Jak to się zaczęlo...nasze przygody z nerwicą

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Jak to się zaczęlo...nasze przygody z nerwicą

przez ewaryst7 30 cze 2008, 15:44
Amonre, a ja wierzę w ciebie.Depresje już mialam.Sama nie wiem , co jest gorsze...I to daje popalić , i to .Słuchaj z calego serducha ,życzę ci abyś z tego wyszedł.To potrwa.Już o ty wiesz.Pisz , jak będzie ci smutno.pa
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Re: Jak to się zaczęlo...nasze przygody z nerwicą

przez Morgana69 01 lip 2008, 09:41
Tak od ponad roku leczę się farmakologicznie. Najpierw brała Asentrę, później Paxtin20, na okres ciąży znów Asentrę, a teraz od niecałego tygodnia przeszłam na Coaxil. Jak już wspominałam rok temu przeszłam 3-miesięczną terapię na Oddz. Dziennym Leczenia Nerwic. Teraz mam skierowanie na Oddział zamknięty na 2 miesiąca, ale ze względu na dzieci nie mogę dać się zamknąć. Będę próbowała w tym szpitalu leczyć się na Oddziale Dziennym. Generalnie ciężki temat - nie jest łatwo, ale to sami wiecie z własnego doświadczenia.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
29 cze 2008, 09:36

Re: Jak to się zaczęlo...nasze przygody z nerwicą

przez Morgana69 01 lip 2008, 09:46
U mnie o tyle jest fajny bal, że oprócz lęków napadowych mam nawracające depresje i to do tego stopnia, że nie jestem w stanie z łóżka wyjść, także Amonre, doskonale wiem co czujesz i Ty ewaryst7 również. Przez 14 lat sobie na to pracowałam i teraz nie wyleczę tego ot tak. Nawet na wypisie ze szpitala z oddziału dziennego dostała zalecenie do terapii długoterminowej. generalnie jestem przypadkiem beznadziejnym i zdaję sobie z tego sprawę.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
29 cze 2008, 09:36

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Jak to się zaczęlo...nasze przygody z nerwicą

przez Amonre 01 lip 2008, 10:15
Morgana69 - nie jesteś przypadkiem beznadziejnym - dopóki żyjesz a warto żyć - mozesz to zmienić - nie poddawaj się tylko- warto -Uwaga banał - życie jest tak pełne niespodzianek że warto podjąć to ryzyko - teraz zmoe być tylko lepiej - wiem jakie piekło przechodzisz ale Ty z tego wyjdziesz -bo podsaidomie tego pragniesz potrzbujesz tylko czasu aby podjąć walkę. Ty to powłałaś do życia Ty to mozesz zmienić TY to mozesz pokonać - uwierz ogromna siła drzemie w nas - cholera tylko ciężko ją wydobyć, ciężko znależć sens, cel walki. DZiś mam kiepski nastrój ale coś mi mówi że jestem na dobrej drodze że jest to etap do wyjścia na drogę szczęscia. Staram się cieszyć z małych rzeczy - z kąpieli, z posiłku. Za parę miesiecy o tym wszystkim zapomnę tak jak i Ty - wbrew pozorom to nas też wzmacnia - nie poddawaj się na starcie - wygrasz tą walkę - masz dzieci - sens życia. Nie jesteś sama.
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
18 cze 2008, 08:42

Re: Jak to się zaczęlo...nasze przygody z nerwicą

przez Morgana69 01 lip 2008, 10:53
Amonre- wiem, że z depresji można wyjść, choć ciężka to droga. Niestety z nerwicą nie jest tak prosto. Do kompletu mam nerwicę wegetatywną - nieuleczalna. Jeśli chodzi o lękową, to jeszcze bardzo długa droga przede mną - niestety... Ubiegłoroczne leczenie nie przyniosło żadnych efektów - a na oddziale byłam przeszło 3 miesiące, codziennie. Obecnie depresji nie mam, więc chociaż tyle dobrze. Jednak doskonale znam Twój stan i wiem czasem, jak trudno zacząć dzień i przeżyć go jakoś - nic nie ma sensu, chciałoby się skończyć ze sobą, ogólnie jest kiepsko. Ale to mija - na szczęście. Bierzesz jakieś leki?
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
29 cze 2008, 09:36

