Przemijanie życia

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez julie 14 mar 2008, 22:39
Najbardziej tragikomiczne w tym wszystkim jest to, że człowiek buntuje się, buntuje i buntuje a i tak ostatecznie musi się ze wszystkim pogodzić, bo chyba nic gorszego niż umieranie w nienawiści do świata, Boga, samego siebie...
Tak naprawdę to nic nie wiemy i tyle-taki nasz los na tym ziemskim padole...Co do mnie to nie boję się śmierci (byle nie umierać latami w męczarniach), chcę tylko odnaleźć swoje zagubione ja i znaleźć swoje miesjce na Ziemi i i żyć z pasją, uśmiechać sie mimo przemijania time'u
:arrow: nie chcę stać się samotnym,zgorzkniałym człowiekiem, nic smutniejszego :cry: :cry: :cry:
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

Avatar użytkownika
przez pyzia1 15 mar 2008, 15:55
julie napisał(a): nie chcę stać się samotnym,zgorzkniałym człowiekiem, nic smutniejszego :cry: :cry: :cry:

tego właśnie najbardziej się boję, a nie śmierci. Fakt, że mogę dożyć setki przeraża mnie o wiele bardziej niż to, że mogę umrzeć nawet dziś.
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Avatar użytkownika
przez Zahn 16 mar 2008, 16:32
julie napisał(a):nie chcę stać się samotnym

ja chyba tego najbardziej się boje w przemijaniu... nie chciałbym, żeby moje życie tak się potoczyło, że na starość zostanę samotny... już teraz samotność jest przyczyną lęku. Niestety czasami trudno mi uwierzyć, że mamy wpływ na nasze życie... wolna wola? Dla mnie to mit i jakieś nieporozumienie... przecież tak mało zależy od nas... przypadek, geny. A gdzie celowość życia? Co jest ważne, jak osiągnąć szczęście i czym ono jest?... i gdzie w tym wszystkim miejsce dla Boga?... pytania, pytania i smutek, bo nic się nie zmienia na lepsze, życie przemija, a nerwica wciąż trwa.
"Śpiewać... Cieszyć się majem... Niektórzy to mogą..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
180
Dołączył(a)
02 gru 2007, 23:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Delvin 26 mar 2008, 01:45
Właśnie, w większości to tak naprawdę cała ta nerwica nas tak wypala, gdyby nie ona inaczej byśmy to wszystko postrzegali.... nigdy wcześniej się nad przemijanie nie zastaniawiałem, kiedy mnie nerwica dopadła to już praktycznie o niczym innym nie myślę, zatem wnioskuję że większość z nas tak naprawdę to traci najpiękniejsze chwile życia na tak głupie mędrkowanie... no ale cóż nie jest łatwe będąc w tym stanie od tak poprostu nie myśleć o czymś....
Postarajmy się też zrozumieć że tutaj i teraz jest nas czas i nie trzeb ago marnować na przykre myśli, które tylko wykradają nam cenne życie.
Spróbujmy jeszcze raz złapać się za klapy z tym naszym życiem codziennym i udowodnijmy sobie że jednak mamy jeszcze trochę czasu tutaj żeby zrobić coś dobrego, myślę że wtedy nasze poglądy troszeczkę się zmienią.

Pozdro i 3majcie się ciepło
Sebastian
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
26 maja 2006, 10:54

przez Hakus 27 mar 2008, 12:31
Pytanie o sens istnienia... stare jak swiat. Nie wiem, czuje pustke. Codziennie uciekam przed tym pytaniem koncentrujac sie na bierzacych sprawach i "nie mysle o glupotach". Takie pytania zazwyczaj mecza nas w sytuacjach kryzysowych. Takie pytania nie dawaly mi spokoju kiedy bylem w depresji. Dopadlo mnie to takze teraz kiedy moj ojciec walczy o zycie w szpitalu. Zaczynam watpic w sens milosci, bliskosci. Skoro kazde odejscie bliskiej osoby lub nieczescie ja spotykajace tak boli to moze lepiej byc sam jak palec? Zerwac kontakty z rodzina, nie miec dzieci ani stalego partnera, nie miec prawdziwych przyjaciol? Nie wiem... nie znajduje odpowiedzi... watpliwosci tez troche nie na miejscu zwlaszcza ze niedlugo bede ojcem. A teraz zwatpilem w sens wszystkiego... Po cholere plodzilem syna skoro czeka go tyle cierpienia?
Wstawaj i walcz
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
30 lis 2006, 10:41
Lokalizacja
Wawa

