Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Goguś 29 gru 2011, 14:12
"Moze uplynac kilka tygodni zanim pacjent poczuje sie lepiej"

Tak pisze w ulotce...
I właśnie to jest najgorsze w tym wszystkim, Czekanie...

W sumie to jest takie pytanie retoryczne, bo tak na prawdę nikt nie wie czy coś Ci pomoże...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
26 gru 2011, 18:04

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Haneczka28 29 gru 2011, 16:51
Hej witaj Marto mam na imie Anka postanowilam napisac do Ciebie bo mysle ze cos fajnego jest w tych Twoich opisac i odpowiedziach.Chodzi o to ze chce abys troche mnie pocieszyl mianowicie zaczelo sie to jakies 2,5 miesiaca temu a tak terz po przemysleniach to mysle ze wczesniej zaczelo sie od snow o tym jak mnie maz opuszcza zdradza i odchodzi do bylej ,potem sen w ktorym ja siedze na lozku bez wlosow i ze niby mam raka masakra po przebudzeniu bedac sama w domu zaczelam sie bac tak ni z tad niz owad wszystko mnie bolalo balam sie ze to moze rak az na sama mysl slabo mi sie zrobilo przeplakalam caly dzien do czasu az zjawil sie maz z pracysiedzialam skulona i nie chcialam nic mu powiedziec co mnie trapi pomyslalby ze glupia jestem albo zwariowalam.Staralam sie chodzic do pracy i zapomniec o tym ale mysli wracaly ,w pracy czesto nachodzilo mnie taka mysl ze cos zlego sie za chwile stanie i ze umre i nikt mi nie pomoze z nikim nie zdaze sie pozegnac cos okropnego.Postanowilam isc do lekarza po 2 tyg a ze w angli jestem to juz lepiej nie mowic.Jakas pielegniarka przepisala mi citalopram 20 mg po nim myslalam dopiero ze nerwica rozkrecila sie na dobre czulam sie tragicznie przez 3 tyg brania z nadzieja ze moze lek zacznie dzialac tak sie nie stalo a ja sie zalamalam :why: powiedzialm mezowi ze jade do polski do lekarza ktory mi pomorze poniewaz 6 lat wstecz mialam podobna sprawe z nerwicaale bylam wtedy w innej sytuacji i wydaje mi sie ze bylo mi latwiej.Ogolnie psychiatra przepisal mi coaxil 3x1 biore go od 2 ty i poprawa jaks tam jest ale fizycznie nie czuje sie jeszcze super mam strasznie spiete miesnie co do psychiki to leki nie minely tzn nie sa tak straszne ale gdy sa to koniec wyobraznia dziala napady leku ustapily ale boje sie kiedy mnie znow dopadnie ograniczam sie i swiadoma jestem tego ale czuje jakbym byla w potrzasku.Na razie jestem w polsce powiedzialm mezowi ze potrzebuje dojsc do siebie bo przy nim zalamuje sie w sense nie chce zeby sie wkurzal ze ciagle cos mi jest itd on nie rozumie tego stara sie ale nie rozumie co ja powinnam zrobic nie mam z kim o tym porozmawiac czuje sie samotna i mam takie mysli ze faktycznie wpedze sie w jakas gorsza chorobe przez ta nerwice i ze juz nigdy z tego nie wyjde :( :( :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
29 gru 2011, 15:35
Lokalizacja
Darlowo

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez ann231blue 29 gru 2011, 18:35
Aniu, ciekawe, ze ja tez mieszkam w Anglii i ze po jednej tabletce Citalopramu (bo wiecej nie odwazylam sie wziac) moj stan bardzo sie pogorszyl. Dostalam strasznych lekow i zaslablam w pracy, a potem przez 3 dni balam sie wstac z lozka i isc do toalety. Nie biore nic i polegam tylko na psychoterapii, na ktora chodze od 3 miesiecy. Polepsza sie, ale bardzo powoli. Poza tym zaczelam sama cwiczyc joge z DVD i bardzo mi ona pomaga na spiete miesnie. Niestety trzeba to robic regularnie. Powodzenia
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
01 gru 2011, 13:32

