Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nerwica. Piotr. 26 lat. Historia prawdziwa.

Avatar użytkownika
przez Ma89 28 kwi 2014, 22:28
pfff... u mnie przynajmniej na NFZ w tym samym dniu (rejestracja rano), albo 'na termin' - 3 tygodnie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
103
Dołączył(a)
02 kwi 2014, 09:34

Cała moja historia.

Avatar użytkownika
przez braksił22 30 kwi 2014, 20:27
Witam.
Jestem nowy na forum, ale na pewno nie nowy jeśli chodzi o objawy, których doświadczam od kilku lat, a które doszczętnie rujnują mi życie. Mam dopiero 22 lata, a żaden z lekarzy, z którymi miałem kontakt, nie chce mi pomóc. Opiszę tutaj dokładnie etapy mojego życia.


Dzieciństwo i dorastanie
Od dziecka miałem niełatwo. Pochodzę z ubogiej rodziny, często brakuje nam nawet na podstawowe rzeczy do lodówki.
Mama z ojcem rozeszła się jak byłem małym dzieckiem (może miałem ze 3 lata) i od tamtej pory wychowywała nas sama.
Ta kobieta też wycierpiała co nie miara. Już jako mały dzieciak musiałem robić za jej tarczę, gdy to jej konkubent bił ją i szarpał.
Przeprowadzaliśmy się co chwila z powodu braku pieniędzy na opłacenie wynajmu. Jako dziecko podobno bałem się wszystkiego.
Sytuacja ustabilizowała się gdy mama dostała mieszkanie socjalne, a ja sam przeprowadziłem się do babci.
Wtedy był chyba najlepszy okres mojego życia. Miałem stały dach nad głową, nie miałem z niczym problemów. Byłem aktywnym dzieckiem i nastolatkiem. Miałem wrażenie, że wszystkiego co się nie dotknę, zamieniało się w złoto. Uczyłem się dobrze, trenowałem różne sporty z sukcesami, miałem powodzenie u dziewczyn. Było cudnie!
Problemy zaczęły się po wypadku w szkole (2 klasa gimnazjum). Podczas wf'u uderzyłem mocno głową o betonowe boisko. Traciłem przytomność kilkakrotnie, miałem drgawki. Do tej pory nie mogę sobie przypomnieć co robiłem na wf'ie i chwilę przed nim. Pielęgniarka szkolna nie zadzwoniła na pogotowie, a jedynie po moją starszą siostrę. Siostra zabrała mnie ze szkoły do domu.
Będąc w domu, nie mogłem wytrzymać bólu i zawrotów głowy jakie mi towarzyszyły, więc postanowiliśmy pojechać do szpitala.
W szpitalu zostawili mnie na 3dniowej obserwacji i zrobili TYLKO prześwietlenie głowy. Żadnych tomografów ani specjalistycznych badań. Odleżałem 3 dni i wróciłem do domu.
Po kilku dniach nagle zacząłem sobie wymyślać choroby (paranoja), jakieś sepsy, raki, wszystko co możliwe. Trwało to stosunkowo krótko i po jakimś czasie kompletnie nie było po tym śladu. Wróciłem do normalnego trybu życia. Zacząłem trenować akrobatykę, parkour i życie toczyło się szybkim tempem.

Bóle brzucha? Pewnie jelito drażliwe
Po jakimś czasie zaczęły doskwierać mi bóle brzucha. Początkowo były to sporadyczne bóle, ale z czasem zaczęły się utrwalać.
Poszedłem zgłosić ten fakt lekarzowi rodzinnemu, ale oczywiście zostałem uznany za wariata i bez żadnej diagnostyki wystawiono opinię "jelito drażliwe". Przyjąłem to do wiadomości i uznałem, że widocznie tak musi być. W tym okresie niestety zmarła moja babcia, którą traktowałem po części jak własną matkę. Wraz z nią "umarło" też i moje życie. Musiałem wrócić do mamy, więc standardy życia poleciały drastycznie w dół.
Dni, miesiące mijały, a ból utrzymywał się praktycznie przez cały czas. Kolejne wizyty u lekarza rodzinnego nie przynosiły zamierzonych efektów, a wychodząc z gabinetu czułem się jeszcze bardziej chory, niż przed samym wejściem do niego. Postanowiłem zmienić lekarza, na młodszą panią doktor. Już wtedy byłem pewien, że choruję na chorobę wrzodową, więc postawiłem taką hipotezę przed panią doktor, od której w końcu otrzymałem skierowanie do gastroenterologa celem wykonania gastroskopii. Pozostało jedynie poczekać na termin wizyty.
Nadszedł dzień gastroskopii. Przekonany o tym, że mam wrzody, poszedłem bez żadnego lęku i niepokoju. Wynik przeszedł jednak moje oczekiwania, a słów doktora robiącego gastroskopię nie zapomnę chyba do końca życia. Brzmiały one tak: "Masz szczęście, że trafiłeś do nas dzisiaj, bo za tydzień mogłoby być za późno. Wrzód zaczął pękać"
Z wynikiem gastroskopii udałem się do mojej lekarki i zaczęliśmy twarde leczenie. Stosowałem antybiotyki celem eradykacji HP i przeszedłem na dietę. Zacząłem też ćwiczyć na siłowni i w końcu po tylu miesiącach cierpień wracałem do żywych. Przytyłem 10 kg, a wrzody wydawały się być wyleczone.