przez Autodestrukcja 29 mar 2008, 16:17
Mam dokładnie to samo...
Z resztą od dawna.

Życie człowieka faktycznie jest kompletną groteską. Tyle histerycznego krzyku o to by zostań na powierzchni jak najgłośniej a potem wypaść i udowodnić marność swego losu...

Z pewnego punktu widzenia życie ludzkie sprowadza się do zwyczajnego cyklu... Gdzie kazdy z nas jest jednostką nic nie znaczącą która wbija sie po prostu w system...

Mozna próbować sobie albo nadawać sens, albo usilować racjonalizować Boga i zycie po śmierci... Od jakiegoś czasu usiłuję się wpisac w jakąś kategorię odnośnie wiary Uznałam że chyba agnostyczką. Mimo wszystko temat wiary jest dla mnie niesamowicie wyczerpujący, bo chodź wiem że nie znajde odpowiedzi, nie mogę przestac zadawać sobie pytań... Jako dziecko płakałam stale przed snem wyobrazając sobie ze mnie niema... Bałam się nicości, braku i pustki.
Odnośnie jeszcze systemu... niesamowicie dołuje mnie fakt że jako ludzie mamy dażność do zachowań tendencyjnych...schematycznych, gatunkowych. Jak przypadki które zawsze znajdą opis w psychologii etc. To napawa mnie lękiem że jesteśmy tylko zlepkiem genów, a dusza ( nie mówię tu o duszy w znaczeniu religijnym ) tak na prawde nie ma racji bytu. Że ,,bycie sobą" ze względu na empiryczne krztałtowanie charakteru też nie ma racji bytu...
Nawet to czy cieszymy się zyciem , czy raczej ,,widzimy problemy" zależy często od budowy układu limbicznego...
Usiłuję znaleźć człon ludzkiej osobowości, jakiś rdzeń porównywalny z duszą... ale póki co przepełnia mnie takie poczucie bezsensu...

Stwierdziłam że nad sensem zycia nie mam co się zastanawiać bo nawet znaczenia słowa ,,istnienie" nie jestem wstanie pojąć. Nie wiem ile jest płaszczyzn rzeczywistości.
Przede wszystkim mam takie poczucie że jedyne co moge robić to rozwijać się duchowo. Usiłować zrozumieć kim jestem bez brania na wzgląd doświadczeń zyciowych które mnie zbudowały.

Mam nadzieję że śmierć nie jest ostatecznym końcem. W końcu Nicość jest niczym to zdanie sugerujące że nicość też jest czymś , przed wielkim wybuchem też coś musiało być... Fakt że nie rozumiem istoty nicości napawa mnie nadzieją że Bog istnieje
Ale nie wierzę w piekło ani sąd ostateczny.

Za to uważam że mamy wolną wolę w tym sensie, że posiadamy umysły których możliwości sa nieograniczone.

