Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez kamilwin 09 gru 2012, 21:10
Szyszka26 napisał(a):Jak Wy sobie radzicie, w takich sytuacjach?


Ja już sobie poradziłem i nie mam ataków paniki, a jak radzą sobie inni to nie wiem.

Moim zdaniem podstawą jest zaufanie swojemu organizmowi i zaakceptowanie strachu. Kiedy przestajesz się bać lęku, z czasem on znika i wracasz do "normalności".

Z tego, co czytam to forum, to są jeszcze dwa sposoby "radzenia sobie" z lękami, które inni stosują. Terapia behawioralno-poznawcza u specjalisty i/lub zażywanie psychotropów.

Sama wybierz drogę leczenia. Jakiej byś nie wybrała, mam nadzieję, że okaże się skuteczna :)

Zdrówka życzę!
"Sztuka Zarządzania Strachem"
Offline
Posty
125
Dołączył(a)
20 lis 2012, 11:22

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Szyszka26 10 gru 2012, 20:29
Dzięki za miłe słowa, jestem po kolejnej sesji, wg mojej psycholożki ona widzi w moim zachowaniu dystymię czyli zaburzenia depresyjno-nerwicowe, w sumie wiele rzeczy się zgadza jeśli idzie o objawy, czas trwania itp, także teraz czeka mnie praca nad wyleczeniem depresji buu :(
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
09 gru 2012, 20:18

Nie wiem co się ze mną dzieje

Avatar użytkownika
przez Artemizja 11 gru 2012, 03:10
mariuszitb, a konsultowałeś się z kimś?Skoro jest to takie uciążliwe,to może warto o tym pomyśleć?
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez niepojęta 11 gru 2012, 17:07
Szyszka26, życzę wytrwania i trzymam kciuki. Nie jesteś z tym sama. :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
106
Dołączył(a)
06 gru 2012, 16:57

Nie wiem co się ze mną dzieje

Avatar użytkownika
przez haribo190 12 gru 2012, 17:37
mariuszitb napisał(a):Witam. Nie wiem dlaczego, ale denerwuje mnie w domu każdy ruch mojej matki, każdy dźwięk, czy myje podłogę, naczynia, sprząta. Jak idę do sklepu, irytują mnie ludzie których mijam.


Dlaczego mama tak działa Ci na nerwy??? Czymś konkretnie zaszła ci za skórę?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
180
Dołączył(a)
08 gru 2012, 14:18
Lokalizacja
Opole

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Znerwicowana91 12 gru 2012, 20:09
Witam :) Jestem tu nowa. Zalogowałam się tu, żeby opisać swoja historie, gdyż mm wrażenie,ze nikt nie chce mnie słuchać albo ma mnie dosyć.
Wszystko zaczęło się w 2007 roku w październiku. Problemy w szkole spowodowały, ze próbowałam popełnić samobójstwo. Wtedy na szczęście (?) moja mama zadzwoniła po pogotowie i mnie odratowali. Pani psycholog w szpitalu bardzo delikatne i kulturalnie wytłumaczyła mi, ze jeżeli nie podejmę leczenia do skieruje mnie do szpitala psychiatrycznego. Leczenie wiec podjęłam. Leczyłam się 1.5 roku u psychologa. Przez kolejny rok było w miarę spokojnie. W sierpniu 2011 zaczęłam leczenie u psychiatry. Poszłam tam, gdyż nie umiałam sobie poradzić sama ze sobą. Ciągle męczą mnie myśli, ze moja mama umrze, bardo często wstaje w nocy i ja budzę, aby tylko sprawdzić czy ona żyje. Wmawianie sobie rożnych chorób to już u mnie norma. Ostatnio było nawet ok lecz wszystko zepsuł antybiotyk. który ostatnio dostałam. Po jego skończeniu wystąpił u mnie pewien skutek uboczny. Lecz po przeczytaniu ulotki boje się, ze wystąpią u mnie inne problemy. Kiedy o nich czytałam akurat te wszystkie objawy mam. Tylko nie wiem czy realne czy moja podświadomość tak dobrze działa :(
Dokuczają mi również nerwobóle,które w mim mniemaniu oznaczają oczywiście te najpoważniejsze choroby. Rano budzę się z szybko bijącym sercem chociaż jak szlam spać wydawało mi się, ze jestem zrelaksowana.
Ja bardzo dobrze wiem, ze jestem chora ale kompletnie nie umiem sobie z tym poradzić :( Chociaż staram się choć na chwile ''wyłączyć'' gdzieś te złe myśli wygrywają.
Mam nadzieje, ze pobyt na tym forum chociaż trochę mi pomoże.
Pozdrawiam Was serdecznie :)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
12 gru 2012, 19:06