Czy to wszystko wraca?
Nie miałem okazji długo nacieszyć się powrotem do pełni sił. Po około roku zaczęły się znowu bóle brzucha, schudłem i zrobiłem się okropnie blady. Aparycja anemika przysparzała mi kompleksów. Cały czas rozmyślałem nad tym, co ludzie mogą o mnie myśleć. Pewnie myślą, że jestem ćpunem. Zacząłem maniakalnie kontrolować barwę swojego ciała (jakkolwiek to brzmi), co chwilę sprawdzałem jakiego koloru są moje dłonie czy twarz. Po jakimś czasie przeżyłem coś okropnego, mianowicie atak paniki. Zdarzyło się to po lekcjach w technikum, jak już szedłem na autobus. Usiadłem w autobusie i nagle serducho zaczęło walić jak szalone, zlałem się potem i wydawało mi się, że wyzionę ducha. Na następnym przystanku wysiadłem i pognałem do domu. Po przyjściu do domu trochę się wszystko uspokoiło, ale ja sam nie pamiętałem jak do tego domu dotarłem.
Takie epizody powtarzały się co jakiś czas, ale nie utrudniały mi jakoś specjalnie życia.

Ciągły lęk! Boże nie daję rady.
Po ekscesach z atakami paniki, pojawił się lęk i niepokój towarzyszący praktycznie każdej godzinie jaką od tamtej pory przeżyłem. Na szczęście udało mi się skończyć szkołę zanim to wszystko zaczęło się na dobre, bo strach pomyśleć co by było, gdyby zdarzyło się to pół roku-rok wcześniej.
Zacząłem się martwić o swoje zdrowie. Postanowiłem opowiedzieć o wszystkim mojej pani doktor. Oczywiście gdy tylko napomknąłem jej o tym, że odczuwam lęk, to uznała mnie za nerwicowca i odesłała do psychiatry. Powiedziałem również o tym, że bóle brzucha wróciły i stają się coraz silniejsze, więc zostałem skierowany na ponowną gastroskopię. Gastroskopia wykazała wrzód dwunastnicy, zapalenie przełyku, zapalenie żołądka. Tym razem jednak nie wykryto bakterii helicobacter pylori, więc obyło się bez antybiotyków. Miesiące mijały, brałem (i biorę) cały czas controloc 40, bo wystarczy, że przez 2-3 dni zaprzestanę i bóle wracają.
Lęk i niepokój narastał, aż nabawiłem się agorafobii. Wszystko wskazywało na to, że jednak jestem chory psychicznie.

Wizyta u psychiatry
W końcu zdecydowałem się na wizytę u psychiatry. Podczas rozmowy opowiedziałem o wszystkim czego doświadczam, o agorafobii, o derealizacji i depersonalizacji, o objawach somatycznych. Został mi wypisany asertin oraz zomiren i miałem wrócić po 3 miesiącach. Zomiren stosowałem doraźnie i jedyne co robił, to mnie wyciszał, a asertin? To chyba był jakiś lek placebo, bo kompletnie na mnie to nie działało. Wróciłem do lekarza psychiatry i o wszystkim opowiedziałem. Lekarz chyba zaczął mi wierzyć, że to co się dzieje w mojej psychice, może być skutkiem jakiejś choroby somatycznej. Postanowiliśmy przerwać leczenie psychiatryczne, a skupić się na diagnostyce. Wysłał mnie do lekarza rodzinnego celem szerokiej diagnostyki.

Lekarz rodzinny, utrata przytomności, SOR
Lekarka rodzinna zleciła na początek podstawowe badania (mocz, krew, tsh, ob). Wynik badania krwi wykazał głęboką anemię spowodowaną brakiem żelaza. TSH z kolei było podwyższone (5,4) i wskazujące na niedoczynność tarczycy.
Zleciła kolejne badania, ale nie miałem okazji ich zrobić, ponieważ zasłabłem pewnego dnia i zostałem przewieziony na SOR. Na SOR'ze wyłapali tachykardię zatokową, wysokie ciśnienie 190/120, ale ogólne badania były ok. Dostałem skierowanie na oddział kardiologiczny, celem dalszej diagnostyki.

