Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Wiem, że są wątki niżej, ale prosze o pomoc

przez Misiw 03 sty 2015, 10:43
Błagam o pomoc!
Byłam już kiedyś na tym forum. Wtedy zostawił mnie chłopak. Zaczęłam studiowac psychologię. Jestem na 3 roku. ZAwsze bylam pod presją czyjąś. Lubiłam wyzwania. Brałam udział w akcjach które kosztowały mnie silną tremą. Zawsze potem cieszyłam się, że udało mi sie to co zrobiłam. Mój tata ma urojenia, bierze leki. Od dziecinstwa byly kłótnie w domu. Mój brat ma tiki nerwowe.
Przed świętami zapalilam ziolo. Miałam jakas zapaść, czulam sie jak uwieziona w ciele, mówiłam ze mam schizofrenie, ze zagubilam sie w ciele. NA drugi dzien przeszlo mi, choc czulam jakiś lęk.
Mam egzamin z psychopatologii i muszę nauczyć się objawów i chorób. Wkręciła mi się schizofrenia. Lęk przed zwariowaniem.
W święta miałam prowadzić auto. W kościele poczułam silny lęk, który mnie paraliżował. Chciałam wyjsć, uciec.
Wczoraj wróciłam od chłopaka do domu rodzinnego. Od wczoraj mam silny lęk, który nie ustaje. Nie mogłam zasnąć, bałam sie ze zaraz coś usłyszę, że myśli mi uciekną i nie bedę nad tym panować. Sprawdzałam czy to co słysze jest naprawde. Do 2 rozmawiałam z mamą. Nie mogłam zasnąć. Pojawiło się rozwolnienie, szybkie bicie serca, drżenie, zimno. Potem gorąco. Kiedy zamykałam oczy, myślałam ze zagubie sie w sobie. W końcu w głowie pojawiały się dziwne myśli, niespójne wypowiedzi myślowe, obrazy. Wstałam o 7, nie mogłam zasnąć znowu przez to uczucie.
Boję się że zwariowałam. Brat mi powiedział teraz że w nocy odkryłam jego kołdrę i robiłam to dziwnie. Nie pamiętam tego :(
Błagam o pomoc. Naprawdę boję się, trzęsę.
Czy ja mogę popaść w coś gorszego? w schizofrenie?
Proszę napiszcie mi co może mi być :(
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
03 sty 2015, 10:28

Nowa, młodsza prosi o pomoc

przez Ewelinaxx1996 03 sty 2015, 19:17
Wiem, że mieliście pewnie już podobne wątki .. ale pomóżcie mi jeśli potraficie.
Mam 19 lat, od ponad dwóch lat choruję na nerwicę. Moimi atakami są bóle brzucha. Zdiagnozowano ją u mnie dopiero w tamtym roku 2013 wrzesień . W styczniu 2012 trafiłam do szpitala bo od kilku miesięcy jadłam suchy chleb i nawet to wywoływało u mnie nudności.. Potrafiłam się męczyć do 4 nad ranem .. Ostatnimi czasy chyba to wróciło, znaczy bóle brzucha. Nerwicę wywołała u mnie klasa z Liceum z przed dwóch lat - odstawałam bardzo od grupy, wszyscy to widzieli. Od tego czasu dręczą mnie bóle brzucha - w aptece zapisano mi validol i kalms. Kalms były środkami które pomagały mi zasypiać i były mniej efektywne niż Validol. Przez jakiś czas przestałam brać validol, ale ostatnio muszę.. bo jak nie boli mnie brzuch to boli mnie prawy bok i nie wiem co to jest ... to nie ból a bardziej kłucie. Czy macie jakieś sposoby które was uspokajają i, co ważniejsze, działają ? Nie, kontrolowanie oddechu i liczenie nie pomaga. Boję się, że od tego mogę nabawić się nerwicy natręctw. Macie może jakieś rady ? Leki, które nie uzależniają a mogą pomóc ?
Z całego serca wam dziękuję
Ewelina.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
28 gru 2014, 21:02

