Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nie daję rady.Pomóżcie!

przez zenon.strzyga 13 lut 2011, 23:48
czy utrzymujesz kontakty z ojcem?
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
22 gru 2010, 14:46

Nie daję rady.Pomóżcie!

przez fobia 13 lut 2011, 23:54
imagination86, psycholog + psychatra nic innego Ci nie pomoże. Alkohol to nie jest rozwiążanie, na razie masz duże szanse iść w ślady ojca. Terapia trwa miesiące/ lata , potrzeba cierpliwości i pracy nad sobą . Do tego leki - odpowiednio dobrane pomagają!
Offline
Posty
2243
Dołączył(a)
12 wrz 2008, 01:39

Nie daję rady.Pomóżcie!

Avatar użytkownika
przez *Monika* 13 lut 2011, 23:55
imagination86, Ile czasu byłaś w terapii? Miesiac, dwa, rok?
Rok to mało. Czasem dwa lata to też mało.


Ile?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Facet z problemem z garnkiem ;) Zapraszam

przez Facet1984 14 lut 2011, 19:18
Wiam,

Mam 25 lat i chciałem się podzielić swoimi wątpliwościami dot. mojej osoby.

Mianowicie myślę, że mam jakiś rodzaj nerwicy z którą niestety radzę sobie średnio. Wszystko ma wpływ na mój obecny związek i z tego powodu bardzo mi z tym źle. Nie wiem za bardzo gdzie miałbym się udać i co miałbym zrobić aby było lepiej. No ale wracając do początku...

Mam 25 lat, jestem dobrze wykształcony, w pracy postrzegany jestem jako człowiek sukcesu, dobrze wyglądający i często uśmiechniety, któremu nic nie brakuje... Ale to tylko część prawdy, która nie wygląda już tak słodko. Około 3 lat temu rozstałem się z moją pierwszą miłością. To ona zostawiła mnie co niestety dosyć mocno przeżyłem. Nie będę czarował - mam świadomość, że zrobiła to bo nie mogła dłużej ze mną wytrzymać - czemu zresztą się po dziś dzień jej nie dziwię.

Na początku byłem bardzo szczęśliwy i ona ze mną też. Później jak to w życiu bywa wszystko zaczęło się psuć. Dopiero dzisiaj widzę, że byłem bardzo zaborczy i żyłem jej życiem. Nie pozwalałem jej na wiele a ona nie chcąc robić mi przykrości siedziała cicho i nie mówiła o swoich potrzebach. Z czasem byłem od niej uzależniony (nie tylko ze swojej winy - musiałem się przeprowadzić i zacząć niemal wszystko od nowa - nowa szkoła, mieszkanie, znajomości po studiach się pokończyły, kilka porażek w życiu i niezrealizowanych planów. Słowem - zostałem tylko ja i ona). Bardzo się od siebie oddalaliśmy a ja nie chciałem zostać sam. Zrobiłem dużo głupot (jazdy, kłótnie, wyrzuty) z czego dzisiaj nie jestem dumny. Wszystko się skończyło a ja po ok. 1,5 roku znowu zacząłem cieszyć się życiem - zmieniłem pracę, zacząłem studia, poznałem nowych ludzi i zacząłem po prostu żyć... O dawnej miłości zapomniałem poznając nową, wspaniałą kobietę mojego życia.

Jestem szczęściarzem, że los mi ją dał i nie chcę znowu tego schrzanić. Niestety od jakiegoś czasu nam się przestało układać. W związku pojawiła się rutyna a ja zacząłem koncentrować się tylko na pracy i robieniu pieniędzy... Był o dla mnie priorytet bo chciałem z nią gdzieś wyjechać, zdobyć coś w życiu. Wszystko do czasu kiedy ona postanowiła trochę podgrzać temperaturę i wprowadziła element zazdrości. Nie zrobiła nic złego, chciała po prostu być zauważona i abym był zazdrosny. W tym momencie coś we mnie pękło... Tak bałem się, że ją stracę. Nagle ogarnął mnie lęk, niemal taki sam jak kiedy zostawiała mnie pierwsza dziewczyna. Znowu wszystko zaczęło się od początku – jazda, kłótnie, irracjonalne zachowanie z moje strony. Później po kilku razach ona zaczęła mnie mieć lekko dość – stała się oschła, zimna, nieczuła, zajęła się sobą.

