Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Już nie daje rady

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 02 mar 2015, 18:01
encyklopedia1, a czy oprócz leków korzystasz z psychoterapii? Może połączenie farmakoterapii z psychoterapią dałoby lepsze efekty niż samo zażywanie tabletek. Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Psycholog
Posty
7564
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Już nie daje rady

Avatar użytkownika
przez platek rozy 02 mar 2015, 18:07
ja korzystam z psychoterapii i jakos tez nie jest lepiej .... Niestety .

-- 02 mar 2015, 18:09 --

Ahma, ja juz tyle lekarstw mialam ale na zadnym nie moge funkcjonowac. Watpie zebym na tym mogla. Juz mialam milion polaczen kombinacji i dupa blada.
Nigdy nie zaprosiłabyś do swojego domu złodzieja, więc czemu pozwalasz, aby myśli , które kradną Twoje szczęście rozgościły się w Twojej głowie?

Mój mózg jest fabryką strachu. Produkuje bzdury na skalę masową. ;)


http://vimeo.com/48594258
Avatar użytkownika
Offline
Posty
15801
Dołączył(a)
08 sie 2013, 18:53

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Arasha 02 mar 2015, 18:15
encyklopedia1, bardzo dużo z tego, co o sobie piszesz, mogę odnieść do siebie :? Jedynie wiek się różni i zażywane, a raczej nie zażywane leki ... No i emeto mamy wspólne. Cóż tu więcej dodać. Dla mnie też każde wyjście z domu jest wielkim stresem ( chyba, że wezmę benzo ), najbezpieczniej to czuję się na forum, gdzie mi z kolei zarzucają lansowanie się. Taa ... to mój życiowy cel :mrgreen:

Myślę, że nie powinnaś się przejmować tym, że nie jesteś w stanie spełnić oczekiwań swoich rodziców. To jest Twoje życie i to przede wszystkim Ty masz być szczęśliwa ( inne pytanie, jak ? ) i realizować się według swojego pomysłu na życie. Póki co, jest Ci ciężko, jak większości z nas, dlatego nie oskarżaj się dodatkowo, że tego czy tamtego nie robisz, bo tylko się niepotrzebnie dołujesz :nono: Czy oprócz leków próbowałaś także psychoterapii ? Ja miałam kilka prób, ale zawsze coś było nie tak. Teraz postanowiłam wziąć się za siebie na poważnie, bo leki niczego nie załatwią, a człowiek na początku wręcz gorzej się po nich czuje :?
Nie zamierzam się pod nikogo ustawiać, zamykać gęby, bo innym coś się nie podoba i brać na klatę czyichś zażaleń. Jestem sobą i sobą zamierzam pozostać.

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Avatar użytkownika
Offline
zbanowany
Posty
5761
Dołączył(a)
24 lut 2014, 18:41
Lokalizacja
dostałam ostrzeżenie, bo się broniłam... sprawiedliwość... to fikcja!

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez remic1 03 mar 2015, 00:16
Witam. Od dłuższego czasu cierpię na nerwicę. Mam 27 lat. Nie jestem w stanie kontrolować impulsów. Ostatnio piszę bardzo dużo o sobie i czytam sporo książek psychologicznych. Przytaczam tu fragmenty tego, co napisałem. Może ktoś będzie mi w stanie pomóc:

(...)Patologiczne zwlekanie, zaburzenia koncentracji, chroniczny lęk, problemy interpersonalne oraz niezdolność do pracy sprawiły, że moje życie stało się namiastką życia, a ja niedługo stanę się strzępkiem człowieka. Chcę z tego stanu wyjść. (...)

(...)Pisząc o sobie, mam wrażenie, że „wychodzę z siebie“, to znaczy patrzę na siebie z zewnątrz, nie przeżywam tego. Jest to mechanizm obronny zwany „intelektualizowaniem“, polegający na tym, że definiując problem w sposób „naukowy“ patrzę na niego okiem „naukowca“, i w ten sposów bronię się przed doświadczaniem go(...)

