Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez agunia1989 20 paź 2011, 14:39
dzisiaj uświadomiłam sobie ze nie mam komu się zwierzyć o tym co się ze mną dzieje.ani przyjaciołom rodzicom czy nawet mężowi:(
to jest ta cholernie smutne:( że mam tylu ludzi obok siebie a czuje się strasznie samotnie:(
każdy myśli o mnie ze tylko cały czas sobie tak marudzę i narzekam ze cały czas coś mnie boli itd.. nikt mnie nie rozumie i nawet chyba nikt nie chce mnie zrozumieć.... to jest jakaś beznadzieja już totalna

w dodatku ze nie dość ze mam ta przeklętą nerwice to chyba dopadła mnie depresja...:( od 2 tygodni nie wychodzę poza dom ( no chyba ze już naprawdę musiała coś ważnego załatwić) caly czas płacze nie mogę jeść i nawet nie czuje głodu........... już mam dosyć tego.
czuje się fatalnie :(
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
17 paź 2011, 17:08

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez sebastian86 20 paź 2011, 15:39
Noopii, juz zmienialem , obym doczekal sie w koncu zlotego srodka na nerwice
We Are The Champions 2016(L)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2253
Dołączył(a)
11 gru 2008, 12:15
Lokalizacja
gdzies pod wawą

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez celcia 20 paź 2011, 18:10
AGUNIA1989 nie jestes sama zobacz ile nas tu jest.Pisz do nas kiedy tylko chcesz.A z rodziną najlepiej porozmawiaj tak bardzo szczerze.Powiedz że naprawdę potrzebujesz ich pomocy.Może zrób pierwszy krok w stronę psychoterapi.Co o tym myślisz? trzymaj się cieplutko
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
17 paź 2011, 10:32

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez LukLuk 20 paź 2011, 19:03
już dawno tu nie zaglądałem ..
ostatnio zastanawiam się nad pozytywami Mojej nerwicy. Zawsze byłem taki skromny, wypłoszony, ale z drugiej strony dosyc czesto pakowałem się w jakieś głupie problemy .. Mój przelom nastapił w sierpniu zaeszłego roku. Już to opisywałem, ale przypomne, że w tym czasie nastapił katastrofalny atak nerwicy. Na samym poczatku było bardzo źle, żeby nie powiedzieć tragicznie. Zaczęła się długa i mozolna walka o powrót do 'normalności' - leki, wizyty u lekarza, terapie itd. Ogólnie rzecz biorąć poczatki jakiejś poprawy poczułem po pół roku .., ale do rzeczy: Widze w tym wszystkim pewne pozytywne aspekty: nie boje się wychodzić do ludzi co zawsze sprawiało mi wielkie problemy, nie boje się miec własnego zdania a to chyba najwiekszy plus, ogólnie czuje, że 'czuje' się tak swobodnie/ lekko. Oczywiście nachodzą mnie dni nudy/ załamania, ale nie w tak nasilonym stopniu jak chociażby jeszcze kilka miesięcy temu. Zawsze bałem się powaznej choroby psychicznej (zreszta jak pewnie wielu) .. :( nadal się Jej boje, ale jakoś tak codzienne zabieganie nie pozwala mi o tym myślec. Czasem nawet się zastanawiam czy te spokojnie odbieranie swojego stanu zdrowia nie jest początkiem czegoś poważnego. Póki co daje jeszcze rade i o tym nie mysle.
Warto brać leki, warto pakować forse w psychoterapie, warto pić jakies ziólka, ale to wszystko daje takiego efektu jak ciekawe zajęcie/ praca. Szczerze powiedziawszy moim największym lekiem stała się moja praca i zainteresowania z nia zwiazane. Chociaż początkowo też wolałem się zaszywać w domu z dala od ludzi, z dala od pracy - sam w czterwch scianach. :roll:
p.s tak mnie naszła ochote, żeby to napisac xd.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
430
Dołączył(a)
12 lip 2010, 17:42