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez *Monika* 29 gru 2011, 19:00
Haneczka28, wydaje mi się, że powinnaś nie tylko stosować farmakoterapię, ale i psychoterapię.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Sid92 30 gru 2011, 04:08
Haneczka28, ile razy ja przeżywałem to samo co ty. Stojąc przy stanowisku w pracy miałem wizje w których upadałem, dostawałem zawału serca/udaru itd. a potem z minuty na minute było coraz gorzej i tak zazwyczaj do końca dnia. Wciskałem w siebie jakieś leki ziołowe na uspokojenie ale to nic nie dawało. Teraz mam tak codziennie i już nawet specjalnie nie staram się z tym walczyć. Kładę się do łóżka, albo biorę kąpiel i udaję, że nic się nie dzieję. Też jestem na emigracji, a tu ciężko o fachową pomoc dla obcojęzycznych, pozostaje jedynie leczenie w kraju którego pewnie się podejmę, a i tobie to gorąco polecam. ;)
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
28 lis 2011, 03:10

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez nextMatii 30 gru 2011, 05:16
Haneczka28 mykaj na terapie..:)

-- 30 gru 2011, 12:42 --

Dlaczego byś miala z tego nie wyjsc?ja dzieki terapii nawet bez lekow radze sobie dobrze..mam napady leku..doraznie leki biore w razie napadu...terapia daje mi mozliwosc rozwoju, pracy nad soba... Swiadomosci skad biora sie leki i jak nad nimi zapanować...Pozdrawiam.
nextMatii
Offline

moja nerwica

przez kasik22 03 sty 2012, 15:41
Witam wszystkich,

Ja "walczę" z nerwicą od 2004 roku, czyli już dość długo.
Na początku jak pojawiły się ataki lęku nie wychodziłam z domu, bałam się zostać sama. Bałam się że coś mi się stanie i nikt mi nie pomoże, że karetka nie zdąży dojechać..strach zawładną moim życiem. Zrobiłam wszystkie możliwe badania łącznie z ekg, holterem itp. Byłam nawet na terapii grupowej, która nic mi nie dała.
Jedyną pomocą były rozmowy z moją ciocią, która jest pielęgniarką...przegadałyśmy wiele nocy. godzin...
Niestety nerwica cały czas mi towarzyszy...ale potrafię z nią żyć, myślę że ją oswoiłam. Można powiedzieć że w miarę "normalnie" żyję..boje się niestety nowych miejsc, nie podróżuję..żeby pomoc zdążyła dojechać..ehhhh
Ale pracuję, wyszłam za mąż i daję radę. Myślę pozytywnie, a jak mam atak to dzwonię do kogoś bliskiego chwilę porozmawiać...i przechodzi :)
Mam zamiar iść na hipnoterapię. Może to pomoże poznać przyczyny mojego lęku. A jeśli nie to może dowiem się coś ciekawego.
Marzę o tym by było tak jak kiedyś, gdzie nie istniał lęk i strach, gdzie żyłam normalnie i nie myślałam co chwilę o tym kiedy zacznie się atak paniki, sama się na niego nakręcając. Jednak nie tracę nadziei że uda mi się wygrać :)
Tego Wam i sobie życzę :)

K.
Ostatnio edytowano 03 sty 2012, 15:47 przez Korba, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Połączono ze zbiorczym wątkiem.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
02 sty 2012, 16:48

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez protege 05 sty 2012, 04:31
Dzisiaj znowu doznalam tego paskudnego uczucia w zoladku znanego prawie kazdemu "nerwicowemu". Cos na zasadzie -"cos jest nie tak". I lek. Paniczny lek, ze to wszystko powroci. Pare sekund w strachu i mysli klebiace sie "a co jezeli...". W koncu obudzilam sie z tego pieprzonego letargu i powiedzialam sobie DOSC!!! DOSC!!!! DOSC!!!! Wrocilam do domu i narazie funkcjonuje. Jest ok. Bedzie ok. Musi byc ok. To tylko umysl robi mi psikusy. Umiem nad nim zapanowac.