Nowa, młodsza prosi o pomoc

Avatar użytkownika
przez warrior11 03 sty 2015, 19:31
Ewelinaxx1996, Kup sobie dobre witaminy B complex,lecytynę i jakiś dobry preparat z magnezem,możesz też mielić sobie dziennie 2 łyżki nasion lnu i przyjmuj to zaraz po zmieleniu,wszystko
to powinno wzmocnić i uspokoić twój system nerwowy,jeżeli możesz unikaj "śmieciowego jedzenia",fast foodów,cukru itp..,
te kłucia raczej są od nerwów,więc się tego nie bój,jeżeli odżywisz dobrze swój organizm i wzmocnisz swój system nerwowy,powinny one ustąpić,
Wolność kocham i rozumiem..wolności oddać nie umiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1003
Dołączył(a)
19 gru 2013, 16:19

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nowa, młodsza prosi o pomoc

przez Ewelinaxx1996 03 sty 2015, 19:36
warrior11 napisał(a):Ewelinaxx1996, Kup sobie dobre witaminy B complex,lecytynę i jakiś dobry preparat z magnezem,możesz też mielić sobie dziennie 2 łyżki nasion lnu i przyjmuj to zaraz po zmieleniu,wszystko
to powinno wzmocnić i uspokoić twój system nerwowy,jeżeli możesz unikaj "śmieciowego jedzenia",fast foodów,cukru itp..,
te kłucia raczej są od nerwów,więc się tego nie bój,jeżeli odżywisz dobrze swój organizm i wzmocnisz swój system nerwowy,powinny one ustąpić,


Dziękuję Ci bardzo za te rady, lecytyna i magnez. Okej. A witamina B ? W jakim celu ? A czy nasiona lnu muszą być zmielone ?
Z góry dziękuje i pozdrawiam.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
28 gru 2014, 21:02

Nowa, młodsza prosi o pomoc

Avatar użytkownika
przez warrior11 03 sty 2015, 19:57
Ewelinaxx1996,
Witaminy B complex wzmacniają układ nerwowy i poprawiają pracę mózgu a nasiona lnu są bardzo dobrym źródłem kwasów omega 3,które też mają dobroczynny wpływ na system nerwowy,najlepiej je zmielić,bo inaczej musiałabyś je rozgryzać..możesz też kupić sobie pestki dyni,są one dobrym źródłem cynku i selenu..
Nie przyjmuj tego wszystkiego naraz,ale rozłóż sobie poszczególne suplementy na różne pory dnia i nie zapominaj
o ruchu;)
Wolność kocham i rozumiem..wolności oddać nie umiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1003
Dołączył(a)
19 gru 2013, 16:19

Wiem, że są wątki niżej, ale prosze o pomoc

przez Niete 04 sty 2015, 01:08
Strasznie się nakręcasz. Zestresowałaś się mocno i stąd mogą być takie efekty. Możesz przy tym nie zwracać uwagi na rzeczy, które robisz i siłą autosugestii coś sobie wkręcać.
Śpisz z bratem?
Czemu poszłaś na psychologię? By sie sama diagnozować?
Niete
Offline

Jak poradzić sobie z takim wyzwaniem jak moje życie?

