Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez pozytywka 05 maja 2011, 13:21
ja z tym magnezem próbowałam zanim zaczęłam brać psychodropsy...niewiele mi ta suplementacja dała....
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
04 maja 2011, 23:22

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2.

przez papatia 05 maja 2011, 19:05
Witam
Jestem Tu pierwszy raz .
Sama nie wiem czego oczekuje ,ale nie radze sobie z tym co się dzieje.
Chodziłam po lekarzach wszystkie badania wskazywałay na to ,ze jestem zdrowa.
Dostałam skierowanie do neurologa i okazało się ,że mam nerwice lękową.
Mam nerwice lękową i nie potrafie sobie dłuzej sama z tym radzic.
Biore leki.Ostatnio zmieniłam je i moj stan sie pogorszył.
Nie wiem co mam robic.
Zapisałam sie do psychologa ,ale dopiero na 24.05.2011
Szykuje sie wyjazd na wycieczke 18.05 z dziecmi komunijnymi a ja panicznie sie boje jechac.Nie wiem czy pisze tam gdzie pisac powinnam ale chce sobie pomoc.To co sie dzieje przerasta mnie.
Chyba chce sie wygadac.
Moje bliskie mi osoby uważaja że sobie wkręcam jakies zagrożenie ,ale ten ciagły niepokój pewnie i tak też jest .
To jest okropne ,pewnie przesadzam i pisze bzdury.
Przed swiętami wyciagnełam rodzinke na zakupy mimo tego ,ze moj partner nie miał ochoty jechac pojechał a ja po wejsciu do sklepu a dokładnie duzej galeri rozpłakałam sie ,ze musze wyjsc bo się udusze.HISTERYZUJE WIEDZAC ,ZE NIC MI SIE NIE STANIE CHCE POPROSTU BYC W DOMU.
Jadąc autem często zawracam albo jade po kolezanke by dotrzymała mi towarzystwa ,ale nie zawsze ma na to czas.
Moja kochana córeczka pociesza mnie ,że musze myslec o dobrych i miłych rzeczach czy chwilach ,ale gdy dopadnie mnie panika
chce znależć sie w domu. Boje sie i sama nie wiem czego.
Jestem nerwowa wszystko mnie drażni i najgorsze jest to ,ze nie potarfie racjonalnie wytłumaczyc mojemu partnerowi co tak naprawde sie dzieje gdy zbiera mnie na płacz od tak sobie. Wie ,ze mam nerwice pod jego namową zaczełam leczenie.
Mineło 14 miesiecy jak sie lecze. Początkowo czułam sie rewelacyjnie i tu nagle taka zmiana . Nic takiego sie nie wydarzyło a ja czuje ,że oszaleje. Moge tak opisywac rozne zdarzenia .Chciałam opisac je ,ale teraz mam pustke
Ostatnio edytowano 05 maja 2011, 20:11 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z w/w wątkiem z uwagi na treść/problematykę
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
05 maja 2011, 18:18

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez *Monika* 05 maja 2011, 20:12
papatia, Czy Ty chodzisz na psychoterapię? W jaki sposób się leczysz? Bierzesz jakieś leki?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez maciek2011 06 maja 2011, 18:58
Hej, mam nerwice lekowa, hipochondria, chciałem Wam opisac swoja historie i to jak z niej wychodze, moze komus pomoze, ja ide w dobrym kierunku i wiem ze z tego wyjde, ze znajde rownowage w moje glowie miedzy swiadomosci a podswiadomoscia, ze pogodze sie z faktami i nie bede z nimi walczyl.