(...)Mam 27 lat, jestem studentem, od około dwudziestego roku życia mam objawy pewnych zaburzeń psychicznych, które może nie nasilają się, ale za to się "utwierdzają", to znaczy im częściej występują, tym mniejsze prawdopodobieństwo wyleczenia. Zaburzenia te są częściowo genetycznie uwarunkowane, gdyż podobne tendencje wykazują moja mama oraz mój dziadek. Genetycznie uwarunkowane są tendencje do kompulsywnych zachowań (słabość charakteru, nieumiejętność kontroli impulsów) oraz neurotyczność (problemy z koncentracją, kłucie w klatce piersiowej, skłonność do wpadania w furie). Zaburzenia te spowodowały, że jako dwudziestosiedmiolatek nie jestem w stanie podjąć żadnej pracy i żyć samodzielnie. Nie mam większych problemów zdrowotnych (nie licząc zdrowia psychicznego). Jestem sprawny fizycznie. (...)

(...)kłucie w klatce piersiowej - jest niezależne od stanu umysłu, to znaczy, że pojawia się zarówno przy dobrym, jak i przy złym stanie. Kłucie może jednak wywołać zły stan umysłu (i często tak jest). Nie wiem, czy kłucie ma charakter depresyjny, czy lękowy (chyba to drugie). Objawia się kłuciem w klatce piersiowej w okolicy serca. Jest ono zazwyczaj bardzo niewielkie i chroniczne, jest częścią mojego życia i towarzyszy mi przez większość dnia. Nasila się między innymi w następujących sytuacjach:

• Kontakty towarzyskie, gdzie bardzo chcę dobrze wypaść, w szczególności rozmowa z dziewczyną, która jest obiektem mojego zainteresowania(flirt). Kłucie w klatce sprowadza silną blokadę
• Kiedy pracuję i nagle mam wrażenie, że jestem przytłoczony prostymi czynnościami, których nie jestem w stanie wykonać (Atten.Defic.Disord.)
• W poczuciu winy, na przykład gdy pomyślę o dzisiejszej prokrastynacji
• Po nagłych pozytywnych emocjach, lub po rozmowie, która wywołała emocje (także pozytywne)
• Na imprezie/dyskotece gdy pojawia się chęć i potrzeba dobrej zabawy i przynależności
• W sytuacjach lękowych
• Myślę, że kłucie jest wyraźnie silniejsze, gdy jestem niewyspany

Nawet bardzo niewielkie w klatce wystarczy, żeby rozpocząć prokrastynację, żeby uciec (reakcja obronna). Napady kłucia często nie mają żadnej silnie zdefiniowanej przyczyny. Przyczyn jest zazwyczaj wiele, to są bardzo różne sytuacje. Kłucie w klatce piersiowej towarzyszy mi przez większość życia, jest jego elementem. (...)

(...)Chaotyczność - powoduje zagubienie. Nie potrafię pracować. Chaotyczność pojawia się w pracy (zarówno fizycznej jak i umysłowej). Chodzi o to, że jak pracuję potrafię być wydajny i skupiony na czynnościach dopuki nie zacznie się chaotyczność pomieszana z kłuciem w klatce piersiowej. Wtedy pojawia się blokada i zaczynam popełniać najprostsze błędy, wręcz jak kaleka. (...)

(...)Mam cechy osobowości unikającej, a przedmiotem unikania jest szeroko rozumiana walka.

Walkę należy tu rozumieć jako dążenie do osiągnięcia celu. Unikam dawania z siebie wszystkiego. Często jak mam okazję być „pierwszy“, „najlepszy“, i wymaga to walki, odczuwam jakiś impuls, osłabienie motywacji, nerwy. Zawsze wtedy daję sobie przyzwolenie do zaniechania walki, podświadomość mi mówi, że „i tak już wygrałeś“, sam fakt, że jestem w tej sytuacji, w której zwycięstwo jest bliskie, odbiera mi motywację do odbioru nagrody. Nie boję się zwycięstwa, ale zbliżenie się do niego odbiera mi radość z tego zwycięstwa.

Długa nieudana walka i wiele porażek odebrało mi motywację do walki. Na codzień celem walki, której unikam, jest planowanie dnia i wypełnianie obowiązków.

