Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Siding Spring 23 paź 2013, 20:57
Wszystko własciwie związane z praca....To chyba ona jest głownie temu winna?

Ja np często jestem podirytowany i czuję pewnie takie spięcia o ktorych mowisz..Własciwie angry-mode mam 24/24...Ale taki już mój nieszczęsny charakter...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3305
Dołączył(a)
20 mar 2012, 12:56

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez clavia 24 paź 2013, 12:32
Ja pokonałam strach przed windą jak musiałam około roku temu jechać na ostatnie piętro w Urzędzie Miejskim. Od tamtej pory na uczelni jak mam zajęcia na 2 albo 3 piętrze to tylko winda. :)
Ostatnio edytowano 01 lis 2013, 23:30 przez niosaca_radosc, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Połączono z wątkiem z uwagi na tematykę
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
19 lut 2012, 18:16

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez fozzie 24 paź 2013, 12:50
Mój strach przed windą polega na tym, iż wyobrażam sobie, że winda się zatnie a ja będę musiał do toalety. Mam znajomych na 6 pietrze i jeżeli idę sam to wchodzę po schodach. Jeżeli idę z kimś to głupio mi się wykręcać i wjeżdżam windą.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1199
Dołączył(a)
07 sty 2013, 09:58

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez wieslawpas 26 paź 2013, 01:33
nie mam stachu przed jazda winda tylko tym kto do nie wsiada :) ... eleganncy panowie w garitturach i piękne panie w minowkach a ja taki nieuczesany...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7736
Dołączył(a)
06 maja 2009, 18:35

