Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Cała moja historia.

przez psychidae 03 maja 2014, 19:26
przecież napisał, że ma duże problemy gastrologiczne + zaburzenia tarczycy
ja bym się wzięła za unormowanie stanu fizycznego

w całym zamęcie jednak poradziłabym Ci wizytę u lekarza psychiatry, endokrynologa i gastroenterologa - część chorób o których piszesz może mieć podłoże stresowe (choroba wrzodowa i refluks), leczenie zaburzeń nastroju wg mnie jest bez sensu jeśli nie masz unormowanej tarczycy

no i ta anemia jest niepokojąca - jaką przyczynę ustalili w szpitalu
psychidae
Offline

Coś o objawach itd.

Avatar użytkownika
przez LDR 04 maja 2014, 00:12
Witam,

Odzywam się do Was po 7 latach od mojej ostatniej wizyty na forum, około 8 lat od pierwszego ataku nerwicy.

Nerwicy dostałem będąc w drugiej klasie LO. Pół roku jeździłem od szpitala do szpitala. Miałem skoki ciśnienia i tętna tak, że aż siniałem. Były też kilkomiesięczne zawroty głowy jak po najmocniejszym upojeniu alkoholowym, nie byłem w stanie nawet wstać z łóżka. W nocy nie mogłem spać przez ciągłe piszczenie w uszach, kołatanie serca i zawroty głowy. Drżenie całego ciała, na przemian ciepło zimno w całym ciele, drętwiejące kończyny i twarz…. objawów była cała masa. Sugerowały one lekarzom różne poważne schorzenia. Co kilka dni jeździłem do szpitala na izbę przyjęć, bo byłem w takim stanie, że myślałem, że umieram. Nie byłem w stanie wyjść sam z domu, że mi się coś stanie i dostawałem kolejnych ataków jak tylko próbowałem przełamać lęki. Myślałem, że nie ma już dla mnie pomocy i albo umrę, albo tak zostanie zawsze.

Najgorzej było uświadomić sobie, że to mój mózg wszystko generuje. Nie mogłem w to uwierzyć, że fizycznie nie jestem chory. Nawet jak pracowałem z psychologiem i już prawie byłem o tym przekonany to pojawiał się atak nerwicy, który potrafił zrujnować moją wiarę w to że się uda.

Dziś piszę dla tych, którzy borykają się z podobnymi problemami. Chcę Wam wszystkim powiedzieć, że jest szansa na normalne życie.
Może nerwicy nie da się całkowicie wyleczyć, ale można naprawdę żyć normalnie. Można wyrobić sobie system obronny, który będzie w niemal 100% skuteczny.

Myślałem, że to nie możliwe, ale udało się. Dziś mam 26 lat. Skończyłem liceum, zacząłem pracować jako monter instalacji nisko-prądowych. Skończyłem technikum elektryczne, teraz jestem w technikum informatycznym. Zarabiam całkiem dobrze jak na swoją branżę. Zrobiłem prawo jazdy, mam dwa własne samochody (co prawda starsze, ale własne), jestem w stałym związku już prawie 4,5 roku. Nie boje się wychodzić z domu, czasem jeżdżę sam w długie trasy po Polsce służbowo. Wcześniej nie miałem nic, żadnych perspektyw, a teraz żyje jak przeciętny człowiek, bez ciągłego lęku o swoje zdrowie. Leków na ciśnienie już nie biorę, bo się unormowało.

Coś co było dla mnie nie realne, nie osiągalne przez nerwicę stało się rzeczywistością. Można żyć normalnie i się nie bać.

Czasem nerwica oczywiście da o sobie znać, bardzo, bardzo rzadko. Wtedy wiem, że nakręcanie się tylko pogarsza sprawę i nauczyłem się głęboko to olewać. Bo co się może stać? Zasłabnę? Przewrócę się? Od nerwicy chyba jeszcze nikt nie umarł (przynajmniej mam taką nadzieję :D ).

Mógłbym o mojej nerwicy naprawdę kilkanaście stron napisać, ale nikt by tego nie czytał więc starałem się streścić.