przez MoreTea 04 sty 2015, 04:27
Witam wszystkich zaciekawionych i chętnych do przeczytania tego wątku. Nazywam się Monika, lat 18. Nie bez powodu pojawiła się tutaj moja wiadomość. Długi czas walczyłam ze sobą czy odezwać się do innych z moim problemem. Mimo tego, że już kiedyś pisałam na innym forum o moim problemie nadal nic się nie zmieniło od tamtego czasu. Postanowiłam dalej walczyć ze swoimi problemami i poszukać( tutaj bardzo na to liczę) wsparcia, którego w sumie nigdy nie otrzymałam. Musze szczerze przyznać, że ciężko mnie zmotywować, kiedyś sama jeszcze umiałam wstać i coś zrobić z czasem zaczęłam tracić chęci. Teksty typu " weź się w garść", " nie użalaj się inni mają gorzej" na mnie nie działają. Uważam, że każdy ma swój koniec świata i ma swoją intensywność przeżywania tego co go spotkało. Czasem mało istotny problem zostawia takie same piętno jak na innym człowieku coś całkowicie gorszego.
Nie wiem od czego zacząć.. chciałabym tyle przekazać a tak trudno to wszystko tutaj umieścić. Mam nadzieję, że każdy dobrze zrozumie dlaczego się tutaj odezwałam. Mimo, iż jestem młodą osobą wkraczającą w dorosłe życie spotkało mnie wiele przykrych rzeczy, które odebrały mi radość i zmieniły w kogoś kogo sama nie mogę nazwać Sobą. Nie wiem już kim jestem i nie umiem nad tym zapanować. Odkąd pamiętam( a moja pamięć sięga jeszcze trochę przed przedszkolem) byłam jakimś nielubianym dzieckiem. Na pewno nie tak jak teraz, ale dało się to zauważyć. Zanim osiągnęłam 10 lat miałam przyjaciół z ulicy obok, wtedy jeszcze nie myślało się o problemach, czy ktoś nas lubi czy nie. Żyłam beztrosko jak większość dzieci. Kiedy trafiłam do przedszkola zaczęłam odczuwać niechęć pewnych osób do mnie. Koleżanki z ławki nie chciały mi pomóc gdy się spóźniłam na lekcje i nie wiedziałam co się dzieje lub inne podobne sytuacje. Nie byłam wtedy nieśmiała czy jakaś chora lub dziwna. Chociaż może po prostu to był przypadek, że tak się działo. Miałam tam koleżankę, której nikt nie lubił jakoś nie zwracałam uwagi na to, że jest jakaś odpychana. A teraz ma masę przyjaciół. Zawsze sobie zadaję pytanie jak to jest, że osoba, która była tak wyśmiewana jest teraz niesamowitym człowiekiem o wspaniałym charakterze i jeszcze na dodatek bardzo lubiana i przyciągająca ludzi. W sumie zasłużyła na szczęście po tym wszystkim. Zawsze jakoś lepiej radziła sobie z krytyką. Wracając, zaczęła się wtedy moja historia z pewnymi dziewczynami. Chyba już wtedy zapragnęłam przyjaźnić się z tymi najlepszymi. Miałam straszną motywację, nie poddawałam się. W podstawówce udało mi się osiągnąć cel i czułam satysfakcje. Jednak nie byłam taka jak moje koleżanki. One były najlepszymi uczennicami, we wszystkim najlepsze, najbardziej lubiane, fajne. Ja nie umiałam się skupiać na nauce. Ciągle na lekcjach odpływałam albo gadałam. Byłam dosyć nieznośnym i nieodpowiedzialnym dzieckiem. Przez co do tej pory mam spore zaległości w nauce. Jeśli o to chodzi to nie uczyłam się aż do 3 kl gimnazjum, kiedy uświadomiłam sobie, że wszyscy wytykają mnie, że jestem głupia. W sumie proszeniem się uzyskałam pasek, ledwo co. Moje gimnazjum i tak niczego nauczyć nie umiało. Wiele nauczycieli nie przykładało się do swojej pracy. Chociaż moja wina jest taka, że i tak nie uczyłam się dla siebie do tej pory nie wiem kiedy była I lub II Wojna Światowa co jest wstydem dla mnie jako polki. A nawet jak się nauczę daty to zapomnę bo mam taką kiepską pamięć. Moje koleżanki, o których wyżej wspomniałam z czasem zaczęły się ze mnie śmiać byłam ich maskotką. W tamtych okresie nie byłam tego tak świadoma, byłam uparta żeby kolegować się z nimi. Byłam wyzywana, wyśmiewana .. z tego co się dowiedziałam po latach moja koleżanka ich wszystkich w większości napuszczała na mnie. Chociaż wiadomo,że nie jest to wytłumaczenie, mogli tego nie robić. Z czasem pytałam czemu tak robią a oni twierdzili, że to tylko żarty. Moja znajomość z nimi sięgała aż do gimnazjum. Paczka z czasem się trochę podzieliła był okres, że było ok i w sumie nie było na co narzekać. Chociaż ja z czasem zaczęłam robić się dziwna. Przez to wszystko może nie wiem .. zaczęłam się robić smutna, czasem gdy do mnie przychodziły nie odzywałam się i siedziałam obrażona. Teraz w sumie tego żałuję, nie wiem co mi było. Potem wszystko wróciło do 'normy' znowu zaczęły się dziwne komentarze żarty dość, że najbliższy kontakt miałam z dziewczyną, która była wredna i śmiała się ze mnie. Wykorzystywała