Oddział kardiologiczny i wewnętrzny
Dzień po otrzymaniu skierowania na oddział kardiologiczny, zostałem przyjęty na owy oddział. Porobili mi chyba wszystkie możliwe badania oprócz ekg wysiłkowego. TILL Test, 2x holter ekg, holter ciśnieniowy, badania krwi, badania moczu, zwykłe ekg, usg jamy brzusznej, dno oka. Wszystko było ok, serducho jak młody bóg, wszystko poza wynikami krwi wskazującymi na głęboką niedokrwistość ze skrajnym niedoborem żelaza i lekkim niedociśnieniem. Miałem też przeprowadzaną rozmowę z panią psycholog, która absolutnie wykluczyła jakoby moje problemy miały podłoże psychiczne. Nie wiem czy na to wszystko miał znaczenie fakt, że w trakcie pobytu na oddziale kardiologicznym kompletnie nie odczuwałem jakichkolwiek objawów.
Zostałem skierowany na oddział wewnętrzny celem diagnostyki niedoboru żelaza i niedokrwistości. Przeleżałem tam tydzień i w sumie nawet nie wiem po co. Porobili jakieś testy na krew utajoną i krzywą żelaza i w sumie to tyle. Podczas pobytu na tym oddziale wykryto też u mnie zakażenie wału paznokciowego gronkowcem. Dostawałem antybiotyki i zrobili mi zabieg. Palec wyzdrowiał.
Po odleżeniu tygodnia, dostałem wypis, recepty oraz skierowanie na kolejną gastroskopię. Zacząłem stosować żelazo w tabletkach, dalej wcinałem controlog 40 i czekałem na gastroskopię.
Nadszedł dzień gastroskopii. Niektórzy boją tego badania, a ja je powoli traktuję jak badanie krwi. Wynik był gorszy niż na ostatniej gastroskopii. Wyszło zapalenie dwunastnicy, owrzodzenie dwunastnicy, zapalenie przełyku i żołądka, polipy. Znowu wykryto bakterie, więc znowu musiałem wcinać antybiotyki. Leczenie miał prowadzić lekarz rodzinny, więc z wynikiem udałem się do mojej pani doktor. Zaczęliśmy kolejną eradykację, znowu przeszedłem na dietę, ale leczenie kompletnie nie przyniosło efektów. Wrzód jak był tak jest i nie wiem, czy kiedykolwiek się go pozbędę.


Objawy
-bladość, sucha skóra
-wypryski na plecach, barkach, twarzy i klatce piersiowej
-zaburzenia psychiczne (lęki, fobie)
-zaburzenia poznawcze
-zaburzenia rytmu serca (dziwne trzepotanie serca, dodatkowe skurcze, tachykardie i bradykardie, kołatania serca)
-białawy nalot na języku z rana
-pojawiające się dziwne plamy na języku, coś a'la język geograficzny
-okropne bóle głowy
-zaburzenia koncentracji, obniżenie sprawności umysłowej, niemożliwość uczenia się nowych rzeczy
-ataki całkowitego zaburzenia świadomości
-zmęczenie, wyczerpanie, senność
-niedobór masy ciała
-skoki ciśnienia ze współistniejącym niedociśnieniem
-ataki wilczego apetyty, szczególnie na słodycze
-zatkany nos
-dziwny śluz na tylnej stronie gardła, ciężko go przełknąć czy odkrztusić
-refluks, odbijanie się jajami, gazy, bóle wrzodowe, burczenie, przelewanie, niestrawność, wzdęcia
-poty nocne
-ciągłe zakażenie wału paznokciowego (ustępujące i pojawiające się samoistnie)
-nieprzyjemny zapach stóp
-psujące się zęby, próchnica mimo bardzo wysokiej higieny jamy ustnej
-stałe piski, szumy uszne (niekiedy nagły, silny szum, po którym przez kilka minut nie słyszę kompletnie nic)
-jakiś guz na głowie (chyba kaszak) i pod pachą (może zatkany gruczoł potowy)
-nawracające bóle stawowe
-cykliczność objawów (kilka dni jest dobrze i objawy w/w słabną lub ustępują całkowicie, a kilka kolejnych jest okropnych i wszystko się nasila)


Wykonane badania
Diagnostyka kardiologiczna - ok, lekkie niedociśnienie nie wymagające leczenia
Diagnostyka gastrologiczna - wrzód trawienny dwunastnicy, zapalenie żołądka, dwunastnicy i przełyku, polipy
Diagnostyka ogólna - ogólnie w normie
Diagnostyka neurologiczna - (tomograf, EEG) w normie
Diagnostyka psychiatryczna - opisałem wyżej