Jestem uzależniony od mechanizmów obronnych, które są jedynym lekiem na bóle w klatce piersiowej. Najgorsze jest to, że one działają bardzo dobrze. Acting out w postaci wielogodzinnego siedzenia przed komputerem sprawia, że przez te kilka godzin problemu nie ma. Jestem zatem uzależniony od mechanizmów obronnych, a prorastynacja, zwlekanie, internet, komputer, gra, itp. to narzędzia, którymi się posługuję, by „się obronić“.

Od około roku po otworzeniu oczu rano leżę w łóżku przez 10-60 minut, nie wychodzę z łóżka. To jest jak prokrastynacja, ucieczka. Wyjście z łóżka jest bardzo trudne. Czasem biorę komputer i zamiast wstać, ubrać się, zjeść itd poprostu gram parę godzin. Czasem (trwa to od około roku) obiecuję sobie, że nie wezmę komputera, więc leżę i przez godzinę nie mogę wstać. To nie jest depresja. To ucieczka, wpędzam się w takki stan oczekiwania, w którym nie ma nerwów i nie ma napięcia, a co najważniejsze nie ma walki. (...)

(...)Uzależnienie – jestem osobą skłonną do uzależnień, słabą. Umiejętność kontroli id przez ego zależy od stanu umysłu. Jestem uzależniony od prokrastynacji. Moja mama oraz mój dziadek są uzależnieni od alkoholu.

Mogę z pewnością stwierdzić, że jestem uzależniony od komputera (z zastrzeżeniem, że komputer, to tylko narzędzie mechanizmów obronnych, które są sednem problemu). Wczoraj (gdy to pisałem) wstałem o 6 rano, włączyłem komputer i w łóżku, nie ubierając się, trwałem przy nim do godziny 15. Poprostu nie mogłem skończyć. Bardzo często mam poczucie, że wykonuję jakąś czynność, i powinienem skończyć. Na przykład siedzę teraz i piszę, wiem, że najpierw powinienem zjeść śniadanie, ale ta powinność, strach przed tą powinnością, nakręca czynność która staje się wtedy kompulsywna. Później wstałem, ubrałem się, pograłem na gitarze (to też był taki mechanizm obronny, żeby przeciągnąć czas i nie myśleć o poczuciu winy) i wróciłem do komputera. Skończyłem dobrze po północy, poszedłem coś zjeść, męczyły mnie nudności, gdyż tego dnia prawie nic nie jadłem. Nie mogłem zasnąć, miałem bóle głowy.

W większości przypadków komputer jest narzędziem prokrastynacji. Można powiedzieć, że jestem od niego uzależniony. Przed przystąpieniem do grania wiem, że nie powinienem, ale daję sobie przyzwolenie. Zazwyczaj przyzwolenie to polega na tym, że „tylko raz“, „mam trochę czasu“, „czemu nie, to jest przyjemne“. Gdy zacznę grać, tracę poczucie czasu, nigdy nie gram zgodnie ze swoim pozwoleniem („tylko 10 minut przeradza się w nieskończone zwlekanie).

Podsumowując:

• Kompulsywne zastępowanie czynnościami prokrastynacyjnymi czynności które „powinienem“ wykonać.
• Podczas prokrastynacji następuje wyparcie wszelkich myśli, dzięki czemu chwilowo unikam kłucia w klatce piersiowej.

(...)
(...)Jak działa prokrastynacja (czyli uzależnienie od mechanizmów obronnych)

Działa tak jak uzalenienie od papierosów, czy od alhoholu. Tak jak uzależnienie od internetu czy od komputera. Przebywam w mieszkaniu, mogę włączyć komputer, wiem że jak to zrobię to stracę prawdopodobnie parę godzin, ale za każdym razem zaczyna się to od „tylko raz, tylko na chwilę“, później tracę poczucie czasu. To taki impuls. Podczas prokrastynacji mój umysł skupia się na czynności prokrastynacyjnej, osiągam pewien stan przyjemności który wynika z tego, że nie muszę myśleć o czynnościach wywołujących kłucie w klatce.

Najprościej: leżę w łóżku pod kołdrą, jest ciepło. Nie wychodzę bo będzie zimno. Delektuję się stan w którym jestem, poczucie ciepła, bezpieczeństwa i przyjemności, wprowadzam umysł w stan błogiego niemyślenia o tym, co nie przyjemne.