Tło:
- smierc bliskich znajomych 3 lata temu,
- dlugotrwaly konflikt w zwiazku, odkladanie slubu itd,
- stresujaca, wymagajaca praca, wzrastajaca odpowiedzialnosc wraz z awansami,
- zle metody relaksu :telewizor, imprezy (duzo alkoholu), internet,
- napad, ktory przezylem prawie 1,5 roku temu (upadek, utrata przytomnosci, obrazenia glowy i kregoslupa),
Powyzsze dzialo sie na przestrzeni kilku lat 3-4 lata, budowalem napiecie w sobie i nie wyrzucalem tego z siebie.
Napada na mnie byl kulminacja wszystkiego, od tego wydarzenia zaczalem martwic sie o swoje zdrowie (obrazenia glowy), kregoslupa a potem serce ( Pani doktor chciala zbadac czy wszystko ok, bo moze te bole glowy od serca). Zaczalem w kolko martwic sie o glowe lub serce, a kregoslup mi w tym nie pomagal, bo powodowal bole glowy (od szyjnego) i klatki piersiwej. Dodatkowo zaczalem miec problemy z zoladkiem i po badaniu okazalo sie ze mam refluks (stres go wzmaga) zoldkowo cos tam, ktory tez dokladal objawow sercopodobnych.
Oczywiscie wszystkie badania glowy, serca, pluc, krwi, itd sa w normie, a niektore nawet lepsze niz oczekiwane. Niestety najgorsze bylo ciagle myslenie ze cos mi dolega, monitorowanie sie i powodowanie nieustannego napiecia, ktore wywolywalo kolejne dolegliwosci.
Zaczalem biegac po lekarzach, stracone wieczory, wtedy najczesniej wchodzil lek, kilka razy wyladowalem na pogotowiu/szpitalu i zawsze wszystko ok.

Moje objawy:
- kregoslup (szyjny, prawa strona): bole szyji, klatki, bole uciskowe glowy, mrowienia, klucie pr. ramienia/kciuka, innych palcow tez
- piersiowy: bole/klucie w placech miedzy lopatkami, czasem jedna lopatka, prominiuje do reki do klatki w zaleznosci ktory nerw/miesien jest podrazniony/naciagniety,
- refluks zoladkowy klucie, pieczenie, ciezar glownie na klatce, w okolicach przelyku i gardla, ale tez w innych miejscach, dziwne smaki/zapachy z ust,
- stres: napiecie miesni, drganie miesni, ciarki i mrowienia w przeroznych miejscach (chwilowe i dlugotrwale), im dluzej koncentruje sie na danej dolegliwosci tym dluzej trwa,migreny, klucia klatki piersiowej, czasem uczucie kolatania serca/drgania klatki (moze byc subiektywne, co wykazuja badania), drganie konczyn (rak,palcow) przez stres wszystkie powyzsze dolegliwosci sa wzmagane np refluks czesciej sie odzywa, dluzej/mocniej boli glowa,
- zaczerwienie na twarzy i uszach (wypieki) w momentach stresowych, napiecia, nie mam ich gdy sie zrelaksuje,

Wszystko przebadane, nie mam zadnej choroby, wszystko jest pochodzenia psychogennego, jak tylko mam lepsze tygodnie, naladuje sie pozytywnie, nie monitoruje sie wszystko ucieka, nie mam dolegliwosci poza stwierdzonymi (kregoslup po upadku).

Przełom:
- wizyta u psychologa (behawioralnego):
- zrozumiemienie ze objawy beda i moga sie pojawiac,
- ze sa tworem funkcji mojej uwagi (jak bardziej sie na nich skupiam wtedy trwaja/pojawiaja sie)
- ze nie mozna sie sprawdzac/monitorowac/skanowac, odlozyc pomiary cisnienia/tetna i inne mozliwe gadzety,
- pogodzenie sie, ze smierc kiedys przyjdzie do kazdego, i ze wtedy nie bedziemy sie juz tym martwic, wiec czemu teraz, nie ma co tracic zycia/czasu na to, trzeba robic swoje, spelniac marzenia swoje i najblizszych
- znalezienie sobie zajec: sport, obowiazki domowe, rodzina, plany, marzenia, zwierzeta,
- wyrzucanie z siebie zlych emocji, nie kumulowanie problemow/stresu (rozmowa/placz)
- zmiana trybu/podejscia do pracy jesli jest stresujaca

Te wszystkie rzeczy trzeba zastosowac zeby sie uwolnic od generowania napiecia a przez co leku przed choroba/smiercia i wyjscia z petli swoich mysli/skanowania sie.