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez calmia 26 paź 2013, 15:41
Witam wszystkich,
to mój pierwszy post na ten temat. Chciałabym przedstawić swoją historię, bo nie wiem już co mam robić.
Od kiedy pamiętam byłam wrażliwa i nerwowa. Moim głównym problemem jest nagminne obserwowanie swojego ciała i doszukiwanie się chorób. Ale nie tylko to. Przejmuję się tzw. pierdołami. Wystarczy, że ktoś mi coś powie w dziwnym tonie a ja tydzień to analizuje i się martwię.
Z tymi chorobami to pamiętam pierwszy raz gdy miałam 5 lat i leżąc zauważyłam że mi kostka wystaje jakoś dziwnie. Pobiegłam z płaczem do babci. Przecież takie małe dziecko nie ma świadomości chorób...a jednak. Uspokoiłam się jak babcia mi wszystko wyjaśniła. Lata mijały, ja bałam się lekarzy, badań. Szczerze mówiąc to jako dziecko nigdy nie bałam się samego pobieranie krwi tylko tych wyników...dziwne co? Potem były różne epizody. Byłam "chora" na wiele rzeczy. Mialam tzw. "depresje" kilka dni czy 2 tygodnie i jakoś mijało. Mama mnie uspokajała albo lekarze albo wyniki.
Miałam kilka lat względnego spokoju. Podczas studiów chyba nie miałam czasu na zamartwianie się. Potem wyszłam za mąż za najwspanialszego człowieka na świecie i też jakoś szło...miałam epizody trwające najwyżej kilka tygodni. Pojawiła się nerwica natręctw. Uczepiłam się swojej skóry i znamion. Odwiedziłam 5 dermatologów w ciagu miesiąca. Jeden z nich okazał się wspaniałym psychologiem i bardzo mi pomógł. Nerwica natrectw objawiała się tym, że okolo 100 -200 razy dziennie oglądałam swoją skórę. Uwierzcie mi - widziałam na niej już wzorki! wszystko widziałam, zaczęłam oglądać stare zdjęcie w mega powiekszeniu żeby sprawdzić czy daną zmianę mam od dawna. To było przerażające. W czasie jednego z ataków znowu chciałam jechać do dermatologa ale nie mogłam nikogo znaleźć "na już". Pojechałam więc do mojej koleżanki lekarki do szpitala oddalonego o 60 km ode mnie. I dostałam od niej skierowanie na Oddział Psychiatryczny. Pani psychiatra zrobiła ze mną wywiad i stwierdziła zespół obsesyjno kompulsyjny (ciągłe oglądanie skóry i badanie piersi). W związku z tym, że czekałam wtedy na wizytę u psychiatry to lekarka zapisała mi doraźnie (zaznaczając, żebym go brała tylko w razie potrzeby) xnanax. U mnie z lękami najgorzej było rano: pocenie się rąk i stóp i tachykardia. Na wieczór zazwyczaj było lepiej. Doczekałam jakoś do wizyty u psychiatry, który po dłuższym wywiadzie raczej skłaniał się ku nerwicy lękowej, a zespół obsesyjno-kompulsyjny to tylko jeden z objawów. No i dostałam receptę na setaloft. Brałam go 7 dni i odstawiłam sama z powodu stuktów ubocznych (straszna suchość w ustach i nudności). Równocześnie zaczęłam psychoterapię 3 razy w tygodniu. Byłam zdeterminowana żeby wyzdrowieć. Gdy zdecydowalam się odstawić setaloft z powodu nudności i przede wszystkim bezsenności postanowiłam pójść jeszcze raz do dermatologa. Stwierdziłam, że na 100% będę spokojna jeśli znowu mnie ktoś obejrzy. Pani dr okazała się być wspaniałym psychologiem i spędziłam w gabinecie około 1 h. Odstawilam setaloft, lęki napadały mnie czasami rano jeszcze, ale generalnie później miałam spokój przez około miesiąc.
Potem się zaczęło od początku po kolei: oglądanie swoich dziąseł i języka i bieganiu do dentysty, potem oglądalam swoje oczy i widziałam tam jakieś kreski na tęczówce to biegałam do okulisty na badania, po rtg u dentysty wyszło mi że muszę powtórzyć leczenie kanałowe bo coś tam się popsuło. Po tygodniu zachorowałam na infekcje górnych dróg oddechowych. Biegłam do lekarza. Dostałam antybiotyk. Równocześnie lekarka stwierdziła że mam tachykardie (u lekarza mi serce wali jak nie wiem co). Dostałam skierowanie na ekg. W tym czasie czytałam o zapaleniu wsierdzia po infekcjach zębów i byłam pewna, że to mam. Zrobiłam to ekg, powiedziałam o swoich problemach. EKG wyszło prawidłowe oprócz oczywiście tego walenia serca 103/minutę. Dostałam recepte na proplanolon, który mam zażywać doraźnie w sytuacjach stresowych. Podczas brania antybiotyku chwyciła mnie biegunka (antybiotyku 10 lat nie brałam, więc nie spodziewałam się czegoś takiego). Biegunka trwała ponad tydzień, dopiero jakieś inne probiotyki mi pomogły. Przez tą biegunkę dostałam zaostrzenie objawów ze strony żylaków odbytu (dosłownie miałam problemy z siadaniem i nawet z chodzeniem). Jak zobaczyłam niewielkie ilości krwi na papierze to wpadłam w panikę. Byłam już leczona z powodu żylaków kilka miesięcy temu przez proktologa skutecznie. Jak zobaczyłam tą krew to już wymyślalam choroby jelit (bo przecież miałam biegunkę). W ostatnim tygodniu zrobiłam 3 testy na krew utajoną w kale w 3 różnych laboratoriach. W domu zrobiłam 4 testy. Wszystkie ujemne. Biegunka minęła, a ja nadal nie wierzę, że nic mi nie jest. Kilka dni temu ponownie wykonałam badania krwi i moczu (ponownie, bo poprzednie wyszły jeszcze lepiej niż pół roku temu a ja w to nie wierzyłam): morfologia, ob, crp, ast, alat, kreatynina, mocz, lipaza, amylaza, glukoza, kał na pasożyty. Wszystkie wyniki w normie a nawet po środku wartości referencyjnych. Amylaza w moczu przekroczona o jakieś 5 % wartości referencyjnych a ja panika...Wczoraj miałam taki atak, że trudno opisać. Byłam na 100 % przekonana, że mam guza trzustki. Nie ukrywam, że wczoraj nadawałam się chyba na oddział psychiatryczny. Mąż już dzwonił się dowiadywac co i jak, bo z tych nerwow przez 2 tygodnie jem po 200 kcal dziennie. Masakra...Z jednej strony błagałam go żeby mnie zawiózł do normalnego szpitala, bo przeciez jestem chora, a z drugiej strony wiedziałam, że psychiatryk może mi pomóc.
Mój kochany mąż robił wszystko żebym się uspokoiła, dostałam jakiejś bradykardii, tachykardii. Wziełam proplanolon i się uspokoiłam lekko. Pojechalam z tymi wynikami do lekarza. Wcześniej do lekarza wszedł mąż żeby poinformować go o moim stanie. Jak mu pokazałam wyniki to powiedział, że muszę iść do psychiatry i że to śmieszne nie jest. Powiedziałam jemu, że jestem umówiona na środę, ale niepokoją mnie wyniki tego jednego parametru. Powiedział, że to nic i że to żadne odchylenie od normy praktycznie. Oczywiście zbadał mnie, w brzuchu mam wszystko pochowane i nic niepokojącego nie widzi. Pytał czy bralam coś na depresje. Mówiłam, że setaloft, ale że się źle po nim czulam. To mi na uspokojenie dał Tianesal. To wszystko było wczoraj. Po wyjściu od lekarza , a było około 17.00 byłam zdeterminowana zrobić usg natychmiast. Znalazłam kobietę, która kazała mi za godzine przyjechać. Miałam tam około 50 km więc czas zleciał na dojeździe. Wspaniała pani dr gdy usłyszała z czym przyszłam to powiedziała, że na pewno jest wszystko ok. No i było. Wszystko w brzuchu super ekstra elegancko. Dało mi to ulgę na chwilę. Nawet w drodzę powrotnej zahaczyliśmy o restauracje z mężem i jadałam z apetytem normalny obiad. Ciągle jednak mam ten lęk. Co rano budzę się z lękiem że będę miała biegunkę czy choćby luźny stolec. Przepraszam, że to piszę ale oglądam swój stolec niamal pod powiększeniem. Wczoraj i dzisiaj zrobiłam znowu test na krew utajoną - ujemne. Dlaczego mnie to nie uspokaja????? Ta biegunka po antybiotyku niszczy mi życie. Boję się ze to wróci, boję się ze je mam chore jelita a to że brałam wtedy antybiiotyk to przypadek. Kilka dni temu jak byłam w toalecie to nogi mi się dosłownie trzęsły i to bardzo mocno. Nie mogłam się uspokoić. Mój mąż jest przy tym wszystkim wspaniały. Bardzo mnie wspiera, przytula i obiecuje mi że przez to przejdziemy. Jestem w środę umówiona do psychiatry. Chciałabym dostać leki które nie spowodują skutków ubocznych takich jak setaloft. I coś lżejszego na uspokojenie niż xanax. Wiem, że xanax uzależnia. Ja wzięłam od lipca 5 tabletek. Staram się tego nie brać. Wczorajszy lekarz przepisał mi Tianesal ale go nie biorę, bo dowiedziałam się ze to przeciwdepresyjny a z tym wolałabym poczekać na psychiatrę. Może go poprosze o hydroksyzynę na noc, nie wiem...
Czemu tutaj to wszystko piszę? Bo może Wy jesteście w stanie mi pomóc? Jak walczycie z lękiem? Czy ktoś z Was z tego wyszedł? Ja już tracę nadzieję....
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
26 paź 2013, 13:34