Spędzam bardzo dużo czasu pod prysznicem, ciepła woda powoduje stan przyjemności, nie chcę myśleć o jej wyłączeniu, więc ponownie, „wyłączam umysł“ i zwlekam. Potrafię przez 30 minut klęczeć pod prysznicem zwlekająz z wyjściem z niego (wyjście kojarzy się z zimnem, ale też z obowiązkami – ubrać się, posprzątać, itd. Więz cwlekam).

Jestem uzależniony od tego zwlekania i od wyłączania umysłu, czyli od wprowadzania się w ten przyjemny stan ucieczki od myśli. Wywołuje to coraz poważniejsze konsekwencje w moim życiu. Osobiste (nie szukam pracy, nie pracuję, nie wykonuję obowiązków, zwlekam i czekam „na śmierć“, zaniedbuję przyjaciół) oraz zdrowotne (potrafię przez dwa dni prawie nic nie jeść, nie ubierać się, nie umyć się. Często nie myję zębów, ponieważ w tym stanie zwlekania dążę do zapomnienia o wszystkich czynnościach, które mają do czynienia z czynem, obowiązkiem lub wymagają jakiegoś zaangażowania.

Potrafię wstać z łóżka i usiąść przy komputerze w majtkach, w których spałem i siedzieć tak do wieczora. Później wieczorem myję sie i mówię sobie, „muszę uciec z domu“. I pierwsze co robię to włączam komputer i mówię sobie „jeszcze jedna gra i koniec“ – czasami mi się uda wyjść z domu, posprzątać i przez jakiś czas realizować wszystkie obowiązki. Wtedy jest to ACTING IN czyli kolejny mechanizm obronny polegający na tym, że bronię się przed konsekwencjami moich zachować (czyli przed nerwami, poczuciem porażki, depresją) tym, że próbuję wszystko naprawić.

Moje życie jest rozdarte pomiędzy acting in i acting out. Umycie zębów, posprzątanie, wykonanie obowiązków itp, staje się ACTING IN zamiast być czymś naturalnym.
(...)

(...)problemy interpersonalne
Potrafię być rozmowny, towarzyski i inteligentny, ale w pewnym momencie pojawia się blokada, kłucie w klatce piersiowej. Gdy występuje kłucie, pojawia się blokada emocjonalna i powoduje, że nie jestem w stanie nawiązać bliższego kontaktu. Gdy tylko pojawia się owo kłucie, przestaję myśleć i zachowywać się naturalnie i inteligentnie. Jakby moje możliwości intelektualne spadały nagle do zera, staję się nagle umysłowym kaleką. Nie jestem w stanie nic powiedzieć. Umiejętność rozmowy z drugim człowiekiem zależy od stanu umysłu.
(...)

(...)
Samobójstwo – Nie planuję, nie zamierzam, nie chcę. Nie mam ani jeszcze nie miałem prawdziwej „książkowej“ depresji - ale cały czas mam jakiś trocę obniżony nastrój. Myśli pojawiają się jednak i muszę to zaznaczyć. To zmierza w bardzo złym kierunku. Chciałbym żeby ktoś mi pomógł. Muszę przestać powtarzać sobie, że sam muszę się wziąć za siebię. Próbuję od paru lat. Mam dość cierpienia. To jest najgorsze cierpienie - bo cierpię bardzo mało - to taki niewielki ból który zrzera mnie 24godziny na dobę. Wolał bym żeby bolało naprawdę. Jestem bardzo daleki od samobójstwa i nic takiego nie planuję ani nie planowałem, i nigdy nie zamierzam nikogo tym straszyć. Będę sobie dalej żył z tym cierpieniem i będzie mi źle. Z drugiej strony, jak napisałem, myśli się pojawiają – napewno jestem w grupie jakiegoś ryzyka.
(...)

Będę wdzięczny za wszelką pomoc i próbę podjęcia rozmowy. Jestem bardzo zdeterminowany, żeby nad sobą pracować, ale nie wiem jak i nie potrafię zacząć. Odbyłem dwuletnią terapię poznawczą - ale to były takie pogaduszki.