Walczcie, bo naprawdę warto, a na pewno się uda!
Avatar użytkownika
LDR
Offline
Posty
56
Dołączył(a)
08 kwi 2007, 13:42
Lokalizacja
Okolice Wawy

Coś o objawach itd. - po 8 latach z nerwicą lękową

przez joasik01 04 maja 2014, 01:00
Bardzo się ciesze, że super sobie radzisz- gratulacje.napisz co bylo u Ciebie przełomem, że czułeś sie lepiej- tylko psychoterapia, czy brałes jakieś leki. i po jakim czasie było zdecydowanie lepiej? Pozdrawiam
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
27 kwi 2014, 22:11

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Coś o objawach itd. - po 8 latach z nerwicą lękową

Avatar użytkownika
przez LDR 04 maja 2014, 11:49
Pierwszy przełom to praca z naprawdę dobrym psychologiem, wcześniej odwiedziłem koło pięciu i każdy rzucał hasłami typu, "masz nerwice", "musisz wrócić do szkoły", "jak sobie wyobrażasz dalsze życie" itp. Traktowałem ich z góry jak debili.

Trafiłem do ostatniej Pani psycholog. Powiedziałem, że inni uważają, że mam nerwicę, ale ja wcale tak nie uważam i mówię jej, że naprawdę jestem chory tylko nie wiem na co... nie odezwała się tylko odnotowała w swoim kajeciku.

Każda wizyta była dokładnie zaplanowana przez Panią psycholog. Terapia była poznawczo-behawioralna. Pani psycholog nie wmawiając mi, że mam nerwice uświadamiała mechanizmy ludzkiego mózgu, aż tak naprawdę sam zacząłem nabierałem wątpliwości czy na na pewno jestem chory czy to mój mózg. Pani psycholog była na tyle zaangażowana, że przed wizytami konsultowała się z lekarzami, w czasie wizyt robiliśmy razem, pompki, skłony, przysiady, biegaliśmy po schodach na ostatnie piętro tylko po to, żeby udowodnić mi, że nic mi się nie stanie, że nie dostane żadnego ataku. Miałem uraz do wszystkich wyświetlaczy, monitorów, telewizorów itp, że po kilku minutach patrzenia robiło mi się słabo, dostawałem strasznie dużego ciśnienia, że aż siniałem i jechałem na pogotowie w takim stanie, że nie mogłem nawet chodzić. Pani psycholog załatwiła mi nawet sale z komputerem gdzie z nią stawiałem pierwsze kroki naprzód opisując co odczuwam.

To był pierwszy najważniejszy krok, byłem już częściowo przekonany, że to nie choroba fizyczna tylko moja psychika.

Niestety psycholog w czasie terapii powiedziała mi, że jej zdaniem całkowite wyjście z tego bez leków i bez terapii grupowej będzie bardzo trudne, ale pozostawia mi wybór. Zaparłem się, że nie chce leków, że będę walczyć.

Jak już potrafiłem siedzieć troszkę przed komputerem to zacząłem sam czytać, zagłębiać się w ten temat. To forum było dla mnie jakby terapią grupową. Zobaczyłem, że inni mają takie same problemy, że wcale nie jestem z tym sam. Wtedy zaczęło naprawdę do mnie docierać co jest grane i jak z tym walczyć.

Z nerwicy nie wychodzi się z dnia na dzień, to bardzo długotrwały proces. Jeszcze przez długie miesiące miałem różne epizody, wzloty i upadki. Raz było lepiej, raz gorzej. Różne myśli chodziły po głowie. Hipochondria męczyła mnie strasznie długo przez kilka lat, byle objaw to ja już googlowałem jaka to choroba. Bałem się przyjmować leków, ze dostanę od razu najgorszych objawów ubocznych i umrę.

Praca też była dla mnie jakby sprawdzianem czy wytrzymam. Była trochę załatwiona w ten sposób, ze zostałem postawiony przed faktem dokonanym - masz iść na rozmowę, już wszystko nakręcone. Sprawdzałem w pracy swoje możliwości fizyczne, choć było, ze zasłabłem w pociągu.