Pozdrawiam wszystkich walczacych.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
08 sie 2011, 20:26

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Michał 1972 08 sty 2012, 17:31
Zaczynam sie troche martwić , wczoraj czułem sie juz jako tako, a nawet lepiej. Dzisiaj pomimo porannego joggingu jest gorzej niż zle. I tak co drugi dzień , raz dobrze a raz fatalnie i to tak ze bez benzo nie da rady, pocieszam sie jedynie, ze to mogą byś skutki uboczne Bioxetinu i , ze w końcu to minie bo biorę dopiero dwa tygodnie. Póki co ciągły lek i zupełny brak apetytu. Do tego zupełnie wybilem sie z normalnego rytmu dnia , chodzę spać o 4 rano, zasypiam o 5-6 a budze sie o 11-12. Czy to normalne ? Bo ostatnio przechodzilem to o wiele lepiej, fakt zmulilo mnie czasami do spania w ciagu dnia z dwa razy rozbolala mnie głowa , teraz to depresja połączona z lekiem i derealizacja. Proszę o pomoc jeśli ktoś miał podobnie, czy to musi tak wyglądać ?
Życie jest jak transwestyta, wszystko ładnie pięknie , a tu nagle ch...!

Velaxin 150sr 1-0-0
Chloroprothixen 15 0-0-2
Velaxin 75er 0-0-1
Avatar użytkownika
Offline
Posty
367
Dołączył(a)
14 mar 2011, 00:36

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez cichywidz 12 sty 2012, 00:28
Nerwica lękowa, a może...?

Serdecznie was witam jako nowy użytkownik forum, mam nadzieję, że wasze doświadczenie (niestety, niemiłe, no chyba - co to kto lubi :P) pomoże mi w przybliżeniu się o krok do rozwiązania zagadki. Dla tych, którzy chcą uniknąć czytania mojego 'krótkiego życiorysu' polecam przeczytać ostatnie dwa akapity!

Wiem, wiem, że powinienem udać się do lekarza, ale moje spectrum objawowe w swojej obszerności uniemożliwia mi zrozumienie co tak naprawdę dzieje się wewnątrz mnie.

Urodziłem się w rodzinie, w której z samego początku nie było zbyt dużo miłości. Moi rodzice stwierdzili, iż byłem, że tak powiem 'kleikiem' na ich rozpadający się związek. Nadmienię także, że mam brata, o 8 lat starszego, u którego tak jak w moim wieku (20lat) stwierdzono nerwicę maniakalno-kompulsywną. Jako, że rozwód moich rodziców miał miejsce, kiedy miałem ok. 3 - 4 lata, mało pamiętam, jednak pewne "urywki" typu policja w domu, przypadki przemocy zostały w mojej pamięci. Nigdy jednak nie uważałem, że miały jakikolwiek wpływ na moje przyszłe życie. Potem przez 2 lata wychowywała mnie niańka, i generalnie po rozwodzie moich rodziców, gdy już chodziłem do szkoły byłem 'oczkiem w głowie' mojej mamy. Zawsze otrzymywałem od niej wystarczająco, albo nazbyt dużo miłości (może dlatego, jestem teraz tak delikatny jako mężczyzna - przyjaciółki mówią, że nawet kobiecy). Mój brat zawsze zazdrościł mi tego, że on nigdy nie doznał takiej uwagi od rodziców, mimo swobód, których w tym samym wieku ja nie zaznałem.