Znowu błędne koło – to tylko wzmogło mój lęk przed stratą jej. Starałem się przeczekać, aż mi przejdzie ale po miesiącu gdzie z powodów wyrzutów sumienia bardzo się starałem (aż za bardzo) znowu pękłem i zrobiłem wielką głupotę. Upiłem się i na pewnej uroczystości zrobiłem jej dużą przykrość. Ona mi wybaczyła ale nie jest między nami tak jak dawniej. To tylko wzmaga mój lęk przed stratą jej – przed tym, że znajdzie kogoś innego, że zrobi coś złego, że tak naprawdę jej nie zależy, że mnie po prostu zostawi.

Nie wiem za bardzo co mógłbym zrobić aby wydostać się z tego błędnego koła nakręcania się. Stałem się mocno nerwowy, drażliwy i czuły na docinki, jestem zazdrosny o wszystko. Czuję, że powoli tracę także pewność siebie. Starałem się coś ze sobą zrobić i nie użalać ale poniosłem znowu klęskę. Gdziekolwiek się nie ruszę tam jest mur, który czego mam świadomość składa się z mojego własnego wyobrażenia.

Nie chcę się faszerować żadnymi lekami. Nie chcę rozmawiać z psychologiem. Wiem, że jestem w stanie sobie poradzić, tylko za bardzo jeszcze nie wiem jak… Co o tym myślicie? Będę wdzięczny za wszelkie komentarze. Na te niekonstruktywne odpowiadał nie będę.

PS. Ciężko tak w kilku słowach zamieścić kilka lat swojego życia więc proszę o wyrozumiałość ;).
Ostatnio edytowano 14 lut 2011, 21:08 przez linka, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Przeniesiono do odpowiedniego działu :)
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
14 lut 2011, 18:40

Facet z problemem z garnkiem ;) Zapraszam

przez Lexie 14 lut 2011, 23:10
W zasadzie jedyne, co można Ci radzić w tej sytuacji to rozmowę z ukochaną, taką szczerą. Widać wybitnie, że Twoim problemem jest brak wiary w siebie i w powodzenie tego związku. Mam wrażenie, że gdzieś podświadomie starasz się być przygotowany na najgorsze i to tym razem wolisz sam zranić niż być zraniony. Nie zmienisz się niestety z dnia na dzień, musisz jednak być konsekwentny - jeśli czujesz się zdenerwowany czymś odejdź, odczekaj aż się uspokoisz i dopiero wtedy zastanów się czy masz powód do odczuwania złości.
Skoro sam dostrzegasz, że w związek zakradła się rutyna spróbuj sam to zmienić, a nie czekać aż samo przejdzie, bo nie przejdzie.
Pytanie też czy Twoje kompleksy mają związek tylko i wyłącznie z pierwszą miłością czy może już coś wcześniej takiego się działo. Życie przeszłością i przeżywanie na nowo własnej porażki nie jest sposobem na przyszłość.
Rozumiem Cię aż za dobrze, sama wcześniej uważana byłam za "złote dziecko" - ułożona, inteligentna, żadnych problemów wychowawczych, wspierająca w każdym problemie, ale zawsze stojąco z tyłu. I nagle coś się posypało... Z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że faktycznie ręce przyłożył do tego chłopak, ale był zaledwie trybikiem, który poruszył maszynę, gotową od dawna do wystartowania.
Offline
Posty
34
Dołączył(a)
30 sty 2010, 20:39

Facet z problemem z garnkiem ;) Zapraszam

przez marciatka 15 lut 2011, 16:59
Facet1984, powoli.

Piszesz bardzo dużo o lęku. Boisz się, że Twoja kobieta Cię zostawi, bo się wobec niej źle zachowujesz.
Myślę, że to mógłby być jedyny powód rozstania, ponieważ skoro dziewczyna z Tobą jest nadal, to znaczy, że Cię kocha. Ale ją wkurzasz. I nasuwa się pytanie- co powinieneś z tym zrobić?

Spróbuj stanąć jakby obok i przyjrzeć się swojemu związkowi i temu, na ile się angażujesz. Nie od dziś wiadomo, że miłość jest jak roślina, niepodlewana- więdnie. Wydaje mi się, że Ty w obu tych związkach angażujesz się bardzo na początku, kiedy jest ten moment zakochania, temperatura sięga 100 stopni, a Ty jesteś drugą istotą zafascynowany. Kiedy już się wyszalejecie i zaczyna się po prostu wspólne życie, coś w Tobie pęka. Nagle bardziej skupiasz się na budowaniu strony materialnej, nie duchowej bliskości. To zrozumiałe, że chcesz zarobić na życie itd. Jesteś mężczyzną i czujesz się odpowiedzialny za Wasze życie. Ale pomyśl, dlaczego tak nagle zmienia się Twoje nastawienie?
Robi się tak, jakby zależało Ci na tym, żeby mieć kobietę, a nie być z kobietą.
Przyjaźnisz się ze swoją wybranką? Rozmawiacie?
Nie wiem, dlaczego zamiast pójść na spacer i pogadać o tym, że jest jej ciężko ona wybrała taką grę na zazdrość, która Ciebie tak rozjuszyła. Chyba za mało rozmawiacie o swoich uczuciach.
Inną sprawą jest Twoja reakcja na groźbę utraty partnerki. Nagle zaczyna Ci zależeć, nagle znajdujesz czas na obserwację swojej lubej. Wydaje mi się, że Tobą rządzą emocje i ich bardzo potrzebujesz. To, co w danym momencie dostarcza najwięcej adrenaliny, daje Ci kopa, to Cię absorbuje. Nie potrafisz skupić się na kobiecie, która jest grzeczna, nigdzie się od Ciebie nie wybiera. A ona wtedy czuje się źle, bo średnio na nią zwracasz uwagę.