Ech, troche się za bardzo rozpisałam , ale po prostu temat mnie strasznie prześladuje.
Autodestrukcja
Offline

Avatar użytkownika
przez julie 29 mar 2008, 23:11
Hej Autodestrukcja
Fajnie przedstawiłaś swój punkt widzenia ;)
Od czasu gdy zapytałam się poważnie o sens tego całego kieratu przechodzę podobną drogę...co mogę powiedzieć to to, że udało mi się wyjść z poczucia zupełnego bezsensu na rzecz poszukiwań "prawdy"; Wiem, wiem-że taka prawda absoltna jest nie do poznania, ale szczera chęć zrozumienia siebie i all around napędza mi krew do działania; :arrow: co do umysłu to także uważam go za nasz jedyny stały ląd ( więc wolność lub zniewolenie) na tym oceanie złudy jaką jest ta "rzeczywistość"; mam hope, że kiedyś (gdy na dobre uwolnimy się z materii) zrozumiemy all...
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

przez Autodestrukcja 30 mar 2008, 11:53
oby ;) obyśmy uwolnili się z materii jako My.

Najzabawniejsze jest to że jesli już decydujemy się na życie ( jeśli te stany doła i bezsensu sa na prawdę dryfem między życią a dosłownie niebytem ) , to chyba po to żeby żyć w pełni, pokochać je. A to jak na złość jeszcze bardziej uprzykrza myśl o śmierci.
: )
Autodestrukcja
Offline

Avatar użytkownika
przez julie 30 mar 2008, 12:12
Autodestrukcja napisał(a): po to żeby żyć w pełni, pokochać je. A to jak na złość jeszcze bardziej uprzykrza myśl o śmierci.
: )


Ponoć nigdy nie będziemy żyć pełnią życia jeśli nie pogodzmy się ze śmiercią w tym sensie, że nie będzie wzbudzała w nas lęku, czy jakiegokolwiek uprzykrzenia; ot śmierć-naturalny element życia i tyle... osobiście się jej nie lękam ile raczej samego życia, tzn żeby je dobrze, godnie i jak najbadziej świadomie przeżyć, tak by w chwili odejścia nie mieć w sobie jakiejś nienawiści, złości, etc...w tym cały sęk :shock:
co ciekawe, ostatnio nawet doszłam do takiego stanu (nirwany) i stwierdziłam, że gdybym miała dziś umrzeć, to zeszłabym z tego świata uśmiechnięta i zadowolona, honestly; najgorsze, że nie można o tym nikomu za bardzo powiedzieć, bo all pukają się w czółko -> "w tym wieku ???-całe życie przed tobą"; ehhh, a więc pewnie ugrzęznę na dłużej w tej materii, no chyba że jakimś cudem uwolnię się we śnie czy jakoś samoistnie...bo żadnego suicide nie zamierzam commit;

greets
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

przez Autodestrukcja 30 mar 2008, 12:47
Ponoć nigdy nie będziemy żyć pełnią życia jeśli nie pogodzmy się ze śmiercią w tym sensie, że nie będzie wzbudzała w nas lęku, czy jakiegokolwiek uprzykrzenia; ot śmierć-naturalny element życia i tyle... osobiście się jej nie lękam ile raczej samego życia, tzn żeby je dobrze, godnie i jak najbadziej świadomie przeżyć, tak by w chwili odejścia nie mieć w sobie jakiejś nienawiści, złości, etc...w tym cały sęk :shock:


Znam ludzi którzy na prawde nie myslą o smierci , wiedzą że umrą i mówią o tym bez większych emocji... To prawda że takie uporczywe szukanie odpowiedzi na to co po śmierci , zwyczajnie zniewala i nie pozwala tak swobodnie zyc... i w w tym problem.
Zastanawiałam się ostatnio czy to moje szukanie sensu swojego istnienia nie jest w pewnym sęsie odzwierciedleniem mojego egoizmu i egocentryzmu. BO w pewnym momencie otoczenie zaczęło byc dla mnie praktycznie nieistotne wobec tego że jestem niczym wobec swiata etc....