i czerpała przyjemność z żartów. Gdy paczka się rozpadła a raczej pogrupowała na nowo, koleżanka odeszła, ja odeszłam. W gimnazjum były dwie nowe dziewczyny, z którymi się zaprzyjaźniłyśmy. Ona bardziej z jedną. Było nas potem 3. Wszystko było ok. W sumie było mi przykro bo byłam zawsze ta 3 ta najmniej ważna. Potem, gdy zaczęłam się bardziej kolegować z nową koleżanką, ta druga zaczęła być zazdrosna. Potem nas okłamała bardzo niefajnie i zostałyśmy we dwie. Do tej pory mamy kontakt, ale do tego wrócę. Ta druga koleżanka natomiast miała ze mną kontakt potem, widziałam się z nią parę razy. Twierdziła, że jest teraz inna a gdy pojechałam z nią na obóz w wakacje, razem z nasza współlokatorką robiła sobie ze mnie dziwne żarty i mam wrażenie, że bardziej ona miała w tym udział niż tamta dziewczyna. Bardzo źle wspominam ten obóz przez to. Wracając do tej ' nowej koleżanki' z którą utrzymuje kontakt. Po tym jak poszła do innego liceum nie obawiałam się, że zerwiemy znajomość było ok pisałyśmy widziałyśmy się. Ale jedna z dziewczyn, która była w grupce z gimnazjum/podstawówki poszła do tej samej klasy. Zaprzyjaźniły się koleżanka zaczęła się ode mnie oddalać, nie było o czym gadać. I tyle w sumie. W liceum poznałam koleżankę, z którą spędziłam niesamowicie rok. Potem mnie olała dla innej koleżanki. Miałyśmy swoją paczkę, jakoś było mi dobrze, odżyłam od nowa, nie narzekałam na nic jakoś bardzo. Kolegowałam się z paroma dziewczynami bliżej z paczki. Jednak z czasem to uległo wszystko zmianie, od jednej usłyszałam, że za dużo jest mnie wszędzie mimo, że nikt inny tak nie uważał to i tak jak na drugi dzień w szkole stałam sama to wszystkie stały z nią. I teraz w sumie miałam przez jakiś czas jedną z tych koleżanek jakoś tak bliżej siebie, ale też nam się kontakt urwał. Piszę o tym bo zauważyłam, że tak w okresie gimnazjum zaczęłam się robić taka pusta. Zaczęło mi brakować tematów, przestałam sobie radzić z nawiązaniem znajomości. Nawet jeśli z kimś nawiązała się nowa znajomość nie wiedzieć czemu ktoś i tak mnie opuszczał mimo, że nic złego nie robiłam. Przestałam umieć rozmawiać. Teraz, gdy chcę z kimś pogadać nie umiem nawet zwykłego tematu zacząć. Mam taką pustkę w głowie i to nie jest ze stresu .. próbowałam wielu rzeczy. Wielu mądrych rad, nic nie działa. Czuję, że zamiast się rozwijać iść do przodu ja się cofam, albo stoję w miejscu. Słucham jak ludzie gadają na normalne tematy na temat głupich rzeczy a ja nie umiem, chce próbuję staram się tak, że czasem płaczę bo czuję, że więcej nie mogę i nic.. czuję totalny brak wiedzy, brak czegokolwiek. Czasem mam taką ochotę pogadać i nie wiem o czym. Teraz moje znajomości kończą się bo nie umiem gadać, może spędzę z kimś jakieś parę miesięcy powiem wszystko co pamiętam ze swojego życia i tyle. I nagle koniec tematu. Stałam się osobą spłoszoną, która boi się ludzi, ciągle wydają mi się dziwne rzeczy, że ktoś się ze mnie śmieje. Chociaż ostatnio, naprawdę w klasie dziwnie na mnie patrzą i obgadują i śmieją się. Nie wiem.. może to dlatego, że stałam się taka dzika albo przez to jak wyglądam. Ale to mi nie pomaga popadam w paranoje. Nie umiem normalnie żyć w szkole, nienawidzę do niej chodzić bo jest w niej za dużo ludzi, bo będą na mnie patrzeć. Gdy idę przez korytarz od razu wyciągam telefon i udaje, że coś na nim robię byleby się schować w jakiś sposób. Nienawidzę siebie bo nie jestem ładna, nie jestem i wiem to, noszę grube szkła w okularach, mam brzydkie oprawki, które pogarszają mi wygląd, mimo, że są nowe, to jednak im cięższe szkła tym bardziej mi opadają i źle to też wygląda, a nie mam pieniędzy na nowe. Jest wiele głupich rzeczy, które tak naprawdę są bardzo widoczne dla innych a pogarszają mój wygląd. Wory pod oczami, które mam genetycznie, mój wzrost 153, moja postura 14 latki, w sumie cały wygląd, bo nie wyglądam na 18, moje monstrualnie wysokie czoło, którego często nie udaje mi się zakryć, mimo grzywki, mam za cienkie włosy. Nie umiem zaakceptować siebie, to jest jedyna rzecz, której jestem pewna, że nie zaakceptuje, czasem dobrze się ze sobą czuje, tak trochę dobrze, ale dla mnie to dobry poziom, po prostu mam swoje zdanie, że nie podoba mi się mój wygląd, to mija się z moim ideałem kobiety. I choćby najlepszy psycholog mi to tłumaczył, nie zaakceptuje siebie. Jest to tak jakby mój wybór, zresztą często szczerze naciskałam na ludzi żeby mi powiedzieli prawdę jak wyglądam byłam oceniana 5/10 i