W przyszłym miesiącu zamierzam zacząć intensywną trzymiesięczną psychoterapię (muszę czekać bo to NFZ). Do tego czasu spędzę 90% czasu zwlekająć (komputer głównie). Czy ktoś mi pomoże?
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
05 paź 2014, 13:53

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Rebelia 03 mar 2015, 01:07
No ok, a zapytam, czy te leki w ogóle faktycznie redukują lęki? Mam sprzeczne opinie co do brania tabsów na lękową. Część mówi, że likwiduje, część że redukuje znacząco, a dla innych po prostu null efektów. Ciekawa jestem, czy jeśli moje lęki są na poziomie znośnym-utrudniającym życie, to czy leki pomogą mi z tych lęków zejść do granicy poczucia komfortu
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3628
Dołączył(a)
25 lip 2013, 14:18

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez samfisher 03 mar 2015, 15:37
Historia ta jest dosyc dluga... Jestem mloda osoba lekko powyzej 20tki, mam pasje, rozne zamilowania (czasami nawet widze, ze inni sa pod wrazeniem pewnych rzeczy...). Bardzo latwo nawiazuje kontakty z nowymi ludzmi i ich sympatie, tak mysle.
Staralem sie w zyciu dochodzic do swoich celow, przez problemy finansowe w rodzinie musialem duzo brac na swoje barki kiedy, zeby zarobic troche wiekszych pieniedzy wyjezdzalem sezonowo do pracy za granice jeszcze podczas szkoly sredniej.
Po zakonczeniu szkoly sredniej zdecydowalem sie na staly wyjazd za granice, po paru miesiach pobytu za granica wrocila pewna osoba do mojego zycia z ktora kiedys zerwalismy kontakt (i nie dalo sie juz tego odkrecic - z obydwu strony byl to strzal w stope). Chcialem zmienic swoje zycie bardzo mocno, wrocilem do kraju (bedac za granica bylem bardzo odpowiedzialny, kontrolowalem wydatki, oszczedzalem troche pieniedzy bez problemu itd), po powrocie caly czas mialem poczucie strachu, przede wszystkim o finanse, znalezienie dobrej pracy, troche obowiazkow a z drugiej strony o zwiazek, ze sie znowu to zakonczy i bedzie to samo - tak sie stalo, ale wydaje mi sie ze wlasnie dlatego ze mialem te kompleksy, lek przed gorszymi pieniedzmi, gorsza praca, w pewnym momencie (wlasciwie tuz po powrocie, zabieralem sie do tego tak jakbym nie chcial, jakby to byl urlop, a powinienem przede wszystkim zajac sie obowiazkami - przeciez wracajac do kraju z zalozenia mialo byc wiecej spelnienia, mniej pieniedzy, wiecej pracy i obowiazkow) jakby oblecial mnie strach i mnie zamurowalo, dzialalem robilem cos, mialem do podjecia 1 decyzje z 3 wyborow i wybieralem nie ten najgorszy, ale tez nie ten najlepszy i tak caly czas statycznie, bo wydawalo mi sie to odpowiedzialne.
Po nie ogarnieciu sie przez te pare miesiecy i coraz gorszej sytuacji finansowej zdecydowalem sie na powrot, wrocilem, zwiazek sie rozpadl zalamalem sie i wrocilem po miesiacu do rodzinnego domu, zeby odpoczac. Po czasie odpoczynku znow wyladowalem za granica w nowym miejscu i jestem podczas etapu szukania pracy. Lapie mnie lek przed niepewnoscia jutra, cel jest, wszystko niby jest, ale czegos mi brakuje zeby dzialac.
Kiedys sam do siebie bym powiedzial "nie pier...wez sie w garsc i rusz tylek, bo trzeba dzialac" po tym etapie w zyciu, kiedy na prawde poznalem wszystko co chcialem, robilem wszystko co chcialem, mialem co chcialem. Nie potrafie sobie poradzic z tym lekiem, ze znowu zbuduje cos i moge to stracic - a na dodatek sytuacja jest pod presja, wczesniej wszystko sam zbudowalem od 0, teraz buduje z pozycji minusowej.
Caly czas winie siebie za to ze mi nie wyszlo, ze mialem na to wplyw, ze powinienem zachowac sie zupelnie inaczej (odpowiedzialnie, zdecydowanie). Z zycia zagranica i dobrej pracy, zrezygnowalem sam, kilka miesiecy stracilem wszystko co mialem, a przez pobyt w polsce stracilem swoj silna psychike. Teraz jest ze mna lepiej, ale tak jak opisalem, sa leki...
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
03 mar 2015, 14:59

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 03 mar 2015, 16:53
Witaj samfisher!