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez wieslawpas 26 paź 2013, 20:30
Hej,

Odważyłem sie dzisaj pojść na studia zaoczne. Pojechałem do szkoły i bylem mocno spięty okazało się także, że ten mój kierunek
nie ma zajęc w ten weekend tylko w następne. No to wpadłem lekka panikikę ponieważ nastawiłem się na studia, no chciałem sprawdzić czy dam radę. Chciem po porstu zrobic coś z tymi nudnymi weekendami, kiedy się nic nie dziele i człowiek siedzi w mieszkaniu.
Byly zajęcia z biznesu i administracji. Akurat leciał wykład w makroekonomii wiece poszedłem na wykład do auli. No powiem tak męczyły mnie duże napięcia i spięcie w tym czasie. Może to dlatego, że po pierwsze pierwszy raz po drugie, dużo ludzi i po trzecie jak wszedlem to byłem już mocno spięty. Dużo się też udzialelem na tym wykładzie bo taki jestem, że jak mam temat do rozmowy to się odzywam. No i te półtorej godziny zleciało na sporych napięciach.

Raz mniejszych raz większych. Później natomiast zaczęły sie zajęcia w malej salce, na temat zamówień publicznych. No tam to już na starcie czułem się dużo lepiej. Wziąłem sobie kawę, wygład był ciekawy i miałem takie fajne chwile normalnego fajnego samopoczucia. Trwało to chyba z godzinę, dużo sie odzywałem, no i w sumie bylo bardzo wesoło. Pózniej zacząłem sie wdawać w drażly dla mnie temat i nastóroj znacznie mi spadł.
Na łeb na szyję.

To znaczy poczułem takie rozemocjonowanie rozdrażnienie i spięcie wystraszyłem się, że znowu sie rozemocjonuje i nie będe mógł spać w nocy. Jak kupowałem sobie kawę to bylem dużo mocnej nakręcony niż wcześniej. Przed tymi zajęciami, na których przecież było całkiem OK, do pewnego momentu.

Ale poźniej okazało się, że to rozemocjonowanie troche sie zminimalizowało. Jak kończyły sie zajęcia, to mi było szkoda wracac z tego miejsca
gdzie jest tyle ludzi do pustego mieszkania. Kiedyś tez tak miałem jak studiowałem.