Co mi pomaga:
- czasem warto sie wyplakac, wyrzucic problemy, nawet w osobnosci, pozbyc sie ciezaru, zlosci na siebie, na swiat,
- rozmowa z najblizszymi (oni powinni nas wspomagac, ale nie powinni akceptowac kolejnych wizyt u lekarza itd)
- zmiana nastawienia w pracy, spojrzenie na konflikty/obowiazki z boku, to tylko praca, wynik nie musi byc idealny, moze byc akceptowalny,
- sluchawki w uszy i fajna muzyka, duzo smiechu z ludzmi z pracy, znajomymi,
- sport i jeszcze raz sport, powinnien byc na pierwszym miejscu: basen jest nieoceniony, wyrzucam cala negatywna energie, cialo jest ukrwione, dotlenione wychodze tak pozytywnie zmeczony, lepiej sypiam, lepiej funkcjonuje nastepnego dnia, rower tez jest bardzo dobry, kazdy sport jaki uprawiacie jest dobry!!!!!!!!!!!
- joga i glebokie spokojne oddychanie, bardzo dobrze relaksuje,
- unikac tabletek ( ja unikam wlasciwie nie bralem (2tyg bellergot dawno temu),
- ziola i herbaty uspokaja: rumianek, melisa, chmiel (szklanka piwa dziennie jest polecana), kozłek lekarski, ale nie caly czas bo sie przyzwyczaic mozna,
- dieta bogata w mineraly (magnez, potas, sod, wapn), antyutleniacze i wartosci odzywcze: owoce, warzywa, soki, ryby, picie wiekszej ilosci wody w ciagu dnia,
- pozytywne nakrecanie sie rano, w drodze do pracy, po powrocie, na spacerze
- brak nudy: zajecia domowe (wasza polowka bedzie was za to kochac ;), robic wszystko co sie da, zeby nie siedziec i nie myslec,
- na poczatku unikac samotnosci, bo poteguje mysli i wywoluje leki, ale w miare przelamywac i takie leki, ja drugi tydzien z rzedu spedzam po 3-4 dni sam i jest bardz ok!
- jeszcze raz sport!!! i pozytywne nastawienie (wmawianie sobie zdrowia, tlumaczenie pozytywnych wynikow badan)
- rozwiazanie wszelakich konfliktow (praca, prywatnie, religia) nie nosic w glowie kwesti wywolujacych stres,

Choruje od kilku miesiecy (odkad mam objawy i leki) i juz udalo mi sie miec pierwsze tygodnie/miesiac bez leku, bez dolegliwosci przezyc.
Psycholog stwierdzil ze jestem juz na tej dobrej drodze, przerwalismy narazie spotkania i radze sobie dobrze, jest coraz spokojniej i normalniej, swietne uczucie gdy po calym dniu pracy wracam do domu i wiem,ze cos zrobilem a nie myslalem tylko jak pracuje moje serce, czy glowa mnie boli itd.
Zawsze gdy odkladam sport i pozwalam sie sobie nakrecic + mam napiecie w pracy, to jest gorzej, dlatego do tego nie dopuszczam.
Wiem, ze sobie z tym poradze, planuje slub, zakup nowego mieszkania, potomka, mam dla kogo i dlaczego zyc, wiec nie chce tracic czasu na zamartwianie czy cos mi sie stanie/dolega, wiem ze jestem zdrowy, mam coraz lepsza wydolnosc, wage, nie mecze sie tak jak kiedys, znajduje znow radosc w malych rzeczach, ktore kiedys byly tylko upierdliwymi obowiazkami. Mam moja narzeczona, ktora mnie zawsze wyslucha, czasem opierdzieli ;) i jest przy mnie gdy tego potrzebuje i dzieki jej za to wielkie.