Re: Jak to się zaczęlo...nasze przygody z nerwicą

przez Amonre 01 lip 2008, 12:40
Zotral - 4 tygodnie - dziś idę do lekarza na kolejną wizytę. Na początku 1 godzina a teraz po 30 minut - i to mam mi pomoc? - wiem zbyt dużo moze oczekuje od lekarza - a tak naprawde to sam od siebie powinienem coś oczekiwać. Chyba też mam nerwice lekową albo też lęk jest w moim przypadku elementem towarzyszącym depresji- po jednej wizycie nie mógł lekarz tego zdiagnozować. Trzy lata temu też przez to przechodziłem - ale jak się lepiej poczułem to przestałem brać leki i omijałem łukiem każdego lekarza. Pojachałem sobie na wycieczkę życia - na Krym i po powrocie dopadło mnie to draństwo - może zbyt dużo żyłem w napięciu. W pracy nie mam dużo stresu ale sam sobie o stwarzam - zbyt poważnie podchodze do pracy, do tego co mówią ludzie, zbyt dużo oczekuję od życia, a jak mi się nie udaje to dopada mnie frustracja. Zjadają mnie moje wygórowane aspiracje- pochodze z rodziny patalogicznej - Tata alkoholik majaćy problemy z wyrazeniem swoich emocji, Mama typ histeryczki, bez aspiracji, bez woli zmian - w takim bagnie wyrastałem - udało mi się skończyć dobre studia, za chlebem wyjechałem do Warszawy - mam cudowną żonę. Nie wiem gzie jest zródło mojej choroby - w podejsciu do swiata, w tym ze czasami nudze się w pracy, ze lubie tylko pracować jak się coś dzieje. Przerasta mnie to ale wierzę ze mi się uda jak każdemu z Forumowiczek i Forumowiczów.
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
18 cze 2008, 08:42

Re: Jak to się zaczęlo...nasze przygody z nerwicą

przez Morgana69 01 lip 2008, 13:58
Amonre - jak widzę też mieszkasz w Warszawie. Jak coś to napisz do mnie na pryw., a podam Ci namiary na Centrum Psychoterapii i może też Cię skierują na Dzienny Oddział. Normalnie dostaniesz zwolnienie. Na początku to trudno przełknąć, że leczy się w szpitalu, ale możesz na takiej grupowej terapii poznać ludzi, którzy też mają problemy i z nimi o tym porozmawiać pod okiem terapeutów. Tam pomagają, szczególnie ludziom z takimi problemami jak Ty. Ja to za ciężki kaliber i mnie się nie udało. Trochę oczywiście wyniosłam z tej terapii, ale za mało...
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
29 cze 2008, 09:36

Re: Jak to się zaczęlo...nasze przygody z nerwicą

przez ewaryst7 01 lip 2008, 14:13
Morgana69, witajcie. powiem tak. Podobno bardzo ważna jest wiara w uzdrowienie.Ja też miewam myśli, i zdaje mi się , że z tego nie wyjdę.....Ale do cholery jasnej , coś wemnie krzyczy ;NIE!!!!!!!!!!!!!!!! . chcę być zdrowa .Pragnę być zdrowa..I tego wam życzę . Pragnienia i wiary.A uzdrowienie przyjdzie. NA PEWNO.
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Re: Jak to się zaczęlo...nasze przygody z nerwicą

przez ewaryst7 01 lip 2008, 14:14
Morgana69, Nie poddawaj się kochanie...tyle smutku jest w twoich wypowiedziach.Jesteś pewnie bardzo zmęczona???
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Re: Jak to się zaczęlo...nasze przygody z nerwicą