Z tego, co napisałeś, wynika, że jesteś odpowiedzialnym, pracowitym i rozsądnym człowiekiem. Potrafiłeś w młodym wieku wyjechać za granicę, zarobić pieniądze. Być może w pewnym momencie popełniłeś błąd, nie podjąłeś najlepszej dla siebie decyzji, ale któż nie popełnia błędów? Wszyscy je popełniamy i najważniejsze, by się na nich uczyć! Nie ma sensu nieustannie się dołować, że podjąłeś złą decyzję, że mogłeś inaczej. Być może to była lekcja dla Ciebie. Chodzi teraz o to, by zmotywować się do działania, jak dawniej, by wyznaczyć sobie cel i dążyć do niego małymi krokami. Przestań żyć przeszłością i myśleć o "raju utraconym". A jeśli nie radzisz sobie z lękami, miewasz silne stany lękowe, które uniemożliwiają Ci normalne funkcjonowanie, skonsultuj się z psychologiem albo psychiatrą. Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Psycholog
Posty
7564
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez samfisher 03 mar 2015, 17:29
Wlasnie o to chodzi ze to nie dziala, zadna motywacja, kiedys tez pokonywalem samego siebie, wtedy doszedlem do etapu tego ze potrafilem sobie z wszystkim radzic, a mam wrazenie ze wrocilem do etapu w ktorym tego w ogole by nie bylo bo jest tak jak te pare lat wstecz. Wlasciwie jest ciezej, bo wiem co bylo, a teraz jest punkt 0, niema to zadnego znaczenia, tak jakby w glowie zostalo cos zbudowane, ale nie wplywa, nie zmienilo to nic w rzeczywistosci w ktorej zyje teraz.
Ostatnio potrafie tylko gadac, robic cos i nie dokanczac...chce cos zrobic, robie to jestem blisko i porzucam to bo sie boje porazki, kolejnej, zjada mnie presja otoczenia i nie potrafie sobie z tym poradzic, bo nie potrafie sobie radzic Sam jak kiedys.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
03 mar 2015, 14:59

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Iced_Coffee 03 mar 2015, 17:38
Wydaję mi się, że nie możesz zaakceptować tego, że popełniasz błędy...mam bardzo podobnie, dla mnie popełnienie błędu jest największą katastrofą na świecie i robię wszystko by tego uniknąć i w ten oto sposób nie zauważam podświadomych błędów, które rozwalają mi życie -,- Lęk przed tym, że straci się kontrolę nad swoim życiem...że niczego się już nie naprawi, że straci się to co ważne..wiem co czujesz.

Powiem Ci, że ja też żyję w przekonaniu, że muszę sobie sama radzić, bo nikt za mnie tego nie naprawi..aczkolwiek pewna granica się już wyczerpała, nie jestem wielu rzeczy świadoma, które sa przyczynami własnie tych lęków. Skorzystanie z pomocy jest jak najbardziej potrzebne
Avatar użytkownika
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
01 mar 2015, 15:31

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Wolfx 03 mar 2015, 17:39
Ja przez wiele czynników też poległem,też byłem twardym facetem i mnie rozwaliło.
W każdym razie trzymaj się chłopie.
Wolfx
Offline