doceniam tą szczerość bo pytałam o to ludzi, którzy nie zrobiliby mi na złość ani nie okłamali. Nie jestem po prostu ładna ani atrakcyjna co bardziej nie wyglądam jak kobieta. Co całkowicie mija się z moim wyobrażeniem bo lubię być seksi i kobieca, a gdy taka próbuję być wygląda to tak jak te gimnazjalistki-tapeciary, a nie jak prawdziwa pociągająca kobieta. Nawet ładna bielizna na mnie wygląda dziwnie. Dla mnie drogą do jakiejś akceptacji jest parę zabiegów typu pozbycie się wysokiego czoła, pozbycie się worów pod oczami, operacja oczu. Mi to wystarczy żebym czuła się lepiej. Na razie tak nie będzie dość, że często gdzieś za plecami słyszę, jak wyglądam, A jestem osobą, która z charakteru żyje dzięki ludziom, ich słowom ich przystosowaniu do mnie. I tak mi lepiej bo tylko dzięki ludziom umiem być szczęśliwa. Nie lubię być sama, nienawidzę tego źle się czuję sama. To nie jest dla mnie. Zawsze lepiej się czułam na imprezach, wśród ludzi, w mieście w hałasie. A jest na odwrót, nie mam znajomych mimo, że się staram, wszyscy mają mnie w czterech literach, ciągle siedzę w domu jestem samotna. Nie umiem się przemóc żeby sama gdzieś wyjść bo nawet nie lubię wolę z kimś wyjść. Mi po prostu nie pasuje bycie samemu, lepiej się też czuję z chłopakiem w związku a byłam tylko w związkach poprzez internet bo na żywo nikt nie zwraca na mnie uwagę. Chciałabym tylko z powrotem mieć znajomych i wiem, że ciężko jest zdobyć ich do nowa.. przynajmniej dla mnie. Teraz to żadne starania nic nie dają. Było też tak, że przestałam się starać przez jakiś czas to w ogóle nic nie pomogło.. byłam jeszcze bardziej samotna. Czasem kogoś poznam i tematy się kończą praktycznie przy 5 rozmowie. Z koleżankami które mam w klasie, z którymi kiedyś byłam bliżej nie umiem gadać.. z ludzmi z klasy nie gadałam nigdy, a minęły 3 lata w tej klasie. Ludzie z klasy nawet nie chcą ze mną gadać. Mają mnie za idotkę bo nigdy nic nie umiem jak mnie pytaja na lekcji, mam złe oceny. A to przez to, że mam zaległości, których nie jestem w stanie nadrobić, próbowałam ale nie da się wszystkiego z tylu lat nadrobić. Nawet zauważyłam, że strasznie wolno myślę, jestem niekumata. Także tutaj nie chodzi o przygotowanie się na lekcje, czasem pytają bez przygotowania. Także nie wiem co robić, przemogłam się pare razy żeby z kimś pogadać, ale to nic nie dało, nikt za chętny nie był.. ja też w sumie nigdy nie wiem co powiedzieć, ja nie umiem gadać na takie 'zwykłe typowe tematy" jak to się z reguły zagaduje kogoś, po prostu ja mam pustkę, nie wiem czemu nie wiem jak. A jak już znam kogoś jakiś czas to nie ma się co dziwić, że znajomości się urywają jak nie ma o czym ze mną gadać. Uwierzcie tutaj pasje nie rozwiązują problemu, bo miałam i mam kilka małych. I nic mi to nie daje, siedzę w domu nudzę się bo mieszkam na wsi. Z nikim nie piszę bo wszyscy mnie zbywają nikt się nie chce spotkać mimo, że pytam, zapraszam, błagam nawet czasem. NIC. Nie wiem czy ja stworzyłam coś wokół siebie co odpycha ludzie. To nie jest tak, że ja jestem ponura, przez bardzo długi czas mimo, wielu porażek, żartów itp. nie poddawałam się byłam naprawdę silna, ale to nic nie dawało. Mój optymizm, bycie miłym, bo taka jestem z natury, nic nie dało. Byłam u psychologa, skierowal mnie do psychiatry, który przepisał mi syropek i tyle, jedyne co to kręciło mi się po nim w głowie. Od neurologa zaś dostałam Zoloft i inne rzeczy, wymiotowałam po nim, traciłam przytomność mimo, iż było to tylko pól tabletki, ale kazali mi potem i tak odstawić bo podobno z chorym sercem brać takich rzeczy nie można. Tak czy inaczej tego typu tabletki po dłuższym czasie i tak nie przyniosły efektów. Nie mam kasy na prywatnego psychologa, czy psychiatrę. Prosiłam rodziców, ale oni twierdzą, że porządek w pokoju to porządek w głowi i tyle, uważają, że nic mi nie jest mimo, że w twarz krzyczałam im, że chce się zabić i już mam dosyć tego wszystkiego. No, ale cóż żadne prośby, błagania, rozmowy, nic nie dało rady, oni nie maja kasy, a ja i tak zmyślam. Chciałam nawet iść na terapię grupowa, ale w mojej okolicy są płatne. Nie wiem już co robić, całe moje życie kręci wokół tego, to jak niekończący sie koszmar, chciałabym w końcu mieć koleżanki które nie mają mnie gdzieś, które, są moimi normalnymi koleżankami.. chce normalnego życia. Może wy coś wiecie na ten temat, może mieliście tak samo. Pomóżcie.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
04 sty 2015, 03:03