W wieku 14 lat zaczęła się moja przygoda z marihuaną, i tak jak mówiły mi osoby z bliskiego otoczenia, że z piątku i soboty zrobi się piątek-sobota-niedziela-poniedziałek itd. Rok później paliłem już regularnie, ale nie uważałem (i do dziś nie uważam, że palenie marihuany jest złe, choć ujawnia pewne cechy słabej psychiki, do czego dojdziemy później), że jest to czymś złym. Oczywiście w tym czasie przeszedłem okres pierwszej miłości i tuż przed rozpoczęciem liceum poznałem dziewczynę, z którą byłem 3 lata. I jestem do dziś, choć nie wiadomo czy do jutra....

Muszę powiedzieć, że generalnie z natury jestem pesymistą i czarne myśli towarzyszą mi od dawien dawna. Także jakiś dziwny blok przed nowościami w życiu, bo przecież tak jak jest - jest dobrze. Często też myślałem o chorobach, oczywiście urojonych, bo gdy było mi ciężko po prostu chciałem uciec od tego wszystkiego, a przecież samobójstwo jest zbyt dużym wyzwaniem, więc wolałem skonać np. na raka otoczony ludźmi, czując, że jestem dla kogoś ważny. Ale to były tylko epizody, i szybko te myśli mijały. Dziś już się nie pojawią, może dlatego, że czuje już swój problem.

Przejdźmy do meritum. Otóż z dziewczyną, którą jestem wszystko szło w porządku, przynajmniej tak mi się wydawało. Oczywiście tłem dla wszystkich wydarzeń opowiadanych (tj. 3 lata wstecz) jest marihuana, kilka razy dziennie. Dlatego, bądź co bądź ataki szału poprzez nerwy są usprawiedliwione, bo przecież gdy się denerwowałem, paliłem i już było ok. A gdy nie palilem - bum, wybuch złości, ból łba i łzy, żeby w końcu ulżyło. W czerwcu 2011 owa niewiasta oznajmiła mi, że mnie nie kocha. Oczywiście załamałem się, bo byłem w nią wpatrzony jak w obrazek, wybrałem to samo miasto do studiowania co ona, wszystko robiłem pod nią i była dla mnie całym światem. Załamałem się i wpadłem w (lubię to tak nazywać) 'okresowy alkoholizm', bo przecież ciężko przyjąć, że coś jest inaczej, bo ktoś tak chciał - ciach i nie ma. Wolałem znieczulać się, i tak po 1,5 miesiąca w końcu gdy odstawiłem butelkę byłem już w pełni świadom, że jest inaczej i pogodziłem się z tym. Jednak w sierpniu owa dziewczyna znów powiedziała mi, że mnie kocha no i jakoś się tak stało, że do siebie wróciliśmy. O tyle o ile w czerwcu było fatalnie, tym razem układało nam się wspaniale i wszystko było na naprwadę dobrej drodze. Pod koniec sierpnia ona musiała wyjechać na studia, a ja wraz z rodzicami na urlop za granicę. Nasze kontakty ograniczyły się do facebook'a i sms'ów. Mimo to czułem się stabilnie. Za granicą miałem być przez 4 tygodnie, więc ma niewiasta pisała mi sprawozdania z tego co robi. I wszystko było ok, gdy w końcu przestała do mnie pisać, odpowiadać na moje wiadomości. Nawet rozmowy przez komunikator ograniczyły się do oschłych wymian zdań. Jako, że od czerwca przestałem jej ufać, podglądałem jej bloga, w którym opisywała swoje myśli, bo przecież będąc z osobą nieobliczalną lepiej być krok do przodu, by móc ją utwierdzić w tym, że wszystko jest dobrze. Jednak nie było. Owa dziewczyna zdradziła mnie z moim kumplem z klasy. Oczywiście dowiedzialem się o tym juz po powrocie, gdyż jej notatka była zbyt zawila zeby cokolwiek wnioskować. Jednak zacząłem nastawiać się na to, że coś się stało.