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez chcężyć 13 gru 2012, 23:14
Czy ktoś był w Monarze? Jeśli tak, niech się odezwie na priv.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
13 cze 2012, 21:37

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez *Monika* 13 gru 2012, 23:22
Znerwicowana91, Myślę, ze powinnaś kontynuować psychoterapię. Co Ty na to?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez gioovanna 14 gru 2012, 02:08
Hej,
jestem tutaj nowa... postanowiłam założyć konto na forum, żeby móc podzielić się swoimi problemami z innymi osobami, które cierpią na to samo co ja. Nie mogę narzekać na brak wsparcia w rodzinie, ale zawsze inaczej jak czuje się, że jest się wśród ludzi, którzy walczą z tym samym. Moja mama również cierpi na nerwice lękową i depresje, ale obecnie udało jej się z tym wygrać, bierze leki i jest jak nowo narodzona.. mam w niej dużo wsparcia, ponieważ zawsze rozumie co czuję kiedy mam atak paniki... mieszkam 200 km od niej, ale zawsze mogę zadzwonić i to mnie uspokaja... mój narzeczony bardzo się stara wspierać, ale czasem go to przerasta, bo chciałby pomoc, a nie bardzo wie jak.. więc przynajmniej stara się być zawsze obok i przynajmniej przytulić, żebym się uspokoiła.... Moja choroba zaczęła się we wczesnym dzieciństwie.... wracaliśmy z rodzicami od babci, która usmażyła takie małe pączki.. jako dziecko zajadałam się tym specjałem w samochodzie, kiedy nagle tata gwałtownie zahamował i zaczęłam się dławić... oczywiście nic się nie stało... organizm sam sobie poradził... ale wygenerował się lęk, który o mało nie zapędził mnie na drugi świat.. a mianowicie.. czułam cały czas gule w gardle... jako małe dziecko, które się przestraszyło.. od tamtego momentu już zawsze wydawało mi się, że ten pączek stoi mi w gardle i jak coś innego połknę to się uduszę.... i zaczęło się... przestałam jeść... spożywałam jedynie papki i piłam... sytuacja była przerażająca... niech sobie ktoś wyobrazi, że zjedzenie jogurtu sprawiało mi taki problem, że musiałam mieć przecedzony od owoców, bo owoce stanowiły już coś stałego, co mogło mnie udusić... oczywiście trafiłam do szpitala, najpierw do łodzi do MAtki Polki... badali i sprawdzali czy rzeczywiście coś z tym przełykiem jest nie tak.... źle to wspominam.. zmuszano mnie do jedzenia.. straszono sądą.. wizja rury w gardle przerazala mnie do tego stopnia, że chowałam jedzenie uwadając, że je zjadłam... oczywiście badania wyszły wzorowo... zaczeło się jezdzenie po specjalistach... terapeutach.. hipnotyzerach... a ja chudłam.. nikłam w oczach... wyglądałam jak dziecko w Oświęcimia.... kości i skóra... ale w koncu udało się trafić na panią psychiatrę, która uratowała mi zycie.... wylądowałam w szpitalu na kilka miesiecy.. w szpitalu psychiatrycznym.. na oddziale dzieciecym... pod jej okiem... zaczeło sie leczenie... leki i prowadzenie zeszytu, w którym zapisywałm to co jadłam.. uczenie się jedzenia od początku..... nie było łatwo.... szpital byl ciezkim przezyciem.. były tam rozne dzieci, w roznym wieku, również młodzież... po samobójstwach... podcinająca sobie zyly... i z innymi problemami... dla mnie małej dziewczynki w trzeciej klasie podstawówki było to przerazające... w szpitalu była szkola.. był park, boisko... ale pamiętam te rzeczy przez mgłę... zbyt dawno to było... po jakimś czasie wyszłam i kontynuowałam leczenie w