Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez coraloft 16 mar 2012, 22:27
Ola+3, objawy ktore podalas sa dosyc powszechne przy nerwicy lekowej, to ze sie tak meczysz, to ze dretwieja Ci rece, wszystko to objawy somatyczne i tak tez powinnas je sobie tlumaczyc. ewentualnie zglos sie do internisty niech zrobi podstawowe badania krwi i moze zbadaj serducho tak dla pewnosci. ja dzisiaj i wczoraj bylam wyczerpana, pokonanie dla mnie kilku schodkow jest rowniez wielkim wysilkiem do tego nie moge jesc bo sobie zaszuszylam zoledek ze stresu, wlasnie zygalam po paprykarzu..ale mowie sobie wylecze sie, wylecze sie i staram sie nie schizowac.
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
03 mar 2012, 15:08

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez sylwiha 17 mar 2012, 19:53
wiem o nerwicy lękowej sporo. wiem jak działają mechanizmy.wiem,że to tylko panika.
ale boję się zaryzykować, boję się ze będę się bała. boję się ze jednak coś mi się stanie.
no nie dochodzi to do mnie... :cry:

mam więc pytanie, w jaki sposób pracować nad sobą?
jak przekonać siebie ze warto zaryzykować ?
jak nabrać pewności siebie w chorobie ?
jak wejść do tego autobusu przejechać 15 minut, wysiąść i załatwić sprawę ??
Ostatnio edytowano 17 mar 2012, 19:57 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z uwagi na tematykę
F41

Sulpiryd 50 1-0-1
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
11 lut 2012, 15:29
Lokalizacja
BB

cześć - moja historia

Avatar użytkownika
przez franklin2 17 mar 2012, 22:52
Cześć, mam juz prawie 18 lat i chciałem opisać moja historię, licze na to że ktoś ma lub miał podobnie i może mi pomoże :smile:

Otóż jako dziecko nie miałem za dużo problemów, w podstawówce zawsze byłem wesoły lubiłem rozmawiać. Wszystko zaczęło się w gimnazjum. Nawet nie wiem dokładnie jak. Czułem chyba że nie jestem w porządku, chciałem być fajny, mieć wielu znajomych, nie wiem skąd się to wzięło i próbowałem się zmienić. być kimś innym, nie sobą. Pamiętam jak w 3 klasie gimnazjum na akademi szkolnej miałem przeczytać krótki tekst, jednak tak się zestresowałem że nie byłem w stanie wyksztsić ani słowa to bylo straszne , na oczach całej szkoły, nie wiem czemu mnie to tak dotkneło, może zniszczyło moje wyobrażenia o sobie i to był przynajmniej tak uważam moment kulminacyjny od tego czasu wszystko zaczeło się sypać. Zaczęłem walczyć z tą gulą w gardle, jedenak nie chciałem siebie zakceptowąć, cały czas próbowałem się zmienić, być lepszym. Chodziłem do poradni pedagogicznej i rozmawiałem z taką panią jednak nie wiele mi to dawało. W szkole pamiętam że czułem paniczny lęk przed czytaniem, ale mimo wszystko na siłę próbowałem czytać, cały czas się zgłaszałem, próbowałem się przełamywać. Jestem lektorem i w kościele próbowałem robić to samo. Zastanwiam się czy to mnie nie zniszczyło. Po wakacjach po 3 klasie, które z perspektywy czasu wydaja sie cudowne w porównaniu do dzisiaj, w 1 liceum dalej próbowałem się zmieni, chciałem byc śmieszny, spontaniczny próbowałem działać odruchowo <--- teraz uważam to za straszne. Zaczęły się lęki, nie potrafiłem normalnie porozmawiać, cąły czas coś sobie narzucałem, próbowałem byc wygadany ale tak się nie da, teraz to widzę. W połowie 1 klasy liceum zacząłem nie wytrzymywać, dodam że do tej pory z nikim na pawdę nigdy nie rozmawiałem, cały czas tak jakby próbowałem grać. Cały czas walczyłem z myślami ze sobą, lekami, nie potrafiłem myśleć, nie dało sie to było jak siłowanie. Każdy gest słowo było męczarnią jakby nei moje. Jakby cał świat mnie obserwował i czekał na moje potknięcie, na bład. Nie potrafię tego opisać to jest tak straszne że brakuje słów i porównań. Dobrze że rodzice byli przy mnie, bez nich peweni by mnie już nie było szukali pomocy dla mnie byłem w większym mieście nie dalek o mnie nie chce pisac gdzie u psychiatry stwierdził, że potrzebuję psychoterapi, jednak nie dało się zacząć przed wakacjami. I dopiero mogłem w tym roku szkolnym. Cały rok 2011 był koszmarem, strasznym snem, ani razu nie potrafiłem poczuć sie dobrze. Przez większość czasu płakałem, a jednocześnie nie mogłem z nikim porozmawiać bo nie potrafiłem. Cały czas chciałem sie zabić, to jest moje największenie marzenie nawet do tej pory. cały czas mówię o tym rodzicom, myślę że oni juz ze mną nie wytrzymują. Druga klasa też straszna. Cały czas czuję sie źle, nie mogę ze sobą wytrzymać. Z ludźmi nei lubie rozmawiać, bo czuję sie strasznie cały ogarnięty lękiem. Jakby działał pod ogromną presją. Teraz dzięki terapii zaczęłem mówić o sobie o swoim wnętrzu, w szkole chodzę do pedagog, bardzo mi pomaga. Jednak to jest działanie tylko na objawy. To nie zmieni mnie, bym w przyszłości mógł żyć normalnie. Może piszę chaotycznie, sam nie wiem, czy dobrze robię czy piszę. Trochę trudno jest streścić swoje życie i swój problem tak szybko i jednym postem. Boję się że jestem zbyt skomplikowany, by dało mi się pomóc. jak teraz piszę to jst w miarę dobrze, chociaż dzisiaj rano płakałem miotałem się, wyrywałem sobie włosy z głowy(pierwszy raz coś takiego mi się zdarzyło), biłem rękami i nogami w ścianę, całe sobie potłukłem. Darłem się na rodziców, jak mnie o coś prosili i we wszystkim się buntowałem. Cały czas mam takie uczucie jakbym nie był sobą jakbym się sterował, jakbym coś musiał mówić, jakbym był gorszy, tak ze nie mogę myślkec Teraz jestem po 6 miesiąca terapi, złapałem dobry kontakt z psychologime, tak myślę. Da sie z tego wyjść? Sa takie momenty że już nie wytrzymuje, już tyle razy miałem okazję sie zabić ale jedank tego nie zrobiłem nie wiem czemu. Warto żyć na takim świecie jaki sobie stworzyłem w głowie? Czy da się to wszystko odkręcić, bo ja już w to nie wierze?Mam dość życia, ludzi, wszystkiego, a najbardziej mnie. Nie rozumiem tego wszystkiego, tego nie da się wyrazić słowami, co czuję!!!! Uff duzo tego wyszło aż się nie spodziwałem.
Ostatnio edytowano 17 mar 2012, 22:56 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: przeniesiono z uwagi na tematykę
Avatar użytkownika
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
17 mar 2012, 19:53

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez znerwicowanywojtek 18 mar 2012, 08:37
czy wy tez macie takie zjechane objawy bole zoladka zgaga i rozwolnienie w nocy towarzyszy mu tez dretwienie reki oraz nie miarowe bicie serca wniki sa ok ale czuje sie zmeczony mam skurcze w nogach itp jakies dziwne leki
Ostatnio edytowano 18 mar 2012, 08:44 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z uwagi na tematykę
Posty
6
Dołączył(a)
18 mar 2012, 08:09