Gdy wróciłem z wakacji, spotkałem się z nią, zaczęła okłamywać mnie, że po prostu przestała mnie kochać i w końcu wydusiłem z niej prawdę. Tego samego dnia stwierdziłem, że nachlać się i zjarać to już nie wyjście, że potrzebuje się bardziej znieczulić. No i sięgnąłem po amfetaminę. To była decyzja naprawdę fatalna w skutkach. Na następny dzień przeprowadzałem się wraz z rodzicami do nowego mieszkania na studiach, nowi ludzie, jednak generalnie było mi wszystko obojętne. Przez dobre dwa tygodnie czułem się jak w alternatywnej rzeczywistości. Nic mnie nie cieszyło, nie chciałem jeść, miałem kłopoty z wypróżnianiem i nawet gdy paliłem trawkę mój stan się nie polepszał. Muzyka przestała mnie urzekać, sztuka, piękno, nowe rzeczy przestały być dla mnie rewelacją, stały się obojętne. Problemy innych ludzi spływały po mnie jak po rynnie. Od czasu do czasu zdarzało mi się popłakać, czasem cały ranek potrafiłem korespondować z mamą, że chcę wrócić, że mam dosyć życia, że chcę się zabić, wrócić do domu, bo przecież tam było tak błogo i beztrosko. Czułem, że życie, którym żyje jest nie moje, że wybrałem kierunek studiów ze względu na presję rodziców, to że chciałem być w jednym mieście z ukochaną, a to wszystko w jeden dzień straciło sens. Spadło mi libido. Do zera. Jako jurny młodzieniec zdolny do kilku razy dziennie nagle mając przed sobą piękną koleżankę nie czułem po prostu nic. Po czasie wszystko powróciło do 'teoretycznej normy'. Zszedłem się z dziewczyną, pomimo zdrady, która do dziś mnie boli, jednak wyparłem ją gdzieś głęboko w podświadomość.

A teraz objawy, które pomimo wszystko mi zostały.
Zaburzenia trawienia, ból w podbrzuszu (jelita), duszności, nagłe lęki, nagła utrata sensu, która mija po ok. kwadransie. Ból pod lewą łopatką, przez pewien czas hemoroidy, które bardzo szybko minęły. Ból w klatce piersiowej, szczególnie na kacu, wtedy jestem bliski omdlenia, jest mi bardzo ciepło, wręcz gorąco. Oczywiście stałym elementem jest tik nogi (skacząca noga podczas siedzenia). Do tego doszło drżenie mięśni, które nie tyle mnie przeraża co nadzwyczajniej wkurwia. Ból żołądka, ostatnio tak silny, że nie mogłem zasnać. Marihuana już niestety mi nie pomaga. Po jej zażyciu nie odczuwam przyjemności, błogości, czuje się zwyczajnie, po prostu robię głupie rzeczy, co wcale mnie nie rozbawia, nawet na trzeźwo ciężko mnie już rozśmieszyć. Straciłem możliwość rozumienia ludzkich uczuć, nie jestem w stanie odczuwać takich uczuć jak pragnienie drugiej osoby, ciekawość, podziw dla sztuki. Muzyka wciąż jest tłem i utwory, które kiedyś wywoływały ciarki na moim ciele wydają mi się denne. A to źle, gdyż jestem muzykiem. Nie czuje się w stanie depresyjnym, nie czuje się cały czas przygnębiony, nie rozpaczam, nie uważam, że jest beznadziejnie, po prostu czuje, że coś jest nie tak. Często miewam też huśtawki nastrojów, złość bez przyczyny, czy nagła radość i debilne zachowanie to akurat jest na porządku dziennym. Ostatnio pod wpływem marihuany poczułem, iż wychodzę z ciała. Percepcja została całkowicie zaburzona, czułem pogoń myśli, że nie jestem sobą tylko siedzę obok samego siebie. Od tego czasu palilem kilka razy, lecz nigdy tak dużo i stan ten już się nie powtórzył. Pragnę nadmienić, że od czasu gdy paliłem codziennie kilka razy mój stosunek do tego specyfiku się zmienił, i palę max raz w tygodniu,nieduże ilości, oczywiscie z akompaniamentem alkoholu. Trawa teraz ani mi nie pomaga, ani nie szkodzi. A i zapomniałem też, że strasznie często drapię się po głowie, skubię skórki z palców, wygryzam suche usta, unikam ludzkich spojrzeń.