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Noopii 20 paź 2011, 19:40
LukLuk,Zgodze się z Tobą praca jeszcze taka jaką lubisz hobby bardzo pomaga w stanach nerwicowych.
Noopii
Offline

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez chocovanilla 21 paź 2011, 11:34
POPIERAM praca praca praca pasja pasja pasja ... brak czasu wolnego i od razu lepiej:)
Tylko oczywiście praca którą lubimy, w której się spełniamy, która nie jest udręką tylko czymś do czego chce się wstawać...
I tego wam wszystkim życzę:) ja na dzień dzisiejszy szukam w sobie jakiegoś talentu, jakiegoś zainteresowania... zobaczymy co z tego wyjdzie:) Pozdrawiam...
Offline
Posty
1864
Dołączył(a)
06 paź 2011, 23:59

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Martysienka 22 paź 2011, 10:40
Ja mojej pracy unikam teraz jak ognia. Wciąż jestem na zwolnieniu. Planuje jednak powrót. Moja praca nie jest moja pasją choć nie powiem, sprawia mi trochę przyjemności bo wiem, że jestem dobra w tym co robię. Pracuję jako pracownik administracyjny, bawię się z fakturami. Udręką jest chyba jedynie monotonia, częste powtarzanie czynności. Leci tydzień za tygodniem i nic się nie zmienia. Odskocznią są znajomi i chłopak. No ale niestety w przypadku naszej choroby znajomi często się odwracają od nas bo po prostu nas nie rozumieją. Mam oparcie w chłopaku, który jeździ ze mną do każdego lekarza i zawsze jest przy mnie ale też często załamuje się bo nie wie jak mi pomóc i nie rozumie moich zachowań. No ale jest przy mnie i to jest najważniejsze i może nawet lepiej, że za bardzo się nie wkręca w moją chorobę bo przynajmniej jest taką odskocznią, która nie kojarzy mi się z chorobą tylko z czymś pozytywnym. Teraz zaczynamy nowy etap w naszym życiu - wyprowadzamy się do mieszkania, które właśnie remontujemy. Zaczynamy jakby od nowa bo już wcześniej mieszkaliśmy razem. To mnie bardzo uspokaja i cieszy. Trochę odpocznę i zacznę żyć na nowo. Problemy się rozwiążą. Jest ok bo mam nowe leki, biorę teraz axyven na dzień, na noc lerivon, doraźnie hydroksyzynę ( to w razie ataku lęku). Polecam axyven! Naprawę po jednym dniu stanęłam na nogi, nie mam już takich lęków. Mam złe myśli o tym, że to co robię jest bez sensu bo i tak kiedyś zniknę i nie będę wiedziała nawet, że byłam. Dzięki lekom jednak wewnętrzny niepokój zniknął i myśli łatwiej da się przegonić, nie mam jak na razie napadów silnego lęku, mogę funkcjonować i życie trochę nabrało kolorów i w końcu wymarzonego spokoju. Życzę tego każdemu, ale bez udziału leków!!! Najbardziej przeraża mnie myśl, że to tylko właśnie dzięki nim się dobrze czuję a po ich odstawieniu kiedyś to wszystko wróci. No ale nie ma co się martwić na zapas. Psychoterapia dalej trwa i na pewno za jakiś czas będzie lepiej. Trzeba w to wierzyć bo wiara też może uzdrowić! Pozdrawiam wszystkich znerwicowanych :)!!!!
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
17 wrz 2011, 12:28