co ciekawe, ostatnio nawet doszłam do takiego stanu (nirwany) i stwierdziłam, że gdybym miała dziś umrzeć, to zeszłabym z tego świata uśmiechnięta i zadowolona, honestly; najgorsze, że nie można o tym nikomu za bardzo powiedzieć, bo all pukają się w czółko -> "w tym wieku ???-całe życie przed tobą";


dokładnie :) Czasem martwi mnie że ludzie widzą jedną droge zycia... w tym wieku trzeba robić to w innym tamto... kazde ujście od normy wzbudza bulwers... A co do umierania z usmiechem... nie wyobrazam sobie śmierci, moze w tym tkwi mój problem. Choć przewijały się momenty kiedy myslałam całkiem serio o tym ze może powinnam nie żyć... ae to nie wtedy kiedy byłam jakimś swietnym stanie ducha, tylko przeciwnie. Kiedy zaczynałam czuć że mnie nie ma ^^ Z tendencją o samobójstwa ponoć trzeba się urodzić... :)
Autodestrukcja
Offline

Avatar użytkownika
przez julie 30 mar 2008, 13:23
Autodestrukcja napisał(a): A co do umierania z usmiechem... nie wyobrazam sobie śmierci, moze w tym tkwi mój problem. Choć przewijały się momenty kiedy myslałam całkiem serio o tym ze może powinnam nie żyć... Z tendencją o samobójstwa ponoć trzeba się urodzić... :)


Chyba większość żyjących nie wyobraża sobie śmierci, w końcu jesteśmy nastawieni na życie, inaczej byśmy powariowali :shock: szczerze to ja też nie wyobrażam sobie własnej death, wiem że nadejdzie i jestem pogodzona-mam tylko taką myśl, że jak będę umierała, to mam hope, że w umyśle pojawi mi sie thought typu : "ach, więc tak wygląda ta opiewana i znienawidzona at the same time śmierć, nie taki diabeł straszny jak go malują" a później będzie "już po mnie" ;)
sama śmierć nie jest taka straszna I guess, gorsza ta niedołężność, cierpienie i samotność (przed czym broń nas all Boże) na stare lata;
Z tą wyobraźnią to ta płata nam trochę figle...hmm, czy wyobrażasz sobie siebie jako matkę? Bo ja nie :shock: Jest wiele dziewczyn, które mają podobnie, tzn, nie wyobrażają sobie, że mogły by być z kimś fajnym i urodzić dzieci, to takie abstrakcyjne. A potem często udaje im się spotkać wartościowych facetów i zakładają zdrowe rodziny i eventually ta abstrakcja staje sie normalnością, szczęściem ;) Może tak samo jest ze śmiercią? All uważamy ją za abstrakcję, nielogiczność, a potem gdy nadchodzi jest normalnością i...szczęściem (?)

greets
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

przez Autodestrukcja 30 mar 2008, 13:48
No cos w tym jest. Zmęczeni zyciem, starzy, często niedołężni ludzie którzy już odchowali wnuki i nie czują sie potrzebni światu często modlą się o śmierć...
To po raz kolejny podkreśla tą smieszność ludzkiego zycia.
Bolejemy nad bezsensem, wydaje nam się że tak dużo jesteśmy wstanie zgłębić. Że wybiegamy poza ten system rozmyslając nad sensem , ustalając taką własną filozofię a i tak dajemy się porwać życiu. Robi z nami to co ze wszystkimi.
Prawdopodobnie takie podejście ma bardzo duży procent ludzi odpowiadajcych danemu przedziałowi wiekowemu... też nie wyobrażają sobie że można założyć rodzine etc.
Nasza kultura układa nam schemat życia i chyba ciężko inaczej z tego wybrnąć...

Czasem tylko boję się że śmierć nastanie totalnie nagle. Że np. będę umierać na asfalcie po jakimś wypadku i uznam ,, moje życie nie nabrało żadnego sensu, nie zrobiłam jeszcze w życiu nic. byłam bezwartościowym człowiekiem"...
Autodestrukcja
Offline