Gdzie mam szukać pomocy? Chciałbym wykluczyć jeszcze kilka badań na boreliozę, przyrost grzyba candida albicans, czy badanie mikroflory bakteryjnej oraz nietolerancji pokarmowej, ale lekarz lekarka niechętnie słucha moich hipotez. Ostatnio dostałem skierowanie do alergologa i gastroenterologa (znowu... do znudzenia), więc tyle dobrego.
Nie stać mnie na robienie badań prywatnie, więc jestem w kropce.
Chciałbym znowu zacząć normalnie żyć i w końcu odciążyć mamę. Czuję się jak jakiś zafajdany pasożyt... to nie jest miłe.
Czy ktokolwiek może mi pomóc?
Tracę nadzieję...

-- 01 maja 2014, 15:31 --

Wiem, że trochę się rozpisałem i nie każdemu może chcieć się czytać, ale proszę o jakąkolwiek wskazówkę.
Tak jak Ty w tej chwili, kminisz nad swoim losem. Boisz się walczyć ze mną swoim wewnętrznym głosem. Padasz pod ciosem, paranoje Tobie niose, jak śmierć mam kosę w Twojej głowie sobie chodzę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
171
Dołączył(a)
30 kwi 2014, 19:04

Cała moja historia.

przez wtk 01 maja 2014, 22:55
Siema, jestem w Twoim wieku i mam podobne przeżycia, pewnie Ci nie pomogę, ale coś tam napiszę.

Co do dzieciństwa nic nie powiem, bo u mnie nie było jakiś ogromnych problemów.
Wszystko zaczęło mi się od bólów brzucha i standardowa procedura - leki, nie pomagają więc gastroskopia, wykryty helicobakter i brak wrzodów etc (ale jest zapalenie żołądka), więc antybiotyki na hb (po których się dużo gorzej czułem). I tak mijały miesiące, po skończeniu antybiotyków kolejna gastroskopia, nie sprawdzano hb ale ustalono,że zapalenia już nie ma więc jest ok. Tylko dalej mnie coś bolało w tym żołądku tak jak na samym początku. Zero poprawy mimo,że byłem wyleczony. Wtedy lekarz pierwszy raz zasugerował że to może być na tle nerwowym, ale ja w to nie wierzyłem :P

Tak sobie żyłem z bólami kolejne miesiące i gdy starałem się nie przejmować to było mi lepiej ale i tak mnie przejmowało nonstop bo bóle były naprawdę straszne - praktycznie nigdy nie odpuszczały, zjedzenie jakiegoś jajka to od razu nudności itd. Po ok. roku od pierwszej wizyty zacząłem mieć nagle czerwone oczy - lekarz powiedział, że mam podwyższone ciśnienie 140/80 i trzeba to kontrolować bo być może to jest tego wina. Ja stwierdziłem,że to samo przejdzie, ale po miesiącu nic nie przeszło. Zacząłem panikować,że to wszystko przez nadciśnienie i jakieś problemy z krążeniem. Tak więc kolejny raz lekarz i okazało się,że mam ciśnienie nawet 170. Dostałem leki i ciśnienie na tych lekach spadło.

Chwilę później dostałem pierwszego ataku lękowego - pogotowie przyjechało i ciśnienie 180/100. Dali coś na obniżenie ciśnienia i kazali się wyspać bo poprzednią noc nic nie spałem. Wtedy ciągle nie wiedziałem co mi jest. Zdecydowałem się na diagnostykę w związku z tym,że dzieje się coś niedobrego - miałem robione masę testów : rezonans głowy, rezonans odcinka szyjnego, usg jamy brzusznej, usg tarczcy, przepływy szyjne, echo serca, holter ekg, holter ciśnieniowy, badania krwi włącznie z tymi drogimi, markerami nowotworowymi i wszystkim innym. Poza jakąś tam drobną cechą serca, którą ma wiele osób, ciśnieniem kontrolowanym lekami (wyszło dobre, ale byłem na lekach) to wszystko wyszło ok. Zauważyłem zresztą jak wielki niepokój/ulgę odczuwałem przed/po badaniach i wynikach. Wizyta u lekarza, który informował że wyniki wyszły poprawnie to 2 dni "luzu" i braku objawów. Potem doszły mi nowe objawy tj. paniczny lęk przed spaniem. Panicznie zacząłem się bać zasypiania. Wtedy powoli zaczęło do mnie docierać analizując wszystko logicznie, że to faktycznie ma podłoże nerwowe a nie żadne inne. Zacząłem brać leki i po kilku tygodniach faktycznie "odżyłem". Dalej się trochę boję zasypiać, ale jest to dużo mniejszy strach; Dalej mam objawy somantyczne ale to już nie to co kiedyś gdy 80% dnia myślałem co mi się dzieje. Zmniejszyłem dawkę leków na nadciśnienie i po miesiącu dalej jest ono w normie tj. między 120-140.