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez znerwicowanywojtek 18 mar 2012, 08:39
Zaczelo sie to dziac jak rzucilem palenie moze na tym tle jest to wywolane
Ostatnio edytowano 18 mar 2012, 08:45 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z uwagi na tematykę
Posty
6
Dołączył(a)
18 mar 2012, 08:09

cześć - moja historia

Avatar użytkownika
przez emiliEM 18 mar 2012, 12:41
Witaj,franklin2!
Zadajesz pytanie: 'czy da się z tego wyjść?' To zależy od Ciebie czy chcesz z tego wyjść naprawdę a z twojego postu właśnie to wynika,ze tylko na tym Ci zależy.Ale musisz sam się zastanowić czy ten świat,który jest dla Ciebie okrutny,brudny i ponury ma dwie barwy czarna i białą zmierza do śmierci,ponieważ całe Twoje życie jest bez sensu.Musisz odnaleźć jakiś sens,niespełnione myśli,marzenia przerodzić je w czyny!

Zastanów się czego pragniesz!Czy tylko tego żeby umrzeć?...śmierć ,no owszem to może być piękne jeżeli jesteś osobą wierzacą i wierzysz ze tam jest tak wspaniale...jednak najpierw musisz poznać szczęście i radość na ziemi żeby porównywać! Rozwijaj sie ,poznawaj nowe rzeczy ale nie zmieniaj się na siłę.Masz jakieś pasje,zainteresowania?Co Cie ciekawi?

Czujesz sie samotny bo widzisz co dzieje się wokół Ciebie ,to tak jak byś byl jakąś wybitną romantyczna jednostką z przeszłości;) Boli zapewne Ciebie to jacy są ludzie,to ze nie potrafia wniknać w kogoś ,szczerze otworzyc się ,rozmawiać i współczuc.Wola bawić się korzystać z życia...i tu jest największa pułapka,bo nie wszyscy sa tacy :!: zdarzaja się pewne wyjątki i dla nich warto się otwierać i cieszyc się z życia! :smile:
__________________________

'Kocham samotność, tak, proszę, podejdź bliżej,
kocham ciszę tak mocno, mów do mnie głośno
... bym mogła słyszeć.'
Avatar użytkownika
Offline
Posty
70
Dołączył(a)
27 gru 2011, 14:03
Lokalizacja
Podlaskie

cześć - moja historia

Avatar użytkownika
przez franklin2 18 mar 2012, 21:18
No wiem, ale ja już nie potrafie wytrzymać, przestałem byc wierzącym.
Śmierć wydaje mi się ulgą ucieczką wiem że to jest złudne marzenei ale już dłużej po prostu nie potrafię wytrzymać na tym świecie, nie rozumiem tego i mnie to przeraża. Boję się być sobą, myśleć. Nie potrafię już byś sobą po prostu. Wszystko sprawia ogromny ból i napięcie psychiczne. Stało się tak bo chciałem się zmienić. Napisałęm tu bo chciałem zdobyć jakąkolwiek nadzieje, na to że warto walczyć i się nie poddawać. Niestety nie potrafie znieść własnej obecności. Cały czas jestem taki otępiony, związany i przyblokowany. ja już nie wiem co robić :(((((
Avatar użytkownika
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
17 mar 2012, 19:53

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez madziunia1255 19 mar 2012, 12:25
nana x napisał(a):bimbaa poszukaj sobie terapii - to Ci pomoże zrozumieć dlaczego tak sie stało w Twoim życiu, skąd się bierze taki nastrój lęki bezsens.
Nic nie dziej się bez przyczyny, to xe tak sie stało wynika zapewne z jakiś doświadczeń w Twoim zyciu.

Wiele kobiet ma depresje poporodową...
Nerwica często wyzwala się w trudnych momentach, pod wplywem wielkiego stresu, w Twoim przypadku był to trudny poród.