Jak poradzić sobie z takim wyzwaniem jak moje życie?

przez Niete 04 sty 2015, 05:48
A gdzieś nieco dalej nie dałoby się dojechać gdyby się udało terapię znaleźć? Mieszkanie na wsi to wielka kicha dla młodej osoby.
Niete
Offline

Wiem, że są wątki niżej, ale prosze o pomoc

przez Misiw 04 sty 2015, 11:29
Mam pokój z bratem.
Poszłam na psychologię bo jakoś zawsze mnie do tego ciągnęło.

Kupiłam leki na uspokojenie. Już objawy somatyczne są w normie, ale w głowie czuję jak coś się dzieje. I te myśli i czasem czuję jak mnie ściska w klatce piersiowej. Nie chce mi się już słuchać muzyki, czy oglądać TV. Nie chce mi się jeść, odpycha mnie, ale wmuszam w siebie. Trzęsę się.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
03 sty 2015, 10:28

Wiem, że są wątki niżej, ale prosze o pomoc

Avatar użytkownika
przez bedzielepiej 04 sty 2015, 15:33
I co, uważasz że jesteś właściwą osobą na właściwym miejscu? Żeby leczyć ludzi z problemami samemu sobie trzeba radzić. Potem tacy kiepscy psychologowie marnują tylko czas i pieniądze innych. Powinien nad tym czuwać jakiś superwizor i wyłapywać takie niezrównoważone osoby, by nigdy nie mogły pracować z ludźmi chorymi. Może jestem brutalna w tym co piszę, ale jak ślepy okulista może dobierać okulary, albo chirurg z parkinsonem wykonywać operację?