Mam nadzieje, ze komus z Was to pomoze, duzo pracy przed nami, ale to jest do zwyciezenia, mozna zlapac to rownowage psychiczna i fizyczna znow i cieszyc sie zyciem, ja to juz wiem, wy tez pewnie juz wiecie albo niedlugo bedzie wiedziec.

Powodzenia nam wszystkim. Bede tu wracal jesli ktos bedzie chcial wiecej szczegolow, to odpisze oczywiscie.
Pozdrawiam
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
06 maja 2011, 17:53

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2.

przez Piotrowski 07 maja 2011, 12:09
Już chyba mam dosyc.. Zaczalem sobie uswiadamiac jak moje obecne zycie zblizylo sie do koszmaru- mnostwo objawow fizycznych, duzo psychicznych, masa dreczacych mnie spraw w glowie i w ciele. Mam 22 lata, na moim biurku lezy stos wynikow badan lekarskich- 0 odstepu od normy. Dlaczego wiec tak sie mecze i co mnie dreczy? Z tego co pamietam, to od dziecinstwa mialem MNOSTWO lekow w glowie, mnostwo strachu- typ nadwrazliwca- chyba nie najlepiej radzilem sobie ze stresem. Od jakichs 3 lat zaczely sie problemy ze zdrowiem fizycznym, z czego najbardziej mnie meczy i dobija- czeste sikanie. Probowalem oczywiscie znalezc przyczyne w biologii, nieksonczonosc wizyt u urologow, neurologow, gastrologow etc- nic. Dopiero niedawno zaczalem sobie uswiadamiac jak duzo rzeczy mnie dreczy rowniez w glowie- chore mysli, dziwne przekonania, nagle atakujace strachy etc- wybralem sie do psychologa, ale niestety poki co widze niewielkie zmiany. Dlatego postanowilem sobie wreszcie pomoc i dlatego pisze na tym forum- czy jest tu jakas osoba, ktora dobrowolnie chcialby pomoc rozwazyc moj przypadek? Od razu mowie ze z pewnoscia jest sporo do wyrzezbienia z takiej psychiki jak moja:) Jesli znajdzie sie chetna/chetny, prosze o kontakt. Jesli to nie ten dzial to prosze o przeniesienie.

pozdrawiam
Ostatnio edytowano 07 maja 2011, 12:21 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z w/w wątkiem z uwagi na treść/problematykę
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
07 maja 2011, 12:07

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2.

Avatar użytkownika
przez ZaP 07 maja 2011, 12:16
najbardziej mnie meczy i dobija- czeste sikanie.

Od 5 miesięcy chodzę siusiu co 5-10 min. Tzn nie cały czas, jak się zdenerwuję albo jestem nerwowa cały dzień, w zasadzie zawsze jak mam nerwy, często to trwa kilka dni. Wiadomo, jestem w pracy to wytrzymuje od 20-30 min z takimi przerwami. Przyczyna - nerwy :?

-- 07 maja 2011, 12:16 --

Na szczęście nie ma tak cały czas, tylko z przerwami
kiedy będę mogła już zacząć się cieszyć
Avatar użytkownika
ZaP
Offline
Posty
535
Dołączył(a)
25 kwi 2011, 22:10
Lokalizacja
Sdz

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez *Monika* 07 maja 2011, 12:24
Piotrowski, Skoro wszystkie badania jakie wykonywałeś nie odbiegają od normy, istnieje możliwość,że Twoje zaburzenie przedkłada się na objawy w ciele,
somatyczne.
A o efektach leczenia za pomocą psychoterapii można mówić po dłuższym okresie czasu.
Ile chodzisz czasu na terapię?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Piotrowski 07 maja 2011, 15:05
Monia- U psychologa dopiero bylem ok 6 razy (panstwowka, wiec wizyta najwczesniej co miesiac), na psychoterapie dopiero sie zapisalem (tu jeszcze dluzej trzeba czekac).