Na koniec opowiem taki śmieszny epizod. W pracy siedziałem na krześle w kanciapie, schyliłem się lekko i nagle poczułem, że całe udo zrobiło się lodowate. Pierwsze co wpadłem w panikę. Zrobiło mi się słabo, serducho mało mi nie wyskoczyło, wybiegłem z kanciapy, dostałem lekkich zawrotów głowy, nie wiedziałem co się w ogóle dzieje, że zaraz chyba zemdleje. Co się okazało. Wkładam łapę do kieszeni, a tam mokro i zapach aż pali w nos. Okazało się, że jak się schyliłem to psiknałem sobie w nogę gazem pieprzowym, który nosiłem jak jeżdziłem do pracy jak już było ciemno. Od razu wszystkie objawy nagle przeszły :lol: To jest właśnie esencja nerwicy, z byle czego była panika i objawy ;)
Avatar użytkownika
LDR
Offline
Posty
56
Dołączył(a)
08 kwi 2007, 13:42
Lokalizacja
Okolice Wawy

Cała moja historia.

Avatar użytkownika
przez braksił22 06 maja 2014, 02:00
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.

*Monika* napisał(a):braksił22 witam Cię na forum.

Z całą pewnością wiele w życiu przeszedłeś. Pochodzisz z rozbitej rodziny i już jako małe dziecko, które potrzebuje dorastać otoczony miłością, z poczuciem bezpieczeństwa musiałeś szybciej dorosnąć.
Objawy, które opisujesz mogą mieć tło nerwicowe, z tzw. zaburzeń lękowo-depresyjnych. Ale to musiałby zdiagnozować psychoterapeuta/psychiatra. Poczytaj sobie o syndromie Dorosłych Dzieci Rodzin Dysfunkcyjnych, może zaspokoisz wiele Twoich domysłów.
Najlepszym rozwiązaniem byłaby psychoterapia.


Z pewnością poczytam o tym syndromie.

Ewka23 napisał(a):Z pewnością nie każdy objaw fizyczny należy przypisywać wyłącznie psychice. Najpierw musisz przejść dokładną diagnostykę od strony somatycznej. To co ważne w neurologii, to na pewno zrobienie rezonansu. Spore kłopoty żołądkowe to przecież też nie jakieś urojenia, bo w wynikach Ci wyszło wiele nieciekawych rzeczy. Myślę, że każdy źle by się czuł już psychicznie od tego wszystkiego i popadał w panikę. W każdym razie ja mam takie podejście do siebie, że : Jeśli coś mi dolega robię badania i jeśli jest ok, to wiem że to "głowa";-), ale jeśli jakieś badanie jest złe to trzeba to leczyć i już.

-- 03 maja 2014, 00:17 --

Warto też skorzystać z jakiś leków anty-lękowych, czy ja wiem. Terapia także. Bo jeśli będziesz miał uspokojone nerwy, to też może wpłynąć na ciało. Na zasadzie sprzężenia zwrotnego.


Na pewno. Jak umysł cierpi, to organizm płacze. Jutro będę dzwonił do poradni zdrowia psychicznego.



Ferdynand k napisał(a):braksił22, stres może być źródłem tych problemów w zależności od podatności genetycznej
długotrwały rozp........ wszystko w środku obrywa typowo jak u ciebie układ nerwowy pokarmowy i krążenia

jeśli lekarz nie będzie miał przeciwskazań to psychiatra i leki najlepiej by zbiły kortyzol serotoninowe

-- 03 maja 2014, 11:13 --

oczywiście geny mogły być wadliwe ale środowiskowe czynniki mają duży wpływ


Na 100% dostałem pakiecik wadliwych genów. Jak już wspominałem (albo i nie) wszyscy od strony ojca mieli/mają problemy gastryczne. Głównie to refluksy, wrzody, ale dziadek miał guz neuroendokrynny w jelicie czynny hormonalnie. Od strony mamy problemy endokrynologiczne.



essprit napisał(a):Psychoterapia przez 3 m-ce ?
Śmieszne ;) to jest leczenie wielomiesięczne, jak nie wieloletnie ...