domu.... leki i dalsze prowadzenie zeszytu... przytulam.. zaczełam normalnie wygladac... pamietam wyjazd nad morze z rodzcami i zdjęcia z tego wyjazdu.. pierwsze zdjęcia na których wyglądałam zdrowo jak dziewczynka w tym wieku... udało się.... wyłeczyłam się.... jedyna pozostałościa po walce był lek przed polykaniem tabletek, których do tej pory nie umiem łykac.. lykam tylko te malutkie... i strach przed jedzeniem owoców ze skórką, lub mięsa z zyłami i innymi rzeczami... z czasem zaczełam jesc prawie wszystko... ale pomidorów ze skora do tej pory nie tknę, albo jabła ze skóra itd... boje się ze skora mi się przyklei do gardla.. chore... ale tak już mam... generalnie choroba praktycznie ustapila... leków nie miałam... spokój do konca podstawowki.. gimnazjum, liceum... poszłam na studia i zaczelo się... ale leki pojawialy sie rzadko... raz na kilka mieisiecy... nie utrudnily mi zycia.. wiedziałam co się dzieje, starałam się je poporstu przetrwac... ale leki tym razem nie dotyczyly jedzenia.. tylko trudnoci z oddychaniem.. uczucia cegły na klatce piersiowej... problemow ze złapaniem powietrza.. jakby bezdechów.. zawrotów głowy w momencie łapania powietrza... drzenie rąk.. strach.. przerazający strach, że zaraz umre... ale radziłam sobie... zyłam normalnie... studiowałam, bawiłam się, imprezowałam, wyjezdzałam, byłam w związkach... problem nabrał sily ostatnio... jakieś pół roku temu.... od moich urodzin w sierpniu... pije mało alkoholu, ale w moje urodziny się upiłam.. urywał mi się film... pokłocilismy się z narzczonym, zostawil mnie sama w klubie... szukałam reszty znajomych, błąkałam sie... potem się znalezlismy i wrocilismy do domu... ale zaczeła działam moja wyobraznia.. ze skoro nie pamietam wszystkiego, tylko polowe, to ktos mogl mi krzywde zrobic.. ze moze jakąś strzykawke mi wbic, bo mialam czerowną plamke na szyi, że niewiadomo co mi sie moglo stać i nakrecanie się... od urodzi... zaczeły się bole plecow... wszystkich miesni na plecach... szyi.... potem gardło.. potem się rozcorowałam... chorowałam z miesiąc... 3 serie leków.. i oczywiście psychika siadła... wmawianie sobie niewiadomo czego.. ze niewiadomo co mi jest.. i poszło za ciosem... potem cos w podbrzuszu mnie bolalo.. kolejne wyobrazenia, że pewnie rak... odwiedziny u ginekologa, skierowanie na badania w szpitalu, na ktore nadal czekam..bo musialam odstawic tabletki anty.. potem zaczeły się bolu brzucha... kolejne przeziębienie.. znowu bole w podbrzuszu... podejrzenie ze to pewnie rak jelita grubego.. badania krwi i podwyzszone limfocyty.. znowu strach ze to pewnie ziarnica... powiększone wezly chłonne... wyszukiwanie kolejnych chorób... płacz.. strach... więczorne napady lęku.. uczucie ze zaraz umre, ze rano się nie obudze.. ze napewno jestem ciezko chora, ze lekarze bagatelizują wszystko... potem pewnej nocy obudzil mnie silny bol glowy... jakby blyskawica przeszywająca mi czaszke, przestraszyłam się... bol byl inny niz wszystkie jakie w zyciu doswiadczyłam trwał 5 min.. 5 uderzem jakby pioruna, az mi ciało paralizował.. wizyta i neurologa i skierowanie na rezenans.. zeby wykluczyc tetniaka... rezonans dopiero w lutym.. a ja ciagle zyje w strachu, że moze to tetniak i zaraz peknie i umre i nie doczekam do tego rezonansu... ciagle coś mi się... w kolko choruje, ciagle infekcje gardla... ciagle mnie cos boli.... ataki paniki mam juz prawie