Jak moge zatem sobie jeszcze pomoc?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
07 maja 2011, 12:07

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez *Monika* 07 maja 2011, 15:49
Piotrowski, Możesz pójść prywatnie na terapię, nie będziesz potrzebował skierowania, ale będziesz musiał płacić za sesje.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2.

przez Katia23 07 maja 2011, 16:25
Witajcie.
Pisze tu poniewaz mam nadzieje, ze ktos bedzie potrafil mi wytlumaczyc co sie ze mna dzieje... :(
Tzn. moze od poczatku:
Moja przygoda z nerwica... No cos - zaczela sie w wieku 14-15 lat. Wtedy poraz pierwszy odczuwalam problemy zwiazane z sercen (szybkie bicie jego, bole w klatce) wtedy z babcia juz niestety niezyjaca porobilam wszelkie badania krwi, tarczyca, cukier, ob, mocz i ekg. Wszystko wyszlo bardzo dobrze, a lekarka stwierdzila silna nerwice. Jednak wtedy jeszcze nie mialam zupelnie pojecia co to wogole jest i wcale sie tym nie przejelam. Mialam wtedy ciezka sytuacje w domu, w rodzinie, naduzywanie alkoholu, problemy w szkole itd. Ogolnie mowiac nie mialam czasu na kontrolowanie samopoczucia i wbijanie sobie do glowy, ze istnieje takie cos jak nerwica. Sporo czasu minelo, az do momentu kiedy mama po rozwodzenie zdecydowala sie z Nami (ja i moja siostra) wyjechac za granice. Wtedy mialam niecale 18 lat. Przez rok bylo ok chociaz nie bylo Nam latwo. Nic mi nie dokuczalo. Niestety kolejny dziwny incydent pojawil sie w wieku 19-20 lat kiedy zmarla nagle prababcia. Siedzac sama w domu dostalam nagle dziwnego ataku spowodowany szybkim biciem serca. Wybieglam przed dom niewiedzac co sie dzieje, pukalam jak szalona do sasiadow bo myslalam, ze umieram, ze serce mi zaraz stanie... Na szczescie nikogo nie bylo (obeszlo sie bez wstydu) a ja usiadlam przed domem i zaczelam sie uspokajac. Bardzo szybko tym zapomnialam do momentu kiedy nie zmarla moja ukochana babcia. Wtedy zaczelam bac sie spac w nocy, ciagle myslalam, ze ktos obok jest, balam sie wieczorami wychodzic na ulice, a na pogrzebie babci mialam straszne poczucie slabosci, omdlenia i ze nie dam rady dalej wystac... Po czasie znow minelo. Wtedy wrocilam do Polski na rok czasu. Tam poszukiwanie pracy, miedzy czasie rozstanie z chlopakiem i okresowo problemy z szybko bijacym sercem przed snem, po posilku. Wtedy jednak pomagala melisa, polopiryna, drzemka i przechodzilo. W wieku 21 lat wrocilam do Irlandi, do mamy. Tu pracowalam, ale tylko tyle. Odizolowama sie od ludzi, czesto przebywalam sama w swoim malym pokoju, wieczorami lubialam wypic przed snem 3-4 piwa, upic sie i isc spac... Czesto mowilam do siebie wyobrazajac sobie rozne sytuacje, ludzi.... Czulam sie beznadziejnie, niepewnie, bylo mi smutko, przykro, plakalam itd. Wtedy sie zaczelo.... poczucie dretwienia rak, nog, problemy z paleniem - odczuwalam po zapaleniu mokre-zimne rece. Poczucie oslabienia, spiaczki, dusznosci, myslalam, ze mam raka... chyba kazdego rodzaju. Poznalam chlopaka, spotykalismy sie az wkoncu zamieszkalismy razem, a ze mna bywalo roznie - raz lepiej, raz gorzej, ale objawy byly czesciej i coraz mocniejsze.
