOWA

przez lidia_29 24 sty 2007, 14:35
mam to samo, wystarczy ze wsiąde do tramwaju autobusu a zaraz zaczyna sie jazda, niedaj boze zebym stala to juz po mnie. chociaz musze stwierdzic ze latem bylo gorzej, brakowalo mi powietrza, po kilku przystankach musialam wysiadac bo cz\ulam ze zaraz zemdleje ciezka glowa, dusznosci, nogi jak z waty , serce ktore chcialo wyskoczyc z klatki i ta mysl ze tuz tuz zaraz bede lezec plackiem, jak wysiadlam to mijalo, zreszta to samo mam hipermarketach a najgorzej to jak juz stoje w kolejce..... koszmar. co to za cholerstwo czasem juz niemam sily.........
Offline
konto zablokowane
Posty
58
Dołączył(a)
17 lis 2006, 23:28
Lokalizacja
;lodz

ataki paniki w samochodzie

przez panika 25 sty 2007, 00:17
Jakieś trzy lata temu miałam pierwszy atak paniki w samochodzie. Koszmar. Wycieczkę skończyłam na stacji benzynowej gdzieś w szczerym polu. Stwierdziłam wtedy, że nie mogę się temu poddać i zaczęłam się przełamywać-po prostu nadal jeździłam, ale było coraz gorzej. Doszło do tego, że już nawet nie jestem w stanie przejechać kilometra.

Mój atak wygląda zawsze tak samo: kreci mi się w głowie, nogi jak z waty, tracę ostrość widzenia, drętwieje mi tył głowy, serce wali jak oszalałe i ogólnie taki strach, że nie mogę na niczym zebrać myśli. Jeżeli jadę z kimś to jest w miarę ok. Najlepiej jeśli ten ktoś ma prawko.
Mieszkam poza miastem, więc samochód jest moim jedynym środkiem transportu. Nie myślę nawet o jeżdżeniu autobusem, bo na samą myśl o tym jest mi słabo.

Wstydzę się sama przed sobą, że doprowadziłam do czegoś takiego, że jestem zależna od innych, że nie mogę robić tego co chcę i kiedy chce, bo przecież nigdzie nie ruszę się sama. Od tego się zaczęło…a skończyło się na tym, że już teraz boję się zostać sama gdziekolwiek. Zaraz kręci mi się potwornie w głowie i ten obezwładniający lęk…

Jeżeli ktoś z Was jeszcze daje radę wsiąść do autobusu, auta itp. i jakoś zapanować nad tym strachem, to niech nie rezygnuje, bo potem może mieć tak jak ja. Czego naprawdę nie życzę... nikomu.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
24 sty 2007, 20:17

Avatar użytkownika
przez Róża 25 sty 2007, 11:56
Panika,mnie jest coraz łatwiej zapanowac.Odkryłam,że ważne jest skupienie sie na celu podróży,zagłębienie sie w myslach,typu:co mam załatwić,co mam kupić itd.I to pomaga.Najgorzej jak podróż jest długa.I najgorzej wejść do samochodu czy autobusu.Dobre jest też to,że zawsze mozna wysiąść.Najgorzej byłoby w samolocie ;)
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

dzięki za rady:-)

przez panika 25 sty 2007, 17:07
Dziękuję za rady. :smile:
To prawda, najgorzej jest przełamać się i wsiąść-potem zazwyczaj jakoś to idzie. Przynajmniej ma się to wrażenie, że starało się coś zrobić, zmienić.
Niby wiem, że samochód w sumie mogę zawsze zatrzymać i wysiąść. Prawie zawsze…Tylko, że jestem nadal sama i nie mogę się uspokoić, a nie wszędzie mogę kogoś wezwać na pomoc. To nie jest tak, że atak minie, a ja wsiadam i jadę dalej.
Nie wiem…może to już jest tak, że nie mam siły na to przełamywanie się, zniechęciłam się do tego wszystkiego …
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
24 sty 2007, 20:17

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do