Ja myślę, że jak najbardziej przydałaby Ci się terapia.
I znajdź sobie psychoterapeutę który ma certyfikat Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego - idź na konsultację, powiedz co i jak, i wtedy się dowiesz.

A tak swoją drogą, z tej całej listy "SOMATYCZNEJ" - wynika że poza jakimiś problemami ukł. pokarmowego nic ci nie dolega. W sumie też te problemy gastro - rzekłabym ma znaczna część populacji ... więc może COŚ INNEGO nie pozwala Ci pomagać mamie ;) ?


Psychoterapeuta to są spore koszta, a jak już pisałem to z pieniążkami nie jest za ciekawie. Gdybym miał wybierać "przeznaczyć pieniądze na terapeutę czy na jedzenie" to zgadnijcie co bym wybrał.

psychidae napisał(a):przede wszystkim - wyrównać niedoczynność tarczycy (jesteś pewien, że to nie była nadczynność tarczycy)? Twoja mama ma niedoczynność tarczycy czy chorobę Hashimoto? miałeś robione przeciwciała tarczycy, usg tarczycy? niedoczynność tarczycy może dawać właśnie objawy jak w depresji - więc myślę, że jest to jedno z priorytetów

zero alkoholu, zero papierosów, zero leków przeciwbólowych (ibuprofenów itd), schudnąć (jeśli jest nadwaga)
no i trzeba nauczyć się walczyć ze stresem - tu mogę poradzić wizytę u psychiatry i psychologa
biały nalot może być objawem choroby refluksowej - controloc powinien też tu pomóc - zwłaszcza, że jak piszesz próchnica u Ciebie szaleje, no i stres jest tu dużym czynnikiem

czy przewlekłe leczenie u gastroenterologa i endokrynologa nie wchodzi w grę?


Masz rację, mama ma chorobę Hashimoto. Nie miałem robionych przeciwciał, ani usg tarczycy. Lekarka stwierdziła, że skoro FT3 i FT4 mieszczą się w normie, to nie ma potrzeby.
Co do schudnięcia, to nie wchodzi to w grę. Wpieprzam jak głupi, a tracę na wadze. Jestem bardzo szczupły.
Alkoholu nie piję, papierochów nie palę, przeciwbólowych nie biorę od kilku lat.
Controloc biorę przewlekle od 2 lat dzień w dzień, bo inaczej nie mógł bym spać z bólu żołądka.
Byłem już u 3 gastroenterologów i schemat jest ten sam, controloc 40 i ewentualnie antybiotyk i to tyle, dziękuję. Na 25 maja mam wizytę u kolejnego gastroenterologa.
Do endokrynologa nie chcą mi wystawić skierowania, a prywatnie chodzić nie mam jak.

psychidae napisał(a):no i ta anemia jest niepokojąca - jaką przyczynę ustalili w szpitalu

Diagnoza: Niedokrwistość z niedoboru żelaza.
Czyli w efekcie jakiegoś krwawienia wewnętrznego. Dziwne go nigdy nie miałem krwawych wymiotów, nigdy nie miałem smolistego stolca i nic nie wykryto w teście na krew utajoną. Tak jakby coś ze mnie tę krew wyssało, dlatego też podejrzewałem pasożyty, jednak okazało się, że to też nie to.


Żeby nie było. Jestem świadomy tego, że mam zaburzenia nerwicowe. Wiem, że wykształciła się u mnie duża fobia społeczna. Jednak nic nie dzieje się bez przyczyny.

-- 16 maja 2014, 18:48 --

Witam ponownie.
Mam już ustalony termin (22 lipiec) na wizytę z psychiatrą, która jest przy okazji psychoterapeutką. Ogólnie zacząłem czytać o nerwicach, zaburzeniach lękowych, fobiach, o sposobach sobie radzenia z nimi no i zbrakło mi lektur. Jak ktoś ma jakieś ciekawe tytuły w .pdf to bym prosił o podesłanie :)