trzymaj sie ciepło .
witam!!
chcialam sie dowiedziec co mam robic?? czy ktosi moze mi doradzic inni mowia ze jestem nienormalna:-( chodzi o to ze wpadam w straszne nerwy! wszystko mnie drazni! czuje jak cos we mnie siedzi i nie moze wyjsc!! mialam ciezkie dziecinstwo! moja sp.mama powiesila sie gdy mialam 9 lat. czuje tak jak by to bylo wczoraj pamietam kazdy szczegol! a minelo
16 lat odkad jej nie ma! o tym ze sie powiesila dowiedzialam sie po 13 latach! nie widzialam jak mama wisiala! ja bylam u kolezanki!! mam syna. ma 4 latka strasznie nie slucha ma mnie w d.... moge gadac do niego jak do sciany!! oprocz tego jest tesciowa ktota gra na psychice!! czasem jak juz nie powstrzymuje nerwow to kalecze sie po rekach to mnie uspakaja!( tzn. draznie kota by mnie drapal po rekach ) lub siadam i placze! czasem zdarza sie.ze wypije melise ale ona nic nie daje!! co do ojca dziecka twierdzi ze jestem nienormalna!! moj ojciec leczy sie na nerwy czy moge odziedziczyc to po nim?? wydaje sie byc spokojna osoba na co dzien ale dusze cos w sobie i nie potrawie olac wszystko!!prosze o pomoc piszcie na zolza 11@wp.pl dziekuje
Ostatnio edytowano 19 mar 2012, 13:45 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: usunięto zdublowaną część wpisu
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
19 mar 2012, 12:04

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Nuna1 24 mar 2012, 19:12
Śmiertelna, hej :smile: ja za rok mam mature tez sie troche tym niepokoje, bo mam cos podobnego te pieprzone mdlosci(skądże to sie dzieje przeciez fizycznie nic mi chyba nie dolega i mimo ze przestaje sie denerwowac to fizycznie zle sie czuje) tez tak mysle ze zwymiotuje to zwymiouje i juz ale niektore sytuacje na serio sa bez wyjscia jak np. matura no nie mozna wyjsc i juz to cos waznego trzeba odrzucic lęki i sie skupic a to trudne..;/ A jak tam 100dniówka? byłaś?
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
22 mar 2012, 15:00

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Nuna1 25 mar 2012, 15:48
nie masz żadnych koleżanek? to okropne, że klasa Cie tak traktuje;/ ja z moja klasa sie nawet lubie, dogaduje sie z koleznakami z klasy i wogole,ale one nic nie wiedza o moich problemach. pewnie sie domyslają ze cos jest nie tak bo nigdzie nie chce jezdzic i wgole ale w szkole jestem zazwyczaj bardzo wesoła i rozmowna i na prawde mam dobry humor wiec nie podejrzewają nic z tych rzeczy.co do 100dniowki to juz slysze (czemu nie chesz? chodz.. idziesz idziesz my cie zapisujemy, ale czemu ale czemu? ) bardzo chcialabym pojsc mam nadzieje ze dam rade, jeszcze mam troche czasu zeby sie jakos przygotowac:) widze ze jestes dość pesymistycznie nastawiona,wiem jakie to wszystko jest trudne.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
22 mar 2012, 15:00

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez luq 25 mar 2012, 16:57
@smiertelna nie tylko ty tak masz... ja np. zalozylem konto z tego powodu żeby poznać kogoś z takim samym problemem i móc o tym porozmawiac...
luq
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
16 mar 2012, 19:49

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez LukLuk 25 mar 2012, 19:53
Zyje szybkim tempem: praca, narzeczona, kupno mieszkania, Slub, obowiązki .. zyje, zyje, zyje i nagle przychodzi taki dzien jak dziś w, którym się zastanawiam czy dam rade, czy to wszystko ma sens, potem znów zapominam o tych wątpliwościach i znów przychodzi taki dzień/ czasem dwa .. i tak kręci się w kółko. Boje się czy spełnie sie jako mąż, ojciec, gospodarz, boje się, że skrzywdze Moją obecna narzeczoną a przyszła zone - chociaż tego nie chce, boje się czy dam rade utrzymac rodzine, boje się rzuszyć do przodu ze swoim obecnym zyciem. Strach napędza u mnie derealizacje, natłok mysli, słabe samopoczucie fizyczne i psychiczne .. Przypominają mi się czasy, kiedy nie mogłem wyjść z domu, kiedy płakałem po kątach, kiedy mdlałem bo nie miałem siły żyć. Nie uważam siebie za ofiare losu - to do czego dążyłem w zyciu czyli dobra praca/ świetna narzeczona to na pewno osiagnałem, ale czesto miewam takie "zawieszki" w zyciu, inaczej można to nazwać epizody nerwicowe. Nie lubie takich dni jak dziś, ponieważ nie wiem co bedzie za miesiąc, dwa, pół roku, rok, kilka lat .. Boje się śmierci bo wiem, że jest jeszcze tyle rzeczy, które chciałbym zrobić, boje się smierci bo chce cieszyc się zyciem a niestety nie potrafie .. chociaż mam powodu do szczescia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
430
Dołączył(a)
12 lip 2010, 17:42