Wydaje mi się, że mój dotychczasowy świat się zawalił, a cała złość, którą miałem w sobie po zdradzie zamiast ujść ze mnie, zaczęła niszczyć mnie od środka. Stąd pojawia się moje pytanie, co mi jest? Co sądzicie? Czy to aby choroba psychiczna, czy może dzieje się ze mną coś gorszego (czyt. nowotwór?). A i nie kadźcie za to, że napisałem taki esej, ale to pierwszy raz kiedy opowiadam tą historię z detalami... Nie proszę także o fachową diagnozę, po prostu jestem ciekaw czy jest ktoś, kto ma podobne objawy i podobną historię, w której po prostu coś w nim/niej "pękło".
Ostatnio edytowano 15 sty 2012, 01:27 przez *Monika*, łącznie edytowano 2 razy
Powód: przeniesiono z działu Pozostałe zaburzenia z uwagi na treść postu
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 sty 2012, 23:06

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez juniort 13 sty 2012, 07:47
Witam,
Jestem nowy na forum - Nerwica lękowa a kariera zawodowa.
Poniżej opiszę moją historię która męczy mnie od ponad roku - proszę o pomoc i wsparcie, czy wyjdę z tego?

Zaczeło się rok temu od zawrotów głowy rano, trwało to jakieś 2 tygodnie i diagnoza była prosta zniesienie lordozy szyjnej, zalecono ćwiczenia. Po dwóch tygodniach ustąpiło. Od stycznia do końca maja był spokój. W pracy przeżywałem sporo stresów , przedemną otworzyły się drzwi do awansu. Po pół roku spokoju w dniu rozmowy na temat awansu nawiedziły mnie silne zawroty głowy, i praktycznie od pół roku towarzyszą mi cały czas. Zrobiono mi komplet badań . tomografie,rezonans itd, wyszło że mam delikatnie uszkodzony błędnik , asymetryczność. Jednak wraz z awansem było coraz gorzej. Przeprowadziłem się do Francji i tutaj dopiero się zaczeło, dodam że zostałem Głównym Specjalistą na Świat od spraw technicznych w koncernie, a mam 27 lat. Bardzo dużo podróżuję i dodam że boję się latać. Także psychiatra stwierdził u mnie nerwicę lękową. Od 3 miesięcy biorę Fevarin 75mg i chyba jest lepiej, rzadziej mam ataki lęku, chociaż nawiedzają mnie one w różnych momentach - spotkanie z przyszłą teściową, ale także wyjście na imprezę. Objawiają się one właśnie zawrotami głowy , czasem ściskiem w klatce piersiowej. Zawroty i ta niepewność stania na nogach towarzyszą mi właściwie cały czas. Nie mam problemów z prowadzeniem samochodu. W weekendy jest w miarę ok, ale podczas podróży bez 0,5mg Xanaxu doraźnie baardzo ciężko mi funkcjonować gdyż mi się zaczyna kręcić w głowie. Jestem troche neurotykiem i hipohondrykiem - w takim sensie że bardzo dbam o swoje zdrowie i nawet coddziennie potrafię mierzyć sobie temperaturę. Od roku nie piję alkoholu, zawsze miałem bardzo słabą głowę, a alkohol powoduje właśnie zawroty co przysparza mnie o ataki lęku.
Boję się uzależnienia od Fevarinu i Xanaxu, dlatego biorę dorażnie Persen - choć chyba wcale nie pomaga ?
Dodam że te moje zawroty to jest bardziej coś takiego jakby mi nogi uciekały i traciłbym równowagę. Sam się nakręcam tym uszkodzeniem błędnika i nie wiem czy to błędnik, czy nerwica czy stres wpływa na błędnik. Powiedzcie , wyjdę z tego ? Mieliście podobne obiawy ? Nie wiem ile jeszcze pociągnę w nowej pracy, z tymi lotami, nowymi miejscami itd.