przez Amonre 01 lip 2008, 14:56
Drogie Panie - wierzę że przyjdzie chwila - że bedziecie łukiem omiały to forum że bedziecie siedziały na forum Szczescie.pl albo Usmiechoduchadoucha.pl. Wiem że napisałem nie w pięć ni w dziesięć ale siła drzemie w nas - dziś się śmieje chociaż wiem ze droga bedzie długa ale chce żyć - patrzeć łakomym wzrokiem , konsumować, rozrabiać - popełniać błędy , naprawiać je, spełniać marzenia. Co jutro mnie czeka nie wiem - ale wydaje mi się że mogę z tego dnia uczynić przygodę. To była nutka optymizmu - niech ogrzeje Wasze serca.
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
18 cze 2008, 08:42

Re: Jak to się zaczęlo...nasze przygody z nerwicą

przez Morgana69 01 lip 2008, 15:58
Kochani!
Tak, jest wiele smutku, rozczarowania i żalu we mnie. Do tego dochodzi jeszcze pewna beznadzieja, zrezygnowanie i uczucie zamkniętego koła. Nie jest to brak chęci do życia o nie. Jednakże codzienność bardzo mnie przytłacza i cierpią na tym moi bliscy. A ja nie radzę sobie ze sobą. I cały problem polega na tym, że nie potrafię sobie pomóc. Innym udzielam wspaniałych rad i im pomagam. A sama? Sama dostaję po dupie i nic na to nie potrafię poradzić. Ostatnio czytałam mój wypis ze szpitala po ubiegłorocznej terapii. najciekawsze i najbardziej beznadziejne jest to, że napisali tam, że nie chciałam dać sobie pomóc, że innym świetnie pomagałam, ale nie sobie. Podświadomie się odcinam od pomocy. Przez 14 lat życia z lękami i depresją nauczyłam się wszystko spychać w głąb podświadomości - bo tak łatwiej, bo tak lepiej. I teraz za każdym razem włącza mi się tzw. "spierdalacz" (sorki za wyrażenie!). I choć chcę sobie pomóc, to nie mogę. Moja podświadomość wypycha świadomość i przegrywam już na starcie. A życie trwa dalej. wszystko jakimś tam biegnie torem, a ja stoję z boku i tępo się na to wszystko gapię...
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
29 cze 2008, 09:36

Re: Jak to się zaczęlo...nasze przygody z nerwicą

przez ewaryst7 01 lip 2008, 16:29
Morgana69, o ...świetnie to nazwałas...ja też posiedam na własnosć , takiego spier...., jak ty .No i tu mamy odpowiedz ; Dlaczego chorujemy!!!!Nie wiem jak wy , ale ja ciągle coś anlizuje , przemyślam , badam itd itd.Nie widzę,że jest piękna pogoda ...tylko myśle ; że pewnie zaraz się spieprzy i będzie lać...a ja będe sobie wdzięcznie " zdychać" .W mojej głowie jest kłebowisko , myśli niepotrzebnych .zatruwających mnie. I za diabła nie umiem przestać..MYSLEĆ!!!!pozdrawiam cieplutko..
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Re: Jak to się zaczęlo...nasze przygody z nerwicą

przez ewaryst7 01 lip 2008, 16:32
Amonre, Dziękujemy...jestes niesamowity.Taki ciepły i mądry..Wyzdrowiejesz.Na pewno.pozdrawiam.
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Re: Jak to się zaczęlo...nasze przygody z nerwicą

przez ewaryst7 01 lip 2008, 16:34
Naprawdę cieszę się bardzo , że was poznałam. Kurcze ...Nie pamiętam , abym z kimkolwiek tak rozmawiała o mojej chorobie.Dziękuję wam kochani... Piszcie.
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider], SCF i 31 gości

Przeskocz do