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Komoda2000 04 mar 2015, 22:52
Kolejny miesiąc za nami, a ja mam (znowu... :evil: ) jakiś problem.
Polega on na tym, że w drugim tygodniu ferii złapała mnie niechęć do wszystkiego oraz totalny leń. To się oczywiście odbiło na mojej psychice i postrzeganiu moich uczuć względem do Mojego.
Albo może lepiej od początku. (Prawie) 3 tygodnie temu zaczęły się moje ferie. Pierwszy tydzień całkiem spokojny (pomijając akcję z matką), była tęsknota za Nim, potrzeba by był blisko mnie, przytulił itd., nawet sen o wspólnym zamieszkaniu - po którym obudziłam się ze smutkiem, bo to był tylko sen. Zdarzyło się to 2 razy pod rząd. Nawet to słynne kojarzenie ukochanej osoby z piosenką. Spotkanie (niestety raz na tydzień).
Drugi tydzień również zaczął się spokojnie. W czwartek urodziny znajomego. Nie należymy do par, które mają potrzebę obściskiwać się przy wszystkich - wolimy być dyskretni ;) ale potrzeba jednego całusa, przytulenia, czy nawet trzymania za rękę jednak była i to silna.
W piątek stało się coś, co zachwiało moją równowagę psychiczną. No właśnie - ten leń, niechęć do wszystkiego. A wszystko dzięki temu, że się nudziłam (na nudę właśnie działała ta niechęć).
Ni stąd ni zowąd pojawił się strach przed tym, że zaczynam się nudzić... związkiem i Nim. Strach oczywiście był tak silny, że reagowałam okropnym płaczem. Następnego dnia znowu się zobaczyliśmy. Na początku było ok, tylko później jak oglądaliśmy tv to te myśli wróciły z taką siłą, że się przy nim poryczałam. Przytulał mnie, uspokajał. Jak już było lepiej i zaczął się wygłupiać (co podchwyciłam) to zapomniałam o tym co było wcześniej. Po spotkaniu, jak wróciłam do domu te myśli powróciły. Zaczęłam się zwierzać przyjacielowi, który jednak ma dłuższy staż ze swoją kobietą, tylko nie wiedzieć czemu zaczęłam płakać podczas pisania mu o moim problemie. Ciekawe jest jeszcze to, że mimo tych obaw miewałam takie myśli jak "powinnam Mu coś podarować!", co też uczyniłam. Albo myśl o tym, żeby też coś zaprogramować (chłopak rozszerza informatykę). Po prostu zainteresować się tym.
W niedzielę już było nieco lżej, ale nadal ten problem się pojawiał. W poniedziałek doszedł kolejny objaw: lęk przed tym, że się odkocham. Zniknął lęk przed znudzeniem się. A jak go rano zobaczyłam (umówiłam się z nim żeby się zobaczyć po drodze. Chciałam po prostu sprawdzić moją reakcję na jego widok) to uśmiechnęłam się jak nigdy, a dzień na chwilę się rozpromienił - czyli na tyle, ile się wtedy z nim widziałam. To była raczej niekontrolowana reakcja :smile: Potem jak już się pożegnaliśmy to "szczęśliwa chwila zniknęła" a nastąpił spokój. Przez który, jak na złość, zaczęłam mieć obawy, że moje uczucie zniknęło.
Byłam z tym u psychologa. Wypytał mnie o objawy tego lęku, jaki był silny. Stwierdził, że to może, a nawet jest nerwica lękowa. Tym bardziej, że już wcześniej miałam problemy ze stresem, tylko wcześniej był silnie skupiony na moim zdrowiu. Teraz już mniej. Zdecydowanie mniej.
Poza tym. Jego zdaniem to trochę dziwne, że wtedy miałam takie odczucia w stosunku do niego, a tu znikąd pojawiają się takie myśli. Powoli (ale bardzo powoli) też zaczynam być przekonana, że to nerwica znowu się udziela. Kiedy patrzę na jego zdjęcie... to niby nic, ale jednak coś przykuwa moją uwagę. "Coś". A przymiotniki typu "piękny", "przystojny" wydaje się, że nie wystarczą. I sama Jego osoba, kiedy Go widzę, wydaje się być inna. Jak patrzę na kolegów, nawet na tych atrakcyjnych to i tak nie widzę w nich niczego, to co w Nim. A dzisiaj jeszcze podczas przeglądania starych wiadomości, jak zobaczyłam datę jednej z wiadomości (czyli nasz "oficjalny" dzień), to po przypomnieniu sobie jednego momentu uśmiechnęłam się od ucha do ucha i.. znowu płakałam :roll: poczułam się naprawdę dobrze. Tylko te myśli...
Nie wiem jak sobie z nimi poradzić. Nie chcę ich mieć. A sam motyw z zerwaniem nie chce mi przejść nawet przez myśl. Tak jakbym miała blokadę przed tym. Przyznam, że podczas pisania tego również ryczałam. :-|
"You think you can handle it, then one day you can’t"
"Things change , doesn't mean they get better"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
11 cze 2013, 18:47

Proszę o pomoc!!