Pozdrowienia z Shangaiu

-- 13 sty 2012, 07:09 --

kasik22 napisał(a):Witam wszystkich,

Ja "walczę" z nerwicą od 2004 roku, czyli już dość długo.
Na początku jak pojawiły się ataki lęku nie wychodziłam z domu, bałam się zostać sama. Bałam się że coś mi się stanie i nikt mi nie pomoże, że karetka nie zdąży dojechać..strach zawładną moim życiem. Zrobiłam wszystkie możliwe badania łącznie z ekg, holterem itp. Byłam nawet na terapii grupowej, która nic mi nie dała.
Jedyną pomocą były rozmowy z moją ciocią, która jest pielęgniarką...przegadałyśmy wiele nocy. godzin...
Niestety nerwica cały czas mi towarzyszy...ale potrafię z nią żyć, myślę że ją oswoiłam. Można powiedzieć że w miarę "normalnie" żyję..boje się niestety nowych miejsc, nie podróżuję..żeby pomoc zdążyła dojechać..ehhhh
Ale pracuję, wyszłam za mąż i daję radę. Myślę pozytywnie, a jak mam atak to dzwonię do kogoś bliskiego chwilę porozmawiać...i przechodzi :)
Mam zamiar iść na hipnoterapię. Może to pomoże poznać przyczyny mojego lęku. A jeśli nie to może dowiem się coś ciekawego.
Marzę o tym by było tak jak kiedyś, gdzie nie istniał lęk i strach, gdzie żyłam normalnie i nie myślałam co chwilę o tym kiedy zacznie się atak paniki, sama się na niego nakręcając. Jednak nie tracę nadziei że uda mi się wygrać :)
Tego Wam i sobie życzę :)

K.

Uda Ci się napewno, czego Ci i sobie życzę :)
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
13 sty 2012, 07:22

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Haneczka28 13 sty 2012, 10:29
oczywiscie ze z tego wyjdziesz,troche spraw nazbieralo sie u Ciebie i za bardzo sie stresujesz,ale to normalne.
zaroty glowy i miekkie nogi to typowy objaw leku.Radze Tobie isc do psychologa porozmawiac.Nie koncentrowac sie zbytnio na sobie,to bardzo trudne jednak mozliwe.Glowa do gory poszukaj tez wsparcia u swojej kobiety zebys nie czul sie samotny;o)) :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
29 gru 2011, 15:35
Lokalizacja
Darlowo

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez juniort 13 sty 2012, 10:43
Dziękuję za słowa otuchy :)
Z psychologiem jest taki problem , że generalnie podróżuję po całym świecie, raz w miesiącu specjalnie przylatuję do Polski do mojego psychiatry - co ciekawe przed wizytą u niego strasznie się stresuję, a po jestem zrelaksowany.
Co do mojej lubej - rzuciła dla mnie pracę w Polsce i przeprowadziła do Francji, choć i tak się rzadko widujemy.

Pozdrowienia z Honk-kongu
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
13 sty 2012, 07:22

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez *Monika* 15 sty 2012, 01:33
cichywidz, Myślę, że nikt tu z nas nie wystawi Ci diagnozy. Mogą to być tylko przypuszczenia.
Diagnozuje psychiatra/terapeuta.
Jako, ze Twoje relacje z rodzicami dają wg mnie wiele do życzenia- rozwód, wychowywanie przez nadopiekuńczą matkę, możesz dziś funkcjonować w utartych schematach, które niekoniecznie Ci służą. Jesteś ich nieświadomy, dlatego dobrze byłoby wybrać się na terapię.
Myślę, że nie radziłeś sobie z frustracją. Świadczy o tym Twoja skłonność do używek-narkotyków.
Masz trudności, które musisz sobie uświadomić i przepracować pod okiem dobrego terapeuty.
Ewidentnie nie dajesz sobie rady ze złością.
A objawy, o których piszesz pod koniec postu są niepokojące.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 17 gości

Przeskocz do