Nie chodzi mi o to, żebyś ciągle ją nosił na rękach i codziennie zapraszał do restauracji na randkę. Ale możesz nauczyć się cieszyć z takiego właśnie stabilnego związku, który dojrzał i już nie jest gorącym zauroczeniem, tylko przyjaźnią i wspólnym życiem.

Co do Twojego zachowania- jak sam widzisz, jest agresywne i krzywdzące. Czasem trzeba zacisnąć zęby i w ramach złości po prostu zrobić kilka głębokich wdechów i zapytać "dlaczego tak postąpiłaś?". Trochę zrozumienia, szczerości, rozmów. Powściągnij emocje, a zdziałasz więcej. Możesz później pójść na spacer do lasu i się wykrzyczeć, ale wobec partnerki spróbuj zachować spokój, kiedy czujesz, że robienie wyrzutów jest po prostu nie na miejscu.
Offline
Posty
194
Dołączył(a)
13 sie 2010, 18:37

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez PipiLa 20 lut 2011, 20:34
Cześć wszystkim! Czasem wchodziłam na to forum w trudnych chwilach, żeby uzyskać trochę wsparcia w Waszych wpisach, a teraz to ja chciałabym pocieszyć Was  Miałam i w zasadzie jeszcze mam nerwicę i to był ciężki okres w moim życiu. Wszystko zaczęło się od problemów w życiu osobistym, nie potrafiłam sobie z nimi poradzić i wkroczyła na teren nerwica. Zaczęło się od tego, że myślałam, że mam zawał, potem bałam się wychodzić z domu (bałam się, że zemdleję) miałam wszelkie możliwe objawy chorób. Bałam się jeździć tramwajem, spotykać się z ludźmi. Stopniowo próbowałam to przezwyciężać – wychodziłam bo musiałam. Potem jak to trochę minęło zaczęły się kolejne objawy – myślałam, że zwariowałam, że jestem chora psychicznie. To były okropne myśli, męczyły mnie całymi dniami, nie miałam ani chwili wytchnienia, w kółko to samo i to samo. Wypytywałam się rodziny, czy ze mną wszystko jest ok. Oni odpowiadali, że nic się ze mną nie dzieje, że jestem normalna, ale ja nie wierzyłam i koło się kręciło. Były lepsze i gorsze dni, aż w końcu tak to wszystko mnie zmęczyło, że doszła depersonalizacja…masakryczne uczucie nie bycia sobą. Mnóstwo pytań jak to jest, że jestem sobą itp. Nie wiedziałam skąd to się we mnie bierze. Wiedziałam, że nie mogę dać się tak zniszczyć. Podczas trwania tej nerwicy szukałam sposobów na to, żeby dowiedzieć się co się ze mną dzieje, jakoś to logicznie wyjaśnić. Byłam na trzech wizytach u psychologa, ale to były tylko rozmowy. Nie brałam żadnych leków psychotropowych. Trwało to u mnie ok. sześciu miesięcy (ten okropny stan) i teraz jest dobrze. Już to co najgorsze minęło. Kiedyś nie potrafiłam jednego dnia przeżyć bez myślenia o tym co mi jest, lub co może mi się stać. Teraz wstaje i nie myśle o tym, żyje normalnie, potrafię się zrelaksować, cieszyć, jest tak jak wcześniej. Oczywiście są chwile, że czuję jak serce szybciej bije i trudno przełykać mi ślinę, ale to szybko przechodzi, bo wiem, czym jest nerwica i że można sobie z nią radzić. Przez ten mój (pewnie nudny) monolog chciałam wszystkim powiedzieć, że z nerwicą da się walczyć i z nią żyć. Potrzebna jest determinacja, chęć życia, miłość rodziny i bliskich (która jest bardzo pomocna) a przede wszystkim wiara! Życzę wszystkim powodzenia! 
PipiLa
Offline