Mam też pytanie. Strasznie mi się psują zęby, niedawno byłem wyleczyć 3 zęby u dentysty, a już kolejne dziury się porobiły i zaczynają boleć.
Od czego tak mogą mi się psuć te zębiska? Szczotkuję je 2 razy dziennie, płuczę jamę ustną, ogólnie rzecz ujmując dbam o higienę jamy ustnej. Co jest nie tak? Czemu ciągle postępuje u mnie ta próchnica? Mam już tego dość ;s
Tak jak Ty w tej chwili, kminisz nad swoim losem. Boisz się walczyć ze mną swoim wewnętrznym głosem. Padasz pod ciosem, paranoje Tobie niose, jak śmierć mam kosę w Twojej głowie sobie chodzę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
171
Dołączył(a)
30 kwi 2014, 19:04

moje problemy :(

przez turcotte 11 maja 2014, 17:47
Z tym że nie bardzo jest jak. Za mała mieścina, jakbym poszedł do psychologa, to wszyscy by wiedzieli. A ja tego bym nie zniósł. Nie zniósł bym łatki psychicznego :cry:
Poza tym ostatnio jest jeszcze gorzej. Ja... Ja się zakochałem. Chyba :why: Nie wiem już sam :why: Bardzo mi się podoba, ale ona na pewno nie zechce się ze mną umówić! Boję się to głośno powiedzieć. Boję się zapytać, czy by się ze mną umówiła. :why:
Mam po prostu wrażenie, że jakbym się zabił, to by było lepiej i już bym się nie męczył. Życie jest takie beznadziejne, jak się nie ma nikogo :cry:
Przepraszam, że was tym wszystkim zamęczam, już nie będę :cry:
Offline
Posty
226
Dołączył(a)
13 kwi 2014, 12:22

moje problemy :(

Avatar użytkownika
przez tahela 11 maja 2014, 18:15
tak to w zyciu jest ,ze jak sie robi głupoty w zyciu to trzeba za nie zapłącic , teraz płacisz, zaczynasz sobie zdawac sprawy z pewnych rzeczy , moze ci minie za jakis czas a psycholog to nic takiego , połowa moich znajomych była lub chodzi aktualnie i nikt sie tego nie wstydzi, jest to uznawane za cos normalnego, masz prolem idziesz do psychologa albo do psychiatry po psychotropa, stan bardzo akceptowalny społecznie i nic w tym nikt dziwnego nie widzi,ale moze ja mam jakis znajomych madrych, mam nadzieje ,ze tak jest po prostu a miasto duze nie jest jakies 135tys, mieszkanców,
no chwalic sie nie ma czym, ale jak sie dowie i jest madra to zakceptuje ze to przeszłsoc i tyle, chociaz pewnie tez nie obejdzie jak po kaczce, bo to trudne sprawy
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10995
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

moje problemy :(

przez turcotte 11 maja 2014, 18:18
Sorry, za post pod postem, ale jak już się uzewnętrzniam... :cry:
Nie popełnię samobójstwa, bo jestem na to zbyt beznadziejny! Bo jestem zbyt żałosny.
Ale za to ryzykuję dużo, licząc na to że będę miał wypadek i umrę. Jeżdżę zbyt szybko autem, uprawiam sporty niebezpieczne i powiem wam, że jak nic mi się nie stanie i przeżyję jakąś ryzykowną sytuację, to jest mi z tym źle, bo nic mi się nie stało. Bo wciąż żyję. Więc znowu ryzykuję i liczę na to, że się zabiję.
Wiem, to strasznie pojeb**e z mojej strony, ale ja bardzo bym tego chciał. Chciałbym żeby mi się coś stało :oops:
Wiem co sobie teraz o mnie myślicie, że jestem psychiczny i powinno się mnie zamknąć.
Offline
Posty
226
Dołączył(a)
13 kwi 2014, 12:22

moje problemy :(

Avatar użytkownika
przez tahela 11 maja 2014, 18:20
no i jestes ciagle niedojrzały, bo nie ma związków takich zeby zawsze wszytko było super, sa gorsze i lepsze okresy i rzucac kazdego bo przestaje byc fajnie jest zachowaniem niedojrzałosci emocjonalnej, takie jakby ktos chciał zyc w raju całe zycie ,ale z raju przysłowiwego wywalił nas pan dawno temu i raju nie ma i trzeba sobie ztego zdac sprawe tylko wtedy mozna zyc naprawde i byc pogodzonym z zyciem i akceptacja zycia,
trzeba duzo rozumiec zeby dobrze umiec żyć
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10995
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

moje problemy :(

przez turcotte 11 maja 2014, 18:22
tahela napisał(a):no i jestes ciagle niedojrzały, bo nie ma związków takich zeby zawsze wszytko było super, sa gorsze i lepsze okresy i rzucac kazdego bo przestaje byc fajnie jest zachowaniem niedojrzałosci emocjonalnej