codziennie... głownie wieczorem... cały dzien jest zazwyczaj spokoj.. zyje w miare normalnie... pracuję, wracam do domu, robie obiad.. i nagle boooom... zaczyna się... płacze... płacz mnie rozładowuje.. uspokaja.. tak jakbym wyrzucała wszystko z siebie razem z nim.. boje sie smierci... chororby.. boje się ze umre.. placze tez z bezradnosci.. nie radze już sobie w tymi emocjami... zapisalam sie do psychoatry ale na nfz... nie stac mnie na wizyty prywatne... jest strasznie... przepraszam, za chaos drugiej czesci wypowiedzi.. ale emocje robią swoje... i ciezko mi pisać poprawnie gramatycznie...nie wiem co mam ze sobą robic.. a co najsmieszniejsze.. boje się nawet tego konca swiata... niby nie wierze, ale boje się... przeraza mnie smierc... strasznie chce zyc... a moje zycie paralizuje strach przed choroba i smiercią........ dominuje nade mna i nie pozwala normalnie zyc... zauwazylam ze odsunelam sie od ludzi, nie spotykam się z przyjaciolmi, siedze w domu.. ogladam tv, siedze przed kompem, rozmawiam z mama przez tel... nie radze sobie jak jestem sama w domu.. jak przychodze po pracy i jestem sama.. bo moj narzeczony wraca pozniej.. to musze dzonic do mamy i rozmawiac z nia... czesto mam ja na sluchawkach i robie np obiad... bezpieczniej się czuje jak moj narzeczony jest w domu... nienawidze jak wychodzi... ale nie moge mu zabraniac.. tez ma swoje zycie i nie zamierzam go ograniczac.... staram sobie jakos z tym poradzic.. ale jak idzie na jakis wyjscie na piwo i wraca pozno to nie zanse dopoki nie wroci.. mam problemy z oddychaniem, dusze się, denerwuje się... panikuje.. jak wroci i sie kolo mnie polozy, dolegliwosci troche ustepuja i jestem w stanie zasnac,rano jak nowo narodzona... wszystko zaczyna sie od poczatku wieczorem... czasem sa lepsze dni, że cały dzien i wieczor jest ok... zauwazylam ze problem pojawia się jak cos mnie zaczyna bolec, albo jak sie zle czuje.. jedno nakreca drugie... nie wiem czy brak odpornosci i te ciagle infekcje moga byc spowodowane słabym stanem psychicznym i przez to obnizeniem odpornosci.. kupilam sobie teraz nawet tran... jem czosnek... bo znowu od 2 tyg jestem chora... mam stan podgoraczkowy, infekcje gardla i katar... nie wiem juz co mam ze sobą zrobic... chce zyc tak jak zyam dotychczas.. zawsze bylam silna osoba... ktora wie czego chce... ktora pomaga innym w problemach.. a teraz się złamałam.... i sama sobie nie potrafie pomoc..... ogarnia mnie wielka bezsilnosc...... nie wiem czy będzie się Wam chciało czytać całe moje wypociny.. ale naprawdę potrzebuję tego forum... nawet teraz jak piszę czuję jakby ulgę, że mogę to z siebie wyrzucić... chętnie bym też poznała jakieś osoby, które zmagają się z podobnymi problemami... mieszkam w Poznaniu... widziałam, że ejst grupa z Poznania.. może kontakt z ludzmi tez mi pomoże... poki co czekam na wizyte u psychiatry w styczniu.. ponoc jedna z lepszych psychiatrów u nas w miescie... moze jak bedzie trzeba to nawet zaczne prywatnie chodzic.. zalezy ile będzie liczyła za wizytę... nie przelewa się, ale zdrowie jest wazniejsze od pieniędzy.. jestem mlodą osobą, mam 25 lat... wiec wiadomo, ze zaraz po studiach nie zarabia się milionów.. a moze ktos polęci jakiegoś lekarza w poznaniu w przystepnej cenie... dziekuję, że mogłam się uzewnętrznić... czuję wielką ulgę...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
14 gru 2012, 00:55