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez pisanka 26 mar 2012, 12:58
LukLuk przerabiałam identyczną sytuację z moim narzeczonym. Wszystko było super, w końcu postanowiliśmy się pobrać, i nagle natłok rzeczy: ślub, kupno mieszkania, zmiana pracy, wspólne życie, obowiązki itd.. on wpadł w panikę, wiedziałam, że mnie strasznie kocha, ale miał wątpliwości czy da sobie radę, łapał kryzys, bo się bał tego wszystkiego, stwierdziłam, że coś muszę zrobić, bo chcemy być szczęśliwi, a nie męczyć się tym wszystkim. Obiecałam mu, że wszystko będziemy robić po kolei. Odłożyliśmy więc temat ślubu i mieszkania na później, najpierw przebywaliśmy ze sobą znacznie więcej czasu, żeby się wspierać i oswoić z tymi myślami, potem szukaliśmy pracy, jak znaleźliśmy pracę i się w niej zaklimatyzowaliśmy, zaczęliśmy szukać mieszkania do kupienia, znaleźliśmy mieszkanie, kredyt wzięty, teraz stopniowo ogarniamy kwestie remontowe (11 kwietnia odbieramy klucze), mieliśmy trochę czasu, żeby oswoić się z myślą, że akurat tam będziemy mieszkać, dużo rozmawialiśmy o mieszkaniu razem, o akurat tym mieszkaniu, o naszych przyzwyczajeniach domowych (tego też się bał, że kłótnie o domowe pierdoły zniszczą nasz związek), więc zaczęliśmy rozmawiać i pracować nad tym, żeby wymyślić jak sobie radzić z takimi rzeczami i gdzie te ewentualnie kłótnie o domowe pierdoły mogą być, wiem już, że On czasami zostawia w losowych miejscach skarpetki, i on wie, że mnie to wkurza, więc będzie starał się pilnować żeby chować skarpetki, a ja będę starała się nie wkurzać o to, tylko mu przypominać, aż zapamięta. Tak samo ja nałogowo przestawiam rzeczy na półkach, a on lubi jak wszystko ma swoje miejsce, więc mam się starać nie robić tego itd. Dzięki temu on się uspokoił, że nawet z drobnymi pierdołami możemy poradzić sobie bez kłótni. Tematu ślubu nie poruszałam przez jakiś czas, bo chciałam najpierw załatwić kwestię mieszkaniowe, kredyt, remont, przeprowadzka itd. A on sam kilka tygodni temu zaczął ze mną ten temat i powiedział, że już jego obawy związane ze ślubem przeszły jak uspokoiliśmy wszystkie inne sprawy i jest pewien, że chce być moim mężem i spędzić ze mną życie, że mnie strasznie kocha i jak tylko się przeprowadzimy to od razu możemy zacząć organizować ślub :)
A szczerze miałam obawy, że pewnego dnia powie, że to koniec, że on nie da rady. I nie dlatego, że mnie nie kocha, tylko ze strachu. Ze się podda i ucieknie.