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez haley23 22 paź 2011, 21:23
Moja historia zaczęła się w 6 klasie podstawówki, gdy miałam 12 lat, teraz mam 20 lat i dalej się to za mną ciągnie. Zaczęło się od czasu dorastania, pierwsza miesiączka, itp. W szkole zawsze uczyłam się dobrze na 4 i 5, mama wywierała na mnie pewną presją pod względem nauki, jak dostałam 3, to od razu krzyczała na mnie, a po wywiadówkach zawsze przychodziła niezadowolona i kilka razy dostałam lanie za stopnie, chociaż jak pisałam uczyłam się powyżej przeciętnej. Tak było do końca gimnazjum, w LO już się nie przejmowałam nauką, a mama odpuściła. Ale od małego zawsze kłóciłam się z moim młodszym o rok bratem. On ma naturę zaczepnisia, strasznie mnie denerwuje, od kiedy pamiętam zawsze pomagałam mu w odrabianiu lekcji, a praktycznie robiłam to za niego, prawie z każdego przedmiotu, bo rodzice mnie o to prosili, bo ja byłam "zdolniejsza", i tak jest do tej pory, ja jak mam problem to rozwiązuje go metoda prób i błędów, a on jest za wygodny, tak się nauczył, nawet druku na pocztę nie umie wypisać, ani maila wysłać, to ja mu pracy szukałam, a w zamian dostaję obelgi na mój temat, ostatnio usłyszałam że lubi mnie denerwować i zawsze będzie to robić, nieraz używał siły wobec mnie, ale rodzice często stawali po jego stronie bo młodszy. Spytacie dlatego mu pomagałam? Że jestem głupia bo to robiłam? Pewnie tak, wiem to nawet, ale mam bardzo słabą naturę, wielkie sumienie i jeżeli komuś nie pomogę to będzie mnie potem dręczyło i będę płakać (bez powodu). Moja choroba zaczęła się tym, że dostałam bezdechu, nie mogłam zaczerpnąć powietrza, jakbym miała kulę w gardle, później coraz trudniej mi się oddychało, zrobiłam się sina na twarzy, przyjechała karetka, za drugim razem zawieźli mnie do szpitala, pamiętam jak mama płakała... Ale z badań nic nie wyszło, wszystko w normie, zdrowa dziewczyna. W szpitalu byłam 2 dni, wyszłam z niego i już na drugi dzień znów mnie dopadło, duszności okropne, znów karetka, znów szpital, dostałam hydroksyzyne dożylnie, w szpitalu przespałam przez to 2 dni, dzięki lekom nic mi nie było, według lekarzy byłam zdrowa, wmawiali mojej mamie że na siłę szuka u mnie chorób. Po powrocie do domu duszności wracały i tak było kilka razy. W końcu ktoś powiedział hasło: nerwica. W domu brałam Hydroksyzynę w płynie, uzależniłam się, czułam że bez tego nie przeżyję, nie usnę, potrafiłam w nocy wstawać i pić z butelki jak alkoholik, ale z pomocą mamy udało mi się to odstawić. Postanowiłam nigdy nie brac już leków uzależniających. Ale dalej pozostało to hasło nerwica. Ja nawet nie chciałam o tym słyszeć, mama też, ale po pewnym czasie, gdy byłam u każdego lekarza jaki tylko istnieje i każdy stwierdzał że wszystko jest ok ze mną, a ja wciąż się źle czułam, miałam te same objawy, a z czasem dochodziły też nowe, mama powoli zaczęła mnie namawiać na wizytę u psychologa. Nie chciałam, bałam się że jak dopuszczę do siebie słowo "nerwica". to od razu stanę się potępiona, chora, psychiczna, będę miała zrujnowane życie, bo z wariatką nikt nie będzie chciał się zadawać. Ale w końcu poszłam, nadal do mnie nie docierało że mam problemy z nerwami, u lekarzy byłam cicha, nic nie mówiłam, każdy stwierdzał jedno: depresja. W ostatniej klasie gimnazjum pojawiły się nudności, lęk przed zwymiotowaniem na ulicy, w klasie, w kościele. Ale był tylko w sytuacjach stresowych. W LO