Avatar użytkownika
przez NaturalWonder 05 mar 2015, 14:33
Cześć, dawno mnie tu nie było, ponieważ z moją nerwicą radzę sobie o wiele lepiej. Jednak jak to w moim życiu bywa gdy coś mi dobrze idzie, zaraz coś innego musi się sypać.. Proszę o pomoc bo nie wiem jak mam sobie poradzić. To wszystko mnie przerasta.Tym razem nie chodzi o mnie a o mojego chłopaka, który już od paru miesięcy cierpi na nerwice!! co za ironia losu! ja borykam się ze swoją już 5 lat a tu nagle on też...jednak jego sytuacja jest beznadziejna. W dzień czasami zdarza się, że ma ataki paniki ale najgorzej jest w nocy gdy kładzie się do łóżka. Nie może spać, ma ataki (drętwieją mu kończyny, szybkie bicie serca, uczucie duszenia się) przez to zasypia dopiero o 5,6 czasami 7. Najgorsze jest to, że przez to śpi do późna, czasami nawet budzi się po 16, przez co zawala studia, nie pojawia się na zajęciach, wykładowcy ostatni semestr ledwo mu zaliczyli...co prawda egzaminy pisze bardzo dobrze ale ma pełno nieobecności!. Do psychiatry czy nawet psychologa nie pójdzie bo nawet ja (najbliższa mu osoba) z wielkim trudem wyciągam od niego informacje (wiadomo, to jest facet, a faceci nie lubią gadać o swoich słabościach). Nie mieszkam z moim chłopakiem więc nie mam możliwości budzenia go, jego rodzice wychodzą wcześnie do pracy więc nawet jak go obudzą o 7 to on zaraz znowu zasypia (czasami nawet nie pamięta, że ktoś go budził). Przez to wszystko mój chłopak od jakiegoś czasu zaczyna wycofywać się z życia towarzyskiego, już nie tak chętnie jak kiedyś spotyka się z naszymi znajomymi, a o wyjściu na imprezę w sumie można zapomnieć, bo nawet jak pójdziemy to ani ja ani on nie mamy z tego radości bo on źle się czuje. Próbuję go nauczyć tego samego co mnie moja terapeutka, żeby nie bać się ataków bo nic nam nie mogą zrobić, są po prostu nie przyjemne i tyle, ale moje tłumaczenia na nic się nie przydają.... już nie wiem jak mam mu pomóc, a przecież też sama mam nerwicę i codziennie muszę z nią walczyć, a co dopiero jeszcze pomagać drugiej znerwicowanej osobie... Czy ktoś też miał takie problemy ze wstawaniem, zasypianiem? jeśli tak to co Wam pomaga, a co szkodzi? proszę o pomoc :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
06 lut 2014, 10:18

Proszę o pomoc!!

Avatar użytkownika
przez zima 05 mar 2015, 15:00
NaturalWonder, chlopak Cie w h.. robi, ot co.a nerwica tlumaczysz jego lenistwo. ja bym takiego w dupe wykopala,choc gdybym byla takim facetem i miala taka kobiete jak Ty u swego boku to wykorzystałabym do maksimum, hehe.
specjalista ds. fobii społecznej, depresji i nerwicy.
propagator asertinu i trittico.
setralin [high speed resource] 200mg - 100 mg - 0 mg
trazodon [so good to back home] 75mg/ 0 mg
benzo one day dancer
live yourself.
watch, see your chances, live now.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2606
Dołączył(a)
17 mar 2013, 18:30

Proszę o pomoc!!

Avatar użytkownika
przez NaturalWonder 05 mar 2015, 15:51
Nie powiedziałabym, że robi bo nie raz widziałam jak miał atak. Widzę jak cierpi i to przeżywa. Jednak jest bardzo uparty i ma trudny charakter więc trudno jest w nim coś zmienić... na dodatek szybko się poddaje i straszny z niego pesymista. Miałam nadzieję, że znajdzie się tu osoba, który ma podobny problem albo taka, która zna osobę z podobnym i coś może mi doradzić :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
06 lut 2014, 10:18

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: SCF i 12 gości

Przeskocz do