Generalnie studia fajna sprawa, coś nowego, zajecie czasu, kontakt z ludzmi, ale znowu wyszko psują objawy. Moze z drugim razem będzie lżej?

Jak sobie dajecie, rade ze studiami i nerwica? W sumie chciałbym studiować, nie tylko chodzi o zabicie czasu. Tylko pewne sprawy są ciekawe, dwa zawsze pojawiają sie nowe tematy do rozmowy z obecnymi znajomymi no ma sie te papier, ktory może sie kiedyś w życiu przydać.

Słowem chciałbym studiować tylko, żeby zmniejszyć objawy...



Wieslaw
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7736
Dołączył(a)
06 maja 2009, 18:35

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez SCF 26 paź 2013, 23:20
Nerwica lękowa - czy to wyrok ?

Witam ponownie...
Na moje posty nikt nie odpisuje na innych forach.
Mam nawrót nerwicy lękowej. Właściwie to realnie obawiam się przed tym. Ostatnio 6 lat temu miałem z lękami problem, ale jakoś nauczyłem się nad nimi panować i już racjonalizując.
Teraz mi sie kilka ray pojawił atak paniki, ale też umiałem go szybko stłumić.
Mimo wszystko zacząłem czytać o nerwicy i wpędziłem się w mega doła. Wydawało mi sie że na nerwice cierpi z 25% ludzi bo z prawie każdym z kim gadam ma objawy nerwicowe - w tym też moja obecna dziewczyna, poprzednia też miała taką przypadłość.

Obecnie martwie sie tym, bo nie ma nigdzie optymistycznych informacji na ten temat. A nawet jak są to jest ich 4 na 20 pesymistycznych...
Nawet w tym temacie z tego forum pod tytułem: "wyzdrowiałem" dużo postów jest bardzo pesymistycznych, bo są ludzie którzy czują się zdrowi zaledwie od bardzo krótkiego czasu... część ludzi pisze że walczy z tym i nie dają sobie rady inni zaś że mają nawrót 10x mocniejszy i ogólnie też nie dają rady, sumarycznie wychodzi na to że nerwica jest czymś z czego sie raczej nie wychodzi i ponadto to sie z czasem nasila, że życie jest szare i do dupy, że jest to nie uleczalne stale narastające podobnie złe i cieżkie jak schizofrenia czy inne ciężkie choroby psychiczne.
Taki pesymizm wyniosłem z tego optymistycznego tematu.
Czy naprawde tak jest ?
Czy czeka mnie progresywne pogarszanie stanu psychicznego ?
To po co są te glupie terapie i leki skoro 80% ludzi pisze, że im nie pomaga, albo niby sa zdrowi a potem to znów wraca ?
Z czego to wynika, skoro to psychika to czemui nie da sie nic z tym zrfobić ?
Pozdrawiam
Ostatnio edytowano 01 lis 2013, 16:02 przez niosaca_radosc, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Połączono z wątkiem z uwagi na tematykę
SCF
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
21 paź 2013, 07:17

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Pasman 27 paź 2013, 00:24
Nerwica to problem zbliżony do niezdrowego trybu życia.
Nie jest to nawet schorzenie psychiczne.
Wszystkie wymienione tutaj porady moga byc nieprawidłowe. Stosujesz na własne ryzyko !
Avatar użytkownika
Offline
Posty
762
Dołączył(a)
18 sty 2010, 05:32
Lokalizacja
Łódź

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez SCF 27 paź 2013, 08:47
Co oznacza "problem zbliżony do niezdrowego trybu życia" ?
Jeśli to nie jest schorzenie psychiczne (pomimo że jest klasyfikowane jako schorzenie psychiczne) to czemu tylu ludzi całe życie się z nią męczy, nie są w stanie normalnie funkcjonować ?
Ja myślałem, że nerwica to takie tam, że po prostu jak się ją oleje to ona sobie pójdzie i do tej pory to dawało pozytywny skutek. No niestety jak zacząłem czytać wypowiedzi chorych na nerwice to brzmią one o niebo straszniej niż ludzi chorych na schizofrenie czy ChAD i to nie jest jewdna osoba która tak sie wypowiada, to jest tak jak mówiłem 80% ludzi chorych na to, pozostali mówią że po 15 latach wyslzi z tego ale sa zdrowi 2 tygodnie...:( To nie są zdrowi bo pewnie za kolejne 2 wszystko wróci skoro 15 lata nie wychodzili z domu...