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Hooligan123 20 lut 2011, 21:14
Witam
Mam pewien problem , z którym juz nie daje sobie rady.Dlatego chcialbym napisac tutaj o swoim problemie. Niewiem od czego zaczac. Otoz : Czuje sie jakos nieobecny , nie czuje tego ze idę , wszystko wydaje mi sie dziwne i nierealne jakby wogule mnie tutaj nie bylo, czasem mam wrażenie , ze poprostu sie przewroce, czuje sie jakby w śnie. Niewiem co to moze byc , nigdy tego nie mialem , ale mialem za to wiele innych problemow. Mialem kolatania serca , zaburzenia rownowagi , ciagly strach niewiadomo przed czym , oczy mi uciekaly i drgawki. Boje sie wyjsc z domu , bo zaraz robi mi sie slabo i mam wlasnie takie zaburzenia rzeczywistosci.Bylem u kardiologa i wszystko wyszlo dobrze .Badanie krwi tez robilem i bylo rowniez ok... ZAwalilem sobie szkole , bylem wysportowany duzo cwiczylem na silowni a teraz zabardzo nie wychodze z domu... Jestem jeszcze dosc mlody i niewiem co to moze byc. Czy jest tu ktos kto umialby powiedzec co mi jest ?? Z gory thx ;]
Avatar użytkownika
Offline
Posty
170
Dołączył(a)
19 lut 2011, 23:32
Lokalizacja
...

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez jakubkowa 20 lut 2011, 21:15
piszesz już w trzecim wątku :)

na każdy odpowiadam - nerwica - ja mam takie same objawy :)
...Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca on ze zdwojoną siłą...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
531
Dołączył(a)
29 lis 2010, 13:11

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez herpatka 20 lut 2011, 21:25
PipiLa ja tez myslalam ze to samo minie. nie wiedzialam nawet co mi jest. nie moglam sama wyjsc do sklepu. balam sie tlumu. nie moglam wrocic ze spotkana z kolezanka, dzwonilam do chlopaka zeby przyjechal i jechal za mna w razie jak zemdleje (paranoja). nie moglam dojechac na uczelnie. myslalam ze to minie. zaczelo sie rok temu. przyszlo lato, bylo lepiej. i znowu teraz wszystko wrocilo. i dopiero teraz wiem co to bylo. co to jest. i ze bez lekow nie da rady. nie licz tylko na siebie. pozdrawiam.
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
04 lut 2011, 20:59

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez PipiLa 21 lut 2011, 11:15
Herpatka, rozumiem, że to może wrócić i ja też uważam, że nie jestem jeszcze do końca "wyleczona". Ale nie zgodzę się z Tobą, że bez leków się nie da. Uważam, że nie ma tutaj jednego dobrego środka, każdy jest inny i na każdego coś innego działa. Ja potrafiłam poradzić sobie z tym bez leków, to wszystko zależy od indywidualnych cech człowieka. Po prostu zauważyłam, że jeżeli nie nakręcam się i staram się o tym nie myśleć, to jest lepiej. Trzeba zacząć myśleć logicznie i dochodzić do wniosku, że nie ma co się tak nad sobą rozczulać, bo tak naprawde co ma być, to będzie. A myślenie o tym nic nie zmieni :)
PipiLa
Offline

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez sylwia16 22 lut 2011, 15:38
Najgorsze jest to że boję się chodzić do szkoły bo cały czas jak mi się zakręci w głowie , lub zrobi mi się duszno to jestem przerażona , że coś mi się stanie ze zemdleje.. nie wiem co mam robić???

-- 22 lut 2011, 14:42 --

Herpatka ja mam tak samo jak ty..
Radzisz sobie z tym jakoś ?? jeśli tak to daj jakieś wskazówki