Wiesz, jak na osobę mającą wykonywać zawód zaufania społecznego wykazujesz się kompletnym brakiem odpowiedzialności. Jak można, palić zioło, mając rodzica chorego psychicznie? Wiedza z genetyki zerowa. Jeśli już jesteś chora, to tylko na własne życzenie. Żal mi takich dzieci jak Ty, najarają się dla fazy, a później płaczą na forach, gdzie ludzie chorują poważnie i nie przez własną głupotę.

W dodatku ta podatność na sugestię, jak wyobrażasz sobie słuchać pacjentów i nie wkręcać sobie ich chorób? Poszłaś na takie studia by leczyć przede wszystkim siebie, czy innych?

Jesteś na 3 roku psychologii i nie wiesz jeszcze, do kogo się idzie po diagnozę? :lol:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1541
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 19:49

Jak poradzić sobie z takim wyzwaniem jak moje życie?

przez MoreTea 04 sty 2015, 17:39
Niete napisał(a):A gdzieś nieco dalej nie dałoby się dojechać gdyby się udało terapię znaleźć? Mieszkanie na wsi to wielka kicha dla młodej osoby.

Patrzyłam w Łodzi, która i tak jest dla mnie daleko i nic nie znalazłam. :)
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
04 sty 2015, 03:03

Wiem, że są wątki niżej, ale prosze o pomoc

przez Misiw 04 sty 2015, 19:41
sory, ale jesli juz tu jestes to albo wyrazasz sie z pomocą albo w ogóle, bo mogłeś mnie urazić przez ten post.
ja nie poszłam na psychologię z zamiarem leczenia ludzi, tylko w kierunku biznesowym. więc takie uwagi zachowaj dla siebie :D
wkręciłam sobie po zapaleniu, wcześniej nie było czegoś takiego...
chyba masz jakieś kompleksy jesli chodzi o twój wiek, ale ciesze się że ktoś nazwał mnie dzieckiem bo tęsknię za tymi czasami :) tobie brakuje dziecięcej wrażliwości, który na takim forum jest wskazany, szczególnie jeśli ktoś prosi o pomoc.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
03 sty 2015, 10:28

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez patryk_22 04 sty 2015, 21:53
w tym roku chyba postawie wszystko na jedną kartę . zwolnie się z pracy , wyprowadze od matki ( trucicielki) , wynajmę pokój albo kawalerkę w innym mieście , znajdę pracę , może dam radę sam się utrzymać . a do tego chciałbym rozpocząć psychoterapię u jakiegoś naprawdę mądrego psychologa oraz ukończyć jakiś sensowny zaoczny kierunek studiów . bo jak w tym roku nie podejmę działań to po prostu zdziadzieje przy trucicielce albo strzele sobie kulke w leb. tylko czy to ma według was szansę powodzenia ? miałem jechać za granicę ale nie pojadę z takim zaburzonym mozgiem. zostanę w Polsce .
patryk_22
Offline

Jak poradzić sobie z takim wyzwaniem jak moje życie?

przez SzatanskaArcypelina 04 sty 2015, 23:14
Tak jak bym czytała o sobie :) Mam taką samą pustkę w głowie i brak tematów. Oglądaj dużo filmów, czytaj jakieś głupie teksty, oglądaj obrazki z internetu. Ludzie lubią takie rzeczy. Trzeba znaleźć z kimś wspólny temat. Przynajmniej ja tak robię. Często też wymyslam jakieś głupie historie o sobie, udaje totalnie wyluzowaną dziewczynę, oraz jak ktoś mi mówi o swoich zainteresowaniach to ja wgłebiam się w temat i mówie że mam takie same. Przez pewien czas pomaga, potem znowu pusta w głowie eh. Nie wiem co ci więcej poradzić, psychiatra tu nie rozwiąże sprawy. Nie wiem, czekam na dalsze odpowiedzi w tym temacie , może inni użytkownicy będą mieli lepsze pomysły, bo mam ten sam problem ;)
Posty
59
Dołączył(a)
19 gru 2014, 03:06

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 39 gości

Przeskocz do