W międzyczasie wmawiałem sobie już naprawdę WSZYSTKO: bałem się zawałów, wylewów, ataków serca, (...), miliona innych spraw..... Najgorsze w tym wszystkim było dla mnie, że sam je urzeczywistniałem - np. boję się zawału więc mam wszystkie objawy jakie znam. Ostatnio coś mnie bolało w okolicach serca. Od razu jakaś myśl, że coś się dzieje. Zapomniałem o tym i kolejny tydzień nawet nic nie czułem :P

Z twoich objawów:

-bladość, sucha skóra - MAM ale odwrotnie, nadmierne zaczerwienienia na twarzy.
-wypryski na plecach, barkach, twarzy i klatce piersiowej - ee to chyba każdy coś tam drobnego ma :P
-zaburzenia psychiczne (lęki, fobie) - j/w pisałem w poście. Ale nie są to fobie w stylu wyjścia z domu ale uniemożliwiają normalne życie.
-zaburzenia poznawcze - nie wiem co to i boję się czytać, bo pewnie też dostanę :P
-zaburzenia rytmu serca (dziwne trzepotanie serca, dodatkowe skurcze, tachykardie i bradykardie, kołatania serca) - na holterze ekg mi nic nie wykryli poważnego , poza tym że serce zwalnia w nocy do 40-50 uderzeń, ale nie jest to nic groźnego. Często mi się wydaje, że coś się dzieje ale np. to "pulsują" mięśnie a nie samo serce.
-białawy nalot na języku z rana - w sumie nonstop oglądam język i zdaje mi się że coś się dzieje ale kiedyś lekarza pytałem to powiedział,że taki nalot co ja mam to każdy ma :P
-pojawiające się dziwne plamy na języku, coś a'la język geograficzny - a, tego to nie mam.
-okropne bóle głowy - miewałem jak sobie wmawiałem że mam raka, odkąd zrobiłem rezonans głowy przeszły.
-zaburzenia koncentracji, obniżenie sprawności umysłowej, niemożliwość uczenia się nowych rzeczy - przychodzi mi to znacznie ciężej, wiele rzeczy się pozmieniało np. tyję, nie mogę uprawiać sportu tak wydajnie jak normalnie - ale większość to pochodna leków które biorę.
-ataki całkowitego zaburzenia świadomości - miewałem przed lekami takie schizy, że np. kręciło mi się w głowie i dostawałem światłowstrętu - nawet żarówka mnie raziła. Kładłem się na godzinę i przechodziło :P
-zmęczenie, wyczerpanie, senność - baaardzo różnie,ostatnio staram się pilnować snu bo wiem jak istotny jest dla UN i śpię 6-9h bez wyjątków zawsze. A wcześniej zdarzały się nawet 2 noce kompletnie nieprzespane.
-niedobór masy ciała - u mnie odwrotnie - podczas całej choroby przytyłem z 15-20kg
-skoki ciśnienia ze współistniejącym niedociśnieniem - ja nie wiem czy mam skoki jakieś straszne :P biorę leki co temu zapobiegają wiec może dzięki temu
-ataki wilczego apetyty, szczególnie na słodycze - oo tak! to bardzo charakterystyczna cecha. Zawsze czekolada mi poprawiała samopoczucie. zawsze. Miałem bóle żołądka - pyk, tabliczka czekolady i po bólach :) Zresztą to mnie trochę przekonało,że to nie są zadne bóle nowotworowe etc bo ich to chyba czekoladą bym nie pokonał. Od miesiąca 0 słodyczy, dużo mniej węglowodanów i powiem Ci,że warto było skończyć z tym ćpaniem czekolady, bo po ok. tygodniu zacząłem się czuć lepiej.
-zatkany nos - nie mam.
-dziwny śluz na tylnej stronie gardła, ciężko go przełknąć czy odkrztusić - ja mam czasami zapalenie gardła i różne przygody, ale zawsze samo przechozd
-refluks, odbijanie się jajami, gazy, bóle wrzodowe, burczenie, przelewanie, niestrawność, wzdęciami - też coś w tym w stylu, rok temu dużo bardziej, teraz mniej.
-poty nocne - jak już to niewielkie
-ciągłe zakażenie wału paznokciowego (ustępujące i pojawiające się samoistnie) - nie mam chyba
-nieprzyjemny zapach stóp - nie wąchaj i będzie ok :P
-psujące się zęby, próchnica mimo bardzo wysokiej higieny jamy ustnej - też miałem problemy, leczenie kanałowe bo "z niczego" zrobił się ogromny problem.
-stałe piski, szumy uszne (niekiedy nagły, silny szum, po którym przez kilka minut nie słyszę kompletnie nic) - też tak miałem , na lekach rzadziej się to zdarza. Choć aż tak żeby nic nie słyszeć to nie.
-jakiś guz na głowie (chyba kaszak) i pod pachą (może zatkany gruczoł potowy) - jak dotykam głowy to ciągle wyczuwam guzy :P ale rezonans potwierdził,że jest ok więc już ich nie wyczuwam.
-nawracające bóle stawowe - ja mam ciągle bóle mięśni.
-cykliczność objawów (kilka dni jest dobrze i objawy w/w słabną lub ustępują całkowicie, a kilka kolejnych jest okropnych i wszystko się nasila) - u mnie cieżko powiedzieć, ale objawy są bardzo uzależnione od mojej zajętości - jak nie mam czasu o tym myśleć to mnie nic nie boli, jak tylko za dużo wolnego to się cuda dzieją.