Wtedy myslalam, ze cos sie ze mna dzieje, ze jestem na cos chora dlatego zrobilam badania i troche sie uspokoilam. Znowu wszystko ok. W listopadzie tamtego roku przyszedl pierwszy silny atak. Zaczelam chodzic nerwowo, serce bilo jak oszalale, a ja poprostu z sek na sek. popadalam w jakas paranoje, az wkoncu wlecialam do pokoju z placzem, trzesac sie cala jak wariatka
zaczelam panikowac i mowic, ze chyba cos sie zlego ze mna dzieje, ze serce mi mocno bije i oddychac juz nie moge...
Poszlismy z chlopakiem do lekarza. Tam doszlam do siebie, zmierzono puls, cisnienie itd. Lekarz wspomnial o depresji, nerwicy i o leczeniu, przepisal leki na uspokoejnie oraz depresanty.
Po nich bylo koszmarnie, nie wytrzymalam nawet 4 nocy... Pozostalam przy lekach doraznych typu: relanium, hydroksyzyna, tranxene.
Wszystko od tamtej pory sie zmienilo. Zylam w ciaglym leku, czulam nieuzasadniony strach, niepokoj, ciagle plakalam, nigdzie nie wychodzilam, dokuczalo mi serce, dusznosci....
I tak przez dlugi okres. Potem psycholog, tabletki, zaczelam duzo czytac, poznalam troche ludzi i na dzien dzisiejszy wiem jak bardzo przebiegla jest nerwica i ile
trzeba sily by moc ja zwalczyc i pokonac. Wiem, ze objawiac sie moze w roznej postacji i kiedy tylko chce...
Jest ok, ale niestety.... popadlam w pewne bledne kolo. Od pewnego czasu bardzo szybko bije mi serce po posilku. Na poczatku wystarczyla aspiryna i przechodzilo. Jednakze pozniej juz bylo coraz gorzej.
Pewnego razu po zjedzeniu zwyczajnie zwymiotowalam bo juz wytrzymac nie moglam - zauawazylam wtedy, ze serce sie uspokoilo i zaczelam czus sie lepiej. Od tamtej pory robilam to czesciej a dzis... dzis wymiotuje kazdego dnia i kilka razy dziennie ;(
Jak tylko cos zjem czuje, ze mi w brzuchu to jedzenie przeszkadza i ide do lazienki. Juz nawet czesto nie mam sily i mi sie nie chce wymiotowac, a serce bije spokojnie to ja jednak wpadlam w straszny nawyk i musze isc cofnac bo
jesli tego nie zrobie odczuwam wscieklosc, zlosc, dziwny niepokoj w zoladku i nie uspokoje sie do momentu kiedy nie oddam tego co zjadlam :( Nie mam bulimi, ani anoreksji. Nie odchudzam sie na sile - wrecz przeciwnie. Mam apetyt, chce jesc wszystko, chce przytyc, ale
to glupie uczucie zoladka, niepokoj, nerwy powoduje, ze zwyczajnie chodze do lazienki i zwracam a juz naprawde boli mnie caly brzuch od tego, buzia, gardlo, chodze glodna, czuje sie zmeczona, slaba, chce mi sie plakac i nie wiem co robic.
Boje sie wciagnac przez to w jakies choroby, boje sie ze zniszcze sobie zoladek a co najgorsze... nie wiem jak zwalczyc to, ze tak silnie to wszystko siedzi w psychice...
Ostatnio edytowano 07 maja 2011, 17:25 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z w/w wątkiem z uwagi na treść/problematykę
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
07 maja 2011, 14:23