Re: Przemijanie życia

przez arturk 13 paź 2008, 00:01
Wiecie co ja jestem wierzący i śmieszą mnie te wasze wywody na temat wiary i życia po śmierci. Myslicie, kombinujecie, stwierdzacie... szczególnie Ty julie i co? Tyleś książek przeczytała, angielkie zwroty wciąż powtarzasz, takas mądra i wykształcona a nie pomyślałaś nigdy, że gdyby Bóg chcial żeby wszyscy wierzyli to po prostu powiedziałby hej jestem tu wierzcie we mnie, bo jestem. Na tym polega cała istota wiary, zbawieni bedą tylko ci którzy uwierzyli a nie widzieli! Gdyby to było takie proste i potwierdzone naukowo tez byś wierzyła co? W moim życiu pojawiło się wiele oznak istaniania Boga i wiem, jestem pewien, że jest. Mimo to boję się Boga i śmierci, przecież jestem tylko zwykłym człowiekiem jak my wszyscy.
Offline
Posty
177
Dołączył(a)
04 paź 2007, 17:22
Lokalizacja
Koszalin

Re: Przemijanie życia

Avatar użytkownika
przez Agressia 13 lis 2008, 14:37
Też się boje i to panicznie.
Moje napady lęku są właśnie związane ze śmiercią.
Z tą nagłą, przerastającą mnie świadomością, że mnie nie będzie, po prostu nie będzie NIC. Ta niemożność wyobrażenia sobie tego, zrozumienia, całkowicie mnie paraliżuje; chce uciec, ale gdzie? nie da się uciec przed śmiercią...
To strach przed czymś nieuniknionym.

Próbuje nie skupiać się tylko na samej tej śmierci i moich lękach, ostatnio zaczęłam się doszukiwać jego przyczyn w moim obecnym życiu.
A może to jest tak, że boje się śmierci, tego co będzie bo obecnie nie jestem zadowolona ze swojego życia? Nasze wyobrażenia głownie opierają się na tym co jest teraz (czuje, że życie płynie obok mnie, moje najlepsze lata...a ja tyle bym chciała przeżyć i zobaczyć,lecz stoję w miejscu i nie wiem jak się za to zabrać) A przecież tak na prawdę to co wydaje nam się takie straszne jest w rzeczywistości o połowę mniej przerażające. Bo w momencie kiedy spotyka nas to czego się baliśmy, jesteśmy zmuszeni do dostosowania się.


Myśli nad przemijaniem całkiem mnie pochłaniają i dochodzę do wniosku, ze to wszystko nie ma sensu i cokolwiek robimy to robimy to tylko dlatego aby odsunąć tą przerażającą świadomość śmierci...

Ale czy to wtedy nie jest takie wyjście z wesołego miasteczka i patrzenia się na nie z boku? Zamiast wejść i spróbować wszystkich kolejek my po prostu siedzimy przed i się zastanawiamy, i próbujemy sie oswoić z czym co jest za daleko nas.
A przecież to tylko przejażdżka.
To też beż sensu. Nasze myśli niczego nie zmienią, nie sprawią, ze nie umrzemy.

Pomimo tego, że jestem dda z nerwicą, mam chwile kiedy po prostu kocham życie. Kiedy ogarnia mnie wielki zachwyt nad tym wszystkim.
Lęk to wszystko psuje.

Od dłuższego czasu próbuje znaleźć sobie jakieś hobby, pasje, której mogłabym się oddać, ale nie znajduje. Jedynie do muzyki pałam miłością.
potrafię kilka razy w miesiącu przeżywać prawdziwy stan zakochania: euforia-> skakanie z radości, uśmiech od ucha do ucha, wielka mobilizacja, rozpierająca mnie energia, ukucie w sercu, motylki w brzuchu, miękkie nogi a to wszystko z powodu jakiejś piosenki.
Ostatnio sobie darowałam muzykę, bo doszłam do wniosku, ze to moje uzależnienie, które poza przyjemnym stanem nie dale mi nic.
A...czuje, że schodzę z tematu :x
"Tylko umysł czyni człowieka prawdziwie szczęsliwym"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
20 gru 2006, 17:44
Lokalizacja
Olkusz

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 23 gości

Przeskocz do