Ale to nie ja chcę rzucać :D
To ja boję się być odrzuconym :(
Offline
Posty
226
Dołączył(a)
13 kwi 2014, 12:22

moje problemy :(

Avatar użytkownika
przez tahela 11 maja 2014, 18:35
turcotte,
po prostu masz stan pod depresyjny, jeszcze niedepresja,ale taki stan przedepresyjny, zaczynasz łapac objetnosc na wszystko ,bo wiesz ,ze to co masz w zyciu na ten moment jest bez sensu a boisz sie dac z siebie cos wiecej i bładzisz, musisz sobie powiedziec wyraźnie jak chcesz zyc, w jaki sposób , jakie wartosci sa dla ciebie wazne, jaka moralnosc i jak bedziesz to wiedziął, to musisz sie dot ego stosowac, nie mowie ,ze to proste, ale to ci pomoze jak siebie naprostujesz to zobaczysz ,ze zniknie i beznadziejnosc i strach o to ze ci zwiazek nie wyjdzie bo bedziesz wiedział po jakiej drodze idziesz , teraz nie wiesz, zycie jakie prowadziłes jest łatwe,ale na dłuzsza mete wykańczajace , bez wartosci i zasad i sie wykanczasz po prostu
i z jakimi ludźmi chcesz miec do czynienia czy z takimi ,kórzy buduja swoja droge tez na pewnych wartosciach czy na łatwym ,prostym i pustym zyciu,
lepiej sie otaczac ludźmi bardziej wartosciowymi , nawet jak trudniejszymi, w rachunku ogolnym patrząc na lata to sie opłaca po prostu

-- 11 maja 2014, 17:36 --

turcotte, teraz sie bisz i tego i tego , przeczytaj jeszcze raz co napisałęs czego sie boisz ogólnie,raz sie tego boisz i jednoczesnie tego drugiego bo napisałeś to wyraźnie

-- 11 maja 2014, 17:45 --
pamiętaj bo duzo ludzi zapomina o tym, jesli np. całe towarzystwo stoi na glowie troche, jakis tam kolega krzyczy do matki przez telefon wyzywa, leci na laske po rozwodzie, która zonatym sie zadawała i nie miała obiekcji co do tego raz byl u niej a raz u zony, i jeszcze jest tam jedna kolezanka, która leci na zajetego faceta, chcociaż wie ze jest w zwiazku i nie ma oporów wyciagac go i wysyłac SMS,proponowac teatr czy filharmonie, to znaczy,ze całe to towarzystwo jest na niskim poziomie moralnym ,mentalnym, emocjonalnym , ze sa to ludzie słabi , bez wartosci, nie umiejacy trzymac fasonu, zyjacy w swiecie obłudy i pozoru i ze nie o to chodzi w zyciu tak naprawde,
to taki przykład tylko,,ale ze czegos takiego trzeba w zyciu unikac by byc w zyciu szczesliwym, miec swoja droge i isc po niej, wtedy zycie nabiera sensu i kształtu, a ludzi nie spełniajacych pewnych standardów sie wyklucza ze swojego zycia,zbyt łatwych, zbyt prostych, zbyt nachalnych idzie sie w jakosc, nawet jesli moga sie wydawac atrakcyjni to tylko po pozorach, tacy ludzie przynajmniej dla mnie , całe to towarzystwo wzajemnej adoracji trzeba olac bo nic dobrego na dłuzsza mete nie wychodzi dobrego z przebywania z takimi ludźmi,
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10995
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