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Piotrowski 07 maja 2011, 16:56
To wiem:) Jednak finanse nie pozwalaja. Zatem czy ktos doradzi gdzie mam zaczac szukac, w ktora strone pojsc na wlasna reke zeby sie z tego cholerstwa wydostac ?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
07 maja 2011, 12:07

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez *Monika* 07 maja 2011, 17:18
Piotrowski, Czasem na oślep ciężko jest coś doradzić.
Sami nie jesteśmy obiektywni co do siebie. Dlatego terapia wskazana.
Jakieś hobby, sport, zajęcie, które pozwoli Ci się oderwać od myślenia, objawów....ciężko cokolwiek doradzić.


Katia23, Warto byłoby pomyśleć o psychoterapii. Wcześniej miałaś ataki paniki. A teraz doszły inne objawy.
Pójdź do psychiatry i poproś o skierownie na psychoterapię.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2.

przez motylek2001 08 maja 2011, 17:06
Witam wszystkich na tym forum, szukam pomocy! Dla samej siebie nie wiem jak sobie mam poradzić sama ze swym problemem! to dość długa historia:(
Otóż, miałam koleżankę bardzo fajna przynajmniej tak mi się wydawało...mieszkałyśmy w tej samej wiosce nie opodal od siebie! dość często spotykałyśmy się na kawę, herbatę. Az do momentu gdy kontakty się chwilowo urwały po pół roku zaglądnęłam do niej tak z ciekawości co u niej słychać:)Zobaczyłam ze nie jest sama był z nią jakiś mężczyzna, spodziewała się dziecka. byłam mile zaskoczona. I trochę zazdrosna ze kiedy w końcu ja będę miała swojego księcia z bajki...jeszcze nie był jej mężem tylko narzeczonym...po tym spotkaniu dość często ich odwiedzałam, potem to nawet każdy dzień, koleżanka dzwoniła przyjdź pogadamy sobie będzie fajnie, zgadzałam się szłam bez wahania! Z czasem zauważyłam ze jej facet mi się zaczyna podobać, wyczuwałam ze jemu tez wpadłam w oko. Chodź mimo tego bardzo troszczył się o nią i jej dziecko. Często tez dzwonił do mnie po 2-3godziny rozmawialiśmy, koleżanka była zazdrosna trochę, o te kontakty telefoniczne, lecz była pewna ze nic się miedzy nami nie wydarzy. Gdy była gdzieś w 6mc zaczęło się miedzy nimi psuć, rodzina jej narzeczonego odkryła ze ona nie jest w ciąży z nim tylko z innym facetem, oczywiście on w to nie mógł uwierzyć do końca ciągną te spotkania, aż do jej porodu, ona oczywiście go zapewniała ze to jego dziecko, ze szpitala zadzwoniła do niego, żeby mu powiedzieć ze to nie jest jego dziecko i ze oszukiwała go przez cała ciąże, po prostu to był szok! Mnie tez o tym nie powiedziała! Ze prowadzi podwójne życie. Podejrzewam ze sama nie wiedziała kto jest ojcem! Z tego co wiem po porodzie spotkała się z nim na sex i potem drugi raz tylko na rozmowę, nie rozumiem trochę tego jak on mógł się z nią spotkać po takim czymś co mu zrobiła??! Po 3miesiacach Maciek odezwał się do mnie(facet mojej koleżanki), spotkaliśmy się, zaczęliśmy chodzić ze sobą. Od pierwszego wejrzenia zakochałam się w nim. Na pewno sama bym tego związku nie zepsuła, po prostu ona go oszukała i on nie chciał być już z nią. Tak ze ja nie czuje się winna, po za tym sam z własnej woli odezwał się do mnie. Na początku było wspaniale oczywiście bardzo często widziała nas moja koleżanka(podejrzewam co czuła)!postanowiliśmy mięć własne dziecko:)urodziła się nam córeczka po dwóch latach druga i teraz nie dawno trzecia:)jesteśmy szczęśliwa rodzina, kochającą,szanująca się lecz coś jest nie tak chyba ze mną!:( jesteśmy ze sobą od 5lat i właśnie nie dawno po raz pierwszy odezwała się była dziewczyna mojego męża ta z która był...szok dla nas. Zadzwoniła do męża siostry z pytaniem co słychać? I ze planuje drugie dziecko ale coś im nie wychodzi (koleżance i jej mężowi) potem odwiedzała parę razy mojego męża na portalu, co nigdy tego nie robiła, aż do tej pory. Zaczęła się nami interesować. Mężu ufa co do tej kwestii, bo wiem ze by się z nią nigdy nie spotkał. Lecz dla mnie jest to denerwujące od jakiegoś czasu po urodzeniu trzeciego dziecka dostałam nerwicy! z jej powodu cały czas o tym myślę ze on z nią spał ze może jemu było lepiej z nią w łóżko niż ze mną. Chodź mąż mnie zapewnia ze ja jestem wspaniała. A najbardziej drażni mnie to ze on się z nią spotkał po tym wszystkim na sex!:(jestem o to zła ale nie powinnam być bo on jeszcze wtedy ze mną nie był...Gdy się kochamy razem myślę o niej ze ona z nim tak samo robiła te myśli mnie prześladują ranie męża a nie chce tego robić! on nie chce mnie już słuchać, w ogóle denerwuje się jak coś mowie na jej temat, te myśli mnie prześladują, plącze. A przecież powinnam się cieszyć ze mam przystojnego męża, zdrowe dzieci, śliczny dom...mnie to nie cieszy!:(((((((nie wiem już co mam z sobą zrobić...wydaje nam się ze siostra mojego męża wygaduje nie stworzone rzeczy do mojej koleżanki na nasz temat "ze może nam się nie układa czy coś podobnego szwagierka mnie nie akceptuje bo jest zazdrosna o to ze jej rodzice a moi teściowie lubią bardziej mnie niż ja sama. I stad te obserwowania nas w sklepie czy na spacerze przez nią, dawniej nawet nie popatrzyła, a to już minęło kupę czasu...Wydaje mi się ze musiała się coś dowiedzieć od siostry męża na nasz temat i dlatego próbuje coś zepsuć. Ale najbardziej to ta moja posesja jak z nią walczyć?I co to jest? Dlaczego to się do mnie przyplątało...po tylu latach plącze cały czas i nie wie co zrobi, proszę niech ktoś się wypowie! z góry dziękuje!