nudności nie dawały mi normalnie funkcjonować w klasie więc zgodziłam się na pójście do psychiatry tylko po to żeby dostać nauczanie indywidualne i jakieś leki, by skończyć szkołę średnią. Dostawałam masę leków antydepresantów, psychotropów, ale jakoś po każdym źle się czułam, ale gdy dostałam Moklar i Xanax, wiedziałam że to jest to, pigułki szczęścia. Na początku brałam dużo, ale byłam ciągle ospała i otępiała, naćpana po prostu, sama sobie zmniejszałam i zwiększałam dawkę. Pani doktor psychiatra zapewniała że mi nie zaszkodzą, że się nie uzależnię, później po recepty chodziłam do doktor rodzinnej. Nie było najmniejszych problemów z receptami. Później dopiero wyczytałam w internecie i na ulotce, że xanax należy do benzodiazepin i jest najbardziej uzależniającym psychotropem na rynku, a przynajmniej był w czołówce i nie powinno się go brać dłużej niż 3 tygodnie. Ja go brałam ponad 3 lata, jak nie dłużej, razem z Moklarem, pomagały mi w życiu. Postanowiłam odstawić, odstawiałam dwa razy i wciąż wracałam bo nie mogłam poradzić sobie bez nich, Maturę zdałam z lekkim trudem ale dobrze mi poszło. Poszłam na studia, po pewnym czasie znów się zaczęło, nudności ze zdwojoną siłą, 3 raz odstawiłam xanax i nie biorę do dzisiaj choć mam chwilę słabości kiedy bym chciała wziąć. Poznałam chłopaka z którym jestem już prawie 1,5 roku i jest mi z nim bardzo dobrze, opowiedziałam mu wszystko, choć bardzo się wstydziłam że pomyśli o mnie głupia, psychiczna i że mnie zostawi. Ale on mi bardzo pomaga, w sumie gdyby nie on to już dawno znów bym zaczęła brać... No i mój problem dzisiaj polega na tym że nie potrafię normalnie bez tego żyć, jestem już 5 miesiąc na detoksie, nic nie biorę, sama odstawiam, nie konsultowałam niczego z lekarzem, działam na własną rękę. Są momenty lepsze jak dzisiaj, że prawie w ogóle nie czułam nudności, jednakże są to zaledwie 3-4 dni w miesiącu kiedy tak się czuję. Nie studiuję, przerwałam z braku pieniędzy. Pracowałam rok, byłam na stażu, aktualnie szukam pracy, ale nie wiem czy uda mi się w niej normalnie funkcjonować. Ja się boję wychodzić z domu, jak idę z kimś to jeszcze jakoś jest, ale jak mam gdzieś wyjść sama, to mam takie zawroty głowy jakbym miała za chwilę zemdleć, nudności mnie wykańczają... Ja wiem że to siedzi w mojej głowie, że to jest głupie, bo co się stanie jak zwymiotuję? Nic, wiem, ale to ten lęk mnie przerasta i boję się tego że mogę po prostu zwymiotować, że ludzie to zobaczą, spalę się ze wstydu. Pomóżcie, ma ktoś podobny problem? Radzi sobie z tym? Bo ja już nie. Często boli mnie żołądek. No i ostatnio jeszcze jestem znerwicowana bratem, po prostu jak wiadomo denerwuje mnie bardzo, a gdy on mnie denerwuje to mam ochotę wyżyć się nie na nim, tylko na sobie, ostatnio chciałam się zabić, chciałam wziąć xanax + inne + alkohol i zasnąć na wieczność. Ale nie zrobiłam tego, boję się że w końcu sobie coś zrobię. Nie mogę zostawać sama w domu bo mnie łapią te myśli. Często trzęśą mi się ręce, denerwuję się błahostkami, no i te ciągłe "niedobrze mi", duszności, nie mogę spać w nocy bo mam nudności. Proszę dajcie jakieś rady. Mam zamiar wybrać się na psychoterapię, tylko nie wiem czy jest jeszcze ktoś kto mógłby mi pomóc, nie chcę psychiatry ani żadnych pieprzonych leków, chcę tylko czuć się normalnie, bez mdłości wiecznych, bez duszności, chcę znów odzyskać swoje życie! Życie jakie miałam do 12 roku życia. Pomóż ktoś ;(