Ja w zasadzie żeby nie skłamać cały czas miałem jakieś objawy nerwicowe, ale tak jak mówię w dużym stopniu nad nimi panowałem i ponadto nie były one tak dokuczliwe... Jednak zaczeły sie problemy jak pojawiły sie kłopoty ze spaniem. Na początku października zacząłem budzić się godzine przed budzikiem - wiadomo to jeszcze nie takie zło, tymbardziej że w 1 tygodniu października zdarzyło mi się tak raz.
W 2 tygodniu października obudziłem się w ten sposób ze 3 razy, ale jeszcze np na weekend dobrze spałem. Bywało też tak że budziłem się więcej razy, ale udawało mi się zasnąc, potrafiłęm np budzić się 5 razy w nocy...
3 tydzień października to już masakra... koszmar... Już w poniedziałek pobudka kilka razu z czego za ostatnim razem 1,5h przez budzikiem juz nie zasnałem. Wtorek budziłem się też kilka razy ale udawało mi się normalnie zasnąć. Sroda, znów to samo co poniedziałek, czwartek obudziłem się tylko 30min przed budzikiem więc nie było tak źle. Piątek - pobudka przed 4 w nocy i już niemożność ponownego zaśnięcia...
Sobota- zasnąłem i znów pobudka tym razem o 3, w dodatku z silnym napadem lęku, ale jakos mi on minął dość szybko i leżałem już spokojnie, mimo to do rana dobrze nie spałem, przysnąłem tylko na jakieś 30 min o to tyle - reszta to leżenie w wyrze. Do tego dodam że w piątek zaczął mi się gwałtownie psuć nastrój pojawiać się zaczęły natrętne stany lękowe za dnia i natrętne mysli, że tym razem będą to takie stany lękowe nad którymi nie zapanuje...
Sobota rano- popłakałem się rano, ale potem jakoś w miare funkcjonowałem mimo że stany lękowe były... Ale nei były tak nasilone jakoś specjalnie. Potem wieczorem poszedłem na korepetycje (udzielam) i tam w czasie tłumaczenia nawet zapomniałem w pewnym momencie o tym.... jednak w czasie jeszcze zajęć przypomniało mi sie to i uderzyło we mnie jak grom, z dodatkowym efektem silnego napadu lękowego, troche sie przez to zająknąłem kilka razy ale zdusiłem to w sobie dość szybko także pozostało jedynie przygnębienie, które już do końca wieczoru mocno narastać zaczęło, chciałem wówczas znaleźć pocieszenie w osobach które wyszły z nerwicy bez potrzeby leków czy kosmicznie drogich psychoterapii (na które mnie niestety nie stać). No niestety doczytałem się tego co opisałem wcześniej, to mnie dodatkowo mocno przybiło i już jakoś straciłem myśli, że bedzie cokolwiek dobrze...
Położyłem się spać niespokojny i zgadnijcie co sie stało ?... Nie zmrużyłem całą noc oka. Ok 2 w nocy wstałem i chciałem sie uspokoić przez czytanie książki - nie umiałem sie skupić nad tym co czytałem, no więc włączyłem telewizor żeby się odciągnąć od lęków, nawet w jakimś stopniu pomogło bo zszedł mi te uczucie prądu z ciała, aczkolwiek nie dało pozytywnego myślenia. Położyłem się znów spać - niestety... do tej godziny przeleżałem, nie spałem albo zasypiałem na 15 min, całą noc silne uczucie lęku, może nie napadowego, ale dość silnego, takie uczucie jakbym miał pod rzebrami taką płytkę która rozprowadza mi prąd po całym ciele i nie powiem, bo w stresujących sytuacjach i w nocy tak miewałem, ale to mi po np 3 godzinach mijało automatycznie organizm sie uspokajał i ja zasypiałem albo chociaż leżałem spokojny a teraz nic... calutką noc tak, do tego nachodziły mnie straszne myśli, że stracę moją dziewczynę. Cóż ona sama tak jak pisałem ma troche problemy ze swoją psychiką, ja nie umiem kłamać więc jej powiedziałem co sie stało bo mnie spytała bo widać po mnie że coś jest ze mną nietak... Jej reakcja mnie dodatkowo zasmuciła, bo powiedziałą że muszę się ogarnąć bo ona mi nie umie pomóc a sama potrzebuje mojego wsparcia. Niby ma racje ale bardzo sie zacząłem bać, że ona mnei zostawi przez te moje problemy z psychiką... Bardo sie boje że to do czego się w tym momencie wkręciłem do tego stanu, że z niego już nie wyjde i podobnie jak inni bede sie latami męczył, to się będzie tylko pogłębiać (jak już sie pogłębia) i że skończe jako osoba niepełnosprawna psychicznie siedząca w domu i płacząca...
Chociaż żebym mógł dobrze spać, ale mi te tabletki nasenne relanium nic nie dają, wczoraj wziąłem i ani mnie nie uspokoiły ani nie pozwoliły zasnąć...
Ja nerwice mam od 11 roku życia czyli od 12 lat, tylko że cały ten czas normalnie funkcjonowałem. Był tylko okres kiedy mając 11 lat przebyłem sanatorium w którym miałem sporo nieprzyjemności z rówieśnikami, do tego miałem dziwne zaburzenia po późniejszym zabiegu, które mnie (jako hipochondryka)bardzo martwiły; po tym doprowadziło to mnie do 2 czy nawet 3 tygodniowego stanu lęków, czarnych myśli i płaczu (chociaż były momenty że o tym zapominałem no i spałem całkiem normalnie) - etap ten minął wizytą u psychiatry która wyjaśniła że te dziwne zaburzenia które miałem po zabiegu nie są niczym złym, że to normalne było - to jakoś cudownie mnie wyleczyło...
Jednak pozostawiło ślad - czasami miewałem takie krótkie momenty przygnębienia bez powodu lub natrętnych myśli.
Kolejną falą uderzeniową był okres gdy miałem 17 lat (2 liceum). W klasie miałem b. zły kontakt z rówieśnikami. W tym okresie pewnego dnia gdy leżałem w łóżku w momencie przysypiania tak jakoś mechanicznie się wybudzałem z silnym odczucięm lęku i szybkim waleniem serca - tak pół nocy jednak jakoś udało mi się zasnąć, taki epizod nie pojawiał się codziennie tylko tak z 4-5 razy w przeciągu 2 miesięcy. Po jakimś czsie jak jechałem do szkoły pojawił się u mnie natrętne mysli że coś mi sie stanie, nagle przyszedł silny atak paniki, szybkie bicie serca i dodatkowa panika co się ze mną dzieje. Już miałem dylemat czy nie zawrócić do domu, jednak uznałem że nie ma to sensu i słusznie, bo dość szybko to całkowicie ustąpiło i resztę dnia było już całkiem OK i nawet jakoś sie tym specjalnie nie przejąłem i zapomniałem o tym.