Co Ci chcę przekazać:
-wyluzuj, serio. Do mnie dotarło to po ponad 12 miesiącach. Nie masz co spinać i ciągle myśleć o tych problemach bo się nakręcasz. Tak, wiem, jestem mądry bo mi pomogły z tym dopiero leki :P Ale weź sobie jakieś od psychiatry tylko nic mocnego... i zobaczysz,że będzie spoko :-)
-95% czasu masz mieć zajęte. Ciągle coś rób, pracuj, rozwijaj się itd. Leżenie w domu i nudzenie się sprawia,że faktycznie powoli umierasz.
-wiem,że Ci jest teraz ciężko bo mi też było i dalej trochę jest. Ale miałem takie same podejście jak Ty - kompletna bezradność - która jeszcze bardziej mnie denerwowała. I nagle okazało się,że nie jest tak źle i w ogóle to jest spoko :P NIGDY bym nie pomyślał, że teraz tak będę pisał. I zaznaczam, nie jestem jeszcze w pełni zdrowy. Ale samo światełko w tunelu, bo wiem jak zwalczać ten syf dało mi bardzo dużo.
-helicobakter to nieskończona przygoda, jak go wyrzucisz to on i tak za jakiś czas wróci. Ma go większość ludzi. Nie ma co się przejmować. Fakt,że ma on wpływ na powstawanie wrzodów, ale jestem niemal pewien,że u Ciebie spowodowane to wszystko jest nerwami.
-nie mam na myśli żebyś się nie leczył. Maksymalnie się wyluzuj, weź sobie jakieś leki od psychiatry. I po miesiącu podsumuj jak się czujesz. Jeśli faktycznie coś się dzieje to nic Ci nie pomogą. Jak zaczniesz się czuć lepiej to masz niezbity dowód,że to psychika. Wtedy albo dalej łykasz albo bierzesz jakieś nowe fajne specyfiki :-)

No i pamiętaj, że na nerwicę chorują znacznie rzadziej mężczyźni , bo z tego co zrozumiałem to choroba potrafi dotknąć każdego, ale tylko "słabi", "delikatni psychicznie" nie dają sobie z nią radę. Jak jesteś facetem to zapewne jesteś konkretny a nie jakieś rozlazłe coś. Więc weź się za siebie, ogarnij co trzeba w życiu zmienić i daję Ci 95%, że za to kwestia miesięcy gdy będzie po wszystkim. Potem za parę lat to pewnie wróci, no ale wtedy będzie już dużo łatwiej.

Ah i dodam jeszcze jedno - mi dużo pomogło ... znudzenie. Tak, znudzenie. Po prostu zaczęło mnie nudzić ciągłe zamartwianie się o stan zdrowia, o ten guz po prawej na głowie, o mierzenie ciśnienia 20 razy dziennie itd. Po prostu stwierdziłem,że jeśli mam ciśnienie między 120-140 to wszystko gra i nie ma co panikować, że częściej mam 130 niż 120; że mam już na te wszystkie objawy wy********, bo ciągle się powtarzają mimo, że przyczyn w ciele nie ma żadnych. I, że wszystkie moje wcześniejsze lęki były nieuzasadnione więc ten 1532 lęk też pewnie jest. Z oczami które niby miały być od problemów z krążeniem okazało się,że to po prostu zapalenie spojówek, które nabyłem w czasie choroby gdy organizm był osłabiony. Miewałem bóle głowy rano i takie fatalne uczucie - zapomniałem o tym i już nie mam :P
wtk
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
01 maja 2014, 22:09

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Cała moja historia.