-- 22 lut 2011, 14:51 --

Offline
Posty
2
Dołączył(a)
22 lut 2011, 15:22

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez iskra555 23 lut 2011, 13:10
Witam. Od czasu kiedy czuję, że jest coś nie tak często tutaj zaglądałam, ale dopiero dziś postanowiłam zarejestrować się i podzielić się z Wami tym co przeżywam i co uważam objawami pasuje do nerwicy. Nie zostałam jeszcze zdiagnozowana stąd też pewności nie mam czy to jest to...
Nigdy bym nie przypuszczała że można tak się czuć...Pisząc to jestem słaba, prawdopodobnie po ataku, ale zawziełam się, że dam sobie radę i przetrwam. Mam 26 lat. Jestem szczęśliwa, przynajmniej tak czuje w przeważających momentach pozytywnych każdego dnia. Jednak... no właśnie... W październiku 2010 roku podczas jednego dnia doświadczyłam porażającej dawki stresu. Przerosło mnie to co wtedy się wydarzyło i po tygodniu po raz pierwszy dostałam ataku...Objawami było drżenie całego ciała, lęk o wszystko i poczucie że nic nie ma sensu...taka beznadzieja. Nie byłam wtedy sama, był przy mnie mój mężczyzna, który starał się przytulając mnie przepędzić ten stan... uspokoiłam się sama po jakiejś godzinie... Na drugi dzień czułam się potwornie zmęczona. Zapomniałam szybko o tym co się wydarzyło. Potem jednak - po paru tygodniach objawy wróciły , tylko tym razem zamiast drżenia mięśni odczuwałam silne bóle głowy- jakby obręcz wokół głowy, sztywnienie karku, ból żołądka, potem oczywiście musiałam udać się do toalety- biegunka i nieuzasadniony lęk. Czułam że niestety to nie jest zwykły stres. Na szczęście w pracy wszystko było cudownie- jako pracownica byłam 100% wydajna i realizowałam się każdego dnia. Ataki tzw "do opanowania" zdarzały mi się np. w autobusie (przeszkadzało mi nawet to że ludzie głośno rozmawiają, zapach czyiś perfum, odgłosy ulicy) ,wszystko to potrafiłam przebrnąć bo powtarzałam sobie że jestem silna, że pokonam to i że przejdzie...Uspokajałam się i powolutku wracałam do siebie. Muszę Wam powiedzieć, że jeżeli miałabym do czegoś porównać ten stan to powiedziałabym, że jest to takie bycie w ciele które jest poza kontrolą 100% , taki smutek, że nie mogę sobie narzucić tego żebym się uspokoiła chociaż tak bardzo tego pragnę...
Nie wybrałam się jeszcze do psychiatry choć wiem że jest to tylko kwestią czasu - że dla samej siebie powinnam pójść jak najszybciej. Nie wiem czy będą potrzebne leki, ale wiem jedno- potrzebuję rozmowy, wsparcia ze strony obcych ludzi...
Być może wpływ na to co się dzieje ma to że jestem DDA i teraz procentuje to że przez większość życia doświadczałam przemocy psychicznej ze strony taty. Nie mieszkam już w rodzinnym domu, niedawno zmieniłam miejsce zamieszkania. Musiałam- albo raczej chciałam to zrobić. Zrezygnowałam z pracy bo przenosiny do innego miasta wykluczały pracę w rodzinnym mieście. Dużo się wydarzyło...wiele spraw nie mogłam ogarnąć stąd ataki są częstsze. Jestem w domu i wytrzymuje je dzielnie. Nasiliły się problemy żołądkowe, spadła mi odporność i często łapie infekcję. Łykam magnez i faktycznie są dni kiedy jest wszystko normalnie. Ten stan nadchodzi niespodziewanie. Nie wiem skąd , ale przynajmniej 2,3 razy w tygodniu. Denerwujące jest to że moje ciało odmawia mi posłuszeństwa i jest po prostu jak z waty... w myślach się wzmacniam a ciało swoje... Myślę, że taki stan rzeczy spowodowany jest także tym że aktualnie nie pracuje, przez to zaczęłam czuć się trochę niepotrzebna, tak jakbym stanęła w miejscu i życie płynęło gdzieś sobie obok mnie. Z utęsknieniem czekam na wiosnę... z nadzieją w sercu...Wiem, że potrafię pokonać ten stan (nerwicę..?) Są dni kiedy wiem ... kiedy czuję, że to minie... może nie samo, ale z pomocą lekarza, bliskich osób a także zupełnie obcych ludzi.
Wybaczcie, że rozpisałam się, ale to taka forma terapii...dzielenie się tym z czym człowiek nie może sobie do końca poradzić...walka...i nadzieja, że razem z Wami można wierzyć, że każdy dzień będzie lepszy od poprzedniego.
Iskra555
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
23 lut 2011, 12:24

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez dasia37 24 lut 2011, 13:39
witam , mam 40 lat i od paru tygodni straszny problem. A mianowicie od momentu kiedy przestałam palic paierosy. Codziennie czuję ból w klatce piersiowej , kładę się spac z myślą że już nie wstanę bo dostanę zawału i tym podobne . Jestem już tym tak zmęczona że nie chce mi się życ ,co to może byc, czy to słynna nerwica lękowa,? Pozdrawiam
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
24 lut 2011, 13:18

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości

Przeskocz do