Po miesiącu w czasie ferii zimowych zachorowałem na grypę pewnego dnia z racji że sie bardzo nudziłem, była brzydka pogoda, siedziałem prygnębiony, wieczorem gdy się ściemniło - nagły napad paniki jakby strachu że jest noc że jest ciemno - irracjonalne, zacząłem się nakręcać i doprowadziłem się do strachu takiego, że bałem się nawet ruszyć do 2 pokoju, po 2 godiznach ten silny napad ustąpił, wtedy ktoś na forum mnie pocieszył, że to nerwica i że nie jest to takie złe.
Później pod koniec tamtego roku zaczęły mnie nachodzić natrętne myśli, ze nikogo sobie nie znajde, że będę sam, że nie mam kolegów, że nikt mnie nie akceptuje, że odstaje od rówieśników, nie umiałem sobie radzić z tymi myślami, do tego dochodziły wieczorami stany lękowe aczkolwiek nie były one jakieś straszne i częśto udawało mi sie je tłumić. W wakacje tamtego roku pojechałem ze znajomymi pociągiem nad morze - od rana byłem niespokojny, zaś w pociągu uderzył we mnie straszny stan lęku i bardzo czarnych myśli... znów pomyślałem, że wariuję, że coś złego się ze mną dzieje... to był koszmar, natrętne myśli etc... I dopiero w 12 godzinie jazdy czyli praktycznie pod sam koniec (to była 19:00) mi to całkowicie przeszło, wróciły pozytywne myśli i minął lęk, na następne dni obawiałem się czemu tak mi się zrobiło. Ale więcej już to nie wróciło... później jeszcze przez pewien okres miałem dużo dni mocnego przygnębienia przemisznego z dobrym nastrojem. Pojechałem w góry niedługo po wyjeździe nad morze (wtedy z mamą w te góry) i tam pierwszą noc prawie nie przespałem bo miałem nocne napady lęków, kolejne dni były dla mnie męczące, doprowadziłem się do stanu podobnego jak z dnia gdy miałem 11 lat, jednak ten trwał krócej, tylko 5 dni, reszta pobytu tam była już w porządku. Dodam też że później poistanowiłem zmienić swój ubiór na bardziej modny zmieniem fryzurę żeby się tym podbudować i moje stany ucichły. Gdy zaczęła się szkoła - klasa maturalna postanowiłem podbudować relacje z rówieśnikami i udało się. To skutkowało zanikiem stanów przygnębienia i stanów lękowych - całkowitym zanikiem.
Później studia i właściwie przez całe studia nie miałem takich problemów - jedynie pojedyncze epizody stanu lekowego w nocy spowodowane jakims zmartwieniem, lub kilka razy napad lęku w ciągu dnia który od razu tłumiłem. Raz tylko był epizod napadu mocnego lęku (między moim 2 a 3 rokiem studiów - z powodu pewnego drobnego problemu) też taki lęk silny że aż doznałem derealizacji, aż się kuliłem, ale 2 godzinki i całkowicie ustąpił - po kilku dniach całkiem o tym zapomniałem.
No i nadszedł 5 rok studiów - czyli teraz. Dodam, tak jak pisałem w poprzednim poście, że jeszcze rok temu byłem z inną dziewczyną, i rok temu we wrześniu zaczęły mi się problemy seksualne a zaczęło się od pewnego współżycia przy którym nie odczuwałem przyjemnośći, do tego doszedł zły wynik EEG, to razem się nałożyło i wpadłem w psychoze że to jakaś choroba neurologiczna (panika przed SM), po 2 miesiącach badanie MRI nic szczególnego nie wykazało, ale mimo to miałem poczucie że coś mi jest bo dalej nie mam takiego popędu jaki miałem wcześniej, choć fak że wyolbrzymiałem bo popęd jakiś był a ja zakładałem że nie było go wcale, tamta dziewczy z tego powodu mnie rzuciła jakoś w styczniu (chociaż nie żałowałem straty). W czerwcu poznałem świetną dzewczynę i automatycznie zacząłem panikować że moje problemy seksualne czy też moje nieco udmienne upodobania w tej sferze spowodują że ona szybko ucieknie. W zasadzie nie było dnia żebym nie odczuwał strachu przed tym, nawet gdy już po pewnym czasie wyznałem jej swój problem (ona wtedy powiedziała że dla niej to nie jest ważne i że mnie z takiego powodu na pewno nie zostawi) czy gdy zaczęłiśmy to robić i moje odruchy i chęci seksualne wróciły... Bywały dni że byłem już o to spokojny, ale też bywałi dni które się martwiłem, że miałem kiedyś z tym problem i co jeśli znów ten problem wystąpi...
Może już nawet nie było strachu przed tym że ona mnie rzuci, ale że strace przyjemność, gdyż z nią ta sfera układa mi się faktastycznie (aż za dobrze) i że to zbyt piękne żeby było prawdziwe. Pewnego razu podczas tej czynności i to dośc niedawno było (już w czasie tych bezsenności o których pisałem na początku), odczułem taki natręctwo myślowe, że nie odczuje teraz przyjemności ze stosunku, wkręcił mi się taki nerwicowy lęk w czasie tego, który może nie całkiem ale troche popsuł mi radość. Od tego momentu pojawiła się obawa, że nabawie się fobi przed tymi czynnościami, nasilił się strach, że znów zacznie mieć problemy seksualne, do tego doszły ogólne stany lękowe i reszte już znacie....
Przepraszam że taki elaborat ale chciałem się rozpisać dokładnie jak to u mnie było, myślałem że mi ulży ale jednak nie ulżyło, cały czas odczuwam napięcie i lęk, od tygodnia prawie bardzo mało sypoiam i nie czuje zmęczenia nawet - co jest chore...
SCF
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
21 paź 2013, 07:17