Avatar użytkownika
przez braksił22 01 maja 2014, 23:09
Byłem leczony farmakologicznie, oraz uczęszczałem na psychoterapii przez 3 miesiące, ale takie leczenie nie przynosiło skutków. Po kolejnych wizytach u psychiatry nie dostałem żadnych leków, bo nie było podstawy do ich wypisania.
Lekarze na SORze powiedzieli mi, że nerwicę stwierdza się tylko wtedy, kiedy wszystkie możliwe choroby zostały wykluczone, więc dążę do tego, żeby porobić wszystkie badania na choroby, które mogą powodować u mnie takie objawy. Przede wszystkim chcę udać się do endokrynologa, bo u mnie w rodzinie choroby endokrynologiczne są czymś normalnym, a i moje badania odnośnie hormonów nie są, że tak się wyrażę, stabilne. TSH skacze jak głupie, a moja mama ma stwierdzoną niedoczynność tarczycy, a siostra ma rozpoznany nowotwór tego samego narządu. Dziadek z kolei zmarł przez powikłania rakowiaka (guz neuroendokrynny). Stąd moje obawy, niekoniecznie racjonalne.
Z pewnością skuszę się na wizytę u kolejnego psychiatry, jednak co do farmakoterapii to nie jestem przekonany.
Tak jak Ty w tej chwili, kminisz nad swoim losem. Boisz się walczyć ze mną swoim wewnętrznym głosem. Padasz pod ciosem, paranoje Tobie niose, jak śmierć mam kosę w Twojej głowie sobie chodzę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
171
Dołączył(a)
30 kwi 2014, 19:04

Cała moja historia.

przez wtk 02 maja 2014, 00:20
Nie mówię,że jesteś na wszystko zdrowy i jest rewelacja. Ogarniaj sobie powoli badania i szukaj co jest nie tak. Mówię tylko,że widzę w Twoim zachowaniu pełno cech wspólnych, które są tożsame z moim - a ja święcie wierzyłem,że coś mi jest przez rok. Wiem,że Ciebie nie przekonam w 100%, bo sam bym się nie dał przekonać jeszcze miesiąc temu, ale uwierz mi,że nerwy w jedynym w czym Ci mogą pomóc to w pogarszaniu się stanu zdrowia. Spróbuj nad nimi zapanować POZA całą diagnostyką bo każdy normalny człowiek czytając Twój opis stwierdzi, że coś jest nie tak.

Psychoterapię sobie odpuść bo większości osób to nie pomaga - mi też nic nie pomogło. Bierz leki, które zapisze Ci ogarnięty psychiatra ale coś LEKKIEGO. Powiedz,że chcesz się lekko wyciszyć, uspokoić a nie chodzić jak zombie przez cały dzień. Leków obecnie jest w tym temacie tak dużo,że dobry psychiatra dobierze Ci coś odpowiedniego. Nawet jeśli jesteś na coś chory to takie wyluzowanie pozwoli Ci przestać siebie niszczyć 24h na dobę. Przechodziłem przez to samo więc wiem co mówię. GDYBYŚ jednak po jakimś czasie stwierdził że to nic nie daje i chcesz odstawić to przy lekkich lekach nie ma z tym problemu. Ja bylem ciągle "na nie" do leków, dopóki nie byłem w stanie w którym nie chciało mi się już żyć. Wtedy zacząłem brać bo już byłem tak zdesperowany. Nie ma sensu się do tego doprowadzać.
wtk
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
01 maja 2014, 22:09

Cała moja historia.

Avatar użytkownika
przez *Monika* 02 maja 2014, 22:52
braksił22 witam Cię na forum.

Z całą pewnością wiele w życiu przeszedłeś. Pochodzisz z rozbitej rodziny i już jako małe dziecko, które potrzebuje dorastać otoczony miłością, z poczuciem bezpieczeństwa musiałeś szybciej dorosnąć.
Objawy, które opisujesz mogą mieć tło nerwicowe, z tzw. zaburzeń lękowo-depresyjnych. Ale to musiałby zdiagnozować psychoterapeuta/psychiatra. Poczytaj sobie o syndromie Dorosłych Dzieci Rodzin Dysfunkcyjnych, może zaspokoisz wiele Twoich domysłów.
Najlepszym rozwiązaniem byłaby psychoterapia.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Cała moja historia.

przez Ewka23 03 maja 2014, 01:13
Z pewnością nie każdy objaw fizyczny należy przypisywać wyłącznie psychice. Najpierw musisz przejść dokładną diagnostykę od strony somatycznej. To co ważne w neurologii, to na pewno zrobienie rezonansu. Spore kłopoty żołądkowe to przecież też nie jakieś urojenia, bo w wynikach Ci wyszło wiele nieciekawych rzeczy. Myślę, że każdy źle by się czuł już psychicznie od tego wszystkiego i popadał w panikę. W każdym razie ja mam takie podejście do siebie, że : Jeśli coś mi dolega robię badania i jeśli jest ok, to wiem że to "głowa";-), ale jeśli jakieś badanie jest złe to trzeba to leczyć i już.