-- 08 maja 2011, 17:17 --

Przepraszam za, słowo to moja obsesja! Nie wiem jak mam sobie z tym radzić, czasami wydaje mi się ze chyba zwariuje od tego wszystkiego, wyczuwam w sobie ze zaczęłam żyć przeszłością związana z była męża...to jest chore ze mieszkamy nie daleko od siebie...ze widzimy się prawie każdy dzień gdy idę na zakupy z dziećmi czy mężem. Mąż nie raz mnie sam wyciąga "chodź na spacer, może nas zobaczy będzie zazdrosna" Nie da się uniknąć spotkań z nią bo to nie realne zakupy muszę robić, żeby mieć co zjeść
Ostatnio edytowano 08 maja 2011, 19:13 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z w/w wątkiem z uwagi na tematykę Twojego postu
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
08 maja 2011, 16:21

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2.

Avatar użytkownika
przez Badziak 08 maja 2011, 18:08
Nawet nie wiem co Ci doradzić. Ta cała sytuacja to jakiś kosmos. :shock:
Zaburzenia depresyjno-lękowe z elementami fobii społecznej:
Anafranil SR (klomipramina) 150 mg
Amizepin (karbamazepina) 400 mg

+ terapia behawioralno-poznawcza :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1412
Dołączył(a)
19 kwi 2010, 23:21

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do