Wiem że się rozgadałam, ale opisałam tylko główne wątki mojego życia, tak naprawdę jest tego wiele wiele więcej. Dziękuję tym którzy przeczytali całość.
Kupiłam!
Nie mówcie nikomu...
Powrotny bilet do raju,
Pan o tym wie, panie doktorze,
Kobieta to człowiek odporny,
Jest źle, czy pan na to pomoże?
Nerwica w granicach normy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
20 paź 2011, 01:34

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Noopii 22 paź 2011, 21:55
Martysienka,masz racje z czasem psychoterapia będzie przynosiła efekty..a leki być może okażą się zbędne tak było u mnie pozdrawiam.
Noopii
Offline

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez jasaw 25 paź 2011, 20:21
Witajcie...
Jestem tutaj pierwszy raz i wcale nie pocieszył mnie fakt, że wiele osób, tak jak i ja, cierpi z powodu najróżniejszych objawów nerwicy.
To dolegliwość, z którą spotkałam się już w młodości, a obecnie mam ponad 50 lat.Oczywiście bywały lata lepsze i gorsze. Nieudane małżeństwo powodowało u mnie stres okropny, ale łagodzony był przez narodziny moich 2 synów. Macierzyństwo uratowało mnie....przed załamaniem całkowitym czy depresją.
Jednak kolejne lata ... choroba nowotworowa, śmierć Rodziców spotęgowały objawy, ale "coś", jakaś sprawiła, że uwolniłam się od toksycznego związku, do dzisiaj nie wiem, jak to się udało????
Moje Dzieci są już dorosłe, szczęśliwe, kochane. Ja poślubiłam cudownego człowieka, a jednak nerwica powróciła "dzięki" zaburzeniom hormonalnym, jakie towarzyszą kobietom w okresie przekwitania.

Ja staram się pomóc sobie sama, oczywiście czasami odwiedzam lekarzy różnych, jak każdy z Was, jednak z powodu "uczulenia",wręcz, na ludzi w białych fartuchach - rzadko!!!!

Jak sobie pomagam, otóż zażywam zwykły KALMS, co kilka godzin łykam po jednej tabletce, ale najbardziej pomagają mi relaksacje.
Zaczynałam od Treningu Jacobsona, treningu autogennego Schultza oraz relaksacji-medytacji Ewy Foley.
Poniżej podam linki, może ktoś z Was wykorzysta , może komuś pomogą??????
Oby tak się stało, bo serce mi pęka, gdy czytam, jak ciężko żyć ludziom młodym, jak trudno odnaleźć się w dzisiejszej rzeczywistości, czasach trudnych dla każdego...
http://w810.wrzuta.pl/audio/12cY0Z8NaTK ... _jacobsona

http://www.wrzuc.to/XbPBWX7THK.wt

http://www.djoles.pl/mp3/pobierz/813301 ... tacja.html
"Cierpliwość jest podporą słabości, niecierpliwość - ruiną silnych"
"Nie możesz dokonać wyboru, jak umrzeć. Ani kiedy.
Możesz tylko zdecydować, jak żyć. Teraz"
Avatar użytkownika
Offline
Dobra Dusza Forum
Posty
8063
Dołączył(a)
25 paź 2011, 19:36
Lokalizacja
Centrum

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Noopii 25 paź 2011, 20:29
Dzięki..:)
Noopii
Offline

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez tahela 25 paź 2011, 20:32
Noopii,
Cześc Noopuś co tam ?, tulam, ma nadzieje,że w porządku dzisiaj?
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10995
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Noopii 25 paź 2011, 20:38
Ciężki dzień,ale tak bywa,lęki mnie dopadły..ale żyje:) boje się tu pisać w wątkach..nie lubie agresji.
Noopii
Offline

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez tahela 25 paź 2011, 20:45
Noopii,
Noopi ja też nie lubie agresji, przeraza mnie, ale tutaj jest w miarę bezpiecznie, ludzie się kłoca czasami o różne rzeczy,ale są mili w sumie, na innych forach jest gorzej i pamietaj ze jestemj a a ja jestem łagodną istotą,szkoda,że miałeś ciezki dzień,ale gratulacje za przetrwanie
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10995
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 33 gości

Przeskocz do