-- 03 maja 2014, 00:17 --

Warto też skorzystać z jakiś leków anty-lękowych, czy ja wiem. Terapia także. Bo jeśli będziesz miał uspokojone nerwy, to też może wpłynąć na ciało. Na zasadzie sprzężenia zwrotnego.
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
03 mar 2013, 19:40

Cała moja historia.

Avatar użytkownika
przez lucy1979 03 maja 2014, 08:25
Gman jak można być tak popierdolonym zjebem, żeby wbijać na forum dla ludzi z problemami psychicznymi i trolować. Musisz być biednym, sfrustrowanym pojebem, bez zycia prywatnego, jeśli w dzień wolny, świeto państwowe nie masz nic lepszego do roboty niż grasować tutaj,
Ty żałosny, śmieszny czlowieczku
Hardcore w duszy w bani Meksyk
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1739
Dołączył(a)
06 mar 2014, 21:32
Lokalizacja
warszawa

Cała moja historia.

przez Haissem 03 maja 2014, 09:29
lucy1979, bagatelizuj go a nie nakręcasz tylko.
Haissem
Offline

Cała moja historia.

Avatar użytkownika
przez *Monika* 03 maja 2014, 11:04
lucy1979, Czy mogłabym prosić o spuszczenie z tonu? Odwołuję do Regulaminu.
Proszę o nie obrażanie innych!
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Cała moja historia.

Avatar użytkownika
przez Ferdynand k 03 maja 2014, 11:12
braksił22, stres może być źródłem tych problemów w zależności od podatności genetycznej
długotrwały rozp........ wszystko w środku obrywa typowo jak u ciebie układ nerwowy pokarmowy i krążenia

jeśli lekarz nie będzie miał przeciwskazań to psychiatra i leki najlepiej by zbiły kortyzol serotoninowe

-- 03 maja 2014, 11:13 --

oczywiście geny mogły być wadliwe ale środowiskowe czynniki mają duży wpływ
Ostatnio edytowano 03 maja 2014, 16:32 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: usunięto część zdublowanego postu
Avatar użytkownika
Offline
Naczelny Użyszkodnik
Posty
8617
Dołączył(a)
15 maja 2012, 18:32
Lokalizacja
ćwiartki 3/4

Cała moja historia.

przez essprit 03 maja 2014, 12:29
Psychoterapia przez 3 m-ce ?
Śmieszne ;) to jest leczenie wielomiesięczne, jak nie wieloletnie ...

Ja myślę, że jak najbardziej przydałaby Ci się terapia.
I znajdź sobie psychoterapeutę który ma certyfikat Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego - idź na konsultację, powiedz co i jak, i wtedy się dowiesz.

A tak swoją drogą, z tej całej listy "SOMATYCZNEJ" - wynika że poza jakimiś problemami ukł. pokarmowego nic ci nie dolega. W sumie też te problemy gastro - rzekłabym ma znaczna część populacji ... więc może COŚ INNEGO nie pozwala Ci pomagać mamie ;) ?
Offline
Posty
1421
Dołączył(a)
14 gru 2008, 13:21

Cała moja historia.

przez psychidae 03 maja 2014, 13:09
przede wszystkim - wyrównać niedoczynność tarczycy (jesteś pewien, że to nie była nadczynność tarczycy)? Twoja mama ma niedoczynność tarczycy czy chorobę Hashimoto? miałeś robione przeciwciała tarczycy, usg tarczycy? niedoczynność tarczycy może dawać właśnie objawy jak w depresji - więc myślę, że jest to jedno z priorytetów

zero alkoholu, zero papierosów, zero leków przeciwbólowych (ibuprofenów itd), schudnąć (jeśli jest nadwaga)
no i trzeba nauczyć się walczyć ze stresem - tu mogę poradzić wizytę u psychiatry i psychologa
biały nalot może być objawem choroby refluksowej - controloc powinien też tu pomóc - zwłaszcza, że jak piszesz próchnica u Ciebie szaleje, no i stres jest tu dużym czynnikiem

czy przewlekłe leczenie u gastroenterologa i endokrynologa nie wchodzi w grę?
psychidae
Offline

Cała moja historia.

Avatar użytkownika
przez *Monika* 03 maja 2014, 16:34
essprit, Zgadzam się z Tobą.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider], Google Ads [Bot] i 34 gości

Przeskocz do