moje problemy :(

przez turcotte 11 maja 2014, 18:50
tahela napisał(a):jakie wartosci sa dla ciebie wazne, jaka moralnosc i jak bedziesz to wiedziął, to musisz sie dot ego stosowac, nie mowie ,ze to proste, ale to ci pomoze jak siebie naprostujesz to zobaczysz ,ze zniknie i beznadziejnosc i strach o to ze ci zwiazek nie wyjdzie bo bedziesz wiedział po jakiej drodze idziesz , teraz nie wiesz, zycie jakie prowadziłes jest łatwe,ale na dłuzsza mete wykańczajace , bez wartosci i zasad i sie wykanczasz po prostu
[...]
i z jakimi ludźmi chcesz miec do czynienia czy z takimi ,kórzy buduja swoja droge tez na pewnych wartosciach czy na łatwym ,prostym i pustym zyciu,
lepiej sie otaczac ludźmi bardziej wartosciowymi , nawet jak trudniejszymi, w rachunku ogolnym patrząc na lata to sie opłaca po prostu

Święte słowa, już dawno czegoś tak mądrego nie słyszałem. :uklon:

Tylko, że oprócz pewnych zasad i wartości (które tak jak mówisz, pomału do mnie dociera), boję się że nie mam nic więcej do zaoferowania. Przede wszystkim pod względem finansowym. Jestem biedny. No, może nie aż tak super biedny, ale biedny. I boję się, że żadna nie będzie chciała zadawać się z kimś, kogo nie stać na pewne rzeczy. Bo czasami chciałbym zaprosić dziewczynę do kina, albo na wakacje, ale nie ma z czego :(
Offline
Posty
226
Dołączył(a)
13 kwi 2014, 12:22

moje problemy :(

Avatar użytkownika
przez tahela 11 maja 2014, 19:11
turcotte,
wiekszosc ludzi nie jest bogatymi i daje rade, sporo dziewczyn woli porzadnych facetów , kórzy maja jaks tam prace , niz jakis dziwnych panów bezwartosciowych, oczywiscie jest tez czesc co leci typowo na kase ,ale w sumie nie tego szukasz jak rozumiem,na kino to zawsze jakos starczy a wczasy to juz bez róznicy czy to beda jakies wyspy na końcu świata czy Beskidy, wazne z kim,
jak sie ma co jeść i gdzie mieszkać , to juz nie robi róznicy czy kasa jest duza czy zupełnie przecietna, przeszkadzac moze jakas skrajna bieda kiedy na jedzenie brakuje ,ale to jest juz sytuacja ekstremalna w sumie,
zwiazek polega na tym by byc wsparciem dla tej drugiej osoby i własnie tak naprawde te trudne momenty sa testem dla drugiej strony,
a wiesz jak to jest z kasa dzisiaj ktos ma a za dwa lata nie ma bo sie pogorszyło, bo zrobił zły ruch i stracił a moze byc tak ze dzisiaj ktos nie ma a za dwa lata ma , to nie jest dane raz na zawsze i nie powinno byc wyznacznikiem wchodzenia w zwiazek , bo jak to jest wyznacznikiem to chyba powinno sie olac z poczatku
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10995
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

moje problemy :(

przez turcotte 11 maja 2014, 19:21
tahela napisał(a):jak sie ma co jeść i gdzie mieszkać

No i póki co u mnie z tym jest słabo. Nie stać mnie na własne mieszkanie. I to mnie boli też strasznie :(


tahela napisał(a):a wiesz jak to jest z kasa dzisiaj ktos ma a za dwa lata nie ma bo sie pogorszyło, bo zrobił zły ruch i stracił a moze byc tak ze dzisiaj ktos nie ma a za dwa lata ma , to nie jest dane raz na zawsze i nie powinno byc wyznacznikiem wchodzenia w zwiazek , bo jak to jest wyznacznikiem to chyba powinno sie olac z poczatku

Ja Twoje teksty chyba zacznę oprawiać sobie w ramkę! :yeah: Naprawdę nie wierzyłem, że jeszcze na świecie istnieją ludzie z takim podejściem do życia :) Musisz być naprawdę fajną osobą :)
Offline
Posty
226
Dołączył(a)
13 kwi 2014, 12:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do