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Znerwicowana91 14 gru 2012, 08:59
*Monika*ja uczęszczam na terapię i było naprawdę ok. Niestety coś się w ciągu kilku dni popsuło. :(
Dzisiaj idę na kolejne spotkanie. Może coś się zmieni:)

-- 14 gru 2012, 09:34 --

A tak poza tym zauważyłam ostatnio, że nic mnie nie cieszy. Nie umiem się śmiać tak jakbym nigdy się tego nie nauczyła. Mam nadzięję,że jest to tylko przejściowy okres i wszystko minie :)

PS. Czy z nerwów może być tak,że rano wstaję i muszę od razu iść do toalety bo mam biegunkę? W sumie nie wiem co to jest bo najczęściej jest tylko rano po przebudzeniu. Ale moja wyobraźnia już mi podpowiaa, że ze mną jest coś nie tak. Ach..... takie błędne koło. :?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
12 gru 2012, 19:06

nerwica i porzadki przedswiateczne

przez emi 1402 14 gru 2012, 15:09
witam moim problemem jest to ze nic mi sie niechce robic mam dosc swiat wszytko mnie denerwuje juz niemam sily ani do porzadkow ani do niczego mimo ze nic nierobie to wyrzucam sobie ze swieta tuz tuz a ja nic nierobie niewiem jak sie do tego zabrac.ciagle o tym mysle
Offline
Posty
405
Dołączył(a)
14 lis 2012, 10:50

Nerwica lękowa z fobią społeczna

przez szy123 14 gru 2012, 16:02
Witam was. Około 1,5 roku temu zaczęły sie u mnie objawy nerwicy lekowej z dnia na dzień, poprostu taki nagły kopniak. Wcześniej były aktywny zawsze dusza towarzystwa i nic nie wskazywało na to ze może cos takiego sie stać. Brałem przez rok z przerwami ssri i było nawet dobrze jednak miesiąc po odstawieniu wszystko wróciło. Teraz od około 2 miesięcy doszła do tego fobia społeczna nie wiem juz totalnie co sie dzieje ale kontakt z innymi ludźmi powoduje u mnie ogromny stres. Mimo to staram sie chodzić na wykłady i zajęcia niwelujac objawy hydroksyzyną. Teraz zapisałem sie do psychologa i jestem po pierwszej wizycie. Jak myślicie czy lepiej będzie jak zacznę brać ssri i chodzić do psychologa czy zostać przy samym psychologa. Szczerze to chciałbym powalczyć bez leków. jakie jest wasze zdanie?
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
24 kwi 2011, 20:41

nerwica i porzadki przedswiateczne

przez emi 1402 14 gru 2012, 17:01
witam moim problemem jest to ze nic mi sie niechce robic wyrzucam sobie ze nierobie a mimo to niechce i sie i tak chodze zdołowana.nic mnie niecieszy nawet swieta
Offline
Posty
405
Dołączył(a)
14 lis 2012, 10:50

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez haribo190 14 gru 2012, 18:00
gioovanna, Widzę przypadek klasyk, nerwica na całego i hipochondria w pakiecie, zamiłowanie do badań, prześwietleń, rezonansów mam podobne, wkręcałem sobie już też 1000 chorób. Napisałaś naprawdę dłuuuugiego i szczegółowego posta, naprawdę cię rozumiem mam 28 lat i nerwica dezorganizuje moje życie już około 7-8 lat. Ne poddawaj się!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
180
Dołączył(a)
08 gru 2012, 14:18
Lokalizacja
Opole

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 20 gości

Przeskocz do