Widzę, że Ty jesteś podobnym przypadkiem co mój facet, więc przede wszystkim powinieneś powiedzieć o tym swojej narzeczonej. I z doświadczenia wiem, że natłok spraw będzie wywoływał u Ciebie większe lęki i obiekcję. Powinieneś zwolnić tempo i robić rzeczy po kolei, a w pierwszej kolejności szczerze pogadać z narzeczoną. I jeśli pewne tematy Cię przytłaczają poproś by na jakiś czas je przytłumić, a nadejdzie w końcu dzień gdzie złapiesz oddech i stwierdzisz, że jesteś gotowy i wiesz, że jesteś w stanie stanąć na wysokości zadania.
Najgorzej jest jak druga połówka ciągle czegoś od Ciebie oczekuje, i to nasila Twoje lęki. A jak sam będziesz mógł wyjść z inicjatywą, to Ty zadecydujesz kiedy będziesz na to gotowy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1585
Dołączył(a)
19 sty 2012, 13:20
Lokalizacja
warsaw

Nerwica lękowa po urodzeniu dziecka.

Avatar użytkownika
przez Misiunia 30 mar 2012, 17:13
Witajcie.
Dawno tutaj nie zaglądalam,bo nastapilo wiele zmian w moim zyciu i wydawalo mi sie ze moje problemy z nerwicą lękowa sie skonczyly.Najwazniejszą zmianą bylo pojawienie sie na swiecie mojego synka Kacperka 10 miesiecy temu.Ja-osoba ktora na samą mysl o ciązy wpadala w panike a na mysl o porodzie byla sparalizowana ze strachu urodzila (NATURALNIE) dziecko.Nie bede pisac ile mnie i najblizszych kosztowalo to wszystko nerwow,ale wszystko dobrze sie skonczylo-nie umarlam,nie zostalam kaleką,nie dostalam krwotoku,moj porod byl lekki i krotki,nie mialam depresji poporodowej,synek urodzil sie zdrowy.Pomyslalam sobie ze skoro przezwyciezylam tak silny strach przed porodem to teraz bedzie juz coraz lepiej.
Niestety od jakiegos czasu zaczelam odczuwac paralizujacy strach o mojego synka.Po prostu zaczelo sie od tego ze obejrzalam w TV program o dziewczynce,ktora nagle zachorowala na bialaczke i od 4 lat walczy z ta choroba bardzo przy tym cierpiąc.Zawsze bardzo mnie poruszaly historie chorych dzieci,nigdy nie moglam pojąc konstrukcji tego swiata ze takie maluszki juz na wstepie dostają od zycia takie kopniaki :(
Od tamtej pory strasznie sie boje ze cos zlego moze spotkac mojego synka,boje sie zachoruje,boje sie ze przez to ze calą ciaze bylam w stresie to moglam zaszkodzic synkowi.
Nawet szczepienia sa dla mnie powodem do strachu,bo naczytalam sie o powiklaniach i za kazdym razem gdy zbliza sie termin szczepienia nie moge normalnie funkcjonowac (chociaz jak najbardziej jestem zwolennikiem szczepien).
Martwie sie poniewaz moj synek od urodzenia ma powiekszone wezly chlonne na szyi i naczytalam sie strasznych rzeczy na ten temat.Moj lekarz rodzinny w UK nie widzi problemu i zadnych badan nie zlecil.
Jakby tego bylo malo uslyszlam kiedys ze myslac w ten sposob naprawde mozna sciągnac na siebie jakies problemy.Od tamtej pory dodatkowo boje sie jeszcze o to....Normalnie takie bledne kolo.
Nie wiem co mam robic,zeby zaczac normalnie zyc i cieszyc sie moim maluszkiem.Za miesiac jade do Polski i na pewno pojde do dobrego pediatry zeby dokladnie obejrzal synka i mam nadzieje ze jesli powie mi ze wszystko jest ok to te lęki i czarne mysli odejda...
A moze sa tutaj inne mamy,albo tatusiowie ktorzy maja pdobny problem?
Co robic,zeby zaczac myslec pozytywnie?Pomózcie...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
29 lip 2007, 12:19
Lokalizacja
UK

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: amandia, Baidu [Spider] i 44 gości

Przeskocz do