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez JKB 27 paź 2013, 16:49
Witam

Swoją historie opisywalem kiedyś na forum. W sierpniu zmieniłem dietę i znacząlem stosować zioła - rezultat był taki ze zapomniałem o nerwicy. Przyszła jesień i znowu widzę lekki nawrót ... A najlepsze jest to ze objawy nerwicowe widzę ze mam uzależnione od funkcjońowania jelita grubego. Jak wszystko działa ok to 0 nerwicy jak mam problemy z jelitami to wszystko mnie boli, sztywne nogi itp. Zastanawiam sie czy to od nerwicy.

Pozdrawiam
JK
Ostatnio edytowano 01 lis 2013, 17:06 przez niosaca_radosc, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Połączono z wątkiem z uwagi na tematykę
JKB
Offline
Posty
185
Dołączył(a)
14 lip 2012, 06:37

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez nerwa 27 paź 2013, 18:06
SCF, piszesz, ze wiekszosc ludzi (jak czytasz) jest od wielu lat chorych albo ma nawrot, a Ty myslisz, ze zdrowa osoba siedzi na forach o nerwicy i pisze? :) Ja to mysle, ze osoby wyleczone, po prostu ŻYJĄ i nie maja juz takiej potrzeby, zeby whcodzic i dalej pisac o tym. Z ludzi ktorych ja znam (w realu) , ktorzy mieli nerwice i ciezkie objawy lękowe, praktycznie WSZYSCY wyzdrowieli i maja sie dobrze (i faktycznie, nie udzielaja sie na forach :) )

-- 27 paź 2013, 17:07 --

wiec to, ze na forum nie znajduje sie wielu wypowiedzi osob, ktore mialy problemy i od wielu lat czuja sie dobrze - kompletnie o niczym nie swiadczy!
"The greatest weapon against stress is our ability to choose one thought over another." ~William James
Offline
Posty
3828
Dołączył(a)
24 lut 2013, 16:06

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Skullcap 27 paź 2013, 23:28
Witam,
od pewnego czasu mam dziwnie zazębiające się zjawiska, był bym bardzo wdzięczny gdyby ktoś pomógł mi zdiagnozować jaka to odmiany i być może ktoś korzysta z medycyny niekonwencjonalnej, dzięki czemu mógłby polecić jakieś specyfiki. Zatem tak mam lęki na początku kiedy muszę coś załatwić, kiedy to załatwiam lęk mija, albo ostatnio siedząc na wykładach czułem taki wewnętrzny niepokój później pocenie się dłoni, ale gdy tylko się rozejrzałem lęk minął. Jakiś czas temu po przebudzeniu słyszałem pewien znany mi głos, który jakby mi ubliżał, innym razem szyderczy śmiech (?), a wczoraj obudziłem się o 2 w nocy, nie mogłem spać i miałem w głowie coś w rodzaju głosu sumienia, które rozliczało mnie co zrobiłem źle w dniu poprzednim, to w sumie jest straszne, nie możesz spać, nie chcesz o tym rozmyślać a to cię nie opuszcza i tak jakby kazało ci myśleć. Podsumowując nie są to na tyle silne ataki bym wpadał w obłęd, ale męczy mnie to od dłuższego czasu i z tego co zauważyłem na bazie poprzednich ekscesów, tworzą się nowe hybrydy nerwicowe. Od pewnego czasu stosują Skullcap i nervosol, ten pierwszy specyfik przywrócił mi swobodę wypowiadania się, kiedyś bywało tak, że przez nerwicą plątał mi się język i myliłem słowa, a nervosol niwelował sztywnienie mięśni i pocenie dłoni. Jednak nie rozwiązuje to problemu całkowicie, a jedynie minimalizuje go. Dodam, że swej natury jestem wesoły i chyba dzięki temu nie mam bardziej zaawansowanych skutków tej pejoratywnej choroby. Prawie zawsze, lęk puszcza kiedy przypomnę sobie coś zabawnego z mojego życia, albo akurat coś się wydarzy powodując uśmiech. Byłem nawet kiedyś u psychiatry, według ankiety nie mam depresji na tyle by się tym przejmować (nie czuję się nie udacznikiem, podobam się sobie, oczywiście mam pewne wady, ale dostrzegam większość zalet). A i do tego wszystkiego jeszcze dochodzi wręcz zerwanie się ze strachu jak ktoś drzwiami trzaśnie albo powie głośniej w momencie kiedy mam objawy, nie dzieje się to zawsze. Ponawiam pytanie, cóż to może być, dlaczego tak wiele skrajnych odmian i jak wy sobie z tym radzicie, polecieli byście coś jeszcze po za Nervosolem i Skullcap-em ?

Za wszelkie odpowiedzi serdecznie dziękuję, pozdrawiam.
Ostatnio edytowano 01 lis 2013, 17:17 przez niosaca_radosc, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Połączono z wątkiem z uwagi na tematykę
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
27 paź 2013, 23:08

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Skullcap 27 paź 2013, 23:40
Ze swojej strony mogę polecić proste dwie metody:
1) Powolne wdechy i wydechy, z czasem dłuższe
2) Długie afirmacje tak nawet do tysiąca powtórzeń

Są efekty, ale dla mnie to paranoja, żeby ciągle sobie wmawiać pewne rzeczy, dlatego przestałem i chcę zwalczyć problem mam nadzieje całkowicie różnymi ziółkami. Życzę Tobie i sobie powodzenia, pozdrawiam
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
27 paź 2013, 23:08

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez hania33 27 paź 2013, 23:47
Skullcap, Witaj , zaciekawiles mnie bardzo tym Skullcap-em , tylko nie wiem czy mozna to laczyc z lekiem , chetnie bym sama zakupila te ziola..
Nikt mi nie będzie mówił jak mam żyć bo nikt za mnie nie umrze.


Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10860
Dołączył(a)
14 sie 2013, 13:27

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 35 gości

Przeskocz do